Recenzja: Fostex T60RP

    Czasy się zmieniają i według poety Owidiusza my wraz z nimi, a według filozofa Heraklita dzieje się to wraz z każdym dosłownie krokiem. Jednak niezależnie od nacisku kładzionego na zmiany i sposobu postrzegania ich tempa, te zachodzą na tyle ewolucyjnie, że pewne rzeczy aż nawet się wloką, a inne wciąż można pośród przemian rozpoznać. Toteż rozpoznaję w tytułowych słuchawkach dawniejszy model Fostex T50RP, który wciąż jest jeszcze oferowany, a który opisywałem przeszło dekadę temu, kiedy to czasy faktycznie były inne i ja pośród nich. Trudno zresztą byłoby nie rozpoznać, skoro zmiana powierzchowności dotyczy jedynie surowca, konkretnie zamiany plastiku w drewno.

Sięgnijmy do prehistorii. W 1949 roku powstała w Japonii, na obrzeżach Tokio, firma Foster, oferująca zestawy głośnikowe do samodzielnego montażu (co wówczas było normą). W 1973 roku powołała do życia firmę córkę Fostex, mającą zajmować się marketingiem, która zamiast tego sama zaczęła produkować gotowe już głośniki, a wkrótce potem słuchawki. Najsławniejszy jej słuchawkowy produkt, ortodynamiczne słuchawki o oznaczeniu Fostex T50, pojawił się w 1975 roku, by konkurować z elektrostatami Staksa, w czym pomagała mu od strony technicznej lepsza reprodukcja basu, a od ekonomicznej niższa cena.

Przy tym chwilkę się zatrzymajmy, ponieważ cena w słuchawkach Fosteksa z linii T50 (i dwóch niższych) była i wciąż pozostaje niezwykle atrakcyjna. Lokowała się początkowo poniżej stu dolarów, a teraz, po takim cztasie, doszła raptem do niecałych dwustu. Wciąż jeszcze obecny na półkach model T50 (to już czterdzieści trzy lata, ale i tak nie jest rekordzistą), oferowany obecnie pod nazwą T50RP Mk3, kosztuje równe sześćset złotych, należy więc do słuchawek tanich. Nim jednak się pojawił, powstała w latach 80-tych wersja T50 Mk2, a w 2002 roku T50RP Mk1 z ulepszoną membraną RP (Regular Phase). To te właśnie słuchawki, kosztujące wówczas trzysta pięćdziesiąt złotych, recenzowałem w ramach wątku „Słuchawki wysokiego lotu” i przyznać muszę: zarówno ich jakość, jak cena, robiły wrażenie. Potrzebowały dużo prądu i mogły go przyjąć mnóstwo, bo sygnał o mocy aż trzech watów, w zamian oferując brzmienie niezwykle wyważone oraz szczególnie muzykalne, pozbawione jakichkolwiek podostrzeń. Bardzo je to odróżniało od uważanych za wybitne słuchawek konkurencji, bazujących przeważnie na drastyczności a nie łagodzeniu. Efektem był wstrząs przejścia od tych T50 do innych, w obu kierunkach wymagający solidnej adaptacji. I można przy okazji powiedzieć, skrótowo rzecz ujmując, że u tych innych (nie licząc najwybitniejszych, jak Sennheiser Orpheus czy Sony R10) soprany były zbyt agresywne, a u tych Fostex z kolei za łagodne, lecz w urokliwy sposób.

To tyle jak chodzi o historię, wracajmy do teraźniejszości. Ta oferuje nie tylko najnowszą wersję T50RP Mk3, ale też jeszcze nowszą i jeszcze bardziej udoskonaloną Fostex T60RP z drewnem w miejsce plastiku. To musi pociągać koszty, toteż model drewniany kosztuje tysiąc czterysta a nie sześćset złotych, ale to wciąż jak na panujące teraz zwyczaje niewiele, choć z drugiej strony konkurencja się tłoczy. Sennheiser HD 600, AKG K712, czy Meze 99 Classics, to słuchawki podobnie kosztujące, a na rynku rozparte, mające rzesze zwolenników. I nie bez racji – posiadające argumenty. Czy zatem skok Fosteksa w drewniane muszle za podwójną cenę też da się uargumentować? Z tym nie powinno być problemu, bo jak już recenzji słuchawek MrSpeakers Ether Flow wspominałem, model T50 posiada niezwykły potencjał rozwojowy, wykorzystywany w wielu modyfikacjach zewnętrznych, z których największą popularność zdobyła proponowana przez twórcę marki MrSpeakers, Dana Clarka, o nazwie Alpha Dog, przeistoczona później w Alpha Prime. A Alpha Prime to już rząd tysiąca dolarów, czyli dziesięciokrotność punktu wyjścia. Tak to owidiuszowe tempora mutantur et nos mutamur in illis oraz heraklitejskie panta rei zmieniać się może w ceny słuchawek pomnożone przez dziesięć.

Konstrukcja, opłacalność, walory użytkowe

Pudełko.

   Na szczęście nie będę musiał zmagać się z mnożeniem aż przez dziesięć, wystarczy uzasadnienie podwojenia. To jednak i tak dużo, nie udawajmy że nie. Pomocnym argumentem pozostaje jednakże fakt, że ten skok w drewno nie został oparty na byle jakim surowcu, tylko na znanym z doskonałych własności akustycznych mahoniu. Tym samym T50 RP, jako już T60, podążyły drogą mahoniowości klasycznych i od zarania mahoniowych Grado RS1, z którymi mierzyły się w tej dawnej recenzji. Wybrały przy tym mahoń afrykański o ładnie się prezentującej jednolitej strukturze, aczkolwiek nie tak ciemny i spoisty jak u tych dawnych Grado. Takiego mahoniu na rynku teraz nie ma, rabunkowa wycinka całego go pochłonęła. Dobrze więc, że ten w Fosteksach przynajmniej jest właśnie jednolity, a nie porowaty i podpierany klonem, jak ma to teraz miejsce u Grado.

Kształt mahoniowych muszli i łączący je pałąk są dokładnie te same co dawniej, a braku wygody i ergonomicznej skuteczności pierwotnym Fostex T50 RP nie sposób odmówić. Duże, prostokątne muszle dobrze się układają i pewnie okalają uszy, w czym pomagają im miękkie, sprężyste pady obszyte naturalną skórką. Pałąk z muszlami łączy klasyczna dla tych Fostex konstrukcja z podwójnego grubego drutu powleczonego czarną izolacją, stanowiącego jednocześnie prowadnice dla obejm – bez pomocy ząbkowania czy śrub zaciskowych pewnie utrzymujących zadaną wysokość, znamionując profesjonalizm. U innych nieraz i ząbkowanie nie pomaga, i zaciski śrubowe puszczają, a wymyślone przez inżynierów Fosteksa w latach 70-tych pałąki obchodzą się bez tego i mimo to trzymają. W dodatku dają wygodę, a brak karbów oznacza płynną regulację. Od strony surowcowej pałąk to metalowy płaskownik obszyty naturalną skórą, ale głowa z nim nie ma kontaktu, tylko z podwieszoną poniżej też skórzaną opaską; dość sztywną, ale do kształtu głowy prawidłowo dopasowaną.

Kabel, jak to w słuchawkach profesjonalnych, przychodzi z lewej strony, ale w nowych T60RP nie przeszkadza mu to w byciu odpinanym i symetrycznym. Producent oprócz typowego 3,5 mm z przejściówką na 6,3 mm oferuje także trzy symetryczne, zakończone albo 4-pinem, albo Pentaconn 4,4 mm, albo symetrycznym małym jackiem 2,5 mm. Wszystkie kable są cienkie i elastyczne, ale nie lejące tylko lekko sprężyste; akurat na tyle, by się bez potrzeby nie skręcać.

Po założeniu na głowę słuchawki dobrze leżą, wysokość trzymają bez zarzutu, a całościowa wygoda jest dobra. Składa się nią zarówno dobry rozmiar, dokładnie obejmujący uszy, jak i niewielki nacisk boczny, nie wywołujący efektu imadła.

W pudełku słuchawki.

Przechodząc do spraw technicznych. Słuchawki są półotwarte, czego przyczyną od strony zewnętrznej trzy szczeliny wentylacyjne tuż pod mocowaniem pałąka, a od wewnętrznej ulokowana nad nimi miseczka, wydrążona w dolnej części dużej powierzchni komory. Membrana ma kształt prostokątny z zaokrąglonymi rogami, przykrywając całą dużą wewnętrzną powierzchnię, a wykonano ją z cieniutkiego polimeru z dodatkiem wytrawionej w charakterystyczną dla konstrukcji planarnych serpentynę z miedzianej folii. Z obu stron napędzają ją sztabkowe magnesy neodymowe, zapewniające stuprocentową kontrolę wychyleń, a by wychyły te mogły być odpowiednio dalekie, nie ograniczające siły basu, są to magnesy bardzo mocne i od membrany sporo oddalone. (Właśnie z tego powodu słuchawki mogą wchłaniać aż trzy waty mocy.)

Kabel – zarówno symetryczny jak zwykły – podpina się pojedynczym jackiem, a słuchawki ważą bez niego 380 gramów, czyli jak na planarne mało. To oczywiście kolejny przyczynek do wygody, która z kolei jest duża. Całość pakowana jest w sztywne, czarne pudło, zawierające też etui na drogę. Więc gdyby jeszcze brzmienie odpowiedniej klasy, to cena nie tylko się uzasadni, ale jeszcze wyjdzie na to, że niska. Bo cóż, są u mnie teraz cztery inne konstrukcje planarne, z których najtańsza to wydatek sześciu tysięcy, a najdroższa prawie dwudziestu.

Na koniec jeszcze dane. Impedancja wynosi 50 Ω, jest więc dla słuchawek planarnych typowa, a skuteczność typowa dla dawniejszych ich konstrukcji również, sięga bowiem 92 decybeli. Nie jest to dużo, ale także nie jakoś szczególnie mało (u AKG K1000 to ledwie 72 decybele), tak więc mocny DAP sobie poradzi i średnio mocny słuchawkowy wzmacniacz tym bardziej. Pasmo przenoszenia, tak w czasach królowania magnetofonów kasetowych istotne, teraz straciło na znaczeniu, ale nie zaszkodzi nadmienić, że obejmuje zakres 15 Hz – 35 kHz, czyli nie ma się czego czepiać, bo można wskazać słuchawki uchodzące za referencyjne (na przykład Abyss AB-1266), u których jest mniej rozwarte.

Brzmienie

Z aparaturą stacjonarną

Z mahoniowymi muszlami.

Jasnym jest, że jak porównywać, to przede wszystkim z konkurencją bliską cenowo. Porównania zacząłem przeto od konfrontacji z podobnie klasycznymi Sennheiser HD 600, które tyle samo prawie kosztują, a ściślej o trzysta niecałych złotych mniej. O brzmieniu tych HD 600 pisałem już tylekroć, że powtarzanie tego staje się nudne, ale konfrontacja ma swoje prawa i trzeba do tego wracać. Więc po raz kolejny napiszę, że oferowały brzmienie dość ciemne, w wyrafinowany sposób muzyczny sygnał przenikające, co dokonuje się dzięki głębokiemu penetrowaniu w muzyczną tkankę i jej warstwy. Także temperaturowo neutralne, nie dążące do ocieplenia; i jeszcze o tym wyrafinowaniu trzeba rzucić, iż bierze się po części z tego, że brzmienie nie jest ciężkie, tylko smukłe, subtelne. Bardziej z form delikatnych aniżeli mięśniowych, a przy tym migotliwe i lśniące. To zawsze ujmowało i wciąż słuchaczy ujmuje, oferując za niewiele ponad tysiąc złotych tylekroć opiewany wstęp do high-endu. Nic w tym względzie się nie zmieniło i dwie mijające dekady nie dokonały przewartościowań. Nie pojawiły się słuchawki tańsze i lepsze, pojawiły tylko inne też nie drogie, prezentujące odmienne podejścia. Pytanie więc zachodzi, czy te nowe T60RP są tylko tego kolejnym przypadkiem, czy może jednak czymś więcej? Tutaj do akcji z jednej strony wkracza technologia planarna, z drugiej preferencje słuchacza.

Bo nie da się ukryć faktu, że stary planarny konkurent w najnowszej podrasowanej wersji ma pewne istotne przewagi, a także inny styl. Jak chodzi o ten drugi, to grają Fosteksy jaśniej i cieplej, siłą więc rzeczy optymistyczniej. Ani nie jasno w takim stopniu, by trzeba było mrużyć oczy, ani nie ciepło aż tak, by trzeba było ściągać koszulę. Jedno i drugie w sam raz, realistycznie, co faktu nie zmienia, że chłodniejsze i ciemniejsze Sennheisery mają w swoim podejściu czar i można ten ich styl woleć. Relacje jasne-ciemne i cieplejsze-chłodniejsze są jednak drugorzędne i na pewno nie one przede wszystkim decydują o odmienności. Bo kiedy się przysłuchiwać na kanwie analizy, to oczywiście różnice wyjdą, ale właśnie bardziej dopiero wtedy, a nie tak zaraz same z siebie. Fostex T60RP na pewno brzmią cieplej i jaśniej, ale to są różnice o jeden ton – oczywiste lecz nie drastyczne. I może by wyszły na plan pierwszy i bardziej uderzyły, gdyby dwie inne nie były dużo większe, przykrywając je sobą. Te tyczą wypełnienia i przede wszystkim energii. Nie ulega wątpliwości – i to się słyszy natychmiast – że planarne Fosteksy brzmią pełniej i mocniej. Ale nawet to wypełnienie, aczkolwiek momentalnie zwracające uwagę, schodzi na plan trochę dalszy, bo przede wszystkim energia. Też tyle razy o niej pisałem, że aż tym jestem znużony, ale w recenzjach sprzętu audio obracamy się ciągle w tej samej tematyce i pośród tych samych kryteriów.

I profesjonalnie zaprojektowanym pałąkiem.

A energia jest jednym z kluczowych, bo muzyka pozostaje jej formą. I ta prawdziwa, słuchana na żywo, ma jej za sobą dużo więcej niż słuchana z głośników, nawet jeżeli bardzo głośno. Bo energia z głośnika jest primo bardziej jednobrzmiąca, a przez to mniej rozwinięta, mniej wielopostaciowa, mniej atrakcyjna; a po wtóre taka jakaś spłaszczona, zredukowana przestrzennie. W efekcie niby jest, a jednak zawsze brakuje. Grać można bardzo głośno, ale cóż z tego, gdy za tą głośnością pustka i bicie tępą pałą? Więc tym jest system lepszy, im do prawdy bardziej się zbliża, to znaczy czyni muzyczną energię potężniejszą, bardziej różnorodną i rozwiniętą przestrzennie. Słuchawki Fostex T60RP nie stwarzały podczas porównań wrażenia większej różnorodności, ale na pewno lepiej wypełniały, redukując tą pustkę, więc przy tej samej prędkości sumarycznie energii niosły więcej. Wcale nie musiały grać głośniej; przy tym samym poziomie tłoczyły więcej energii i była to duża różnica. Ta sama gitara akustyczna solo stawała się całkiem inna. Szarpnięcie struny było niczym eksplozja, muzyka się nie szkicowała, tylko się materializowała. I to jest w tych planarach genialne, ale ma swoje wymogi.

Tu muszę nawiązać do wzmacniaczy i ich porównania. Pierwszą sesję odbyłem przy komputerze z przetwornikiem Norma i podpiętymi do niego równolegle wzmacniaczami iFi PRO kablem symetrycznym i Ayon HA-3 zwykłym. Sęk jednak nie w symetryczności a sposobie grania. Hybrydowy iFi brzmienie miał dosadniejsze, kontury kreślił wyraźniej. Bazujący na dużych triodach czysto lampowy Ayon dążył natomiast do wydobycia obłości kształtów i do muzyki bardziej szumiącej a jednocześnie bardziej płynnej; w sposobie bycia bardziej subtelnej, bardziej eleganckiej i z gracją. Nie jednoznacznie konturowej, przywołującej mocne wizje, tylko falistej i całej z szumiącego przepływu, w efekcie takiej bardziej in statu nascendi. To jednak w pierwszej godzinie po włączeniu przekładało się na granie bardziej mdłe oraz nudne. Szum jeszcze się nie pojawiał, a kontury były nijakie; nie dosyć wyraźne i nie dosyć kubiczne. Sennheiserom to nie przeszkadzało, bo one konturowość mają własną i własną też dosadność, ale Fosteksom wyraźnie, one tego nie chciały. Ciemniej i bardziej wyraziście grający flagowy wzmacniacz iFi dużo bardziej początkowo im odpowiadał, wydawał się jedyny. Tłoczył mnóstwo energii (może 15W) i dawał sygnał klarowny, zdolny się doskonale przebijać przez masywność planarów, zmuszając je do wyraźności.

 

 

 

 

Po godzinie Ayon też jednak doszlusował, pozwalając na wybór drugiego brzmienia – równie efektownego. Też wyraźnego, ale w inny sposób; większy nacisk kładącego na plastyczność niż wyraźność obrysu i na muzykę jako przepływ, coś bardziej ruchomego. Z czego jednoznaczna nauka, że Fostex T60RP to słuchawki nie tylko potrzebujące dużo mocy, ale też wyraźności. Ta może być różnie budowana, co właśnie opisałem, ale kiedy jej nie ma w wystarczającej ilości, staną się mniej atrakcyjne niż stary konkurent dynamiczny. To będzie też dotyczyło Beyerdynamic DT990, czy którychś Pandora Hope – każdych jednych słuchawek mających własną wyraźność.

Brzmienie cd.

Kabel, także profesjonalnym stylem, odpinany i dochodzący tylko do lewej muszli.

   Fostex T60RP potrzebują wzmacniacza, a ogólnie całego toru, zdolnego je uformować, nadać dźwiękom kształt budowany wyraźnie. Nie dlatego, że one są rozmazane, jak jakiś kiepski telewizor, tylko wymagają dużo energii by właśnie się uformować. Tylko duża i dobrze zorganizowana moc je rozpala, ale za to wówczas rozświetlają muzykę inaczej i rzekłbym atrakcyjniej. Stają się piekielnie szybkie, dynamiczne i tryskające energią, dzięki czemu muzyka mocniej tętni, stając się wyraźnie prawdziwsza. Bas schodzi bardzo nisko i ma swoją wymowę, a zakres średni jest plastyczny, ciepły i urodziwy. Sopranów nie brakuje i prezentują się bez zarzutu, dobrze uzupełniając dwa pozostałe zakresy. Scena ukazuje się duża (w Ayonie wyraźnie większa), a pomimo odczuwalnego ciepła otwartość uczuciowa pozwala objąć całą skalę, od radości do smutku. Bardzo to było atrakcyjne, a już energia zwłaszcza. I mimo że te Fosteksy (w odróżnieniu od dynamicznego flagowca własnej firmy) nie mają ciągot do mocnego pogłosu, muzyka organowa w ich wykonaniu dawała pełny realizm, doskonale obrazując zarówno kościelne wnętrze, jak i duży dystans dzielący instrument od słuchacza.

By domknąć opisową historię nie bardzo ją przeciągając, sięgnąłem w drugiej turze po porównanie z czymś jak najbardziej odległym. Nie w sensie konstrukcyjnym, jako że też po słuchawki planarne, ale odległym cenowo, bo Abyss AB-1266 są kilkanaście razy droższe, a tu jeszcze słuchane były poprzez kabel Tonalium, który od tych Fosteksów sam jest dwa razy droższy. W sumie więc wielka różnica, taka rzeczywiście przepastna.

Jak już pisałem w ich recenzji, te Abyss są planarne cokolwiek specyficznie; jako jedyne na świecie z magnesami tylko po jednej stronie. To im pozwala na większe wychyły membrany, której konstrukcja jest tajemnicą, ale jak chodzi o skuteczność są dosyć do Fostex T60 zbliżone, aczkolwiek mniej skuteczne. Osiemdziesiąt pięć decybeli a nie dziewięćdziesiąt dwie czyni słyszalną różnicę, choć nie jakąś drastyczną. Skupmy się jednak na brzmieniu za tak różne pieniądze.

Czy warto o tyle więcej płacić, a jeśli tak, to dlaczego? Na pierwsze pytanie nie odpowiem, bo to nierozstrzygalny dylemat, tysiąckroć wałkowany. Jeżeli coś jest lepsze, to oczywiście bardziej upragnione, wszakże gotowość gaszenia własnych pragnień jest wypadkową możliwości i chęci, jak sam gust zatem indywidualną, nie podlegającą dyskusji. Parametr „chcę i mogę” każdy ma ustawiony inaczej i nie warto przesadnie się w tym grzebać. Są tacy, którzy mogą a nie chcą; i tacy, którzy chcą a nie mogą. Pomiędzy tymi skrajnościami dowolne inne stany. Nie ulega natomiast wątpliwości, że wyższa cena Abyss ma za sobą jako techniczny argument pewne istotne racje.

Tym niemniej może być symetryczny.

Trafiamy przy tej okazji na sytuację typową, to znaczy brzmienie tańszych T60 okazało się przekonujące jakością, niemniej nie tak kompleksowe. Przy tej samej dawce energii, szybkości i witalności Abyss oferowały dźwiękowy obraz bardziej złożony w dwóch bardzo ważnych zakresach. Nie w samej mierze szczegółowości – słyszalnych skrzypnięć czy brzęków; tu nic Fosteksom nie uciekało, nie redukowały poszczególnych dźwięków w mierze policzalności. Pewnie gdyby poszukać jakichś drastycznych sytuacji, dałoby się wykazać, że Abyss są bardziej szczegółowe, ale nie o to chodzi. To sprawa marginalna, nikt na tym się nie skupia, chyba że jakiś wariat. Nie zmienia to jednak tego, że Abyss dawały większą złożoność, i to w sposób niepomijalny, sam z siebie się narzucający. Pierwszoplanową harmoniczną i w głębszych planach widoczności. Ten sam głos wokalisty składał się u nich z większej ilości czynników stwórczych, obrazujących bogatszą harmonię, a brzmienia na dalszych planach były znacznie bardziej donośne i wzajem lepiej separowane. W efekcie bardziej złożony teatr i bardziej strojni aktorzy o większej urodzie głosów, a czy warto za to zapłacić aż kilkanaście razy więcej, to już rzecz indywidualna. Sam bym się nie zawahał, gdyby mnie na to stać było, nawet gdyby to „stać” oznaczać miało pewne poświęcenia, nie samą inną cyfrę na czeku. Przy czym – i to także istotne – Abyss dawały muzyką poważniejszą: mniej ciepłą, bardziej zamyśloną, nie tak uśmiechniętą. Równie treściwie zbudowaną i równie energiczną, ale uczuciowo bardziej w powadze, a mniej w dobrym nastroju. Sam lubię oba style, ale na długą metę wybieram ten poważny, jakoś z wewnętrznym nastrojem lepiej mi się spasowuje.

 

Z odtwarzaczem przenośnym

DAP-y mają dziś wiele do powiedzenia, tak więc sprawdzenie ich obowiązkiem. Akurat jest jeden u mnie – Astell & Kern AK380 – którego bardzo lubię. Sam, bez dedykowanego mu podpinanego wzmacniacza, nie jest tak mocny jak tańszy własnego producenta KANN, ale średnio biorąc mocy mu nie brak i przeciętne słuchawki napędza bez problemu. W przypadku opisywanych też sobie poradził, niemniej musiał się mocno spinać. Poziom głośności przy cichszych plikach był już dla naprawdę głośnego grania bliski maksymalnemu, a mniejsza ilość dostarczanej energii znacząco zmieniła brzmieniowy styl . Ciepło się ulotniło i w jego miejsce zjawiła się neutralność, a przy mocnych wzmacniaczach słabo zaznaczający się pogłos teraz się mocno zaznaczał. Ale nie powodował tego, że przestało być pięknie, a już na pewno, że nie atrakcyjnie. Została bowiem muzykalność, teraz nim wzbogacana, a w miejsce optymizmu zjawił się poważniejszy nastrój.

Konstrukcja półotwarta na bazie ortodynamicznych (planarnych) przetworników.

Ale najistotniejszy obok samej muzykalności był fakt, że ten pogłos dobrze się sprawdzał. Dorzucał tajemniczości, zwiększał scenę i nie mieszał się zbytnio z wokalem. W efekcie brzmienie popisowe, na pewno satysfakcjonujące. Fakt, nie tak energetyczne, pod tym względem zwyklejsze – pokrewne dużo bardziej słuchawkom dynamicznym – niemniej takim naprawdę dobrym, jak Beyerdynamic DT990 czy Grado SR325. Tak samo szczegółowe, wyraziste i mocne, powodujące realistyczne odczucia i przypływ zadowolenia. Na pewno słuchając tego nikomu nie przyjdzie do głowy, że kupił słuchawki za tanie i trzeba sięgnąć po droższe, o ile nie są to oczekiwania ekstremalne, albo wprost mówiąc głupie. Orpheus czy flagowe Staksy na pewno są bardziej efektowne, tyle że w ogóle nie kooperują z DAP-ami w sensie ich funkcji podstawowych, a ceny mają z innego świata.

 

 

 

Podsumowanie

   Nasuwa się pytanie o historyczne relacje. Co się zmieniło od czasu T50RP Mk1 i czy zmieniło na lepsze? Bez przykładania jednych do drugich to zawsze trochę gdybanie, lecz chyba nie popełnię błędu pisząc, że te dawniejsze były bardziej łagodne oraz trudniejsze do napędzenia. Ta ich łagodność miała swój czar, dawały mnóstwo uroku, który zapadał w pamięć, ale wymagała mocnego i jakościowego wzmacniacza. Co stało poniekąd w sprzeczności z niską ceną samych słuchawek, choć trzeba też brać pod uwagę, że wzmacniacze słuchawkowe były wówczas o wiele tańsze. Nie znaczy to, że nie było drogich – bardzo drogie bywały – ale na przykład bardzo mocny i jakościowo bez zarzutu ASL dla AKG K1000 kosztował tysiąc dolarów. Dzisiaj na rynku go nie ma i nie ma kilku podobnych, a zbliżone parametrami przeważnie kosztuje dużo więcej. Nie chcę psioczył, niemniej trzeba odnotować rozbieżność: słuchawki bardzo tanie, ale wymagające kosztownego wzmacniacza. To teraz się zmieniło – same słuchawki podrożały, w zamian mniej są wymagające. Niemniej pewne wymagania zostały; nie lubią brzmienia neutralnego, czekającego raczej na to, by ktoś nadał mu styl. Na to te Fostex T60RP piszą się dość niechętnie, woląc wzmacniacze albo po prostu dobre, albo te charakterne. Już prędzej za bardzo nawet wyraziste, niż takie bez wyrazu. Ale to jedna strona medalu, a jest i strona druga. Słuchawki są planarne, i to w najlepszym stylu. Nie tylko pozbawione zniekształceń i z bardzo mocnym basem (którym zawsze gnębiły elektrostaty) ale też – a nawet przede wszystkim – z wielką dawką energii, porywem akustycznym. Z nimi przez elektryczne gitary prąd płynie nie 230 a 380 woltów – wszystko nabiera siły, tempa, możliwości zrobienia czegoś większego. Huk nabiera integralnej mocy, obrysy się nią wypełniają, i wraz z tym otrzymujemy inne granie, o wiele bardziej spektakularne. A im nagrania lepsze, tym bardziej będzie to słychać i tym się zrobi ciekawiej. Więc całościowy poziom jeszcze bardziej do góry, jeszcze wyżej da się doskoczyć.

Jest spora grupa audiofili ceniących profesjonalne słuchawki dynamiczne o też starym rodowodzie – także sięgające genealogią w daleką przeszłość Beyerdynamic DT150. Można śmiało powiedzieć, że te recenzowane Fosteksy to ich planarny odpowiednik. Bardziej wyważony brzmieniowo, mniej cisnący na dolny zakres i lepiej obrazujący górny, ale generalnie stylem zbliżony. Jeszcze bardziej naładowany energią, ale energii tej więcej najpierw potrzebujący; i jeszcze bardziej też potrzebujący jakości dla wydobycia drzemiącego potencjału. Ale jak już wydobędziesz, a trudno o to nie jest, to jest ubaw po pachy i wcale takie Abyss czy Stax nie będą dużo lepsze.

W punktach:

Zalety

  • Świetne słuchawki a niedrogie.
  • W zakresie tej świetności przede wszystkim niezwykle energetyczne.
  • Co daje poczucie siły i lepsze wypełnienie.
  • Także szybkość i dynamikę.
  • Moc basu.
  • Pełnię głosów.
  • A także pogodny nastrój w otoczeniu miłego ciepła.
  • Nie budząca zastrzeżeń detaliczność i doskonała wyraźność.
  • Duża scena z czuciem dali.
  • Pomimo pogody ducha otwartość także na smutek.
  • Soprany ładnie eksponowane, bez żadnych z nimi kłopotów.
  • Niezbyt ciężkie.
  • Wygodne.
  • Dostępne różne kable, w tym aż trzy symetryczne.
  • Wszystkie elastyczne i lekkie, nie powodujące problemów.
  • Ładne, drewniane muszle.
  • Sprzyjający akustyce mahoń.
  • Miękkie, przyjemne w kontakcie ze skórą pady.
  • Klasyczna, sławna konstrukcja.
  • Technologia planarna, mająca swoje przewagi.
  • W tym oprócz tej energetyczności także świetną kontrolę membran.
  • W rezultacie nie ma zniekształceń.
  • Sławny producent.
  • Made in Japan.
  • Bardzo dobry stosunek jakości do ceny.
  • Polski dystrybutor.

Wady i zastrzeżenia

  • Za połowę ich ceny możemy mieć wersję o komorach z tworzywa, także świetnie grającą.
  • Ogromna konkurencja w tym przedziale cenowym.
  • Kable podpinane od jednej strony bywają kontestowane.
  • Niezbyt duża skuteczność domaga się mocnych wzmacniaczy.
  • W efekcie spośród przenośnych nie wszystkie się nadadzą.

Sprzęt do testu dostarczyła firma: MIP 

Dane techniczne Fostex T60RP:

  • Konstrukcja: planarna, klasyczna.
  • Typ: półotwarte
  • Impedancja: 50 omów
  • Czułość: 92 dB / mW
  • Maksymalna moc wejściowa: 3,000 mW
  • Pasmo przenoszenia: 15 – 35 kHz
  • Waga: około. 380 g (bez kabla)
  • Akcesoria: ET-RP3.5UB, adapter 3,5 mm do 1/4 „, etui transportowe, naklejka z logo Fostex
  • Kable opcjonalne:
  • ET-RP3.5UB, 3,5 mm, niezbalansowany (kabel identyczny z załączonym w zestawie ze słuchawkami)
  • ET-RP2.5BL, 2,5 mm, zbalansowany
  • ET-RP4.4BL, zbalansowany 4,4 mm
  • ET-RPXLR, zbalansowany XLR
  • Opcjonalne pady: EX-EP-RP60
  • Cena: 1399 PLN

System:

  • Źródła: PC, odtwarzacz przenośny Astell & Kern AK380.
  • Przetwornik: Norma Audio HS-DA1 VAR.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: Ayon HA-3, iFi Audio PRO iCan.
  • Słuchawki: Abyss AB-1266, Fostex T60RP, Sennheiser HD 600.
  • Interkonekty: Sulek Audio RCA, Tellurium Q Black Diamond XLR.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

35 komentarzy w “Recenzja: Fostex T60RP

  1. Marcin napisał(a):

    Panie Piotrze,
    Krótka piłka: czy dla siebie wolałby Pan te Fostexy czy Nighthawki jako uzupełnienie dla K812 razem z Bursonem CV2+?
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Podchwytliwe pytanie, bo sam NightHawk słucham od dawna wyłącznie z kablem Tonalium. I tak jak je słucham, to je wolę.

      1. Patryk napisał(a):

        Sam kabel nie zmieni sluchawek na „inne”. Nighthawk pozostana zawsze „geste, cieple, muzykalne”. Po recenzji „Fostex 60RP” bardzo mnie zainteresowalo jak brzmia. Z checia postaram sie, aby ich pusluchac. P.S: Fajnie napisane jak zawsze.

        Marcin: Burson V2 to bardzo dobry wzmacniacz! Gratuluje.

        1. Marcin napisał(a):

          Dziękuję :). Czekam na recenzję pana Piotra co by porównać, czy moje wrażenia odsłuchowe są podobne do wrażeń fachowego ucha :).

        2. Piotr Ryka napisał(a):

          „Inne” to słowo bardzo pojemne. Wyrażę się więc precyzyjniej: Tonalium zmienia NightHawk w bardziej gęste, ciepłe i muzykalne. Dużo bardziej.

      2. Marcin napisał(a):

        Ciekawe jak te Fostexy by zabrzmiały z takim kablem? Może nawet lepiej niż Nighthawki?

  2. Patryk napisał(a):

    Nighthawk sa juz same w sobie bardzo gęste, ciepłe i muzykalne, a po zmianie kabla maja byc „jeszcze bardziej” gęste, ciepłe i muzykalne. Jak dla mnie to juz o wiele za duzo, poniewaz standardowo to juz bardzo duzo tych wymienionych cech grania.

    P.S: AKG812 z tym kablem Tonalium moglyby dobrze zagrac. Moze i lepiej niz z lavricables nawet, kto wie….

    Patryk.

    1. Paweł napisał(a):

      też tak myśle, zawsze szukam synergii sprzetowej i do ciemnych słuchawek wole jasne źródło

    2. Marcin napisał(a):

      No właśnie, szkoda że nie ma gdzie się przekonać co do Tonalium i AKG. Jednak nie wiem czy byłbym przekonany do zapłacenia za kabel 3000 zł… przynajmniej nie na tym poziomie audiofilizmu, na którym jestem teraz 🙂

      Panie Piotrze, jakby Pan porównał recenzowane Fostexy do Nighthawków? Z recenzji wnioskuję, że Fostexy grają potężnej, z większą ilością basu, a Nighthawki są cieplejsze i muzykalniejsze. Czy dobrze rozumuję (oczywiście myślę tu o Nighthawkach na kablu Audioquesta z zestawu)?

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Specjalnie założyłem NightHawk ich własny kabel Na wzmacniaczu iFi PRO Fosteksy są cieplejsze, bliższe, nieco jaśniejsze i bardziej bezpośrednie, bo mniej pogłosowe. Energia na zbliżonym poziomie, cokolwiek po stronie Fosteksów. Przy tym wzmacniaczu i oryginalnych kablach je bym wolał.

        1. Marcin napisał(a):

          Super, bardzo dziękuję. Pańska odpowiedź dużo mi naświetliła. Pozdrawiam

          1. Piotr Ryka napisał(a):

            Jedna uwaga – te Fostex dłuuugo się wygrzewają, a początkowo grają marnie.

  3. Sławomir S. napisał(a):

    To odrobinę zabawne, ze w tak dopracowanych scenariuszach testów,które budują wiedzę o produkcie głównie przez porównanie z innymi produktami (co jest w mojej ocenie metodologicznie bardzo pożyteczne), występuje … tajemniczy, nieznany prostej gawiedzi, przybysz z innego świata – TONALIUM.
    Efemeryda punktem odniesienia tak uparcie stosowanym? Miłość to wielka być musi.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To nie jest efemeryda, kabel jest do kupienia, przynajmniej na razie. Poza tym to nie jest jedyny dobry kabel do słuchawek możliwy do zdobycia, są jeszcze przykładowo Atlas Zeno albo Kimber Axios. Sam używam Tonalium, bo mam. I nie widzę powodu by nie używać, skoro wydatnie poprawia brzmienie. Dlaczego oceniać słuchawki z kablami ograniczającymi ich potencjał, jak się nie musi? Flagowy wzmacniacz słuchawkowy mam taki, jakiego nie ma nikt na świecie. I co, też mam nie używać, bo za dobry?

      1. Sławomir S. napisał(a):

        Czy jest zatem sklep, który ma adres i nazwę i który ma stałą ofertę Tonalium ?
        Byłbym też wdzięczny za test takiego kabelka.

        „”Flagowy wzmacniacz słuchawkowy mam taki, jakiego nie ma nikt na świecie…”, a i pokój odsłuchowy ma Pan zapewne taki jakiego nie ma nikt na świecie i uszy własne też zapewne unikalne. Cóż to za argumentacja? Dla testu np. słuchawek, to są elementy powtarzalnego otoczenia i ich unikalność nie ma tu większego znaczenia dla różnych modeli słuchawek. Unikalność kabelka ma wpływ większy, bo jednostkowy, na produkt, do którego go akurat zastosowano. Nie zabraniam wszak używania, jak Pan sugeruje !!! To przecież Pana tekst i Pana i Pana używanie. Równocześnie nie wszystko musi wzbudzać aplauz czytelnika

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Testu kabla nie ma, bo nie istnieje jeszcze i nie wiadomo czy powstanie firma go produkująca. To nie jest moja broszka i nic mi do tej sprawy, ode mnie ona nie zależy (w grę wchodzą kwestie własności intelektualnej). Kabel można póki co kupić za moim pośrednictwem, jako pośrednika nie biorącego nic za pośrednictwo.

          O własnym pokoju odsłuchowym niczego nie mówiłem, więc proszę się z łaski swojej powstrzymać od ekstrapolacji wynikłych z polemicznego zapału. We wpisie dałem wyraz jedynie temu, że lepszy kabel pozwala lepiej ocenić potencjał danych słuchawek, podobnie jak lepszy wzmacniacz czy lepsze źródło. Wydaje mi się to oczywiste i ważne z punktu widzenia przyszłego użytkownika; ważne tym bardziej, że nie istnieje przecież żaden wzorzec aparatury testowej – wzorcowy w sensie przeciętności słuchawkowy wzmacniacz, wzorcowo przeciętny interkonekt, itd. Każda recenzja ma charakter indywidualny nie tylko z uwagi na subiektywności recenzenta, ale też jednostkowe cechy używanego przez niego systemu. I to się raczej nie zmieni, a w każdym razie się na to nie zanosi, bo jeśli się nie mylę, wszyscy recenzenci dążą do tego, by oceniać w jak najlepszych warunkach sprzętowych, a nie jakichś teoretycznie przeciętnych. Z tego prostego względu, że warunki najlepsze oznaczają większy realizm, ku któremu, mniej czy bardziej, ale jednak generalnie zmierzamy.

          1. Sławomir S. napisał(a):

            Skoro zatem nie istnieje i nie wiadomo czy powstanie firma produkująca produkt ów (może powstanie) i skoro nie istnieje jeszcze tradycyjny dla rynku sposób dystrybucji (może powstanie) – wycofuję określenie ‚efemeryda’ na rzecz ‚prototyp’.
            Dziękuję za informację.

            Wydaje mi się, że metodą ekstrapolacji posłużył się Pan właśnie przytaczając przykład wzmacniacza, a dyskutowaliśmy o kabelku. I strofuje mnie Pan za przejęcie i rozwiniecie tej argumentacji , sugerując ‚ad personam’ polemiczny niezdrowy zapał. Absolutnie on nie występuje. Dziękuje za wszystkie wyjaśnienia.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            O tyle to nie jest prototyp, że, o ile mi wiadomo, konstrukcyjnie rzecz jest finalna. Nie zatem stadium rozwojowe, coś mającego ulec ulepszeniu.

  4. Paweł napisał(a):

    Panie Piotrze, czy będą recenzowane słuchawi Focal Clear?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Jakoś tak się bez przekonania przymierzam, bo natworzyli tych Focali… Ale gdyby dali razem z Utopią i jeszcze z kablami Atlasa, to mogłoby być ciekawie.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Dziś zagaiłem i podobno za dwa tygodnie, bo są na użyczeniu.

  5. Marcin napisał(a):

    Panie Piotrze,
    Czy jest jakaś szansa na wypożyczenie i przetestowanie na własnym systemie tego kabla Tonalium?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Jest. A do jakich słuchawek?

      1. Marcin napisał(a):

        K812.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Muszę zapytać, bo to może być trudne technicznie. Wtyk mały i tylko jednostronny, a przewody w Tonalium są dosyć masywne. Jutro może coś będę wiedział.

          1. Marcin napisał(a):

            Właśnie też myślałem nad tym, czy to jest technicznie możliwe. Zastanawiam się, czy nie lepiej najpierw zlecić komuś zmodowanie K812, aby przewód był wpinany do obu muszli, a dopiero potem eksperymentować z kablami. AKG K812 wydają się mieć spory potencjał, jednak ograniczony z powodu raczej miernego, cieniutkie drutu wewnątrz słuchawek.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Na pewno mają. Słuchałem ich z kablem FAW Noir i grały wyraźnie lepiej. Słuchawek już nie mam, ale kabel został. Jest do kupienia. O Tonalium jeszcze nie pytałem.

  6. Marcin napisał(a):

    Dobrze, jestem zainteresowany kupnem Pańskiego kabla. Napiszę Panu wieczorem maila w tej sprawie. Pozdrawiam.

  7. Dariusz Kudliński napisał(a):

    Witam wszystkich i Pana Panie Piotrze. Otóż od mniej więcej 2 tygodni jestem szczęśliwym posiadaczem tego kabla więc postanowiłem wtrącić swoje 3 grosze.
    Po pierwsze nie jestem związany z Panem Kazimierzem żadnymi układami biznesowymi, koleżeńskimi lub przyjacielskimi (choć bardzo bym chciał i sobie to cenił).
    Po drugie Panie Kazimierzu życzę Panu długich długich lat życia w najlepszym zdrowiu, pasji i szczęścia, gdyż tacy ludzie jak Pan podnoszą ludzkość na wyższy poziom.
    Uśmiechnięty od 2 tygodni Darek Kudliński.
    Mój tor
    Sonic transporter – kabel cat7 – sonore microrendu – kabel ifi mercury – ifi usb 3,0 – kabel ifi gemini – ifi ione – kabel tellurium silver – przetwornik rme adi2 pro – kable zbalansowane xlr acoustic revive opa1 – wzmacniacz little dot mk vi+ z lampami mullarda i ge nos z lat 40tych – kabel tonalium – hi fi man he 1000.
    Ps. Panie Piotrze gorąco proszę zamieszczenie mojego wpisu ponieważ płynie on z mojego serca i to bez żadnej ściemy. Jeszcze raz pozdrawiam.

  8. Lazania napisał(a):

    Co takiego innego w drewnie znajdziemy w tym przedziale cenowym jeszcze? Aby to w drewnie było? Jest co rozważać z konkurencji? Odsłuchałbym coś w budżecie do 2500 zł. T50rp Mk3 świetne moim zdaniem z paroma niedociągnieciami, aczkolwiek jeśli T60tki są poprawione to chyba bez zastanowienia?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Drewniane są Grado RS-1 i RS-2, a z tak zwanego płynnego drewna AudioQuest NightHawk. Drewniane muszle mają też dawne Denon D7000 i nowe D7200. Niezwykle udane są Fostex TH610, też z drewnianymi muszlami.

      1. Lazania napisał(a):

        Proszę wybaczyć niespójność mojej składni, ból zęba sprawia że nie słyszę swoich myśli.

        Mam możliwość nabyć Monoprice Monolith M1060 ale sa poważne zastrzezenia co do jakości wykonania. Bez polskiej dystrybucji może być to irytujące.

        Jestem szczęśliwym posiadaczem T50RP mk3, ale z czasem chce się więcej jak to w tym hobby bywa. To dopiero początek.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Tych słuchawek nie znam, nie mogę nic o nich powiedzieć.

        2. Compton napisał(a):

          M1060 grają w stylu LCD-2F. T60RP i TH610 to sa konstrukcję pół/zamknięte.

  9. Bohdan napisał(a):

    Czytając dochodzę do wniosku popartego przeczuciem, że są to słuchawki ” same w sobie”, tzn. mają coś swojego ważnego do powiedzenia. Porównania z innymi są oczywiście potrzebne, choć niekoniecznie. Można je mieć i kosztować naprzemian obok, wspomnianych Abbys, Hifimanów z wyższej półki, czy innych Audeze, albo Final Audio. W sumie takich słuchawek- tzn samych w sobie wypatruje i zarzucam sieć … Zwykle, albo często jest tak, że producent oferuje serię od dobrych – po referencyjne, wtedy trzeba szukać około tych referencyjnych właśnie. Szanuję takich , którzy tworzą różne , ale mające każde swoją osobista osobowość, a nie wynikającą z potrzeb marketingowych
    pomniejszoną wartość jakościową … tak , aby każdy kupujący te tańsze, marzył o kolejnym droższym modelu .i go z czasem nabywał. To juz spekulacja i brak uczciwości. To tak ,jakby artysta chciał nagrać trochę gorszy album , zaznaczając ,że będzie trochę tańszy … także się opłaca. Niby można by rzec, ze to ukłon od strony producenta, że myśli o tych z mniej zasobnym portfelem, jednak to ma krótkie i cienkie nóżki. pO prostu skracając cały wywód … w tym wielkim słuchawkowym szaleństwie ostatnich kilku lat niech te kosmiczne czasem kwoty wynikają z realnej wartości dodanej, a nie tylko z marketingowego pustego, napompowanego balonu pod tytułem ” oooo, jest buuum – no to wyciskamy, ile się da i póki się da …. Idealistyczny to wywód i rozwlekły. Ale to w końcu Hifi Philosophy – można poszaleć 🙂

    No to szukam dalej ..i pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy