Recenzja: Trilogy 931

Budowa

Kolejny wynalazek Nica Poulsona w naszej redakcji - Trilogy 931.

Kolejny wynalazek Nica Poulsona w naszej redakcji – Trilogy 933.

   Wzmacniacz jest niewielki, ale ładnie tudzież zmyślnie skrojony, a także mający swą wagę. Jest co wziąć do ręki i na czym oko zawiesić. Jak na niewielki rozmiar waga dwóch prawie kilogramów jest spora, a obudowa cała z aluminium jeszcze podkreśla fakt, że nie mamy do czynienia z plastikową wydmuszką. Stylistyka jest przy tym typowo angielska, choć sama w sobie nie jest typowa. Nic nie ma z biżuteryjnego przepychu – żadnych pseudo złoceń, drewnianych lub imitujących drewno inkrustacji, tańczących kolorowych światełek i wyświetlaczy. A więc angielski styl w całej pełni. Bryła jest jednak nawet jak na angielską szkołę wzorniczą niepowszednia, a wykończenie z kolei typowe – satynowe, jednolite, nie rzucające się w oczy dziką połyskliwością. Lecz jest też ukłon w stronę użytkownika mniej angielskiego, bo korpus może być nie tylko satynowo-srebrny, oddający fakturę aluminium, ale także polakierowany na błękitny metalik, nazwany przez producenta „śródziemnomorskim błękitem”. Wówczas urządzenie rzuca się w oczy i cieszy kolorytem. Najciekawsza jest jednak sama forma geometryczna, bo zarazem zwięzła i niebanalna. Po prawej, nawiązując do umieszczonego opodal pokrętła potencjometru, mamy bok wyraźnie zaokrąglony, przypominający grzbiet książki, a po lewej wzdłuż korpusu dwie na wylot szczeliny prowokujące większą powierzchnię odprowadzania ciepła. W efekcie raz spojrzawszy na Trilogy 931 mamy je wryte w pamięć, bo drugiego wzmacniacza słuchawkowego o takim wyglądzie nie ma.

Wygląd ten służy nie tylko zapamiętaniu. Dobrego odprowadzania ciepła wymaga sama specyfika wewnętrzna. I tu trzeba zaraz na wstępie zaznaczyć, że konstrukcja Trilogy 931 jest ewidentnie ściągnięta od innego wzmacniacza. Nie ma jednak o co robić rabanu, bo jak już mówiłem jest ściągnięta od Trilogy 933, a więc Nic Poulson ściągnął ją sam od siebie. Takie było założenie wstępne, gdyż Trilogy 931 to po prostu tańsza wersja 933. Sukces starszego i bardziej bezkompromisowego rozwiązania skłonił Nica do powołania wersji mniej wysilonej a za to tańszej o ponad połowę. I jeszcze do tego w pewnym sensie przenośnej. Nie całkiem, bo Trilogy 931 nie jest bateryjnym wzmacniaczem dla słuchawek przenośnych, ale głowę dam, że ta półokrągło wykończona jedna ze stron ma na celu nie tylko przykuwanie uwagi, ale także łatwość przenoszenia. Wzmacniacz zwyczajnie dobrze się nosi. Przyjemnie bierze się to jego zaokrąglenie w rękę i można go przenieść choćby z domu do biura, bo wszak niektórzy mają to szczęście, że podczas pracy mogą słuchać muzyki. Wystarczy tu i tu mieć jakieś źródło dźwięku, którym w dzisiejszych czasach może być nawet smartfon albo przenośny odtwarzacz plikowy, oba z samej natury przenośne. Parę sekund potrzebnych na podpięcie zasilania i wetknięcie słuchawek – i już można słuchać, a jakość i moc będą na pewno zdecydowanie wyższe niż w przypadku bateryjnych wzmacniaczy mobilnych.

Jakby nie patrzeć, wymiarowo jest to 934 w jednym kawałku.

Jakby nie patrzeć, wymiarowo jest to 933 w jednym kawałku.

Ano bo właśnie. Wzmacniacz pracuje w klasie A i do tego jest mu potrzebne to dobre odprowadzanie ciepła, jak również na tym opiera się jego wysoka jakość. Poza tym jest układem dyskretnym bez sprzężenia zwrotnego z jego  nieuchronnymi zniekształceniami, nie ma zalatujących mizerią wzmacniaczy operacyjnych i oszczędzono mu psujących jakość dźwięku kondensatorów w ścieżce sygnału. Od zdiagnozowanego jako świetny modelu 933 różnią go tak naprawdę dwie rzeczy – wewnętrzne zasilanie i obecność potencjometru. Zasilanie jest w środku, co ułatwia transport i pozwala zajmować mało miejsca, jako że Trilogy 931 można także postawić na płaskiej ściance bocznej, a wówczas tego miejsca zajmie naprawdę malutko. Producent przekonuje, że koszt przeniesienia transformatora do wnętrza nie był duży w sensie utraty jakości, bowiem trafo i tak pozostało nadwymiarowe, a także posiada konstrukcję minimalizującą sianie zakłóceń. Tak więc przeniesienie go pozwala na łatwe przenoszenie samego wzmacniacza, co stało się niewielkim kosztem. A audio i noszenie bardzo często obecnie chadzają w parze, tak więc wymiana handlowa jakości za przenośność i niższą cenę to dobry interes. Także implantowany do modelu 931 potencjometr to porządny, selekcjonowany Alps; nie tak dobry wprawdzie jak sterowana z pilota drabinka rezystancji modelu 933, ale czymś tę połowę ceny zbić trzeba było. Byle tylko dobrze to grało po cenowym i konstrukcyjnym odchudzeniu, ale o tym za chwilę.

Doprowadźmy kwestie techniczne do końca. Wzmacniacz oprócz potencjometru ma na przodzie dwie zapadki, stanowiące włącznik główny i wybór wejść, a także czerwoną diodę sygnalizacji pracy i oczywiście gniazdo słuchawek. Gniazdo jest niesymetryczne, podobnie cały wzmacniacz. Stosownie do tej niesymetryczności na ściance tylnej mamy tylko gniazda niesymetrycznych przyłączy RCA – dwie pary, przerzucane tą zapadką od przodu. Do tego trójbolcowe gniazdo zasilania – i sprawa załatwiona. Przywołam jeszcze cenę – 5190 PLN.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

8 komentarzy w “Recenzja: Trilogy 931

  1. bray napisał(a):

    A co z k812, moze kilka slow na temat tego zestawienia.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Trzeba przyznać, że grupa K812 mocno pilnuje swych interesów. Z K812 było bardzo dobrze. Wzmacniacz jak najbardziej do nich pasuje, a choć brzmieniowo są dosyć podobne do Fostexów TH-900, to nie pojawiło się u nich zjawisko gorszego grania przy komputerze. Tak nawiasem to gorsze granie TH-900 przy komputerze miało miejsce jedynie w przypadku przetwornika Phasemation, natomiast z przetwornikiem Mytek Manhattan było popisowe, o czym powinienem był napisać, ale zapomniałem, gdyż Manhattan dość dawno już wybył.

      Uogólniając można powiedzieć, że K812 są od TH-900 brzmieniowo uczciwsze, co w mniejszym stopniu naraża je na niedopasowanie. Bas nie schodzi u nich tak nisko, a za to jest bardziej rozdzielczy, co chroni przed jego zlewaniem. Ich słuchanie to zawsze wielka przyjemność, a z tak dobrym wzmacniaczem jak Trilogy tym bardziej.

  2. krystian napisał(a):

    Ciekawe jak by wypadł ten wzmacniacz z nieco tańszym, acz chwalonym Schhit Mjølnir do którego zakupu ostatnio się przymierzałem.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Schiit Mjolnir ma tu swoją recenzję, tak więc recenzje można porównać. Wzmacniacze mają podobne i niepodobne sygnatury. Oba są bardzo przejrzyste, natomiast Schiit ma więcej powietrza w dźwiękach, a soprany mu trochę do góry uciekają. (W sensie jak najbardziej dosłownym.) Ma za to podpięcia symetryczne, które dla niektórych słuchawek są bardzo przydatne. Na pewno oba są bardzo dobre. Obu można posłuchać w Warszawie.

  3. tom napisał(a):

    Z Pana doswiadczenia i testow, jaki zestaw sluchawkowy skladajacy sie ze sluchawek i wzmacniacza sluchawkowego w cenie za calosc do 10.000zl jest wart uwagi? Chodzi o przeznaczenie do muzyki klasycznej, jazzu i pieknych wokali.

  4. PIotr Ryka napisał(a):

    Zaproponuję dwa, każdy ciut powyżej budżetu, ale nie bardzo:
    1. ifi PRO iCAN+AudioQuest NightHawk
    2. PhaST+Sennheiser HD800S.

  5. Radek napisał(a):

    Jaki wzmacniacz wybrałby Pan z AKG k812?
    Questyle CMA800R czy tytułowy Trilogy 931?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie porównywałem ich bezpośrednio, ale wydają się równorzędne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy