Recenzja: Sulek 6×9

Wygląd, budowa, cena

xxx

I to ma kosztować 18 tysięcy?

   Kabel względem tańszego prekursora wygląda bardzo podobnie, lecz nie jest identyczny i nawet z daleka to widać. Też składa się z trzech uplecionych w niezbyt ciasny warkocz żył, lecz w nowym 6×9 każda sama jest splotem trzech przewodów, a nie pojedynczym drutem. Poza tym izolacyjny oplot jest lśniąco czarny a nie matowy, a przyobleczony weń kabel całościowo grubszy i cięższy. Nieznacznie cięższy, bo już prekursor był ciężki, ale grubszy tak ze dwa razy i skutkiem bardziej plecionej struktury nieznacznie elastyczniejszy. Wtyki zostały natomiast te same; i temu nie można się dziwić, bowiem są to wtyki jednolite, kute całe z miedzi, stanowiące pojedynczy element, a nie składankę kilku blaszek, nieraz jeszcze z różnych metali, pomiędzy którymi, doznając zaburzeń, prąd musi przeskakiwać. U Sulka wtyk i przewody są najlepiej jak można zintegrowane, i to jeden z jego głównych atutów.

Kabel jest kierunkowy, z kierunkowością wyznaczaną przez duże napisy na wtykach „SULEK”, gdzie kierunek odczytu jest tożsamy z kierunkiem sygnału, natomiast bez oznakowania lewy-prawy. To może wydać się głupim niedopatrzeniem, lecz tkwi w tym pewna idea: że mianowicie użytkownik sam powinien we własnym torze wypróbować, która żyła jako lewa, a która jako prawa lepiej się będzie sprawdzać, ponieważ może się zdarzyć, że mimo identycznej z założenia konstrukcji zamiana ich miejscami spowoduje poprawę bądź regres. Sam podczas takiego badania odniosłem wrażenie, że jedna kombinacja jest minimalnie lepsza od drugiej, ale tak na granicy autosugestii, tak więc nie mogę tego ani potwierdzić, ani negować. Kabel, który wydał mi się lepszy po prawej, oznakowałem dla wygody skrawkiem czerwonej taśmy izolacyjnej i więcej już na tym się nie skupiałem. W każdym razie na pewno nie jest tak jak we flagowym Atlantisie Entreqa, gdzie żyła prawa jest srebrna, a lewa miedziana, toteż w żadnym wypadku nie należy ich mylić. U Sulka obie są identyczne, a tylko zaleca się sprawdzenie działania po obu stronach.

Sulek 6x9 HiFi Philosophy 001 (2)

Na osłodę szkarłatny worek. Bynajmniej nie pokutny.

Najważniejsze jest wszakże pytanie, na czym polega nowatorstwo i czemu takie jest drogie? W tej kwestii do powiedzenia mam tyle, że materiał przewodzący dla przewodów 6×9 jest wyjątkowo trudny do pozyskania i wymagają bardzo żmudnej selekcji. Producent powiada także, że zrobił nowy kabel przede wszystkim dla własnej przyjemności i nie ma on zasadniczego związku z komercją, ponieważ z uwagi na ograniczenia wykonawcze produkcja nie może być duża. Dumny natomiast jest z tego, że zdołał dokonać postępu i to mu wystarcza za nagrodę, choć oczywiście chętnie podzieli się swą dumą z ewentualnym nabywcą. Kabel jest do kupienia i można go zamawiać, a nawet kilka osób już zostało posiadaczami. Dla jednych wysokie ceny są straszakiem, a dla innych magnesem – interpretujcie sobie jak chcecie i ewentualnie polemizujcie z Sulkiem. Mnie wypada jedynie mocno zaakcentować, że nowy interkonekt nie kosztuje sześć a osiemnaście tysięcy, zatem przeskok jest radykalny. Już wcześniej, przy sześciu tysiącach, było z tą ceną gorąco, a teraz zrobił się żar. W obrębie osiemnastu mamy bowiem nie pojedyncze przykłady, a już większość high-endowych interkonektów; i tylko te naprawdę najdroższe, z samych szczytów hierarchii najbardziej pewnych siebie producentów, wystawać będą nad nią. Akurat jeden taki miałem pod ręką, nawet szczególnie drastyczny. Nie dam głowy, ale wydaje mi się, że Siltech Tripple Crown, ze swoimi 20 tys. euro za pękaty metrowy odcinek, to obecnie najdroższy interkonekt świata. Nie omieszkałem porównać, ale o tych porównaniach będzie w jego recenzji a nie tej. W tej skupimy się na wojnie pomiędzy Sulkami, mając w pamięci, że tańszy wychodził obronną ręką z bardzo poważnych konfrontacji przeciw nieraz o wiele droższym od siebie. Czasami  wielokrotnie droższym. A jak to było tym razem, na wojnie Sulka z Sulkiem?

xxx

A w woreczku nasz skarb.

Zanim o tym, została na koniec kwestia opakowania. Wciąż mamy tu do czynienia ze zwykłym tekturowym pudełkiem, ozdobionym jedynie dużą naklejką SULEK, jednak zmieniło się to, iż w środku znajdziemy nie sam goły kabel, tylko włożony do jaskrawoczerwonego woreczka z grubego aksamitu. Tyle ustępstw na rzecz high-endowego wykwintu. Niewiele, lecz zawsze coś.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

5 komentarzy w “Recenzja: Sulek 6×9

  1. BasiorAsior pisze:

    Mityczny wygląd, cena atrakcyjna. Kolejny produkt SULKA trafiający w oczekiwania odbiorców !

  2. jafi pisze:

    O odbiorcach już napisałeś, a jakie są Twoje oczekiwania?

  3. PIotr Ryka pisze:

    Chętnie bym podyskutował z tymi audiofilskimi menelami, stanowiącymi teraz ostatnie resztki licznej niegdyś i ciekawej społeczności forum audiostereo. Ale gdzieżby mieli odwagę. Plucie zza węgła, to wszystko co potrafią.

  4. Marek pisze:

    Ponoć łatwiej jest zrobić dobre kable za 20k zł niż zrobić dobre kable za 1k zł. Czy ta sztuka jeszcze łatwiej może udać się malutkiej firmie niż firmie kablarskiej z olbrzymim zapleczem. :) Odpowiem Tak! a dlaczego: ponieważ pozwala na to do granic możliwości nadmuchany balon cenowy

    1. PIotr Ryka pisze:

      Wielkie zaplecze nie jest gwarantem sukcesu, ale jest z nim tak jak w znanym powiedzonku, że mężczyzna nie musi być piękny. No więc nie musi, ale jak jest, to to nic nie szkodzi.

      Dodać z własnego doświadczenia i przekory mogę, że porażki brzmieniowe firm o wielkim zapleczu są przeważnie dużo bardziej drastyczne, ponieważ wychodzą one z założenia, że przy takim zapleczu nie mogą się mylić, a nawet gdyby do tego doszło, to i tak nikt się nie ośmieli ich czepiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy