Recenzja: SPL Phonitor 2

SPL_Phonitor_II_HiFiPhilosophy_DSC06077B   Niemiecki SPL i jego Phonitor to starzy znajomkowie. Opisywałem ten wzmacniacz jeszcze w 2009 roku i dobrze tamto spotkanie pamiętam. Testowałem go z nie posiadanymi już słuchawkami Ultrasone Edition9 i z rzadko teraz goszczącym w recenzjach odtwarzaczem Cairna, ale w konfrontacji z wciąż referencyjnym ASL Twin-Head. Nie od rzeczy będzie więc kilka spraw z tamtej recenzji przypomnieć i przy okazji rzucić okiem na zmieniające się czasy. Albowiem ówczesną recenzję zaczynałem od niewesołej konstatacji, że niewiele jest u nas dostępnych spośród najlepszych słuchawkowych wzmacniaczy – i przyznać trzeba, że pod tym względem sytuacja zasadniczo się nie zmieniła. Gdy spoglądam na listę aktualnie najlepszych, wciąż ponad połowa z nich okazuje się nieobecna, dowodząc kulawizny rynku i jego słabej siły nabywczej. Niemniej jest nieco lepiej, a będzie zaraz jeszcze, ponieważ znalazł dystrybutora sławny i niezwykle ceniony EAR, a także ma się niebawem pojawić bardzo podobno dobry wzmacniacz Audeze. Źle jest natomiast – i można powiedzieć wciąż – przede wszystkim z ofertą amerykańską, głównie z uwagi na koszty importu, wysokie oczekiwania tamtejszych producentów i perypetie podatkowe. A tak się niedobrze składa, że to tam najlepszych na świecie słuchawkowych wzmacniaczy powstaje najwięcej. Spośród tamtejszych najlepszych możemy nabyć Wells Audio, ale nie możemy go przedzakupowo posłuchać ani zrecenzować, ponieważ tylko ściągają na zamówienie. To samo dotyczy Grace Design, a z resztą jest jeszcze gorzej, jako że żadnego Woo Audio, RSA, Appexa czy ALO Audio zamówić nawet nie można inaczej jak na ślepo poprzez Internet. To ból dla recenzentów, obchodzących się smakiem, ale także dla poszukujących czegoś szczególnego, którzy też nie mogą rozpoznawczo posłuchać. Na pociechę zostaje Schiit oraz lampowe Cary i niebawem może także Audeze, a resztę trzeba w akcie desperacji brać po omacku albo odpuścić. Z nieznanych powodów to samo dotyczy włoskiego RudiStora, który należy do wytwórców popularnych i o światowej renomie, a przecież jest z Triestu, czyli leży całkiem niedaleko. To samo też włoskiego z koneksjami estońskimi Viva Audio, dostawcy lampowych wzmacniaczy najwyższej klasy. Natomiast lepszą stroną jest co innego, mianowicie ogólny przyrost. Od 2009 roku przybyło mnóstwo topowych słuchawek, jak również niemało wzmacniaczy do nich. Słuchawki stały się modą i nikogo teraz nie dziwi, że się na nie wydaje pieniądze większe niż na zakąskę w fast foodzie. A kiedy w 2005 roku zakładałem internetową dyskusję pod hasłem „Słuchawki wysokiego lotu”, opinie typu „słuchawki to erzac, lipa i szkoda pieniędzy” pojawiały się stale. Tymczasem teraz, po dekadzie, na AVS już osobny dział mają i pojawiają się także prognozy, że przyszłość należy do nich.

Starczy może tych historycznych wspominków oraz prognoz nieokreślonych, ale o paru sprawach retrospektywnie związanych z Phonitorem chciałbym jeszcze powiedzieć. Pierwsza to kwestia czysto techniczna, związana z obietnicą. Otóż jest jego twórcą SPL – firma stricte profesjonalna, która jako producent oprzyrządowania studyjnego ma ścisły związek z obróbką dźwięku i jego miksowaniem, a w efekcie do swego Phonitora wcisnęła spory bagaż tamtych doświadczeń. Historia z tym związana opowiada jak wiele po tym oczekiwałem, ale nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło, przed czym zresztą przestrzegał sam producent. Ten zasobny w regulatory i funkcje Phonitor to nie efekciarski gadżet, tylko inżynieryjne narzędzie dla tych, co potrafią słuchać. Tak więc efekty regulacji są takie na wprawne ucho, a nie żeby ktoś zdębiał albo oszalał z wrażenia. Druga rzecz jest podobnie praktyczna i ona mieć może nawet większe znaczenie. Otóż słuchany z Cairnem jako źródłem wydał mi się ten pierwszy Phonitor dobry, ale z wrażenia faktycznie nie oszalałem, ani nie byłem w szoku. Jednak kiedy go podpiąłem do opatrzonego czeredą lamp niespotykaną jak na odtwarzacz, stanowiącą nadzienie dawno już niestety nie produkowanego (naprawdę szkoda) odtwarzacza Ayon CD-3, wówczas właśnie z wrażenia aż siadłem i byłem zszokowany. To był na pewno najlepszy tranzystorowy wzmacniacz słuchawek jakiego do tamtej pory słuchałem i to mi utkwiło w pamięci wraz z lekcją o tym Ayonie. Szczegóły widnieją w recenzji i do niej zainteresowanych odsyłam.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

25 komentarzy w “Recenzja: SPL Phonitor 2

  1. Soundman pisze:

    Ha ,czyli w skrócie, dla kogoś poszukującego prawdy w muzyce,nie zafałszowanej niczym Phonitor II to rewelacja, Twin Head to jednak już bajkowa prezencja dla melomana.

    1. PIotr Ryka pisze:

      To nie jest takie proste, ponieważ wymagałoby konfrontacji z rzeczywistością; weryfikacji poprzez porównanie z sytuacją nagraniową. Nie można przesądzić, jak brzmiał na przykład wokalista – bardziej jak w T-H czy Phonitorze – nie mając wiedzy o warunkach nagrania. Można tylko powiedzieć, które brzmienie wydaje się prawdziwsze. A nawet nie tyle prawdziwsze, co zwyklejsze. A nawet to jeszcze nie wszystko, ponieważ czasami to Phonitor wydaje się zbyt prosty, a czasami T-H zbyt podrasowany. Czasami jeden wydaje się prawdziwszy, czasami drugi, a i tak to zawsze jest „wydawanie się” a nie definitywna weryfikacja. Gdybym miał jednak przesądzać, powiedziałbym, że T-H jest częściej prawdziwy, natomiast Phonitora słucha się nieraz łatwiej, a jego prostota ma dar przekonywania. Dlatego chciałbym go mieć. Reprezentuje łatwo przyswajalny realizm w stopniu nieosiągalnym dla innych. Być może nieraz zafałszowywany prostotą, zbyt oczyszczony, ale bardzo skuteczny.

      1. Stefan pisze:

        A jak wypada Phonitor na tle ifi iCAN PRO ?

        1. PIotr Ryka pisze:

          Dość podobnie, ale dźwięki bardziej ujednoznacznia, a scenę bardziej porządkuje poprzez separację źródeł.

          1. Stefan pisze:

            To ciekawe, bo separacja w iCAN PRO była bardzo dobra, trzeba będzie posłuchać.
            A czy Phonitor X zawita może na testy?

          2. PIotr Ryka pisze:

            U Phonitora usłyszysz jak separacja dokładną być może a prostota prostotą. Co do Phonitora X, to podobno od 2 nie różni się niczym poza tym 4-pinem z przodu, ale że mam kable 4-pinowe do paru słuchawek, to ma zjechać i dać się posłuchać porównawczo w symetrycznej konfiguracji. Lecz na razie w Polsce go nie ma.

          3. Stefan pisze:

            A który dodaje mniej od siebie, pewnie Phonitor?
            iCAN ma możliwość dostrojenia poprzez tryb pracy, powinien być bardziej uniwersalny.

          4. PIotr Ryka pisze:

            Wydaje mi się, że mniej dodaje iCan (z wyłączonymi procesorami), ale wrażenie jest takie, jakby mniej dodawał Phonitor.

          5. Stefan pisze:

            Dynamiką i zniekształceniami Phonitor pokonuje iCANa,
            no ale i tak liczy się to co się słyszy. Coraz ciekawiej na rynku wzmacniaczy.
            Ciekawe dlaczego X jest droższy od 2, jak to prawie to samo.

          6. Stefan pisze:

            Czy ja dobrze widzę X ma DACa?

          7. PIotr Ryka pisze:

            Moc ma zwiększoną do 3,7W, a DAC jest opcjonalny. Poza tym włącznik ma z przodu i, co mnie trochę martwi, kąt minimalny 22 stopnie a nie 15.

  2. Maciej pisze:

    Super recenzja. Jako posiadacz potwierdzam wiele obserwacji. Phonitora przy lampie owszem bardziej suchy, ale przy innych tranzystorach jest raczej jak Mullard przy Siemensie :)

  3. Soundman pisze:

    Teraz pytanie jak musi grać Phonitor X po XLR?…ciekawość.

    1. Maciej pisze:

      Tak samo jak Phonitor 2 po balansie, tylko trzeba zrobić kabelek do tylnego wyjścia xlr, wyjście preampowe ma pełną funkcjonalność słuchawkowego :) 2 x 3pin xlr i gendrr changer lub po prostu od razu prawidłowy wtyk. Ale mamy wtedy bodajże 2.5W Phonitorowej wspaniałości zbalansowanej

      Idę dalej opoczywać z armaturami Phonaka na leżaku. To lepsze niż nie jedne nauszne.

    2. saintkrusher pisze:

      Dokładam swoją małą cegiełkę do wątku ponieważ od dwóch dni posiadam u siebie Phonitor-a X i z HD800s gra świetnie. Bardzo technicznie i studyjnie, detalicznie (przy włączonym systemie Matrix). Szczerze powiedziawszy nie mam obecnie dobrego źródła i myślę że przez to dźwięk jest wychudzony. Sprzęt sprawdza się też wyśmienicie jako przedwzmacniacz z moimi monitorami aktywnymi. Gdy wyłączymy wszystkie procesory robi się na pewno mniej analitycznie a bardziej relaksacyjnie.

  4. navigator pisze:

    Pierwszy raz jako komentujacy: witam. Można się spodziewać jakiejś recenzji nowego Myteka Brooklyna, z MQA i z sekcją wzmacniacza słuchawkowego? Ponoć z uwagą konstruowanego. Bo to wyszłoby, DAC plus wzmocnienie, w cenie jednego Phonitora X; i jeszcze blisko z serwisem w razie czego; pzdr. (lepiej tę wersję komentarza, literówki poprawiłem :) pzdr)

    1. PIotr Ryka pisze:

      Szansa na pewno jest, ale na razie nic konkretnego poza nią. Tak więc nie prędzej niż za parę miesięcy. Ale słuchałem tego Brooklyna na AVS i spisywał się bardzo dobrze.

      1. Miltoniusz pisze:

        Podobno już jest Mytek Manhattan II. To było by chyba jeszcze ciekawsze.

        1. PIotr Ryka pisze:

          W takim razie spróbuję się dowiedzieć.

        2. PIotr Ryka pisze:

          Sprawdziłem. Jest faktycznie nowy Mytek Manhattan, który różni się tym, że będzie umiał czytać zapowiadane pliki najwyższej jakości z Tidala. Mytek życzy sobie za to dopłaty trzech tysięcy dolarów, a inni dają to darmo w nowych firmware. Cóż, każdy ma własną politykę…

    2. Maciej pisze:

      Z moich doświadczeń wynika, że połączenie hi-endowego wzmacniacza słuchawkowego z dacem to zadanie karkołomne w praktyce. Ale może Manhattan II lub Brooklyn pokażą niemożliwe.

  5. navigator pisze:

    Pozwolę sobie wtrącić jeszcze: z odsłuchanego poniższego filmiku instruktażowego SPL wychodzi na to, że system Matrix łączy się jednak z utratą szerokości sceny w odsłuchu słuchawkowym, szczególnie przy ustawieniach głośników małego kata, 15-22, wiec też i tego preferowanego przez Pana. Rozumiem, ze przy HD 600, jako scenicznie „szczupłych” (jak dobrze pamiętam) nie ma drastycznego odczucia tego cięcia sceny, ale w bardziej „width-soundstage” słuchawkach już pewnie będzie. Czyli chyba robiłby się paradoks: włączamy Matrix, by mieć bardziej głośnikowy odsłuch, tniemy zarazem szerokość sceny, której szukaliśmy jako kompensacji braku głośników. Dobrze sobie „Matrixuje” zagadnienie? :) Pzdr https://www.youtube.com/watch?v=0Rn3siX93fM

    1. PIotr Ryka pisze:

      Zależy co rozumieć przez szerokość sceny głośnikowej. Wiele słuchawek, zwłaszcza te gorsze, gra w głowie, i wówczas o szerokiej scenie oczywiście nie ma mowy, ale jest sporo takich, które grają po bokach głowy, a wówczas scena staje się nienaturalnie szeroka, też całkiem nieprawdziwa. Dobre głośniki w dobrym pomieszczeniu scenę powinny budować przede wszystkim w głąb. Gdy scena wyłazi bokami za ściany, nie jest przecież prawdziwie. U samych słuchawek sceny są bardzo różne – zarówno okropne jak i fascynujące. Najprawdziwsza jest w AKG K1000, ale na mnie większe wrażenie robiły te mniej prawdziwe – można powiedzieć przedobrzone – z Grado GS1000 czy Stax SR-Omega. Nie tak trójwymiarowe, ale głębsze i obszerniejsze. Ogólnie biorąc kształt i odbiór sceny to bardzo indywidualny parametr odbioru. A co do Matrix i kątów głośników, to dla mnie ważne było poczucie naturalności samego dźwięku a nie kształt sceny. Tym się kierowałem wybierając 15 stopni, a nie samą scenę. Bo cóż po scenie, kiedy dźwięki są mniej prawdziwe? Ale, jak napisałem w recenzji, każdy może wybierać ustawienie sobie najbardziej odpowiadające. U mnie było to akurat 15 stopni i nikomu takiego nie narzucam. Dodatkowo w grę wchodzą jeszcze zapewne kształty małżowin, które każdy ma inne. <poza tym można woleć scenę od samych dźwięków. To subiektywny wybór i nie można tu za kogoś decydować.

      1. MAREK pisze:

        Dodam tylko od siebie, że mi najbardziej pasuje jak wszystkie te matrixy w Phonitorze są wyłączone. Wtedy daje mi to najlepszy efekt.

  6. Maciej pisze:

    Polecam posłuchanie AKG Q701 z Phonitorem. Po tym doświadczeniu planuję zakup tego modelu AKG. Mój największy błąd to to że wcześniej nie spróbowałem. Fenomenalne nauszniki, jeśli ktoś lubi przekaz nautralny a nie pokaz fajerwerków na jeden wieczór.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy