Recenzja: Synergistic Research UEF AC – Red, Black & Blue

Synergistic Research Black UEF High Current AC

Red z mniejszymi wtykami, Black i Blue z większymi i grubsze.

   Następny w kolejności jest kosztujący 2330 złotych kabel nazwany przez producenta Black i dodatkowo opatrzony mianem High Current (jest także tańszy Black bez niego), oznaczającym, że przepuszczano przez niego w ramach procedury Quantum Tunneling prądy o napięciu nie jednego a dwóch milionów woltów. W jego przypadku żyły mają przekrój 10 gauge (w stratyfikacji gague mniej to więcej), czyli 5,26 mm² – i wykonane są nie z czegoś nie nazwanego, tylko z miedzi i izolującego grafenu, a więc płaskiej (jednowarstwowej) siateczki sześcianów węgla, odznaczającej się wyjątkowo dobrym przewodnictwem cieplnym i elektrycznym. (Nobel za wytworzenie tego nie występującego w przyrodzie materiału przyznany został w 2010-tym, zaś samo wytworzenie na skalę makroskopową miało miejsce w 2004.) Tak przy okazji jeszcze dodam, że grafen posiada niezwykłą właściwość – potrafi odfiltrowywać sól z wody morskiej, będąc w tym jako substancja odosobniony, więc gdyby mieli filtry grafenowe ci wszyscy nieszczęśnicy dryfujący po oceanach…

Wraz z żyłami o większym przekroju cały kabel jest prawie dwa razy grubszy i opatrzony masywniejszymi wtykami. Też oczywiście cięższy i sztywniejszy, lecz w dalszym ciągu dosyć giętki. Ważny jest wszakże wkład do brzmienia.

Tu odnotować należy w dalszym ciągu nieznaczne podbarwianie sopranami, lecz wyczuwalnie mniejsze. Też całościowo głębsze brzmienie o lepszym nasyceniu barwą i masą, jak również aurę towarzyszącą temu całościowo ciemniejszą, pomimo tej addycji sopranów. A także większą muzykalność (w końcu za coś płacimy) i większą elegancję. Ale jeszcze nie na miarę high-endu, chociaż niewiele brakuje. Zwłaszcza, że basu rozdzielczość jeszcze przyrasta i jeszcze dłuższy zjawia się sustain. Przy brzmieniu całościowo realistycznym i już wysoko mierzącym, ale o ważny czynnik dostojeństwa dopiero się ocierającym.

Wiadomo, skąd ten kabel.

A zatem całościowo to wciąż jeszcze nie do końca to, chociaż wyraźny postęp. Na pewno wolałbym okablować system kablami Black niż Red – i nie tylko z powodu towarzyszących memu życiu zaszłości politycznych. Niemniej do określenia „bez zarzutu” jeszcze trochę zostaje, zwłaszcza skutkiem wspomnianej małej lecz wyczuwalnej przymieszki sopranowej.

 

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

30 komentarzy w “Recenzja: Synergistic Research UEF AC – Red, Black & Blue

  1. Paweł pisze:

    Witam Panie Piotrze, czy mógłby Pan poradzić czy jako kabel między ścianą a kondycjonerem byłby dobry model Blue. Gdyby porównać z AZ Gargantua II co by Pan wybrał do wzmacniacza tranzystorowego o dużym poborze prądu?
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Między ścianą a listwą Blue na pewno świetnie się sprawdzi, a jeszcze lepiej Gargantua. AZ Gargantua II to rewelacyjny kabel, ale Blue jest tylko troszkę za nim przy przeszło połowę niższej cenie.

      1. Marcin pisze:

        Z całym szacunkiem i sympatią do Pana, ale nie rozumiem, jak metr super kabla ma poprawić dźwięk całego systemu? Przecież w ścianie są dziesiątki, a do elektrowni setki metrów kabli, i bynajmniej nie są to kable audio. Jestem w stanie zrozumieć stosowanie droższych kabli zasilających między urządzeniem audio a kondycjonerem, listwą audio, ale jaki jest sens stosować drogi kabel zasilający od ściany do listwy?

        Dodam że nie jestem ekspertem, ani nie mam na myśli wywołać „gównoburzy”, biorę temat na logikę i jeśli się mylę, proszę o sprostowanie.

        Pozdrawiam,
        Marcin

        1. Piotr Ryka pisze:

          Przede wszystkim prąd od elektrowni w pobliże naszego domu idzie po liniach wysokiego i średniego napięcia (średnie to 1-60 kV; w praktyce zwykle 15 kV) – i tym samym mniej jest podatny na uszkodzenia, a potem jeszcze oczyszczająco filtrowany w transformatorze niskonapięciowym. Odnośnie zaś roli kabla zasilającego przy sprzęcie, to argumenty na rzecz wyższości jednych takich nad drugimi wyliczyłem na pierwszej stronie tej recenzji za wyjątkiem jeszcze tego, że można taki kabel traktować jako swoisty kondensator; magazyn prądu, zdolny go oddawać w dużych dawkach w razie chwilowego wzrostu zapotrzebowania, co przy odtwarzaniu muzyki często ma miejsce. Prócz tego zachodzi jeszcze w tym wypadku ta okoliczność, iż chodzi o prąd biegnący poza ścianą, a więc bardziej narażony na wpływy transformatorów i innych źródeł pól magnetycznych w urządzeniach audio, które zasila.

        2. Janusz L. pisze:

          Zbanowac go!!!!!!

        3. Paweł pisze:

          Marcinie,
          najlepiej sprawdź empirycznie. Kiedyś też nie wierzyłem w kabel. Jeśli sprzęt miał stopki to po co inne antywibracyjne. Jeśli jest prąd w gniazdku to po co kondycjoner itd. Jeśli jest drut którym płynie prąd to po co inny.
          Osoby nie związane z audio które nie wiedzą za bardzo czego szukać (szłuchać) słyszą różnicę przy zmianie kabla (zasilającego, głośnikowego a szczególnie interkonektu).
          Do tej pory są ludzie którzy wierzą, że Ziemia jest w centrum wszechświata i są z tym szczęśliwi.

  2. Paweł pisze:

    Dziękuję za info, do wzmacniacza używam AZ Gargantua II ale właśnie do listwy chciałem trochę oszczędzić i kupić dostatecznie dobry ale tańszy niż kolejny AZ. Mam nadzieję, że nie „pogryzie” się z illuminati podłączonym do źródła.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie, na pewno nic się nie pogryzie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tekst wypowiadany przez lektora w większości składa się z kłamstw, półprawd i niedomówień. Przykładowo: elektrony w kablu zasilającym (o jakim mowa w recenzji) poruszają się z prędkością około milimetra na sekundę, dryfując grupowo niczym energia w wahadle Newtona, i to – o ile mnie pamięć nie myli – w kierunku przeciwnym, niż się wydaje, czyli od sprzętu do gniazdka w ścianie.

      1. 1piotr13 pisze:

        W tym wypadku gość wie co mówi. Jest świetnym fachowcem od elektroniki, z bardzo długim stażem w serwisie audio.

        1. Piotr Ryka pisze:

          To jest mniej więcej taka sama argumentacja jak stwierdzenie, że ci co kopią rowy znają się na geologii, a elektrycy na fizyce. Gość nie ma pojęcia o przepływie prądu zmiennego i pokpiwa sobie z fizyki kwantowej, tak jakby istniała jakakolwiek inna, a przy okazji z filtrów kwantowych, które wydaje się znać na wylot, podczas gdy jest to technologia militarna, wynaleziona przez najlepszych specjalistów. Ale dobrze, mogę się szczegółowiej odnieść, tylko nie teraz, bo co innego mam do roboty od wsłuchiwania się w cudzą ignorancję. Jednocześnie odsyłam do swoich tekstów o audiofilizmie, znajdujących się tutaj w zakładce „Muzyka”. Dużo tam jest do przeczytania.

          1. 1piotr13 pisze:

            W takim razie trzymam Pana za słowo i czekam na merytoryczne odniesienie się do tematu.

      2. 1piotr13 pisze:

        Sądzę iż mało merytoryczne z Pana strony jest napisanie, że lektor kłamie i mówi półprawdę. Prosiłbym o konkretne odniesienie się do jego całego tekstu, ponieważ samo napisanie o dryfujących elektronach i stwierdzenie „o ile pamiętam” wydaje się być mało profesjonalne.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Jak wyżej. Przy czym kierunek dryfu nie jest tutaj istotny, ważny jest obraz przepływu, o którym nasz „specjalista” nie ma pojęcia, bo samo uważanie na lekcjach w technikum to w tym przypadku za mało.

          1. 1piotr13 pisze:

            Przeczytałem Pański artykuł udostępniony powyżej i mogę powiedzieć, że ciekawie się go czyta. Natomiast nie ma w nim żadnego merytorycznego (ze strony naukowej) odniesienia do konkretnych fraz zawartych w wypowiedzi autora filmu z YT. Fizyka jest dziedziną ścisłą i nie ma w niej miejsca na publicystykę.

          2. Piotr Ryka pisze:

            Nie ma takiej argumentacji w artykule, ponieważ jest rozsiana po recenzjach i komentarzach. Postaram się w miarę szybko odnieść do zarzutów filmowych, ale na pewno nie będzie to argumentacja osadzona od podstaw w fizyce kwantowej. Jako odpowiedź na pytanie – czemu? – proponuję ciekawą lekturę: Richard P. Feynman „QED. Osobliwa teoria światła i materii”.

        2. Rafał pisze:

          Chłopie, wypożycz w końcu ten kabel i posłuchaj. Daj wiarę swoim odczuciom, a nie teoretycznym elaboratom.

          1. 1piotr13 pisze:

            Człowieka, który od lat siedzi od strony praktycznej w temacie audio nie nazwałbym teoretykiem.

          2. 1piotr13 pisze:

            Jakby co to wciąż czekam na obiecane odniesienia się do zarzutów postawionych w filmiku. Rozumiem, że to z braku czasu zapewne. Poczekam. Nie jestem w stanie przecxytać tej książki, którą Pan zaproponował w linku, bo myślę, że to jest tak samo jak z ogólnym pytaniem – na czym polega życie i jak opisać zasadę jego „działania”, nie o to tu chodzi. Po drugie chcę wiedzieć, co Pan osobiście i ze swojego doświadczenia napisze własnymi słowami. Chodzi tylko o odniesienia się do konkretnych zarzutów. Nie ma dużo ich dużo w filmiku, więc sądzę, że nie powinno zająć to dużo czasu tak doświadczonej osobie jak Pan w sprzęcie audio. Chyba, że autor filmiku miał rację twierdząc, że jak przychodzi już do konkretów to temat jest przemilczywany. Ale mam nadzieję, że nie będzie tak w tym przypadku. Pozdrawiam.

          3. Piotr Ryka pisze:

            Już napisałem, ale zmarnowałem na to sporo czasu. Ukaże się ta odpowiedź w najbliższych dniach.

  3. O kablach i akcesoriach uwag kilka pisze:

    Szanowna Redakcjo i Dyskutanci!

    Firma Synergistic Research ma w swojej ofercie również bezpieczniki. Wymieniłem w swoim systemie klasyczne bezpieczniki na model Blue i dźwięk wyraźnie się poprawił (czystość, stereofonia, dynamika). Jakim cudem bezpiecznik może zmienić dźwięk systemu? W bardzo prosty. Jeśli mamy wzmacniacz (zasilacz czy źródło) odpowiedniej klasy i w środku konstrukcja spełnia warunki typu szerokie ścieżki, okablowane itd., to może się zdarzyć, że byle jaki bezpiecznik na wejściu jest wąskim gardłem systemu a przecież w przypadku wzmacniacza przepływa przez ten niepozorny element duży prąd. Pozostaje sobie tylko życzyć ze względu na wysokie koszty, żeby w naszych wzmacniaczach był np. tylko 1 lub 2 bezpieczniki a nie aż kilkanaście jak w niektórych urządzeniach (np. wzmacniacze firmy Norma).
    Sceptykom doradzam słuchanie. Nie ma innej drogi, bo parametry kabli i urządzeń są zbyt bardzo zbliżone, by na ich podstawie wyrokować, jaki będzie dźwięk. A jakim cudem kable LAN (serwer plików-router, router-odtwarzacz plików) czy kable cyfrowe koncentryczne dają inny dźwięk? Przecież cyfra to cyfra. To NIE MA prawa się zdarzyć a jednak słychać różnice i to nawet w obrębie oferty jednej firmy.
    Na koniec kilka sugestii na podstawie własnych doświadczeń: jeśli można to warto poprowadzić osobne zasilanie od skrzynki rozdzielczej w mieszkaniu do sprzętu audio (to co jest w ścianach to zazwyczaj nędza dobra do zasilania lampki nocnej, bywa nawet, że zamiast miedzi jest aluminium), po drugie: mając w systemie jeden kabel wyraźnie lepszy od pozostałych warto zasilić nim odcinek gniazdko ścienne-listwa lub kondycjoner. W ten sposób korzystają wszystkie urządzenia. Bywa, że wzmacniacz gra lepiej podłączony bezpośrednio do gniazdka-to może być dowód na małą wydajność prądową listwy lub kondycjonera. Po trzecie: kable do wzmacniaczy rzadko sprawdzają się przy zasilaniu źródeł, czego przykładem jest przywoływany tu znakomity i kultowy AZ Gargantua II. Po czwarte: nawet najlepszymi kablami i bezpiecznikami nie uratujemy ŹLE dobranego systemu. Bezpieczniki, akcesoria antywibracyjne dobierajmy NA KOŃCU w celu dostrojenia systemu.
    Pozostaje życzyć udanych odsłuchów i eksperymentów.

    Z poważaniem

    Tomasz

  4. miroslaw frackowiak pisze:

    Pan Tomasz klarownie to opisal,trzeba tylko sluchac,zmieniac kable i odsluchiwac.Moze byc tak jak w moim analogowym torze odsluchowym,po zmianie wszystkich kabli czyli interkonektow i sieciowych na kable firmy Dueluda granie ze swietnego zmienilo sie na fantastyczne.Ktos powie kable nie graja, ale zmieniaja czesto granie na inne akurat ,ktore jest dla nas bardzo slyszalne i wybitne,sluchu nie oszukasz,dlatego trzeba przeprowadzac odsluchy.

    1. Paweł pisze:

      Pocieszam się tym, że odbiór audio przez zmysły (głównie słuch) jest subiektywny. I to co jednym się podoba innych mierzi. O gustach się nie dyskutuje – wystarczy przejść się na Audio Show aby odsłuchać jak różne koncepcje brzmieniowe są prezentowane w podobnej „półce” cenowej i jak różnie sa odbierane – od zachwytu do całkowitej negacji. Zmysły mają różną czułość i mamy różne potrzeby a są i tacy którzy nie słyszą wielu różnic lub ich to „nie kręci” – są odporni na chorobę audiofilię (pomijam przypadki frustracji jak kogoś nie stac na zrealizowanie marzeń i nie mogąc się z tym pogodzić jest frustratem, negującym wszystko wokół).
      Zatem każdy samodzielnie powinien prowadzić odsłuchy ( recenzent może nas na coś naprowadzić bo kto ma czas słuchać i porównywać gdy taki zalew produktów, w tym rozwiązań konstrukcyjnych i technologicznych które prowadzą do tego samego teoretycznie celu).

  5. Fon pisze:

    No to może teraz czas na test bezpieczników

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak, właśnie jutro mają przyjechać.

      1. Fon pisze:

        Ja od lat używam pozłacanych Ahp, ważny jest kierunek bezpiecznika to słychać

        1. 1piotr13 pisze:

          No tak… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy