Recenzja: Spendor D7

Spendor_D7_014_HiFi Philosophy   Pisanie recenzji tych głośników będzie zarazem przyjemne jak i trochę rutynowe. Przyjemne, bo słuchanie ich i pisanie o nich jest przyjemnością, a rutynowe, bo w kilku wcześniejszych recenzjach innych urządzeń się przewinęły, toteż odpada element zaskoczenia i niepewności, dający ten ekscytujący dreszczyk potencjalnej sensacji, pozytywnej bądź negatywnej. Zarazem bardzo dobrze to o nich świadczy, ponieważ najwyraźniej zasłużyły na miano referencji, do odsłuchów tych awansując, a i dystrybutor – krakowski Nautilus – podesłał je z rekomendacją, że na pewno znakomicie wypadną, bo i jego ich jakość zaskoczyła, okazując się znacznie wyższą od spodziewanej. Nie ma co jednak przesadzać z chwaleniem przed zachodem słońca, oznaczającym w tym wypadku koniec odsłuchów, bo rzeczywistość zawsze ma dla nas ukryte ogniska zapalne, tylko czekające by dokuczyć złą mocą. Nie żebym się takich nieprzyjemności tym razem spodziewał, ale zawsze lepiej nie zapeszać tylko na zimne dmuchać. Tak więc jak dobre albo niedobre są te Spendory, to profilaktycznie zakładajmy się dopiero okaże, a teraz słowo o producencie.

Firma Spendor została założona przez małżonków Spencera i Dorothy Hughes ponad pół wieku temu, w 1960 roku, którego nawet ja nie pamiętam. W roku tym Maurizio Pollini wygrał VI Konkurs Chopinowski, świat stanął na krawędzi III wojny światowej w wyniku kryzysu kubańskiego, a z rzeczy przyjemniejszych założono zespół The Beatles. Równoległe względem tamtych wydarzeń założenie firmy Spendor miało miejsce w onych to właśnie niespokojnych ale dynamicznych i niosących wiatr przemian czasach, tyle że w niewielkim Hailsham na terenie hrabstwa Sussex, opodal Kanału La Manche, a więc dość daleko od Liverpoolu, jeszcze dalej od Warszawy, a już całkiem daleko od Kuby. Korzenie Spendora wiodą do BBC, dla którego Spencer Huges pracował i gdzie używane były monitory Spendora, przechodząc najcięższe próby studyjne i nagraniowe. Jako pierwsze testom takim poddane zostały BC1, dla których dopiero z czasem odkryto możliwość zastosowań domowych a nie tylko studyjnych, i które utorowały drogę konstrukcjom Spendora na konsumencki a nie tylko profesjonalny rynek. Dodajmy jeszcze, że nazwa Spendor pochodzi od początkowych liter imion małżonków Hughes, a sam firma stanowi obecnie własność Philipa Swifta, współtwórcy Audiolaba i przyjaciela nieżyjącego już  Spencera.

W odróżnieniu od tamtych pierwszych, model D7 jest najnowszym a nie najstarszym dzieckiem Spendora i ma konstrukcję podłogową a nie podstawkową. Nim dokładniej rzucimy nań okiem trzeba jeszcze napisać, iż Spendor bardzo podkreśla fakt nie tylko projektowania i montażu swoich kolumn w rodzimym Hailsham, ale także używania głośników własnej produkcji. Nie jest to zatem kombinacja cudzych pomysłów wkomponowanych we własną obudowę i zestrojonych własną zwrotnicą, tylko produkt zaprojektowany i wytworzony od A do Z przez Spendora.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

17 komentarzy w “Recenzja: Spendor D7

  1. Michal Pastuszak pisze:

    Mnie tez te glosniki sie bardzo podobaly, do tego stopnia, ze przytargalem je do domu jakies rok temu liczac na powtorke spektaklu salonowego, niestety, ale okazaly sie ciut za duze do mojego, raczej przecietnej wielkosci, pomieszczenia i musialem je oddac z bolem serca. Ostatecznie wzialem wiec kolumny podstawkowe…

  2. Michal W pisze:

    czy w planach przewidziana jest recenzja VIOLECTIC V281, według wstępnych opinii to podobno świetny wzmacniacz słuchawkowy.

    1. Maciej pisze:

      Potwierdzam że najwyższe modele Violectric to bardzo ciekawe propozycje. Nie wiem czy tak dobre jak najwyższe modele Ear Stream… Ale za to mają pilota, przełączniki wzmocnienia, zbalansowane gniazda, dużo mocy.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Może Ear Stream liczy na to, że się z nimi zmierzy i okaże lepszy. To by tłumaczyło pochwały pod adresem konkurenta. :)

        1. Maciej pisze:

          To jest o tyle względne, że nadchodzą czasy kiedy sam wzmacniacz słuchawkowy w obudowie to za mało. Nawet jeśli gra wielce wybitnie. Teraz potrzeba funkcji dodatkowych: pilotów, kilku wejść, wyjść na 2 pary słuchawek, przełączników wzmocnienia, topologii zbalansowanej, a i nierzadko DACa, końcówki mocy dla efektywnych kolumn na pokładzie. Widać to chociażby na przykłądzie nowego Phonitora, Violectrica i paru innych którzy już nie byli w stanie skonstruować lepiej grającego urządzenia (i których urządzenia grają istotnie już bardzo dobrze)

          1. Piotr Ryka pisze:

            W sensie wygody użytkowej to wszystko prawda, ale prawdą pozostaje też, że urządzenia ekstremalne powinny być w osobnych obudowach. Wszystkiego w jednym bez pewnej utraty jakości i pewnych kompromisów upchnąć się nie da. Dlatego najlepsze wzmacniacze słuchawkowe to jednak same wzmacniacze z ewentualnie dodaną funkcją przedwzmacniacza.

        2. Michal W. pisze:

          Piotrze, to nie ten Michal W. się wpisał powyżej. :) Niemniej, jak pojawi się wola starcia na ringu HiFiPhilosophy, to przyprowadzę sprzętowych zawodników.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Zatem kolejna prowokacja, zapewne ze strony fanklubu MichałaW i jego Ear Stream. Dobrze, jak się nadarzy okazja, zrobimy jakieś porównanie, a wcześniej wypadałoby także osobną recenzję.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Na planie ogólnym są wszystkie co wybitniejsze wzmacniacze słuchawkowe, ale akurat tego nie brałem pod uwagę w najbliższej przyszłości, co zawsze można odmienić. Aktualnie piszę recenzję słuchawek Audio-Technica ATH-W3000ANV, a potem będę opisywał wzmacniacz słuchawkowy Divaldi.

    Trzeba będzie powrócić do praktyki sporządzania zapowiedzi, co porzuciłem z dwóch względów. Po pierwsze nie wszystko co zostało uzgodnione faktycznie przyjeżdżało, a po drugie ilekroć publikowałem listę przedmiotów do zrecenzowania, niektórzy inni recenzenci starali się jakoś udaremniać moje plany, starając się za wszelką cenę być w opisywaniu przede mną albo dzwoniąc do dystrybutorów by mi nie przysyłali. To oczywiście dziecinada, ale jednak uciążliwa, tak więc przestałem pisać o co zabiegam, by innym nie ułatwiać dywersji. Ale czytelnicy też mają swoje potrzeby, tak więc zapowiedzi trzeba będzie przywrócić.

  4. jan pisze:

    Przepraszam ze nie na temat, czy ktos posiada schemat kabelka do akg k812?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na pewno ma Forza Audio Works skoro je robi.

      http://forzaaudioworks.com/en/

  5. Maciej pisze:

    Żeby nie było u mnie pudełek osobnych jest cała masa i też jestem zwolennikiem separowania odrębnych układów. Ale samodzielne drogie wzmacniacze słuchawkowe, które znam nie zrobiły na mnie takiego wrażenie żeby je kupić. Może jeszcze muszę poszukać…

    Natomiast funkcja wzmacniacza słuchawkowego i pre w jednym to w zasadzie to samo, lub coś uzupełniającego się, w najbardziej prostym wydaniu to kwestia dodanie wysokiej klasy selektora (np Elna) …

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak z marszu mogę zarekomendować jako wyjątkowe połączenia słuchawki Sennheiser HD800 ze wzmacniaczem Bakoon i Audeze LCD-3 ze wzmacniaczem Leben CS300F, a jako wzmacniacze uniwersalne Cary CAD-300-SEI i Little DO MKVI+.
      Jak z tego widać bycie wzmacniaczem głośnikowym dobrze wpływa na jednoczesne bycie słuchawkowym.

  6. Maciej pisze:

    Bo transformatory ogólnie chyba dobrze robią wszelkim membranom. O lampach nie wspominając :)

  7. Maciej pisze:

    A na marginesie Piotrze polecam do recenzji to cacko – dość unikatowa konstrukcja a firma z ‚dacowymi’ dobrymi tradycjami. Choć niepozorna

    http://www.6moons.com/audioreviews/metrum3/5.html

    W Polsce metrum ma chyba dystrybutora.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Być może uda się przetestować, ale na razie co innego jest na rozkładzie. A dlaczego akurat to?

  8. Maciej pisze:

    Po pierwsze nowość, po drugie ich urządzenia zbierają bardzo dobre opinie a po trzecie bo nie ma sprzężenia zwrotnego – kwestia kontrowersyjna we wzmacniaczach słuchawkowych… acz ciekawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy