Relacja: Audio Video Show 2017 – Słuchawki

   Zaczynam od słuchawek, co łatwo wytłumaczyć. Wcale nie tym, że podobno się znam, tylko faktem, że interesują najwięcej osób. Cóż komu po tym, że w piątym pokoju po lewej na trzecim piętrze Hotelu Sobieski grało to albo tamto w ten albo inny sposób? To naprawdę niewielu obchodzi, chyba że grało fenomenalnie a niedrogo – ale nie grało. To znaczy było kilka miejsc niedrogiego i bardzo dobrego brzmienia – i o nich też szybko napiszę, ale na razie o słuchawkach. Te wprawdzie tanie być przestały, bo górny ich segment na stałe wyjechał powyżej dziesięciu tysięcy, ale tak się jakoś przyjęło, że najtańsze super granie to właśnie słuchawki, a przy tym najbardziej praktyczne, bo najmobilniejsze. System słuchawkowy, nawet ten nieprzenośny, najłatwiej translokować, a na dodatek słuchawek można mieć kilka par, co w przypadku głośników jest o wiele trudniejsze i mniej sensowne. Zachodzi też okoliczność nawet bardziej znacząca, mianowicie pośród słuchawek najwięcej się dzieje. Nowe super głośniki? Nowy wspaniały wzmacniacz i do niego nowy super odtwarzacz? I żeby były dla ludzi normalniejszych pod względem ekonomicznym a nie milionerów? – A gdzie tam, panie, gdzie tam – nie te czasy. Lecz kłamię, ewidentnie kłamię. Spotkałem jedno super źródło za bardzo przystępne pieniądze, a także w paru miejscach niedrogie super głośniki i niedrogie wzmacniacze. Ale to wszystko porozrzucane po całej wystawie, a słuchawki zebrane w większości w swej strefie, co to o niej już napisałem, że w piątek dojazd był dla cierpliwych – takich naprawdę walecznych. Więc może się umówimy z Szanownym Organizatorem Wystawy, że w roku przyszłym na przykład dojazd do tak promowanych przez niego głośników Magico będzie windą po drugiej stronie, a do słuchawek dojście wolną drogą, dobrze?

Fatum jakieś nad tymi słuchawkami zawisło, bo w zeszłym korytarz prowadzący do nich nie został porządnie oznakowany, a w tym rzucono hasło: „Windą bliżej!” – konkretnie nawet dwiema windami. Wjechałeś, zobaczyłeś że przejścia nie ma, zjechałeś, przeszedłeś na drugą stronę parkingu, znowu wjechałeś, zwiedziłeś, zjechałeś, przeszedłeś z powrotem przez parking i znów wjechałeś.  – Jakie to w sumie proste, każdy się w mig połapie…

No nic, kto chciał i o drogę dopytał, ten dotarł gdzie trzeba po trudach, albo do siedemnastej zaczekał, czas pędząc na lokalnych atrakcjach, o których w następnej relacji.

Zacznijmy jednak od tych słuchawek, których w strefie nie było. Tradycyjnie stoisko Staksa rozlokowało się w Golden Tulipie i można było tam posłuchać nowego flagowego wzmacniacza SRM-T8000 z flagowymi SR-009, albo innymi Staksami. Wsparcie ten nowy dostał potężne – od super drogiego przetwornika Jadis – ale jakie to dało rezultaty, tego nie wiem, bo się tam nie dopchałem. Mógłbym wprawdzie na upartego, odstając w kolejce swoje, ale skoro jest już recenzja, to szkoda mi było czasu.

W Sobieskim na parterze też było trochę słuchawek, ale też wszystkie co ważniejsze z napisanymi już recenzjami, więc też tam nie słuchałem. Przyłożyłem natomiast ucho do kolejny raz prezentowanego na Narodowym w oddzielnej sali zestawu Sennheiser Orpheus HE-1, który w tym roku nie grał z Accuphase a skromniejszym Marantzem. To się niestety dało słyszeć – zeszłoroczna prezentacja stała na wyższym poziomie, dowodząc całkiem niezbicie, że słuchawki są same w sobie genialne; a i w tym roku też grały z klasą, ale już nie tak wstrząsająco. Co innego było jednak dla słuchawkowych krytyków w tym roku najważniejsze,  mianowicie debiut nowych Sennheiser HD 660S.

