Recenzja: OPPO PM-1

OPPO_PM-1_25 HiFi Philosophy   Jak się okazuje, istnieją dwa OPPO. Dwie niezależne firmy mające tę samą nazwę – jedna chińska, druga amerykańska. Ta chińska powstała w 2004 roku i produkuje głównie smartfony, ta amerykańska narodziła się oddzielnie, albo może z chińskiego OPPO wypączkowała, prawa do nazwy kupiła i sprzedaje pod nią odtwarzacze Blue-ray, które wcześniej produkowała dla innych dostawców sprzętu elektronicznego. Ta chińska zwie się OPPO Electronics Corp., a amerykańska OPPO Digital Inc. Nas interesuje ta druga, z siedzibą w Mountain View w Kaliforni, której sztandarowy produkt – ekskluzywny i najlepszy na świecie odtwarzacz Blue-ray OPPO 105D – był już recenzowany, a obecnie nadchodzi pora zająć się najnowszym dzieckiem nieco tajemniczych Kalifornijczyków o chińskich koneksjach, słuchawkami ortodynamicznymi OPPO PM-1.

Oficjalna premiera europejska miała miejsce w Londynie, całkiem niedawno, na wiosnę, a wkrótce potem słuchawki stały się ogólnodostępne. Pojawiły się na dodatek równocześnie z własnej firmy dedykowanym wzmacniaczem, który opiszemy oddzielnie, bo nie chce mi się sporządzać epopei, tylko zafundujemy sobie powieść w odcinkach.

Pojawienie się słuchawek OPPO byłoby rzeczą normalną, albowiem teraz produkcja słuchawek stała się modniejsza niż jakakolwiek inna, toteż zaczynają oferować je wszyscy, od najstarszych producentów, jak Beyerdynamic, poczynając, a na wytwórcach sportowych bolidów Ferrari kończąc. Kto żyw słuchawki produkować czuje się w obowiązku i tylko patrzeć jak panie zaczną je robić na drutach. Słuchawki OPPO przeszłyby niezauważone, dołączając do rzeszy innych anonimowych, gdyby nie dwie a nawet trzy rzeczy. Po pierwsze, są planarne – a takich jest bardzo niewiele i wszystkie poza jednymi drogie. Po drugie, są właśnie drogie i ekskluzywne. A po trzecie, mają ten dołączony, też ekskluzywny i drogi wzmacniacz.

Zacząć przeto musimy od tej ekskluzywności, a dokładniej od kwestii cenowej, bo od tego nie uciekniemy, a poza tym tematyka jest smaczna. Nawet ekscytująca, wszystkich stawiająca na nogi, a już zwłaszcza kiedy coś jest okropnie drogie bądź okazyjnie tanie. OPPO PM-1 kosztują według krajowego cennika 6156 PLN, czyli kosztują słono. Nie byłoby to jednak nic specjalnie zaskakującego, skoro główni konkurenci od HiFiMAN-a i Audeze kosztują podobnie. Gorzej to jednak zaczyna wyglądać, gdy rzucimy okiem na amerykańską stronę producenta i zobaczymy cenę 1099 USD. Trzeba oczywiście pamiętać, że ta amerykańska jest netto a polska brutto, no i gdyby ktoś chciał je sobie zza oceanu sprowadzić, zapłaci jeszcze ze sto pięćdziesiąt dolarów za przesył, cło mu zaraz dorzucą i jeszcze zdaje się jakiś mały podateczek prócz obowiązkowego VAT-u na dokładkę, ale tego nie jest pewien, bo nie praktykowałem. Tak czy inaczej wyjdzie to jednak znacznie taniej, bo w okolicach pięciu tysięcy. Porównując sytuację z Audeze cena polska jest więc w przypadku OPPO bardziej zawyżona, bo tam mamy relację 1945 USD vs 7450 PLN, co daje proporcję trzy koma osiem a nie jak u OPPO pięć koma sześć. Pozwoliłem sobie w tej sytuacji wykonać pełen wątpliwości i krytycznych uwag telefon do polskiego dystrybutora, od którego jako ripostę otrzymałem odpowiedź, że jest to efekt polityki cenowej samego OPPO, które ustaliło na rynek europejski cenę znacznie wyższą niż na amerykański. Wskazywałoby to na pierwszy rzut oka odmienny sposób traktowania produktu na obu rynkach: na amerykańskim jako słuchawek mających konkurować z najlepszymi produktami wytwórców dynamicznych, jak Grado GS1000 czy Beyerdynamic T1, a na europejskim jako konkurentów flagowców planarnych. Lecz tak naprawdę nie to jest powodem. Sedno tkwi w innych modelach sprzedaży i innej tej sprzedaży wielkości. Utrwala się na rynku amerykańskim wzorzec zakupu bezpośredniego, w którym nabywca klikając na stronie producenta wchodzi w posiadanie artykułu prosto od niego, co pozwala omijać koszty związane z dystrybucją i siecią sprzedaży sklepowej. Oszczędności są na tym bardzo pokaźne, ale wszystko ma swoją drugą stronę, a ta druga w tym wypadku jest taka, że kupuje się bez możliwości posłuchania czy choćby wzięcia do ręki. Trzeba polegać na własnym nosie i cudzych sprawozdaniach, a nie na dłuższym czy krótszym obcowaniu z produktem. Taki model rynkowy rozwija się w Ameryce bardzo prężnie i ma z pewnością dobre zaplecze w postaci tamecznych praw konsumenckich oraz słabej gęstości zaludnienia na wielkich połaciach kraju, gdzie i tak nic nikomu po sprzedaży sklepowej w odniesieniu do ekskluzywnych wyrobów audio, po które trzeba by jechać nierzadko i ponad tysiąc kilometrów w jedną stronę, natomiast w Europie idzie to dość opornie, bo klient europejski woli sobie posłuchać i pomacać, a także pogawędzić ze sprzedawcą. Drugim ważnym czynnikiem generującym niższe ceny w Stanach jest wolumen sprzedaży. To co Stany kupują w miesiąc, Europa jako całość konsumuje przez kwartał, a jak wiadomo większy obrót oznacza niższe ceny. W efekcie, wbrew pozorom, które tak często okazują się mylić, najwięcej traci na całym tym zamieszaniu polski sprzedawca, bo polski klient może do niego pójść i posłuchać, a potem zamówić produkt w Stanach, robiąc, jak to się mówi potocznie, wszystkich na szaro. A co jak co, ale zrobić wszystkich na szaro albo w konia, to polski kupujący naprawdę lubi, w czym nie jest bynajmniej jako nacja odosobniony.

Zaczyna się nam w tej sytuacji nie jakoś szczególnie, bo miło by było móc napisać, że słuchawki kosztują umiarkowanie i relację ceny do jakości mają kuszącą, a już zwłaszcza na naszym rynku. Jednak w sukurs nowym OPPO przychodzi technologia, wygląd i wyposażenie. Przychodzi im też coś jeszcze, mianowicie model PM-2. Samo OPPO nie ukrywało, że PM-1 to wyrób ekskluzywny, mający sycić najwyższe oczekiwania nie tylko w mierze brzmienia ale i wyglądu. PM-2 natomiast, to wersja skromniejsza, nastawiona wyłącznie na brzmienie. Grać ma ponoć identycznie, a tylko mniej efektownie wyglądać. Spodziewana cena na naszym rynku to okolice 4500 PLN, a spodziewany termin pierwszych dostaw to sierpień. Na razie jesteśmy jednak przy wersji ekskluzywnej, a by zachęcać do jej nabycia, posiada ona zaplecze w postaci wspomnianej technologii, wyglądu i wyposażenia.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

42 komentarzy w “Recenzja: OPPO PM-1

  1. Maciej napisał(a):

    czyżby kroiła się recenzja T5p?

  2. Piotr Ryka napisał(a):

    No gdzieś tam w poczekalni się kroi, ale na razie to chyba wzmacniacz OPPO i wieżowy zestaw iFi.

  3. Maciej napisał(a):

    T5p takie dziwne są, wiele mówi że powinno się je lubić – zwłaszcza ich aparycja, ale z grajkami przenośnymi klasy średniej to po prostu okropność w graniu. Z moim zestawem całkiem smaczne za to ale nie na tyle smacznie jak ich cena. Niemniej wykonanie godne naśladowania.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak jak napisałem, T5p grają dobrze z DAC Wolfsona. Te które mam nie są jeszcze w pełni wygrzane, tak więc nie chcę się o nich definitywnie wypowiadać. Z HM-802 jest to na pewno świetne granie, a z AK240 już nieco mniej, ale też całkiem interesująco.

  4. Jakub napisał(a):

    Odtawrzacz może i świetny, ale recenzji ani widu ani słychu panie Piotrze… recenzja świetna jak zawsze.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      No tak, ale wszystkiego naraz się nie napisze, a nawet urlopu nie mam i się na niego nie zanosi. Robię co mogę, a pogoda też nie pomaga, bo cięgle upały, duchota i burze. Dla recenzentów audio lato to nie jest dobra pora.

      1. Maciej napisał(a):

        Tym bardziej też dla lampowych urządzeń… U mnie szafka otwarta a i tak jak w piecu tam.

      2. Jakub napisał(a):

        A prawda, prawda, lepiej sobie na spokojnie odsłuchać, niż by potem recenzja miała na tym ucierpieć.

  5. Paweł napisał(a):

    Panie Piotrze, ferrari tylko branduje te słuchawki, tworzy je firma Logic3 🙂

    Pozdrawiam
    Paweł z Wrocławia

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      A dobrze chociaż te Ferrari od Logica grają?

      1. Paweł napisał(a):

        Jeżeli brać pod uwagę ceny detaliczne to nie. Aczkolwiek za 50% lub mniej potrafią coś tam zagrać. Ale, w każdym razie, nie zbliżają się do „normalnej” konkurencji 🙂

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          To smutne, że marka taka jak Ferrari paskudzi sobie logo umieszczając je na marnych słuchawkach. Jak już, to chyba bardziej powinna zadbać na czym je kładzie.

  6. Stefan napisał(a):

    Panie Piotrze, czy komfortem te OPPO są porównywalne do K812?
    Z opisu wynika że dźwięk podobny mają do LCD, gęsty basowy,
    jeżeli tak jest to pewnie nie są dla mnie.
    Czekam z niecierpliwością na GS1000e i porównanie zwłaszcza do K812.

    1. Michal napisał(a):

      U mnie, na chwile obecna, 6.5 letnie (5-6 tys godzin ?) GS1000 wygrywaja z 2 tygodniowymi (~275h, sztucznie nabitymi) K812 w odsluchach muzyki klasycznej i jazzu. K812 preferuje natomiast (dostaja pierwszenstwo) do muzyki ciezszej oraz wszelakiego ambitnego popu, co nie znaczy, ze K812 sie nie sprawdzaja u mnie w klasycznej, absolutnie nie, graja ja swietnie. Wole jednak swobode reprodukcji fal dzwiekowych kreowana przez GS1000 oraz ich misternosc, dostojnosc i lekkosc w oddawaniu, wielce naturalnych barw, instrumentow smyczkowych, detych, dzwonow, dzwoneczkow i wszelakich talerzy (tutaj fabryczne K812 o muzyczny wlos, wzgledem moich GS1000 odstaja, niby niewiele ale dla mnie roznica jest zasadnicza przy dluzszym odsluchu, to sie jednak moze zmienic za kilkaset godzin, bo dzwiek tych AKG jakis taki nieustabilizowany jeszcze, chyba….).

      GS1000 leza na glowie tak beztrosko, jakby ich nie bylo, K812 czuc, to ichnie cisnienie ktore wywieraja na moje uszy, nie moge wiec o nich zapomniec zupelnie. No i ta otwartosc przestrzenna u Grado wciaz wyraznie przewaza. Strasznie sie ciesze, ze ich nie sprzedalem w trudniejszym okresie sluchawkowym ale zakupu K812 tez nie zaluje, to dobre i potrzebne nauszniki, mnie sie one podobaja znacznie bardziej od Staxow 009 pedzonych z lampowego SRM 007t II, jakby ktos mial watpliwosci czy dostrzegam w pelni klase ich grania.

      Pytanie, jaka wariacja na temat brzmienia GS1000 bedzie tym razem ow dodatek ‚e’, ale przelomu sie nie spodziewam, bardziej jakies male dopieszczenie danego aspektu.

      Mnie sie marzy porownanie tych samych modeli, za mlodu i za pelnej dojrzalosci, jakby tak wziac w obroty kilkuletnie nauszniki i porownac je z takimi miesieczniakami, to byloby dosc intrygujace, niekoniecznie miarodajne (bo tam zawsze jakies poprawki moze wrzucac sam producent w miedzyczasie), ale pouczajace ;’)

      Czlowiek znow sie rozpisuje o sluchawkach, co za czasy ;’)

      Michal Pastuszak

    2. Piotr Ryka napisał(a):

      Komfort OPPO mają podobny do K812, ale inaczej trochę siedzą na głowie, bo AKG mają te specyficznego kształtu pady i są nieco lżejsze. Jak dla mnie są wygodniejsze, ale OPPO też bardzo wygodne. Za Grado niedługo się wezmę, ale jeszcze muszą się pogrzać.

  7. Piotr Ryka napisał(a):

    Na razie o nowych GS1000e mogę powiedzieć, że drewno mają inne, matowe, co wszyscy mogą zobaczyć na zdjęciach, i że kabel jest jeszcze cięższy od poprzedniego, tego już pogrubionego z GS1000i.

  8. Stefan napisał(a):

    A jak oceniacie podobieństwo GS Grado do HD800,
    zwłaszcza jeżeli chodzi o scenę?

    1. Michal napisał(a):

      Proponuje odsluch osobisty w jakiejs sensownej aplikacji systemowej, wowczas roznice slychac jak na dloni ;’))

    2. Piotr Ryka napisał(a):

      Porównanie, chociaż pobieżne, pomiędzy HD 800 a GS1000 znajduje się w recenzji Audeze LCD-3.

      1. Stefan napisał(a):

        Dziękuję

  9. Sylwek napisał(a):

    do testu nowych grado przydałyby się gs1000i, żeby można było bezpośrednio porównać i zobaczyć na czym dokładnie polega ta ewolucja i czy przypadkiem nie sprawiła ona, że słchawki są poprawniejsze, ale zatraciły swoją niepowtarzalność

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Niewątpliwie słuszna uwaga. Będę o to zabiegał, ale nie znam nikogo z GS1000i.

      1. Sylwek napisał(a):

        aha, rozumiem, że Pan ich już nie ma, bo przewijały się jeszcze niedawno jako słuchawki recenzenta; a może ja coś źle zrozumiałem.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Tak, były, ale ruszyły w świat. Dobrze byłoby mieć wszystko pod ręką, ale to dosyć trudne. Może kiedyś, z czasem. Jednak brzmienie GS1000 mam dobrze zapamiętane, choć mimo to spróbuję starsze do testu tych e pozyskać.

          1. Michal napisał(a):

            Ja bym mogl uzyczyc wlasne, ale to pewnie tez wiele nie pomoze, bo to model calkiem stary (jeszcze sprzed ‚i’) i na dodatek rekablowany…

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Lepszy rydz niż nic. A będziesz lub jesteś w Polsce?

          3. Michal napisał(a):

            Moglbym jedynie wyslac poczta, najlatwiej byloby osobiscie ale sie okazja nie zisci, niestety…

          4. Piotr Ryka napisał(a):

            To duże koszty i ryzyko uszkodzenia. Spróbujemy znaleźć coś bliżej, a jak nie, to trudno.

          5. Piotr Ryka napisał(a):

            Ale niezależnie od tego oczywiście za chęć pomocy serdecznie dziękuję i w przyszłości zapraszam na jakieś odsłuchy.

          6. Michal napisał(a):

            Bardzo chetnie, moze w grudniu sie uda.

          7. Piotr Ryka napisał(a):

            Akurat będzie się można pogrzać przy lampach 🙂

  10. Piotr Ryka napisał(a):

    Przyjechał dziś kabel symetryczny, tak więc pisząc recenzję wzmacniacza OPPO będzie można poznać cały potencjał systemu. Tylko pogrzać trzeba go ździebko, bo świeży ci on jest jak wiosenny szczypior.

  11. Sylwek napisał(a):

    może też ktoś z Krakowa je ma; nie są to chyba zbyt popularne słuchawki, ale Kraków mały nie jest. A tak ogólnie to jak z tą serią „e”? Podobnie, trochę lepiej, inaczej, o wiele lepiej niż gs1000i? Tak ogólnie pytam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Grają na pewno dość podobnie, ale w przypadku słuchawek mających za sobą tylko jakieś 50 godzin muzycznych przygód, a już zwłaszcza tak długo się wygrzewających jak Grado, jest to stanowczo zbyt mało by ferować jakieś wyroki. Ale styl jest do starego podobny. Przynajmniej na razie.

  12. Sylwek napisał(a):

    to prawda, ale też nie wiadomo jak to jest/będzie z nowymi grado, w sensie czy te nowe drivery też się tak długo wygrzewają, bo to była wada tych słuchawek i myślę, że grado dużo na tym traciło, również w ilości sprzedanych słuchawek, bo z jednej strony grado na począku grają koszmarnie, z drugiej strony trzeba wierzyć, dosłownie wierzyć, że się wygrzeją i wtedy będzie już bajka, ale one się wygrzeją za 1000h, więc bez jaj, a do tego dość powszechna wieść, że się psują i do tych 1000h jedynie co 6 sztuka dojdzie, więć w nowej serii może i to poprawiono, tzn. że 250 wystarczy, żeby jako tako już grały na swoim poziomie.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Po tych 50 godzinach na pewno nie grają koszmarnie tylko już bardzo dobrze. Jak grały prosto z pudełka nie wiem, bo przyjechały już lekko wygrzane.

  13. Sylwek napisał(a):

    to już dużo; a są zniekształcenia jak się da głośniej na nie klasyce?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Mam w tej chwili uruchomioną tylko wieżę ifi i słucham tylko z You Tube, ale raczej żadnych zniekształceń nie ma.

  14. Sylwek napisał(a):

    aha, bo ktoś chyba nawet tu pisał, że jak niewygrzane to są zniekształćenia, a z kolei pan pisał, że ten model tak ma, że to taka jego trwała wada, więc pytałęm, bo szczerze mówiąc to jest tyle sprzecznych informacji na temat tych słuchawek, że trudno się już połapać

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To prawda. Starsze wersje miały tendencję do zlewania początkowo basu. Był on bardzo mało rozdzielczy i jednocześnie wszędzie niemal obecny. Ale te z sygnaturą e już tak nie grały gdy do mnie przyszły, a miały wtedy jeszcze bardzo mało na liczniku. Ważne jednak jakie jest brzmienie docelowe, a nie jakie w pierwszych dniach.

  15. Piotr Ryka napisał(a):

    Dobra wiadomość dla miłośników planarów. Słuchawki OPPO po kablu symetrycznym grają bardzo obiecująco.

  16. Stanisław Dyrda napisał(a):

    W Krakowie z tego co się dowiadywałem to Audiotrendt ma OPPO na wyposażeniu.

Komentowanie zamknięte na czas aktualizacji serwisu. Za utrudnienia przepraszamy

© HiFi Philosophy