Recenzja: Sony MDR-Z7

Sony_MDR-Z7_003_HiFiPhilosophy   Sony MDR-Z7 nie mają nic do ukrycia. Nazywają się tak, ponieważ kosztują siedemset dolarów, a zatem skrót Z7 oznacza: „Zwiniemy wam siedemset”.

Wiem, wygłupiam się, ale tyle recenzji słuchawek już napisałem, że nie mam za bardzo ochoty na styl recenzyjnej powagi. Na wszystkie te Ochy! i Achy! oraz uczone wstępy, że Oto… no – naprawdę… i wiecie, i w ogóle…

Ale właściwie mieć powinienem, bo przedmiot do tego pasuje. Słuchawki są flagowe i nie od byle kogo. Od wielkiego koncernu Sony, co przez lata przecierał badawcze szlaki, wytyczając nowe trendy i mody, a konkurencję dręcząc produktami o nieosiągalnej dla niej jakości. Twórcę autentycznie, a nie tylko na doraźne potrzeby piszącego, legendarnych i kultowych MDR-R10, które – jak mozolnie ustaliłem – powstały w roku 1987, tak więc były pierwszymi słuchawkami dynamicznymi klasy high-end w ogóle. Mało tego – krzyknijmy to na całe gardło! – pozostały najlepszymi takimi do dnia dzisiejszego, niejako na urągowisko tym wszystkim, co w kółko plotą o wielkim postępie. Wielki postęp – też mi sobie – w sytuacji gdy najlepszy dźwięk wciąż oferują gramofony i wzmacniacze lampowe, najlepsze kolumny mają konstrukcję tubową, a najlepsze w dziejach słuchawki przestano produkować szesnaście lat temu. Ale co się dziwić tym postępowym bzdetom, skoro w jednej z recenzji opisywanych teraz Z7 czytam, że Sony to firma, której udało się tym produktem nawiązać do wyrobów firm wyspecjalizowanych w produkcji słuchawek, jak Sennheiser czy Beyerdynamic. Siada taki mędrek do pisania recenzji, a więc było nie było do pouczania innych, i nawet nie wie, że istniały jakieś R10 i że te wszystkie Sennheisery i Beyerdynamiki mogły im buty czyścić. Ale jak coś, to na zawołanie wygłosić może pogadankę o wielkim postępie i to z zupełnym przekonaniem.

Wcale nie chcę uchodzić za apologetę wstecznictwa. Postęp oczywiście jest tam i owam – i taka choćby najlepsza karta graficzna sprzed lat kilkunastu nawet by nie mogła uruchomić komputerowej grafiki współczesnej, nie mówiąc o przyzwoitej rozgrywce w jakiejś najmodniejszej strzelance, a trochę jeszcze innych podobnych przykładów by można przywołać, z możliwościami współczesnego smartfona na czele. Niemniej w audiofilizmie postęp jest miałki i tyczy głównie wygody użytkowania nośników, a jakość samego dźwięku ulega wprawdzie miejscami poprawie, ale niemal wyłącznie na bazie dawnych rozwiązań, a w przypadku słuchawek poprawy takiej nie ma. Być może za dwa tygodnie będę to musiał odszczekać, po wysłuchaniu oferty brzmieniowej nowego Orfeusza, ale ta odnosić się może jedynie do słuchawek elektrostatycznych, a my jesteśmy przy dynamicznych. W ich zaś przypadku prawda jest taka, że najstarsze tego rodzaju najwyższej klasy słuchawki, wprowadzone na rynek prawie trzydzieści lat temu, wciąż pozostają niedościgłym wzorem i za żadne pieniądze się takich teraz nie kupi. Są jedne czy drugie niewiele gorsze, lecz równie dobrych nie ma, a o jeszcze lepszych zapomnij, bo nic takiego się nawet nie kroi i zapowiedzi nawet nie uświadczysz, a co dopiero realizacji.

SonyR10_0Tym, w sumie smutnym, wywodem dobrnęliśmy do nieuchronnej konkluzji, że obecny model flagowy Sony – testowane MDR-Z7 – ustępują flagowcowi sprzed trzech prawie dekad i brzmi to dość szokująco. Szok ten wprawdzie przygasa, kiedy spojrzymy na ceny, bo tamte sprzed lat trzydziestu musiałyby dzisiaj kosztować jakieś dziesięć tysięcy dolarów, a nie te marne siedemset, niemniej degradacja w sensie jakości absolutnej pozostaje czymś oczywistym, a tym samym rzekomy postęp bierze w mordę aż zęby lecą. Ale jak zauważył Anders Ertzeid, szef marketingu norweskiego Hegla, z którym niedawno wywiad publikowałem, rynek zmierza w nurcie ogólnym raczej ku taniości, najwyższą jakość czyniąc piekielnie drogą efemerydą, a tu mamy kolejny przykład, że Anders się nie mylił. Nowy Orfeusz kosztuje pięćdziesiąt tysięcy euro, a Sony póki co produkcji tego rodzaju topowych słuchawek zaniechało, koncentrując się na drugim głównym kierunku rynkowym – na scalającej wszystko mobilności.

Albowiem do tych flagowych Z7 dołącza DAC/wzmacniacz przenośno-biurkowy Sony PHA-3, dla którego rekomendowanym źródłem ma być cyfrowy walkman Sony ZX2 High-Resolution – a zatem słuchawki na głowę a sprzęt po kieszeniach albo tuż obok pod ręką, tak więc scalona mobilność pospołu z taniością, a wraz z tym jakość podobno niezgorsza. Ba, świetna nawet – i tu natrafiamy na cały szereg popierających to twierdzenie wywodów. Bo przede wszystkim Hi-Res, czyli nowego typu synonim dla najlepszego brzmienia, usiłujący wyprzeć dawny wzorzec Hi-Fi. „Wysoka Rozdzielczość” zatem w miejsce „Wysokiej Wierności”, a to na bazie poszerzonego zakresu pasma. Bo dawniej na górze miało być według normy 15 kiloherców, tak żeby pokryć zakres słyszenia uszu przeciętnego obywatela, a potem 20 kiloherców, jako próg górny przyjęty u odtwarzaczy CD, chcących pasmo odtwarzać z zapasem, tak żeby się nikt nie czepiał. A teraz robi się z tego 80, a nawet 100 kiloherców, bo to okazuje się jednak ważne dla prawidłowego odbioru, mimo iż w wielu miejscach można napotkać opinie, że przecież ludzie słyszą do najwyżej szesnastu, a tylko dzieci i nastolatki coś ponad. Nie chcę w tym miejscu przynudzać raz jeszcze śpiewką, dlaczego to takie ważne, bo już pisałem kiedyś, że super wysokie częstotliwości wpływ mają na słyszenie twarzą (co u słuchawek, zwłaszcza zamkniętych, jest prawie bez znaczenia), a także pozwalają na lepsze odwzorowanie pasma branego wprost, poprzez wzmacnianie rezonansowe, co dla słuchawek jest oczywiście tak samo ważne. Możemy darować sobie wykłady, a faktem pozostaje, że te wyższe częstotliwości wpływ posiadają; i to, według badań przeprowadzonych dawno temu przez AKG, wpływają aż do zakresu dwóch megaherców.

Chcąc być zatem Hi-Res nasze Sony przenoszą zakres od 4 Hz do 100 kHz, co pomaga im osiągać specjalna membrana z ciekłokrystalicznego polimeru o średnicy 70 mm, metalowe komory przetworników o konstrukcji kontrolującej pogłosy oraz wysokiej jakości symetryczne okablowanie z posrebrzanej miedzi.

Sony-MDR-CD3000Co do tej wielkiej membrany, to sprawa jest ciekawa, ponieważ inni producenci, zwłaszcza Sennheiser, twierdzili, że przekraczanie średnicy 50 mm w przypadku słuchawek dynamicznych powoduje powstawanie fal stojących i innych groźnych zaburzeń, prowokujących poważne zniekształcenia. W efekcie flagowe HD 800 mają wprawdzie membranę o średnicy 56 mm, ale na środku specjalny otwór mający te zakłócenia rugować. Tymczasem Sony, nie bacząc na to, puściło w ruch membrany o nadnormatywnej średnicy 70 mm, tak więc nie pozostaje jak się przysłuchać, który producent miał rację. Druga kwestia, to owe komory przetworników. Widać, że są podobne do tych od sławnych R-10, a to one były pod względem kontroli rezonansów takie szczególnie udane. Są jednak wyraźnie płytsze i metalowe, tak więc nie wiem dlaczego po prostu tamtych nie skopiowano. Zupełnie jakby ktoś chciał nie do końca podrobić ideał, albo go jakoś poprawić. No nic, zobaczymy co z tego wyszło. Odnośnie natomiast kabla. Że jest symetryczny, to oczywiście żadna sensacja i każde słuchawki symetryczny mają albo mieć mogą. Co tutaj osobliwe, to zakończenie go dwoma małymi jackami, a więc przyłącze bardzo rzadkie, ale nie wyjątkowe. Specjalnie zatem użyłem wzmacniacza słuchawkowego Phasemation, mającego takie właśnie podpięcie. Nic jednak z tego nie wyszło, bowiem polaryzacja na wtykach się okazała niezgodna i trzeba by wykonać dla tych flagowych Sony całkiem nowy kabel z właściwym podpięciem żył, a na to zabrakło czasu, ponieważ słuchawki przyjechały na krótko. Poza tym to są koszty, które trudno ponosić, natomiast tak w ogóle szkoda, bo pewnie coś ciekawego byłoby do usłyszenia. I dałoby się to usłyszeć, gdyby wraz ze słuchawkami przyjechał ten wzmacniacz PHA-3, ale w Polsce nie ma żadnego egzemplarza, a poza tym wygląda na to, że Sony z niego już rezygnuje, bo brak oferty sprzedażowej. Rzecz ciekawa – miałem ten wzmacniacz przez chwilę, ale wówczas zabrakło słuchawek; a teraz były słuchawki, a nie było wzmacniacza. Samo życie – można powiedzieć – ale Karol w Paryżu miał możność posłuchać tego kompletu i twierdzi, że za sucho grało, więc nie dziw, że wzmacniacza próżno szukać. Tak więc pewnie słusznie zrezygnowali, ale nie chcę tego przesądzać. W każdym razie wzmacniacza nie dostałem i przyjechały same słuchawki. I teraz o nich.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

30 komentarzy w “Recenzja: Sony MDR-Z7

  1. tad pisze:

    wg mnie brzmienie tych słuchawek jest bardzo relaksacyjne i chyba na ten aspekt dźwięku położyli głównie konstruktorzy co nie umiejsza ich licznych zalet ale jakoś chciało by się trochę więcej od flagowca Sony z taaakimi wielkimi membranami. Uwielbiam to charakterystyczne ciepłe brzmienie sony ale Z7 to trochę za mało jak na tak szacowną firmę

  2. roman pisze:

    a takie miałem nadzieje,pozostaje mi jedynie coś z Grado bo trzech tysięcy wydaje się że nic lepszego od Grado nie znajdę …

    1. Piotr Ryka pisze:

      A do jakiej być mają muzyki i otwarte czy zamknięte?

  3. tad pisze:

    do muzyki koncertowej grado jest the best, chyba żadne słuchawki nie przekazują tak pięknie emocji jak gradosy. miałem kiedyś gs1000 i wiem co pisze:) ale one to ponad 3tys chyba że używane

  4. roman pisze:

    Niestety słucham wszystkiego,myślałem o słuchawkach które dały by zdecydowanie większy realizm dźwięku niż HD-600 i BD DT 990 PRO.Miałem nadzieję że będą takie zamknięte bo słucham wieczorami i w nocy,ale gdyby otwarte były dużo lepsze to musiały by takie być.
    Mój zestaw QAT RS3 + SCHIIT LYR.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tu jest oferta słuchawek na pewno lepszych niż twoje, ale czy zdolnych spełnić marzenia, tego oczywiście nie da się zgadnąć.
      http://www.hifi.pl/ogloszenie/audio/08/216466.php

      Gdy chodzi o czysty realizm i konstrukcję zamkniętą, najlepszy byłby w zbliżonym przedziale cenowym Denon D7000. Ale te słuchawki trudno trafić na rynku wtórnym i są na nim drogie. Właśnie dlatego, że są dobre.

    2. Patryk pisze:

      Final Audio Sonorous 6

  5. roman pisze:

    Piotrze jak to możliwe że słuchawki zagrały u ciebie jasno a chyba u wszystkich innych recenzentów ciemno ?

  6. roman pisze:

    Pytam bom ciekawy,w żadnym razie nie jest to zarzut .

  7. Piotr Ryka pisze:

    To jest w ten sposób możliwe, że tylko u mnie prawdopodobnie grały po odpowiednim wygrzaniu. W efekcie nie tylko jaśniej, ale także z mniejszym basem a o wiele mocniejszymi sopranami. Tak to jest, jak recenzent dostaje nowe słuchawki, wygrzewać mu się nie chce, podłącza je na chwilę, posłucha co tam przygrywa, na poczekaniu dźwięk lepszy jako poprawkę wygrzewającą sobie z głowy dorobi, a potem pisze bzdury.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jeszcze tylko dorzucę, że z uwagi na wąskie, dwutygodniowe, ramy czasowe, narzucone przez dystrybutora, wcale nie mam przekonania, że to co sam napisałem jest werdyktem ostatecznym. Bardzo możliwe, że po kilkudziesięciu albo kilkuset następnych godzinach zaczęłyby te Sony grać jeszcze inaczej. A niezależnie od tego, kiedy ich pierwszy raz słuchałem i kiedy po rzaz ostatni, to były całkowicie różne brzmienia.

  8. mario_L pisze:

    jakby Pan porównał stereofonię tych słuchawek do słuchawek AT W1000X – wiem że Pan je odsłuchiwał,
    chodzi mi o szerokośc sceny
    obie pary mają fajna prezentację stereo – które lepsze ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie miałem okazji porównywać bezpośrednio, ale zarówno scenę jak i sam dźwięk Audio-Technica ma moim zdaniem lepsze.

  9. asmagus pisze:

    Piotrze, jak porównałbyś je do „wiekowych” D7000? W jednym, wielokrotnie złożonym, zdaniu najlepiej :-)

    1. PIotr Ryka pisze:

      Złożone zdania nie są potrzebne: D7000 od Z7 są lepsze pod każdym względem, może poza szerokością sceny.

      1. asmagus pisze:

        Tego się obawiałem 😉

        Mam zamiar moje D7000 zamienić na coś innego (zamkniętego). To doskonałe słuchawki (świetnie mi doradziłeś w tym zakresie lata temu!) i jestem z nich bardzo zadowolony ale po kilku latach … po prostu mam ochotę coś zmienić 😉 Nowe mają być zamkniętym (koniecznie) allrounder’em (od fortepianów do metalowego łojenia) z dobrym basem i bez wyostrzeń na górze (do toru stacjonarnego, mobilnie być może okazjonalnie ale tam IEM głównie)i dobrze gdyby nie byłą to delikatna konstrukcja. Tak sobie te Sony upatrzyłem ale coś mi się wydaje po lekturze, że to nie to (posłucham jak będzie okazja). W oko wpadły mi też recenzowane przez Ciebie ATH-A2000Z oraz Ultrasone Signature Pro (bądź ED8), wybór jest większy i to nie musi być już TOTL (ambicje mi zmalały 😉

        1. PIotr Ryka pisze:

          Żadnymi z wymienionych nie zastąpiłbym D7000, choćby mnie bili. Jak już, to Ultrasone Edition5. Inaczej po prostu nie warto. Ewentualnie Fostex TH-900 albo zamknięta wersja flagowych AKG (których nie słyszałem).

          1. asmagus pisze:

            Nie ułatwiasz mi sprawy 😉 szczególnie, ze moje D7000 są we wzorcowej kondycji.

          2. PIotr Ryka pisze:

            Podjedź sobie do Krakowa, do HiFi Station, masz blisko. Także blisko masz do katowickiego Audio Stylu. Zabierz ze sobą Denony i porównuj. W żadnym razie nie strzelaj na oślep. I żadnych pochopnych decyzji. Możesz się też wybrać we wrześniu do Essen i tam szukać. Ale ja bym się trzymał Denonów, bo są bardzo naturalne. Z takim PhaStem grały rewelacyjnie.

          3. asmagus pisze:

            Do listy alternatyw dorzuciłbym jeszcze, po lekturze twojej recenzji, T5p.2.

          4. PIotr Ryka pisze:

            Nie ujmując sympatycznemu brzmieniu T5p, sam bym wolał D7000. Posłuchaj Fostex TH-900 i Ultrasone Edition5 Unlimited. Bardzo też lubię AKG K812 więc ich wersja zamknięta powinna być ciekawa. I bardzo dobre są też te nowe Technics. Tylko ciężko je będzie do posłuchania wyszukać.

  10. wraith pisze:

    Kiedy będzie test MDR-CD3000? był w zapowiedziach i to już w dawnych i jak dotąd nic się nie pojawiło:((

    1. PIotr Ryka pisze:

      Sony MDR-CD3000 zostały odebrane przez właściciela zbyt szybko, bym mógł napisać test. Słuchawki są już właściwie zabytkowe, więc test taki byłby grubo poniewczasie; a powiedzieć można o nich, że grają znakomicie – zjawiskowo wręcz muzykalnie – przy jednej tylko wadzie, mianowicie dźwięk nie jest specjalnie szybki.

      1. wraith pisze:

        Wielka szkoda :( chciałem poznać obiektywną ocenę,przeczytać test…. Sam jestem ich właścicielem – pierwszym właścicielem :) kupiłem je jeszcze w 98 roku. Użyłem ich tylko jakieś piętnaście więc są jak nowe Używam ich nadal . Mam też MDR-Z7. Właśnie liczyłem na obiektywną ocenę MDR-CD3000 w porównaniu z teraźniejszym „topem” słuchawkowym.Tak jak napisałeś są właściwie zabytkowe …ale czy są bez szans w porównaniu do teraźniejszych?. selektywność,przestrzeń detal.
        Tak czy inaczej wielkie dzięki za TESTY

        1. PIotr Ryka pisze:

          Moim zdaniem Sony MDR-CD3000 absolutnie nie odbiegają poziomem od najlepszych słuchawek współczesnych z okolic 5000 PLN. Pod względem elegancji, barwy i płynności brzmienia, a także zjawiskowego światła, stoją od współczesnych wyżej, natomiast są trochę wolniejsze jak chodzi o szybkość narastania dźwięku, co może komuś przeszkadzać. Tu takie na przykład Beyerdynamic T1 wyraźnie górują. Natomiast całościowo lepsze słuchawki, to dopiero Ultrasone Edition 5.

  11. Skrzypik pisze:

    Kupiłem te słuchawki razem z PHA-3. Słucham nagrań zdigitalizowanych w torze: SONY Z3 Compact Tablet + kabelek USB SONY z zestawu + SONY PHA-3 + SONY MDR-Z7 na podstawowych kablach dołączonych do zestawu. Istnieje możliwość dokupienia droższych kabli oferowanych przez SONY – acz tych nie posiadam i kupić nie zamierzam. Tablet z Androidem 4.4; odtwarzacz SONY Walkman. Zwykle słucham w wysokiej rozdzielczości po USB i na cyfrowe połączenie z PHA-3 mam przełączony tablet (Odpowiednik Bi-direct gdzie tablet robi za cyfrowy nośnik a dźwięk przetwarzają wyłącznie DAC i wzmacniacz z PHA-3). Słuchawki wygrzałem ok. 200 godzin przed odsłuchaniem. Subiektywne różnice względem uwag zawartych w recenzji MDR-Z7 są takie, że w moim zestawie na pierwszy plan wysuwa się pasmo basowe. Nadreprezentacja linii basowej czasami mnie męczy. Za to np. bardzo lubię te słuchawki przy utworach Basi T. – acz wątpię aby realizatorom nagrania aż o takie uwypuklenie linii basowej chodziło… Fakt faktem brzmi to całkowicie inaczej niż na Sennkach HD700 gdzie bas jest zwarty, suchy i punktowy. Słuchawki SONY MDR-Z7 pracują u mnie też z PHA-3 oraz laptopami (Win.8.1 oraz Win.10). Słuchanie przy użyciu odtwarzacza programowego i sterowników SONY dla PHA-3 zawężam do plików DSD. Resztę plików na laptopie słucham z AIMP`a po bit-perfect. Wybór ASIO od SONY czy Wasapi, czy Windows Hi-res zmienia odczuwalnie prezentację dźwięku – warto więc pobawić się doborem konkretnego bi-direct pod nasze preferencje.

    Jak dla mnie MDR-Z7 z PHA-3 grają nieco lepiej w torze symetrycznym. W moim przekonaniu względnie długa odpowiedź impulsowa MDR-Z7 sprawia, że słuchawki te same z siebie starają się budować dźwięk gładki pozbawiony ostrych konturów – AKG k-550 też tak mają. Chcąc uzyskać więcej „drapieżności” podbijam amplitudę (gain) i wpinam je w torze symetrycznym, który trzyma je w ryzach, czyniąc szybszymi i leciutkim pazurkiem. Przyznam szczerze, że do tzw. metalowego łojenia i tak preferuję Senki HD 380 Pro – o dziwo do muzyki organowej również mimo, że MDR-Z7 potrafią zejść niżej.
    MDR-Z7 w ciągu godziny przy 21*C potrafią odczuwalnie zagrzać uszy. Wystarczy jednak chwila na szybkie dotlenienie i można słuchać dalej. Słuchawki są dobrze wykonane i uważam je za wygodne (wygodniejsze dla mnie są jednak HD 700 – przy czym uszu i głowy ludzie mają różne i ani MDR-Z7 ani HD700 raczej nie są ideałem dla dużych uszu. Ostatni niuans dotyczy przesączania dźwięku. Mój egzemplarz SONY MDR-Z7 przepuszcza dźwięk – zwłaszcza w kierunku na zewnątrz (mają zauważalnie słabszą izolację dźwięku od HD 380 Pro). Reszta w moim egzemplarzu MDR-Z7 ma się podobnie jak w recenzji.

    1. wraith pisze:

      Mógłbyś napisać coś więcej o samej współpracy PHA-3 z MDR-Z7?(chodzi o to czy warto w niego zainwestować czy lepiej zainwestować w coś innego do tych słuchawek), Jak go oceniasz ze współpracy z tymi i innymi słuchawkami? no i oczywiście jak się sprawuje jako dac? Chcę go użyć jako dac do odtwarzacza cd.

  12. Skrzypik pisze:

    PHA-3 to dobry wzmacniacz oraz dobry wszystko-trawiący DAC.
    Wielu recenzentów zachwala synergię zachodzącą pomiędzy MDR-Z7 a PHA-3.
    Treść pytania: „…czy lepiej zainwestować w coś innego do tych słuchawek”

    Odpowiedź nie jest prosta. Wiele zależy od Pana osobistych preferencji w tym i oczekiwań względem audiofilskości „dźwięku w dźwięku”. PHA-3 jest wzmacniaczem średniej klasy ocieplającym przekaz. MDR-Z7 średniego i wysokiego basu wytwarzają w nadmiarze = zestawienie to burzy balans tonalny. W gęstych plikach zachwianie równowagi tonalnej między pasmami jest mniej słyszalne. SONY projektowało omawiany zestaw pod DSD. Plików DSD nadal jak na lekarstwo. PHA-3z gęstymi formatami gra co najmniej bardzo dobrze jeśli nie rewelacyjnie. Pozostałe rzeczy robi poprawnie jak przystało na dobrej klasy wzmacniacz klasy średniej. Proszę nie oczekiwać od tego maleńkiego combo więcej niż ono dać może.

    Kilka poniższych uwag może jednak okazać się Panu przydatnych.

    Pamiętam problemy odtwarzaczy SACD, które z warstw SACD grały lepiej niż z warstwy CD na tej samej przecież płycie SACD – co nie powinno dziwić do chwili kiedy okazywało się, że obie warstwy powstały z tej samej matki CD. Lepszość więc w tym przypadku polegała na staraniach wykazania wyższości jakości warstwy SACD. Równocześnie przetwarzanie dźwięku do wyższych częstotliwości, połączone z filtracją i obróbką uzupełniającą, może tworzyć ułudę lepszości dźwięku w dźwięku. I z taką sytuacją najprawdopodobniej mamy do czynienia przy PHA-3. Cudów od tego maleństwa oczekiwać nie należy, gdyż w PHA-3 siedzi wzmacniacz słuchawkowy, który na wyjściu niesymetrycznym oferuje 2x 100mW, natomiast na wyjściach symetrycznych 2x320mW. Zauważyłem, że jakąś różnicę (na plus) w pracy PHA-3 usłyszeć można po spięciu PHA-3 z pojemnym powerbankiem – uważam, że warto. PHA-3 na Europę działa na zasilaczu – natomiast wersja na resztę świata zasilana jest z wbudowanego akumulatora. Wersja Europejska też ma wbudowany akumulatorek – z tym , że pełni on wyłącznie rolę bufora prądowego pomiędzy zasilaczem a resztą. Podłączenie wydajnego powerbanku (zamiast zasilacza z zestawu) poprawia parametry prądu dostarczanego do PHA-3.

    W https://www.stereolife.pl/archiwum/testy-lista/1978-sony-mdr-z7 w komentarzach Anddrzej napisał:
    „Wydaje się, że słuchawki te do poprawnego grania potrzebują co najmniej 0,5 W mocy skoro dobrze grają z PHA, który na wyjściu symetrycznym ma ponoć 2 x 320 mA. Sony dobrze zgrywają się z wzmacniaczami tranzystorowymi preferującymi górę i środek pasma. Zestawione z PHA-3 grają analogowo i ciepło w normalnych ustawieniach, a po podbiciu sygnału dostają delikatnego pazurka.”

    Odnosząc się do wyżej cytowanych uwag ze stereolife wydają się one trafne, acz nie potrafię określić ile tej mocy faktycznie słuchawki te potrzebują. Zdarzało się, że całkiem poprawnie grały z grajka o niskiej mocy wyjściowej a nie dogadywały się z wzmacniaczami o mocy wysokiej. PHA-3 ma wzmacniacz, który obrabia sygnał napięciowo. Jednak w jego torze symetrycznym prąd podkładu jest nieco „wyższy” – podejrzewam więc, że szansa na lepszą synergię może zajść przy wzmacniaczach, w których sygnał sterowany jest prądowo lub kiedy prąd podkładu jest wystarczająco wysoki. Inną ważną sprawą jest i to, że MDR-Z7 mimo 70mm średnicy zapewniają czułość na poziomie 102 dB i mają 70 Ohm/1kHz – zatem są to wydajne słuchawki (raczej) nisko-ohmowe i na wzmacniaczach zwłaszcza lampowych adresowanych dla np. 600 Ohm`wców może w odsłuchu przeszkadzać „brumienie”.

    Całościowo PHA jest bezstresowym combo średniej klasy, grającym rewelacyjnie w gęstych formatach – bardzo dobrze w formatach stratnych i przyzwoicie w jakości CD (wave, flac itp.) – przy czym pisząc o zmianach jakości mam na myśli wyłącznie zaburzoną równowagę tonalną pomiędzy basem a resztą pasma.

    Nie ukrywam, że podejmowałem próby poszukania jaśniejszego wzmacniacza dla MDR-Z7, ale zawsze było jakieś ale…
    Z wielu powodów pozostałem więc przy zestawieniu MDR-Z7 +PHA-3.
    1 – wzmacniacz bardzo poręczny, idioto-odporny i wystarczający do napędzania innych moich słuchawek.
    2 – bezkonfliktowy i wszystko trawiący DAC
    3 – bardzo wysoka jakość dźwięku przy odtwarzaniu gęstych formatów i wystarczająca przy pozostałych.
    4 – dobrze spasowany sonicznie DAC ze wzmacniaczem.

    Odnośnie użycia PHA-3 jako DAC`a do CD. Dobrze bym się zastanowił. Wiele zależy od tego jakie CD masz. Jeśli to najwyższa możliwa liga to poszukałbym DAC`a z wyższej półki.
    Jeśli jednak CD należy do klasy średniej i wyższej to PHA-3 nada się – o ile lubisz mocniejszy bas. UWAGA! PHA-3 jest maleństwem i najpierw ściągnij sobie do niego instrukcję i dokładnie ( naprawdę dokładnie ) przyjrzyj się wszystkim jego wejściom i wyjściom, zastanawiając się głównie jak sygnał z CD dostarczysz do DAC`a w PHA-3.

  13. Ewa pisze:

    Podoba mi się ich design, ale muszę na własne uszy posłuchać :)

    1. Skrzypik pisze:

      Proszę zwrócić uwagę, że MDR-Z7 są relatywnie duże = (70 mm przetwornik). Wykonane są bardzo dobrze.

      Na obecną chwilę posłuchałbym również Meze 99 Classics, które są tańsze, łatwiej łapią synergię, są quasi portable – niestety niektórzy z użytkowników zgłaszają, że ich pady się rozklejają. Meze 99 classics jako jedyne słuchawki w zestawie mogą być dobrym wyborem.
      Banalna prawda jest taka, że przed decyzją o zakupie należy każdych słuchawek posłuchać na własnym torze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy