Recenzja: Sony MDR-Z1R

Odsłuch cd.

Z siatkami Fibonacciego.

   Pogłos do wszystkiego i bez sensu dodany oznacza zaś rozwleczenie basu na całe pasmo. Ktoś mógłby więc mieć obawy, czy tego basu tutaj nie brak. Od razu więc uspokajam – nie, absolutnie nic z tych rzeczy. Bas siedzi mocno w sobie, co mu zupełnie nie przeszkadza być dużym i głębokim. Zejście ma tektoniczne, pomrukiem świetnie uderza, a także odpowiednią ma ekstensję, wyjątkowo nawet przestrzenną. Tyle że nic a nic nie podbarwia, co wraz z obietnicą braku zniekształceń zostało przyrzeczone i słowa dotrzymano. I – podkreślmy to mocno – ani to mu nie utrudnia bycia na najwyższym poziomie, ani nie ruguje pogłosów. Pogłosy realizowane są fantastycznie – są wszędzie tam, gdzie trzeba.

To samo dotyczy sopranów, chociaż tu pewne zastrzeżenia. Nie, nie o kaleczenie ukłuciami idzie – tego zupełnie nie ma. Przeciwnie nawet – jest do tego wyjątkowo daleko. Natomiast na etapie wygrzewania, do którego dotarłem, nie były te soprany aż tak trójwymiarowe, jak u AKG K1000 czy Sony MRD-R10. Trójwymiarowe, owszem były, ale nie perfekcyjnie. I brakowało też czegoś, z czego opisem mam zawsze największy kłopot. Specyficznego ujmowania pięknem głosów, biorącego się z falowania brzmieniowych krzywych melodyki. Zjazdu, wybicia i znów zjazdu – modulacyjnych sinusoid piękna. Tym lepsza sopranistka, im lepiej tak modulować umie i tym lepsze słuchawki, im wierniej to oddają. Najlepiej spośród mi znanych potrafiła to Montserrat Caballé, a po niej Rita Streich; ze słuchawek zaś wielka czwórka. Pod tym względem nowe flagowe Sony nie dorównały pierwotnym R10, prezentując styl bardziej powściągliwy, cokolwiek prozatorski. Z poetyką już dobrze zaznaczoną, ale jeszcze nie największego formatu. W tej mierze planarne Final na pewno były lepsze. Z tą wszakże ważną adnotacją, że na AVS 2016 prawdopodobnie w pełni wygrzane MDR-Z1R były bezdyskusyjnie fantastyczne. Tak więc za tydzień, dwa sprawa modulacji by się zapewne zmieniła, ale nie mam prawa twierdzić tego stanowczo, najwyżej podejrzewać. Mogę natomiast stanowczo stwierdzić, że rozwartość pasma po obu jego stronach okazała się odpowiadać zapisanej w danych technicznych, czyli była imponująca, przytłaczająca wręcz rozmachem. I mogę także dorzucić, że kabel klasy Tonalium jakość sopranów i ogólnie trójwymiarowości dźwięków by niewątpliwie podniósł i tego też jestem pewien.

 

 

 

 

Lecz rozmach to słowo pasujące nie tylko do skali pasma; także do całości tych Sony brzmienia. Wielkie i bliskie źródła, szeroka i głęboka scena w holograficznym jej ujęciu, plus całkowity brak zniekształceń i zakłócania się wzajemnego źródeł, to cytowany słowo w słowo przepis na pełny brzmieniowy rozmach. Można więc było słuchać dowolnie głośno dowolnie skomplikowanych składów – od wielkich chórów z orkiestrą, po dzikie harce hard-rocka. Żadnej powściągliwości, ograniczeń – wielki muzyczny poryw, możliwy dzięki czystości i wierności artykulacyjnej także na dużych i najwyższych poziomach głośności.

Już zawadziłem o scenę, więc dokończmy z nią sprawy. Pierwszy plan, jak już mówiłem, okazał się wielkoformatowy i tuż, tuż. W nawiązani do tego także dalsze plany stanęły bliżej niż przeciętnie, ale dystans pozostał zachowany i zachowane rozwarstwienie. W porównaniu do znanych z wielkiej sceny Sennheiser HD 800 była to analogia wielkości samej sceny oraz dystansu pierwszego do dalszych planów, tyle że postrzegana z bliższej odległości, ze słuchaczem tuż przy aktorach. Tym bardziej bliższej niż u TH900, bo HD 800 nie stawiają pierwszego planu daleko, raczej blisko. O wiele jednak dalej niż nowe flagowe Sony, zawisające wielką membraną nad całym uchem słuchacza.

I bez dedykowanego stojaka.

Wielkość sceny, jej wieloplanowość, jak również wyjątkowa wielkość źródeł także na planach dalszych (podobna do tej ze Stax Omega II), czynią sceniczny obraz recenzowanych słuchawek imponującym i potężnie oddziałującym – i pod tym względem od planarnych Final okazały się lepsze. Słabsze od mistrzów w tym zakresie, czyli znów wielkiej czwórki, ale też bardzo dobre, a pozostaje pytaniem, o ile jeszcze lepiej to wygląda po całkowitym wygrzaniu.

Już to parę razy mówiłem, ale dla pewności powtórzę: bezpośredni kontakt słuchacza z muzyką (zapewne w następstwie tych wielkich membran i siatki Fibonacciego) jest u Sony MDR-Z1R naprawdę wyjątkowy. Czujemy jak muzyka ogarnia nas i jak jest perfekcyjna. Przy tym jest perfekcyjna w stylu, który dla wielu osób jest ważny, nawet najważniejszy. Stylu, którego na o wiele niższym poziomie całościowym możemy zaznać u AKG K701 czy Fostex T50RP. Stylu wynikającego właśnie z braku podbarwiania jednych rzeczy przez drugie i całości przez pogłosowe dodatki. Także igiełkowych sopranów, które spotyka się jakże często, choć ostatnio na szczęście rzadziej. Niektórzy nazywają to neutralnością, inni wolą zwać naturalnością, sam natomiast nazwałem to brakiem zniekształceń i autentyzmem. Ale o ile K701 można uznać za nieco monotonne i wieloaspektowo powściągnięte, to u tych Sony nic z tych rzeczy. Przekaz jest żywy, potężny, wspaniale rozwinięty i bardzo dokładnie w ekspresowym tempie podawany. Słuchawki są szybkie, potężne, dynamiczne i dokładne. Nie sposób przy nich się nudzić, pod warunkiem, że są wygrzane. A z drugiej strony są wolne od sztucznych upiększeń, teatralnych zabiegów, wszelkich efektów specjalnych.

O inności ich sopranów zaświadczał już szum tła. Okazał się niższy i spokojniejszy niż u TH900 i HD 800, a mimo to, to Sony są bardziej szczegółowe. Szczegółowe aż do maksimum, że szczegółowszych nie słyszałem. Pomaga w tym konstrukcja praktycznie zamknięta, ale i tak trzeba gorąco przyklasnąć temu, że na końcu jedenastego utworu z płyty Themes Vangelisa potrafiły wykręcić trzy wyraźnie słyszalne spiralki, czego żadne niemalże nie umieją. To signum prawdziwej perfekcji, tym większej, że bez udziału podbijania sopranów, zawsze zwiększającego wrażenie szczegółowości.

Różne słuchawki, różne sceny i głosy.

Szczegółowość to jedno, a harmoniczna złożoność drugie. Pod jej względem nie dorównały klasycznym K1000 z wielkiej czwórki, tak samo jak nie dorównały temu klasykowi Final D8000. Być może jednak cieniuteńka membrana Sony z czasem się jeszcze bardziej uczula, bo właśnie ich membrany z R10 były mistrzami harmonicznej złożoności.

I jeszcze na koniec uwaga, że poza AudioQuest NightHawk, które grały dosyć podobnie ale bardziej nosowo i powściągliwie na górze, pozostałe z bezpośrednio porównywanych zaprezentowały się bardziej filigranowo i bardziej świergotliwie (w złym sensie). Miały natomiast lepszą tą modulację piękna, to trzeba im przyznać. Przeważnie sopranowo zafałszowaną, ale jednak trafiającą do serca. Szczególnie w niektórych utworach.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

35 komentarzy w “Recenzja: Sony MDR-Z1R

  1. Piotr Ryka napisał(a):

    „Summary
    The MDR-Z1R is a spectacularly beautiful, comfortable, well built headphone, but the bass-heavy, veiled, and zingy character is just far too uneven for a headphone at this price.

    I’m very disappointed. Almost 30 years ago they built the legendary MDR-R10 that now sells for around $6000 used…and in my opinion they have fallen short ever since. To me it feels like they come up with seriously innovative ideas and designs, but fail to listen and tune, or throw out entirely, these concepts when they don’t sound up to snuff.

    Sadly, not recommended.”

    To napisał o tych słuchawkach Tyll Hertsens, który powinien się nazywać Tyll Nonsens.

  2. Michal Pastuszak napisał(a):

    Bardzo trafny opis tych sluchawek, mnie sie one wyjatkowo podobaly, najlepsze z zamknietych.

    A co do tekstow znanych recenzentow, ja sie do nich bardzo zrazilem, wliczajac samego Tylla, juz o opowiesciach niejakiego Vlada Savova nie wspomne (czytalem jego recenzje Pioneerow i ostatecznie nie wiem czy chcial sie na kims odegrac czy faktycznie pisal szczera recenzje…

    1. Michal Pastuszak napisał(a):

      Wtrace jeszcze swoje ‚3 grosze’ juz za dnia. Sluchalem takich Sony, ktore pograly w sumie niemal 2 tygodnie i moim zdaniem to wciaz za malo (potrzeba zapewne i miesiaca, ale to juz domniemuje) tyle, ze dluzej sie nie dalo bez zakupienia ich. Pod koniec tego okresu ich bogactwo harmonicznych skladowych wciaz wzrastalo na moje ucho, dzwieki robily sie bogatsze (wstepnie moze zbyt ujdenolicone, relatywnie), wiec na pewno ten proces ‚wygrzewania’ (zapewne w duzej mierze jest to rozchodzenie sie samego zawieszenia przetwornika, jak i ‚uwrazliwienie’ tego ostatniego) jeszcze by trwal, takie cos zaobserwowalem przynajmniej w Pioneerach, ktore maja bardzo zblizonej grubosci membrane przetwarzajaca (25 mikrometrow) i strasznie sztywne zawieszenie.

      ps. bardzo sie ciesze ze te sluchawki doczekaly sie recenzji i to pozytywnej. Widzialem je do niedawna dosc regularnie w UK w bardzo kuszacej cenie (6-7kPLN) jako nowe, otwarte egzemplarze, czyli zwroty od tych, co nabyli, posluchali 2-3 dni i wielce rozczarowani uznali, ze to nie gra.

      1. Marcin napisał(a):

        Potwierdzam, w UK często można kupić towar, który został zwrócony po kilku dniach. Ja w taki sposób kupiłem 3 tygodnie temu K812 za… 500 funtów 🙂

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Wy tam w tym UK za dobrze mata…

          1. Kosq83 napisał(a):

            Dobrze dobrze ale daleko do swoich..

  3. Sławomir S. napisał(a):

    W tym rynkowym bałaganie słuchawkowych wtyków, pojawia się kolejny standard – 4,4 mm zbalansowany.
    A gniazdo do niego nie tylko w przenośnym odtwarzaczu Sony. Takie gniazdo oferuje jeden z wymiennych modułów wzmocnienia odtwarzacza Ibasso DX200 i nowa flagowa integra Sennheisera HDV 820, gdzie czytamy : „Stowarzyszenie Japan Electronic and Information Technology Industries Association (JEITA) wyznaczyło Pentaconn Connector jako standard dla symetrycznych połączeń słuchawkowych, co przyczyni się do zminimalizowania różnorodności, jaka panuje wśród niestandardowych złącz. Dzięki niewielkiej średnicy tego złącza, która wynosi 4,4 mm, jest ono odpowiednie do zastosowania w aplikacjach stacjonarnych, jak również mobilnych.” Takze HD660S mają kabel z tym wtykiem. Czy obserwujemy powolny proces standaryzacji gniazd słuchawkowych symetrycznych czy tylko powiększenie aktualnej różnorodności?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Na pytanie nie umiem odpowiedzieć, ale dziękuję za cenne uzupełnienie.

  4. Kosq83 napisał(a):

    To się panu trafił rarytas panie Piotrze. Jak chłopaki wyżej pisali 6-7K za otwarte pudełko to jeszcze nie kosmos cenowy. Co do układania się słuchawek długimi godzinami to przecież prosta sprawa. Niedorzeczne jest ocenianie słuchawek wyciągniętych z pudełka.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Niedorzeczne, lecz jakże częste.

      1. Andrzej napisał(a):

        Niedorzeczne moze i tak.
        Ale jak w takim razie wybrac odpowiednie sluchawki,
        jesli nawet nie ma sensu wybrac sie na odsluch?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Dobre pytanie. Osobiście robię co mogę, by unikać recenzowania surowizn. Jednocześnie leży chyba w interesie sprzedawców i producentów oferowanie do odsłuchu egzemplarzy wygrzanych. A że w praktyce często tak się nie dzieje, to efekty lenistwa, niewiedzy lub ograniczeń. Nie wszyscy wiedzą, że tak się postępować powinno, nie wszyscy w wygrzewanie wierzą i nie każdy sprzedawca ma możliwość rozpakowania jednej sztuki, by służyła do prezentacji.

        2. Michal Pastuszak napisał(a):

          Do Andrzeja,

          Mozna sie bronic do pewnego stopnia i wypozyczac/kupowac nauszniki z mozliwoscia zwrotu do 14dni, nie jest to rozwiazanie idealne, ale w przypadku drogich nausznikow chyba jedyne sensowne, choc tu by nalezalo kupic jednoczesnie ze 3 roznych pretendentow i ich pozniej oceniac. Absurd finansowy. Pozostaja tez spotkania wlascicieli.

          Osobiscie jestem zdania ze flagowe nauszniki, majace byc chluba firmy, powinny byc przed wypuszczeniem na rynek wygrzewane fabrycznie, byc moze nawet projektanci sygnalizuja taka potrzebe, ale dzial ‚handlowy’ macha reka, ze nie ma czasu na ‚drobnostki’. Pozniej dochodzi do nieporozumien, czasem 2 tygodnie to za malo, ba!, mozna sluchac muzyki wokalnej przez rok caly i nie wygrzac zupelnie sluchawek jesli nie bedzie nalezytego wychylu zawieszenia przetwornika.

          Nawet idac na odsluch wygrzanych w salonie sluchawek nie jestem przekonany czy w kilka godzin uda nam sie bezblednie wytypowac ‚nasz’ model (no chyba, ze trafimy na sluchawki absolutne, gdzie mozg nie musi w najmniejszym stopniu pomagac w realizacji), dochodzi tu bowiem wlasna predyspozycja psycho-fizyczna danego dnia, mozemy byc mniej lub bardziej wyczuleni na pewne czestotliwosci co bedzie naturalnie rzutowalo na odbior sluchawek i to, co nam sie wowczas wielce spodobalo, moze draznic w dniach kolejnych i vice versa.

          Wypada miec kupowane nauszniki w domu, we wlasnym systemie choc kilka dni, aby wyeliminowac takie czynniki.

  5. Piotr Ryka napisał(a):

    Istotna uwaga praktyczna. Kupujecie sprzęt audio. Coś wam się bardzo podoba. Decydujecie się, a sprzedawca powiada – dostarczymy panu nowiutką sztukę, prosto od producenta. Otóż nie! Nie kupujcie nowych sztuk! Bierzcie tą, która się wam podobała. Pamiętajcie – sztuka sztuce nierówna. Możecie oczywiście wziąć inną, ale też wcześniej odsłuchowo sprawdzoną, co najmniej równie dobrze grającą.

    1. Andrzej napisał(a):

      Dokladnie tak. U niektorych producentow to jest wrecz wymog (np. Audeze) 😉

      Dlatego ja sie wogole nie dziwie, ze sklepy maja sporo zwracanych topowych sluchawek, bo to najlepszy sposob na prownanie, i kupienie dokladnie tej sztuki, ktora nam sie podoba.

      Najlepiej byloby nawet zamowic ten sam model z 3 roznych zrodel, porownac i wybrac najlepszy.
      Zakladajac, ze juz sie zdecydowalismy na konkretny model.

  6. AAAFNRAA napisał(a):

    Witam. W stosunku do TH900 (v1) oraz Beyerdynamic t1 v2 to jest wyraźny progres, czy raczej ucieczka w bok? Kuszą mnie te Sony już od dawna.

  7. Piotr Ryka napisał(a):

    Mogę odpowiedzieć tylko w ten sposób – je bym wolał. Różnica nie jest natomiast zasadnicza. To nie są nowe R10. Ale mają siłę przyciągającą, niewątpliwie. Konieczny jest jednak wysokiej klasy wzmacniacz i dobre, muzykalne źródło.

  8. Jan Wojwodzki napisał(a):

    Dysponujac kwota powiedzmy ok 15 tys jaki słuchawki by Pan wybral?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Z obecnie produkowanych Final D8000.

    2. Andrzej napisał(a):

      Jak na sluchawki za 15 tys. pytanie zadane byle jak.
      Nawet nie wiadomo, czy potrzeba izolacji czy nie.
      Jak mozna doradzic jakiekolwiek sluchawki znajac jedynie cene?

      1. Jakubas100 napisał(a):

        Pytanie było o to jakie słuchawki wybrałby Pan Piotr – pytanie i odpowiedź bardzo precyzyjne 🙂

  9. Jan Wojwodzki napisał(a):

    hmmm ciekawe

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Ciekawe w jakim sensie?

  10. Miltoniusz napisał(a):

    Czy Audeze LCD-3 dużo brakuje do tych Sony? Czy można powiedzieć, że LCD-3 są technicznie mniej doskonałe ale za to w swej „pluszowości” bardziej przyjemne?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Pytania o Audeze LCD-3 zawsze są dla mnie trudne, ponieważ miałem dłuższy kontakt z trzema egzemplarzami i każdy reprezentował inny poziom jakościowy. Ten najlepszy, użyty do recenzji, grał inaczej ale nie gorzej niż Sony. Bliskim, ciepłym, wyjątkowo namacalnym dźwiękiem.

  11. Miltoniusz napisał(a):

    Smutne. A ten najgorzej grający egzemplarz był dużo gorszy od najlepszego? I czy mimo że najgorszy to nadal warty zakupu czy może już niewarty rozważenia?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Dużo gorszy. Sam bym go na pewno zwrócił. Podobnie było z trzema egzemplarzami modelu zamkniętego – tylko jeden był zjawiskowy.

  12. Ekwador napisał(a):

    Ciekaw jestem tych słuchawek. Szukam sluchawek zamkniętych do muzyki klasycznej. Czy w. Cenie do 5000zl za wzmacniacz słuchawkowy można wydobyć wszystkie atuty tych słuchawek? A jeśli tak, to proszę o wskazanie jakiego wzmacniacza warto posłuchać?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Myślę, że tak. Wielokrotnie już odpowiadałem, że najlepszy w tych okolicach cenowych wydaje się wzmacniacz PhaSt. Ustaliłem już z dystrybutorem jego test, a także test dedykowanego przetwornika. Przy okazji okazało się, że PhaSt wprowadził szereg poprawek. Testowany ma być model najbardziej rozwinięty, kosztujący bodaj 5500 zł. Recenzja powinna ukazać się za kilka tygodni.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Tak jeszcze przy okazji – sam bardzo chciałbym mieć te słuchawki.

  13. Marek S. napisał(a):

    Czy Ultrasony Ed5 są lepsze od recenzowanych Sony z1r?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Lepsze nie – są inne. Mają bardziej dobitną holografię i grają ostrzej.

      1. Marek S. napisał(a):

        Dziekuje.

  14. Tom napisał(a):

    A jaki wzmacniacz słuchawkowy w kwocie do 8500zl warto posłuchać z w/w słuchawkami Sony??

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Sugdena, Phonitora, Phasemation, iFi iCAN PRO. Dobre lampowe kosztują z reguły nieco więcej, ale podobno Feliks Audio Euforia jest niezły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy