Recenzja: Octave V16

Odsłuch cd.

xxx

Octave i MrSpeakers – dobrana para.

   Na finał sięgnąłem po Crosszone, które są jakby inną kategorią. Trzy głośniki z każdej strony do ubierania na głowę dają całkiem inne, wręcz nieporównywalne w tradycyjnych słuchawkowych kategoriach efekty. Ale pisałem też, że dźwiękowym natłokiem potrafią tak transformować przekaz, że całość brzmienia staje się mniej klarowna w następstwie braku brzmieniowego luzu. Słuchawkowa prezentacja dokładnie jak na głośnikach, gdy każde ucho słyszy oba kanały i jeszcze do tego aurę odbić (organizowaną przez trzeci, grający tyłem do przodu) nie ma w słuchawkowej komorze – fakt, bardzo tu dużej – dość miejsca na rozgęszczenie. Lecz nie ze wzmacniaczem Octave. Te słuchawki są jakby dla niego a on dla nich; współtworzą szczególny spektakl. Dam głowę, że inżynierowie Octave nie brali ich pod uwagę, zapewne nigdy nie słyszeli. Ale to im nie przeszkodziło w uzyskaniu przypadkowej, redundantnej (się wymądrzam) synergii, komu innemu sposobionej. Specjalnie zacząłem porównania MrSpeakers z Crosszone od bogatego materiału muzycznego prezentowanego na dużej, głębokiej scenie. No tak, walory sceniczne odmiennie zbudowanych Crosszone dały się słyszeć od razu. Mocniej akcentowana, lepiej widoczna głębia, większe na dalszych planach źródła i szersza z nich panorama. Tego nie zrobią żadne słuchawki poza jeszcze AKG K1000. Ale K1000 to dwa głośniki całkiem otwarte i odstawione od głowy, a Crosszone to sześć zamkniętych, nie hałasujących na całe mieszkanie. Kosztują czternaście tysięcy, więc z tym wzmacniaczem wychodzi pięćdziesiąt. Ale to granie podobało mi się bardziej niż też tyle kosztujący nowy flagowy wzmacniacz Staksa z dedykowanymi mu SR-009. Pod względem efektów scenicznych zupełnie inna miara efektu, że można się rozkoszować a nie tylko przyjmować do wiadomości. Samo zaś brzmienie porównywalne, ale o innych cechach wiodących. Przede wszystkim głębokie i wielopostaciowe, a jednocześnie konkretne i wspierane tą fantastyczną sceną. Nie za główny walor mające zniuansowanie, wysmakowane przejścia tonalne i propagację od źródeł, tylko bardziej czucie całości – dźwięk jednocześnie i obraz. Tu muszę do tej wielopostaciowości u Crosszone nawiązać dodatkowo, bo może zostać odczytana dwuznacznie. Wielopostaciowe jest bowiem u nich samo brzmienie, natomiast postaci przedstawiane jednoznacznie, doskonale wpisane w scenę i konkretnie na niej umiejscowione. Dokładnie odmalowane brzmieniami, a nie w roli głównej same brzmienia, przede wszystkim emanujące. W tym sensie Crosszone okazują się bardziej malarskie, dając dokładnie zdefiniowane obrazy, podczas gdy system Staksa bardziej podsuwa wyobraźni same dźwięki, pozostawiając więcej rzeczy w niedopowiedzeniu. Suma summarum okazuje się bardziej impresjonistyczny a mniej figuratywny. Też ciekawy i też obrazujący, ale takiej sceny zbudować nie potrafiący, a już na pewno nie jak Crosszone.

Octave V16 HiFi Philosophy 006Octave V16 HiFi Philosophy 012Octave V16 HiFi Philosophy 014Octave V16 HiFi Philosophy 010

 

 

 

 

Z głośnikami

Na koniec poświęciłem chwilę dodanej a nie właściwej funkcji obsługi głośników. Wypróbowałem Octave V16 z podstawkowymi i podłogowymi kolumnami Audioform, jednymi i drugimi mającymi przyjaźnie wysoką skuteczność. (Czterodrożne Audioform 304 to skuteczność 92 dB.) Na początek uwagi techniczne. Wzmacniacz grał wyraźnie głośniej po złączu niesymetrycznym, tak więc podpięcie symetryczne musimy ograniczyć do bardzo już skutecznych kolumn. Nie skutkuje to żadną ujmą, ponieważ symetria nie daje brzmieniowej przewagi. Ważniejszy jest więc głośnikowy kabel i jakość interkonektu, a walkę o symetryczność możemy odłożyć na margines.

Odnośnie jakości brzmienia. Okazało się żywe i dynamiczne, z trudem wprawdzie, ale zdolne wypełnić głośnym graniem dużą kubaturę pokoju. Jedynie wyjątkowo cicho nagranych płyt (w praktyce ograniczają się takie do rzadkich przypadków muzyki poważnej) nie udało się rozkręcić do bardzo wysokich poziomów głośności wolnych zupełnie od przesterów. Tak więc małe a nawet średnie pomieszczenie da się swobodnie wypełnić głośnym graniem, a nawet bardzo głośnym, mimo że wzmacniacz nominalnie jest słuchawkowy. Trzeba jedynie mieć w miarę skuteczne kolumny i zapomnieć o złączu symetrycznym. Podbity bias generował żywsze brzmienie – wyłączenie podbicia większą łagodność. W sumie to norma, związana z mniejszym i większym wyżyłowaniem lamp, ergo mocą wzmacniacza.

xxx

Nie samym słuchawkom Octave V16 się może przysłużyć.

Wracając jeszcze do brzmienia. Trójdrożne monitory zagrały bardziej do tyłu, a czterodrożne kolumny bardziej frontalnie. W jednym i drugim przypadku scena była jednak tak samo należycie duża, uporządkowana i wieloplanowa. Perspektywicznie ukazana na wysokości oczu i dobrze zaaranżowana. Dystanse do źródeł czytelne, źródła odpowiednio porozsuwane (więc sobie nie przeszkadzające), a stereofonia bardzo podkreślona, szeroko rozsunięta na boki. Zarazem w przypadku oklasków, gdy można oceniać panoramę, odpowiednio też wypełniona pośrodku.

Względem atmosfery ogólnej żadnych uwag krytycznych. Nastrojowo, z pogłębionymi czerniami, nasyconą kolorystyką i głębią całościową brzmienia. Jednocześnie żywo i połyskliwie, a także z dobrym tempem akcji. W stylu pośrednim między triodową zmysłowością a popędliwością pentod – co w tym wypadku było normalne, bo przecież grały pentody a w trybie single-ended. Największe wrażenie robiła trójwymiarowość, a szczególnie sopranów. Dobre dopasowanie do kolumn i wysoka kultura ich wysokotonowych głośników pozwalały cieszyć się jakością brzmienia jednocześnie żywego, całkowicie wyzbytego krzykliwości i udanie sferycznego. Wysoka nota za te soprany na pewno. Także średnica w porządku – odpowiednio zmysłowa i kusząca – ze śladami wprawdzie sopranowych nalotów, ale umiarkowanych, nie przeszkadzających. Do tego bas gęsty, nisko schodzący, robiący swoją robotę. Mniej popisowy od sopranów, ale bez żadnych ubytków. Generalnie brzmienie dobrej jakości – klimatyczne, na audiofilskiej scenie i samo w sobie trójwymiarowe. Żywe, dynamiczne i urodziwe. Żadne tam szczyty szczytów, ale solidny dźwięk audiofilski w takim klasycznym wydaniu. Akcenty umiejętnie rozłożone i dobra suma całości. Jak zatem na funkcję dodaną całkiem, całkiem.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: Octave V16

  1. Adam K. napisał(a):

    Panie Piotrze, a czy recenzowany tu Octave zaliczyłby Pan do powiedzmy swojego „TOP 5” wzmacniaczy słuchawkowych?

  2. Piotr Ryka napisał(a):

    Nie jest aż tak dobry jak Headtrip czy Fostex V8 z Lampami Takatsuki, ale to liga Bakoona, Lebena, nie przerobionego i ze zwykłymi lampami Cary, Ayona. Trudno przy tym powiedzieć jak tamte poza Ayonem grałyby z Crosszone i MrSpeakers, bo nie próbowałem. Nie wiem też jak z Focal Utopia, Audeze LCD-4 i innymi najwybitniejszymi słuchawkami naszych czasów.

    1. AAAFNRAA napisał(a):

      Muszę chyba dać szansę tym MrSpeakers, ponieważ pierwsze podejście to była porażka. A ten klient w tym poznańskim salonie, to słuchał też podobno Utopie i wybrał właśnie MrSpeakers…

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Podobno, ale szczegółów nie znam 🙂

  3. Stefan napisał(a):

    Piotrze, drobna pomyłka Super Black Box to zewnętrzny zasilacz.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak, to prawda. Służy nie tylko do suba, ale także trudniejszych kolumn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy