Aleksander Bladelius, syn Mikeʼa Bladeliusa, wyjawia nam o sobie, iż od najwcześniejszego dzieciństwa wyrastał w środowisku muzyczno-sprzętowym firmy ojca, otoczony muzyką grającą od rana do wieczora przez siedem dni tygodnia. W tej sytuacji nie miał wyboru, musiało to weń wsiąkać, z wiekiem nabył też technicznego zrozumienia dla działań ukierunkowanych na muzyczno-odtwórczy ideał i powziął pomysły własne. Głównym było stworzenie firmy komplementarnej – nie budującej wzmacniaczy i przedwzmacniaczy, tylko akcesoria doskonalące sygnał docierający do nich. Tak zaistniała AB-tech, marka proponująca trzy oczyszczacze: prądu z sieci energetycznej, sygnału z USB i danych via Ethernet. Pierwszy zowie się FRID Power Cleaner, drugi KLAR USB Isolator, a trzeci REN Ethernet Isolator – i tym zaraz się zajmiemy.
Obywatel Bladelius Aleksander, poddany Króla Szwecji Karola XVI Gustawa, zapewnia też na wstępie, iż swoje doświadczenie budował w firmie ojca nie jako bierny obserwator, tylko aktywny uczestnik projektowania i wykonawstwa. O swoich zaś pomysłach nie bez dumy powiada, że są z rodzaju tych, które innym nie przyszły do głowy.
Na kanwie tego wypada sięgnąć wzrokiem trochę głębiej w historię, aby przybliżyć postać seniora Bladeliusa, którego kariera twórcy wzmacniaczy przybrała profesjonalny wymiar w 1988, po zatrudnieniu przez sławnego już wtedy Nelsona Passa, widzącego w młodym, dobrze rokujących szwedzkim konstruktorze partnera, a następnie ich wspólną działalność w kalifornijskiej firmie Threshold. Skracając do minimum – po pewnym czasie drogi panów się rozeszły, każdy poszedł na swoje. Nelson Pass, porzuciwszy Thresholda, powołał własne Pass Audio, a Mike Bladelius wrócił do Szwecji, by stworzyć Bladelius_audio. Obie firmy stały się sławne i są dziś wysoko cenione; w ramach drugiej, choć oficjalnie niezależnie, działalność podjął Bladelius junior, wcielając w życie swe pomysły, z których jeden mamy przed sobą.[1]
[1] Nie znoszę piszących żon sławnych pisarzy i dzieci sławnych aktorów – kąśliwą tę uwagę autorstwa Jerzego Jurandota wypowiada grający dyrektora teatru Aleksander Bardini w filmie „Jutro premiera”. Ale miejmy nadzieję, że tym razem…
Z czym, do kogo i po co
Nie będę się wysilał i podeprę cytatem. Aleksander Bladelius pisze o swym wyrobie:
REN to słowo oznaczające po szwedzku „czysty” lub „oczyszczony”, je obraliśmy za nazwę naszego akcesorium poprawiającego dźwięk przychodzący z sieci Ethernet. Akcesorium, za którego sprawą (niezależnie od bycia filtrem) sygnał i masa zostają odseparowane galwanicznie, co jest tożsame z eliminacją szumu, pozostaje czysta muzyka. W aluminiowym korpusie REN, złożonym z wyfrezowanych w dielektrycznym aluminium masywnych połówek obejmujących kabel, znajduje się wtopiony w materiał tłumiący wibracje galwaniczny izolator, a oba końce przewodu zaopatrzono w przyłącza przeznaczone dla najwyższej klasy kabli Ethernet, wyposażone w odlewaną ciśnieniowo cynkową obudowę i wzmocnione zatrzaski.
Sam kabel to przewód z najwyższej jakościowo kategorii CAT 8.1, zdolnej do samodzielnego tłumienia szumów na rzecz zastosowań medycznych i wojskowych, dla których eliminacja zakłóceń jest tak samo istotna jak dla odtwarzania dźwięku. Wokół każdej z tworzących go czterech zbalansowanych skrętek przewodników miedzianych nawinięto aluminiową folię PETP i wszystkie zatopiono w materiale termoplastycznym wypełniającym specjalną tuleję redukującą hałas, zapożyczoną od zastosowań lotniczych. Na finał, dbając o estetykę audiofilskiego środowiska, całość wykończono eleganckim, czarnym oplotem, dzięki któremu muzyczne piękno wyłania się z efektownego wyglądu.
Tyle twórca, popatrzmy sami. Aby zobaczyć, musimy najpierw otworzyć dopasowany rozmiarowo profesjonalny kuferek ochronny z czarnego tworzywa, ozdobiony na wieczku srebrną plakietką marki AB. Wewnątrz spleciony w precel kabel ze srebrnym batonem w połowie i mała buteleczka płynu do konserwacji części metalowych, szczególnie aluminium. Do buteleczki dołączona biała jak śnieg ściereczka, a do kabla biała ulotka z chropawej tekturki, na której napisano mniej więcej to, co już przytoczyłem, ale z dodatkiem uwagi, że poprawy wnoszonej przez kabel należy oczekiwać nie wcześniej niż po minucie. (Na tyle cierpliwości powinno nam wystarczyć, byle się jakaś zjawiła.) Nie dostajemy natomiast informacji, czy jeden REN obsłuży cały system, czy może pozostałe ethernetowe przewody najlepiej aby też były REN-ami, lecz dysponując jednym nie miałem nad czym się zastanawiać. Założyłem, że najkorzystniej będzie, gdy oferowana przez niego filtracja zjawi się jak najwcześniej, toteż wylądował między routerem a switchem, z którego sygnał na komputer szedł jeszcze droższym przewodem Ayona z limitowanej, nieosiągalnej już serii.
No tak, pora wyjawić cenę. Kuferek wraz z zawartością zasili nasz audiofilski arsenał w przypadku typowego kabla długości 1,5 m za sumę 1100 ero, czyli pięć tysięcy z okładem. Mało to nie jest, ale gdyby muzyka miała stać się wyraźnie lepszą, to czemuż, ach czemuż nie? Za tyle powinno dać się to poznać na tyle dobitnie, by nie umykało wraz z pierwszym wrażeniem, towarzyszyło słuchającemu stale. Tego będziemy więc oczekiwać, i to szybko winno się ziścić – albo nie. Jeśli nie, to baj, baj – jak zwykła kończyć telefoniczną konwersację moja teściowa z Ameryki, a jeśli tak, to kto wie? – można by się pokusić. Zwłaszcza że rzecz dotyczy słuchania plikowego, które dziś najmodniejsze. Sam słucham tak wyłącznie poprzez słuchawki, ponieważ nawet ostatnie recenzje potwierdziły stan rzeczy od dawna znany – pliki nie dorównują płytom. Może kiedyś, a może nie – na razie nie wiadomo – ale w dalekiej przyszłości na pewno, wszystko ku temu zmierza. Tymczasem przetwornik Auralic Vega G2.2 i dwa słuchawkowe wzmacniacze, w tym ten od Phasemation na tyle mocny, że zdolny napędzać nawet Susvary.
– A że te jakościowo prezentują najwyższy poziom, winny pokazać najwięcej.
Odsłuch
No to ciach, no to pstryk! – wszystko podłączone w mig! Ale od czego wystartować? Najpierw dać zwykły kabel i z niego przejść na REN, czy odwrotnie? I druga sprawa: Jak dużo to jest dużo? Jak mało to jest mało?
Pierwsza kwestia rozstrzygnęła się sama w następstwie przyrodzonego lenistwa. (Modniej można to teraz nazywać oszczędzaniem energii.) REN był już podłączony, ponieważ zalecono go ograć, po cóż go w takim razie wypinać? Wystartowałem więc od redukcji jakości; a zresztą, zaraz potem wróciłem do słuchania z REN, tym razem skutkiem tego, że redukcji nie lubię. Odnośnie niej uwaga, że przy pierwszym utworze zdawało mi się początkowo, że owszem – gra po zwykłym ethernetowym ciszej i ogólnie łagodniej, ale tak w ogóle, to przyjemnie. Przyjemność jednak prysła, gdy skończyła się kołysanka i jej spokojne la-la. Wszelka muzyka chcąca od sprzętu więcej niż samego spokoju okazała się wyczuwalnie gorsza, poczynając od fragmentów gdzie trochę, po takie gdzie już znacznie.
Na czym to bazowało?
Na tym, że poprzez zwykły kabel mniej sopranów, słabsze drążenie muzycznej treści i większe zniekształcenia. Tak jakby to on był filtrem, ale nie do usuwania zniekształceń, tylko do przyduszania. Poza tym względem samej melodyki zwykły także spisywał się gorzej, jako szarawy i mniej gładki.
To nie były różnice duże, ale wystarczające do tego, żeby poczuć dyskomfort, przynajmniej w pierwszych chwilach. Ale i potem, o ile tylko się skupiać na przeglądzie jakości – biorąc na ten czas w nawias przyswajanie muzyki – wystarczające by je odczuć. Nieduże, niemniej jakieś, cośkolwiek psujące nastrój przez pogorszenie smaku. Za mało z tym zwykłym było przypraw i złożoności bukietu, a jednocześnie składniki, nie dość że gorsze same, to mniej pasujące do siebie. Pięć procent? Może mniej, chwilami z kolei więcej – trudna sprawa do wyważenia, bo nie ma takiej wagi. Lecz ciężar gatunkowy spadał w sposób zauważalny, co było dla mnie wystarczające odnośnie kwestii drugiej – jak dużo to jest dużo.
A było to słyszalne nawet przy HiFiMAN Susvara, i już się cieszę na to, co teraz mogę napisać. Bo wyście się żachnęli, choć mało kto dziś się żachnie, słowo wyszło z użycia. W dzisiejszej mowie redukcyjno-plebejskiej większość określeń jest na „p”, w tym wypadku: „Co ty p…sz?”. Słuszna uwaga, wszak napisałem, że najwyższe jakościowo Susvary powinny wskazać najwięcej różnic, o ile tylko się pojawią. Lecz źle mi się zdawało, praktyka powiedziała coś innego. Albowiem przy Dan Clark Audio STEALTH grających ze wzmacniacza Austrian Audio Full Score one (te nazwy mnie wykończą) różnic wskazanych zostało więcej niż za pośrednictwem HiFiMAN Susvara napędzanych przez Phasemation EPA-007. Z amerykańskimi planarami i austriackim wzmacniaczem różnicowanie kabli stało się dostrzegalnie większe, jako że dołączyły do przewag drogiego głębsze brzmienie i lepsza poezja. Susvary najwyraźniej niedostatki w tej mierze udanie maskowały, własną melodyjnością i głębią na bazie niższej tonalności i gładszego przepływu, nie bez pomocy więcej wybaczającego wzmacniacza zmniejszając stopień różnic i jednocześnie dowodząc, że droższe nie zawsze musi być lepsze, bo choćby nie do takich badań.
W obliczu rozstrzygnięcia kwestii – poprawia ten REN, czy nie – nie chciało mi się już sięgać po kolejne słuchawki, ale dla świętego spokoju sięgnąłem też po dużo tańsze i z tańszym kablem AudioQuest NightHawk, okablowane FAW Hybrid. To nieosiągalna dziś już niestety radykalnie tańsza alternatywa – trudno nawet powiedzieć, że z pretensjami do najlepszych, po prostu jedna z nich. Ale dajmy już temu spokój, czytelnicy moich recenzji od dawna o tym wiedzą; nie wiedzieli natomiast do tej chwili, i sam chwilę temu też nie wiedziałem, czy w ogóle oraz ewentualnie jaki wpływ na ich brzmienie może mieć użycie kabla ethernetowego REN. Wpływ taki się pokazał, wpływ o zbliżonej, ale nieidentycznej postaci – choć właściwie, to nie, zbliżony był do tego z Susvar.
Identycznie skupiony na wzbogaceniu melodyjności i pasowaniu muzycznych składników, na dodatek z redukcją dudniącego pogłosu (czego u Susvar prawie nie było) i po raz pierwszy cichszym, a nie głośniejszym przekazem. Poprzez zwykły ethernetowy grało tutaj cokolwiek głośniej, jaskrawiej i na dokładkę z kanciastym pogłosem; ogólnie biorąc bardziej kanciasto, zgrubnie i ordynarnie. Do tego stopnia, że pomimo iż to przy DCA STELTH różnice były najwyraźniejsze, to przy tych AudioQuest krzywiłem się najbardziej, odczuwając największy niesmak po przejściu (dla upewnienia kilkukrotnym) na zwykły, groszowy kabel. Zarazem był to wzorcowy stan sytuacyjny „z małego wiele”, bo w żadnym razie nie były to różnice zasadnicze, jedynie kosmetyczne.
Całkiem możliwe, że po części za sprawą doskonałości kabla koaksjalnego Hijiri, który drogę do przetwornika finalizował, jako że kiedyś, przy koaksjalnym Tellurium Q Black Diamond, różnice względem przymierzanego do zwyklejszych przewodów ethernetowych arystokratycznego Ayon AUDIO Pearl LAN ETHERNET-VERBINDING (€1750) były drastyczniejsze. Ale tym razem zarówno ten przewód Ayona, jak i koaksjalny Hijiri, finalizowały transfer sygnału za zmienianymi między routerem a switchem REN i zwykłym ethernetowym. Ujawniała owa przemienność różnice kosmetyczne, ale umówmy się – z takich, które jednak robią różnicę. Jak myty-nie umyty, uczesany-nie uczesany, ogolony-nie ogolony. A że wolałem pierwsze opcje, z tego powodu REN zostaje. W końcu gros czasu spędzam przy komputerze, ważne więc by i tam jak najlepiej grało. Kabel kosztowny – no, owszem – lecz niewątpliwie pożyteczny, przynajmniej w mym odbiorze.
Reasumując
Zalew audiofilskich dodatków towarzyszy nam dziś ogromny. Kiedyś marzono wyłącznie o urządzeniach i zwieńczających dzieło głośnikach, a teraz pole marzeń rozpełzło się w hektary. Wszak kiedyś nie marzono nawet o słuchawkach, których wyboru prawie nie było, w sklepach często żadnych słuchawek. Wymiana kabla słuchawkom, ażeby lepiej grały? – takiego czegoś nie mógł sobie wyobrazić nawet zawołany fantasta. A już jakieś podstawki pod urządzenia i głośnikowe przewody, pochłaniacze pól magnetycznych, ustroje akustyczne, w ich ramach też plasterki do naklejania na ścianę? (Harmonix) – Takie coś nie mieściło się w głowie nikomu, poza może zawodowymi akustykami. Znam pojedynczy przypadek – mąż koleżanki żony wybił się dawno temu na pokój odsłuchowy, którego sufit i ściany pokrył wytłaczankami do jajek. Tyle było w temacie kilkadziesiąt lat temu, a panie rozmawiając o tym zaśmiewały się do rozpuku. W tamtych czasach nawet głośników nie ustawiano optymalnie, stawiano gdzie popadło. Ale wraz z domowymi PC weszły do gry kondycjonery prądu[2], zwąchano z czasem wpływy kabli i podstawek, a potem prędko poszło. Teraz to temat rzeka i wciąż też obiekt drwin, wszak zawijasy grubaśnych kabli na podstawkach same się o nie proszą. Padają epitety w rodzaju „voodoo” i „wariactwo”, a w odniesieniu do korzystających „świry” albo „maniacy”. Powstały nawet strony internetowe w całości poświęcone nabijaniu się z audiofili, nie ma natomiast żadnych kpiących z queer czy drag queen – bo za takie coś można oberwać, politpoprawność czuwa, a macki jej są długie, odważnych próżno szukać.
Odgarnijmy wszystko to na bok i stańmy oko w oko. Abstrahując od wszelkich pozamerytorycznych za i przeciw:
– Może się ten AB-tech REN Ethernet Isolator przydać komuś szukającemu brzmieniowego optimum?
– Jeżeli to ktoś korzystający z internetowych źródeł, to może.
Nie będzie to wpływ radykalny, nawet nie będzie duży, ale nawet gdy niuansowy, dla wybrednego wiele znaczący. A wybredni, no cóż – jak zawsze stanowią mniejszość. Lecz to jeszcze nie powód, by tego REN nie było.
W punktach
Zalety
- Ożywia.
- Pogłębia.
- Doświetla.
- Uspójnia.
- Korzystnie wpływa na melodyjność.
- W treść pozwala głębiej przenikać.
- Potrafi neutralizować zły rezonans.
Wady i zastrzeżenia
- Drogi.
- Z tą srebrną puchą zawalidroga.
- Korzyści nie są radykalne, najwyżej niuansowe.
- Od wrażliwości słuchacza więc zależy – czy warto, czy nie warto.
Dane techniczne
- Przewód i złącza klasy CAT 8.1
- Całkowita izolacja galwaniczna.
- Typy złącz: RJ45 (profesjonalne, odlewane z metalu)
- Dostępne różne długości.
Cena: €1100 (za półtorametrowy)
System
- Źródło: PC (pliki dyskowe, YouTube, TIDAL).
- Przetworniki: Auralic Vega G2.2, Phasemation HD-7A K2.
- Wzmacniacze słuchawkowe: Austrian Audio Full Score one, Phasemation EPA-007.
- Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel FAW), Dan Clark Audio STEALTH (kabel Tonalium), HiFiMAN Susvara (kabel Tonalium – Metrum Lab).
- Kabel koaksjalny: Hijiri HDG-R Million.
- Kable ethernetowe: kabel standardowy, AB-tech REN Ethernet Isolator, Ayon AUDIO Pearl LAN ETHERNET-VERBINDING.
- Interkonekty: Sulek Red RCA, Tellurium Q Black Diamond XLR.
- Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Sulek 9×9 Power.
- Listwa: Sulek Edia.
- Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H.
- Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Solid Tech „Disc of Silence.
[2] Najpierw jako wyłącznie bateryjne podtrzymywanie na wypadek zaniku w sieci, ale potem coś więcej.














Zawsze najlepszą rekomendacją dla przedmiotu recenzji jest fakt, że recenzent kupił ten przedmiot dla siebie i wpiął go w swój system.
Nie zawsze, bo czasem recenzenta nie stać 🙂
No tak, ale wtedy raczej pisze, że tak właśnie jest. I że rozstanie jest wtedy bolesne…
No tak, tak się pisze, i jest trochę tych bolesnych rozstań. Są także niespotkania, bo na przykład kolumny Destination Audio Vista są do mojego pokoju za duże.
Ifi ma coś podobnego za 1/5 ceny, też poprawia tylko niuanse
Przepraszam nie 1/5 tylko chyba 1/10 :)))))))))
To? 1300 zł + 2 kable ethernetowe
https://www.stereolife.pl/archiwum/newsy/newsy-sprzetowe/5614-filtr-sieciowy-z-izolacja-optyczna-silentpower-lan-ipurifier-pro
A czy działa tak samo to by trzeba porównać