Recenzja: Emperor Headphone Amplifier

Emperor Headphone Amplifier HiFi Philosophy 010    Jakiś czas temu dostałem list z zapytaniem, czy nie przetestowałbym słuchawkowego wzmacniacza. Słuchawki są moim konikiem, mam do nich słabość (a co za tym idzie także do słuchawkowych wzmacniaczy), toteż się odruchowo zgodziłem. Nie żebym dumał nad każdą recenzją, czy jej pisanie z tych albo innych względów okaże się opłacalne, bo wówczas wiele bym nie napisał, ale problem polega na tym, że przedmiot recenzji nie jest produktem firmy już istniejącej, tylko takiej, która dopiero ma powstać. Ma powstać w zależności od tego, jak ten wzmacniacz ocenię.

Brzmi niby zachęcająco – można się puszyć i wbijać w dumę – ale szczerze mówiąc cokolwiek jestem takimi sytuacjami zniechęcony. Pisałem już wiele razy o słuchawkowych wzmacniaczach firm dopiero zamierzających zdobyć rynek i jakoś nigdy się to za dobrze nie kończyło. Stosunkowo najlepiej w przypadku Divaldi i PhaSt-a, które oba jako oferta rynkowa istnieją i nawet są udoskonalane, ale też bardziej raczkują niż zawojowują. Szkoda w sumie, bo oba to produkty udane, ale wygląda na to, że zdobywanie rynku łatwe nie jest i pomaganie w tym to nie sama przyjemność. Rozpisywałem się mocno chwaląc o wzmacniaczach White Bird, Rapture, Euridice, Ear Stream i paru innych, a mimo to żaden ostatecznie rynku nie zawojował i dalej do tego niż bliżej. Może za dużo oczekuję. Trudno w sumie wskazać jakąkolwiek firmę z tej niszy rynkowej, która odniosłaby spektakularny sukces, niemniej kilka czy kilkanaście modeli słuchawkowych wzmacniaczy jest na rynku od dawna obecnych i zyskały dość mocną pozycję. Leben, Cary, iFi czy SPL rozsiadły się całkiem wygodnie i mocno wryły w audiofilską świadomość. Czy to samo może się zdarzyć w przypadku recenzowanego? Życzę mu jak najlepiej, ale mam świadomość trudności. Trudności po obu stronach – i tej drogiej, i taniej. Drogiej, bo tam uznane marki, jak Stax, Sennheiser czy Woo Audio (akurat u nas nieobecne), rozdają karty od dawna i jeśli ktoś ma im zagrozić, to prędzej inne tuzy, w rodzaju Wells Audio czy Fostex (choć przykład Viva Audio trochę temu zaprzecza). Taniej zaś, bo tam iFi i cała zgraja Chińczyków. A środek też pusty nie jest, więc dosiąść się łatwo nie będzie. Ale próbować trzeba, bo kto nie próbuje, szans nie ma.

Tytułowy Emperor to wzmacniacz produkcji rodzimej. Całkiem nawet sąsiedzkiej, jako że też z Krakowa. Ale nie domyślajcie internetowi śledczy jakiejś chytrej w tym zmowy – nie spotkałem się z twórcą i nie uknułem konszachtów. Sprawa odbyła się oficjalnie, wyłącznie via mail, konstruktora nie znam. Poprosiłem tylko o przedstawienie się i dowiedziałem tyle, że pan Bartosz Kurzak jest inżynierem, specjalistą od programowania, mechatroniki i automatyki przemysłowej, a jego prywatną pasją jest konstruowanie urządzeń audio. Ma ich na koncie niemało, w tym przede wszystkim efektorów gitarowych i gitarowych wzmacniaczy, także konstrukcji lampowej. Recenzowany wzmacniacz jest jednak czysto tranzystorowy i odpowiednio do tego raczej niewielki. Nazwa Emperor nie koresponduje zatem specjalnie z jego powierzchownością i sam wolałbym go nazywać na przykład BK, od inicjałów twórcy, ale to mniej jest ważne. Ważne jak gra i za ile, ale że wygląd także ma udział w dziele, to od niego zaczniemy.

Budowa

Najprawdziwszy debiutant w jeszcze nie ostatecznej formie - Emperor Headphone Amplifier.

Najprawdziwszy debiutant w jeszcze nie ostatecznej formie – Emperor Headphone Amplifier.

   Rozmiarowo wzmacniacz jest może nie tyle niewielki co średni – tyle że z mniejszych średnich. Nie tak pokaźny jak Sugden czy Phonitor, ale pokaźniejszy niż Divaldi czy iFi. Przy czym nie tylko dobrze go widać, ale także dobrze czuć w ręku. Waży sporo, zatem to nie wydmuszka. I rzeczywiście, po zdjęciu obudowy ukazuje się elegancko zaprojektowane i zrealizowane wnętrze. Do tego cała obudowa jest z aluminium, stoi na miękkich, kompensujących drgania nóżkach i z tyłu ma trzy przyłącza RCA: wejście, pętlę oraz wyjście dla trybu przedwzmacniacza. Z przodu zaś całkiem jest minimalistycznie, to znaczy same najniezbędniejsze rzeczy – regulator siły głosu (odpowiednio twardo i precyzyjnie chodzący Alps), pojedyncze gniazdo słuchawkowe 6.3 mm i lampka sygnalizacji pracy. Musimy raz jeszcze skoczyć do tyłu, gdyż tam znajduje się klasyczne, trójbolcowe gniazdo zasilania z odnośnym włącznikiem. Tu proponowałbym modyfikację, ponieważ włącznik znajduje się zbyt blisko gniazda i w przypadku użycia dużego wtyku, charakterystycznego dla audiofilskich kabli, zostanie zasłonięty, co utrudni obsługę.

Patrząc na zdjęcia proszę wziąć pod uwagę, że jest to roboczy prototyp, który w dzisiejszych czasach dostępu do technik lakierniczych i ozdobnych frezowań może zyskać z łatwością o wiele urodziwszą powłokę. Ale i tak źle nie jest, tyle że fronton w brązie zastąpiłbym inną barwą bądź zmienił kolor światełka, jako że jego niebieskość gryzie się nieco z brązem. Dobór odcieni zły nie jest, a łączenie brązu z błękitem (czy częściej granatowym) to teraz nic zdrożnego, niemniej robienie tego z pozwalającym na pełną akceptację wyczuciem zostawmy kolorystom pokroju Matissa czy Klee.

Najważniejsze dzieje się jednak w środku, toteż tam się udajmy, a inspiracje przyszły tam ponoć od takich twórców jak Nelson Pass i Kevin Gilmore. Tak w każdym razie twierdzi konstruktor i nie ma powodu mu nie wierzyć. Wyznacznikami konstrukcyjnymi od strony brzmienia miały być przejrzystość i głębia analizy oraz dokładność obrazowania, ale nie do końca samo to zadecydowało o konstrukcji tranzystorowej. Początkowo wzmacniacz miał być bowiem zasilany bateryjnie i przenośny, ale podczas prac konstrukcyjnych twórca zmienił opcję, jak wyjaśnia, w następstwie zmiany własnych preferencji z mobilnych na stacjonarne. W efekcie obwód mógł zostać rozbudowany i zasilony większymi elementami, w tym dużym zasilaczem i dużymi kondensatorami, ale tranzystorowy genom rzecz jasna mu pozostał, bo inaczej mielibyśmy do czynienia z czymś całkiem odmiennym.

Front urządzenia ostatecznie powinien ulec zmianie na nie co bardzie reprezentatywny.

Front urządzenia ostatecznie powinien ulec zmianie na coś bardziej efektownego.

Urządzenie nie czerpie z najnowszych technik, tylko odwołuje się do konstrukcji bardziej klasycznych, powstałych pod koniec XX wieku. Nie ma zatem układów scalonych i nie ma kondensatorów w torze audio (czym szczyci się także mój lampowy Twin-Head). Kondensatory znajdziemy jedynie w sekcji zasilania i są to markowe Toshiba NOS i Nichicon.

Całość pracuje w czystej klasie A i może oddać 1.5 W przy impedancji 32 Ω i 100 mW dla 600 Ω. Siła wzmocnienia okazuje się zatem duża i z wysterowaniem nawet „trudnych przypadków” nie powinno być najmniejszego problemu.

Sam producent widzi swój wyrób przede wszystkim we współpracy ze słuchawkami „z ocieploną sygnaturą i nawet z lekko zwiniętą górą”, natomiast nie widzi przeszkód w stosowaniu zarówno nisko jaki i wysoko ohmowych. To by sugerowało takie przypadki jak Audeze LCD-2 czy Ultrasone Signature Pro, a z kolekcji własnej recenzenta tanie Grado SR60, super drogie Crosszone CZ-1 i pośrodku ewentualnie AudioQuest NightHawk. Te wprawdzie nie ocieplają, ale generalnie odpowiadają wymogom, w sumie więc niezły zestaw i z odsłuchową wyceną nie powinniśmy mieć problemu.

Dlaczego akurat takie? Ano z tego powodu, że wzmacniacz bardzo jest transparentny i niczego nie usiłuje upiększać. Wiernie odda cechy sygnału, a raczej niewielu z nas dysponuje nie podlegającym zupełnie krytyce, choć w dobie powracających gramofonów sytuacja niewątpliwie staje się lepsza. Trudno jednak uznać gramofon za najpopularniejsze dziś źródło dla słuchawek, toteż zmuszeni będziemy borykać się z jakością plikowo-internetową, a ta cechy gramofonowe przybiera dopiero przy przetwornikach klasy Jadis, Destination Audio czy Kondo Audio Note, czym nie musimy zaprzątać sobie głowy. Co w takim razie wyląduje jako brzmieniowy smakołyk za sprawą Emperora na naszym powszedniejszym przykomputerowym i przyodtwarzaczowym chlebie, o tym zaraz się przekonamy.

Tylni panel - wejście sieciowe, wyłącznik i trzy pary wejść RCA. Koniec.

Tylni panel – wejście sieciowe, wyłącznik i trzy pary gniazd RCA. (Oznaczeń jeszcze brak.)

Zanim to jednak nastąpi jeszcze coś z ekonomii, że mianowicie wzmacniacz już w ostatecznej, bardziej wizualnie efektownej postaci, ma kosztować około 1900 PLN, zatem rzecz o wielkiej atrakcji. Klasyczne wysokiego lotu brzmienia tranzystorowe kosztują bowiem zdecydowanie więcej i nie chcą tanieć nawet pod presją tanich lamp i obwodów scalonych. Produkty Bursona, Sugdena czy Trilogy dalekie są od rejonów poniżej dwóch tysięcy, a więc rysuje się dla Emperor niemałej wielkości szansa.

Odsłuch

Dużo ciekawiej prezentuje się wnętrze Imperatora.

Dużo ciekawiej prezentuje się wnętrze Imperatora.

 Sigma, kabel USB iFi Gemini wspierany iUSB3.0, interkonekt od Sulka i też tranzystorowy wzmacniacz od Phasemation – to tyle na początek. I może najpierw słuchawki o zalecanej charakterystyce, bo inaczej byłoby cokolwiek względem prośby niegrzecznie.

Ciepłe i z lekko zwiniętą górą? Może nie tyle zwiniętą co mniej eksponowaną, mającą mniejszy udział w przekazie. Do rzeczy zatem i po kolei: Grado SR60, AudioQuest NightHawk i Crosszone CZ-1.

Grado SR60

Grado znów zagrały rewelacyjnie. Trochę aż jestem zmęczony tym ich wiecznie rewelacyjnym graniem, od którego sporadyczne naprawdę bywają wyjątki. Emperor pozwolił im ukazać wszystkie znane od dawna atuty: naturalne ciepło i wypełnienie, szybkość, żywiołowość, podnoszący atrakcyjność trójwymiarowym modelunkiem światłocień, fantastyczną jak na ten poziom cenowy przejrzystość, a wraz z nią bezpośredniość i personalizację.

Natomiast od strony recenzowanego wzmacniacza, jak dawcy chcąc nie chcąc pewnego jednak stylu, dwie rzeczy zwracały największą uwagę: bardzo precyzyjny i w szybkim tempie podawany sygnał oraz bardzo dobra dynamika. To się musiało złożyć na nieprzeciętne bogactwo treści i przynależną prawdziwej muzyce siłę wyrazu; w połączeniu z ciepłem (umiarkowanym) i melodyjnością (wyjątkową) samych słuchawek budując obraz kompletny.

To samo pisałem niedawno o całej wieży iFi przy okazji recenzowania modułu iTube – granie kompletne, bez słabości. Nie zaledwie poprawne, tylko mocno pod każdym względem in plus. Urodziwe, taneczne, z drajwem i przede wszystkim prawdą – narzucającą się autentycznością. W całościowym, spontanicznym odbiorze bez śladu umowności, dojmująco wręcz autentyczne. Siedząc z rozlatującymi się ze starości Grado na uszach zastanawiałem się nie bez mściwej satysfakcji nad mającymi nastąpić popisami słuchawek wielokroć droższych. Ależ się będą musiały napocić, żeby cokolwiek ugrać…

AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium)

Układ ani w jednym miejscu nie sprawia wrażenia urządzenia typu DIY.

Układ ani trochę nie przypomina urządzenia DIY.

Audioquesty właśnie wróciły z wypożyczenia. Musiały. Zbyt byłem ciekaw jak wypadną w świetle tego Emperor. (Jego nazwa cały czas mnie drażniła, ale jak sobie twórca chce.) Bo nie udawajmy naiwnych – wzmacniacza słuchałem już wcześniej wielokrotnie z różnymi słuchawkami i dobrze zdawałem sobie sprawę jakie ma możliwości. Te możliwości to przede wszystkim wyjątkowo szerokie pasmo, wyjątkowa też szczegółowość, brak chęci do upiększania, dynamika oraz drajw. A zatem źródło winno być dobre i okablowanie podobnie, a wówczas dobrze trafione słuchawki powinny pokazać klasę. I NightHawk pokazały. Siedziałem, słuchałem, porównywałem ich brzmienie od Emperor i Phasemation – i taka myśl się zjawiła, że jestem zwyczajnie dumny. Dumny z tego, że krajowy wzmacniacz tak wiele umie i może, a także z tego, że nie pomyliłem się co do samych słuchawek. Nie od parady je chwaliłem, naprawdę są wyjątkowe. Wprawdzie bas mają dominujący i purystom to może przeszkadzać, ale wypełnienie, uroda, a zwłaszcza potęga brzmienia, dają taką przyjemność, że aż się trudno oderwać. W rezultacie zawaliłem odsłuchy, bo zamiast iść dalej w porównania zostałem na parę godzin z nimi. Bo przecież radość z muzyki tak naprawdę jest najważniejsza, zwłaszcza wieczorną porą, gdy trudy dnia już za nami.

Znów grało kompleksowo i znów rewelacyjnie, ale jedna cecha się wybijała nad wszystkie. Nieraz bowiem pisałem, że NightHawk to brzmienie gęste; tak gęste, że często traci na tym jakoś przejrzystość. Dlatego trzeba wzmacniacza o własnej przejrzystości i super rozwarciu pasma, tak żeby strona sopranowa porządnie doszła do głosu i mgłę zgęstnienia rozwiała. Od razu więc kiedy przeczytałem uwagę konstruktora o tej „zwiniętej” górze jako dobrym partnerstwie, przemknęło mi przez głowę: – Aha, to się zobaczy, czy sobie poradzisz z NightHawk. No i sobie poradził – do tego stopnia, że aż wspomniana duma i odsłuchowa nasiadówka. Nie wiem, może to mnie te słuchawki tak pasują (ale bynajmniej nie zawsze), w każdym razie zapadłem w odsłuch i strasznie było miło. I muszę jeszcze nadmienić, że zestaw grał w stronę lampy. Takiej w gatunku najlepszych, gdy brzmienie nie tylko jest ciepłe z melodią, ale też ekspresyjne, otwarte, ożywiające przestrzeń. Takie gdy nie ma pustych miejsc ani na scenie, ani w emocjach.

Imponuj dbałość o detale i ogólną solidność...

Imponuje dbałość o wykonanie i konstruktorska biegłość…

Nie ma to jak się przebić z odpowiednio transparentnym przekazem przez gęstość AudioQuestów. – Tak samo jak Grado SR60 dają rewelacyjny smak brzmienia najlepszych słuchawek za tysiąc, a nawet trzy tysiące, tak odpowiednio akcelerowane NightHawk dają muzykę z poziomu pięciu, nawet dziesięciu tysięcy. Nie powiódł się zatem sugerowany wcześniej zamach tanich Grado na znacznie droższe słuchawki. Te spokojnie dowiodły wyższości, ale jakoś nie żałowałem.

Crosszone CZ-1

W przypadku Crosszone też była do przewalczenia sytuacja zdiagnozowana wcześniej – przezwyciężyć tendencję do bardziej całościowego, obukanałowego w każdym uchu obrazowania muzyki kosztem bliskości i bezpośredniości kontaktu . Tak żeby całościowość została a bezpośredniość przywołać. Z tym już nie poszło tak dobrze, w każdym razie nie teraz. Trudno było odmówić Emperor dobrej współpracy z Crosszone i umiejętności przebicia się z sopranami. Obecna też była dźwięczność i nieodmienna u nich szczególna elegancja brzmieniowa, niemniej bezpośredniość miary NightHawk nie udało się stworzyć i w efekcie to tańsze słuchawki bardziej mnie urzekały.

W sumie zdawało się więc, że sprawy wróciły na swoje miejsce, czyli przy swojej niskiej cenie wzmacniacz ma jednak ograniczenia, ponieważ Crosszone to słuchawki szczególne; domagające się najwyższej klasy sygnału, a także przyzwyczajenia słuchacza do odmiennego stylu. Lecz równocześnie tańsze Grado i NightHawk były do brania z marszu, bez żadnego zastanowienia. A już szczególnie te drugie, bo u Grado to niemal norma, podczas gdy NightHawk są nie wprawdzie jak Crosszone, ale też bardzo wrażliwe na jakość toru. A zatem w ich przypadku gratka.

Tak więc sumując wysoki poziom, tyle że dla Croszzone jeszcze nie dość, tak przynajmniej się wydawało. Pomagało wprawdzie japońskiej drożyźnie ustawienie próbkowania Sigmy na 44,1 a nie 192 kHz i stosowanie filtra Sharp a nie Slow, jednak i tak NocneJastrzębie z tym Emperorem wolałem.

To tyle jak chodzi o słuchawki z licencją na zabijanie, natomiast odnośnie uważanych przez producenta za mniej pasujące, to wypróbowałem mocne trio: Fostex TH900, Beyerdynamic T1 i Sennheiser HD 800S. Wszystkie zagrały ciekawie i na wysokim poziomie, a zarazem inaczej od używanych poprzednio. Mniej ciepło (chociaż też ciepło a nie neutralnie) i z większym udziałem sopranów. Takich z tych przenikliwych, srebrzących się, ożywczych. Więcej powietrza i świeżości w miejsce przede wszystkim melodyki i pełni. Wszystkie trzy z dużymi scenami, czystością artykulacji i super szczegółowością, i wszystkie z dobrą humanizacją, bez żadnej techniczności. Wszystkie też w stylu bezpośrednim, bez najmniejszego dystansu. Niemniej wyższość dociążenia i ludzkiego wymiaru muzyki u NightHawk była wyraźna poza jednym wyjątkiem. Wyjątkiem flagowych Beyerdynamic.

...a także wykorzystanie wysokiej jakości komponentów.

…a także wykorzystanie wysokiej jakości komponentów.

Te nominalnie mniej pasujące, bo przecież bez ocieplenia i bez zwiniętej góry, także zagrały rewelacyjnie, że pełna satysfakcja. Z wymienionej trójki z najlepszym wypełnieniem i najbardziej trójwymiarowo, a także najbardziej plastycznie. Sennheisery swoim zwyczajem dawały wprawdzie szerszą scenę i aranż z większym dystansem lecz za to całościowy (tu niewątpliwe ich podobieństwo do Crosszone), niemniej klasa brzmień poszczególnych i poskładana z nich całość wypadły u Beyerdynamic lepiej. Ciemniejsze brzmienie, bardziej trójwymiarowe i lepiej wypełnione wraz z lepszym obrazowaniem głębi (ta nasza holografia) oraz większą bezpośredniością kontaktu dawało inny rodzaj satysfakcji niż z NightHawk, ale też bardzo duży. Brzmienie typu lżejszego, świeższego, bardziej sopranowego i w kontraście migotliwego połysku z ciemną (nieprzesadnie) karnacją. Do tego świetne obrazowanie faktur, mieszające głębię rzeźbienia z gładkością obróbki i jako bonus specjalny podkreślone grasejowanie.

W zestawieniu z NightHawk dawało się zauważyć słabszość wypełnienia i podbarwianie sopranami, lecz w drugą stronę podbarwianie u NightHawk basem i słabsze drążenie faktur. Tak czy owak jedne i drugie grały rewelacyjnie, a pozostałe niewiele gorzej. W tym kładące największy nacisk na szczegółowość i przejrzystość Fosteksy, które – niemałe zaskoczenie – też grały z nutą ciepła i bez śladu obcości. Coś tam dorzucały z pogłosu, lecz w sumie pierwszorzędnie, że grzech byłoby grymasić.

Odsłuch cd.: Przy odtwarzaczu

Przechodząc do konkretów - trzeba uczciwie powiedzieć, że brzmieniowo wzmacniacz prezentuje się wyśmienicie!

Przechodząc do konkretów – trzeba z satysfakcją powiedzieć, że brzmieniowo wzmacniacz prezentuje się pierwszorzędnie!

    Pomimo rosnącej przewagi komputerowego audio nad topniejącymi CD, te ostatnie się jeszcze trzymają i pewnie długo jeszcze będą. A zatem ładowany z góry Restek, porządne okablowanie, audiofilska listwa – i jazda.

Początkowo miała to być próba dla tak zwanego świętego spokoju. Z założeniem, że wszystko zostało już ustalone, a teraz najwyżej drobne korekty w stylu „te trochę lepiej, te gorzej”. Nic z tego jednak nie wyszło. Od pierwszej chwili zdałem sobie sprawę, że zmieniło się dużo. W efekcie zamiast dwóch, góra trzech par słuchawek i przelotnego odsłuchu zmuszony byłem użyć wszystkich i tkwić przy sprzęcie wiele godzin. Nie było innego sposobu zbadania co się dzieje, a podziało się dużo, poczynając od faktu, że na czoło wysunęły się Crosszone.

Nie doceniłem Emperora, zarzucając mu niedostatek jakości i w domyśle też niedostatek mocy, skutkujące efektem, że te słuchawki go przerastają. Nie przerastają ani trochę, on nawet jest jakby dla nich. Tyle że źródło trzeba dopasować i całą resztę toru. Nie podejmuję się przy tym powiedzieć, jaki ten tor być powinien, ponieważ zdawało mi się, że gęsty i melodyjny Restek mniej będzie pasował od przenikliwszej i bardziej szukającej szczegółów Sigmy, gdy tymczasem… Tymczasem tak się podziało, że Crosszone z Restekiem i Emperor zgrali się się pierwszorzędnie i zdystansowali resztę. Masz teraz, rób za wróżbitę…. Nie da się, no się nie da.

Na przeciwległym biegunie najsłabiej wypadły HD 800S. To znaczy też grały bardzo dobrze, ale trochę zbyt jednostajnym w swej masywności i dużym formacie dźwiękiem, pozbawionym cokolwiek sopranowej finezji. Nieznacznie, naprawdę niewiele, ale na tle innych delikatności ich sopranom zabrakło. Tu moim zdaniem mimo wyrażonych przed chwilą obaw w ciemno można polecać najnowszy odtwarzacz Ayona, który z sopranową finezją wręcz na słuchacza się rzuca, podczas gdy z Restekiem wypadło to słabiej. Ale nie ma się co go czepiać skoro Crosszone tak uaktywnił, a nie inaczej działo się z Fosteksami, MrSpeakers, Beyerdynamic i NightHawk. Wszystkie wypadły rewelacyjnie, z tym że dla MrSpeakers to był debiut a dla NightHawki i T1 potwierdzenie poprzedniej kondycji. Z kolei w przypadku flagowych Fostex to znów był duży krok do przodu, prawie tak duży jak u Crosszone. Nie aż tak przewartościowujący, gdyż tamte wyszły na lidera, jednakże misterność, sopranowa finezja, przejrzystość i detaliczność Fosteksów robiły duże wrażenie. Tym bardziej, że dołączał się super bas i znów grały ciepło, co jest rzadkością. W sumie można powiedzieć, że grały w kontrapunkcie do Sennheiserów, to znaczy różnorodnie, kontrastowo, z finezją. Z sopranami niczym koronki i basem niczym parowóz, a także pięknym dodatkiem echa budującego głębię sceny. Wspaniale ożywionej, w połyskach oraz mrokach i jak na słuchawki zamknięte naprawdę bardzo rozległej. Tak grały, że na niektórych płytach aż się nie mogłem oderwać… Flagowe Sennheisery grały natomiast solidnie, lecz nie aż tak jak potrafią. Jak potrafią zagrały natomiast pozostałe, w tym świetne MrSpeakers, w zaskakujący sposób łączące normalną u nich bliskość z nie widywaną echowością.

Każda wykorzystana w teście słuchawka brzmiał co najmniej dobrze...

Każde z wykorzystanych w teście słuchawek brzmiały co najmniej dobrze…

Nie będę się rozwodził nad poszczególnymi brzmieniami, bo nie piszemy doktoratu „Słuchawki plus Emperor”, ale na jedno jeszcze chciałem zwrócić uwagę. Chciałbym mianowicie powrócić do Crosszone, co do których nieraz już zwątpiłem, czy są naprawdę lepsze. Bo takie naprawdę lepsze były dotąd z Twin-Head i w mniejszym stopniu z też lampowym Fosteksem HP-V8, a w innych sytuacjach bardziej problematyczne. Pod pewnymi względami wyraźnie lepsze, a pod innymi wręcz gorsze – więc po co tyle płacić? Lecz jedną z dwóch głównych zalet Emperora jest uczciwość brzmieniowa. Drugą jest klasa dźwięku, i ona też się przydała. Że scenę Crosszone mają najlepszą, to nie ulega kwestii, ale ich słabościami są wytłumione soprany (to dzieje się prawie zawsze) oraz nieco stłumiony (to raczej już sporadycznie) bas. I dopiero wzmacniacz tak dobry i zarazem uczciwy (a przy tym pasujący) nie tylko te soprany pospołu z basem wydobył, ale także ukazał ogólną wyższość. Wyższość biorącą się z obrazowania przestrzeni i rzutowania na nią dźwięku. Specjalnie wybrałem kilka fragmentów oper, gdzie mimo dobrej jakości nagrań dramatyzm narracyjny zamienia głos we wrzask. Taki szarpiący uszy, że naprawdę trudno wytrzymać; a przecież będąc w operze nie mamy z tym do czynienia. W każdym razie nie aż tak. No i się pokazało, że to co pozostali bez wyjątku (chociaż w najmniejszym stopniu NightHawk), czynili wrzaskliwym kolcem, to Crosszon zachowując dramatyzm i należytą wysokość dźwięku potrafią rozpościerać i czynić sytuacją normalną. A że niewiele jest wzmacniaczy zdolnych je porządnie napędzać, tym większy laur dla Emperor.

Porównanie do Phasemation

Nie pozostańmy jednak gołosłowni z tymi innymi wzmacniaczami. Słuchawki słuchawkami, ale rzecz jest właśnie o nich, czas zatem na porównanie. Porównałem do Phasemation, trzy razy przeszło droższego, którego recenzja jest w archiwum, więc się nie będę powtarzał. Różnice? Tak, różnice. Jakości? Nie, nie jakości. Dźwięk Phasemation i Emperora analogicznej był jakości, natomiast inaczej kładł akcenty. Można to tak na szybko odnieść do porównania Sennheiser HD 800S i Fostex TH900. Phasemation grał masywniejszym dźwiękiem skupiając się bardziej na powierzchni, którą elegancko wykańczał i ciągnął długie frazy. Brzmienie miał więc konkretne ale i z aromatem. Finezyjne, ale bez przesadzania z finezją i głębokimi analizami. Skupione na tym co duże i bardziej pierwszoplanowe, a sprawy drugorzędne oraz leżące głębiej traktował bardziej po macoszemu.

...a niektóre wręcz wyśmienicie! Czekamy na ostateczną wersję!

…a niektóre wręcz wyśmienicie! Czekamy na ostateczną wersję!

W porównaniu Emperor to analityk i wręcz piewca finezyjności. Głęboko przenikający w brzmienia, oświetlający każdą nutę, dopatrujący się we wszystkim jakichś szczegółów, niuansów. Bardziej rozciągający pasmo, czyniący dźwięki delikatne bardziej delikatnymi, a jednocześnie darzący potężnym basem na kontrastową nutę. Duże-małe, delikatne-potężne są w nim na dłuższych osiach więc bardziej jak przeciwieństwa, a przenikanie analityczne głębsze. Bez tendencji do lampowego upiększania w sensie bardziej potocznym – tym ciepłym, gnącym się, powłóczystym, jakie mamy u flagowego Trilogy i przede wszystkim Sugdena, tylko tak bardziej subtelnie a mniej upiększająco. Ale także wyraźnie, bo wszystkie sprawdzone słuchawki okazały się grać ciepło, co nieraz było zaskoczeniem. Wszystkie też mniej czy bardziej lecz zawsze finezyjnie i wszystkie z przenikaniem. Dochodzi do tego duża moc, więc każde grać będą szybko i bardzo dynamicznie.

Podsumowanie

Emperor Headphone Amplifier HiFi Philosophy 013   Nie bez satysfakcji mogę napisać, że dane mi było zrecenzować naprawdę dobry i korzystny ekonomicznie wzmacniacz. Pojęcia nie mam czy się przyjmie, ani nawet czy w ogóle jako oferta rynkowa zawita, chociaż producent twierdzi, że w krótkim czasie może dostarczyć dziesięć sztuk. Jeżeli będą ładniejsze, a nawet gdy nie będą, a tylko zaoferują opisane wyżej walory, to nie ma powodu wątpić, że nabywcy się znajdą. Problemu bardziej upatruję w tym, czy producent wytrwa i nie porzuci dzieła dla innych pomysłów na sprzęt oraz życie. Ale to już nie moja sprawa, nikomu nic urządzać nie zamierzam. Mogę za to powtórzyć dwa najważniejsze zrecenzowanego urządzenia atuty: gra jak wzmacniacze znanych producentów z przedziału 6-10 tysięcy i nie jest to jakiś przypadek, o czym zaświadcza wnętrze. Od razu przypomina się choćby Burson, tyle że te Bursony pasują głównie do Sennheiser HD 800, a testowany Emperor akurat bardziej do wszystkich innych. Być może to tylko kwestia źródła, podejrzewam że tak, no ale sprawozdawać należy na podstawie wyłącznie faktów. Drugi atut to transparentność, tym razem w sensie nie narzucania stylu. Nie do końca tak jest, chociaż można się spierać, czy brzmienie zawsze trochę ciepłe i zawsze melodyjne to bardziej brak ingerencji, czy jednak ingerencja. Zostawmy to w zawieszeniu. Na szczęście dla nabywcy nawet chłodno i obco potrafiące grać Fostex TH900 przy napędzaniu z Emperor brzmiały ciepło i naturalnie. Nie ciepło, że aż się trzeba wachlować, ale jak w naturalnym, międzyludzkim dialogu. A mimo że pogłos im został, to nie pojawiła się obcość, a tylko scena głęboka, echami pogłębiona. Jednakże poza ciepłem i równie miłym brakiem obcości wzmacniacz oferuje w dużej dawce to wszystko, co zwykliśmy łączyć z mówieniem o braku narzucania stylu. Super przejrzystość, szczegółowość i rozciągnięcie pasma pozbawione jakiegokolwiek przechyłu. Nie ma chwytów z wyeksponowaną średnicą, przyciemnieniem, zwijaniem góry albo dokładką basu. Jest transparentnie i dokładnie, ale na takim poziomie, że dobre źródło i dobre słuchawki zapewnią wielką przyjemność. Przyjemność to nawet za małe słowo. Naprawdę byłem zbudowany, że za tysiąc dziewięćset wzmacniacz daje taką muzykę.

Umiejętność łączenia detaliczności, głębokiej analizy i wyrafinowania z rozpościeraniem tego na przestrzeń to jego główna zaleta. To ona właśnie sprawia, że styl się nie narzuca, bo nie ma takiej potrzeby. Sama finezja i dynamika osiągają tu taki poziom, że sztuczki z brzmieniem przestają być potrzebne. Bardzo dobrze nadaje się Emperor do analizy sprzętu towarzyszącego i nagrań, ale na całe szczęście jeszcze bardziej w dobrych warunkach nadaje się dla pasjonatów muzyki. I co chyba jeszcze ważniejsze – nadaje się dla wszystkich. Bo co komu po dobrym sprzęcie, na który go nie stać? Emperor nie stwarza wprawdzie takiego brzmieniowego nacisku, tej miary ataku dźwiękiem, jak wielki tranzystorowy Headtrip, ani na ma takiej lampowej śpiewności obdarzającej czarem, jak Twin-Head albo Cary 300B zasobne w najlepsze lampy. Niemniej jego muzyka to jest naprawdę coś i nawet bardzo wybredni wyjdą zadowoleni. Przy cenie circa dwa tysiące? Przy tak nie budzącej wątpliwości profesjonalnej konstrukcji obwodu? Miło było się spotkać. Więcej nie będę wyjaśniał.

 

 

W punktach:

Zalety

  • Wysoki profesjonalizm brzmienia i wykonania.
  • Transparentność.
  • Bezpośredniość.
  • Pełna personalizacja artystów.
  • Popisowe rozwarcie i wyważenie pasma.
  • Śpiewność.
  • Detaliczność.
  • Ożywiająca się cała przestrzeń.
  • Ekstensja i przestrzenna postać sopranów.
  • Mocny, dobrze kontrolowany, wyrazisty i akustyczny bas.
  • Naturalność głosów, zawsze ukazywana w manierze samych słuchawek.
  • Z cech własnych zawsze po stronie minimalnego chociaż ciepła i bez śladu obcości.
  • Tranzystory w najwyższej formie, zdolne do konkurencji z dobrą lampą.
  • Szybkość, witalizm i dynamika.
  • Zdolność do napędzania nawet bardzo trudnych energetycznie i stylistycznie słuchawek.
  • Pokaże prawdę nie tylko o słuchawkach ale i całej reszcie toru.
  • Silnie reaguje na każdą zmianę.
  • Czysta klasa A.
  • Markowe podzespoły.
  • Aluminiowa obudowa.
  • Kompaktowy rozmiar.
  • Znakomity stosunek jakości do ceny.
  • Made in Polad.
  • Ryka approved.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Debiutant.
  • Frontowy panel mógłby być ładniejszy albo przynajmniej w różnych kolorach. (Może chociaż za dopłatą?)

 

Dane techniczne:

  • Wzmocnienie: 7x (17dB),
  • Pasmo przenoszenia: 10Hz – 30kHz -0.1dB,
  • THD+N: <0.01%,
  • Impedancja wejściowa: 50kΩ,
  • Impedancja wyjściowa: 3Ω,
  • Moc RMS (32Ω): 1.5W,
  • Moc RMS (600Ω): 100mW,
  • Pobór mocy: 5W,
  • Praca w pełnej klasie A wzmacniacza,
  • W pełni dyskretny tor audio, zastosowano dobierane tranzystory NOS Toshiba,
  • Brak kondensatorów w torze audio,
  • Wejście liniowe (RCA), pętla (RCA), wyjście przedwzmacniacza (RCA), wyjście słuchawkowe (Jack 6,3 TRS),
  • Wymiary: 170mm x 160mm x 55mm,
  • Zalecana impedancja obciążenia: 32Ω – 600Ω.
  • Cena: 1900 PLN.

 

System:

  • Źródła: PC, Restek EPOS+.
  • Przetwornik: Ayon Sigma.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Emperor Headphone Amp, Phasemation EPA-007.
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio), Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium Audio), Crosszone CZ-1, Fostex TH900 Mk2, Grado SR60, MrSpeakers Ether Flow C (kabel Tonalium Audio), Sennheiser HD 800S.
  • Interkonekty: Sulek Audio RCA, & Sulek Audio 6 x 9.
  • Kabel USB: ifi Gemini + iUSB3.0.
  • Kable zasilające: Acoustic Revive Triple C, Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

17 komentarzy w “Recenzja: Emperor Headphone Amplifier

  1. Piotrek Kosowski pisze:

    Ryka approved – to wystarczy :)

    Ja to miałbym jedną prośbę do producenta – panel przedni, jaki będzie, będzie git, tylko dioda żeby była audiofilska tzn prawie niewidzialna, co by po nocach nie robiło to za lampkę nocną.

    P.s. Teraz to już się naprawdę nie mogę doczekać recenzji innego wzmacniacza marki na Y :)

  2. Sławek pisze:

    Opis brzmienia jest bardzo obiecujący. Aż by się chciało skonfrontować z Audio-gd NFB-6, który jest w niemal tej samej cenie i od ponad 2 lat cieszy moje uszy…
    http://www.4hifi.pl/audio-gd-nfb-6_4162.html

  3. Marecki pisze:

    Oby pojawił się na rynku. Tego konstruktorowi życzę : )

    Piotrze, a gdyby porównać go do podobnych mu cenowowo wzmacniaczy – np.Phasta i iCana SE z itube, to co mogłbyś powiedzieć?

    1. PIotr Ryka pisze:

      PhaSt jest milszy i nie potrzebuje tak dopasowanego źródła. iCan jest solo podobny, a z iTube (jak wszyscy) bliższy PhaSta.

      1. Marecki pisze:

        Tak też właśnie stawiałem.
        Dobrze że w niższym budżecie pojawia się coraz więcej porządnych sprzętów.

        Apropos nie za drogich, a porządnych, to bardzo jestem i śmy :) ciekaw nowych Nighthawk’ów. Ja bardziej tych zamkniętych – Prawdopodobnie będe rozważał je i Fostexy TH-610. Z zamkniętych w tej kwocie wydają się pierwszymi do obadania.
        Ale też ciekawe, czy nowe otwarte wnoszą zasadniczy progres.
        Piszczą gdzieś tam w trawie?

        Mam też nadzieję, że w recenzji iDSD pojawi się iDefender, bo to dość kluczowy upgrade ; )

        PS.
        Babol nie zniknął. Pisanie ze smartfona to lekka udręka 😀

        Pozdrowienia dla załogi i informatyków także : )

        1. PIotr Ryka pisze:

          Babol miał być zlikwidowany. Gdybym tak pisał recenzje jak inni swoją robotę robią, to byłaby jedna w roku.

          iDefender jest na stałe w iDSD BL, ale nie można temu wbudowanemu podpiąć iPower, więc dla transferu USB zewnętrzny i tak jest potrzebny. Błąd konstrukcyjny moim zdaniem – wejście dla iPower powinno być.

          Co do NightOwl, to teraz wszyscy mają biegunkę monachijską i sprawy trzeba odłożyć co najmniej do przyszłego tygodnia.

          1. Marecki pisze:

            W porządku. Monachium is Monachium : )

          2. Marecki pisze:

            A z tym iPower’em w BL, to faktycznie spaprali. Całe szczęście iDefender nie kosztuje fortuny.

  4. kosq83 pisze:

    Tak patrzę tutaj i trochę mi szkoda,że nie ma większej dyskusji w komentarzach o tym wzmacniaczu. Jak tak czytam poraz któryś recenzję, to dochodzę do wniosku, że może to być end game dla ludzi, którzy nie mają bądź nie chcą przeznaczać fortuny na wzmacniacze – a chcą mieć takie np T1 do pary. Sam na kupnie wzmacniacza czy daca nie jestem, jestem zadowolony z tego co mam – ale jakbym miał dzisiaj kupować a kwota maks to około dwa i pół tysiąca złotych, to bardzo bym się zastanawiał nad właśnie nim.

    1. Andrzej pisze:

      Przy tego typu wynalazkach sa podstawowe problemy. Zregoly nie ma gdzie odsluchac i watpliwa mozliwosc odsprzedarzy, dlatego sie nie dziwie, ze trudno na rynku zaistniec.

  5. roman pisze:

    Wygląd !

  6. Jakub pisze:

    Czy można się pokusić o porównanie do innych polskich ofert wzmacniaczy słuchawkowych: Earstream, Divaldi?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Odnośnie Ear Stream wzmacniacz odznacza się wyższym zaawansowaniem i lepszym wykonaniem obwodu. Jest konstrukcją w pełni profesjonalną. Odnośnie Divaldi jest znacznie tańszy. Samo Divaldi zostało ostatnio poprawione i nowa wersja były już wystawiona w Monachium, ale do mnie jeszcze nie dotarła. Jak dotrze, to będzie porównanie. Oczywiście pod warunkiem, że Emperor będzie jeszcze na miejscu.

      1. Jakub pisze:

        A pod względem dźwięku?

        1. PIotr Ryka pisze:

          Earstream kład większy nacisk na melodykę, Emperor jest bardziej analityczny, szczegółowy, wnikliwy.

  7. Pepis pisze:

    Czy jest możliwość porównania do Burson Soloist SL MKII ?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nikłe szanse, bo dystrybutor Bursona nie podnosi słuchawki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy