Recenzja: Synergistic Research UEF AC – Red, Black & Blue

   Amerykański Synergistic Research to firma działająca od blisko trzydziestu lat, osiadła w Irvine na przedmieściach Los Angeles i będąca kopalnią pomysłów. Lista tych pomysłów jest długa i bieży od powszechnie znanych zamienników zwykłych bezpieczników, poprzez mniej znane ale bardzo ciekawe i przede wszystkim wysoce użyteczne reduktory zakłóceń radiowych oraz surogaty uziemienia, aż po najwyższej klasy okablowanie, kondycjonery i korektory akustyki. (Zarówno te elektroniczne, jak  i tradycyjne – do stawiania lub zawieszania.)

Większość produktów firmy skierowana jest do audiofili już obsłużonych, jedynie doszlifowujących uformowany system, a czy będące bohaterami tej mini recenzji przewody zasilające należy uznać za przedstawicieli tej kategorii, o to można się spierać. Z pewnością nie są rzucającymi się w oczy „klockami” ani fundamentalnymi dla sprawy efektorami dźwięku – głośnikami czy słuchawkami. Niemniej znaczenie ich roli pozwolę sobie skwitować stwierdzeniem, że nieco gorszy wzmacniacz grać może z dobrym kablem zasilającym lepiej niż przy tych samych kablach uznany za lepszy z gorszym. Różnice odnośnie zasilających przewodów mogą być bowiem ogromne, drastycznie urągające potocznym wyobrażeniom, aż nieprzyzwoite zgoła. Przeczące zarówno zdrowemu rozsądkowi, jak i nauce rozumianej jako coś jasnego, oczywistego i do wykucia z podręcznika.

Dajmy jednak tym razem spokój stronie teoretycznej. Być może jeszcze kiedyś nam wyjaśni w sposób nie budzący zastrzeżeń przyczynę wpływu metra drutu na brzmienie aparatury audio, lecz póki co tak się nie stało i pozostaje praktyka. Przy czym wcale nie chcę przez to powiedzieć, że jakość izolacji, geometria przewodu, odporność na wewnętrzne drgania czy jakość materiału przewodzącego oraz kończących go wtyków, jak również całościowa przepustowość, niczego nie tłumaczą. Chcę tylko zauważyć, że czujemy się mimo wszystko nieswojo, gdy na koniec ciągnionej kilometrami linii energetycznej przypina się metr-półtora-dwa grubszego niż ten w ścianie przewodu o bardziej zmyślnej izolacji – i robi się różnica. Różnica niejednokrotnie tak słyszalna, że dźwięk budzący niesmak zmienia się w pożądany. Gdy bas niedowarzony naraz staje się dogotowany i na dodatek gęsty; a sopran niemile się jarzący, zyskuje lubą, przestrzenną postać. I na dodatek ludzkie głosy ze zniekształconych wchodzą w pole obserwacji prowadząc żywych ludzi… Więc naraz staje się co innego, niż było parę sekund temu; kabel przepiąłeś – pyk tu, pyk tam – i dźwięk się przeistoczył! Tak innym stał, że nie do wiary, że coś takiego możliwe! Wszak rzeczy tak się nie zmieniają, choć fakt – żarówka przy mocniejszym prądzie zaczyna świecić jaśniej. Ale tu wszak napięcia nie zwiększono – to nie pokrętło ściemniacza.  A jednak potrafi zacząć grać głośniej – bogatszym i szlachetniejszym w dodatku dźwiękiem, i lepiej uporządkowanym.

Trzy teraz tego przykłady – wszystkie od Synergistic Research i wszystkie niezbyt drogie. Poczynając od kabla za 1400, przez taki za 2330, po taki za 3030 złotych (w każdym przypadku za półtora metra). Tak, wiem – to nie jest tak naprawdę tanio, bo zwykły taki kabel kosztuje kilkanaście złotych i go najczęściej darmo dają (tak się mawia), jako uzupełnienie sprzętu. Tyle, że taki zwykły kabel to biedota nie tylko w sensie finansowym, chociaż słyszałem  w życiu parę razy systemy dające piękne brzmienia zasilane samymi takimi kablami. Na przykład Ancient Audio zrobiło kiedyś taki pokaz – z tą wszakże względem sytuacji przeciętnej różnicą, że wzmacniacz kosztował trzysta tysięcy, a odtwarzacz tysięcy sto pięćdziesiąt. Bo owszem, kiedy ma się takie ekstrema, rzecz można uskutecznić. Niemniej i taka aparatura z lepszymi kablami zagra dużo lepiej, a z nie tej miary jakościową eksperymentu nie polecam, gdyż łatwo, idąc w drugą stronę, przekroczyć barierę złego brzmienia. I skutkiem tego wieczna zgryzota: – Gdzie leży złoty środek? Mądrale ongiś powiadali (i wciąż tak wielu utrzymuje), że kable to powinna być najwyżej jedna trzecia ceny całego systemu – zasilające i interkonekty razem. Moim natomiast zdaniem prawda leży gdzie indziej: powinniśmy mianowicie dążyć do tego, by każdy element systemowej układanki miał kable obiektywnie biorąc (na ile obiektywność tu możliwa) z przedziału „bez zarzutu”. I cały ten artykuł do tego właśnie zmierza. Ile to będzie procentowo z kosztów całego toru, na to nie ma co zwracać uwagi, chyba że jest to tor groszowy.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

30 komentarzy w “Recenzja: Synergistic Research UEF AC – Red, Black & Blue

  1. Paweł pisze:

    Witam Panie Piotrze, czy mógłby Pan poradzić czy jako kabel między ścianą a kondycjonerem byłby dobry model Blue. Gdyby porównać z AZ Gargantua II co by Pan wybrał do wzmacniacza tranzystorowego o dużym poborze prądu?
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Między ścianą a listwą Blue na pewno świetnie się sprawdzi, a jeszcze lepiej Gargantua. AZ Gargantua II to rewelacyjny kabel, ale Blue jest tylko troszkę za nim przy przeszło połowę niższej cenie.

      1. Marcin pisze:

        Z całym szacunkiem i sympatią do Pana, ale nie rozumiem, jak metr super kabla ma poprawić dźwięk całego systemu? Przecież w ścianie są dziesiątki, a do elektrowni setki metrów kabli, i bynajmniej nie są to kable audio. Jestem w stanie zrozumieć stosowanie droższych kabli zasilających między urządzeniem audio a kondycjonerem, listwą audio, ale jaki jest sens stosować drogi kabel zasilający od ściany do listwy?

        Dodam że nie jestem ekspertem, ani nie mam na myśli wywołać „gównoburzy”, biorę temat na logikę i jeśli się mylę, proszę o sprostowanie.

        Pozdrawiam,
        Marcin

        1. Piotr Ryka pisze:

          Przede wszystkim prąd od elektrowni w pobliże naszego domu idzie po liniach wysokiego i średniego napięcia (średnie to 1-60 kV; w praktyce zwykle 15 kV) – i tym samym mniej jest podatny na uszkodzenia, a potem jeszcze oczyszczająco filtrowany w transformatorze niskonapięciowym. Odnośnie zaś roli kabla zasilającego przy sprzęcie, to argumenty na rzecz wyższości jednych takich nad drugimi wyliczyłem na pierwszej stronie tej recenzji za wyjątkiem jeszcze tego, że można taki kabel traktować jako swoisty kondensator; magazyn prądu, zdolny go oddawać w dużych dawkach w razie chwilowego wzrostu zapotrzebowania, co przy odtwarzaniu muzyki często ma miejsce. Prócz tego zachodzi jeszcze w tym wypadku ta okoliczność, iż chodzi o prąd biegnący poza ścianą, a więc bardziej narażony na wpływy transformatorów i innych źródeł pól magnetycznych w urządzeniach audio, które zasila.

        2. Janusz L. pisze:

          Zbanowac go!!!!!!

        3. Paweł pisze:

          Marcinie,
          najlepiej sprawdź empirycznie. Kiedyś też nie wierzyłem w kabel. Jeśli sprzęt miał stopki to po co inne antywibracyjne. Jeśli jest prąd w gniazdku to po co kondycjoner itd. Jeśli jest drut którym płynie prąd to po co inny.
          Osoby nie związane z audio które nie wiedzą za bardzo czego szukać (szłuchać) słyszą różnicę przy zmianie kabla (zasilającego, głośnikowego a szczególnie interkonektu).
          Do tej pory są ludzie którzy wierzą, że Ziemia jest w centrum wszechświata i są z tym szczęśliwi.

  2. Paweł pisze:

    Dziękuję za info, do wzmacniacza używam AZ Gargantua II ale właśnie do listwy chciałem trochę oszczędzić i kupić dostatecznie dobry ale tańszy niż kolejny AZ. Mam nadzieję, że nie „pogryzie” się z illuminati podłączonym do źródła.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie, na pewno nic się nie pogryzie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tekst wypowiadany przez lektora w większości składa się z kłamstw, półprawd i niedomówień. Przykładowo: elektrony w kablu zasilającym (o jakim mowa w recenzji) poruszają się z prędkością około milimetra na sekundę, dryfując grupowo niczym energia w wahadle Newtona, i to – o ile mnie pamięć nie myli – w kierunku przeciwnym, niż się wydaje, czyli od sprzętu do gniazdka w ścianie.

      1. 1piotr13 pisze:

        W tym wypadku gość wie co mówi. Jest świetnym fachowcem od elektroniki, z bardzo długim stażem w serwisie audio.

        1. Piotr Ryka pisze:

          To jest mniej więcej taka sama argumentacja jak stwierdzenie, że ci co kopią rowy znają się na geologii, a elektrycy na fizyce. Gość nie ma pojęcia o przepływie prądu zmiennego i pokpiwa sobie z fizyki kwantowej, tak jakby istniała jakakolwiek inna, a przy okazji z filtrów kwantowych, które wydaje się znać na wylot, podczas gdy jest to technologia militarna, wynaleziona przez najlepszych specjalistów. Ale dobrze, mogę się szczegółowiej odnieść, tylko nie teraz, bo co innego mam do roboty od wsłuchiwania się w cudzą ignorancję. Jednocześnie odsyłam do swoich tekstów o audiofilizmie, znajdujących się tutaj w zakładce „Muzyka”. Dużo tam jest do przeczytania.

          1. 1piotr13 pisze:

            W takim razie trzymam Pana za słowo i czekam na merytoryczne odniesienie się do tematu.

      2. 1piotr13 pisze:

        Sądzę iż mało merytoryczne z Pana strony jest napisanie, że lektor kłamie i mówi półprawdę. Prosiłbym o konkretne odniesienie się do jego całego tekstu, ponieważ samo napisanie o dryfujących elektronach i stwierdzenie „o ile pamiętam” wydaje się być mało profesjonalne.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Jak wyżej. Przy czym kierunek dryfu nie jest tutaj istotny, ważny jest obraz przepływu, o którym nasz „specjalista” nie ma pojęcia, bo samo uważanie na lekcjach w technikum to w tym przypadku za mało.

          1. 1piotr13 pisze:

            Przeczytałem Pański artykuł udostępniony powyżej i mogę powiedzieć, że ciekawie się go czyta. Natomiast nie ma w nim żadnego merytorycznego (ze strony naukowej) odniesienia do konkretnych fraz zawartych w wypowiedzi autora filmu z YT. Fizyka jest dziedziną ścisłą i nie ma w niej miejsca na publicystykę.

          2. Piotr Ryka pisze:

            Nie ma takiej argumentacji w artykule, ponieważ jest rozsiana po recenzjach i komentarzach. Postaram się w miarę szybko odnieść do zarzutów filmowych, ale na pewno nie będzie to argumentacja osadzona od podstaw w fizyce kwantowej. Jako odpowiedź na pytanie – czemu? – proponuję ciekawą lekturę: Richard P. Feynman „QED. Osobliwa teoria światła i materii”.

        2. Rafał pisze:

          Chłopie, wypożycz w końcu ten kabel i posłuchaj. Daj wiarę swoim odczuciom, a nie teoretycznym elaboratom.

          1. 1piotr13 pisze:

            Człowieka, który od lat siedzi od strony praktycznej w temacie audio nie nazwałbym teoretykiem.

          2. 1piotr13 pisze:

            Jakby co to wciąż czekam na obiecane odniesienia się do zarzutów postawionych w filmiku. Rozumiem, że to z braku czasu zapewne. Poczekam. Nie jestem w stanie przecxytać tej książki, którą Pan zaproponował w linku, bo myślę, że to jest tak samo jak z ogólnym pytaniem – na czym polega życie i jak opisać zasadę jego „działania”, nie o to tu chodzi. Po drugie chcę wiedzieć, co Pan osobiście i ze swojego doświadczenia napisze własnymi słowami. Chodzi tylko o odniesienia się do konkretnych zarzutów. Nie ma dużo ich dużo w filmiku, więc sądzę, że nie powinno zająć to dużo czasu tak doświadczonej osobie jak Pan w sprzęcie audio. Chyba, że autor filmiku miał rację twierdząc, że jak przychodzi już do konkretów to temat jest przemilczywany. Ale mam nadzieję, że nie będzie tak w tym przypadku. Pozdrawiam.

          3. Piotr Ryka pisze:

            Już napisałem, ale zmarnowałem na to sporo czasu. Ukaże się ta odpowiedź w najbliższych dniach.

  3. O kablach i akcesoriach uwag kilka pisze:

    Szanowna Redakcjo i Dyskutanci!

    Firma Synergistic Research ma w swojej ofercie również bezpieczniki. Wymieniłem w swoim systemie klasyczne bezpieczniki na model Blue i dźwięk wyraźnie się poprawił (czystość, stereofonia, dynamika). Jakim cudem bezpiecznik może zmienić dźwięk systemu? W bardzo prosty. Jeśli mamy wzmacniacz (zasilacz czy źródło) odpowiedniej klasy i w środku konstrukcja spełnia warunki typu szerokie ścieżki, okablowane itd., to może się zdarzyć, że byle jaki bezpiecznik na wejściu jest wąskim gardłem systemu a przecież w przypadku wzmacniacza przepływa przez ten niepozorny element duży prąd. Pozostaje sobie tylko życzyć ze względu na wysokie koszty, żeby w naszych wzmacniaczach był np. tylko 1 lub 2 bezpieczniki a nie aż kilkanaście jak w niektórych urządzeniach (np. wzmacniacze firmy Norma).
    Sceptykom doradzam słuchanie. Nie ma innej drogi, bo parametry kabli i urządzeń są zbyt bardzo zbliżone, by na ich podstawie wyrokować, jaki będzie dźwięk. A jakim cudem kable LAN (serwer plików-router, router-odtwarzacz plików) czy kable cyfrowe koncentryczne dają inny dźwięk? Przecież cyfra to cyfra. To NIE MA prawa się zdarzyć a jednak słychać różnice i to nawet w obrębie oferty jednej firmy.
    Na koniec kilka sugestii na podstawie własnych doświadczeń: jeśli można to warto poprowadzić osobne zasilanie od skrzynki rozdzielczej w mieszkaniu do sprzętu audio (to co jest w ścianach to zazwyczaj nędza dobra do zasilania lampki nocnej, bywa nawet, że zamiast miedzi jest aluminium), po drugie: mając w systemie jeden kabel wyraźnie lepszy od pozostałych warto zasilić nim odcinek gniazdko ścienne-listwa lub kondycjoner. W ten sposób korzystają wszystkie urządzenia. Bywa, że wzmacniacz gra lepiej podłączony bezpośrednio do gniazdka-to może być dowód na małą wydajność prądową listwy lub kondycjonera. Po trzecie: kable do wzmacniaczy rzadko sprawdzają się przy zasilaniu źródeł, czego przykładem jest przywoływany tu znakomity i kultowy AZ Gargantua II. Po czwarte: nawet najlepszymi kablami i bezpiecznikami nie uratujemy ŹLE dobranego systemu. Bezpieczniki, akcesoria antywibracyjne dobierajmy NA KOŃCU w celu dostrojenia systemu.
    Pozostaje życzyć udanych odsłuchów i eksperymentów.

    Z poważaniem

    Tomasz

  4. miroslaw frackowiak pisze:

    Pan Tomasz klarownie to opisal,trzeba tylko sluchac,zmieniac kable i odsluchiwac.Moze byc tak jak w moim analogowym torze odsluchowym,po zmianie wszystkich kabli czyli interkonektow i sieciowych na kable firmy Dueluda granie ze swietnego zmienilo sie na fantastyczne.Ktos powie kable nie graja, ale zmieniaja czesto granie na inne akurat ,ktore jest dla nas bardzo slyszalne i wybitne,sluchu nie oszukasz,dlatego trzeba przeprowadzac odsluchy.

    1. Paweł pisze:

      Pocieszam się tym, że odbiór audio przez zmysły (głównie słuch) jest subiektywny. I to co jednym się podoba innych mierzi. O gustach się nie dyskutuje – wystarczy przejść się na Audio Show aby odsłuchać jak różne koncepcje brzmieniowe są prezentowane w podobnej „półce” cenowej i jak różnie sa odbierane – od zachwytu do całkowitej negacji. Zmysły mają różną czułość i mamy różne potrzeby a są i tacy którzy nie słyszą wielu różnic lub ich to „nie kręci” – są odporni na chorobę audiofilię (pomijam przypadki frustracji jak kogoś nie stac na zrealizowanie marzeń i nie mogąc się z tym pogodzić jest frustratem, negującym wszystko wokół).
      Zatem każdy samodzielnie powinien prowadzić odsłuchy ( recenzent może nas na coś naprowadzić bo kto ma czas słuchać i porównywać gdy taki zalew produktów, w tym rozwiązań konstrukcyjnych i technologicznych które prowadzą do tego samego teoretycznie celu).

  5. Fon pisze:

    No to może teraz czas na test bezpieczników

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak, właśnie jutro mają przyjechać.

      1. Fon pisze:

        Ja od lat używam pozłacanych Ahp, ważny jest kierunek bezpiecznika to słychać

        1. 1piotr13 pisze:

          No tak… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy