Recenzja: Stax SR-Ω (SR-Omega)

Opublikowano maj 2011 STAX_SR-Omega_1_0    To ostatnie z wielkiej trójki wyścigu po palmę słuchawkowego pierwszeństwa. Dwaj pozostali uczestnicy tych zamierzchłych ale wciąż nie przyćmionych żadnym innym produktem zmagań – Sennheiser Orfeusz i Sony MDR-R10 – zostali już opisani i zebrali należne peany. Chronologię mamy przy tym zachowaną, ponieważ SR-Ω zaistniała na rynku w 1993 roku, jako ostatnia z wielkiej triady.

Zwyczajem słuchawek elektrostatycznych zaoferowana została wraz z dedykowanym sobie wzmacniaczem, lecz w odróżnieniu od Orfeusza ilość powstałych słuchawek i wzmacniaczy nie była mniej więcej równa, tylko znacząco odmienna. Słuchawek SR-Ω powstało około pięśset sztuk (najwyższy znany numer seryjny to 542), a wzmacniaczy jedynie około pięćdziesiąt. Wynika to najprawdopodobniej z faktu, iż był ów wzmacniacz szalenie drogi, a jednocześnie można było kupić od Staksa stosunkowo tani adapter, umożliwiający słuchanie dowolnych jego słuchawek za pośrednictwem Omega&SRM-T2każdego zwykłego urządzenia wzmacniającego, co pozwalało zaoszczędzić masę pieniędzy. W efekcie wzmacniacz dedykowany Omegom jest jednym z najrzadziej oferowanych i najbardziej poszukiwanych wyrobów na rynku wtórnym. Jeśli dodać, że pochodzi z Japonii, a Japończycy niezwykle cenią własne dzieła i jednocześnie nie brak im środków płatniczych, jasnym się staje, że zdobycie go graniczy z cudem. W naszym przypadku cudu nie będzie, to znaczy nie będzie wzmacniacza. O jego brzmieniu krążą legendy, ale z oczywistych powodów nie będziemy ich umacniać ani rozwiewać, tylko ominiemy zagadnienie szerokim łukiem. Nadmienię jedynie, iż był to wzmacniacz lampowy, zasobny w cztery lampy mocy EL-34 i cztery sterujące 7308, oznaczony symbolem SRM-T2 i zaopatrzony w zewnętrzną sekcją zasilania oznakowaną jako SPS-T2. Warto też wspomnieć, iż jego struktura wewnętrzna była dużo bardziej skomplikowana niż któregokolwiek z energizerów oferowanych przez Staksa w późniejszych latach.

W naszym teście słuchawki SR-Ω będą napędzane inną legendą, wzmacniaczem zapożyczonym od Orfeusza, spinanym za pomocą specjalnej przejściówki Sennheiser-Stax. Wiąże się z tym pewna niedogodność, ponieważ prąd podkładu wynosi u Sennheisera 500 a u Staksa 580 woltów. Jednak zdaniem właściciela wszystkich tych audiofilskich zabawek eksperyment, w którym za pomocą pary przejściówek od wzmacniacza Orfeusza brany był wyłącznie sygnał, a właściwy prąd podkładu od produkowanego obecnie wzmacniacza Staksa, nie wykazał żadnych istotnych różnic w brzmieniu. Pozostawały one „na granicy percepcji”. Tak więc nie musimy się raczej obawiać brzmieniowych przeinaczeń, a tajemnicą pozostaje jedynie jak grałaby SR-Omega z własnym wzmacniaczem. Sprawdzenie tego i ukazanie jak miały się do siebie popisowe napędy słuchawkowe Staksa i Sennheisera byłoby czymś wielce intrygującym, ale musimy obejść się smakiem.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy