Recenzja: Audio Research Reference CD9

Audio_Research_CD9_11 HiFiPhilosophy  Z wielu stron słyszy się głosy, i coraz są one donośniejsze, że pokolenie odtwarzaczy CD wchodzących teraz na rynek jest ostatnim, zamykającym ten rozdział. Bo teraz i od teraz po wsze czasy rządzić będą w różny sposób i na różnych nośnikach zapisywane pliki – lepsze, łatwiejsze w użyciu i tańsze.

Już tą melodię słyszałem. Przeszło trzydzieści lat temu też ogłaszano koniec winylowej płyty i faktycznie się ona skończyła. Sam oddałem zbiór liczący kilkaset tytułów, bo dużo ważył i dużo miejsca zajmował, a to wieczne czyszczenie też było do kitu. Znajomy minie wtedy ostrzegał, że płyta CD nie dorównuje winylowej i próżno na niej szukać takiego dźwięku, tak więc on swoich kilku tysięcy czarnych krążków się nie pozbędzie, podobnie jak gramofonu. Wyszło na to, że miał rację. Technologia płyt analogowych umarła tylko aby zmartwychwstać i mieć się na powrót dobrze, choć nie w wydaniu masowym tylko luksusowym i koneserskim. Niezależnie jednak od tego jaki przedział rynku zajmują, powróciły płyty winylowe po wielu latach nieobecności na sklepowe półki i stoją tam najspokojniej, nikomu nie wadząc, obok CD, DVD oraz Blue-Ray.

Czy odtwarzacze CD wymrą tak jak wymarły magnetofony kasetowe, czy przetrwają jak gramofony, tego nie wiem, ale wymarcie ich wydaje się dosyć prawdopodobne, bo zapis na płycie CD i w pliku jest takiej samej cyfrowej natury, a ten plikowy może być zarówno technicznie lepszy – dużo większą częstotliwością podstawową taktowany – jak i zdecydowanie łatwiejszy do transferowania i kopiowania. To ostatnie może się wprawdzie właścicielom praw autorskich bardzo nie podobać i rzeczywiście bardzo im się nie podoba, tak więc niejedno zrobili żeby takiego swobodnego transferu nie było, ale klamka zapadła i pliki śmigają teraz wokół globu aż miło. Godzina odtwarzaczy CD wszakże jeszcze wraz z tym śmiganiem nie wybiła, bo ciągle wydawane są nowe płyty i nowe modele urządzeń je czytających się ukazują, a stopień perfekcji odczytu tych najeżonych błędami zbiorów cyferek zawartych na srebrnych krążkach, co to je trzeba wiele razy na sekundę korygować i jeszcze upsamplingiem uszlachetniać, bardzo się przez trzydzieści z górą lat od ich powstania do przodu posunął i teraz z płyty CD można uzyskać niemal to samo co z winylowej za pośrednictwem najwyższej klasy gramofonu. Nie dokładnie to samo, ale prawie. Jedną z maszyn zdolnych to „prawie” uczynić wyjątkowo niewielkim odchyleniem jest najnowszy flagowy odtwarzacz amerykańskiej marki Audio Research, będącej jedną z ikon tamtejszego audiofilizmu.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

5 komentarzy w “Recenzja: Audio Research Reference CD9

  1. Michal W. pisze:

    Ja z taką sprawą techniczną. W przypadku filtrów „fast” i „slow” dotyczą charakterystyki przejścia od pasma przepustowego do zaporowego – czy owo przejście jest łagodne, czy szybkie i agresywne. Tak więc filtr „slow” jest de facto mniej filtrującym filtrem niż „fast”, zwany czasem „sharp”. Z racji mniejszej ingerencji w sygnał wejściowy taki filtr powinien dawać bardziej naturalny przekaz, bo to co jest odcinane i tak nie należy do zakresu słyszalnego.
    Dla mnie rzeczywiście zawsze wybór filtra „wolniejszego” dawał wrażenie bardziej naturalnego dźwięku, a spowolnieniu w takim przypadku nie było mowy, bo i być nie może. Teoretycznie właśnie „wolny” filtr powinien swobodniej przepuszczać szybkie transjenty, jak również mniej falować pasmo słyszalne pod względem amplitudy i zniekształceń fazowych. W każdym razie nie należy słów „slow” i „fast” kojarzyć z tym, jak powinna brzmieć muzyka.
    Odnośnie upsamplingu, to jest to chyba pierwsze urządzenie jakie poznałem, w którym upsampling nie dokłada wrażenia sztuczności, obniżenia dynamiki (no może lekko) czy wprowadzenia aury niepokoju lub zamglenia. Prawdopodobnie jest tak dlatego, że działa ten upsampling tylko synchronicznie do sygnału, a to co mi się zdarzało słyszeć u konkurencji to było przerzucanie wszystkiego w domenę 24 bity / 192kHz. Asynchronizm jest przekleństwem w układach cyfrowych i przetwarzaniu sygnałów cyfrowych, o czym każdy inżynier, który się zetknął choćby teoretycznie z sygnałami cyfrowymi, zdaje sobie sprawę. W przypadku konwerterów USB asynchroniczność promuje się jako zaletę, ale jest ona niczym więcej niż najmniejszym złem koniecznym. Tak w ogóle zdałem sobie właśnie sprawę iż większość PC audio, z jakim miałem do czynienia to podobny dźwięk do tego, jaki daje upsampling przeczący inżynierskiej logice – nie dający ukojenia i z wybrakowaną tkanką.

    Jeszcze o brzmieniu CD-9. On dla mnie gra jakby nie grał. Wszystko się zgadza, jest jak ma być – z filtrem „slow”. Kiedy przyniosłem resztę swojego toru słuchawkowego pomijając odtwarzacz poczułem się jak na swoich śmieciach. Nie umiem ocenić skali lepszości, ale ten sam klimat, równowaga tonalna, zjawiska możliwe do usłyszenia z lepiej zrealizowanych płyt. Nic nie było „pojechane” ani wybrakowane. Żadnych odchyłek czy zniekształceń, które rzuciłyby się na uszy. Dźwięk bez upsamplingu wydaje się bardziej przaśny, ale też bardziej naturalny. Z upsamplingiem jest trochę jak z werniksem na obrazie. Nie zwiększa jego piękna tylko „zabezpiecza” płótno dodając własny klimat odbioru, który jest jednocześnie neutralny.

  2. Piotr Ryka pisze:

    Dobry ci on jest, oj dobry…

  3. Tadeusz pisze:

    To bardzo dziwne bo wg „znafców tematu” CD już umarło i teraz rządzą niepodzielnie pliki.

  4. Maciej pisze:

    Po pierwsze to nie producenci odtwarzaczy ani nie my będziemy decydować o tym czy dany format odchodzi do lamusa czy nie. To decyzja po stronie wytwórni. A jakoś nie zauważyłem żeby te ograniczały dostępność płyt. Nadal to czego szukam znajduję na płytach CD a nie w tym mini sklepikach z plikami które mają po 300 tytułów na stronie. I nie na winylach których też dostępność jest relatywnie mała.
    Cd Player, czy CD Transport będą mieć się dobrze przez jeszcze ładnych parę lat. A to że nie będą już lepsze od tych co powstały to inna para kaloszy. Bo i lepszych nie potrzeba. Dobre transporty są praktycznie nieśmiertelne.

  5. Przemek pisze:

    Dobrze mi się czytało ten test z uwagi na opisywanych konkurentów Ayona 5s oraz Accuphase 510 gdyż na jednym z moich odsłuchów gdy szukałem odtwarzacza właśnie taką pare testowałem wraz z Ancient Audio Lekor Air.
    Wnioski odnośnie tych odtwarzaczy miałem dość podobne.
    Accuphase zagrał ,ciepłym ,przyciemnionym i plastycznym dzwiekiem z dość mała scena.Taki magiczny klimat.
    Ayon zaś scene miał już dużo wieksza a samo brzmienie zupelnie po drugiej stronie barykady.Mocne,zdecydowane przy Accu jakby podbite na sterydach( albo Accu zamulony zależy od punktu widzenia).
    Porównanie wygrał Lektor Air deklasujac rywali scena ,3D i przestrzenia a sygnatura brzmienia tak pomiedzy Ayonem a Accuphase.

    Chciałoby się porównać tego CD9 do Lektora Air to byłby ciekawy bój.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy