Recenzja: Acoustic Revive LINE 1.0R/X triple C-FM interkonekt oraz EE/F2,6 3M głośnikowy

  Acoustic Revive idzie na rękę. Nie zawsze, rzadko nawet, ale czasami idzie. Zawsze natomiast idzie w uszy, takie już ma założenie. Na rękę zaś w odniesieniu do interkonektu z tytułu – do RCA i XLR LINE-1.0R-tripleC-FM. Pójście polega na tym, że za metrową wersję RCA płacimy 1690 złotych, za taką samą XLR 2290 złotych. Przy czym jedna i druga to interkonekty z kutej miedzi, rzecz wysoce nieczęsta. Do tego jaka miedź…

Powiecie:  – To znowuż nie tak tanio, bywa taniej. Ale nie przesadzajcie – drogo też nie. Poza tym pachnie dobą jakością, sam lubię kutą miedź. I popatrzcie na resztę oferty: tylko o oczko wyższe interkonekty z serii 1.0 triple C-FM (a więc takie, z których nazwy zniknęło samo „R”), kosztują odpowiednio 8490 i 9900 PLN. A dalej szybkim krokiem zmierzamy na sam szczyt, do linii „Absolute”, gdzie metr RCA to 39 900 PLN, a metr XLR to 44 900 PLN. Co już na pewno na rękę nie jest – typowe audiofilskie skalpowanie. My tymczasem grzeczniutko, jak buzi do poduszki. Za tysiąc sześćset i dwa dwieście będziemy się raczyć kutą miedzią – my, kuci na cztery łapy audiofile, którym spodni przez głowę nie ściągnie jakieś tam Acoustic Revive.

A skoro mowa o nim, to rzucę przypomnieniem. Przy okazji latania na pneumatycznej platformie pod audiofilskie sprzęty pisałem:

Acoustic Revive to marka jak bez przesady laboratorium alchemika. W tajnych procesach transmutacji majstrującego swe audiofilskie cuda. Czego tutaj nie mamy: jest generator fal Schumanna, najprzeróżniejsze wtyczki i podstawki, demagnetyzery oraz ekrany elektromagnetycznych pól, kable wszelakich zastosowań, pochłaniacze wibracji, filtry… – sypie się niczym z rogu obfitości, pozycji kilkadziesiąt.

Czego dowiadujemy się od nich samych, od panów alchemików? Paru istotnych rzeczy. Firma powstała w 1994 i za jej powołaniem stało podobno paru inżynierów, na czele z założycielem i właścicielem Kenem Ishiguro. Oficjalna nazwa to Sekiguchi Machinery Sales Co., Ltd. z lokalizacją w miejscowości Isesaki, położonej sto trzynaście kilometrów w głąb wyspy Honsiu od Tokio. Acoustic Revive to zaś marka handlowa tam powstających wyrobów, tworzonych przez obecne zatrudnionych sześciu pracowników. Na poczet swojej chwały mająca liczne nagrody – nie tylko te od branży audiofilskiej, także profesjonalno-nagraniowej. Ideą uczynienie dźwięku jak najczystszym i najwierniejszym oryginałowi, ze szczególnym naciskiem na piękne obrazowanie sceny.

Producent mamy już z głowy, ale zostało coś jeszcze. W tytule bije po oczach też kabel głośnikowy – Acoustic Revive 2,6 3M. A z nim co – nie okazja? Okazja naturalnie być musi, gdzieżbym śmiał recenzować nieokazyjne rzeczy. Mało tego – zdaniem dystrybutora ten kabel głośnikowy, to jest dopiero okazja! Patrzmy zatem do oferty … Zaraz, zaraz – takiego tu nie ma! Najtańszy głośnikowy zwie się SPC-tripleC, i za 2 x 1,5 m i życzą sobie niebagatelne 9900 PLN. Ale nie, bardzo przepraszam, niżej są kable ze szpuli. Pośród nich wszystkie tanie; za ten 2,6 3M liczą po 449 złotych metr. A w takim razie nasz recenzowany, od polskiego dystrybutora, w wydaniu dwu i pół metrowym, to 5 x 449 = 2245 zł, plus dwa komplety wtyków po 1090; razem 4425 PLN. Znośnie.

Ale tak jest z wtykami samego Acoustic Revive, a my szukamy okazji lepszej. Dlatego kabel recenzowany został uzbrojony w tańsze o przeszło połowę wtyki Oyaide GBN, których komplet (4 szt.) to 449 PLN – akurat tyle samo co metr kabla. Co daje obniżkę 2 x 641 zł, więc koniec końców gotowy do zrecenzowania kabel głośnikowy ma cenę 2694 PLN. A zatem dużo znośniej.

Inżynieria i praktyka

   Pożyczmy tytuł rozdziału do niemieckiego T+A i weźmy rzecz do ręki oraz poczytajmy o danych.

Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM interkonekt

Przepasane fioletem czerwone pudełka.

By wziąć do ręki, trzeba wyjąć z pudełka – które jest tekturowe, czerwone i pociągnięte finalnie przeźroczystym lakierem. Przez środek czerwoności przebiega szlaczek barwy biskupi fiolet w oprawie (jak na biskupa przystało) złotych lamówek, na który naniesiono napis ACOUSTIC REVIVE i pod nim małym druczkiem zapewnienie, że rzecz jest rękodziełem całkowicie japońskim na bazie miedzi Solid Core. Biała naklejka poniżej wyjawia typ przyłącza i długość; w zasięgu recenzenta znalazły się oba typy, będzie okazja do ewentualnych porównań. Aczkolwiek w sumie licha, bo skąd można wiedzieć, jak dane urządzenie samo z siebie gra w inny sposób po danym typie wtyków.

Interkonekty nie są grube, w naszym przypadku półtorametrowe. Są za to, rzecz sama przez się zrozumiała, dosyć sztywne, skoro to solid core. Gną się jednak bezproblemowo przy swej niewielkiej grubości i z innej jeszcze przyczyny, o której zaraz będzie mowa, a prócz litych żył mają stosunkowo masywne wtyki. Końcówki RCA i XLR są całe metalowe, oznakowane marką wytwórcy i stosunkowo dużo ważą. RCA są zakręcane, XLR z zatrzaskami. Przy wtykach po obu stronach opaski czerwone lub niebieskie – w połowie długości kabla takie samo oznakowanie dodatkowo ułatwia rozpoznanie. Każdy metr ponad standard to 690 złotych, a co znajduje się w środku kabla poza magicznym solid core z dodatkiem słowa „kucie”?

Samo Acoustic Revive powiada na ten temat niemało i zaczyna od tego, że:

Ideałem kabla jest wolność od strat i zaburzeń; innymi słowy transmisja niczym pozbawiona przewodów, w sensie całkowitej eliminacji obu deformujących czynników. Nie ma bowiem na świecie kabla mogącego poprawiać oryginalną jakość dźwięku; wymiana okablowania może jedynie zmniejszać straty i redukować deformacje. Firma ACOUSTIC REVIVE do tego właśnie dąży i dzięki współpracy z najlepszymi producentami materiałów zdołała opracować optymalną strukturę kabla.

We współpracy z FCM Co., Ltd.  powstały pierwsze na świecie przewody w technologii PC-Triple C, czyli kucia eliptycznego kształtu, pozwalającego eliminować charakterystyczny dla okrągłych przewodów pasożytniczy rezonans.

A w środku czarne kable RCA lub XLR.

Z kolei dzięki współpracy z Shinagawa Shoko Co., Ltd. tak uformowane przewody  pokrywa się teflonem i wkłada w o wiele skuteczniejszy od dotąd używanej miedzianej lub aluminiowej folii gruby rękaw elastycznej na wzór prysznicowego węża rurki miedzianej. Ta metoda ekranowania zapewnia litym przewodom zarówno większą elastyczność, jak i potrójną izolację – teflon, powietrze (najlepszy diamagnetyk), gruba miedź. Tym sposobem powstaje optymalne połączenie ekranowania z giętkością, do czego dochodzi zewnętrzna osłona przeciwdrganiowa z naturalnego jedwabiu, pozyskiwanego od  Ebisawa Co., Ltd., największego producenta jedwabiu w Japonii. Dalszą poprawę uzyskano dzięki eliminacji lutowania, zastępując je łączem śrubowym od Matsugane Co., Ltd. Ekran wierzchni to ponownie od Ebisawa Co., Ltd. plecionka włókien PVC (polichlorku winylu) – montaż całości ręczny, z zachowaniem najwyższych standardów.

Do czego dołączają nowo opracowane wtyki – konieczne dla całkowitej perfekcji, a często zaniedbywane. Kabel XLR-1.0 Triple C-FM wykorzystuje bezlutowe, śrubowe złącze militarne, na rzecz tego kabla we współpracy z wojskowym dostawcą opracowane od nowa w ulepszonej formie. Wtyczka jest z brązu fosforowego, precyzyjnie wypolerowanego dla zwiększenia powierzchni styku i pokrytego srebrem oraz rodem, celem zapobiegania starzeniu. Aby jeszcze bardziej usprawnić przewodnictwo, cały wtyk jest poddawany finalnej obróbce kriogenicznej w temperaturze -196 °C, uzyskując niespotykane wcześniej własności przewodzące. Natomiast wtyki RCA są z aluminium lotniczego.

Acoustic Revive EE/F2,6 3M kabel głośnikowy

Nazwa tego kabla bierze się od grubości przewodnika – przy czym ø2,6 mm to jest naprawdę dużo. Wobec czego kabel ma wysoką pojemność, tym samym dużą energetyczną bezstratność. Zastosowana izolacja jest tego samego rodzaju co w interkonektach, osiągnięto zatem te same unikalne właściwości z przełożeniem na brzmienie. Różnica polega jedynie na użyciu zewnętrznego ekranu nie z polichlorku winylu, a z polietylenu, którego większa przenikliwość cieplna poprawia przy takim przekroju i tej długości własności przewodzące.

Opisując ten kabel Acoustic Revive mocniej podkreśla znaczenie metody eliptycznego kucia litych przewodów, jako że dzięki niej udało się usunąć żużlowe resztki obecne nawet w monokrystalicznej miedzi PCOCC, czyli tej wytwarzanej przez Furukawa Electric Co., Ltd. wg chronionej patentami receptury Hideo Ohno (szefa Spintronics Integrated Systems Center na Tohoku University; taki japoński Oxford). Efektem zarówno poprawa własności tonalnych (wzrost różnorodności brzmieniowej), jak i poprawa gładkości dźwięku. Wtyki, jak wspominałem, pochodzą od Oyaide – są miedziane, pokryte złotem i mają sygnaturę Oyaide GNB.

Obydwa lekko sztywnawe, ale łatwe do ułożenia.

Odnośnie wyglądu i cech użytkowych. Kabel jest średnio gruby i średnio sztywny; na rynku mamy masę o wiele grubszych i sztywniejszych. Przy czym sztywność w jego wypadku zupełnie nie ma znaczenia, ponieważ brak sprężynowania. Można zatem bezproblemowo układać w najbardziej pożądany sposób i na dodatek, w razie stosowania podstawek antywibracyjnych, nie będzie niczym linka zwisał, wymuszając użycie wielu. Kierunkowość wyznacza bieg napisów, izolacja zewnętrzna jest gładka lecz nie śliska, a zastosowane przyłącza Oyaide tak samo opierają się na żyłach solid core by Ohno i są przy swej cienkości zaskakująco sztywne. Opakowanie dawane przez polskiego dystrybutora to duże pudło z kartonu o białym wierzchu i czarnym obwodzie. Kabel bezproblemowo w nim się mieści i bezproblemowo rozwija ze zwojów. Wtyki banan są – jak to banany – łatwostrawne, ale gdyby ktoś sobie życzył, mogą być zamiast nich widełki. Cena już padła, ale przypomnę, że dwu i pół metrowy komplet to 2694 PLN.

Odsłuchy: Interkonekty

Pomimo stosunkowo niewielkiej grubości, w środku zmieściło się dużo technicznych innowacji.

   Ponownie zacznijmy od interkonektów, bo z nimi łatwiej logistycznie. Nie mając na stanie żadnych z pobliża cenowego, musiałem porównawczo odnosić się do droższych. Dwóch takich, obu wyraźnie droższych – do Tary Air One i Sulka Edia.

Wszystkie trzy przymierzane lądowały pomiędzy przetwornikiem a wzmacniaczem słuchawkowym Rogue Audio i wszystkie były w wersji RCA. Każdy wpinany i wypinany był trzykrotnie, każdemu dałem przed pierwszą próbą godzinę pograć, żeby na pewno były ograne. Bo dorzucę na margines, iż kabel często używany potrzebuje na dojście do siebie jakichś dziesięciu minut, ale taki nie używany od dawna (mimo iż kiedyś wygrzany) jakiejś godziny minimum. I przy okazji dodam, że testowany Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM właśnie przeszło godziny na rozruch potrzebował; wcześniej soprany miał i zbyt osobne, i nazbyt agresywne. Całkowicie to ustąpiło, zupełnie nie ma takich, ale przez pierwszych parę kwadransów ta sytuacja istniała. Dlatego wszystkich przestrzegam przed pochopnym wyrokowaniem, można się mocno naciąć.

Do wzmacniacza były wpinane HiFiMAN Susvara z kablem Tonalium i T+A Solitaire P, aby zachęcić słuchającego do słuchania z jednej strony najwyższym poziomem odtwórczym, z drugiej ciągle jeszcze, pomimo napisanych recenzji, pewną dozą nowości. (To nie jego słuchawki.) Poza tym każde to odmienny styl, a w takim razie poszerzenie oglądu o różne podejścia do brzmienia. U Susvar delikatniejszego, intymniejszego i aksamitno-gładkiego; u Solitaire P potężniejszego, bardziej chropawo-ciśnieniowego i bardziej filharmonicznego niż kameralnego.

Pomimo takich różnic wszystkie trzy interkonekty pasowały do jednych i drugich, aczkolwiek różnice między nimi też okazały się znaczące. Zacznijmy od przyrównywanych, czyli stanowiących punkt odniesienia; opisywany zostawiając na koniec.

Podobnie jak we wtykach.

Sulek okazał się dawać najwyższe ciśnienia, wraz z tym najmocniejszy bas. Ale nie taki akcentujący się osobno, bo spośród wszystkich trzech był jednocześnie – i to w wyraźny sposób – najbardziej koherentny brzmieniowo. Pasmo miał zwarte nie w sensie jego zwężenia na skrajach, bo tego ani trochę, a w sensie najmocniej ze sobą powiązanych zakresów. Żadnych wyosobnionych sopranów, uwypuklanej średnicy, żyjącego na własny rachunek basu. Wraz ze stonowanym światłem i gęstym, ciśnieniowym medium pasmo scalone w jedność – żadnych podbić, luk, dołków ani punktów fazowych. Złączenie brzmienia najpotężniejszego z jednocześnie najbardziej spokojnym – brak jaskrawego światła i „wariujących” sopranów gwarantem wielogodzinnych sesji bez zmęczenia. Mniej chropawości i pogłosów, szczegóły w przekaz bardziej wtopione, wyjątkowa łatwość słuchania, intymność, moc, czucie muzyki, śpiewność, zaśpiewy i piękne podtrzymanie oraz piękne odejście. Kwintesencja melodyjności i braku popisywania się czymś innym niż muzyką.

W niemałym stopniu tego przeciwieństwem był interkonekt Tary. Ale w żadnym wypadku nie poprzez to, że Sulek dobry – Tara zła. Inaczej bym jej nie miał, a mam od wielu lat. Tara to wyżej brana tonalność, więcej tlenu, bardziej migotliwe soprany, większy nacisk na dźwięczność niż wypełnienie, pewne odsunięcie pierwszego planu, tym samym mniejsza intymność; same dźwięki bardziej objętościowe, obrysem gładkie, a wypełnieniem lżejsze. Drastyczne różnice względem Sulka to mocniejsze, chociaż nie zasadniczo jaśniejsze światło i krystalicznie czyste, zarazem pozbawione ciśnienia medium. Dzięki któremu wraz z większą dozą tlenu i większą objętością dźwięków pewna naturalna skłonność do dźwiękowego szybowania, co może stać się efektowne, czasami wręcz niesamowite. Też piękny sustain i odejście, ogólnie większa delikatność, zwiększone jeszcze bardziej predyspozycje do zaśpiewu, nostalgii, jakichś westchnień. Z jednej strony za sprawą bardziej obecnych pogłosów, z drugiej większej lotności i bardziej kobiecego stylu. Z czym się rysuje pewna analogia do słuchawek Susvara, które także są bardziej kobiece, a Solitaire P męskie. W wibrowaniu kobiecych głosów z Tarą więcej słodyczy, bardziej obecna sopranowa łuna, więcej migotek, dzwonków, pogłosów, brzmieniowej biżuterii. Ogólnie biorąc dźwięk lotniejszy, migotliwszy i mniej zespolony w jedno. Nie tak zwarty, spokojny, potężny i jednorodny.

Wtyki z lotniczego aluminium i zakręcane.

A teraz clou tej części – Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM. Zdawało mi się, że przy wyraźnie niższej od tamtych cenie ten skromniej wyglądający interkonekt zdecydowanie będzie odstawał. Tymczasem utrzymał się w peletonie. I, co mnie zaskoczyło i rozbawiło zarazem (ale w tym dobrym sensie), kabel Acoustic Revive okazał się czymś pośrednim względem cech tamtych dwóch. Tonalność niższa niż Tary, ale wyższa niż Sulka, a same dźwięki bardziej niż u obu chropawe i jednocześnie bardzo różnorodne – czyli stylistycznie jednak ku Tarze, choć głównie na rachunek własny. Mniej aniżeli u niej bowiem natlenione, nieznacznie mniej objętościowe,  przy wyższej chropawości oczywiście mniej gładkie, a za to lepiej dociążone. Także medium nie aż tak krystalicznie przejrzyste, ale ciągle przejrzyste bardzo, z pewną już jednak, braną jakby od Sulka, dozą ciśnienia i zgęstnienia. Chropawość nie tylko na obrysach , ale też na wszystkich teksturach, jako głębokie, wyraźnie zaznaczające swą obecność tłoczenia. Mocno też zaznaczające swą obecność szczegóły, ale bez utraty muzykalności. W pierwszej godzinie grania, a już zwłaszcza w pierwszej połowie, soprany zbyt się narzucały i odrywały od reszty pasma. Za smukłe, za wyrywne, aż psujące przyjemność. A potem to zanikło, kompletnie ani śladu – nawet przeciwnie, soprany właśnie dające przyjemność, aż nawet popisowe. Nie za obfite i nie stłumione, w efektowny sposób obecność swą zaznaczające, aż po nieczęsto spotykane wrażenie odświętności. Pozbawione lotności dającej szybowanie, co cechą brzmienia Tary, ale dające piękne wzloty tonalne, też bardzo satysfakcjonujące. Zatem brzmienie bardziej normalne, lecz jakościowo zdumiewająco dobre. Przejrzyste, a zarazem już trochę gęste medium, chropawość i tłoczenie tekstur, dobrze związane pasmo – ale podkreślające się oba skraje, naturalistyczne na miarę wyrafinowanego high-endu wokale, cała muzyka bardzo ożywiona i bardzo aktywna. Można powiedzieć, iż słuchacz wzięty przez ten interkonekt w obroty i naprawdę nie może się nudzić. Ale zarazem też nie tak, że szybko jesteśmy zmęczeni. To nie naturalizm Acoustic Zen Absolute Cooper, gdzie trzeba naprawdę  dobrze i na wysokim poziomie zestrajać tory, żeby to mogło przynieść korzyść. Tu tor był wprawdzie wystarczająco dobry nawet dla „Absolutnej Miedzi”, jednak najtańszy interkonekt od Acoustic Revive nie jest aż tak wyczynowy, choć wyczynowy jest. Nie jest tak spójny, tak potężny i aż tak muzykalny jak Sulek, nie jest też aż tak niesamowity w swym szybowaniu jak Tara.

A symetryczne z rodowanego i posrebrzanego mosiądzu z dodatkiem kriogeniki.

Ale na swój sposób jest niesamowity, a nawet dwa sposoby. Jeden po stronie jakościowej – jest świetny, tak po prostu; drugi cenowej – jest tani. Przy tym niemal równie uniwersalny jak Tara, a mniej uniwersalny od Sulka. Temu ostatniemu było zupełnie obojętne, które obsługuje słuchawki, natomiast Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM wyraźnie faworyzował Solitaire P. Odnośnie uniwersalności Tary może się zagalopowałem: ona nie jest uniwersalna – jest specjalna. Jej styl trzeba lubić, w zamian daje niesamowitość. Na przykład ze słuchawkami Grado GS1000 można wzbić się ponad obłoki. Sam tak latałem z divertimentem Mozarta, co było ekstatycznym przeżyciem. Z tymi tu słuchawkami takiego szybowania nie było, ale poczucie wznoszenia też niesamowite. A recenzowany Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM to świetny kawałek miedzi, zwłaszcza dla takich torów, które same są bardziej „męskie”, a chciałyby trochę ożyć i pofrunąć. (Nie piszę osobno o wersji symetrycznej, bo jest brzmieniowo tożsama.)

Odsłuchy: Kable głośnikowe

„Sztywniak” – ale nie bez powodu.

   Łatwe do ułożenia i oszczędne, gdy idzie o ilość potrzebnych pod nie podstawek, kable Acoustic Revive EE/F2,6 3M od strony ewentualnych porównań znalazły się w sytuacji o wiele trudniejszej od siostrzanych interkonektów. Mam bowiem tylko jeden kabel głośnikowy, który kosztuje 24 tys. i należy do elitarnych. Porównywane z nim kable aspirujące do bycia świetnymi z pozycji cenowo niższych nigdy nie odniosły sukcesu (aczkolwiek niektóre wypadały świetnie), co o tyle jest oczywiste, iż wówczas one stałyby się moimi. Porównanie zatem odłóżmy na koniec, teraz o cechach brzmienia.

Acoustic Revive 2,6 3M to kabel oświetlający muzykę wydobywającym wszelkie niuanse światłem pozbawionym ostrości; takim o minimalnym przyciemnieniu dla podkręcenia nastroju. To nie jest światło pomijalne, jak z pochmurnego ale jasnego dnia, lecz pomijalne prawie – z atmosferą ściemnienia się nie narzucające i generalnie pod swoim względem całkowicie udane. Uprzedzając etap porównań powiem, że było niemal identyczne jak u dziewięć razy droższego wzorca. Na plus zatem, i to wyraźny. Tym bardziej, że bez narzucania jaskrawości wyraźność dźwięków wręcz wzorcowa – zarówno od strony morfologii, jak i wzajemnej separacji. Ta ostatnia aż niemal do przesady – każdy dźwięk ukazany oddzielnie i dopieszczony co do kształtu; kto zatem lubi, aby w najszybszym nawet palcowaniu kadencji fortepianowych czy innych popisowych muzycznych momentów, na przykład z repertuaru Liszta, każdy dźwięk się wyraźnie zaznaczał nie zlewając z innymi, ten przy Acoustic Revive 2,6 3M nie poczuje rozczarowania, wręcz przeciwnie – naprawdę dużą satysfakcję. Znów muszę użyć zwrotu „tym bardziej”. Tym bardziej tak się stanie, że te fortepianowe dźwięki staną przed nim jak żywe dzięki energii i postaci. Kto miał okazję naciskać klawisze koncertowego fortepianu, ten słuchając dobrze zrealizowanych fortepianowych nagrań przy  Acoustic Revive 2,6 3M poczuje natychmiast déjà vu, tyle że bez składnika nieokreśloności czasowej. Przypomni sobie tamto brzmienie w nagraniu powtórzone. Sam sobie przypomniałem i było to bardzo miłe, prócz tego, że technicznie adekwatne do najwyższych wymagań. A trzeba przy okazji podkreślić, że dźwięki spod klawiszy są bardzo charakterystyczne i kiedy wędrować po AVS, naprawdę nieczęsto trafia się do sali, gdzie dobrze odtworzone.

Sam przewód od Acoustic Revive, a wtyki od Oyaide.

Złożoność harmoniczna, oddanie charakteru, złączenie ataku, podtrzymania i finiszu w jedną budzącą satysfakcję całość, a wszystko przy należytej energii – to przy kablu Acoustic Revive 2,6 3M w mym torze zaistniało i byłem tym zbudowany. Bo wbrew opiniom niektórych, miło jest opisywać audiofilizm udany, już choćby z tego względu, że miło się go słucha. Choć krytykować jest niewątpliwie łatwiej i łatwiej w tym o uzależnienie – tak to już jest, że wtórowanie krytykującym przychodzi publiczności prędzej. A jak się można w tym zapamiętać! Jak się samemu wybić w dumę! Oto ja, wieszcz mieszający z błotem to audiofilskie tałatajstwo! Są całe poświęcone temu strony, często zresztą osnute wokół krytyki kabli. Sam mogę na tej kanwie powiedzieć, że głupio byłoby się czepiać Acoustic Revive 2,6 3M obsługującego porządny system.

Dwie za tym przemawiają rzeczy: precyzja obrazowania i energia. Dźwięki są, jak na początku wspomniałem, świetnie separowane – aż do samej granicy utracenia kontaktu, lecz nie dalej. I to jest super, robi wrażenie. Ale z dwóch wymienianych teraz przymiotów ważniejszym jest towarzysząca tej separacji precyzja opisowa. To jasne, że ona stoi za tym fortepianowym déjà vu. Ale nie uciekając się do tego typu bezpośrednich odniesień też się intuicyjnie czuje nadzwyczajną staranność – i w instrumentach, i ludzkich głosach. O oświetlaniu już mówiłem, do czego dołączają ładnie formowane pogłosy, świetna dykcja, brak sybilacji, wydatna nastrojowość, pomimo braku skłonności do nostalgii czy innych wzbierających emocji. Emocjonalność neutralna, czerpana jedynie z utworu. Ale kiedy w utworze ją mamy, zostanie uwydatniona. Przy czym brzmienie jest efektownie chropawe (choć mniej niż w interkonektach), przy jednoczesnym braku podkręcania brzmienia sopranem. Wręcz przeciwnie – soprany są z lekka powściągane, co właśnie sprzyja separacji – sopranowe pienia i łuny nie zachodzą na siebie. A jednocześnie jest pełna dźwięczność, bo jak inaczej ten fortepian? Kabel jest skoncentrowany na naturalizmie – jedynie lekkie podkręcanie to dobór klimatycznego z lekka światła. Może jeszcze i to, że tonalność jest minimalnie obniżona; obniżona tak mało, że to już kwestia strojenia, a nie umyślnego efektu. Nie czuje się tego obniżenia w głosach, a tyko w mocy instrumentów, w tym oczywiście perkusyjnych.

I to jest dobry moment, by wspomnieć o energii. Zaletą albo wadą kabli głośnikowych jest zdolność jej przepuszczania. Te tańsze z reguły obniżają wydolność energetyczną, pozostawiając kształty dźwięków, częstokroć nawet piękne, ale wyprane z immanentnej mocy. Efektem tylko zarys, a nie muzyka żywa – i sam tej sytuacji nie lubię. Wielką zaletą Acoustic Revive 2,6 3M jest pełna przepustowość energii. Wraz z tym zachowane żywość, dynamika, zrywność i wysokie ciśnienia.

Na przewodach miedziane, na bananach złocone.

Czy wobec tylu zalet ten droższy tyle razy Sulek powinien odejść w zapomnienie? Nie, nie ma takiej opcji. Gdyż nawet pomijając to, że ekstensję sopranów daje całkowicie prawdziwą, co wcale mu nie przeszkadza w separowaniu i łączeniu, dwa jeszcze ma atuty kluczowej rangi: generowanie głębszych scen (w tym z lepszej holografii) oraz maestrię przenikania w głębokie warstwy brzmienia. Tych warstw staje się więcej, cała architektura harmoniczna zyskuje głębszy wymiar, większe więc wyrafinowanie. Ale za to się płaci, i płaci bardzo słono. Na rzecz tego samo Acoustic Revive ma swoje droższe kable, niektórzy wręcz astronomicznie drogie. Bo tam jest czego szukać i co znaleźć. Najwyższej klasy kabel głośnikowy to skarb; może nie aż do tego stopnia cenny, że nie do przecenienia (zachowajmy rozsądek), ale na pewno wart zachodu i dużych inwestycji. A Acoustic Revive 2,6 3M daje tego porządny przedsmak za niewielkie pieniądze.

Podsumowanie

   Któryś już raz ostatnimi czasy piszę o kablach niedrogich, a godnych polecenia – zdolnych zbliżać takie niedrogie do bardzo, bardzo drogich, to samo odnośnie całych torów. Tak się składa, że ostatnimi czasy często pisuję recenzje najdroższych, topowych słuchawek i okablowania niedrogiego o świetnych parametrach. Nie wiem czy dobrze to, czy źle, ale tak to się samo układa i nic nie mam przeciwko. Skądinąd trudno bowiem nie dopatrzyć się w tym pewnej analogii. Różnice między najwybitniejszymi słuchawkami, a tymi je naśladującymi przy wielokrotnie niższych cenach, są tego samego rodzaju jak pomiędzy kablami. Sennheiser HD 600 czy Fostex T60 RP dają o wiele więcej niż pięćdziesiąt procent radości ze słuchania Audio-Techniki ATH-L5000 czy T+A Solitaire P. Podobnie kable głośnikowe i interkonekty Acoustic Revive czy Luna Cables z najtańszych serii o wiele więcej niż pięćdziesiąt procent radości z Siltech Triple Crown, Sulka 9×9 czy Transparenta MAGNUM OPUS. Cenowe różnice są zaś nieprzyzwoite, rzadko gdzie indziej widywane. Coś jak pomiędzy szklanymi podróbkami pereł, a perłami od dzikich perłopławów. Co w odniesieniu do pereł ma wymiar głównie prestiżowy, a w odniesieniu do brzmienia bardziej jednak zobiektywizowany odnośnie estetyki i emocji. Niemniej dobrze zrobiony niedrogi kabel potrafi być tak dobry, że w warstwie czystego przeżywania (najlepiej z dala do porównań) daje niemal to samo. I głośnikowy Acoustic Revive 2,6 3M, a jeszcze prędzej interkonekt Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM należą do właśnie takich. Przy czym interkonekt jest aż tak dobry, że porównania mu nie straszne.

Dane techniczne

  • Przewodnik: kuta, eliptycznego kształtu lita miedź PCOCC pozbawiona żużlowej przymieszki.
  • Izolacja: teflon, warstwa powietrza, gruby rękaw miedziany, zewnętrzny płaszcz ochronny z jedwabiu i polietylenu (interkonekt) lub polichlorku winylu (kabel głośnikowy).
  • Średnica żyły kabla głośnikowego: ø2,6 mm.
  • Przyłącza: Acoustic Revive (śrubowe) lub Oyaide.
  • Opakowania: tekturowe pudełka.

Ceny:

  • interkonekt Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM interkonekt (2 x 1 m RCA) – 1690 PLN
  • interkonekt Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM interkonekt (2 x 1 m XLR) – 2290 PLN
  • kabel głośnikowy Acoustic Revive EE/F2,6 3M (2 x 2,5 m przyłącza Oyaide) – 2690 PLN

System:

  • Źródła: PC, Ayon CD-35 II.
  • Przetwornik: PrimaLuna EVO 100.
  • Słuchawki HiFiMAN Susvara, T+A Solitaire P.
  • Wzmacniacz słuchawkowy: Rogue Audio HA-5
  • Przedwzmacniacz/wzmacniacz słuchawkowy: ASL Twin-Head Mark III.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Kolumny: Boenicke W11 Standard + Swing Base.
  • Słuchawki Focal Utopia, HEDDphone.
  • Wzmacniacz słuchawkowy: Phasemation EPA-007
  • Interkonekty: Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM ,Sulek Edia, Sulek 6×9, Tara Labs Air One.
  • Kable głośnikowe: Acoustic Revive 2,6 3M, Sulek 6×9.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek 9×9 Power.
  • Listwa: Sulek Edia.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Ustroje akustyczne: Audioform.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
  • Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Solid Tech „Disc of Silence”, Synergistic Research MiG SX
Pokaż artykuł z podziałem na strony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy