Recenzja: Astell & Kern KANN

Odsłuch cd.: Z Fostex TH900 Mk2

Faktycznie, zgodnie z zapowiedziami KANN potrafi naprawdę dużo.

Faktycznie, zgodnie z zapowiedziami KANN potrafi naprawdę dużo.

   Darujmy sobie od teraz systemowe porównania, bo z grubsza już pokazały jak sprawy się mają, natomiast nie stroniąc całkiem od nich przysłuchajmy się możliwościom szeroko reklamowanego mocnego wzmacniacza KANN w zmaganiach ze słuchawkami nie dedykowanymi aparaturze przenośnej, choć wciąż stosunkowo łatwymi do napędzenia. Łatwymi jednak wyłącznie pod względem potrzebnej siły, natomiast trudnymi gdy idzie o jakość, bo jak już wiele razy pisałem, są te TH900 kapryśne i pogłosowe, co czyni je trudnym partnerem. W tym wypadku jeszcze trudniejszym, jako że KANN sam zdążył pokazać tendencję do pogłosu, a jak wiadomo podwajanie może skutkować przesadą.

Kto jednak chciałby oprzeć na tym graniczącą z pewnością sugestię zakończonej katastrofą współpracy KANN z flagowymi Fosteksami, stałby się kolejną ofiarą nielogiczności audiofilizmu. Zupełnie na przekór logice właśnie z Fosteksami zagrał KANN cieplej, gładziej i całkiem bez pogłosu. Jakby pożyczył od matematyki zasadę „minus mnożony przez minus daje plus” i zaczął grać w podobnym stylu jaki prezentował wcześniej AK380. A jeśli gdzieś tam wyżej padła sugestia, że brak mu wypełnienia (a padła wielokrotnie), to spokojnie możemy teraz zwalić to na karb dokanałowych słuchawek, bo z wokółusznymi zupełnie tego nie było. Charakterystyczna dla Fosteksów basowa pulsacja z super wypełnieniem także w przypadku współpracy z KANN przejawiła się w całej rozciągłości, stanowiąc ozdobę a nie przedmiot krytyki. Także konieczna do dopełnienia tego dynamika w pełni rozwinęła skrzydła, a charakterystyczne dla stylu odtwarzacza bliskie sytuowanie pierwszego planu stworzyło silną więź z wykonawcami na zasadzie niczym nie zakłócanej bliskości.

Jakby tej hecy z pogłosem było nie dość, wzięty do porównania Questyle zagrał teraz chłodniej i bardziej pogłosowo. Pojęcia nie mam skąd taka naraz krzyżówka stylów przy różnego typu słuchawkach, ale z faktami próżna dyskusja. Kwestionowanie ich zostawmy politykom i doktrynerom, sami natomiast przyjmijmy do wiadomości zaskakującą sytuację o nieznanej genezie.

I to nie tylko z dokanałowymi mikrusami.

I to nie tylko z dokanałowymi mikrusami.

Niemniej zmuszony jestem napisać, że nieznacznie chłodniejszy i znacznie bardziej pogłosowy teraz sposób prezentacji Questyle był przy całej różności bardzo zbliżony jakością, to znaczy podobnie świetny. Mniej potrafiący budować bezpośredniość kontaktu, ale lepiej dzięki pogłosom modelujący trzeci wymiar przestrzenny dźwięków towarzyszących. Jednego i drugiego odtwarzacza słuchało się więc pierwszorzędnie, a mimo większego u Questyle pogłosu każdorazowo było to brzmienie ciepłe i bez śladu obcości. No kurczę – można, a nawet trzeba, używać tych Fosteksów ze sprzętem przenośnym, choć faktem jest, że dedykowane grajkom przenośnym słuchawki dokanałowe poza miarą wypełnienia i obecnością nie tylko samego dźwięku w uszach (czego osobiście nie lubię), potrafią być równie przekonujące.

Z niemałą ciekawością, nie wiedząc czego się spodziewać, sięgałem po najdroższy odtwarzacz. Względem KANN znów ukazały się różnice nieznaczne, niemniej i tym razem z miejsca do wyłapania. Głębsze przenikanie w strukturę dźwięku, głębiej czesane, bardziej „mechate” tekstury, głębsze całościowo brzmienie i wyraźniej podkreślone kontury z dodatkiem nieznacznej aury pogłosu; jakże charakterystycznego dla tych Fosteksów, a nie wiedzieć jakim sposobem zjedzonego przez Astell & Kern KANN. Także AK380 był ciepły, ale już trochę nostalgiczny, dumający bardziej nad życiem. Nie tylko je z apetytem konsumujący, ale też cokolwiek w refleksji. I bardziej mu z tym było do twarzy niż wcześniej z optymizmem dokanałówek, przynajmniej według mnie. W sumie zatem najwyższa klasa za największe pieniądze, aczkolwiek wielokrotnie tańsi ani trochę nie dali się pobić i wyszli jak najbardziej z twarzą. Też słuchało się ich rewelacyjnie, a że ciut słabiej jakościowo, to prawie nie przeszkadzało.

Z MrSpeakers Ether Flow C (kabel Tonalium)

Na finał zostawiłem słuchawki najdroższe i najtrudniejsze do napędzenia, choć w Ameryce stosowane ze sprzętem przenośnym powszechnie i z wielkim powodzeniem. By uzyskać tą samą (czyli wysoką) siłę głosu co z Fosteksami, wystarczyło podnieść poziom ze 100 do 115 na 150-cio punktowej skali regulacji ekranowej KANN i z jakichś 115 do 130 u AK380.

Ether także zagrały bez pogłosu (no, może ze śladowym) i też ciepło, a nawet cieplej. Nieco też jaśniej – z lepszym doświetleniem a mniejszym naciskiem na czerń tła. Z mniejszym też procentowym udziałem basu, co rugowało dopiero w porównaniu widoczne nieznaczne dudnienie, lecz przede wszystkim szybciej i żywiej. Mniej dociążonym ale też pogłębionym dźwiękiem, a przy tym bardziej żywym, świetlistym, perlistym, odrobinę wyższym i bardziej rozszumianym. Kojarzącym się z ciepłym wiatrem kołyszącym listowie w dzień słoneczny, bez śladu zamglenia. Tamto granie bardziej tężało w swej masywności krocząc wolniej, to było żywsze, ruchliwsze, złożone z większej ilości elementów.

Okazało się, iż KANN potrafi napędzi również słuchawki, których teoretycznie nie powinien wysterować żaden przenośny odtwarzacz.

Okazało się, iż KANN potrafi napędzi również słuchawki, których teoretycznie nie powinien wysterować żaden przenośny odtwarzacz.

Bardzo dobrze do siebie pasujących, tworzących organiczną całość z efektownym, ruchliwym podświetleniem. Wiało od tego optymizmem, ale tak ożywionym, że ani trochę nie nudzącym jednostajnością klimatu. Momentalnie zostałem do tego grania przekonany, choć trzeba przyznać, że takie przekonanie powtarzało się z każdymi słuchawkami i każdym odtwarzaczem. Niemniej to z Ether perkusja w KANN okazała się najlepsza – jednocześnie obfita masą, szybka i akustyczna. Do tego z tym doświetlaniem dźwięku, naprawdę efektownym. Nie spowijającym wszystkiego cieniami tylko igrającego światłem. Z mety stało się jasne, dlaczego Amerykanie tak te MrSpeakers faworyzują i czemu przyrównują do elektrostatów, tyle że mocniejszych basowo. Faktycznie grało niezwykle szybko i żywiołowo, z rzadkim bogactwem brzmienia. Tętniło, było w ruchu, tańczyło własny taniec. Niewątpliwe najżywszy obraz – najbardziej efektowny i najbardziej przestrzenny. Po amerykańsku także optymistyczny, wpatrzony w jasną stronę życia.

Questyle zagrał nieco ciemniej, wolniej, mniej żywo; podobniej nieco do tego, co prezentowały wcześniej Fosteksy. Bardziej na ciemnym tle a mniej świetliście, jak również chłodniej. Poza tym teraz to on gorzej modelował trójwymiarowość dźwięku, a także nie był obligatoryjnie optymistyczny, tylko bardziej z uczuciową mieszanką. W sumie też bardzo dobre brzmienie i gdybym od niego zaczął, na pewno byłbym całkowicie usatysfakcjonowany, choć na tle słuchanego wpierw KANN wypadło to trochę martwo. Niby pod każdym względem bez zarzutu, ale nie z taką dawką ożywczości, światła, chyżości. Tak jakby jego muzyka była starsza, nie tak już młodzieńczo ruchliwa.

Najdroższy AK380 też zabrzmiał od KANN trochę smutniej, prezentując nastrojowo bardziej wyważone podejście; i znów na najwyższym poziomie, którego przymioty już przy Fosteksach wyliczyłem. Czy jego nieznacznie większą przenikliwość, głębię obrazowania i gładszą muzykalność traktować będziemy jako rzecz marginalną, możliwą do zapomnienia, czy jako walor wart poniesienia zdecydowanie większych kosztów, to każdy sam musi osądzić, ja natomiast mogę napisać, że obiektywnie biorąc różnica okazała się niewielka. Żaden odtwarzacz nie miał przy tym najmniejszego problemu z mocą, aczkolwiek jej niewykorzystany zapas największy posiadał KANN. Biorąc z kolei poprawkę na zapamiętane brzmienie AK380 z dokręcanym modułem AMP, przy jego obecności różnica względem KANN byłaby większa, za oczywiście jeszcze znacznie większe pieniądze.

I być może KANN nie posada tak dogłębnego brzmienia jak jego drożsi rywale, ale w połączeniu ze świetnym wbudowanym wzmacniaczem stanowi nie lada kąsek.

I być może KANN nie posada tak dogłębnego brzmienia jak jego drożsi rywale, ale w połączeniu ze świetnym wbudowanym wzmacniaczem stanowi nie lada kąsek.

Na koniec wypróbowałem możliwości mocowe KANN do napędzania słuchawek uchodzących za już szczególnie trudne, czyli Crosszone CZ-1, by nie bez zaskoczenia stwierdzić, że wcale nie są trudniejsze od MrSpeakers. Oferujące przy tym swoim zwyczajem jeszcze bogatsze – bardziej trójwymiarowe i bardziej analogowe brzmienie. Stereofonię mają te Crosszone poza konkurencją, co przy odtwarzaczu przenośnym okazało się szczególnie ciekawe. Na ulicy wyglądałoby się w nich osobliwie i nie są zamknięte, ale jakość zawsze pozostaje jakością, a one z obecnie produkowanych dynamicznych obok Focal Utopia i Ultrasone Jubilee mają najlepszą.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

27 komentarzy w “Recenzja: Astell & Kern KANN

  1. Lord Rayden napisał(a):

    Kann będzie próbował powalczyć z zestawem kanapkowym AK300 plus AK380 AMP. Zestaw sklepowo droższy ale z rabatami, lub biorąc pod uwagę używki.. W każdym razie użytkowo zestaw jest uniwersalniejszy bo można go rozłączyć i na ulicę brać samo AK300. W Kannie jest co prawda DSD natywnie odtwarzane ale tu trzeba się zastanowić jaką kolekcją plików dysponujemy.
    Oczywiście problem jest większy, kiedy mamy kupić nowego DAPa i wybieramy. Kiedy mamy juź zestaw 300/380, to moim zdaniem nie ma go po co na siłę zmieniać. Nie wypowiadam się o jakości dźwięku bo Kanna jeszcze nie dotykałem. No jak się spodoba to problem jest większy.

    Rzucając Kanna na rynek, AK trochę zamieszał. Można mieć do niego pretensje – sporo osób ma już AK300, dokupiło do niego AMP… i nagle alternatywa (trochę tańsza – bo zakładam,że posiadacz AK300 może nie mieć środków na przejście na drogi AK380, czy nawet AK320). AK może myśleć jednak o innych, nowych użytkownikach, którym nie spodobał się DX200, wolą dźwięk Astelli. Dostają coś w cenie do zaakceptowania.

  2. Sławomir S. napisał(a):

    Kolejny przedstawiciel nowego gatunku, DAP co to kanapki nie potrzebuje. Wydaje sie, że Ibasso dx200 czy AR też do takich należą. Zapotrzebowanie na takie grajki jest oczywiste, no to AK z opóźnieniem, ale wstawił swojego przedstawiciela. Czy z porównywanej trójki i przy najtrudniejszych słuchawkach, widoczne były różnice w zdolności poprawnego wysterowania ?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Niewątpliwie KANN wysterowywał najlepiej, co znalazło wyraz w recenzji kiedy pisałem, że Questyle z MrSpeakers wypadł na jego tle trochę martwo. To właśnie klasyczny efekt niedostatecznej mocy.

  3. Stefan napisał(a):

    Najlepiej z trójki recenzowanej, ale taki DX200 pewnie stanowiłby konkurencję, tym bardziej że ma wymienne moduły
    wzmacniacza. No ale KANN bije wszystkich baterią.

  4. WęgielOn napisał(a):

    Tak bardzo tu brak głównego konkurenta jakim jest dx200 który mocowp jest bardzp podobny…

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Ktoś przyśle, to się porówna.

  5. Mateo napisał(a):

    Czytając pana recenzje panie Piotrze za każdym razem kiedy mowa o Qp1r czuję jakoby pan po prostu nie doceniał tego grajka. Zauważyłem ogromne zmiany po 200h w jego brzmieniu i śmiem twierdzić iż jego umiejętności sceniczne , rozdzielczość czy waga instrumentów połączone z dzwięcznością oraz bardzo urzekającymi wokalami tworzy zjawisko które ciężko znaleźć w innych odtwarzwczach przenośnych. Za niezwykle urzekające można uznać również echo które razem z powietrzem niesie się z każdym dźwiękiem czy wibracje gitar. No i co tu więcej pisać żaden astell&Kern nie da mu rady nawet flagowy. Proszę odnieść się do tego wpisu.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Sądzę, że doceniam ten odtwarzacz, ponieważ bardzo mi się podoba. Na całym przekroju testu nieznacznie tylko ustąpił KANN, a że jest słabszy od AK380, to trudno żeby było inaczej przy tak różnym wkładzie surowcowym.

      1. Sławomir S. napisał(a):

        Recenzencka rzecz wartościować. W sieci niestety pełno jest teraz gładkich i nic nie mówiących quasi testów, które są bardziej informacją handlową niż recenzją. Dlatego cenię sobie zdolność Autora do kreowania czytelnego przekazu. I widać, że QP1R nie zachwycił, a może oczekiwania były na miarę przełomu, a tego recenzenckie ucho nie odnotowało. Przyjmuję. Niemniej solidarnie z Mateo (i subiektywnie rzecz jasna, znając dobrze trochę produktów A&K))stawiam granie QP1R na najwyższej półce, tyle, że zawsze występuje tu zjawisko mniejszej lub większej synergii ze słuchawkami. Znany na rynku recenzenckim Srajan wybrał QP1R do pary z HE-1000 jako połączenie zjawiskowe. Ale kto wie, może to KANN właśnie ów mały przełom stanowi….

  6. Marecki napisał(a):

    Ciekawy ten Astell. A co w zanadrzu?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Sporo rzeczy. Te słuchawki dokanałowe, parę niedrogich słuchawkowych wzmacniaczy, kolejne ifi, Groove, coś w tygodniu ma jeszcze przyjechać.

  7. Piotr Michalak napisał(a):

    Beyerdynamic Xelento i AK T8ie mk2 – to samo, czy jednak co innego?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Sądzę, że to samo. AK nie robi samodzielnie słuchawek, a wygląd jest identyczny. Opakowanie też.

  8. Jakub Hakało napisał(a):

    Widzę, że w AK leży na doskonałej kanapie z AVID Ingenium 🙂 Jak wrażenia z tego gramofonu po dłuższym posłuchaniu? Recenzję oczywiście czytałem.

  9. AndrewPL napisał(a):

    Bardzo dobra recenzja i chętnie przeczytałbym porównanie jakości dźwięku do Plenue 2, który ma zainstalowany jeszcze nowszy DAC AK4497EQ

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Może kiedyś takie porównanie dojdzie do skutku, ale nie mogę obiecać.

  10. EjKej napisał(a):

    Panie Piotrze, w tekście znajduję się niewielki błąd merytoryczny. W kontekście jakości wspomina Pan, że AK4490 jest obecnie najlepszą kością ze stajni Asahi Kasei Microdevices, co nie jest do końca prawdą, bo jeszcze lepszy jest AK4495, a za TOTL służy tu AK4497 (http://www.akm.com/akm/en/aboutus/news/20160107AK4497_001/).

  11. Paweł napisał(a):

    Bardzo interesuje mnie, jak Kann radzi sobie z obsługą Bluetooth. Niestety, AK300 nie potrafi wysyłać dźwięku w standardzie Bluetooth z obsługą korektora parametrycznego. Do zewnętrznych urządzeń wysyłany jest jedynie ‚czysty’ dźwięk. W przypadku wzmacniacza może i ma to sens ale już w przypadku słuchawek Bluetooth niekoniecznie. NIestety, nikt nie potrafił mi wyjaśnić dlaczego zwykły telefon potrafi to, czego nie ptorafi kosztujący 4kPLN odtwarzacz. Będę wdzięczny za opinie w tej sprawie.

  12. Maciej M napisał(a):

    Bardzo ciekawa recenzja. Zastanawiam się nad tym odtwarzaczem oraz Questyle QPR2 do AudioQuest NightHawk. Czy KANN będzie oferował dużą różnice odnośnie holografii oraz sceny?

    1. Introverder napisał(a):

      Maciej, może to kwestia synergii, ale dla mnie QP2R jest przekombinowane jeśli idzie o brzmienie i zbyt zamulone. Dla mnie QP2R nie wart jest swojej ceny. Ja testowałem z Sonorousami 6, ale kompletnie QP2R mnie niczym nie przekonały.

  13. Introverder napisał(a):

    Ciekawe czy AK Kann trafić może w moje gusta.

    Ogólnie z DAP-ów czuję, że może najbliżej mi do szkoły Astell & Kern, ze względu na sporą wierność brzmienia jak sądzę przynajmniej niektórych modeli – jak np. AK300, bo np. Cowony grają muzykalnie, ale skoro P1 mi się nie spodobał (dźwięk pływa i to jakoś zaburza mi harmonię i brzmienie), to pewnie Cowon Plenue 2 nie ma co sprawdzać?..

    QP2R przepadł dla mnie (przesadzili i jest to przemulone jakieś dla mnie), DX200 to w ogóle nieporozumienie. AK70 to taka zabawka dla mnie.

    A AK300 mam na testach (łącznie z AMP-em dedykowanym). Gra czuję wiernie, ale brakuje mi większego formatu dźwięku, sceny, lepszej rozdzielczości i fajniejszego wypełnienia i może mniejszej szorstkości i czuję, że AK300 brzmi dopiero dobrze z AMP – bez brzmi dla mnie fałszywie, a to zmniejsza opłacalność takiego rozwiązania.

    Więc zastanawiam się czy AK Kann może mi to zapewnić czego brakuje mi w AK300, no i większej klasy dźwięku.

    Słuchawki to zasadniczo Sonorousy 6, HE400S zostały przez S6 chyba wysłane na emeryturę :).

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Nie słuchałem AK300 więc nie umiem powiedzieć.

  14. Maciej M napisał(a):

    Dzisiaj przyjechał do mnie KANN. Muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony. Wcześniej używałem Cayin i5 + Chord Mojo. Rzeczywiście gra podobnie jak najlepszy model (odsłuchany na AudioShow). Słucham na AQ Nighthawk oraz wypożyczonych Final Sonorous VI. Naprawdę godny usłyszenia. Uważam KANN za dobry krok Astell&Kern na rynku. Ergonomiczny – wygodnie leżący w dłonie oraz kieszeni, bardzo dobry wzmacniacz, sprawdzony z lubiącymi elektrownie HiFIMAN HE-560. Podłączyłem na chwilę, podczas odsłuchu
    w sklepie, następnie usłyszałem dźwięk nie ustępujący sklepowemu Schiit Valhalla 2. Tylko Schiit Valhalla nie zmieści się do kieszeni, nie ma również sekcji DAC, ani nie posłuży jako źródło. Do zastosowań mobilnych jak najbardziej polecam.

    1. Introverder napisał(a):

      No a format dźwięku – mógłbyś go nazwać stacjonarnym-pełnoformatowym, scena jest duża, dźwięki odpowiednio wypełnione i pełne? Jakbyś opisał brzmienie Sonorousów 6 z Kannem, czujesz, że mogłoby być lepiej czy jest to wszystko tam to czego Sonorousy potrzebują?

      Bo ja słuchałem Sonorous 6 z AK300 + AMP i do Qyuestyle’a cma400i ten zestaw nie ma startu i jest wg mnie nieopłacalny cenowo i jakościowo.

      1. Introverder napisał(a):

        Bo mam wrażenie, że mobilny sprzęt to taka zabawa przy stacjonarnym, ale chciałbym się mylić.

        Questyle cma400i + Sonorous 6 to mam wrażenie świetne combo, odpowiednio zgrywające się ze sobą i ciężko mobilnemu sprzętowi może się zbliżyć do porządnego zestawu stacjonarnego.

        Kann musiałby być duużo lepszy niż AK 300 + AMP żeby pewnie mi się spodobać..

  15. Maciej M napisał(a):

    Słuchałem Sonorous 6 z cma400i. Niestety Questyle zrobił kawał dobrej roboty, jeżeli miałbym wybór wolałbym go słuchać stacjonarnie z cma400i. Moim zdaniem AK300 + AMP jest nieznacznie gorszy od nowego KANN. Myślę, że nie warto wymieniać AK300.

    1. Introverder napisał(a):

      No ja ten zestaw poznałem trochę, ale usunąłbym słowo „niestety”, bo to jest po prostu opłacalny zestaw (na razie hipotetyczny, bo o ile mi wiadomo być może nadal jest tylko jedna sztuka w kraju), który może chyba naprawdę sporo osób zadowolić – mnie w tej chwili zadowala i całość zgrywa się tak, że nie słyszę jakichś złych wybrzmień..

      Hmm, trochę zmartwiło mnie Twoje słowo nieznacznie gorszy, bo szczerze to żeby Kann mi się podobał, to musi być WYRAŹNIE i duużo lepszy od AK300 + AMP. Musi to być blisko toru stacjonarnego albo bliżej – wypełnienie, format dźwięku, ale i przestrzeń/scena.

      Ja w tej chwili mam z odtwarzaczy tylko Ak Jra, ale on mnie już nie zadowola.

Komentowanie zamknięte na czas aktualizacji serwisu. Za utrudnienia przepraszamy

© HiFi Philosophy