Wydanych jubileuszowo, na cześć i w imię upamiętnienia dwudziestolecia debiutu przesławnych HD 600; słuchawek które utorowały na naszym kontynencie drogę do segmentu high-end konstrukcjom dynamicznym. Bo cóż z tego, że w dalekiej Japonii złotym mirażem jawiły się bajeczne Sony MDR-R10, a w Ameryce święciły tryumfy Grado HP1000 i trochę później RS-1, skoro pierwsze były piekielnie drogie, a drugie – także nietanie – były limitowane i nawet w bogatych Niemczech nie miały dystrybucji. A HD 600 zjawiły się jako przystępne cenowo, z dystrybucją we wszystkich krajach i dostępnością od ręki. Na dodatek błyskawicznie obrosły sławą, wynoszone do chwały przez użytkowników i recenzentów. Ileż to specjalnie dla nich powstało kabli i dedykowanych wzmacniaczy, jak wiele wśród nich wybitnych, w tym także używany przeze mnie do dzisiaj ASL Twin-Head.

Jubileuszowe HD 660S są względem pierwowzoru wyglądem niemal identyczne, ale grają nieco inaczej: też ciemnym lecz bardziej nasyconym, gęstym, mięsistym i dociążonym dźwiękiem, opartym na mocnym basie i popartym ładnymi sopranami. Tu prezentowane były (trudno żeby inaczej) z flagowym firmowym przetworniko-wzmacniaczem Sennheiser HDVD 800 – i nic więcej o nich przed recenzją nie powiem ponad to, że grały analogicznym stylem jak zestaw HE-1, tyle że naturalnie skromniej. Tak więc spokojnie Sennheiser może je promować pod hasłem „Mały Orfeusz”, przy czym odnośnie pierwotnego Orpheusa HE90/HEV90, to ten też miał swoją skromniejszą wersję, tyle że tamten „Mały Orfeusz” HE70 był elektrostatyczny. Nowy jest dynamiczny, a dzięki temu dużo tańszy. Bo cóż to jest teraz dwa tysiące za dobre słuchawki – grosze, dosłownie grosze. Mieć tańszych wręcz nie wypada, choć Koss Porta-Pro i Grado SR60 to wciąż kapitalne a wielokrotnie tańsze.

Też poza strefą słuchawek, ale podobnie jak Sennheiser w jej pobliżu, czaiły się na osobnym stoisku także niemieckie Ultrasone. Ich producent nie zasypia gruszek w popiele, wciąż sypiąc nowościami. W zeszłym roku pokazał dwa wybitne modele jubileuszowe – Tribute 7 (dla upamiętnienia pierwszych od nich high-enodowych Ultrasone Edition 7), a także Jubilee 25 Edition, czczące 25-lecie firmy. Tym razem przedłożył zaś publiczności nowego flagowca w edycji normalnej, na dodatek będącego pierwszą na tej pozycji konstrukcją otwartą.

W zeszłym roku miałem okazję porównywać przez moment starsze Edition 5 Limited (14 990 PLN) z nowszymi Jubilee 25 (19 990 PLN) – i te ostatnie wydały mi się bardziej dopieszczone brzmieniowo. W tym natomiast te same Jubilee z nowiutkimi flagowymi Ultrasone Edition 15 (9990 PLN); i na moje ucho te nowe, otwarte wypadły lepiej, grając nieco niższym i poprzez to mniej ofensywnym a jednocześnie posobnie wspaniałym dźwiękiem. To było jednak porównanie na aparaturze nieadekwatnej, tak więc definitywne oceny innym razem, o ile nadarzy się sposobność, a ponoć ma się nadarzyć.

Ostatnie przed strefą słuchawkową było stoisko ze słuchawkami AudioQuesta. Produkowały się tam zamknięte NightOwl i otwarte NightHawk w najnowszej wersji Carbon. Te drugie naprawdę zachęcająco, ale poczekajmy na recenzję, która ponoć wnet dojść będzie mogła do skutku. Aha, i w sali McIntosha były też ich zamknięte Beyerdynamic (czyli oficjalnie McIntosh MHP-1000), które już kiedyś zrecenzowałem.

Wejdźmy nareszcie w samą Strefę. Tam było najciekawiej, a przede wszystkim sposobność nadrobienia bolesnych zaległości i wejścia w kontakt z nowościami. Na stołach mnóstwo ciekawych rzeczy, w tym flagowe Pioneer SE Master1, nowa 200-ohmowa wersja Audeze LCD-4 z kablem Nordosta, zrecenzowane już ale niemożliwe do pominięcia planarne Final Audio D8000 w towarzystwie dynamicznych swej firmy flagowców Sonorous VIII i X. Także duet flagowy od HiFiMAN-a, czyli Susvara i HE-1000 V2, a w innym kącie Focal Utopia z nowym, wyższej klasy okablowaniem szkockiego Atlas Cable. Na innym stoisku wszystkie najwyższe MrSpeakers, w tym pierwsze w historii firmy elektrostatyczne a nie planarne ETHER E, które mam pisząc te słowa na uszach.

To już był by atomowy zestaw nowości, lecz to i tak nie koniec. Bo na stoisku przybyłych aż z Serbii producentów wysokiej klasy elektroniki Auris Audio – w tym przetworników i słuchawkowych wzmacniaczy – można było się zaznajomić z flagowymi modelami rosyjskiego Kennertona (ekskluzywność od Fischer Audio) – dynamicznymi Vali i planarnymi Odin. A jeszcze na stoisku obok Audeze, których dystrybucję przechwycił Top HiFi, pyszniły się nowe flagowe Audio-Technica ATH-ADX5000 i były też nowe Fosteksy w drewnianych obudowach, a także wiele innych ciekawych modeli z niższych przedziałów cenowych.

Przepatrzmy to jedno za drugim w kolejności z grubsza alfabetycznej i z dodatkową uwagą, że korzystając z bycia trochę znanym pozwoliłem sobie taszczyć jedne do drugich i parami wprost porównywać, do czego świetnie się nadawały obecne na miejscu wzmacniacze Auris Audio, Copland, Divaldi i okupujący liczne stoiska ifi iCAN PRO. Dodatkowego smaku dodawało też źródło na stoisku Divaldi, imponujący brzmieniem i wyglądem gramofon Nottingham Anna.

Nowa Audio-Technica ATH-ADX5000 kosztuje niestety słono, bo koło jedenastu tysięcy. Ma konstrukcję otwartą i wyglądem niespecjalnie zachęca, nie odbiegając pod jego względem od recenzowanego kiedyś modelu ATH-AD2000X. Nic właściwie z ekskluzywności, o takie sobie słuchawki, ale brzmienie to co innego. Popis wyrafinowania wpartego w wielką przestrzeń na bazie naturalności, bez żadnych ociepleń i dociążeń. Finezja i naturalność w całości i detalu, że prosto bierze zachwyt i to są piękne słuchawki. Delikatniejsze od Audeze, Focali czy D8000, ale takie że: – ach, jak pięknie!

Poprawione Audeze LCD-4 mają mieć tę poprawę za sprawą usprawnienia przetwornika oraz kabla Nordosta, który jest cienki i czerwony. A w środku jeszcze cieńszy, bo czuć przez osłonowy plastik druciki, które są cienkie prawie jak włosy. Domniemana poprawa to także welurowe a nie skórzane pady, z welurem koloru brązowego i w bardzo dobrym gatunku. Od leżących tuż obok LCD-3 oferowały większą przestrzeń na bazie dalszego pierwszego planu, a grały pierwsza klasa, co w ich recenzji spisałem.

Focal Utopia nie zmieniły dystrybutora i niczego nie tknęły poza kablem. Sama firma go jednak nie tykała, a jedynie polski dystrybutor wszedł w kooperację z Atlas Cable, którego wersja dla tych słuchawek kosztuje 2500 PLN i nie tylko na zapewnienia sprzedawców, ale także na moje ucho, wnosi dużą poprawę. W relacjach z AVS pojawiają się jakieś grymasy, jak zwykle gdy przechodzień pragnie dowieść, że zna się a cena nie robi na nim wrażenia. No więc przyjmijmy, że ja się nie znam i ceny na mnie wpływają, a w ślad za tym te Focal Utopia strasznie mi się podobały, bo są nie tylko detaliczne jak żona przy rachunkach, ale też ciepłe, gęste, z mocnym uwydatnieniem cech indywidualnych brzmienia, a jednocześnie super transparentne i potężne. Z wszystkich porównywanych one i Final D8000 podobały mi się najbardziej, a które z nich, to zależało w zupełności od wzmacniacza. Z jednymi te, z drugimi tamte – prymat skakał jak mała dziewczynka. Jedne i drugie są fantastyczne, ale fantastyka się do nich nie ogranicza.

Fantastyczne też są HiFiMAN Susvara, które bez trudu udowodniły w bezpośrednim porównaniu swą wyższość nad poprzednim flagowcem firmy, modelem  HE-1000 V2. „Tysiączki” to klasa popisowa i duże audiofilskie święto na uszach, ale Susvara wyraźnie większe. Brzmią cieplej, głębiej przenikają i w dużym stopniu bardziej indywidualizują brzmienia. Mają swój własny smak, kuszący słuchacza powab i mocne czucie niezwykłości. To nie są jedne z wielu, albo są, ale dopiero pośród tutaj opisywanych, czyli wyłącznie asów.

Final Audio D8000 piszę specjalnie po Susvarach, mimo iż F jest przed H. Chciałem bowiem dodać do ich wyrażonej w recenzji charakterystyki pewną małą przygodę. Owa Susvara była aż w trzech miejscach. Posiadał ją polski dystrybutor, który odmówił jednak podesłania egzemplarza do testu, a ściślej musiał odmówić. Musiał, bo słuchawek nie będzie sprzedawał, a te wystawowe były jedynie na moment przywiezione przez przedstawiciela firmy i wraz z nim zaraz odjechały. Czemu tak? – pytam. A w odpowiedzi lekkie wzruszenie ramionami i stwierdzenie, że cena nie rokuje sprzedażowego sukcesu, ponieważ to bite trzydzieści tysięcy, a jak widać dokoła, tańszych wysokiej klasy nie brak. Drugi egzemplarz miało stoisko ifi, i ten był czyjś prywatny, a trzeci Auris Audio, które swój przetwornik i dwa słuchawkowe wzmacniacze prezentowało z Susvarą i dwoma Kennertonami.

Słucham Susvary u nich i słyszę, że Kennertony nie odstają. A że wzmacniacze mieli naprawdę rasowe, to poprosiłem Nobumasę, polskiego dystrybutora Finala, żeby podrzucił na ich stoisko na chwilę D8000. Dostałem do rąk własnych, zakładam, słucham – nie ma zmiłuj – Susvara i Kennertony pobite. Ale to tylko moje zdanie, a opinia powszechna może być inna. Wręczam więc D8000 obu panom od Auris. Pierwszy założył i momentalnie widzę jak blednie. Skupił się, wsłuchał – ściąga i pokazuje Nobumasie i mnie, że ma ciarki na rękach i nogach, a to mu, jak powiada, się prawie nigdy nie zdarza. W sumie najwięcej radości z tego miał będzie serbski dystrybutor Finala, bo już u niego zamówili.

Na zapoznanie ze słuchawkami Kennertona zupełnie nie liczyłem. Nikt nie zapowiadał ich przybycia, a kwestia pozyskania dystrybutora wlecze się w ich przypadku niemiłosiernie. Tymczasem panowie z Serbii przywieźli je ze sobą, to znaczy oba modele szczytowe – dynamiczny Viali i ortodynamiczny Odin. Pierwsze, Kennerton Viali, przypominają nieco HiFiMAN HE-6, mimo że nie są planarne. Też grają bliskim dźwiękiem, też potężnym, też naturalnym i też super dynamicznym. Wrażenie siły i naturalności dominuje, a przy tym nic nie jest uładniane, docieplane, wygładzane. Jest moc, witalność, siła – natomiast w porównaniu do HE-6 brzmienie jest nieco ciemniejsze. Tyle mogę powiedzieć po kilkuminutowym słuchaniu za pośrednictwem nieznanego sobie, choć niewątpliwe wysokiej klasy toru. Odnośnie zaś planarnych Kennerton Odin, to grają względem dynamicznego brata dalszym pierwszym planem oraz na dużo większej scenie. Większy też nacisk kładą na melodyjną gładkość i falujące płynięcie – i sumarycznie biorąc to są tej samej klasy słuchawki co wszystkie tu opisane. Dla siebie wprawdzie Focale i Finale bym wolał, ale Kennerton też super klasa.

Pora na flagowe Pionieery. Model Pioneer SE Master1 był dotąd dla mnie jak jednorożec – pojawiał się i znikał, a cały czas poza zasięgiem. Lecz tu go w końcu dopadłem, gdzie grał z symetrycznym wzmacniaczem własnej firmy, elegancko podpięty poprzez najlepsze złącze 2×3-pin własnym kablem. Zapytałem sympatycznych przedstawicieli firmy, czemu nie chcieli przysłać do oceny, ale oni na ten model nie liczą i wzięli go tak bardziej dla świętego spokoju – żeby producent się nie rzucał i mieć sprawę z głowy. Chyba nie wierzą, podobnie jak w przypadku Susvary, że drogie słuchawki się sprzedadzą, chociaż te Pioneery kosztują jedenaście, są więc trzy razy tańsze. Słucham ich i momentalnie słyszę, że też przywołują brzmieniową odświętność, a przy tym ewidentnie popartą otwartością i wielką, naprawdę imponującą przestrzenią. Jeżeli więc ktoś lubi takie granie – wielkoobszarowe, wspaniale detaliczne, a przy tym nieocieplone, to miał będzie trudny wybór pomiędzy nimi a nową Audio-Technicą. Mnie ta ostatnia spodobała się ciut bardziej, ale może tylko dlatego, że dysponowała na swoim stoisku lampowym wzmacniaczem Coplanda, który od tego pioneerowego prawdopodobnie jest lepszy. Nie porównałem obu słuchawek bezpośrednio, bo trudno było wszystko wszystkim zabierać i szarogęsić się jak u siebie – w końcu AVS to nie mój folwark. Ale zrobiłem jedno porównanie, przyrównałem je do też zaniechanej przez dystrybutora Susvary. I te drugie – te droższe z niewiarą w sukces -odpowiadały mi bardziej, bo też grały dużą przestrzenią i też w odświętnym stylu popisowej jakości, ale cieplej i z mocniejszym wchodzeniem w indywidualizmy głosów. Z tego teoretycznie by wynikało, że krocząc zasadą przechodniości Final i Focal są jeszcze lepsze, ale w przypadku konkretnego toru i konkretnych gustów słuchacza wcale tak być nie musi. Że ja tak opiniuję, to jeszcze nie koniec sprawy. Nie jestem Rzymem, a tylko jego tyczyło zamykające usta Roma locuta, causa finita.

W obrębie Strefy Słuchawek był jeszcze jeden nowy model-debiutant klasy prototyp, a w każdym razie coś, czego producent jeszcze nie zawiesił na swojej stronie jako rzecz do kupienia. Na stanowisku firmy MIP, obok licznych odtwarzaczy przenośnych Astell & Kern, wszystkich modeli Focala i wszystkich MrSpeakers, od tej właśnie ostatniej firmy przyjechały MrSpeakers Electrostatic E, czyli nazwa wszystko tłumaczy. O nich jednakże ani słowa, bo ich tam na miejscu nie słuchałem; uzyskawszy zapewnienie dystrybutora, że będę je mógł zabrać ze sobą, oddałem się innym badaniom. A słowo ciałem się stało i słuchawki są teraz u mnie. Recenzja powinna być w miarę szybko, bo nie mogą zalegać zbyt długo.

Odnośnie jaszcze słuchawkowych wzmacniaczy. Stoisko ifi opiszę oddzielnie, a z tego co było na miejscu godne uwagi są trzy rzeczy. Wspomniany wzmacniacz Coplanda, który naprawdę jest dobry a nie kosztuje majątku (coś koło siedmiu tysięcy). Dwa świetne wzmacniacze Auris Audio, z których ten symetryczny i większy niestety był uszkodzony, to znaczy mógł grać jedynie w trybie niesymetrycznym, bo coś się podziało z jego lampami. Ale i tak znakomicie się prezentował, a dobra wiadomość jest taka, że polska dystrybucja już dogadana więc wzmacniacze będą wnet do kupienia.

I trzeci wzmacniaczowy moment – na obfitującym w ciekawe różności stoisku MIP pojawił się Woo Audio WA5-LE, czyli gość potężny i dwuczęściowy na lampach klasykach 300B i z dwoma wielkimi prostownikami 5U4G. Przy tym wcale nie super drogi, bo to raptem kilkanaście tysięcy. I jego też nie słuchałem, bo też ze mną do Krakowa wrócił. Nie pojawił się natomiast anonsowany w katalogu wystawy najdroższy na świecie dla planarnych i dynamicznych wzmacniacz Woo Audio WA234 MONO, bo nie przyjechał nikt z szefostwa firmy i go ze sobą nie przywiózł. No ale może w przyszłym roku. Ciekawy za to jest charakterystyczny dla amerykańskiego rynku widoczny powyżej obok elektrostatycznych MrSpeakers przenośny wzmacniacz lampowy Woo, którego też nie słuchałem, jako że był oblegany, a jego recenzję także mam uzgodnioną.

Poniżej kilka dodatkowych kadrów ze smakołykami wystawy, ozdobami Strefy Słuchawkek Audio Video Show 2017:

24 komentarzy w “Relacja: Audio Video Show 2017 – Słuchawki

  1. RH napisał(a):

    Panie Piotrze,
    mam sugestię i prośbę jednocześnie – czy mógłby Pan wziąć na warsztat recenzencki wzmacniacz słuchawkowy, którego co prawda nie było w części słuchawkowej na SN, za to godnie się prezentował w Sobieskim? Chodzi mi o Euforię Feliks Audio. To nowy flagowy wzmacniacz FA. Firma pozyskała niedawno oficjalnego dystrybutora i z tego co wiem, to chętnie rozsyłają wzmacniacz do recenzentów na całym świecie. Jestem bardzo ciekawy Pańskiej opinii.
    Z pozdrowieniami.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Dobrze, zapytam, ale na wszelki wypadek proszę przypomnieć, bo zanim ten AVS opiszę i Woo oraz MrSpekers E, to jeszczem gotów zapomnieć.

    2. 4hifi napisał(a):

      Z największą przyjemnością jako dystrybutor Feliks Audio udostępnimy sprzęt do testów, recenzji, opinii 🙂

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Potwierdzam, rzecz została już ustalona.

  2. Paweł napisał(a):

    Witam Panie Piorze,

    jaki wzmacniacz poleciłby Pan do Final Audio D8000 w cenie poniżej 10 tys. pln.
    Też je słuchałem na AS2017. Myślałem o zakupie tańszych tej firmy ale te są rzeczywiście dobre.
    Czy Questyle CMA 600i przez Pana recenzowany byłby mezaliansem?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Questyle chyba tak, chociaż pewnie świetnie by grało. Domyślam się, że chodzi o lekkie przyszczędzenie na wzmacniaczu w obliczu większego wydatku na słuchawki. Więc może PhaSt z lepszymi lampami, albo obecny tam Copland lub iCan PRO? SPL Phonitor też powinien rewelacyjnie się spisać. Tyle że poza iCan to wszystko zgadywanki, bo z nim tylko z wymienionych słuchałem.

      1. Tadeusz napisał(a):

        Czyli jednak jakaś lampa pod te Finale ?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Niekoniecznie; one są bardzo zgodne z różnymi wzmacniaczami, a Phonitor to przecież czysty tranzystor. iCan PRO to wszystko w jednym, a PhaSt czysta lampa. Najlepiej kupić słuchawki i wędrując z nimi albo przywożąc do nich szukać wzmacniacza. Taki trud się opłaci.

  3. Patryk napisał(a):

    Myle sie czy mowil pan Piotr , ze syn nie byl zadowolony ze sluchawek Susvara? Pan byl bardzo zadowolony z tego, co czytam. (czy myle sie?)

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Według mnie słuchawki Susvara reprezentują bardzo wysoki poziom. Syn był na AVS i też ich słuchał, i też mu się podobały. Zarazem prawdę jest, że słuchał ich w Monachium (gdzie słuchał już tylko on) i tam mu się nie podobały. Zachodzi jednak pytanie, czy te w Monachium były technicznie identyczne, bo być może nie. HiFiMAN wiecznie coś przy swoich dłubie, czego dowodem wersja V2 modelu HE-1000. Poza tym tam nie miały okazji grać z bardzo dobrym wzmacniaczem Auris Audio i iCan PRO, a to z nimi na AVS prezentowały się najlepiej. Zachodzi też pytanie, z jakim źródłem grały na High End, bo tego nie pamiętam, a zdaje się nie było to nic rewelacyjnego. Tak nawiasem nie ma nic zaskakującego (poza samą zmianą) w tym, że coś gra raz lepiej, raz gorzej. Na tegorocznym AVS w sali Avatar Audio doświadczyłem tego szczególnie drastycznie. Konstruktor coś zmienia (w przypadku głośników Avatara membranę) i grać zaczyna o dwie klasy lepiej.

  4. Tadeusz napisał(a):

    Gdzie można pooglądać wzmacniacz słuchawkowy Auris Audio bo ich strona chyba nie działa a w necie tylko szczątkowe starsze info o wzmacniaczach mocy ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Chwilowo to chyba głównie na tym zdjęciu powyżej, gdzie dwóch panów siedzi pod napisem Auris, a przed nimi dwa wzmacniacze, pomiędzy którymi przetwornik. 🙂

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Mam chyba ich folder, to nazw potem poszukam.

    2. Piotr napisał(a):

      No właśnie, Piotrze słuchałeś ich wzmacniaczy?
      Wyglądają zacnie a jako były właściciel Phastów wiem , że ne ma się co uprzedzać pochodzeniem bo wszędzie są dobrzy inżynierowie.

      PS. Te Finele D8000 są naprawdę tak dobre?

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Finale są naprawdę tak dobre. Co do Auris, to pokręciłem nosem na stosowane przez nich tanie lampy, ale i z nimi oba wzmacniacze grały naprawdę dobrze (poprzez ich równie dobry przetwornik).

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Tu można więcej poczytać o Auris Audio, wystarczy poprosić Google o translację na język polski

          http://casques-headphones.com/99-auris-audio

          1. Tadeusz napisał(a):

            Te Finale tak dobrze grały też na tym tańszym wzmacniaczu Aurisa czy ten hedonizm można tylko osiągnąć na tej Headoni ? 🙂

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Finale dobrze grają niemal ze wszystkim. Na przykład pierwszorzędnie z iCan PRO.

  5. gość44 napisał(a):

    „nie ma zmiłuj – Susvara i Kennertony pobite”

    Niemożliwe, Szuwary są nie do pobicia. One mają coś co jest poza zasięgiem innych słuchawek. Odsłuch był „ślepy” nie wiedziałem co to za sprzęt (w Niedzielę bardzo wcześnie było tam dość pustawo i można było kilkukrotnie próbować te same modele).

    Dopiero gdy Pani na stoisku powiedziała mi czego słucham {jestem dalekowidzem) spociły mi się ręce i zacząłem obchodzić się z Szuwarami z należną czcią. Cena jest idiotyczna.

    To napisałem ja skromny czytelnik tej strony.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Susvary niewątpliwie mają „to coś”, ale mnie i obu panom z Aurisa na ich flagowym wzmacniaczu bardziej podobały się D8000. Nikomu jednak nie odmawiam wolenia Susvar. Wszystkie opisane powyżej słuchawki są znakomite i dopiero wielka czwórka je prześciga.

  6. ductus napisał(a):

    Ciekawe spostrzeżenia. Susvary słuchałem uprzednio w Berlinie, a potem na AVS; w W-wie były lepsze (wzmacniacz?), ale tak naprawdę w moim rankingu wygrały jednoznacznie Final D8000. I już zamówione! Zagrają przez krosownicę z Accuphase ze źródła PS Audio PerfectWave DAC. Piotrze, czy odniosłeś podobne wrażenie, że Final na ich stoisku niekoniecznie dobrze sprawiał się z Manhattanem f-my Mytek?
    Pozdrawiam, Stefan

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Wyznam ze skruchą, że D8000 na stoisku Final Audio nie słuchałem. Były cały czas oblegane, a ja już je miałem dobrze ugruntowane. Ale porównywałem z LCD-4 na Coplandzie i na dużym Auris Audio z Kennertonami, Susvarą i Focalemi. Focale zremisowały, pozostali wg mnie przegrali.

  7. Jakub Calik napisał(a):

    Znalazłem mały błąd, „Baby Orpheus” to był He60 nie he70. Wzmacniacz do nich to był hev70.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak, w przypadku mniejszego Orpheusa nazwy słuchawek i niewielkiego, śmiesznie nawet małego, wzmacniacza miały inne oznaczenia cyfrowe. System okazał się jednak niewypałem; posiadał fabryczną wadę prowadzącą do awarii, której producent nie zdołał usunąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy