Recenzja: Resonus Dictum, Altum i Studio

resonus-dictum-altum-studio-hifiphilosophy-002   Dłuższą chwilę się namyślałem, co zawrzeć w tytule. Wiedziałem, że trzeba anons firmy i związanego z nią systemu, ale jakimi dalibóg słowy? Można było oczywiście załatwić sprawę banalnym „system dla każdego”; ale jak dla każdego, to wiadomo, że dla nikogo. Można równie banalnym „system na każdą kieszeń”, lecz nawet skromne 12 tysięcy nie z każdej kieszeni wyskoczy. Albo że dzieło ambitne… Lecz które ambitne nie jest? Bądź, że od firmy polskiej – ale kogo to w sumie obchodzi? Albo węziej – że ze stołecznego, królewskiego Krakowa. Tyle, że to jeszcze mniej albo wcale – i nie o to całkiem w tym chodzi. Tak więc nie wiem za bardzo, co powiedzieć i powiem w takim razie:

– Powstała w grodzie Kraka firma Resonus i sporządziła system za dwanaście tysięcy. Przetwornik, wzmacniacz i głośniki monitorowe – wszystko razem niewiele kosztujące i dużo obiecujące, a jak kogoś to nie obchodzi, to może nie czytać dalej.

System się rodził dość długo, bo ładnych latek parę, a jego twórcy mówią o sobie, że z lutownicami już raczkowali. Doktoraty tam jakieś latają z nauk inżynieryjnych i ścisłych, i inne przy takich okazjach opowiadane historie; dające odbiorcy do zrozumienia, że producenci się znają i że robili nie tylko ze znawstwa ale także i z pasji. Toteż warto skorzystać, bo jest okazja i z czego…

Bardzo nietypowy test kombinowany zestawu marki Resonus: przetwornik Dictum, wzmacniacz Altum i monitory Studio w akcji.

Bardzo nietypowy test kombinowany zestawu marki Resonus: przetwornik Dictum, wzmacniacz Altum i monitory Studio w akcji.

Co napisano powyżej jest nieco nieuczciwe oraz głęboko nieszczere, bowiem tak naprawdę odwiedziło mnie trzech sympatycznych panów, którzy wcześniej dopytywali, czy mogę rzucić uchem i bardzo byli taktowni. Niczego nie sugerowali poza samym słuchaniem i widać było po nich, że trochę się niepokoją czekając na reakcję. Sam ich do tego zmusiłem, by opowiedzieli historię, tak żebym nie został z robotą jak rybak co nie ma wędki. Na coś klienta wszak trzeba łowić i opowieść mu jakąś rozwinąć, tak żeby poczuł wartość przedmiotu oraz ciekawość słuchania.

Jadę tak prosto z mostu i nie wiem, czy słusznie robię, ale co się będziemy krygować i opowiadać zawile. Firma, choć istnieje od dawna, na rynku audio debiutuje, celując w zwykłego klienta a nie jakiegoś bogacza. A że nie stać jej na marketing i pchanie się do salonów, to musi liczyć tylko na siebie, czyli na swoją jakość. To uwalnia nas od chodzenia na paluszkach dokoła sławnej marki i od ewentualnych utarczek z jej zagorzałymi fanami. Resonus jest samotny i sam musi stawić czoła, ale z drugiej strony to nie nowina, bo mieliśmy już tu takich. Broniły się w ten sposób kolumny od Ifajstejo i te od Audioformu, broniły wzmacniacze Rapture i Sonic Pearl, broniły kable FAW i KBL Sound, a będą bronić Tonalium. I dobrze się broniły, tak więc dać plamy nie wypada, ale o to nie ma zmartwienia, bo byle czemu recenzji bym nie poświęcił. Czasu nie mam i zdrowia na wojowanie z tandetą i wystarczy, że czasem trzeba zmagać się z nią od tych sławnych. Bo słabym sprzętem siać mogą wyłącznie firmy znane, te co na marce jadą i wierzą, że wszędzie dojadą. Dla nowych i maluczkich nie ma natomiast zmiłuj, bo cóż ich może obronić poza dobrym produktem i zadowoleniem klientów? Toteż zgodnie z tą myślą zwykle zaczynają podskórnie, od oferowania wyrobów i usług pomiędzy znajomymi. Tak to się zawsze zaczyna i nie inaczej tym razem, bo także ten Resonus zaczynał historię z audio od sprzedaży przyzagrodowej.

Coś mnie wzięło na brak galanterii i język nazbyt rubaszny, ale już się poprawiam i odpokutowuję. – Firma Resonus Audio działa od lat z górą ośmiu, a chociaż nie głównie jako dostawca sprzętu audio, to jej wyroby pracują już jako urządzenia muzyków i nawet w studiach nagrań; tak więc niełatwe testy mają już zaliczone. Tworzą ją dwaj inżynierowie – Michał Mareczek i Michał Podgórski – a założona została w knajpie, przy piwie i bez namysłu. – Robimy? – I zrobili, bo przecież Polak potrafi. Najstarszym produktem są kolumny Resonus Studio, u wielu już grające i od nich zaczynamy.

Budowa

Zaczniemy od końca, czyli od klasycznych monitorów krakowskiego debiutanta.

Zaczniemy od końca, czyli od klasycznych monitorów krakowskiego debiutanta.

Resonus Studio

Resonus Studio to 15-litrowe monitory podstawkowe w klasycznym, otwartym układzie dwudrożnym, a więc z dwoma głośnikami i jednym bass-refleksem. U góry, właśnie klasycznie, chociaż to nie bezwyjątkowa reguła, znajduje się wysokotonowy głośnik Scan Speak o kopułce jedwabnej przenoszący stosunkowo szerokie pasmo i dlatego, a także dzięki elegancji brzmienia wybrany. U dołu szerokopasmowy także Scan Speak, będący tak naprawdę zmodernizowaną konstrukcją szczytową Vify z czasów przed przejęciem przez Scan Speaka. Ma średnicę 18 centymetrów, odlewany kosz i  membranę na bazie włókna szklanego.

Od zewnątrz konstrukcja wydaje się banalnie prosta poza jednym wyjątkiem. Głośnik wysokotonowy znajduje się bowiem nietypowo w oprawie o kształcie siedmioramiennej, częściowo asymetrycznej gwiazdy, której zadaniem jest uwalnianie od interakcji pomiędzy falą akustyczną a obudową. Tego rodzaju zabiegi to norma, najczęściej w postaci skosów krawędzi na obudowach albo niecentralnego rozmieszczenia głośników; tu zaś użyto rozpraszacza gwiazdowego i stanowi on znak rozpoznawczy. W środku, ukryte przed wzrokiem, są liczne rozwiązania dalekie od przeciętności, znamionujące jakość, jakiej na pewno nie doczekalibyśmy się w produkcie znanej firmy za analogiczne pieniądze. Poczynając od podwójnej, przedzielonej izolacją antywibracyjną ścianki przedniej, a na wysokojakościowej zwrotnicy kończąc.

Ścianka frontowa jest podwójna nie z byle powodu, tylko do jej płyty przedniej wmontowano głębszy głośnik szerokopasmowy, natomiast bardziej płaski wysokotonowy jest cofnięty i osadzony na osobnej płycie tylniej. Pozwala to zarówno odciąć go w dużym stopniu od wibracji większego sąsiada, jak i uzyskać lepszą zgodność fazową, dzięki niwelacji różnic w głębokości. Jako rezultat fale akustyczne obu powstają na dwóch ściankach ale w jednej płaszczyźnie, a przy okazji zakłócający wpływ wibracji mechanicznych zostaje zminimalizowany.

Te dwudrożne kolumny opierają się na przetwornikach Vify

Kolumny opierają się na przetwornikach marki Scan Speak.

W ogóle walka z rezonansami wszelkiej postaci jest u tych Resonus Studio konstrukcyjnym wyznacznikiem całości, realizowanym także przez połączenie tej podwójnej płyty przedniej z resztą piętnastolitrowej obudowy nie sztywno tylko „pływająco”, podczas gdy sama ta obudowa (wykonana z grubych płyt MDF, podwójnie dodatkowo wzmacnianych) wspomagana jest wewnątrz rozproszeniowo przegrodami, tak żeby przede wszystkim rugować fale stojące. Jak bowiem zauważają konstruktorzy, w przeciwieństwie do samych instrumentów muzycznych, u których rezonans jest źródłem, a nawet podstawą brzmienia, w kolumnie głośnikowej jest źródłem i podstawą zakłóceń. W niej bowiem nie ma nic do dodania ponad pierwotne brzmienia, toteż należy szczególnie zadbać o brak wszelkich rezonansowych dodatków. Inaczej będzie nieprawdziwie, a przecież nie o to chodzi. Tu dbają o to także gumowe maty wygłuszające, jak również częściowe wypełnienie wolnej przestrzeni naturalną owczą wełną (a nie jej mineralnym erzacem). Ważnym uzupełnieniem przewag nad całą konkurencją jest też zwrotnica w oparciu o kondensatory Mundorffa i Jantzena, a także cewki Jantzena i rezystory Superes. (Czyli sama śmietana.) Jak zatem nie tyle może widać, ale można przeczytać a przede wszystkim usłyszeć, kolumny są dopracowane i wyposażone znacznie lepiej niż przeciętna tego rodzaju konstrukcja. Kosztują solo pięć i pół tysiąca w wersji lakierowanej na czarno albo sześć za wykończoną w fornirze, a z podstawkami siedem i pół – uzupełniając wzmacniacz i przetwornik po cztery tysiące każdy.

Od zewnątrz widać jeszcze na tylnej ściance pojedyncze przyłącza i umieszczony nad nimi średniej wielkości bass-refleks. I widać przede wszystkim prostą, minimalistyczną konstrukcję o smukłej, eleganckiej sylwetce urozmaicanej ową niespotykaną gdzie indziej gwiazdą. Przyjemnie się na nie patrzy, a jak przyjemnie się słucha, o tym będzie za chwilę.

Resonus Dictum i Resonus Altum

Resonus Dictum to przetwornik, zgrabnie dopasowany wielkością i formą do wzmacniacza Altum. Oba urządzenia dla patrzącego od przodu są nieodróżnialne przed włączeniem i dopiero po uruchomieniu różnią się treścią wyświetlanych informacji. Na identycznych wyświetlaczach w kolorze stonowanej żółci u Dictum wyświetla się jedynie nazwa aktywnego wejścia, a w Altum także odliczana w ujemnych decybelach od maksimum siła głosu. Wejścia we wzmacniaczu są cztery, wszystkie RCA, a w przetworniku mamy cztery wejścia cyfrowe – po parze koaksjalnych i optycznych plus pojedyncze wyjście analogowe. Poza tym Altum ma jeden komplet wyjść głośnikowych na porządnych złączach WBT, a oba urządzenia są opatrzone podświetlanymi włącznikami przy gniazdach zasilających.

resonus-dictum-altum-studio-hifiphilosophy-012

Zwraca uwagę konstrukcja frontowego panelu – jego podwójna ścianka pozwala na odseparowanie jedwabnej kopułki tweetera od większego, 18-sto centymetrowego sąsiada.

Ich aktywacja nie oznacza jednak gotowości do pracy, która realizowana jest dopiero poprzez naciśnięcie obrotowych regulatorów z przodu. Altum i Dictum mają po jednym takim – niewielkim i dokładnie na środku. Przez dłuższe naciskanie włącza i wyłącza się całość, a poprzez krótkie przeskakują przyłącza. Są, jak mówiłem, obrotowe, ale w przypadku Dictum to do niczego nie służy, natomiast we wzmacniaczu Altum reguluje siłę głosu.

Pewnie myślicie, że na tym koniec i głos regulować trzeba wstając, a zatem nie jest wygodnie. Ale myślicie błędnie, bo nie tylko jest pilot, ale jeszcze wymyślny. Specjalnie zaprojektowany dla Resonusów i z akumulatorkiem zamiast baterii. Można go ładować przez złącze USB, a jedno ładowanie wystarcza na wiele miesięcy. Poza tym wcale nie jest duży i bynajmniej nie ciężki, mimo że cały z metalu. Ma postać srebrzystego plastra z licznymi przyciskami, dzięki którym wszystko da się wyregulować; w przyszłości także napęd płyt, który niebawem ma powstać.

Co w środku?  W przetworniku Dictum pracuje 18-bitowa kość AD1865, znana z wybitnej muzykalności, stosowana między innymi w przetwornikach od Audio Note. Wraz z receiverem SPDIF CS8414 umożliwia odczyt danych 24-bit/96kHz, a dzięki stopniowi wyjściowemu z transformatorem wyjścia liniowe są galwanicznie separowane. Szczególną uwagę poświęcono tu zasilaniu układów i w związku z tym do gry wkroczyło aż sześć niezależnych zasilaczy, każdy z własnym transformatorem. To pomysł niewątpliwie godny pochwały, skutkujący znakomitym brzmieniem na przykład w przetwornikach Metronome, w których napotkać można nawet kilkanaście zasilaczy.

Z kolei wzmacniacz Altum oparty jest na znanej i cenionej kości LM3886, stanowiącej bazę popularnych Gainclonów. W tym wypadku cechą szczególną jest wsparcie jej zasilaczem o bardzo dużej rezerwie mocy, uodporniającym wzmacniacz na wyskoki chwilowego poboru. Nie o takim zapasie, jak u niedawno recenzowanego Gryphona Scorpio, ale także pokaźnym i bardzo użytecznym. Nominalnie wzmacniacz jest 4-ohmowy, lecz zachowuje dużą tolerancję dla wahań i spokojnie może wysterować nawet kapryśne kolumny, a nie tylko dedykowane sobie Studio. Wcześniej, na początkowym etapie stopnia wejściowego przedwzmacniacza, pracuje równie znana i ceniona kość PGA2311, czyli wysokiej klasy sterowany mikroprocesorowo tłumik rezystorowy z wbudowanym opampem. Jak powiadają twórcy: „O ile u głośników monitorowych Studio założeniem głównym była naturalność w oparciu o brak rezonansów, to tutaj podstawą było uzyskanie dużej dynamiki wzmacnianego sygnału oraz dużej wydajności prądowej wzmacniacza. Stosunkowo niewielka moc nominalna 2 x 70 W wynika zaś z faktu, że wzmacniacz ma obsługiwać przede wszystkim własne głośniki Resonus o mocy 60 W. Jednak w praktyce jego potencjał jest na tyle duży, że można polecać go także do większych zestawów głośnikowych.”

Z tyłu bass-reflex i prosty terminal dla dwóch złączy.

Z tyłu bass-reflex i prosty terminal dla dwóch złączy.

Pozostaje odnieść się do wyglądu. Określiłbym go jako prosty ale ze smakiem. Trochę nietypowo, można powiedzieć biurkową modą, urządzenia są głębsze niż szersze i bez problemu do stawiania na sobie. Lustrzana czerń frontów z małymi pokrętłami nie męczy wzroku nadmiarem, a niewielkie napisy Resonus i świetnie dobrane wyświetlacze zapobiegają nudzie. Tym wyświetlaczom należy się słowo odrębne, bo naprawdę mi zaimponowały. Wciąż o tym piszę, a odzew jest niewielki i raz po raz w kosztownych nawet urządzeniach można się natknąć na podświetlenia przycisków i wyświetlacze prowokujące ból oczu. To istna zmora i nie wiem jak niektórzy z tym wytrzymują, a sam mam na podorędziu zawsze plastelinę i w razie czego zaklejam. Maleńki plastelinowy oskomek i dziki świetlny świder znika, a wraz z tym ulga i radość z uprzyjemnienia. Tego jednak urządzenia Resonus ani trochę nie potrzebują; przeciwnie, właśnie wyświetlaczami zjednują. Złamana żółć znana jest z właściwości kojących nerwy, a delikatność świecenia w połączeniu z cienką kreską i małym formatem dodatkowo przydają wdzięku. Same pudełka są zaś zgrabne i urozmaicone drewnianymi boczkami, a od strony funkcyjnej użyteczne, bo z blach grubościennych.

Odsłuch

Pora na dalszą część programu, czyli dedykowaną elektronikę nowej marki.

Pora na dalszą część programu, czyli dedykowaną elektronikę nowej marki.

   Zacząć muszę od didaskaliów, ale są bardzo istotne. Przede wszystkim od tego, że opis dotyczy kompletu, to znaczy gry tylko poprzez własny przetwornik a nie z jego pomijaniem. Bo owszem, sprawdziłem jak gra wzmacniacz Altum zasilany wprost z Accuphase – i grał cieplej a także głębiej oraz całościowo na wyższym poziomie – ale różnica była duża tylko pod względem ceny. Dziesięciokrotna nominalnie (licząc koszt przetwornika), więc nie ma o czym mówić, a właściwie można powiedzieć, że przetwornik Resonus Dictum wypadł nadspodziewanie dobrze i mocno nie odstawał. Grał stylowo, plastycznie, nastrojowo i z atmosferą. Muzykalnie i elegancko, smacznie i w pastelowych barwach. Natomiast co jeszcze było ważne w sensie użytkowo praktycznym, to rodzaj okablowania. Już kabel koaksjalny pokazał duże różnice, a z wypróbowanych kilku najlepiej wypadł Tellurium Q Black. Najmocniej nasycał barwy, oferując najefektowniejszy światłocień, a jednocześnie brzmienie pogłębiał, zachowując, a nawet podkreślając, rozdzielczość. Przez przypadek tak się złożyło, że słuchałem systemu Resonusa z różnymi kablami głośnikowymi jeszcze przed odsłuchem badawczym, a potem sam odsłuch odbył  się przy udziale innych i z finalnym powrotem do kilku wcześniejszych. To dało wiedzę przekrojową i bardzo istotną, że system na okablowanie, a już szczególnie to głośnikowe, szalenie jest wrażliwy. Zupełnie tak samo jak system oparty o LST i na słuchawkach Stax SR-009, aczkolwiek nie identycznie. Do tamtego bowiem okazały się nie pasować kable głośnikowe Entreq Konstantin, a do systemu Resonusa pasowały wybornie. Wcale z nim nie gubiły basu, o co w przypadku tamtego najbardziej chodziło. A mają te kable dwie zalety z gatunku bardzo ważkich: tanie są jak boćwina i realistyczne do głębi. Są już u mnie od dawna, a recenzji nie napisałem, co z mej strony jest podłością i trzeba to będzie naprawić. W ogóle się kroi cała galeria recenzji kabli głośnikowych, bo zebrała ich się ich czereda i wszystkie niecierpliwie czekają. Te kable, co wie każdy audiofil, są z kabli najważniejsze, najbardziej wpływające, co system Resonusa szczególnie dobitnie potwierdził. Brawurowo grał z Entreqami i bardzo dobrze z Siltechem, a dla odmiany z Nordostem ciekawie lecz nie bez błędów.

Ductus i Altum dzielą tą samą, bardzo prostą obudową, co nie co utrudnia ich rozróżnienie.

Ductus i Altum dzielą tą samą, bardzo prostą obudową, co nieco utrudnia ich rozróżnienie.

Dlaczego tak się działo, nie jest trudne do wyjaśnienia i znajduje wytłumaczenie już w materiałach źródłowych. Sami twórcy przyznają. że nie szło im o popisy i nie o narzucanie stylu, tylko o jak największą szczerość i jak największą prawdę. Tak więc system nie gra tłustym dźwiękiem w bijącym po oczach technikolorze, nie ma podrasowanego basu i nie akcentuje sopranów Nie kusi też sztucznym pogłębianiem czy przesadnie mocnym kontrastem i względem pocztówkowej tandety stanowi przeciwieństwo. Stara się grać naturalnie, spójnie i bez efekciarstwa – a można go w tym kontekście odnieść do opisywanych niedawno Focali, w czym pomoże rodeo. Bo jazda na flagowych Focalach jest niczym ujeżdżanie byka, że trzeba naprawdę sztuki, żeby na mordę nie spaść. Wyskoki są gigantyczne i wielka masa mięśniowa, natomiast chęć współpracy zerowa i w efekcie galopada szalona. Dlatego się je długo oswaja i mocno się trzeba napocić, a w porównaniu do tego jazda na systemie Resonus jest jazdą na normalnym wierzchowcu. Wsiada się i się jedzie bez żadnych komplikacji, pod jednym wszakże warunkiem, że dobrze się okabluje. Uprząż z okablowania (jak udowodnił Entreq) wcale nie musi być droga, natomiast musi pasować. Powinna dać wypełnienie i nie zjeść skrajów pasma, a wówczas będzie przyjemnie, co już z przyjemnością przedkładam.

Pierwsza zaraz przyjemność, to kontrola nad sopranami. Łączą bowiem dwie cechy nawzajem przeciwstawne. Z jednej strony są nieagresywne i zawsze łatwo się słucha, a z drugiej nie wycofane, toteż ich nie brakuje. Nie ma nudy ani dzikości, tylko sama czysta przyjemność; taka zatrącająca o artyzm i prawdziwe wyrafinowanie. Powściągliwie raczej, statecznie i bez żadnych szaleństw, ale z otwartością i przede wszystkim elegancją, że wiesz, iż to dobrze zrobione. Łączy się to nierozerwalnie z panowaniem nad światłem, które w zależności od kabli może być kremowo-szare, subtelne; albo mocniejsze, kontrastowe i z jawnym światłocieniem, ale nigdy przedobrzone i nigdy nie jakieś ciemne. – Albo delikatne i impresyjne, albo normalne, naturalne z dodatkiem wycieniowania, lecz nigdy aż w jakieś w mroki. Nie gra to zatem ciemno i nie ma głupiego sopranowego cykania, co często możemy spotkać jako chwyt pod publiczkę; i zawsze znajdą się tacy, którym to się podoba. Lecz tak nie wygląda muzyka, a jeśli nawet cyka, to w sposób tak złożony, że tylko naprawdę droga aparatura może to naśladować. Natomiast zwyczajne bum-cyk-cyk, to ja uprzejmie dziękuję.

O różnicach od frontu informuje dość enigmatycznie jedynie dość oszczędny wyświetlacz.

O różnicach od frontu informuje dość enigmatycznie jedynie oszczędny wyświetlacz.

Tradycyjnie przeskoczmy na drugą stronę, czyli w rewir basowy. On jest od sopranów w tym wypadku trudniejszy, bo kable bas mogą zgubić. Takie coś oczywiście jest nie do przyjęcia i takie kable się nie nadają, a jedne z próbowanych, i to w dodatku drogie, tak właśnie się zachowały. Inne, także nie tanie, postąpiły dosyć podobnie, natomiast trzy pary pozostałych z basem nie miały problemów. I wtedy tan bas okazał się być całkiem w porządku – rozdzielczy, mocny i świetny akustycznie. Oczywiście nie na miarę wielkich głośników od wielkich podłogówek, ale bez odczucia słabości i jak najbardziej bez uwag. Miał cios i także pomruk, jak również świetny rezonans, toteż obrazowanie bębnów nie stwarzało trudności. I to pomimo grania nie w ciemnym sosie i super esencjalnie, a w takich przecież warunkach trudniej o ekscytacje basem. A jednak dało się ekscytować i sam się ekscytowałem. Bez najniższego zejścia ale też bez wyczuwalnej słabości. Dobre bębny, zarówno pod względem szybkości i mocy, jak i w obrazie akustycznym.

Odsłuch cd.

Sytuacja na tylnym panelu jest z goła odmienna.

Sytuacja na tylnym panelu jest z goła odmienna.

   Przy okazji pozwoliłem sobie przebadać stereofonię i okazała się całkiem niezła, chociaż nie jakaś szczególna. Wyraźne raczej rozbicie na strony prawo-lewo przy znakomitym obrazowaniu źródeł – tu byłem pod wrażeniem. Natomiast związanie międzykanałowe raczej umiarkowane, że owszem, był środek sceny i dźwięk podtrzymany na całym obszarze, ale bez jakichś zachwytów tego możliwościami. Przy okazji o scenie, skoro do niej doszliśmy. Pierwszy plan ładnie się różnicował w zależności od płyty i mógł być daleki lub bliski. Ale przeważnie bliższy niż dalszy, więc bez problemów z kontaktem. Szerokość obrazu muzycznego normalna, bez wykraczania za ściany, a głębokość na kilka metrów i jak zwykle u monitorów z graniem za linią głośników. Bez wychodzenia w stronę słuchacza, nie mówiąc o jego ogarnianiu, tak więc będziemy na widowni a nie we wnętrzu spektaklu. Sumując można powiedzieć, że scena taka normalna, gdyby nie to ogniskowanie źródeł i sama postać dźwięku. Ogniskowanie okazało się świetne a postać dźwięku przednia; i cały porządek sceniczny też nie zostawiał nic do życzenia.

Odciągnęło nas od środka pasma, ale już wracam do niego. Z tego co napisałem ktoś mógłby wysnuć wniosek, iż ten środek będzie normalny, pozbawiony szczególnych emocji. Raczej gładki, raczej spokojny i się nie narzucający. Ale tu niespodzianka, bo tak wcale nie było. Bo choćby to, że głosy miały chrypki… To oczywiście nie znaczy, że wszyscy mieli grypę i każdy artysta kaszlał, natomiast tak wzbogacony sposób znamionował wysoką klasę. Bardzo byłem zdziwiony, gdy tak się okazało i kilku znanych mi wokalistów o takim sposobie śpiewania nie pojawiło się w uproszczeniu spowodowanym gładkością, tylko odpowiednio chropawo, pomimo że subtelnie. Subtelność to słowo kluczowe dla całej tej muzyki, bo szczegółowość tylko kontekstowa, podobnie jak kontekstowe a nie do wszystkiego dodawane soprany, a także mistrzowsko dozowany pogłos i wcale nie jakiś oszczędny.

Tak, gniazda USB nie ma, ale... da się bez niego żyć. I za pewne jeszcze się kiedyś pojawi.

Dictum gniazda USB nie posiada, ale… da się bez niego żyć. I zapewne jeszcze się kiedyś sytuacja ta się zmieni.

Tak nawiasem pomału dochodzę do wniosku, że pogłos jest parametrem krytycznym, choć dawniej, na początku kariery opisywacza, zupełnie tak nie myślałem. Odpowiednio obecne i odpowiednio zrealizowane pogłosy decydują w stopniu fundamentalnym o całościowym odbiorze. To jest być albo nie być dla odczuwania piękna, dlatego wszelka aparatura obsłużyć ich niezdolna odpada w przedbiegach. Mam kilka wyselekcjonowanych utworów, które z miejsca to pokazują – a jeśli nie pokażą, to adieu wysoka jakość. Tymczasem tutaj pogłosy wybrzmiały znakomicie i znów z zaskoczeniem odkryłem, że wiele droższych (nieraz zdecydowanie) systemów ten aspekt miało słabszy. A jednocześnie ten w sporych dawkach pogłos nigdy nie przechodził w efekty hall i nigdy nie narzucał przesadnie wyrażonego echa. Czuć było wprawdzie ambience i ściany koncertowej sali, ale umiarkowanie a nie dominująco, a więc bez żadnej sztuczności. W ogóle uciekanie przed sztucznością to jest wyznacznik Resonus i muszę przyznać uczciwie, że bardzo mi odpowiadał. Światło, pogłos, szczegóły i sposób artykulacji doskonale pracowały na rzecz naturalnej urody dźwięku. Z dodatkiem powietrza, swobody i dobrej dynamiki, choć oczywiście nie na miarę wielkich kolumn Focala, dawało to wyrafinowanie w całościowym kontekście łatwego i przyjemnego odbioru. I o to twórcom chodziło, jako że jeden z nich napisał mi wprost, że chodziło przede wszystkim o prawdę. Podeprę się cytatem, by w cudzych myślach nie grzebać:

R e s o n u s  i jego aktualne brzmienie wynikło z ciągłego niedosytu, jaki miałem wracając z koncertu na żywo, kiedy po puszczeniu płyty okazywało się, że czar muzyki uleciał. Podejrzewałem, że to zniknięcie nie jest związane tylko z jakością użytych komponentów, ale również zawarte w jakimś aspekcie brzmienia, na które nasz mózg reaguje jak na narkotyk. Trochę jak alchemik, obecnie już wiem mniej więcej gdzie tego szukać. Każde z urządzeń było budowane w myśl tej samej idei. Po pierwsze istotne były możliwości dynamiczne oraz analogowe brzmienie wyrażane bardziej bogactwem transjentów niż nadmiernym kontrastowaniem pasma. Chodziło o uzyskanie jednorodnej faktury dźwięku, bardziej nawet niż o dążenie do wyrazistości brzmienia, która ładnie się prezentuje ale stwarza ryzyko odejścia od naturalności.

No właśnie, naturalność. Wyraźnie o to chodzi, a nie o popisy i o ostre przyprawy. W efekcie brzmienie jest efektowne a całkiem bez agresji. Z mniejszym akcentem na atak a większym na płynność brzmienia. A przy okazji dołącza znakomita intymność i mimowolnie narzucana obecność wykonawców. Bez kontrastów, pogłębiania ani mocnych akcentów, tylko z subtelną biegłością i w sposób oczywisty. Te naturalne postaci pojawiają się w normalnych plenerach, to znaczy bez tła czerni, czy w jakim przedobrzeniu.

A co potrafi brzmieniowo system marki Resonus. Zaskakiwać. Siłą spokoju i naturalności, którą ciężko spotkać w tranzystorowym świecie.

A co potrafi brzmieniowo system marki Resonus? Zaskakiwać. Siłą spokoju i naturalności, którą ciężko spotkać w tranzystorowym świecie.

Tutaj tego nie będzie, bo tła są bardziej z powietrza i światła a postaci naturalnej wielkości. Nie jak na olejnych portretach tylko w prawdziwym pejzażu; i nie w powiększeniu czy przybliżeniu, tylko tak w perspektywie. To też jest ujmujące w swym odejściu od sztuczności; bo można wprawdzie woleć tła bardziej eksponujące postać i obecność bardziej dosadną, ale tak jest prawdziwiej i to bez wątpliwości.

Wybrzmienia okazały się średnio długie przy dobrej artykulacji, ze średnim względem najlepszych nasyceniem indywidualnością. Ale tu znów dało znać o sobie okablowanie, zwłaszcza te kable głośnikowe, a już szczególnie Entreqa, przy których indywidualizm był bardzo dojmujący. Analogicznie aspekt emocjonalny, też świetnie wyrażany – aż po ciarki na skórze. Bez lampowej słodyczy głosów i lampowego pogłębiania sam naturalizm wystarczał, by stawało się piękne.

Na koniec słowo o wypełnianiu przestrzeni. System poradził sobie z moimi dwudziestoma sześcioma metrami, z tym że w miarę podnoszenia głośności dźwięk propagował na głębię a nie szedł w stronę słuchacza. Nie było też całościowego wrażenia potęgi, nawet przy dużej głośności, niemniej wrażenie bycia na koncercie było całkiem realne. Tak bardziej w ujęciu perspektywicznym a nie pod ciśnieniem naporu, lecz z dobrym zanurzeniem w spektakl, zwłaszcza przez tą bezdyskusyjną obecność.

Na finał jeszcze dodatek o dołączonym okablowaniu, bo system przyszedł z własnym interkonektem i własnym kablem koaksjalnym, sygnowanymi przez Opus Audio. Można go z nim kupować i wtedy w pakiecie wyjdzie taniej, za wszystko razem plus (tego nie miałem) 4-metrowy kabel głośnikowy Jentzena, równe piętnaście tysięcy. Kable są dobrej jakości i całkiem wystarczające dla zaawansowanego słuchania. Nie mogły wprawdzie dorównać cyfrowemu Tellurium ani interkonektom Nordosta czy Sulka, ale w każdym aspekcie okazały się ustępować nieznacznie, dając poczucie satysfakcji. Tym bardziej, że drogie nie są i brzmieniowo dobrze dopasowane.

Oby więcej takich za tak niewiele. Rekomendacja!

Oby więcej takich za tak niewiele. Rekomendacja!

Podobnie jak cały system nie dążą do przesady, pogłębiania, rysowania mocnych kontrastów ani podkreślania szczegółów. Grają spójnie, spokojnie, analogowo, w atmosferze bardziej dziennej niż nocnej. Oferują dobrą muzykalność, taką samą dynamikę i mocno zawsze wyrażający się walor emocjonalny.

 

 

 

Podsumowanie

resonus-dictum-altum-studio-hifiphilosophy-001   Z powyższych opisów wyłania się obraz systemu zrobionego nie pod masowego, nieobytego konsumenta, tylko osoby wymagające więcej. Brzmienie nie przypomina plakatu gry komputerowej – z mięśniakami, kosmitami i bronią automatyczną dużego kalibru – tylko jest jak obraz dobrego pędzla, bazujący na chwytach artystycznych i subtelnościach. To nie znaczy, że nie potrafi być głośne i wzniecać burz emocjonalnych, ale robi to poprzez szerzej i wierniej rozumianą rzeczywistości. Bardziej dopasowaną do wymagającego słuchacza i jego rozbudowanej palety doznań. Za stosunkowo niewielkie pieniądze dostajemy muzykę naturalnie bogatą i obfitą w niuanse. W wyrafinowane smaki, w subtelne przejścia kolorystyczne i poetycką grę świateł. Muzykę dla koneserów, chociaż oczywiście nie tylko, lecz w każdym razie taką, której daleko do brutalności. Opracowane tego, poprzez połączenie umiarkowanej ceny, ładnego wyglądu i przede wszystkim takiego właśnie brzmienia, zajęło długie lata. Ale efekt jest godny uznania. Nie chcę strzelać nazwami, lecz wielokroć zdarzyło mi się słyszeć zarówno zestawy od sławnych, jak i od twórców krajowych, które pomimo uznania i sporej popularności grały zdecydowanie słabiej a za większe pieniądze. Na tym chyba już poprzestanę, bo wszystko raczej jest jasne.

 

W punktach:

Zalety

  • Dobry, o nieczęstych walorach dźwięk za umiarkowane pieniądze.
  • Naturalny i z dużą dozą subtelności.
  • Elegancki i muzykalny.
  • Jasne, pozbawione jaskrawości światło.
  • Bogata paleta szarości.
  • Realistyczne tła z powietrza i przejrzystości a nie nieprzenikliwej czerni.
  • Złagodzone kontrasty, zastąpione subtelnymi przejściami.
  • Nawiązujący do realizmu sposób nasycania barw, artykulacji i działania na emocje.
  • Żadnej agresji ani ostrości.
  • Świetna kontrola sopranów.
  • Silne działanie na emocje na bazie wysokiej klasy realizmu.
  • Spokojna, naturalna średnica o dużej dozie indywidualizmu i bogactwie przeżyć.
  • Szybki, rozdzielczy, w miarę mocny i bardzo udany akustycznie bas.
  • Szczegóły tylko jako narzędzie obrazowania.
  • Podobnie jak wszelkie kontrasty.
  • Efektowne operowanie pogłosem.
  • Bardzo duża podatność na dobór brzmienia poprzez dobór okablowania.
  • Spora dla tego okablowania tolerancja.
  • Kompleksowa usługa sprzętowa.
  • Sympatyczny, nie narzucający się  wygląd.
  • Kompaktowy rozmiar wzmacniacza i przetwornika.
  • Łatwe do ustawienia, dobrze prezentujące się głośniki monitorowe.
  • Tanie okablowanie oferowane ze sprzętem.
  • Bardzo dobry wsad podzespołów.
  • Wysoka dbałość o zasilanie.
  • Koncentracja twórców na rugowaniu rezonansów i innych zakłóceń.
  • Muzyka przede wszystkim.
  • Łatwa obsługa i funkcjonalny pilot.
  • Dobry stosunek jakości do ceny.
  • Made in Poland.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Brak gniazda USB w przetworniku.
  • Debiutujący, nieznany producent.
  • Nie dla lubiących agresywny styl brzmienia.
  • Niemożliwa do oceny awaryjność i jakość serwisu.
  • Brak symetryczności (rzecz względna).

 

Dane techniczne Resonus  Dictum:

  • 2 x wejście koaksjalne izolowane galwanicznie (transformator)
  • 2 x wejście optyczne
  • Max. akceptowana rozdzielczość 24 bit
  • Max. akceptowana częstotliwość 96 kHz
  • 1 x wy liniowe niesymetryczne izolowane galwanicznie (transformator)
  • 6 separowanych zasilaczy
  • Układ dekodera SPDIF – CS 8414
  • Układ przetwornika C/A – AD 1865
  • masa: 5,9 kg
  • W: 77 mm, S:  240 mm, G: 313 mm
  • Cena: 4000 PLN

 

Dane techniczne  Resonus  Altum:

  • 2 x 70W @ 4 Ohm
  • 4 x wejścia niesymetryczne liniowe
  • 3 separowane zasilacze
  • Zasilacz mocy 400 VA
  • Układ wzmacniacza mocy – LM 3886
  • Układ w stopniu przedwzmacniacza – PGA 2311
  • masa: 9,7 kg
  • W: 77 mm, S:  240 mm, G: 313 mm
  • Cena: 4000 PLN

 

Dane techniczne Resonus  Studio:

  • Moc nominalna RMS: 55 W
  • Impedancja nominalna: 4 Ohm
  • Skuteczność: 89dB [2.83V/1m]
  • Głośnik niskośredniotonowy – Scan Speak Discovery 18cm
  • Głośnik wysokotonowy – Scan Speak Discovery
  • masa: 11,7 kg
  • W: 388 mm, S: 200 mm, G: 320
  • Cena: 5500 – 6000 PLN (w zależności od wykończenia).

 

System:

  • Napęd: Accuphase DP-700.
  • Przetwornik: Resonus Dictum.
  • Wzmacniacz: Resonus Altum.
  • Głośniki: Resonus Studio.
  • Kable koaksjalne: Opus Audio (dedykowany), Oyaide DR-510, Tellurium Q Black.
  • Interkonekty: Opus Audio (dedykowane), Nordost Tyr 2, Sulek Audio.
  • Kable głośnikowe: Entreq Konstantin, Harmonix CS-120, Nordost Tyr 2, Siltech Classic, Sulek Audio.

Strona producenta: www.resonus.pl

Dystrybucja: www.opus-audio.pl

Pokaż artykuł z podziałem na strony

12 komentarzy w “Recenzja: Resonus Dictum, Altum i Studio

  1. PIotr Ryka napisał(a):

    Przepraszam za brak zdjęć pilota i wnętrza urządzeń. Postaram się to naprawić.

  2. manio napisał(a):

    Piotrze,
    „dostajemy muzykę naturalnie bogatą i obfitą w niuanse. W wyrafinowane smaki, w subtelne przejścia kolorystyczne i poetycką grę świateł. Muzykę dla koneserów, chociaż oczywiście nie tylko, lecz w każdym razie taką, której daleko do brutalności.”

    tak w krótkich żołnierskich słowach – polecił byś ten zestaw dla ludzi słuchających muzy z nieaudiofilskich płyt typu rap,techno,euro dance itp.,rock,metal… ?
    bo tu i pulsujący syntetyczny bas zabijający wszelakie stworzenie, i kakofonia gitar i bębnów w obłąkańczym tempie , i realizacje trudniejsze i gęste jak budyń a nie jak wata cukrowa czy
    pianka z miksera …

    że „dziewczynę z gitarą” albo kwartet smyczkowy czy trio jazzowe to super zagra to mnie przekonałeś … a co z resztą ? odlot czy rozczarowanie ?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Ani odlot, ani rozczarowanie. Słowo „odlot” zostawiam na okoliczność systemów najwyższych lotów. Odlot, to dają dobrze napędzane Raidho albo Avantgarde. Ewentualnie pan Fredricksen 🙂

      Resonus to system rzetelny, dużo potrafiący. Nie wyprodukuje tektonicznego basu i nie jakieś imponujące pod względem trójwymiarowości soprany, ale zgrabnie przeskakuje nad trudnościami w nagraniowym materiale, unika zniekształceń i w spokojnym, naturalnym stylu elegancko płynie przez muzykę. Można się więc cieszyć tą jego naturalnością i naprawdę dużymi umiejętnościami, które pokazuje z odpowiednim okablowaniem, natomiast najwyższej klasy systemu za kilkaset tysięcy w pełni nie zastąpi, bo to niemożliwe. Niemniej to aparatura dla zaawansowanego słuchacza, dobrze znającego błędy ciążące na średniej klasy sprzęcie hi-fi i chwyty, jakich się używa, by je maskować. Tu takich chwytów nie ma, a błędów jest mało i są niewielkie.

      1. manio napisał(a):

        dzięki …

  3. Michał napisał(a):

    Miałem przyjemność posłuchać tego systemu. Rzeczywiście w tym przedziale cenowym, prawdopodobnie trudno będzie dostać coś równie dobrze grającego.

  4. Tomasz napisał(a):

    Witam. Słuchałem tego systemu u mojego znajomego. Byłem bardzo ciekaw. Na co dzień gram na Naimie. Uderzyła mnie niesamowita przyjemność z grania. Drugi i trzeci plan. Nie to, że nie mam tego z Naima ale chodzi o cenę. U mnie Naim połączony jest z Vienna Acoustics Mozart Grand. Daje to wiele frajdy. Resonus jest nie tylko zaokrąglony. Jest też bardzo szczegółowy. Fajna scena wszerz i za kolumnami. Fantastycznie brzmiał Miles Davis potem Patricia Barber i Tomasz Stańko. Delikatność połączona z realizmem. Trąbka była taka naturalna wręcz fizjologiczna. Klasyka – słynna serenada numer 13 Eine Kleine Nachtmusik. Bajka ! I wreszcie stare poczciwe Deep Purple. Nie słuchałem elektroniki bo jakoś jej nie lubię ale znajomy jest fanem Kraftwerku i twierdzi, że jest super. Słucha też Aphex Twin czy jakoś tak. Według mnie największą wadą tego systemu jest to, że jest za tani. Rasowi audiofile nie zwrócą na niego uwagi a szkoda.

    Tomek

  5. Arti napisał(a):

    Czy jakies dane pomiarow mozna prosic?
    Zwlaszcza charakterystyke czestotliwosciowa kolumn i ich skutecznosc. Oraz wykres modulu impendancji.

    A w przypadku wzmacniacza takie rzeczy jak moc sinus w stereo oraz odstep od szumu, dynamika, wspolczynnik tlumienia, THDN, pasmo przenoszenia i harmoniczne.
    O najwazniejszym parametrze we wzmacniaczu czyli o predkosci narastania napiecia juz nawet nie wspomne bo to malo kto podaje z producentow co juz w ogole jest paranoja. Podobnie z wydajnoscia w amperach (wraz z podawaniem jak dlugo trwa).
    Dlaczego nikt nie podaje takich rzeczy?
    To jest jakas zmowa czy o co chodzi?
    Ja jestem nauczony ze jak producent czegos nie podaje to………poprostu sie tego wstydzi – a wtedy mi sie lampka zapal „bubel” i sie robie podejrzliwy

    Wiadomo ze producenci ‚klamia’ i tylko nieliczni maja juz taka renome w tej kwestii ze mozna im zaufac (accuphase). Resonus dopiero co zaczal budowac swoja marke wiec rozsadek nakazuje im nieufac i sprawdzic to samemu.
    Tym bardziej ze NAWET na ich stronie tego w ogole nie ma. To nawet sobie klient nie moze porownac tego z inna konstrukcja co jest troche nie fair i troche niepokojace.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tu jest kontakt do firmy Resonus:

      http://resonus.pl/kontakt/

      Podają swój adres, mail i telefon. Nie widzę więc problemu ze znalezieniem odpowiedzi u źródła.

      1. Arti napisał(a):

        1. nie odpowiadaja na mejla

        2. zapytac sie producenta? To tak jakby zapytac sie Volkswagena o spalanie. Wiadomo ze producenci klamia (gratuluje kapilazmowi tak ogolnie) i tylko uczciwy pomiar faktycznych parametrow sie liczy, a to co jest napisane na www czy w instrukcji obslugi to mozna miedzy bajki sobie wsadzic (wyjatek to pewnie Accuphase ktory ma parametry ‚Guaranteed’).

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Ten serwis nie prowadzi pomiarów. Jeżeli są komuś niezbędne do słuchania (mnie nie są), to pewnie można egzemplarz wzmacniacza pożyczyć i pomiar jakiemuś laboratorium zlecić. Tak samo jak można zmierzyć luminację ekranu telewizora, gdyby ktoś na oko nie był w stanie ocenić, czy obraz ma dobry.

          1. Arti napisał(a):

            No to szkoda ze nie prowadzi.

            Czesc czytajacych na pewno sie sugeruje rowniez pomiarami – ktore mozna potem rowniez wykorzystac do porownania sprzetow miedzy soba i to wszystko zrelatywizowac.
            Porownania takie natomiast, na bazie subiektywnych opinii testera sa niemozliwe. Jeden czlowiek potrzebuje mocy na impulsie, drugi potrzebuje dynamiki a trzeci jeszcze co innego. Dzieki pomiarom moze w zdecydowanie latwiejszy sposob zawezic wybor do 2-3 faworytow i potem je zoba juz porownac w celu wylonienia zwyciezcy. Bez pomarow…..o wiele trudniej.

            Inna wazna rzecza przy prowadzeniu pomiarow jest…..sprawdzenie prawdomownosci producenta. To sie potem przeklada na jakosc sprzetu. Im wartosci sa bardziej zbiezne tym bardziej mozna zaufac takiej firmie i powiedziec ze wie co robi/sprzedaje. A tak….nici.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Uwaga byłaby trafna, gdyby na bazie pomiarów faktycznie dało się powiedzieć coś istotnego o brzmieniu. Wielu, zwłaszcza początkujących audiofili, jest tego zdania, sam mam dokładnie przeciwne. Dlaczego, tego niedawno pojawił się dobry przykład, w postaci opinii Tylla Hertsensa o słuchawkach Sony MDR-Z1R. Tyll prowadzi pomiary i publikuje je z dumą. Jednakże te pomiary ani trochę go nie ustrzegły przed durną całkiem opinią, że to słuchawki słabe.

            Pomiary mogą być pomocne – mogą wykrywać duże błędy. Są jednak zbyt prymitywne, by dało się z nich wysnuć wnioski inne niż zgrubne. Między innymi dlatego, że według firmy AKG na nasz słuchowy obraz świata składają się częstotliwości dźwięku do 2 GHz włącznie. Proszę zestawić to z publikowanymi pomiarami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy