Aneks: Focal Stellia z kablem Tonalium

   To mógłby być dużo obszerniejszy artykuł, w którego tytule mogłyby zostać wymienione liczne znane i drogie słuchawki, poczynając od najbardziej popularnych spośród tych kosztowniejszych Beyerdynamic T1 i Sennheiser HD 800. Nieliczne są bowiem przykłady mających od urodzenia kable wysokiej jakości, ale są takie i bywały, by wymienić obecne topowe Grado, topowe MrSpeakers i recenzowaną niedawno Audio-Technicę ATH-L5000. To jednak chlubne wyjątki, co nie znaczy, że też wymieniony w tytule kabel słuchawkowy Tonalium jest jakiś wyjątkowy i lepszych w ogóle nie ma. Osobiście znam i posiadam jeden – sławnego Entreq Atlantisa. Ale nie brak też innych drogich, nawet o wiele droższych, na czele ze srebrną wersją Kimber Axios. Tego zawodnika sam nie słyszałem, ale Karol słyszał w Londynie i ponoć robi wrażenie.

Czy zatem cena wyznacznikiem? Jak zawsze nie tak całkiem, ale, jak przeważnie, coś niecoś. Niemniej także niektóre niedrogie kable, przykładowo szkockiego Atlasa, też godne są polecenia, a już do tytułowych Focal na pewno, bo na jednym z ostatnich AVS grały flagowe Utopie z Atlasem dużo lepiej niż z wyposażeniowym kablem. W tytule jednak nie one, a bardzo podobna wersja zamknięta, wyposażona w identyczny przetwornik. Popełniłem dopiero co jej recenzję, która jednych nieco rozczarowała, dla innych okazała się spełnieniem przewidywań, a jeszcze inni – jak zawsze bywa – uważają recenzje za stratę czasu. Nie powiem, że całkiem nie mają racji, czego ten aneks dowodem. Sześć stron o tych Focal Stellia, ale na żadnej nie napisano w wystarczająco dobitny sposób tego, co teraz dobitnie piszę – że słuchawki są bardzo dobre, ale pod warunkiem wymiany kabla. Zapomniałem bowiem pośród zalewu spraw przeróżnych, że pasuje do nich kabel od Beyerdynamic T1, a taki w wersji Tonalium mam, więc wystarczyło użyć. Cóż, pośpiech, łapanie wielu naraz kocich ogonów, wyjazdy, obfita korespondencja, albo może postępująca skleroza czy zwykły brak koncentracji. Tak czy inaczej kabla nie użyłem, co teraz szybko nadrabiam.

Z drugiej jednakże strony jego nieużycie to nie same minusy, bo niby czemu recenzent miałby posiadać na stanie zbiór kabli lepszych od oryginalnych i po kolei testowane słuchawki z nimi też odsłuchiwać? To nawet coś unfair, bo ten właśnie Tonalium nie jest szeroko dostępny i gdyby posypały się zamówienia, pewnie zostałyby bez realizacji. Poza tym to chyba oczywiste, że oceniamy dany produkt, a nie wersję podrasowaną. Z tego punktu widzenia recenzja Stellia jest w porządku, ale z drugiego przyczółka wychodząc – dlaczego nie powiedzieć o niej całej prawdy? Niech wstydzi się producent, ale nie krzywdźmy nabywców. Zarówno tych już po nabyciu, jak i tych potencjalnych. Słuchawki są takie ładne, tak bardzo się podobają, więc szkoda do nich zniechęcać krytycznymi uwagami o brzmieniu. A te są nieodzowne w przypadku zakupowego kabla, który po prostu jest lichy. Pisałem o tym, chociaż może oględniej (już nie pamiętam) odnośnie modelu Clear, który ma identyczny. Chwalebne, że Focal wyposaża swe co lepsze słuchawki w więcej niż jeden kabel i daje nawet symetryczny, ale – na litość boską – niechże będą w dobrym gatunku. Tymczasem dobre nie są, najwyżej przyzwoite, a i ta przyzwoitość jest mocno problematyczna.

Przejdźmy do rzeczy sedna. Napisałem w recenzji Focal Stellia, że najmniej mi się podobały w systemie przy komputerze, na tle innych podobnie kosztujących nie podobały mi się wcale. Rzecz oczywista – źle nie grały, ale trochę nienaturalnym dźwiękiem; takim nienaturalnym już na samo wyczucie, nawet bez robienia porównań. Kidy przyszły kurierem, dość szybko się za nie wziąłem, bo chociaż drogie słuchawki to dla mnie nie pierwszyzna, to wokół tych tyle krzyku i taki nawał pochwał, że chęć weryfikacji. Od startu rozczarowanie. To ma być ten genialny dźwięk? Jakiś wzorzec, pogromca dotychczasowych najlepszych? Bardzo daleko do tego i jeśli ktoś kogoś gromił to na pewno nie Stellie. Za ubogo, za przaśnie, bez magii, coś jakbyś sobie na siłę wmawiał, że czerstwa bułka najlepsza. (Lubię czerstwe pieczywo, ale nie bez dodatków.) Bez wnikania w brzmieniowe niuanse od początku wiedziałem, że to nie będzie to i że się nie podoba. Potem je ogrywałem, co w sumie niewiele dało, a jeszcze potem się okazało, że z torem wysokiej klasy i odtwarzaczem przenośnym o wiele są ciekawsze. Jednak pewien niesmak pozostał, a poza tym ciągle grały cokolwiek zgaszonymi sopranami, nie chciały sopranowo wybuchnąć.

Takie coś ma zalety, zwłaszcza ułatwia odbiór starszych nagrań, ale sztuka zrobienia słuchawek polega także na tym (a może nawet przede wszystkim) by dać im zjawiskowy sopran. To dobrze poznać po tym, jak dużo tanich słuchawek chwali się mocnym basem, ale pokażcie chociaż jedne, które chwalą się sopranami. Jedyne bodaj AudioQuest NightHawk zwracały na swoje uwagę, chwaląc się ich naturalizmem w następstwie świetnych membran oraz specjalnej siatki za przetwornikiem.  Przy tej okazji znowu jednak natykamy się na kwestię kabla: słuchawki zrobiła firma znana dotąd z produkcji audiofilskich przewodów, uznanych w tym i bardzo drogich. I bęc! – same słuchawki znakomite, a kabel z nich najgorszy. Fatum jakieś, czy inne licho? – trudno doprawdy mieć pojęcie. Uparli się ci producenci, że gatunkowych kabli nie dadzą, czy ktoś ich do tego zmusza? Wyjątki są, jak mówiłem, ale średnia kiepściutka. Czego pewnie wytłumaczeniem, że dobry kabel do słuchawek to sprawa trudna i kosztowna. Kosztowna, bo surowiec; a trudna, bo dodatkowe warunki. Taki kabel powinien być giętki, odporny na złamania (o które łatwo przy muszlach) i stosunkowo niezbyt ciężki oraz w gładkim oplocie. Inaczej mówiąc duża zwyżka kosztów oraz dużo zachodu. – Iii…, może się nie poznają? – kombinuje producent. Rzeczywiście czasem jakoś to brzmi przy tanim okablowaniu, ale czasem to gruba wpadka. Ta przy okazji Focal Stellia może nie jest największa, ale w normalne drzwi nie wchodzi, bo dupsko ma za duże.

Kiedy już sobie przypomniałem, że do tych Stellia mam Tonalium, to najpierw złość mnie ogarnęła na własne niepozbieranie, a potem go użyłem – i znów najpierw przy komputerze; i znowu bez porównań od pierwszych sekund wiedziałem, że teraz to co innego. Ten kabel wprawdzie nie sprawił, że nieposiadanie Focal Stellia to ruina mojej psychiki i życie bez niej nie ma sensu, ale słuchawki z łatwych do odesłania zrobiły się trudniejsze. Przypatrzmy się dlaczego.

Spodziewających się różnic zasadniczych od razu muszę rozczarować i odesłać do zbitki pojęciowej „różnica duża z małej”. Po przedmiotowej dla tego artykułu zamianie słuchawkowych kabli nie podział się żaden dramat; ba, w pierwszym momencie można nawet było mieć wątpliwości, czy w ogóle coś się zmieniło. Ale już słuchanie intuicyjne, jedynie z nastawieniem odbiorczym przyjemne-nieprzyjemne od razu podszepnęło: „Eno, przecież to całkiem inne, teraz nareszcie gra.” A potem bardziej analityczne i już sam szum podkładu z Tonalium okazał się głośniejszy, ergo sopranów musiało przybyć. Co innego jednak ważniejsze – zanikła owa przaśność. Dźwięk z pałskawego i suchawego stał się bardziej trójwymiarowy, wilgotniejszy, kuszący. Nabrał lepszego surowca i dźwięczności, rozrosła się w nim melodyka, uwidoczniły nieobecne relacje i wyłoniły nieobecne wnętrza. Granie stało się nie takim sobie dobrym graniem o mocnym basie i realistycznej, ale nieco zgrubnej średnicy, tylko żywą materią brzmienia, mającą własne życie, którego nie naszkicujesz kredką. Zaszklił się obraz odbiciami świateł, zadźwięczał głębszą dźwięcznością, rozprężył się przestrzennie zagarniając nowe połacie, przybyło mu harmonii jak wilkom zimą futra. To z pewnością przesada, ale podziało się trochę tak, jakby głuche klawisze zastąpić naprawionymi.

Tego się nie da dobrze wyważyć, tej jakościowej zmiany. Dla jednych może być bardzo mała albo i nawet żadna, dla innych zasadnicza. Znów wraca bajka Andersena o księżniczce na ziarnku grochu: gdy jednym za łóżko dobra podłoga, inni w piernatach się wiercą. Urodzony audiofil to słuchacz genetycznie czepliwy, jemu przeszkadza wszystko. Ale jeśli kocha muzykę, to i do złego przywyknie, jednak gdy sprzęt bardziej kocha, to zawsze będzie beczał. Po to jednakże wysilona aparatura za wysilone pieniądze, żeby tych przeszkód było najmniej, żeby się wtapiać w muzykę. Z tej perspektywy Focal dał plamę – kable do jego najlepszych słuchawek (włączając w to Utopię, choć u niej kabel nieco lepszy) aż się proszą o zmianę, doprawdy trudno ścierpieć. Przaśne są, je się żuje, a to powinien być likwor.

Na koniec słówko o porównaniu Focal Stellia z Tonalium vs z Tonalium Ultrasone Tribute 7. Identyczne okablowanie, porównujemy zatem same muszle i przetworniki. Z porównania wynikło, że Ultrasone wciąż dają więcej sopranów i dzięki nim dźwięk subtelniejszy, misterniejszy i bardziej kontrastowy na osi bas sopran, gdyż basu też u nich więcej. Ale chyba największa różnica to wszystkich tych dźwięków miara dźwięczności, głębia i nasycenie, które u Ultrasone także lepsze, więc jeśli szukać na rzecz Stellia jakiejkolwiek przewagi, to jedynie poprzez łatwość słuchania na bazie prostszego i właśnie mniej kontrastowego brzmienia. Już rasowego, o którym myśli pochlebne, ale bardziej w manierze ogólnie uprzyjemniająco niskiej tonacji, że nawet trudne brzmienia bezproblemowo wchodzą.

21 komentarzy w “Aneks: Focal Stellia z kablem Tonalium

  1. Piotr Ryka pisze:

    Przepraszam za brak zdjęcia z kablem Tonalium, ale nie było kiedy zrobić, fotografujący w rozjazdach. Przy okazji się uzupełni.

  2. Fon pisze:

    No i znowu się okazało jak jest to wielce istotny element ten… kabel, a jest i to bardzo bo może mocno zafałszować postrzeganie jakże czasem misternie dopracowanego produktu jakim są słuchawki. Ilekroć widzi się i dotyka fabrycznych przewodów szlag człowieka trafia jak coś tak kiepskiego dołącza się do niejednokrotnie bardzo kosztownych słuchawkonów.I tu następny przykład, kabel Tonalium robi przewartościowanie jakże pięknych Stelii i chwała Piotrze Ci za takie porównania. Nie wiem jak zbudowany jest ten Tonalium ale w jakimkolwiek innym kablu zmieniając tylko wtyki na miedziane pokryte złotem, srebrem czy rodem uzyskujemy znaczną bezdyskusyjną poprawę w każdym aspekcie. A to tylko złącza… ale bardzo istotne bo to one działają jak korek ograniczając to co do przetworników powinno dotrzeć za resztę oczywiście odpowiada przewód, ja szacuję po moich doświadczeniach, że wtyki to ok 40 procent brzmienia kabla. Może uda Ci się kiedyś zrobić test złączy Słuchawkowych co było by ciekawą wskazówką dla osób nie mających doświadczenia w tym temacie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Też nie wiem jak zbudowany jest Tonalium. Ale robi swoje.

  3. Kontakt pisze:

    Panie Piotrze czy mógłbym prosić o namiary na wytwórcę kabli Tonalium? Z góry dziękuję.

    1. Piotr Ryka pisze:

      668 143 068

  4. Sławek pisze:

    Dobry kabel nie jest zły. Ja w poprzedni piątek też wymieniłem kabel słuchawkowy do moich HiFiManów HE-6. Był FAW Noir Hybrid HPC 2 metry z wtykiem 4-pin XLR Neurtic, jest Lavricables Ultimate 3 metry z dwoma wtykami 3-pin XLR Neutric. Łotewski kabel jest srebrny. Jest większa przestrzeń, dźwięk się otworzył, bardzo fajna gładka średnica, niezwykle plastyczna. Bas bardzo OK, bardzo nisko schodzi, ale nie dominuje – tu może najmniejsza różnica w porównaniu do FAW. Za to rozdzielczość wysokich tonów poprawiła się drastycznie.
    Cena z dostawą 311€. Warto było.
    Ciekawe jak by wypadł test Lavricables vs Tonalium…
    I jeszcze ciekawostka – Lavricables do moich HE-6 robi kabel w wersji Ultimate (serie w Lavricables od dołu do góry to Reference, Ultimate, Master i Grand), a już do HE-6 SE w wersjach Master i Grand. A podobno różnią się tylko wtykami muszlach (skuteczność jest tak samo podła 83,5 dB).

    1. Piotr Ryka pisze:

      To podobno są dobre kable i dobrze, że nie jakieś wariacko drogie. Wtyk 2 x 3-pin sprawdza się lepiej od 1 x 4-pin, ale niewiele wzmacniaczy go przyjmuje.

      1. Sławek pisze:

        To prawda i właśnie zastanawiam się, na ile ewidentna poprawa dźwięku właśnie z tych podwójnych wtyków wynika, a na ile z poprawy jakości samego kabla, materiału…
        Właśnie niedawno miałem okazję (w ramach walki za pomocą zworek z niesfornym streamerem od Audiophonics, konstrukcja na Malinie, która sygnał wypuszcza po IIS na HDMI – walka wygrana, choć nie do zera) zdjąć górną płytę obudowy z mojego Audio-gd Master 11 Singularity i przyjrzałem się tym kablom przylutowanym do poszczególnych wyjść słuchawkowych. Te do 2x3pin wyglądały o wiele lepiej, były zdecydowanie grubsze. Pewnie producent uznał, że jak robi taki sprzęt to proszę bardzo, a pozostałe wyjścia to uzupełnienie.
        Oczywiście kabel od FAW z 4-pinem zachowałem – na wszelki wypadek. I szkoda, że nie mam kabla z dużym jackiem 6,35 mm, bo miałem ostatnio Wadię 121 no i mogłem ją przetestować jedynie jako przetwornik. Jednak A-gd M 11S bardziej mi się podoba, Wadia wycisza wysokie tony.

  5. Piotr Ryka pisze:

    Przyjechały Mysphere 3.

    1. Marcin pisze:

      Coś długo to trwało, ale ważne że w końcu dotarły. Jak pierwsze wrażenia brzmieniowo-wizualne?

      1. Piotr Ryka pisze:

        Wygodne, ładne, o brzmieniu jeszcze się nie wypowiem. Nie ma trudności z napędzaniem wersji wysokoohmowej, nie wiem skąd te doniesienia o potrzebie stu watów. Ayon HA-3 bez problemu daje radę.

        1. Marcin pisze:

          Czyli rozumiem że przyszedł kompletny zestaw, tj. dwie wersje słuchawek?

          1. Piotr Ryka pisze:

            Tak.

  6. Jan31 pisze:

    Jak Oppo PM1 maja sie do:
    1) Oppo PM-1
    2) Ultrasone Signature Pro
    3) Grado RS1e
    4) Beyerdynamic T5p 2nd gen

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ponieważ nie wiem, czy PM1 zostało napisane poprawnie w pierwszym wierszu czy w drugim, napiszę po prostu, że OPPO PM2 są lepsze od wszystkich wymienionych w pytaniu słuchawek. Oczywiście subiektywnie -moim zdanie, a obiektywnie biorąc, wszystko to są bardzo dobre słuchawki.

      1. Jan31 pisze:

        Zaraz zaraz PM-1 sa drozsze od PM-2. Jest Pan pewien ze PM-2 pokazuja wiecej detali? Szczegolowosc jest dla mnie wazna.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Jestem całkowicie pewny, że słuchawki OPPO PM2 podobały mi się bardziej niż PM1. Obu napisałem recenzje. PM2 grają realistycznie, PM1 tak zaokąglająco w nie do końca udany sposób. Można to woleć, lubić – ale jest w tym mniej życia.

      2. Jan31 pisze:

        Oppo PM2 lepsze??? Ja sie spodziewalem ze beda napisane do jakiej muzyki sie nadaja, jak im idzie w gorze srednicy i dole. Wedlug mnie i tego co czytalem w internecie wszystkie sluchawki powyzej 2500zl maja kategorie high-end. I dalej placi sie juz tylko za inne konfiguracje tego samego podstawowego high-endowego dzwieku, z ta roznica ze sluchawkowe potencjometry w glowie kazdego inzyniera takich sluchawek wskazuja inne parametry. Dzwiek obiektywnie rzecz biorac jest bez wad reszta to osobiste preferencje. Druga sprawa jest taka ze PM-2 nie mozna nigdzie dostac, moge kupic PM-1 ale PM-2 nigdzie nie ma.

        1. Piotr Ryka pisze:

          PM2, jak się nie mylę, to chyba jeszcze wiszą w krakowskim Nautilusie. A co do braku różnic jakościowych powyżej 2,5 tys. złotych – to fajnie by było, ale bardzo do tego daleko.

  7. Tomasz Łęgowski pisze:

    Mam pytanie odnośnie Twojej oceny kabli Grado. Są one niewymienne, więc bez lutowania jak oceniłeś, że kable Grado są dobre? Jak oceniłeś, że jakiś aspekt brzmienia wynika z kabla, a nie z innych elementów słuchawek? Sam oceniam kable grado bardzo wysoko i osobiście przylutowałem konektor hd800 do kabla od sr80tek i uważam, że jest słyszalna poprawa w stosunku do oryginalnego. Zwiększyła się szczegółowość i wyrazistość. Przestrzeń się pogłębiła. A dodam, że ogólnie śmieje się z porównań kabli i nie oczekiwałem, że usłyszę różnicę. Kable grado przede wszystkim nie mają ekranu, co sprawia, że mają mniejszą pojemność. Indukcyjność kabla wraz z pojemnością działa jak filtr zniekształcający przebieg krzywej elektroakustycznej. Wadą braku ekranu jest słyszenie w słuchawkach zakłóceń od różnych domowych sprzętów, a nawet od iskrzących się swetrów. W sumie to kable grado wyglądają dość mało efektownie, ale pozory mylą.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Kable Grado najprościej ocenić na podstawie tego, że ich słuchawki świetnie grają (zwłaszcza w odniesieniu do indywidualizacji brzmień i głosów), co bez odpowiedniego kabla nie byłoby możliwe. Poza tym samo Grado rozpisuje się o swoich kablach, podkreślając jak samo je rozciąga i wyżarza. Mam jednak z oceną tych ich kabli spory problem, odkąd porównałem bezpośrednio starsze i nowsze wersje modelu GS1000. W sumie porównywałem dotąd cztery, bo GS2000 to też tylko wariacja. Najstarsze GS1000 miały prawdopodobnie kabel czterożyłowy (nie podawano specyfikacji), potem chwalono się przejściem na ośmio, na koniec na dwunasto. Problem bierze się stąd, że najlepiej grają te najstarsze z cienkim kablem. Głównie zapewne dlatego, że muszle mają z lepszego gatunkowo mahoniu – ale czy tylko? Faktem jest, że Grado PS2000e tym najstarszym GS1000 nie ustępują, a tylko styl mają dalece inny, czyli ich kabel 12-żyłowy także jest świetny; lecz faktem też, że 8-żyłowe GS1000i brzmią mniej ciekawie od najstarszych, choć w ich recenzji, na podstawie porównań pamięciowych napisałem inaczej. To zresztą też jest relatywne, bo 8-żyłowe GS1000i dają dźwięk niższy, co chroni przed zakłóceniami w wysokich częstotliwościach, ale niestety jednocześnie osłabia potencjał niuansowy i indywidualizacyjny – tak więc coś za coś, ale ze wskazaniem na większe możliwości starszych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy