Recenzja: iFi iDSD LE nano

iFi Audio nano iDSD LE HiFi Philosophy 004   Postawmy chamskie pytanie: – Czy gówno może zagrać? Odpowiedź brzmi: – Może, ale pod warunkiem, że jest srebrne i od iFi. Jest wprawdzie jeszcze jedna firma wprost nawiązująca do gówniarstwa i chamstwa, która sama siebie nazwała Schiit, czyli Góówno; jej wyroby także są znakomite, niemniej gabarytowo znacznie większe, a nasze pytanie nie odnosi się do gówna w sensie trawiennym ani obelżywym, tylko wyłącznie wielkości. To gówienko? – zwykliśmy się dziwić i niedowierzać, kiedy ktoś coś małego zachwala; tak małego, że dobre być nie ma prawa – No właśnie! Taki mikrus…

O firmie iFi nie będę się powtarzał, bo dostatecznie wiele razy o niej pisałem. Niedawno był u mnie szef jej marketingu – Vincent Luke – i wówczas dowiedziałem się, że powołano w Anglii zespół wynalazczy złożony z sześciu gości, którymi dowodzi sławny Thorsten Loesch, i nic innego ci faceci nie robią, tylko siedzą i wymyślają. Kombinują i myślą – a co wymyślą, to ląduje na rynku. Dużo ostatnio wymyślili i między innymi tego nano. Nie jest on wprawdzie debiutantem, wcześniejsza wersja jest znana i nawet została zrecenzowana, ale nowa nieco się różni i zwie się LE, czyli Light Edition. Można także o niej powiedzieć, że jest Light Economy, ponieważ tamto iDSD kosztowało tysiąc, a nowe tylko sześćset pięćdziesiąt. I można jeszcze dołożyć temu nowemu dodatkowy przydomek MP, ponieważ śle na słuchawkowe wyjście 1,5 a nie 0,13 W, a zatem jest ewidentnie More Power.

Pomimo że aż o jedną trzecią tańszy, bazuje nowy LE na tych samych znakomitych kościach vintage Burr-Brown z ostatniej edycji przed wchłonięciem przez Texas Instruments, potrafiących natywnie odtwarzać sygnały PCM (16/44 kHz – 32/384 kHz); DSD (2,8 – 6.2 MHz/1 bit) i DXD (384 kHz/24 bit). Znajdziemy też w nowszym nano bardzo nieznacznie pomniejszony bank energii (ogniwa litowe), zapewniający granie z własnych zasobów przez bite 8 godzin, dopełniane możliwością słuchania do woli po podłączeniu nie do smartfona a komputera. Nie ma natomiast obecnego w większej (nominalnie „cięższej”) wersji non-light wyjścia SPDIF i nie ma selektora cyfrowych filtrów. Tak więc gdy chodzi o postać brzmienia urządzenie zostało całościowo wyskalowane przez producenta i nie da się przy nim majstrować.

O samym przetworniku Burr-Brown trzeba dorzucić, że przepadły te kości na amen i zostały do wykorzystania jedynie stare zapasy, jako że po fuzji, będącej tak naprawdę wrogim przejęciem, większy Texas Instruments kontynuował wyłącznie własne linie produktów, a przejęte zakłady wykorzystał jako dostawców mocy przerobowych a nie alternatywnych rozwiązań. Strata to niewątpliwa, ponieważ brzmienie kości Burr-Brawn bardziej było melodyjne, a ich zdolność do natywnego odczytu różnych kodów cyfrowego zapisu nie psuła konwersyjną nakładką pierwotnego sygnału. Efekty były spektakularne i między innymi dlatego tytułowe nano tak gra, ale nie tylko. Samo iFi dołożyło doń własną technologię nanosekundowych zegarów taktujących, opracowaną wcześniej przez siostrzane AMR na użytek ogromnych, high-endowych kolubryn CD, której sercem są oscylatory krystaliczne podkupione od techniki militarnej, wspierane przez wyjątkowo dobrze zrealizowany odczyt asynchroniczny oraz coś, co iFi i spokrewnione z nim AMR nazywają AMR’s Zero Jitter® Lite technology; a co redukować ma uciążliwy jitter niemalże do zera. (Dokładnie do zera się nie da, fizyka kwantowa zabrania.) I powiedzmy to zaraz w tym miejscu: te analogowe kości Burr-Brown, owe militarne super zegary (po jednym na kanał) i wykorzystującą ich możliwości technologię zero jitter naprawdę słychać – słychać bardzo wyraźnie.

Budowa, technika, wygląd

Jedna z najprężniej rozwijających się firm branży audio znów zasypała nas gradem nowości.

Jedna z najprężniej rozwijających się firm branży audio znów zasypała nas gradem nowości.

   Kontynuujmy rzecz o technice napoczętą w przedmowie. Całe to niepozorne iFi iDSD LE nano, to tak naprawdę jedna wielka heca – jakieś kosmiczne jaja. Przepraszam czytelników nienawykłych do toczenia rozmów na młodzieżowym luzie, ale literacka powaga jakoś mi tu nie pasuje. Przypomniało mi to iFi dawną powieść braci Strugackich Piknik na skraju drogi, pamiętną słowem stalker. To w niej technologiczni awanturnicy, czyli właśnie stalkerzy, przeszukiwali z narażeniem życia pozostałości po dorywczej naprawie, przeprowadzonej na naszej planecie przez wyższą cywilizację, która zrobiwszy swoje bez powitań i bez pożegnań się oddaliła. Można było zdobyć na tym technologicznym pobojowisku super gadżety i podobno nawet odnaleźć samo szczęście – komnatę spełniania życzeń. – I tuś mi bratku, mój mały, jako że szczęście i muzyka to zjawiska pokrewne, podobnie jak super gadżet i iFi nano.

Wiemy to nie od dzisiaj – małe rzeczy grać potrafią ponadprzeciętnie, nawet takie jeszcze od iFi nano mniejsze. Maleńki Hegel SUPER czy AudioQuest DragonFly spisują się wyśmienicie. Ale żeby pół kostki masła (dokładnie 162 gramy) grać mogło przez osiem godzin z własnych baterii i oddawało słuchawkom 1,5 W mocy, to czegoś takiego jeszcze nie było.

Gdy odbierałem od dystrybutora słuchawki Crosszone CZ-1, nasłuchałem się opowieści o trudnościach z ich napędzaniem. Że dopiero przedwzmacniacz Accuphase, ważący jak autobus, dał im radę i z nim dopiero zagrały. A dla tego iFi LE to betka. Podpinasz i możesz ryknąć, że łeb ci sześć razem przetworników przewierci. Ale popisywanie się samą mocą nic by jeszcze nie znaczyło bez innych składników popisu, gdyż nie o jakąś latarkę chodzi tylko aparaturę muzyczną. Latarki też wprawdzie świecić potrafią niejednako, ale czy przy żółtym, czy białym, czy nawet niebieskim świetle co trzeba się zobaczy. Natomiast dla muzyki taka czy inna barwa, nie wspominając o innych jakościach, to nie jest wszystko jedno, a przynajmniej tak nie jest w audiofilskim odbiorze. Zdążyłem już co prawda napisać, że przetworniki, zegary i technologia odczytu robią w tym nano świetną robotę i brzmienie ma w tych gabarytach zupełnie niespotykane, ale na wszelki wypadek powtórzę – bycie maleńkim nie dzieje się tutaj ani trochę kosztem jakości dźwięku. Wiem co piszę – używam z reguły przy komputerze wielkich przetworników i wielkich słuchawkowych wzmacniaczy, tak więc jakość mam chcąc nie chcąc wyskalowaną na high-endowy poziom. A jeszcze tam po drodze wije się teraz interkonekt za osiemnaście tysięcy i kłębią kable zasilające w zbliżonej ekonomii. Należałoby zatem oczekiwać, że przejście wprost z rogu takiej technicznej obfitości na maluteńkie nano będzie nieuniknionym szokiem i spadkiem o wiele pięter. Tymczasem nic podobnego, wcale się nie potłukłem. Jasne, pewnie – aż tak to nie zagrało – jednakże…

Tym razem oddech świeżości dotknął serię nano.

Tym razem tchnienie świeżości owiało serię nano.

Ale nie wybiegajmy naprzód. Na razie tkwimy przy technice, a od jej strony zostało jeszcze do powiedzenia, że urządzonko ma pokrój tradycyjny dla marki iFi oraz tradycyjną dla serii nano o połowę mniejszą długość. Jak zawsze mamy więc ozdobne przełamania grzbietu i ułatwiające chwytanie rowkowanie na bokach oraz uprzyjemniający patrzenie wyszukany krój przedniego i tylnego panelu. Patrzy się zatem przyjemnie, natomiast niczego nie można regulować poza włączaniem i głośnością, za co odpowiada niewielkie ale wygodnie wydłużone pokrętło potencjometru. Poza nim mamy z przodu tylko gniazdko słuchawek mini jack i parę wyjść RCA (wszak to przetwornik), a z tyłu samotne gniazdo USB, łączące funkcje zasilania, ładowania i pobierania sygnału. Gniazdo nie do końca typowe, bo wzbogacone przez iFi o dodatkowy kanał energii, tak więc można używać z nano wyłącznie firmowego, dołączonego doń przewodu. Ten jest krótki, niebieski i na końcu przeciwnym z jak najbardziej typowym przyłączem USB, które wtykamy w co mamy. Prócz tego z urządzeniem dostajemy parę gum do robienia smartfonowych kanapek, a także półmetrowy interkonekt firmowy, który jest bardzo ważny. Ważny, ponieważ interkonekty iFi są rewelacyjnej jakości, doskonale dopasowane do potrzeb ich urządzeń. Nie dają dużej obciążalności, a dźwięk przewodzą wybornie, tak więc poza cienkimi złączami od Crystal Cable innych bym nie polecał. Dochodzi do tego elegancki woreczek podróżny z czarnego aksamitu oraz całościowe opakowanie, jak zawsze u iFi przemyślane i zgrabne. Na codzienny użytek znajdziemy w nim jeszcze cztery samoprzylepne nóżki, aby nasz dziarski nano nie porysował sąsiedztwa. Wszystko to razem kosztuje, jak mówiłem, sześćset pięćdziesiąt złotych, a więc mniej o połowę niż sam wtyk rodowany od japońskiego Furutech…

Dane techniczne po części wyliczyłem. Waga to oszałamiające 162 gramy przy dziesięciu centymetrach długości i niecałych siedmiu szerokości. – Taka, można powiedzieć, mała muzyczna piąstka, ale jak potrafiąca przywalić! Półtora wata na słuchawkowym wyjściu robi nie lada wrażenie, bo nieraz mniej oddają wielkie, stacjonarne wzmacniacze. I grać to może przez osiem godzin bez ładowania albo bez końca z komputera…

Oto -iFi iDSD LE nano.

Oto iFi Audio nano iDSD LE.

Grać natywnie po trzech formatach – PCM, DSD, DXD, a odkodowany do analogowego sygnał może się pochwalić nie tylko wielką mocą, ale też dynamiką powyżej 100 dB, zniekształceniami poniżej ułamka promila oraz analogową regulacją głośności i opatentowanym przez iFi stopniem wyjściowym DirectDrive®, dumnie anonsowanym przez producenta jako optymalny dla dźwięku. Można to jeszcze wszystko poprawić kolejną do iFi nowością – nowej konstrukcji filtrem sygnału USB, noszącym nazwę iSilencer3.0, lecz jemu poświęcimy osobny artykuł.

Tak cóż, starczy może tego technicznego ględzenia, pora zmierzyć się z dźwiękiem.

 

Odsłuch

Nano iDSD LE w całej "okazałości".

iFi iDSD LE nano w całej „okazałości”.

Z Grado SR60

Bytują u nas te Grado od lat nie wiem ilu, a kupione zostały, gdy Karol zaczynał w podstawówce swoją przygodę z rockiem. Tak więc zapewne brzmieniowo od produkowanych obecnie są różne i boję się trochę myśleć, jak te obecne grają. Ale może akurat dobrze? W każdym razie nie kosztowałem. Natomiast te zamierzchłe za każdym razem budzą podziw i obok Koss Porta Pro oraz minionych niestety Creative Aurvana Live! to najlepsze słuchawki dynamiczne za bardzo małe pieniądze. Małym jackiem na końcu kabla akurat do nano pasujące, tak więc nic tylko próbować.

Zdążyłem już nawiązać do super zegarów w nano i napisać, jakie są ważne – a teraz wyjaśnię dlaczego. Ma się rozumieć dlatego, że ich pracę usłyszysz, a usłyszysz na dwa sposoby: Jeden to pojawiająca się świadomość, że muzyka się nie leni. Nie wlecze się, nie marudzi i nie traci fasonu. Okazuje się zwarta, skupiona, natychmiastowa i zmobilizowana. Audiofil powie, że ma dobry timing, w przypadku tego nano doprawiany robiącą niesamowite wrażenie u tak taniego urządzenia głębią brzmienia, zjawiskową też dynamiką i dobrą melodyjnością. Melodyjność i głębia to również walory samych Grado, ale kiedy je słabiej napędzać, one niestety brzmieniowo się rozłażą i najzwyczajniej będą się lenić. Pojawia się wówczas muzyka za mało zajmująca, bo cóż z tego, że analogowo płynna, skoro wlokąca się noga za nogą, jakby nie wiadomo czym się zmęczyła. To musi irytować, bo na co komu taki ślimak; muzyka winna mieć szybkie narastanie i cały czas zachowywać skupioną koncentrację, nawet jeżeli jest melancholijna, powolna albo rzewna.

Druga rzecz nie mniej jest ważna, a nazwałbym ją głębokim przenikaniem; wnikaniem w samą siebie. Nie chodzi tym razem o potoczną głębię brzmienia, ale o głębię analizy – ilość warstw współtworzących możliwych do wypatrzenia. Obraz muzyczny organizowany przez femtosekundowe zegary jest bardziej wielowarstwowy i głębszy informacyjnie. Nie składa się z samej powierzchni i jednorodnego pod spodem wypełnienia, ale tworzy coś w rodzaju wewnętrznego labiryntu, dającego poczucie wewnętrznego skomplikowania. Swoiste doznanie; jakby można się było przebić przez wierzchnią warstwę i zobaczyć co jest w środku. Tak to w każdym razie odbieram – nie poprzez zwyczajny przyrost szczegółowości, tylko wzrost brzmieniowego skomplikowania.

Na froncie mamy wyjście RCA oraz słuchawkowe 3,5mm, które potrafi wytworzyć... 1,5W mocy!

Na froncie mamy wyjście RCA oraz słuchawkowe gniazdo 3,5 mm, które potrafi oddać… 1,5 W mocy!

Jedno i drugie – timing i głębia wewnętrzna – składają się na zdecydowanie ciekawszy obraz, w tym wypadku uzupełniany poetyckim, wybitnie muzycznym stylem słuchawek i mocą oferowaną przez wzmacniacz. Ciemna, gęsta, wieloskładnikowa atmosfera muzycznej niezwykłości – do tego moc, rytm, atak i żadnych opóźnień.

Zupełnie nie do wiary, że tak grał system za łącznie tysiąc złotych! Z ręką na sercu powiem – ja, bywalec systemów za setki tysięcy – że mógłbym tego używać na co dzień i czerpać satysfakcję. Pisząc te słowa mam rozlatujące się ze starości Grado SR60 na uszach, a muzyka płynie z nano. Wartka, treściwa i gibka, analitycznie złożona, precyzją obrazowania czytelna i wraz z doprawieniem melodyjnością powabna. Obdarowana urozmaicającą chropowatością tekstur, wszelkiego typu nasyceniem i tajemnicą schowaną głęboko w przepastnych muzycznych trzewiach.

Sennheiser HD 600

Oto kolejny przykład świetności lat minionych. Także wciąż jeszcze produkowane i też mam je od niepamiętnych czasów; z pewnością były kupione przed 2000 rokiem. Podobno teraz oferowane grają nieco inaczej, ale nie porównywałem.

Tak sobie siedziałem w tych HD 600 – słuchałem i dumałem … Niewątpliwie styl z Grado został utrzymany i na pewno ich granie było wyższej jakości. Wyraźnie bardziej szczegółowe, lecz to mniej jeszcze znaczy. Ważne natomiast, że bardziej pogłosowe, i to w dobrym, budującym trójwymiarowość stylu. Bardziej też czarne czernią i połyskliwe połyskliwością połysków, a także jeszcze lepszym timingiem i obfitością dźwięków. Te same uderzenia pałek przywoływały bardziej złożone dźwięki, a głosy jeszcze lepiej się indywidualizowały i lepiej osadzały w rzeczywistości scenicznej. Inne stylistycznie natomiast było, że pierwszy plan u Sennheiser cofa się nieco, by mocniej zaznaczyła się perspektywa i lepszy był ogląd całości. Można woleć pierwszy plan bliżej, bo wówczas kontakt jest bliższy, i wtedy styl tanich Grado będzie odpowiedniejszy, a gdyby chcieć go podtrzymać na najwyższym poziomie, wówczas HiFiNAN HE-6 mogą być niezastąpione.

Wszystko inicjuje najpopularniejsze obecnie w audio wejście USB.

Wszystko inicjuje najpopularniejsze obecnie wejście USB.

Co należy podkreślić, to niezwykle precyzyjne modelowanie dźwięku, wzbogacane wspomnianą analityczną głębią. Piękna mieszanka wyraźności, szybkości i muzykalności. Bez ocieplenia ale muzycznie i dość gęsto, z błyskami światła na czerni. Żywo, dokładnie, wyraźnie, przejmująco. Bez najmniejszego odejścia w stronę łagodności, uspokojenia. Prawdziwy zalew informacji i ofensywnego dźwięku. To zaś nam przypomina, że kierunek ewolucji systemu biec powinien w przyszłości przez stopień lampowy iTube ku wzmacniaczowi iCan. Ale to kiedyś, gdy się uzbiera pieniądze; a póki co i tak grało porywająco, z perspektywą dorobienia w przyszłości jeszcze lepszej muzykalności i wypełnienia.

AudioQuest NightHawk

Ale można także ewoluować inaczej, w stronę droższych słuchawek. Te z kolei, następne użyte, pachniały jeszcze nowością, ponieważ to niedawny debiutant, rok zaledwie z okładem. Względem poprzednich Grado i Sennheiserów zupełny młodzieniaszek.

Postanowiłem ich użyć z kablem oryginalnym, gdyż ma wtyk akurat pasujący i nie potrzeba przejściówek. Poza tym warto się było dowiedzieć, co usłyszą posiadacze słuchawek nie udoskonalanych równie drogim co one przewodem.

W tej konfiguracji i tak zabrzmiały bardziej gładko, muzycznie i pełniej niż HD 600; choć nie aż tak dobrze w tych aspektach jak z Tonalium i chłodniej. Głębszy jednakże dźwięk i wciąż mimo większej gładkości zachowujący to głębokie, analitycznie wnikanie. Dość ciemny, modelowany cieniami, bardziej niż u poprzedników plastyczny i śpiewny. Mocny bas ze śladową tendencją do dudnienia, ładnie eksponowane i prawidłowo osadzone w całości soprany, powabność ludzkich głosów. Takie, można powiedzieć, bardzo wyraźnie ulepszone SR60 z basowym trubodoładowaniem – o lepszej jeszcze złożoności dźwięku niż HD 600 i analogiczną jak u Grado bliskością wykonawców.

Mały potworek został po brzegi wypchany autorskimi rozwiązaniami swoich rodziców.

Mały potworek został po brzegi wypchany autorskimi rozwiązaniami konstruktorów.

A co w tym najlepsze – malutkie iFi iDSD LE ani trochę nie przestraszyło się pięć razy droższych od siebie słuchawek, podając sygnał pozwalający bez wysiłku udowodnić techniczną ich wyższość. To już nie tylko grało efektownie, ale znakomicie w kategoriach absolutnych, bo w splocie szczegółowości, precyzji, szybkości i melodyjności. Malutki grajek, a taka duża sprawa…

 

 

 

Odsłuch cd.

Ale moc to nie wszystko - jakie walory brzmieniowe prezentuje nowy maluch iFi?

Ale moc to nie wszystko – jakie walory brzmieniowe prezentuje ten nowy maluch?

Beyerdynamic T1 V2

Skoro tak, to skaczmy jeszcze wyżej. Flagowe Beyerdynamic pokazały mniejszą gładkość niż NightHawk i słabsze nieco wypełnienie (pomimo kabla Tonalium), lecz zaoferowały właściwą sobie popisową przestrzenność i trójwymiarowość. Są to słuchawki specyficzne i można nie bez dozy słuszności powiedzieć o nich, iż bez używania elektronicznej obróbki osiągają to, do czego bezprzewodowe Sony MDR-1000X usiłują dążyć. Przestrzenność, trójwymiarowość, holografię, budowanie brzmieniowych brył umiejętnym, po części zakamuflowanym pogłosem. Mimo mniejszej niż u NightHawk gładkości bezproblemowo tworzące atmosferę muzyczną. Żadnego wrażenia kanciastości, odchudzenia, wewnętrznej pustki. Pulsująca trójwymiarową holografią muzyka odpowiednio jest giętka, płynna i finezyjna. Inna w typie, ale też bardzo urodziwa. A przy tym szybsza i bardziej strzelista. I znów to wszystko z maluszka…

MrSpeakers Ether Flow

Co sobie będziemy żałowali? Posłuchajmy i napiszmy o dwóch jeszcze droższych słuchawkach. Najpierw o Ether Flow z kablem Tonalium, czyli takich co wraz z kablem osiemnaście razy są droższe niż iFi, a potem o jeszcze droższych. Warto to zrobić z dwóch powodów. Przede wszystkim dlatego, by usłyszeć, jaki ten mikrus potrafi być analogowy; ale także by się dowiedzieć, iż jego wychwalana przeze mnie przenikliwość może się w całej rozciągłości stopić z muzykalnością.

To już zagrało nie na żarty nie w sensie, że tak dobrze tak mały, tylko w sensie bezwarunkowym. Gdyby mi ktoś powiedział, że słucham teraz wzmacniacza za dziesięć tysięcy, ani bym okiem mrugnął. Przy poprzednich słuchawkach tak by jeszcze nie było, ale synergia LE nano z MrSpeakers okazała się całkowita, a brzmienie momentalnie tłumaczyło, dlaczego Amerykanie tak za nimi szaleją. Wszak całe ich tak modne teraz słuchawkowe audio bazuje na podobnych mikrusach biorących sygnał z smartfonów, a Ether odnajdują się w takim towarzystwie rewelacyjnie.

Powiemy krótko - mały iDSD to bardzo duża rzecz.

Powiedzmy krótko – mały iDSD to bardzo duża rzecz.

Wszystkie słuchane poprzednio wyskoczyły pod wrażeniem tego brzmienia z pociągu z napisem jakość – zostały same Ether. Żadnych, powtarzam żadnych, nie miałem uwag krytycznych do brzmienia. Zarówno po stronie muzykalności, która była niemalże na miarę lampową, jak i detaliczności, godnej tranzystorowego wzmacniacza za wiele, wiele tysięcy. Owszem, można grać jeszcze spójniej, gładziej i przenikliwiej; da się muzykę rozbujać jeszcze bardziej, niemniej to było granie za grube, naprawdę grube tysiące a nie za setki złotych na przetwornik i wzmacniacz. W życiu bym nie pomyślał, że nano tak będzie grało. Dynamika, moc, rzeźba tekstur, powabność i realizm. Za te pieniądze? – Genialnie! Do tego bliscy wykonawcy, więc mocny z nimi kontakt.

Crosszone CZ-1

O słuchawkach najdroższych z porównywanych można powtórzyć wywód zawarty w ich recenzji: oferują najwięcej dźwięku, ale są słabsze nieco względem Ether w sensie zbliżania słuchacza z muzyką. Tu bardziej słucha się i podziwia aniżeli samemu tańczy i śpiewa. Scena jest przed a nie tuż albo wokół, natomiast muzyczna prezentacja bogatsza i bardziej stereofoniczna. Także sam dźwięk jeszcze wyższej jakości – jeszcze bardziej dopracowany i do prawdziwego zbliżony. Także wyższa analogowość, całkowicie tym razem z tą femto-zegarową przenikliwością złączona.

Gdyby ktoś mi powiedział podczas ślepego testu, że słucham właśnie nowych Stax, to wcale bym się nie zdziwił. Może bym nawet pomyślał, że poprawiono im przestrzeń i mają większą obfitość dźwięku… Analogowość tych Crosszone jest doprawdy niesamowita, a wzbogacanie obrazowania poprzez doprowadzanie do każdego ucha sygnału z obu kanałów ponad wszelkie pochwały. Nowa jakość, nie da się ukryć. Tutaj już grało totalnie – całkiem niczym z wielkiego byka. Goście od iFi chcą chyba zniszczyć rynek, ale pewnie jeszcze swojego dzieła z Ether i Crosszone nie słyszeli i sobie w pełni sprawy nie zdają z rozmiarów awantury.

Kwestia przetwornika i słuchawkowego wzmacniacza

To kwestie oczywiście oddzielne, jak zawsze gdy mamy dwa urządzenia w jednym. Nic to, że nano jest taki mały – to pełnowartościowy przetwornik i słuchawkowy wzmacniacz. Sprawdzenie obu składników sprowadzało się do użycia zewnętrznego wzmacniacza wpiętego w wyjścia RCA. Użyłem dwóch drogich – Transrotora i Phasemation. I znów się porobiło, bo wprawdzie oba zagrały analogowo – wyraźnie bardziej aniżeli sam wzmacniacz w nano, jednak Transrotor zdecydowanie mniej energicznie, a Phasemation pod tym względem nie lepiej od nano.

iFi Audio nano iDSD LE HiFi Philosophy 016

Aż strach pomyśleć, co Brytyjczycy z iFi mogą mieć jeszcze w zanadrzu. Mocna rekomendacja!

Wypływa z tego taki wniosek, że przetwornik w tym nano jak najbardziej nadaje się do współpracy z wysokiej klasy wzmacniaczami, a wbudowany słuchawkowy wzmacniacz jest wyjątkowo potężny. Nawet nie mocny – potężny. Mały gigant, można powiedzieć, potrafiący uczynić dźwięk wyjątkowo szybkim i tryskającym energią. Częstującym też dynamiką, która – co tu dużo mówić – okazuje się spektakularna. I jeszcze jedno jest ważne – owo głębokie przenikanie. Muzyka zostaje głęboko spenetrowana i podana w wyjątkowo analitycznej a jednocześnie nie niszczącej muzycznej natury formie. Nie jest to natomiast wzmacniacz cechujący się podobnej miary co dużo droższe samą muzykalnością, dlatego ta winna być pozyskana od odpowiednich słuchawek. Wszystkie z porównywanych pod jej względem zagrały co najmniej dobrze, ale naprawdę dobrze dopiero NightHawk, rewelacyjnie dopiero Ether, a w stu procentach muzykalnie, na miarę bezdyskusyjnego high-edndu, ostatnie z porównywanych Crosszone. Niemniej już z najtańszymi Grado dawało nano spektakl, a potem było tylko lepiej. Mały byk, kieszonkowa petarda – nazywajcie sobie jak chcecie. To nano jest kosmiczne! Nie wierzę w żadne badawcze zespoły – je znaleźli stalkerzy.

 

Podsumowanie

iFi Audio nano iDSD LE HiFi Philosophy 003   Właściwie nie wiem co napisać, więc na wszelki wypadek napiszę prawdę. Tytułowe iFi iDSD LE nano nawet z tanimi (byle dobrymi) słuchawkami sprawia nie lada wrażenie. Od pierwszej sekundy słychać, jak pochowane w nim super zegary dokładnie i głęboko skanują muzykę i ile mocy wzmacniacz ładuje w sygnał. Nie jest natomiast do końca jasne, jak bardzo analogowo to grać może i pierwszym zwiastunem, że analogowość też może być wybitna są AudioQuest NightHawk. Po dużym skoku cenowym flagowe MrSpeakers pokazują, że może być niemal na miarę lampowego wzmocnienia, a strasznie już drogie Crosszone dają popis analogowości zupełnej. Wówczas człowiek głupieje, bo nie ma żadnego punktu zaczepienia, na którym by mógł się uwiesić, żeby nie runąć w ocenny blamaż. Kiedy sygnałem są najwyższej jakości pliki, nie da się w ciemno zgadnąć za jakie pieniądze gra system. Zgadując można się kompletnie wyłożyć i zrobić z siebie idiotę. Bez trudu nawet ktoś doświadczony może sobie przy takiej zgadywance wyobrazić elektronikę i kable za bardzo grube pieniądze, podczas gdy gra ukryty w malutkim pudełku nano przetwornik z nano wzmacniaczem, a kabli poza wziętym z kompletu przewodem USB nie ma żadnych. To jest diabelska zmyłka i biada ci, gdybyś ambitnie próbował komuś udowodnić, że zawsze rozpoznasz drogi wzmacniacz i zawsze drogi przetwornik. Nie radzę stawać w takie szranki, a już na pewno się zakładać, bo sparowany z Ether czy Crosszone nano z każdego zrobi durnia. To jest debeściak, kiler i lepiej z nim nie zaczynać. Natomiast warto kupić i mieć po swojej stronie.

 

W punktach:

Zalety

  • Mały diabeł.
  • Rozmiar to okropna zmyła.
  • Drżyj konkurencjo.
  • Vintage kości Burr-Brown w wyjątkowej formie.
  • Wspierane przez super zegary.
  • Plus mikroskopijny a niezwykle potężny wzmacniacz.
  • Efektem dobra analogowość.
  • Też dobre wypełnienie.
  • Rewelacyjna dynamika.
  • Rewelacyjna analityczność.
  • Popisowa precyzja obrazowania.
  • Popisowa szybkość i siła ataku.
  • Bardzo dobre operowanie pogłosem.
  • Efektowne, przyciemnione światło.
  • Jako ich wypadkowa plastyczność dźwięku.
  • Przetwornik można bezproblemowo parować z dowolnie drogim zewnętrznym wzmacniaczem.
  • Wbudowany wzmacniacz tryska energią i z wysokiej klasy słuchawkami imponuje pod każdym względem.
  • Moc pozwala napędzać nawet bardzo trudne słuchawki.
  • Natywny odczyt formatów PCM, DSD, DXD.
  • Hi-Res compatible.
  • Całkowicie samowystarczalny.
  • Nie potrzebuje żadnego okablowania.
  • Osiem godzin pracy bezprzewodowej.
  • A więc również na użytek pozadomowy.
  • Rozpoznawalna, elegancka powierzchowność, charakterystyczna dla iFi.
  • Stosunek jakości do ceny przebija skalą ocen.
  • Uznany producent.
  • Polski dystrybutor.

 

Dane techniczne iFi iDSD LE:

  • Przetwornik: Burr-Brown PCM1794 DAC (?)
  • Taktowanie: dwa (osobne na kanał) oscylatory krystaliczne z kontrolowaną temperaturą pracy.
  • Technologia redukcji jittera: AMR’s Zero Jitter®.
  • Stopień wyjściowy DirectDrive® (wyjście bez kondensatorów).
  • Formaty:
  • PCM 44.1 – 384kHz/16-32bit
  • DSD 2.8, 3.1, 5.6, 6.2 MHz/1bit
  • DXD 352.8, 384 kHz/24bit
  • High-Speed Asynchronous USB 3.0 (32bit/384kHz).
  • Hi-Res Audio: tak.
  • Bateria: Lithium-polymer 1000 mAh.
  • Czas pracy: 8 godzin.
  • Maksymalna moc wyjściowa: 1.5W.
  • Wymiary: 106 (l) x 67 (W) x 28 (h) mm
  • Waga:  167 g.
  • Cena: 649 PLN.

 

Oznakowanie rodzaju pliku kolorem diody:

  • Zielony: 44/48 kHz
  • Żółty: 88/96 kHz
  • Cjan 176/192 kHz
  • Biały: DXD 352/384khz
  • Niebieski: DSD 2.8/3.1 MHz
  • Magenta: DSD 5.6/6.2 MHz

 

Pokaż artykuł z podziałem na strony

38 komentarzy w “Recenzja: iFi iDSD LE nano

  1. Radziu pisze:

    Z AKG k812 ma szanse zagrać to ustrojstwo jako system All in One?
    Mam Questyle CMA800r i zastanawiam sie czy byłaby odczuwalna przepaść pomiędzy moim wzmacniaczem a tym wbudowanym w iFi…

    1. PIotr Ryka pisze:

      Przepaść na pewno nie, bo Questyle 800 to obiektywnie wysokiej klasy wzmacniacz. Sam jednak miałem do niego uwagę, że gra trochę za ostro. Ale co szkodzi kupić tego nano i posłuchać jak gra solo i po podłączeniu Questyle? Nie podejmuję się zgadywać, jakie byłyby wnioski.

  2. A.B pisze:

    Z produktami Ifi sytuacja przypomina z leksza motyw z branży samochodowej.
    Pędząc ostatnio na A1 moim V8 uczepiła się ogona niepozorna Skoda Octavia. W pierwszym momencie myślałem, że to „lotna” ale co tam przyśpieszam – on za mną, 200 km/h dalej za mną, kogutów nie widzę to gaz w podłodze i 270km/h…no to zgubiony, ale w lusterku dalej widoczny :)

    Spotkaliśmy się na stacji benzynowej kilkadziesiąt kilometrów dalej, gość zagadał co tam pod maską itd, to ja też zapytałem. I co się okazało ? Że, to ów mały 1.8 litra pyrtek na sterydach i z programem „chipem” na dodatek.

    No i co ? Ktoś by odpowiedział, pogonił za tym 4200 cm V8 ?
    Odpowiem retorycznie, ile taki mały pociągnie na wyśrubowanych parametrach? W moim leciwym starej szkoły V8 prędzej buda zgnije niż coś tam z silnikiem będzie :)

  3. Radziu pisze:

    a zapytam jeszcze…regulacja poziomu wyjściowego jest tylko na gnieździe słuchawkowym czy na RCA też?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Na RCA też.

  4. fon pisze:

    W tym Nano jest faktycznie pcm1794 czy 1793

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie wiem, nie podają.

    2. Radziu pisze:

      PCM1793/1794 na pewno nie. jak już to wersja DSD1793/1794 ale i tak nie jest to pewne bo w nocie katalogowej podają że przyjmują te DACi do 24bit/192kHz. Chociaż pierwsza wersja iDSD nano na pewno miała kość DSD1793 i przyjmowała 32bit/384kHz jakim cudem? Niewiem.

  5. Marecki pisze:

    Strach pomyśleć co potrafi iDSD Black Label! Piotrze jest szansa na jego recenzje? Fajnie by było,gdyby zdążył jeszcze zagrać z Mr.S i Crosszone. Byłaby to miarodajna ocena progresu w stosunku do Nano. Podejrzewam, że progres pewnie nie mały, ale człowiek lubi mieć wyłożone wszystko na tacy : ) Pozdrowienia

    1. PIotr Ryka pisze:

      Mam tego Black obiecanego, ale pojechał zdaje się po recenzję do „HiFi Choice”.

  6. AAAFNRAA pisze:

    A jak zagrał z Fostexami?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Gra bardzo dobrze. Nie robiłem z nimi opisu, bo TH900 Mk2 czekają dopiero na recenzję.

  7. Andrzej pisze:

    Jest tez, albo bedzie iTube2, ktory podobno jest bardziej podobny do iCan pro niz do starego iTube.

    1. PIotr Ryka pisze:

      iTube2 też będzie w recenzyjnej obróbce. Przynajmniej takie są zapowiedzi.

      1. Marecki pisze:

        A właśnie, też chciałem zapytać o nowego iTube’a. Jestem niezmiernie ciakaw jak by to zagrało z Black Label, wspomnianym iSilencer3.0 i może innymi nowymi od iFi „pierdółkami”. IEMatch to też warta obadania rzecz. W sumie jak wszystko od iFi. Wiem, że nie na wszystko pozwala czas, ale gdybyś mógł przynajmniej te akcesoria („gówienka”) w kupie, (:D) ogólnikowo opisać, to byłoby super. : )

        1. PIotr Ryka pisze:

          Wszystkie gówienka będą w obróbce. Nawet te jeszcze nie zapowiedziane. iDSD Black ma przyjechać po recenzję pod koniec marca – dziś dostałem taką informację.

          1. Marecki pisze:

            Elegancko :)

  8. BG pisze:

    A jak wypada ten maluszek na tle idsd micro? Zastanawiam się jak bardzo opłaci się wyłożyć prawie 4 razy większą sumę na tego dużego?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Trzeba poczekać na test tego nowego iDSD Black, albo próbować samemu gdzieś porównać, co w tym momencie jest raczej awykonalne, ale za parę tygodni pewnie da się.

  9. AAAFNRAA pisze:

    A jak wypada w porównaniu do Chord Mojo? To chyba największy konkurent jeżeli chodzi o przeznaczenie, możliwości, parametry, itd. A brzmieniowo?

    1. PIotr Ryka pisze:

      W redakcji był tylko Hugo, a to już zupełnie inna liga. Ale i Mojo, ze swoimi ponad dwoma tysiącami, to całkiem co innego. Powiem jednak w ten sposób – nawet od Hugo, który powinien od nano oferować zdecydowanie więcej pod każdym względem, jest nowy przetwornik/wzmacniacz ifi łatwiejszy w użyciu, bo mniej brzmieniowo agresywny a też niesamowicie przenikliwy. Gra z każdymi porządnymi jakościowo słuchawkami i niczego nie trzeba z nim negocjować w sensie kompatybilności. A czy Mojo więcej potrafi, to trzeba by sprawdzić w bezpośrednim porównaniu.

  10. Jakub pisze:

    „Kiedy sygnałem są najwyższej jakości pliki, nie da się w ciemno zgadnąć za jakie pieniądze gra system.”
    Bardzo podoba mnie się to zdanie i w pełni się z nim zgadzam. Miałem do niedawna parcie na posiadanie sprzętu grającego za duże pieniądze, bo przecież tani nie może grać dobrze. A jednak może i pełną satysfakcję znalazłem w przetworniku Asus Essence One Mk2 i słuchawkach NightHawk. Swoją drogą polecam serdecznie tego DAC.
    Nadwyżki czasu wolę spędzać na poszukiwaniu muzyki zrealizowanej w wysokiej jakości.
    Pozdrawiam.

  11. miroslaw frackowiak pisze:

    Maly, ale figlarny i pracowity w tym kierunku budowy nowosci widac ida firmy.

  12. miroslaw frackowiak pisze:

    BLACK LABEL -mysle ze jak jego szczeniaczek jest az tak dobry to juz on bedzie duzo lepszy,czytalem ze bas jest duzo lepszy i schodzi nizej jak i DAC jest bardziej dopracowany i wszystko chodzi bardzo cicho,calkowity brak szumow,cena tez przystepna bo ok.500fun(2500zl) ceny sa te same w Polsce jak i w UK widze.
    Wykonanie Blac Label bardzo solidne i zobaczymy po recenzji Piotra…

  13. miroslaw frackowiak pisze:

    Dalem koledze w Londynie przeczytac twoja recenzje ,tego malenstwa,zaplacil 130fun i sluchalismy troche razem ,szkoda ze nie ma lepszych sluchawek ,ale na tych za 200fun tez swietnie gralo,malenswo naprawde mocarne.
    Nie wiem jakie mu doradzic sluchawki do powiedzmy 400fun tyle chcialby zainwestowac,chcialby zamknite,slucha z laptopa…?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Wypróbować Beyerdynamic Amiron Home (łagodne), Sennheiser HD600 i HD700 (klasyczne), AudioQuest NightHawk (potężne brzmienie), AKG K712 (też łagodne). Jeśli nie za drogie, spróbować też Fostex TH610 (uniwersalne). Można również polecić Meze Classics99 i Final Audio VI. Każde są dobre i każde inne. Kiedyś poleciłbym także Grado, ale te nowe jakoś nie bardzo mnie przekonują. Niemniej RS-2 są do wypróbowania.

      1. Tomasz Czernik pisze:

        Nie wiem, jakie wybrać słuchawki. Nie mam możliwości ich wypróbować wcześniej. Jakie by Pan wybrał dla siebie? Będę wdzięczny za sugestie. Ja wiem, że trudno trafić w gusta, ale jak nie ma się innych możliwości to trzeba zdecydować się na cokolwiek – chociaż wiem, że to nie jest profesjonalne podejście. Ostatecznie, jak się coś kupi to trudno oddać. Mam tego ifi idsd nano le. Używam program Amarra 4 do słuchania plików o wysokiej rozdzielczości oraz słucham muzykę z itunes.
        Pozdrawiam

        1. PIotr Ryka pisze:

          Jeżeli kwota nico ponad czterech tysięcy nie jest za wysoka, to AKG K812. Schodząc niżej – Fostex TH610. Jeszcze niżej – Meze Classic99. I jeszcze niżej – Beyerdynamic DT990 PRO. Bezproblemowo mógłbym także używać Sennheiser HD600 i Beyerdynamic DT880. Paru też innych, ale nie chcę jeszcze bardziej mieszać w głowie. Jako główne kryterium obrałem uniwersalizm oraz łatwość podobania się. Sam bardzo chętnie używam także AudioQuest NightHawk.

          1. Tomasz pisze:

            Bardzo dziękuje za pomoc, zakupiłem AudioQuest Nighthawk. Gra pięknie. Ja mam jeszcze słuchawki HiFiman he-4. Ale one wymagają bardzo wydajnego wzmacniacza. Dlatego na tym ifi nano idsd le grał trochę słabo, chociaż dźwięk nie jest zły. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam

  14. 1piotr13 pisze:

    Zakupiłem to maleństwo w zeszłym tygodniu i potwierdzam REWELACJA. Napędzam nim Meze 99 Classics

  15. adi pisze:

    Panie Piotrze,
    a jak Pana zdaniem wypada porównanie ifi idsd nano le z AQ Dragonfly Black (1,5)? Przy czym DAC pracowałby w 80% z dużym torem audio (PC-> DAC -> wzmacniacz stereo -> monitory) / 20% ze słuchawkami i pierwszorzędne znaczenie ma jakość dźwięku (a nie możliwości techniczne).

    1. PIotr Ryka pisze:

      ifi moim zdaniem jest lepsze. Chyba nawet wyraźnie, choć bezpośrednio nie porównywałem. Zwłaszcza wspierane przez iDefender z iPower.

      1. adi pisze:

        Dzięki wielkie za Pana opinię i recenzję. Jeśli nie uda mi się odsłuchać, to chyba faktycznie wybiorę iFi. Właśnie ta możliwość „rozbudowy” i polepszenia dźwięku jest kusząca. Dzięki.

  16. MaciekB pisze:

    Panie Piotrze,
    Zastanawiam się nad zakupem tego ifi, ale nie wiem, które wybrać – ifi idsd Nano od czy ifi idsd nano😀
    Mam już wzmacniacz ifi Ivan Nano, który mógłbym sparowac z przetwornikiem…

  17. MaciekB pisze:

    Chodzi oczywiście o porównanie ifi idsd Nano le i ifi idsd nano😀
    Wzmacniacz ifi ican nano 😀

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie umiem w tej chwili odpowiedzieć.

  18. Jakub Westfalewski pisze:

    Panie Piotrze,

    Zrobił mi Pan ogromnego smaka na to urządzenie. Niestety nigdzie poza Pana blogiem nie znalazłem potwierdzenia posiadania przez to urządzenie tak dużej mocy na wyjściu słuchawkowym.

    http://ifi-audio.com/portfolio-view/nano-idsd-le/
    Na stronie producenta wskazany jest tylko Power(max): 1.5, natomiast na wszystkich zdjęciach spodu urządzenia (również na Pana zdjęciach) widnieje napis sugerujący, że jednak moc na wyjściu słuchawkowym wynosi cały czas 130mW.

    Dopytuję się także dlatego, że ogólnie czuję się trochę zagubiony widząc tego typu cyfry. Raz producenci podają oporność docelowych słuchawek (mimo istnienia przecież parametru SPL), czasami moc dla konkretnej oporności, a czasem samą moc. Czasem napiszą jakiego wyjścia dotyczy, a czasami nie :)

    Ale może poprostu nie powinniśmy próbować porównywać cyferek w tak bardzo przecież subiektywnym świecie audio :)

    Pozdrawiam!

    1. PIotr Ryka pisze:

      Urządzenia nie ma już u mnie, ale pamiętam, że ta moc była podana w danych. Sam się zdziwiłem jej rozmiarem i później na wszelki wypadek raz jeszcze sprawdziłem. Niezależnie jednak od tego jaka jest dokładnie w pomiarach, nano bez problemu napędzał naprawdę trudne Crosszone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy