Nowy ninja z armii głupoty

  Człowiek żywi głupie złudzenia. Wbrew nabywanym doświadczeniom podsyca w sobie nadzieję, że inni z czasem zmądrzeją, albo przynajmniej przestaną czepiać się drugich pod idiotycznymi pretekstami. Ale czemu mieliby tak postępować, skoro czepianie może dać popularność i przysporzyć pieniędzy? Mieniący się absolwentem muzycznego dziennikarstwa wesołek imieniem Marcin (nie afiszujący się ze swoim nazwiskiem), postanowił ubić interes na wyśmiewaniu audiofili. Nic nowego to nie jest, widywaliśmy wielu takich, na przykład XYZ Pawła, albo autora serii felietonów pod wspólnym hasłem Audiovoodoo, Krzysztofa Bielewicza. To zwykle są osoby wirtualne, nie widywane na spotkaniach, które zza internetowego węgła pluć będą pseudoracjonalnym jadem. Oczekiwania są tu takie, że tłumek gapiów to podchwyci i w imię auto wywyższenia też wyartykułuje rechot z pozycji ludzi lepszych. Tych racjonalnych i zorientowanych, co to świat mają w małym palcu i dopiero w obliczu śmierci tknie czasem jednego z drugim, że może jednak ta rzeczywistość, w której się obracali, wcale się ich rozumowi nie kłaniała, nawet jej tak naprawdę nie liznęli. Ale cóż: „Odi profanum vulgus”, jak powiadał Horacy. A wcześniej Platon zauważał, iż: „To jest najgorsze w głupocie, że ona sama siebie nie dostrzega”. Autorzy internetowych ataków kierują się jednak przesłaniem kogo innego – Chrystusa z Nazaretu – według którego: „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest królestwo niebieskie”. Co do niebieskiego, to nie wiem, ale internetowe z pewnością. Zgodnie z regułą Kopernika o wypieraniu pieniądza, gorszy wypiera lepszy, toteż na internetowych forach dominują obecnie osobnicy moralnie i intelektualnie żadni, albo coś koło tego. Najczęściej pod pseudonimami, bo pod imieniem i nazwiskiem mogliby zostać rozpoznani i ktoś mógłby do nich się przyczepić.

Anonimowa armia głupców czuje się zaś wyśmienicie – jedni drugich radośnie wspierają i utwierdzają w głupocie. Zdania trudniejsze niż „Ja pierdolę”, „Ale jaja” i „Co za buzer” stanowią już wyzwanie, a nadrzędnie czy podrzędnie złożone, nie mówiąc o wielokrotnie, to już myślowy labirynt, przez który przebrnąć się nie da. Wyobraźnia nie przekracza imaginacji o stosunku płciowym z sąsiadką, a niepłonne nadzieje oscylują wokół butelki z zawartością procentów. Słowa inne od używanych potocznie nie skłaniają do zaglądnięcia w słownik, a słowotwórstwo czy próby opisania zjawisk nie pokazywanych w telewizyjnych serialach to już czysta herezja. Tak nawiasem – à propos tych seriali, czy nawet filmów fabularnych – dość zastanawiającym jest zjawiskiem, że w prawie każdym drogie samochody i luksusowe wnętrza, a nigdy w tych luksusach nie widujemy audiofilskich urządzeń, a jeśli już, to jakość ich w najlepszym razie średnia. Jak widać twórcy i odbiorcy za głupi są na muzykę w wydaniu innym niż masowe, co jest świadectwem ich intelektualnego staniu i zarazem niezgorszym wytłumaczeniem, dlaczego te produkcje tak marne. Towarzystwo wysokich o sobie mniemań ochoczo krytykuje muzyczne disco polo, a jednocześnie nie dostrzega, że w wymiarze filmowym i serialowym samo wytwarza i przyswaja swoiste disco polo – disco polo filmowe. Te wszystkie Harry Głupottery, kolejne przebudzenia Mocy w absurdu kalesonach, czy inne Transformersy zdebilenia, biją rekordy popularności i nikomu nie przychodzi do głowy z tego na serio drwić, bo wielka dupa politycznej poprawności, mocno w to zaangażowanej, mogłaby go poczęstować wykluczającym pierdem. Tak więc dla bezpieczeństwa pan Marcin woli ujeżdżać audiofili, to znacznie bezpieczniejsze. I pieniądz przy okazji. (Wyłączyłem AdBlocka  i wyskoczyły pośród tekstu reklamy, czyli coś zarabiamy, głupota nie idzie w las.)

Piszę ogólnikowo, ale pora na konkret. Okazuje się (nie wiedziałem), że nasz Marcinek działa już od jakiegoś czasu pod szyldem bloga Ton składowy (de facto rechot grupowy) i nawet zdążył wyprodukować tabelkę audiofilskich zwrotów sztampowych, do której przymierza kolejne recenzje w poszukiwaniu zgodności. Bo, jak powiada, lubi muzykę, ale nie lubi audiofilskich bredni – całego tego bajdurzenia o kablach i bezpiecznikach. Podstawek też nie lubi, nie wierzy w pola magnetyczne jako źródła zakłóceń, w skuteczne filtry, legendy o kierunkowości kabli i w ogólności nie trawi całej tej audiofilskiej mowy, którą ochoczo wyśmiewa. Wierzy natomiast w podwójne ślepe testy, w zdrowy rozsądek i oświecenie, a przymiotnik „kwantowy” wywołuje uń drwiący uśmiech. To ostatnie, nawiasem, bardzo pasuje do mego z kolei referatu na temat bloga Audiovoodoo, bo też mam w swych annałach kontr-antyaudiofilskich parę figur przez antyaudiofili każdorazowo przywoływanych i ślepe testy oraz drwiny z kwantów to tam dania obowiązkowe.

O całej historii ze Składowym tonem bym nie wiedział, ale zostałem poinformowany, że pojawiła się tam zaczepka odnośnie mej niedawnej recenzji kondycjonera Unicorn Audio Grandioso. Pan Marcin był uprzejmy podać ją jako przykład tego, jak marketingowi naganiacze z nadania opłacających ich producentów zawsze droższe mają za lepsze. By rzecz nabrała szerszego formatu rzucenia między pospólstwo, pozwolił sobie zacytować fragment z podsumowania na serwisie wykop.pl, opatrując go komentarzem, cytuję: „Wzdłuż i w poprzek mego karku dreszcze przechodzą, gdy czytam taką finansową poezję. Całość dla chętnych, ostrzegam że długie, pełne takich pyszności i nie zwracam za onkologa.” Cóż, skoro taka uprzejmość, to i ja pięknym za nadobne.

Zacząłem nie od tego wykopu, a od komentarza na stronie fejsbukowej naszego anty-audio-jajcarza, ponieważ logowanie na wykop.pl wymagało podania telefonu, na co nie miałem ochoty. Korciło mnie wprawdzie porozmawiać z „inteligętami” od wpisów w rodzaju „Co za chuj”, ale mój telefon to moja sprawa, a nie serwisów z głupotami. W odpowiedzi na propozycję wyjaśnienia pojęć dla plebsu niepojętych, w rodzaju przykładowo „substancjalności”, a przy okazji wytłumaczenia (chociaż w recenzji to zrobiłem), co mam na myśli używając zwrotu „stereofonia wzdłużna”, dostałem tylko radę od właściciela strony, „ażebym się nie zesrał”. (Ciekawe, czy to na dziennikarstwie muzycznym uczą udzielać takich porad, chętnie bym się dowiedział, może nawet zadzwonię.) Która to rada w kolejnej odsłonie zmieniła się w wyjaśnienia, że na „fejsie” wszystko żyje króciutko, a ja z kolei żyję za długo (znaczy się – mam za dużo lat). Zabawnie to zabrzmiało ze strony jegomościa, który przed starszym znacznie ode mnie Owsiakiem padał w trakcie wywiadu na kolana i spijał z debilnym uśmiechem błogości każde słowo jako rzecz objawioną. (Tak nawiasem – same banały.) Zrobiłem sobie bowiem „risercz” you-tubowych dokonań właściciela Rechotu zbiorowego i okazało się, że poza regularnym wyśmiewaniem recenzji audio z prasy papierowej i Internetu jest tam także dwuodcinkowa relacja filmowa z AVS 2019. Zaczyna się wielce zabawnie, od posłuchania przez pogromcę audiofili słuchawek Focal Stellia na stoisku Focala, które nasz wesolutki prześmiewca przywdział tyłem do przodu… I posłuchawszy skonstatował, że wprawdzie świetnie grały, ale poniżej oczekiwań. Faktycznie, tu się trzeba zgodzić, słuchawki są przereklamowane i nawet w pozycji prawidłowej grają poniżej oczekiwań, co napisałem w ich recenzji. Można je wprawdzie podciągać zaopatrując w lepszy kabel, ale killera się nie zrobi – są w tym budżecie inne lepsze, a do flagowych Utopii brakuje wbrew często spotykanym głosom dużo. Odnośnie jeszcze tego tył do przodu, to chodzi w tym wypadku o mające kątowo ustawione przetworniki i pod to skonstruowane komory, toteż ich odwrócenie to nie sama zamiana stronami kanałów, ale też zapaść akustyki.

Po tym pokazowym odsłuchu rzuciło Ton składowy w objęcia Sennheisera, gdzie HD 600 okazały się świetne (dzięki puszczeniu utworu grupy Slayer ze smartfona), a HD 660S w tym samym repertuarze już fatalne – za dużo basu i bałagan. (Wydawać by się mogło, że dla Slayer bałagan to środowisko naturalne, ale nie.) Pominę inne lokalizacje, w sumie niespecjalnie ciekawe, jeżeli wyjąć wielkie „cebule” MBL, o których nasz sprawozdawca wyraził się poglądem: Że owszem, świetnie grały, ale by ich sobie nie sprawił nawet mając pieniądze, i w ogólności przy tej cenie to raczej nie produkt rynkowy. Tu się na moment zatrzymam, by po raz kolejny oświecić dziecinną tę naiwność. Biedne chłopięta, próbujące uchodzić za znawców, raz po raz łapane są na niezdawaniu sobie sprawy, że rynek audio to też teren polowań miliarderów, dla których milion euro to śmieszne, wręcz za małe pieniądze. To najwyraźniej przekracza wyobraźnię blogerów z rodziny audiovoodoo i świadczy o nie pojmowaniu przez nich rzeczy zupełnie podstawowej – że mianowicie rynek dóbr audiofilskich wygląda jak wygląda, bo taki jest stan równowagi między podażą a popytem. (A zdawać by się mogło, że kapitalizm to dla młodych chwatów coś, pośród czego wyrośli, więc jego prawa oczywiste.) Z innych rzeczy na moment uwagi zasługuje jedynie lokalizacja Sulek, o której pan Marcinek dbający o mój stolec powiada przed kamerą, że bardzo mu zależało. Zależało, bo wokół Sulka hejt krąży nieustannie, a jego listwa audiofilska to już szczególny obiekt drwin. Listwa ma bowiem obudowę wziętą ze zwykłej marketowej, jaką za kilkanaście złotych można kupić gdziekolwiek, a wywody samego Sulka, że stosowanie okazalszych, dostojniej wyglądających, nie wniosło nic do brzmienia, zupełnie nie trafiają do naszych „wtylegętnych” prześmiewców. Możliwe zresztą, że zastosowanie jakiejś pancernej ze specjalnego diamagnetyku, wyposażonej na dodatek w  podkład antywibracji, coś by jednak mogło poprawić, tyle że takie listwy (i to bez kabla z nich do ściany) chodzą po dwadzieścia i więcej tysięcy, a ta chodzi za sześć i gatunkowy kabel Sulek Edia Power, kosztujący solo piątaka, jest z nią zespolony na stałe. Od strony brzmieniowej listwa spisuje się zaś znakomicie – porównywałem ją z takimi za dwadzieścia parę plus kabel do ściany za kilkanaście i nie wypadły lepiej. To jednak paniczyka z Toniku składowego zupełnie już nie interesowało – skupiał się tylko na tym, że kierunkowość kabli to zjawisko nie mające teoretycznego podłoża, a przecież jak już słuchać, to tylko z teoretycznym zapleczem.

Rzecz w tym, że bacząc na zaplecze należałoby też zrezygnować na przykład z badań nad wysokotemperaturowym nadprzewodnictwem, albo zaniechać prób uczynienia kwantową (nomen omen) grawitacji, bo tam teoria też zawodzi – zawodzi nawet na całej linii, kompletna teoretyczna kicha. Albo takie zjawisko życia – nikt nie ma bladego pojęcia, jak powstało i skąd wzięło, a taki Jacques Monod – było nie było laureat Nobla, i to jeszcze z tych lepszych czasów – poświęcił całą książkę temu, jakie to życie teoretycznie jest nieznośne, jak kiepskie są widoki na jego zrozumienie. Ale co tam takie kobyły, takie wielkie przedmioty – zgodnie z teoretycznymi wyliczeniami malutki, dobrze znany wszystkim trzmiel nie może latać, ale ponieważ nie wie o tym, bezwstydnie nie trzyma się teorii. Tak jeszcze przy okazji, to w przewodach wysokiej klasy używa się często krystalicznej miedzi albo krystalicznego srebra, a orientacja tych kryształów (dąży się, by tworzyły jak najdłuższe łańcuchy) może mieć wpływ kierunkowy na przewodnictwo, to się wydaje nie bez sensu. Najlepsza jednak, jak chodzi o teorię, jest sama elektromagnetyczna fala. Ta się potrafi rozchodzić nawet w najdoskonalszej próżni, czyli jest falowaniem niczego… Jakie to proste – prawda? A jakie zrozumiałe! Teoretycy już dawno to przecież wyjaśnili… Że co? Że jeszcze nie? Ach, ci teoretycy… Zapytałem lata temu na pewnym forum audio gromadę antyaudiofili skupionych w antyaudiofilskim wątku o ten elektromagnetyzm i wywołałem burzę zmieszaną z konsternacją. Ale tak bywa z ludźmi, którzy rozumem i wyobraźnią za płot swój nie sięgają.

Nic to – teorie teoriami, a my, z audiofilizmu się śmiejący, mamy także praktykę. To tyczy chyba jednak wszystkich, bo kiedy idzie o praktyczną stronę, to tylko o nią w muzyce może chodzić – teoretycznie nikt nie słucha ani teoretycznej muzyki nie ma. Odnośnie tej praktyki w naszym konkretnym przypadku, to nie dowiadujemy się, czy kabli Sulka nasz anty-audiofilski Marcinek słuchał i co ewentualnie usłyszał. Ogólnie biorąc dowiadujemy jedynie, że na AVS przeważnie „fajnie” grało i ludzie byli „fajni”. Uwielbiam to słóweczko, to całe pokolenie „fajnych”. Dla nich wszystko jest fajne lub niefajne i na tym sprawy koniec. Więc kiedy mają fajnych rodziców, ci załatwiają im fają robotę za, ma się rozumieć, fajne pieniądze – i jest fajnie. A kiedy nie, to nie. Z Marcinkowych relacji zebranych z AVS wynika zaś niezbicie, że najfajniejszy jest Jurek Owsiak. Te jego natchnione wywody typu: „winyle to winyle”. Faktycznie, płyta winylowa jest rzeczywiście z winylu i na dodatek duża. Poza tym jest też analogowa i potrafi być zakurzona. Z czasem potrafi też zacząć trzeszczeć, aczkolwiek w czasach młodości Owsiaka w tak zwanym PRL płyty prosto ze sklepu już trzeszczały – nie trzeba było do tego dochodzić aż całymi latami. I niech mi teraz ktoś powie, że to nie było fajne…

Na koniec jeszcze uwaga odnośnie ślepych testów. Podczas wymiany zdań z Marcinkiem na jego stronce fejsbukowej wrzuciłem mu odsyłacz do mego artykułu o testach ABX i doczekałem zapowiedzi, że jak przeczyta, to odpowie. Na razie jedyną odpowiedzią jest usunięcie odsyłacza…

24 komentarzy w “Nowy ninja z armii głupoty

  1. jafi pisze:

    mały pasożyt

    Mały pasożyt rozmawiał ze mną (na AVS 2019) na temat produktów Sulek Audio.
    Nie uprzedził mnie (dystrybutora Sulek Audio) o swoich zamiarach, ani nie doniósł,
    że ma zakładkę „pozwij mnie” na swojej stronie. Z tą wiedzą grzecznie bym odmówił.
    Odpowiadałem na zadawane pytania,
    nota bene niezbyt wyszukane, oklepane bardziej. Bo ileż można o kierunkach koszulek termokurczliwych i plastikowej listwie zasilającej – wątkach po stokroć wałkowanych, upatrzonych przez hejterów na audio forach. Kolejny wywiad pomyślałem.
    To co napisał na swoim blogu mały pasożyt, bo dziennikarzem go nie nazwę mając na względzie etos dziennikarza, miało być trampoliną do bycia szybko znanym kosztem dobrego imienia manufaktury Sulek
    Audio. Nie zadał sobie trudu ten młody, „beztroski” osobnik, by sprawdzić cennik produktów firmy o której pisze. Podaje nieprawdziwe.

    Mniej zabawne jest to, że zgodnie z jego intencją blog szybko się pozycjonuje do góry.

    Przyprawianie drugiemu gęby ma moc!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Cwaniaczek. Ale niegroźny. Taki typowy tył do przodu. Przy okazji też cham, ale to dzisiaj norma.

  2. tommypear pisze:

    Tylko ten „Pan” robi to specjalnie, dla jak to teraz sie mówi „fejmu”. Skupia jak pewna partia polityczna okol siebie mało rozgarniętych nie tylko życiowo ludzi, którzy porostu hejtuja. Ten pozal sie boze blog, to czysty hejt i kręcenie beki. Widać efekt zamierzony, bo tutaj powstał o nim artykuł. Fejm jest, kliknięcia sa, co za różnica czy za rzeczy czy za śmietnik. Pomijam fakt ,ze ten Pan a może jednak pan nazywa sie redaktorem i to z wieloletnim stażem. Ogarnia mnie pusty śmiech.

  3. Paweł pisze:

    Jak kiedyś napisał Sztautynger „Co byś o mnie nie mówiła, robisz mi reklamę Miła”. Panie Piotrze, nie ganię „wiedzących inaczej” czy też „płaskoziemców” natomiast zniżanie się do ich poziomu a przede wszystkim promowanie nazw ich blogów i generowanie przez to ruchu na ich stronach to dla nich „woda na młyn”.
    Osobiście, mam trochę zastrzeżeń do tak zwanego „dziennikarstwa audio” i współpracy z dystrybutorami oraz jakości / rzetelności informacji dostępnych w tej materii i sądzę, że takie „Małe pasożyty” na tym żerują przeplatając niedomówienia z wybranymi z kontekstu teoriami popierającymi sianie zamętu.
    Osobiście sugeruję ich ignorowanie. Specjalnie założyłem profil na FB i jestem na kilku grupach obserwując z ciekawości „dyletanckie/ głupio agresywne” komentarze „Małych pasożytów” często z załączonymi linkami do wzmiankowanych w tekście stron. Jeśli ktoś bez sprawdzenia w miejscu odsłuchowym w salonie audio hi-end, dokonując testów na roztrojonym / źle naprawionym 20-30 letnim marnym sprzęcie lub też mając niesprawny narząd słuchu nie doświadczył pewnych zjawisk, uważa je za nie istniejące oraz zażarcie broni swoich racji. Należy takiemu ignorantowi wybaczyć i podsumować zawsze w ten sam sposób przedstawiane przez niego argumenty jak w zabawie z dziećmi w „pomidora”. Wszystkich nie można zadowolić i sugeruję aby ignorować bez emocji takie wypowiedzi bo to najbardziej ich rozdrażni.
    Uff nie jestem dziennikarzem więc nie wiem czy moje wypociny będą zrozumiałe… ale życzę wszystkim producentom a często pasjonatom aby dalej rozwijali swoje produkty i szukali rozwiązań jak najbliższych ideału (kwestia subiektywna) coraz bardziej dostępnych dla szerszego grona audiofilów.

    Bynajmniej nie jestem z branży ale jestem stałym czytelnikiem wielu portali blogów (nawet subiektywnych) w tym niniejszego.

    Proszę robić swoje, Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Każda krytyka to jakieś przysparzanie krytykowanemu rozgłosu. Ale czy z tego powodu nikogo i niczego nie należy krytykować? Jeżeli jakiś bęcwał promuje się ze swoim bęcwalstwem na obszarze moich kompetencji, to moim obowiązkiem jest wytknąć go palcem i jego bęcwalstwo obnażyć. Musimy wspólnie dawać odpór głupocie, by nie zatryumfowała. Nie ma co z tym przesadzać, cały czas na nią szczekać, ale dać od czasu do czasu kopniaka, tak żeby znała swoje miejsce. A nieuczciwość czy nierzetelność recenzentów, to też oczywiście coś godnego skrytykowania – nie neguję. Dzięki za pozdrowienia – też pozdrawiam. PR

  4. Sławek pisze:

    Ale ten pan napisał na swoim blogu, że na AVS 2019 najlepiej brzmiał Luxman i z tym się akurat zgadzam, bo dla mnie Luxman z Elacami to był dzwięk wystawy.
    Dziękuję za podanie nazwy bloga, nie wiedziałbym, że coś takiego istnieje…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Cała przyjemność po mojej stronie. Luxman z Elacami, powiadasz… No, nie wiem. Jak dla mnie, to tu i ówdzie grało ciekawiej.

      1. Sławek pisze:

        A proszę bardzo.
        Ani ten Luxman ani Elaki tanie raczej nie są, przynajmniej dla przeciętnych zjadaczy chleba, więc to jest chyba „hajend”. No może taki ledwo ledwo, ale zawsze…
        Ja bardzo lubię jak słuchanie muzyki mnie cieszy. Coraz bardziej myślę o tym Luxmanie, a marka raczej szacowna, nieprawdaż?
        Dla równowagi – Audiowave z YBA też zacnie grały.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Tak, to drugie jak dla mnie ciekawiej. Co do cieszenia się muzyką, to chyba w innym stanie rzeczy nie warto jej słuchać. Kiedy puszczam któryś ze swoich referencyjnych systemów – głośnikowy lub słuchawkowy – zawsze bardzo się cieszę. Nawet bardziej niż cieszę – to o wiele mocniejsze przeżycie.

  5. hifiphilosophy pisze:

    Piotrze,
    myślałem, że zachowasz się, jak na dorosłego faceta przystało i
    przynajmniej ochłoniesz. Oferowałem Ci pomoc w napisaniu artykułu,
    myślałem bowiem, że – podobnie jak ja prowadzę swój facebookowy profil,
    napiszesz artykuł w sposób satyryczny. Ty nie dość, że to zignorowałeś,
    to wysmarowałeś strasznie chamskie ad personam. I niestety, nawet jeśli
    chciałbym puścić mimo uszu wszystkie te obelgi, które bezpodstawnie
    kierujesz wprost do mnie, to napisałeś w tym artykule nieprawdę. Przede
    wszystkim o tym, że emituję na moim blogu reklamy. Zarzucasz mi też inne
    rzeczy, do których tutaj się nie odniosę, bo musiałbym rozebrać tekst na
    części pierwsze. Pokazałeś, że nie odróżniasz satyry od hejtu, który tym
    wpisem zaprezentowałeś w sposób obrzydliwy zarówno językowo, jak i
    retorycznie. Mam więc dla Ciebie krótką wiadomość i krótkiej odpowiedzi
    oczekuję.

    Niestety, zapomniałeś, że pisanie takich rzeczy na blogu to już nie jest
    przepychanka na forum audio w zamkniętym gronie. Pomówiłeś i znieważyłeś
    mnie wprost za pośrednictwem środków masowego przekazu, to jest
    przestępstwo kwalifikowane ścigane z kodeksu karnego. Opublikowałeś
    artykuł zatytułowany „Nowy ninja z armii głupoty”, w którym wielokrotnie
    kierowałeś w moją stronę słowa obelżywe, takie jak „bęcwał”, pisałeś o
    mnie per „głupi”, „debil”, „cham” itd. Wielokrotnie wspominałeś o mnie w
    sposób pogardliwy, nieprawdziwy i powielałeś niesprawdzone, nieprawdziwe
    informacje. Między innymi o tym, że zarabiam na pisaniu moich tekstów
    przez emisję reklam oraz o tym, że usunąłem Twój komentarz na moim
    profilu Facebook. Wszystko to w sposób oczywisty i rażący narusza moje
    dobre imię, wprowadza w błąd i podważa moją wiarygodność. Jestem w
    stanie udowodnić w sposób niebudzący wątpliwości, że rzeczy, o które o
    mnie publicznie pomówiłeś, były nieprawdziwe. Dlatego:

    Na podstawie art. 23 i 24 KC, wzywam Cię do niezwłocznego zaprzestania
    naruszenia moich dóbr osobistych i usunięcia jego skutków przez:
    – Usunięcie wpisu https://hifiphilosophy.com/nowy-ninja-z-armii-glupoty/
    – Publikację przeprosin na Twoim blogu (https://hifiphilosophy.com/) w
    miejscu widocznym, w sposób wyraźny i czytelny. Publikację przeprosin na
    profilu Facebook Hifi Philosophy
    (https://www.facebook.com/hifiphilosophy) oraz wystosowanie przeprosin
    do wszystkich osób i grup na portalu Facebook, które kopiowały Twój
    wpis.
    Treść przeprosin:

    W związku z opublikowaniem w dniu 10 marca 2020 roku artykułu mojego
    autorstwa pt. „Nowy ninja z armii głupoty”, przepraszam pana Marcina
    Marcinkiewicza, autora bloga Ton Składowy za podane w wymienionym
    artykule nierzetelne, naruszające jego dobro osobiste w postaci dobrego
    imienia, wprowadzające w błąd, nieprawdziwe informacje.
    Piotr Rycki

    Jeśli nie wykonasz tych czynności, będę zmuszony skierować powództwo do
    sądu i wyegzekwować wyżej wymienione drogą oficjalną. Uprzedzam, że
    wówczas zażądam również określonej wpłaty na cele charytatywne.
    Na wypełnienie moich żądań masz czas do poniedziałku 16 marca 2020 r.


    Pozdrawiam,
    Marcin Marcinkiewicz
    Ton Składowy

    1. Piotr Ryka pisze:

      To po kolei:

      – Napisałeś: „Oferowałem Ci pomoc w napisaniu artykułu, myślałem bowiem, że – podobnie jak ja prowadzę swój facebookowy profil, napiszesz artykuł w sposób satyryczny.”

      Odnośnie tego dwie sprawy. Primo, nie wiedziałem, że zwracanie się do kogoś per „żebyś się XD nie zesrał”, to satyra. Zdawało mi się, że to wulgarność i najzwyklejsze chamstwo, ale się najwyraźniej myliłem. W końcu mamy do czynienia z wykładnią było nie było satyryka. Samozwańczego wprawdzie, ale zawsze. Zresztą, tej samozwańczości nie ma się co czepiać – satyrykiem się jest albo nie jest z powołania, a nie czyjegoś nadania. Tylko odnośnie tego powołania mamy odmienne opinie.

      Jeszcze paradniejsza jest rzekoma propozycja pomocy. Wybacz Marcinku, ale swe artykuły pisuję bez pomocy i lepiej czy gorzej, ale sobie radzę. Poza tym, żadna taka propozycja – a już na pewno szczera – nie padła. Padła natomiast zachęta, która zdaje się z twojego Facebooka wyparowała, brzmiąca z grubsza w ten sposób: „Pisz gościu co chcesz, tylko nazwiska nie pomyl, bo będą z tego lajki, o które mi chodzi”. Przyznam, iż mnie to zachęciło, ponieważ lubię pomagać. I czemu nie? – marzysz o lajkach, to je miej. Mam nadzieję, że ci przybyło.

      – Odnośnie teraz sedna sprawy. To już, szanowny panie Marcinkiewicz, z pańskiej strony bezczelność. Od czego się bowiem zaczęło? Od zamieszczenia przez waszmości na własnej części podwórka wykop.pl cytowanego przeze mnie fragmentu recenzji kondycjonera Unicorn Audio w kontekście bycia mojej osoby „finansowym poetą”, zawsze uważającym droższe za lepsze; w domyśle skutkiem opłacania przez zleceniodawców, czyli – inaczej mówiąc – bycia recenzentem-najemnym kłamcą, marketingowym naganiaczem. Za takie coś, to ja powinienem pozwać pana (i w ostateczności tak zrobię), bo na to zniesławienie nie ma pan żadnych dowodów, a na dodatek czytając moje recenzje i eseje każdy może się szybko przekonać, że nigdy nie zajmowałem stanowiska „droższe równa się lepsze”. Odwrotnie – zawsze starałem się czytelnikom podsuwać rozwiązania jak najtańsze, najbardziej dla nich opłacalne w relacji cena jakość. A że, cóż, rzeczy droższe są z reguły lepsze – nie aż reguły bezwyjątkowej, jednakże często, wręcz przeważnie – to z jednej strony oczywistość, z drugiej nie moja wina. Tak to już jest, że wraz ze wzrostem nakładów badań i pracy oraz jakości surowców uzyskuje się lepsze rezultaty – wyjątki od tego się zdarzają, ale nie są zbyt częste. Pan też kupując coś tańszego nie spodziewa się chyba, że nabytek okaże się lepszy od najdroższych i najszacowniejszych w danej branży. A jednocześnie mnie oskarża o nie hołdowanie tej zasadzie. Mało tego, wystawia na pośmiewisko ordynarnej gawiedzi i w chamski sposób sugeruje, że czytanie moich recenzji naraża na nowotwór. Powiem więc bez ogródek: nie jest dla mnie istotne, czy w slangu młodzieżowym funkcjonuje taka kretyńska figura, za którą się pan chował. Wiem natomiast, że córka moich znajomych zmarła w zeszłym roku na raka; była niewiele starsza od pana, osierociła dziecko, znałem ją odkąd miała trzy lata i brałem czynny udział w zakończonej niepowodzeniem walce o jej życie. I wiesz ty co, mój „satyryku”, gówno mnie to obchodzi, czy młodzi fajnoludkowie twojego wieku i pokroju straszą się dla jaj onkologiem. Jeżeli to ma być satyra, to ja taką pierdolę.

      – Odnośnie groźby pozwu. Od razu tknęło mnie na widok w twoim blogu zakładki „Pozwij mnie”. Oho, pomyślałem, mamy tu osobnika osadzonego w rodzince prawniczej – tylko szukającego okazji, żeby poprzez koneksje dobrać się komuś do skóry. I chyba się nie pomyliłem, co? Kto tam w rodzinie jest prawnikiem? Ale wiesz, wolałbym pójść do więzienia, aniżeli ciebie przeprosić. I to byłby koniec twojej kariery satyryka, to też weź pod uwagę.

      – A teraz po szczegółach. Piszesz, cytuję: „wielokrotnie kierowałeś w moją stronę słowa obelżywe, takie jak „bęcwał”, pisałeś o mnie per „głupi”, „debil”, „cham” itd. Wielokrotnie wspominałeś o mnie w sposób pogardliwy, nieprawdziwy i powielałeś niesprawdzone, nieprawdziwe informacje. Między innymi o tym, że zarabiam na pisaniu moich tekstów przez emisję reklam oraz o tym, że usunąłem Twój komentarz na moim profilu Facebook. Wszystko to w sposób oczywisty i rażący narusza moje
      dobre imię, wprowadza w błąd i podważa moją wiarygodność. Jestem wstanie udowodnić w sposób niebudzący wątpliwości, że rzeczy, o które o mnie publicznie pomówiłeś, były nieprawdziwe.”

      To teraz ja. Mimo zachęt nigdzie nie użyłem twego nazwiska. To miała być pułapka, nie? No i się nie udała. W żadnym miejscu nie użyłem też wymienionych epitetów w odniesieniu do Marcina Marcinkiewicza, a jedynie pojawiły się w szerokich kontekstach anonimowej społeczności, ocenianej przeze mnie jako armia głupców na podstawie zawartości merytorycznej oraz kultury wpisów. W szczególności nie pojawiło się słowa „cham”, „debil” ani „głupi”, a jedynie sformułowanie „z debilnym uśmiechem błogości”, jako moją oceną miny wystawionej na widok publiczny w ogólnodostępnym reportażu Tonu składowego z AVS. Taka jest moja ocena, której nie wycofuję, a każdy oczywiście może mieć własną i może także oceniać moje miny, moją ocenę oraz moje poglądy wyrażane gdziekolwiek. Pan Fikus, dla przykładu, na którego się pan powołuje, napisał podobno o mojej recenzji, że nigdy nie czytał podobnych bzdur. Nie zwrócił się jednak z tym do mnie, a szkoda, bo trochę się znamy. Nie wysunął jednak w moim kierunku żadnej argumentacji, nie raczył nic u mnie skomentować, a przypierany do muru (podobno, bo nie byłem świadkiem) przez właściciela Unicorn Audio odnośnie swoich ocen, nie kontynuował dyskusji, tylko wszystkie wpisy usunął. Nie mogłem zatem się z nimi zapoznać, dowiedziałem się poniewczasie. Przy okazji może dorzucę, że będąc osobą dość znaną swego czasu na forum Audio Stereo, gdy było naprawdę liczne i bardzo opiniotwórcze, zawsze zażarcie broniłem swobody wyrażania opinii i byłem przeciw moderacji, w szczególności odnoszonej do takich jak pan prześmiewców szydzących z audiofili. Może są, może nie, jakieś tego pozostałości. Wydaje mi się, że są tam w każdym razie do odszukania moje wątki „Słuchawki wysokiego lotu” i „Wzmacniacze słuchawkowe wysokiej klasy”, w których coś z tego się zachowało. Nazwałem natomiast pana „wesolutkim prześmiewcą”, „anty-audio-jajcarzem”, „właścicielem Rechotu zbiorowego”, „sprawozdawcą”, „panem Marcinkiem”, paniczykiem z Toniku składowego”, „anty-audiofilskim Marcinkiem” i dwa razy po prostu „Marcinkiem”. Zabolało? Co robić, taki los satyryka. Kto mieczykiem wojuje, ten mieczykiem obrywa. Natomiast nigdzie nie napisałem, że obcowanie z Tonem składowym naraża na nowotwór, że jest pan naganiaczem i wyrachowanym oszustem. Napisałem faktycznie, że na Tonie składowym w tekstach wyskakują reklamy, bo istotnie mi wyskoczyły. Nie jak u mnie banery, ale to się jakoś nazywa, takie wrzucane przez firmę zewnętrzną w tekst pod czytającego – o ile wiem, na tym się zarabia. Jeżeli nie, to przepraszam, nie boję się tego słowa.

      – Następna sprawa. Co się tyczy odsyłacza do mego tekstu o testach ABX, to moim zdaniem zniknął, bardzo starannie sprawdzałem. Był początkowo dobrze widoczny, niedługo potem go wcięło. Być może gdzieś się chowa pod skórą, ale nie ma go albo w czasie sprawdzania nie było jako normalnie widocznego wpisu w komentarzach. A niezależnie od tego padła wszak obietnica z ust ślepych testów znawcy w pańskiej wesołej osobie (pechowo pan trafiłeś na epistemologa ze specjalizacją ontologia; czasem tak w życiu głupio się trafia, no i te strasznie trudne słowa…), że się zapoznasz z tym artykułem i wejdzie w polemikę. No i gdzie owa polemika? Gdzie bodaj ślad zapoznania?

      – Odnośnie jeszcze satyry, czyli co kogo śmieszy. Miałeś, panie Marcinku, pyszną zabawę na swoim wykop.pl, kiedy padały pod moim adresem słowa faktycznie ordynarne. Aż się tarzałeś ze śmiechu i biłeś brawo nowym lajkom. Ferajna klepała się po plecach, radocha była niesłychana. I jakoś ci nie przyszło do łba, że moją osobę to obraża. Że napisanie takiej recenzji to jest niemała praca i że powstała z myślą o tym, by ktoś się nowych, może wartościowych dla siebie rzeczy dowiedział. Oczywiście drogie kondycjonery są tylko dla wybranych, ale pisałem też o tańszych i to też była spora praca, a nie zbijanie bąków i branie forsy za nic. Napisać dobrą recenzję – wyłapać wszystkie aspekty i ubrać w odpowiednie słowa – to nie przychodzi ot tak, tego się na kolanie nie zrobi. Ale ja też się dobrze bawiłem, oglądając cię w drogich słuchawkach – coś je założył tył do przodu i się o nich wymądrzał, że ten tego, nie bardzo takie. Albo jak ferowałeś wyroki o innych na podstawie słuchania przez pół minuty ze smartfonem. Gdybym na bazie takich odsłuchów sporządzał swe recenzje, to pies z kulawą nogą…

      1. Ludwik Hegel pisze:

        Piotrze,
        Jestem 100% za Tobą w tym rozdaniu. Co to się niedobrego z niektórymi ludźmi ostatnio porobiło. Dla głupiej błazenady i taniego poklasku zrobią wszystko i wszędzie. Wycelują i uderzą jak ten krzywy dureń.
        Pozdrowienia!

  6. jafi pisze:

    A wystarczyło mieć na swojej stronie zakładkę „pozwij mnie”. Klik i już. A tu takie korowody.
    Nic tylko założyć worek pokutny i dalej do Canossy.
    Choć poufały zwrot na początku jest obiecujący, groźba kary sądowej na końcu już mniej.
    Marchewka i kij.
    A kij z nim…

  7. jafi pisze:

    Satyryk?
    Pozostanę przy „małym pasożycie” z prawnikiem w tle.

    Ciekawe jaką minę zrobi m.p. Marcinek jak dołączę do Twojego pozwu Piotrze i mój za publikację nieautoryzowanego wywiadu, który a priori miał szkodzić wizerunkowi firmy, którą w tym wywiadzie reprezentowałem.

    Zarechocze z radości? Powie „dobra nasza, o to mi chodziło?”

  8. Sławek pisze:

    Proszę pogódźcie się.
    Ta wojna nie ma sensu…

  9. GRADO__Fan pisze:

    Trudno się nie zgodzić z tym tekstem. Wyrosła już całkiem spora społeczność osób, których ulubionym zajęciem są podśmiechujki z audiofilskiego sprzętu, który znają jedynie ze zdjęcia w internecie.
    Poziom wiedzy najczęściej kończy się na stwierdzeniach, że kablem cyfrowym „idą zera i jedynki”, a „kabel od drukarki to”, a prawo Ohma…itd. Tym samym pokazując, że nie mają zielonego pojęcia o czym mówią. Każdy audiofil sam decyduje czy dla dany sprzęt jest wart jego ciężko zarobionych pieniędzy czy też nie. Twierdzenie, że ktokolwiek zapłaci za coś co nic nie wnosi to jest dopiero absurd.

    Piotra Rykę znam z forum audiostereo i osobiście wiele lat. Ma wady jak każdy z nas, ale na pewno nie można podważyć jego reputacji. W moim odczuciu Piotr, jak i paru innych kolegów z forum, wyrósł z hobby i pozostał hobbystom przechodząc na zawodowstwo.

  10. Przemysław pisze:

    Mam nadzieję, że sytuacja zostanie polubownie wyjaśniona i nie będzie musiała rozgrywać się w Sądzie.

    Z własnej strony nie znoszę obmawiania lub ponawiania kogokolwiek, tym bardziej w taki sposób. Zgadzam się z Panem Piotrem, że jeśli że strony takiej osoby pojawiają się zastrzeżenie, od tego jest kontakt z nią, aby sobie te sprawy wyjaśnić, a nie snuć własnych insynuacji w sferze publicznej. Takim zachowaniem taka osoba wystawia świadectwo tylko o sobie, które nie jest bynajmniej chlubne.

    Przechodząc do zagadnienia sprzętu. Gusta są różne i niekoniecznie dany droższy produkt musi być zgodny z naszymi upodobaniami dźwiękowymi. Nie świadczy to jednak w żadnym wypadku, o tym, że jest gorszy. Ostatnio miałem przyjemność testować kilka par słuchawek i w wielu przypadkach potrzebowałem nawet kilku dni, aby w warunkach domowych zrozumieć ich brzmienie. Jednak nawet jeśli dźwięk nie wpasowywał się do końca w moje preferencje, SQ była zawsze adekwatna do ceny. Musiałbym skłamać, nastawiając się już przed odsłuchem na zwykłe krytykanctwo drogiego produktu, żeby stwierdzić, iż było inaczej. Poza tym sam opis wrażeń odsłuchowych, porownań, nie jest rzeczą błahą, jak to niektórzy uważają, ale wymaga dużego skupienia, odpowiednio wyłapać oraz w odpowiedni sposób wyrazić.

    Panie Piotrze, czy będzie istniała możliwość opublikowania Pana tekstu w stosunku do testów ABX, które od lat budzą kontrowersje na wielu forach (w tym już wspomnianym AS). Głos rozsądku w tej sprawie z Pana strony byłby na pewno wartościowy. Oczywiście, o ile będzie Pan miał możliwość wygospodarowania chwili wolnego czasu i wpis o podobnej tematyce z Pańskiej strony się już nie pojawił.

    Z góry dziękuję i życzę wszystkim dużo zdrowia!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nigdy się do sądu nie odwołuję. Ale jak ktoś mnie straszy, to ostrzegam.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Odnośnie tekstu o ABX, to on właśnie na AS debiutował i może gdzieś tam jeszcze w annałach pokutuje. Drugi raz go nie zamieszczę, nawet nie mam loginu. Ale gdyby ktoś chciał gdzieś przeklejać, udostępniać itp., to proszę bardzo.

      1. Przemysław pisze:

        Dziękuję za odpowiedź Panie Piotrze. Postaram się znaleźć ten wpis na AS, chociaż wiele Z Pańskich komentarzy zostało usuniętych w niektórych wątkach. Życzę dużo zdrowia oraz pomyślnego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji! Serdecznie pozdrawiam!

  11. Dorosły facet xD pisze:

    „Piotrze,
    myślałem, że zachowasz się, jak na dorosłego faceta przystało i
    przynajmniej ochłoniesz”
    Tak barwną myślą zdanie rozpoczyna człowiek, którego odpowiedzią na komentarz pod postem wysmiewającym recenzenta jest „Nie zesraj się xD”.
    Fascynujące.
    Panie Marcinie, powinien Pan być konsekwentny w swoim działaniu i kolejny post na blogu oprzeć o siebie samego.
    Umieścić kadr, w którym poprawne założenie słuchawek na głowę Pana przerosło, zacytować własne słowa opisujące towarzyszące przy tym wrażenia odsłuchowe i wraz ze swoją publiką wyśmiać siebie samego.
    Być może wtedy nie wyszedłby Pan na niesłychanego wręcz hipokrytę, ale do tego potrzeba odwagi i dystansu do siebie samego, zwłaszcza identyfikując się jako satyryk.
    Najpierw w roli śmieszka nabijać się z Ryki – uderzając w lewy policzek, po czym gdy Piotr prawego nie nadstawił, a oddał niczym Anderson Silva, aż zadudniło, serduszko połamało i uczucia poraniło zaczął Pan sypać paragrafami odgrażając się spotkaniem w sądzie.
    Z perspektywy osoby trzeciej całkowicie zdystansowej od emocji wygląda to o ironio na prawdziwą satyrę.
    Ze skrajności w skrajność, jak na dorosłego faceta przystało „xD”.

  12. alex50pl pisze:

    Nie jestem tak do końca zdeklarowanym audiofilem bowiem mój wrodzony sceptycyzm jakoś nie całkiem mi na to pozwala ale i tak czytam wszystko co się pojawia w Hifiphilosophy, High Fidelity czy w relacjach KTS. A co? Niewierzący Biblii czytać nie może? Otóż daje mi to poczucie obcowania z ludźmi, którzy kochają to co robią i robią to z pasją!
    Puścić muzykę, zasiąść w fotelu ze szklaneczką w dłoni i poczytać pełne żaru opowieści z odsłuchów. To jakby wstąpić na pogawędkę do Klubu Gentlemanów.
    Dlatego też, Panie Piotrze, błagam, nie psujmy ostatniej ostoi cywilizowanej dyskusji!
    Kiedyś wyzwałby Pan swojego adwersarza na pojedynek. Jak się teraz nie da, to trudno. Niech Pan rąk błotem nie smaruje!
    A tak przy okazji. Za prawie 90 tysięcy to ja bym skuł tynki, zerwał podłogi, zamówił specjalistyczną firmę i zrobił takie pomieszczenie do słuchania muzyki, że rzeczony przedmiot sporu wzbudzałby tylko śmiech.
    Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      To prawda, że dbanie o akustykę pomieszczenia ma znaczenie kluczowe, ale jak kogoś stać na kondycjoner za 90 tysięcy, to stać też na dbałość o akustykę. I całą resztę oczywiście też. Dlatego nie wdawałem się pisząc recenzję Grandioso w spekulacje „co ważniejsze, co najpierw”. Odnośnie zaś samego sporu, to nie można wszystkim kpiącym głupio odpuszczać. Satyra – jak najbardziej, ale idiotyzmy – nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy