Recenzja: Transrotor La Roccia Reference

Budowa

La Roccia – czyli „ze skały”.

   Stanęła więc maszyna i teraz wróćmy do jej jednoczącej wzornictwa genezy. Gramofon ma wygląd klasyczny, ale z elementami charakterystycznymi dla obu szkół, to znaczy duże, prostokątne chassis, ale nie metalowe z drewnianą oprawą,, tylko kamienne, z metamorficznej skały łupkowej, wydobywanej w kamieniołomach opodal siedziby Transrotora – Bergisch Gladbach niedaleko Kolonii. Zarazem towarzyszy temu komieniowi dużo chromu, ponieważ każda z trzech okrągłych podpór to od spodu okrągła, chromowana wielka stopa, od wierzchu sprzężona z niemal równie wielkim chromowanym pokrętłem, w postaci mniej spłaszczonego walca. Pokrętłami ustawia się poziom, co bardzo jest wygodne i się naprawdę przydaje, gdyż majstrowanie pod spodem przy małych nóżkach i kolcach, to w porównaniu mitręga. A tu kładziesz na talerz poziomicę (z niemiecka wasserwagę), parę obrotów pokrętłami i już talerz z ramieniem w poziomie. Poziomicę akurat mam bardzo dużą i angielską (po angielsku nazywa się level), co mi z dawnych czasów została, a wojna niemiecko-angielska przy tym kładzeniu nie wybuchła, bo to jedynie zimne metale. Jeszcze bardziej rzucającym się w oczy akcentem chromowym jest obwiednia talerza, bo talerz jest grubaśny, wysoki na sześć centymetrów, i na dokładkę ozdobiony dużym, chromowanym dociskiem na wsuw a nie przykręcanie. Samą tylko powierzchnię ma czarną, z akrylowo-węglowej maty zasysającej płytę i pochłaniającej drgania, i czarne też jest karbonowe ramię; w standardzie SME 5009, o zgodnej z nazwą długości dziewięciu cali przy cenie blisko trzech tysięcy euro, wliczonej w tym wypadku w należność za gramofon. (Miłe.)

Ramię waży wraz z okrągłą i chromowaną, a jakże, podstawą kilogram, talerz szesnaście kilogramów, a cały gramofon czterdzieści. Gabaryty ma więc wyrośnięte, a prostokątna, kamienna baza kontrastuje z dziesięcioma łącznie chromowanymi kołami. Wygląd całości ma wyraz modernistyczny oraz chłodny, bo metamorficzna skała jest ciemnoszarej barwy zestawianej z karbonem i chromem.

I faktycznie.

Od wierzchu umyślnie jej nie wygładzono, zostawiając przyrodniczy akcent gruzełkowatej powierzchni z jaśniejszymi smugami, co jeszcze wzmaga kontrast względem toczonego gładko ramienia i gładkich chromowanych walców, których łącznie jest dziesięć. Trzy wierzchnie i trzy spodnie przy zawieszeniu plus obwiednia talerza, do czego dołącza docisk, podstawa pod ramieniem oraz kolisty, chromowany korpus silnika, stawianego wprost na podłożu, ale przechodzącego wcześniej przez precyzyjnie do niego dopasowany otwór w kamiennej płycie nośnej, dzięki czemu konstrukcja może być bardziej zwarta.

Producent chwali się przede wszystkim sposobem zawieszania talerza, podkreślając jego wyjątkową jakość w oparciu o łożysko hydrodynamiczne ze sprzęgłem magnetycznym TMD (Transrotor Magnetic Drive). W praktyce oznacza to izolację magnetyczną części ciernych, wspomaganą specjalnym olejem do łożysk, oraz czekanie na opadnięcie talerza do poziomu współgrającego z poziomem ramienia, skutkiem powolnego zasysania wlanego uprzednio oleju poprzez cieniutkie kanaliki rozprowadzające, co trwa ładnych parę minut.

Do kompletu dołącza osobny zasilacz z regulatorem obrotów; pokaźnej wagi, cały w chromie, z gładkim panelem przednim i ozdobnym żebrowaniem na wierzchu. Jedynymi jego funktorami są z tyłu włącznik główny przy gnieździe zasilania (brak zintegrowanego kabla), użycie którego zapala niebieską diodę z przodu, oraz na froncie centralnie ulokowana chromowana gałka wyboru prędkości obrotowej 33ʼ lub 45ʼ. Znowuż oznacza to wygodę, uwalnia od uciążliwego przestawiania paska napędu z wyższej przekładni na niższą i vice versa.

Gramofon jest sprzedawany w stanie gotowym do użycia, to znaczy z ramieniem i wkładką, co odróżnia go od niektórych konstrukcji wyższych w ofercie, na przykład drugiego od góry modelu Tourbillon. O ramieniu już wspominałem, a wkładka to standardowo MC Merlo Reference, czyli tak naprawdę MC Goldring Elite Cardridge po modyfikacji u samego Transrotora.

Chociaż też z chromowanego metalu.

Tanie wkładki wcale nie muszą być złe, a Goldring jest jedną z firm, które to udowadniają, ale z uwagi na chciejstwo i wybredność postarałem się o wkładkę szacowniejszą – ZYX  Bloom 3 (4 tys. PLN) i postarałem też o dłuższe od standardowego, 12-calowe ramię SME 5012 12″ Black (droższe o 800 €), aby móc przebadać osiągi bliższe maksymalnym.

Przed daniem nura w odsłuchy słowo jeszcze o wizualizowaniu się całościowym. Gramofon budzi respekt wagą i rozmiarem, lecz mimo obfitości chromu nie jest dogłębnie modernistyczny ani w postrzeganiu męczący. Ani angielsko powściągliwy, ani niemiecko barokowy, ani modernistycznie wysilony, tylko zgodnie z wstępną sugestią łączy ascetyczny klasycyzm z modernizmem, w szczególny sposób syntetyzując nie tylko zasadniczą formę, ale też dobór ozdobników.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

4 komentarzy w “Recenzja: Transrotor La Roccia Reference

  1. Sławek napisał(a):

    Panie Piotrze, sądząc po zdjęciach (także, a może przede wszystkim z innych artykułów ) pozbył się Pan Nottinghama Horizona i zaczął używać Transrotora (niekoniecznie recenzowanego). To chyba spora różnica stylu, choć pisze Pan, że analogowe jądro jest to samo?
    Transrotor lepszy od Nottinghama?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Ani Nottingham nie był mój, ani Tranrotor nie jest. Nie będę się wypowiadał, który lepszy, bo każdy grał z inną wkładką i przedwzmacniaczem. Stylistyka jednak podobna, może tylko wkładka Ortofon Anna bardziej kładła nacisk na wyraźność niż muzyczną gęstość.

  2. Dżordż napisał(a):

    Szanowny Panie, a jak porównał by Pan takie źródło cyfrowe, które się Panu tak podobało jak np Ayon CD-35HF z tym gramofonem? Co przemawia na korzyść CD a co będzie lepsze w gramofonie?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Powiedzmy sobie szczerze – przy dobrych wkładkach nic nie przemawia na korzyść odtwarzacza cyfrowego poza wygodą obsługi i ogólną funkcjonalnością, które u niego są rzeczywiście dużo lepsze. Gramofon to zaś przede wszystkim większa płynność, bogatsze, bardziej wieloaspektowe i bardziej prawdziwe brzmienie – i przede wszystkim, jak już wiele razy pisałem – większa energia dźwięku. Ciśnienie akustyczne przy tym samym poziomie głośności o wiele większe, bo dźwięk ma więcej ciała, a nie tylko wyją soprany. Ewentualnie można wskazywać, że ten CD-35 HF wyjątkowo dobrze realizuje trójwymiarowość, która się przez to bardziej wybija, bo gramofon ma wiele zalet a nie jedną szczególną. Ale nie ma zmiłuj, na pewno wolałbym dobry gramofon, pomimo całego tego obsługowego cyrku. A już płyty na 45 obrotów, to jest kolejny skok do góry. Pokazują się teraz takie i bardzo mnie to cieszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy