Relacja: Audio Video Show 2018 – tak w ogóle

   Tak w ogóle, to już stał się rutyną. W listopadzie Włóczykij zwija namiot i rusza w drogę, a Ryka wsiada do auta i jedzie na Audio Video Show. Świat ma takie rutyny w nosie i z obojętnością prędzej czy później je kończy, ale póki trwają, to trwają. I tak w 2018 AVS raz jeszcze obejrzało Rykę, a Ryka AVS. Nie bez wzajemnych animozji, jako że Ryka nie należy do Towarzystwa, które AVS lubi widzieć, a w drugą stronę Ryka ma zawsze jakieś anse, których nie będę zbytnio wywnętrzał, bo się nie chcę powtarzać. Coś jednak muszę grzdyknąć na kanwie dojazdowej, albowiem włoska mafia (wcielona w firmę budowlaną) ma nasze liche państwo w nosie i z ostentacją łamie raz po raz termin otwarcia S7 koło Chęcin, w czym daleko jej jednak do włodarzy województwa małopolskiego, którzy za budowanie trasy Kraków-Warszawa nawet nie raczyli się zabrać. Murszejący wiadukt nad powiatową dwupasmówką wita zatem i żegna odwiedzających Kraków od północy i mniej jest obleśny jedynie od PeKiN-u, puszczającego rosyjskie oko do wizytujących Warszawę. Tak swoją drogą, to zamiast głupkowatego zegara powinni dodać szpiclowi wąsiska, ale zegarki z pewną armią też się niezgorzej kojarzą, zwłaszcza gdy cztery na jednej ręce.

Wszelako miałem się nie powtarzać. Więc tylko ze starej beczki informacja, iż na nic się zdało proszenie wystawców o sensowną muzykę, choć odnotować należy zmianę. W minionych latach standardem było „Bum!”; w sensie emocjonalnym i artystycznym żadne, poza ogólnym jazzowo-rozrywkowym optymizmem. To się radykalnie zmieniło i obecnie regułą stał się elektroniczny soliter o konsystencji ciemnoszarej oraz nastrojowości smętnej. To oczywiście nie dotyczy wszystkich, ale był to częsty przypadek; nie wiem – może ten rodzaj pseudomuzycznej perwersji pozytywnie wpływa na sprzedaż? Niewątpliwie utrudnia ocenę – więc może o to chodzi? Bez wątpienia to wspólny mianownik dawnego „Bum!” i obecnego „Wiiiii-bzzz…”, z czym walczyłem zajadle, targając własne płyty, ale mi się już odechciało – niech sobie puszczają, co chcą. W odwet napiszę, że kiepsko grało, i z grubsza będziemy kwita.

Nie da się jednak napisać, że źle grało ogólnie; przeciwnie, najczęściej dobrze. Aczkolwiek przeważnie od „dobrze” już nie lepiej. Przekroczenie granicy „dobrze” udawało się sporadycznie i – co ciekawe – w dużym stopniu niezależnie od ceny. Nie sposób w tej opinii zamieścić słowo „całkiem”, bo całkiem niezależnie nie, ale sporo było przypadków tańszego a lepszego. O tym jednakże później i bardziej po szczegółach, a teraz dwa ogólniki.

Pierwszy, że lepiej wypadły słuchawki, czyli powtórka z rozrywki. Słuchawki się panoszą, wypierają, zwyciężają w sensie masowym. Malutko ich kiedyś było i firm produkujących niewiele, a teraz na każdym kroku i ilość producentów znaczna. Oklapły natomiast telewizory, ich udział w AVS nie odnotował progresu. Czekając na akredytację (jak zwykle się zapodziała po absencji na imprezie otwarcia) siedziałem w sali Loewe, bez entuzjazmu obserwując cukierkowe kolory i oślizgłą manierę faktur. Nie wiem, może tu wyznacznikiem jest somnambuliczność skojarzeń, ale na pewno odległe to było od realizmu. Wrzaskiem rozdmuchiwany HDR też nie jest taki znów mega, a tu i ówdzie obrazy na wielkich LCD były kompletnie chore. Z kolei OLED na czerni w prążki, i to są jakieś jaja.

Ogólnik drugi, że wszystko w znacznej mierze bez sensu. Te same systemy słuchane w piątek, w niedzielę grały o tyle lepiej, że dwa dni pierwsze na straty, a ostatniego nie oblecisz. Zwłaszcza na straty godziny ranne, nie warto wtedy przychodzić. Gra z rana pitu-pitu, magii jak na lekarstwo. Pytałem w paru miejscach i podobno od świtu wszystko pod prądem, ale pomimo nie grało. W piątek byłem na Narodowym i niemal wszędzie słabo. Nie, żeby jakoś całkiem, lecz nieprzekonująco. Tylko słuchawki się pozbierały, czas nie miał dla nich znaczenia. Duże tory musiały się zaś ograć, poza tym może w niedzielę prąd lepszy? Sam byłem wówczas w gorszej formie, a muzykę dostawałem lepszą. W paru wypadkach do tego stopnia, że rzecz poza dyskusją.

Jako dodatek parę imprez towarzyszących: jedna Pani grała na skrzypcach, Pani Jopek prezentowała płytę. (Nie byłem świadkiem, ale tłumy.) Odnośnie tychże skrzypiec (to w sali JBL), to marna akustyka pomieszczenia dźwięczność instrumentu zabiła i nie zabrzmiały lepiej niż aparatura. Różne też były prelekcje, na które czasu nie miałem, ale zapewne ciekawe. W jednym miejscu pułapka: pan zaczaił się z testem. Konkretnie w hotelu Sobieski, na którymś z wyższych pięter, można się było dzięki słuchawkom Beyerdynamic i wzmacniaczowi Brystona oraz dwóm próbkom testowym przekonać, czy się jest audiofilem ze słuchem, czy też może bez niego. Nic trudnego do przejścia, ale zawsze dreszczyk emocji i potem pękasz z dumy.

Rutyna może rutyną – wiele powtórek sprzętowych – ale firm dużo z zeszłego roku w tym się nie pokazało. Za to przybyły nowe, o których nie słyszałem. I na tej kanwie zdumienie, że jest tych firm aż tyle. Niejedna z ofertą drogą, a jakoś to się kręci. Zblazowany widać już jestem, cudza inwencja mnie dziwi.

Aha, byłbym zapomniał. Muszę jeszcze napomknąć o magazynie „High Fidelity”, obecnym na każdym kroku. Tak, żeby Wojtek Pacuła nie miał potem pretensji, że się go nie dostrzega. (A miał już kiedyś srogie.) Więc to „High Fidelity” widoczne było wszędzie, w bardzo wielu pokojach chwalono się nagrodami odeń. Poza tym Strefa Winylu także pod jego patronatem i na zawieszkach akredytacji także „High Fidelity”. Przy okazji pozdrawiam Kolegów ze „Stereo Life”, „Soundrebels”, „HiFi Knights” oraz „Audio Video”, z którymi się mijałem i czasem nawet „Dzień dobry”. Widziałem też mknącego korytarzem Adama Mokrzyckiego w pogoni za ulotnym szczęściem, którego tak nam niedostaje. I też wielu Znajomych, których także pozdrawiam.

Co do samej Warszawy, to nic prawie się nie zmieniła, jeśli nie liczyć tego, że rządzić będzie nią krakowianin. Ale metro już ma, więc chyba to nie zaszkodzi. Natomiast na metro w Krakowie nawet się muchy nie pędzą. Władze miasta są sprytne i fałszując statystykę wmawiają wszem i wobec, że ma ten zadymiony Kraków 750 tys. mieszkańców, kiedy faktycznie ponad milion. Gdyby uczciwie to przyznać, byłby jedynym milionowym miastem europejskim bez metra, i to by było głupio. Ale wystarczy zmienić cyferki (na co zawsze znajdzie się sposób), by nie było problemu. Starczają więc malowane farbą rzekome ścieżki rowerowe (requiescat in pace, gdybyś próbował nimi jeździć), wprawiające Unię Europejską w zachwyt, zwłaszcza że po ulicach Krakowa jej przedstawiciele nie muszą się przemieszczać prywatnymi autami, ani rowerem jeździć. Na papierze więc cacy i wielkie słowa uznania, a życie burym torem i pocałuj je w dupę.

No i żeśmy zrobili rundkę na trasie Kraków-Warszawa, przeto czas nastał na rundę po salach AVS.

PS

O jednym ważnym zapomniałem, o z krwi i kości audiofilach. Ten gatunek już prawie wymarł, a w dawnych latach bywali. Niemalże w każdej sali widziałeś w pierwszym rzędzie faceta z płyt naręczem, który robił uwagi. „To i tamto nie bardzo, ale bas i holografia niczego. Niemniej kiedy porównać…A w latach 80-tych…I kiedyś miałem takie głośniki, że te to wysiadają.” Specjalne super nagrania i ukochani wykonawcy, niesamowite zaangażowanie, kompletny na punkcie odjazd. A teraz ich prawie nie ma…

20 komentarzy w “Relacja: Audio Video Show 2018 – tak w ogóle

  1. Sławek pisze:

    No ale Meze Empyrean pod lampowym Cayinem grały całkiem nieźle…

    1. Andrzej pisze:

      Szkoda tylko, ze obecnie flagowiec za 13k zl jest z tych tańszych.

  2. Sławek pisze:

    Tylko szkoda, że źródłem był Tidal, ale czuć było potencjał …

    1. Piotr Ryka pisze:

      Mam je w domu i już nie muszą grać z Tidala. W dodatku prędko trzeba je zrecenzować i Fostex TH909 też.

  3. Wojciech pisze:

    Dla nas mowiąc na wesolo AS jak i rok temu skonczyło sie gdy uslyszelismy istną magię dzwieku polskiej a de facto genialnej brzmieniem Zety Zero. Potem juz nic tak nie brzmialo. Tak w ogole spotkalismy na As paru znajomców co tak samo sądzi. Polska górą w kolumnach- tak trzymać!

  4. RH pisze:

    Ja z kolei chwyciłem za nowe MrSpeakers Ether. Fenomenalne. Zjawiskowe. Zupełnie różne od innych MrS. Empyrean to przy nich inny system walutowy, IMO niestety w sensie negatywnym. W tej lidze tylko D8000.
    Gorąca prośba o recenzję!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Chodzi o MrSpeakers Ether 2, jak mniemam? Są razem z Fostex TH909 i Meze Empyrean podpięte do ALO Audio Studio Six i całe bractwo się wygrzewa. Ale recenzje wszystkich szybko, bo czas podobno nagli.

      1. RH pisze:

        Tak, dokładnie, „2” gdzieś się zapodziała.
        Dziękuję i pozdrawiam.

    2. Sławek pisze:

      Mr Speakers Ether czy Final D8000?
      Speakersów nie słuchałem niestety, bo niedzielę na 3 godziny wpadłem tylko na Narodowy, ale Finali tak.
      Owszem niezłe granie ale te Meze Empyrean zrobiły na mnie lepsze wrażenie – może to magia Cayina?
      Ale w domu z przyjemnością wróciłem do HiFiManów HE-6 – i wybaczcie Panowie sprzedawcy i Producenci – ale w najbliższym czasie na mnie nie zarobicie bo nie odczuwam najmniejszej potrzeby wymiany słuchawek na lepsze.

    3. Patryk pisze:

      A ja radze posluchac Sonorous X (bardzo duzo osob nie slyszala tych sluchawek, a bardzo duzo zna AKg812, Audeze, Fostex, Stax…i.t.d….i.t.d). Wygraly u mnie w walce z D8000.

  5. RH pisze:

    Tak, dokładnie, „2” gdzieś się zapodziała.
    Dziękuję i pozdrawiam.

  6. Jakubas100 pisze:

    Trudno się nie zgodzić z Wojciechem i RH. Z polskich podobały mi się tez Pylony Diamond 30 z prototypowym Fezzem

  7. Pozdrawiamy serdecznie Panie Piotrze!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dziękuję i też pozdrawiam.

  8. Miltoniusz pisze:

    To porównanie skrzypiec ze sprzętem było bardzo ciekawe. Bogactwo dźwięku ze skrzypiec było jak na mój gust znacznie większe. Mikrodynamika nie do odtworzenia. Największe zdziwienie to firma Jag – grało to, przybajmniej na tym jednym utworze którego słuchałem, bardzo dobrze, pomimo że z iMaca. Zdziwiłem się jeszcze bardziej, gdy okazało się że to streaming, jeszcze bardziej, gdy okazało się że to stratny Spotyfi. No a już zupełnie zgłupiałem, gdy zapytałem czy ten nad wyraz długi kabel łączący iMaca ze sprzętem to optyk. Odpowiedź: nie, to Bluetooth. No kurcze, sprzęty za setki tysięcy potrafiły zagrać gorzej. Przynajmniej na wystawie. Powiecie, że skoro to takie dobre, to czemu mało który dealer to ma. No może właśnie dlatego. Generalnie, jest to dla mnie zagadka wystawy. No i pewnie pochwała minimalizmu. Wydaje mi się, że współczesna motoryzacja, ta niby super hiper, skręciła w ślepą uliczkę. Wygląda na to, że współczesne audio też.

    1. Piotr Ryka pisze:

      JAG to polska firma z Łodzi, a parę lat temu grali jeszcze lepiej. Mają dobry słuch i umieją zestawiać systemy. Bardzo ich parę lat temu chwaliłem.

  9. Karol pisze:

    Panowie z płytami w pierwszych rzędach jak zwykle są niesamowici. Co sądzi Pan o tych nowych Hifimanach( 1000SE) ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      O tym dwa słowa za moment w reportażu.

  10. Włodek pisze:

    Jeszcze rok temu chodziłem z płytami i słuchałem parunastu systemów (trzy dni), ale jak się okazało, że w domu gra zupełnie inaczej to przestałem 🙂 Warunki wystawowe są tak inne, że bardzo trudno oceniać dźwięk na AudioShow. Nawet taką regułę zauważyłem, że jak coś gra genialnie w sklepie czy na wystawie to u mnie się nie sprawdzi, a jak coś gra „cienko” na AS to w moim małym pokoiku bardzo dobrze 🙂
    Do następnego roku.

  11. Michał pisze:

    „Co do samej Warszawy, to nic prawie się nie zmieniła, jeśli nie liczyć tego, że rządzić będzie nią krakowianin. Ale metro już ma, więc chyba to nie zaszkodzi. Natomiast na metro w Krakowie nawet się muchy nie pędzą. Władze miasta są sprytne i fałszując statystykę wmawiają wszem i wobec, że ma ten zadymiony Kraków 750 tys. mieszkańców, kiedy faktycznie ponad milion. Gdyby uczciwie to przyznać, byłby jedynym milionowym miastem europejskim bez metra, i to by było głupio. Ale wystarczy zmienić cyferki (na co zawsze znajdzie się sposób), by nie było problemu. Starczają więc malowane farbą rzekome ścieżki rowerowe (requiescat in pace, gdybyś próbował nimi jeździć), wprawiające Unię Europejską w zachwyt, zwłaszcza że po ulicach Krakowa jej przedstawiciele nie muszą się przemieszczać prywatnymi autami, ani rowerem jeździć. Na papierze więc cacy i wielkie słowa uznania, a życie burym torem i pocałuj je w dupę.

    No i żeśmy zrobili rundkę na trasie Kraków-Warszawa, przeto czas nastał na rundę po salach AVS.”

    O jak ja Pana szanuję za te słowa, mimo że jestem kolarzem, toteż jeżdżenie rowerem mi nie obce 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy