Recenzja: Leben CS-600

 Odsłuch ze słuchawkami cd.

Leben_CS-600_12

Pierwszy weteran w akcji

   Skoro tak, to jak jest z tymi Edition9 całościowo? Całościowo może i najlepiej, jednak mimo wszystko odrobinę męcząco. Słabowita scena obu partnerów łączy się z wyjątkowo wybitną szczegółowością i ogromnym rozpostarciem pasma, których ultrasonowa finezja i subtelność nie potrafią aż tak do samego końca przeistoczyć w coś, czego słuchanie byłoby czystą rozkoszą. Nie wiem, być może moje stałe uciekanie się do porównań z Twin-Head powodowało, że Leben nie zdołał całkowicie mnie porwać, a może mam nieco inne preferencje, w każdym razie czegoś  ciągle w jego dźwięku mi brakowało i zdecydowanie preferowałem własny system. Bądźmy jednak uczciwi, czegóż chcieć od biednego Lebena nafaszerowanego marnymi Sovtekami? Trzeba mu po prostu kupić lepsze lampy, co oznacza ni mniej, ni więcej tylko kupienie mu czaru. Głowę dam, że z dobrymi KT-66 albo 350B zagra zupełnie inaczej – artystycznie i marzycielsko. Wynurzenia Nika dobitnie to potwierdzają. A w odwodzie ma przecież także znane z muzykalności EL-34, czy choćby te nowo produkowane rosyjskie 6L6 „Black Sable”. Bawić się można z nim zatem w lampową żonglerkę niemal bez końca i to za całkiem skromne pieniądze. Uciecha będzie z tego moim zdaniem gwarantowana, a efekty w niektórych przypadkach z pewnością zachwycające. Dziwię się tylko, że nie zadbał o to sam producent, nie dając mu lepszych lamp już na dzień dobry, ale to nie jest moje zmartwienie.

Leben_CS-600_13

Drugiego też nie mogło zabraknąć

Na sam koniec klarowność i synergia największe, czyli AKG K701. Od Ultrasone Edition9 w sensie absolutnym słabsze wyraźnie, jednak do Lebena CS600 pasują one wyjątkowo. Żadne to zaskoczenie, wystarczy rzucić okiem na tych słuchawek recenzję: – Wspaniała scena, łagodne skraje pasma, miękkość dźwięku, bardzo spokojny naturalizm, bogata średnica, powściągliwa szczegółowość. To przecież jakby ktoś spisywał listę życzeń brzmieniowych dla lebenowego partnera. I to nie tylko dobrze wygląda na papierze, to działa. Synergia jest wzorcowa, a obaj gracze tylko zyskują. Słucha się z fascynacją i uczuciem ulgi, że oto znalazł swój swego. Oczywiście, wielu rzeczy w porównaniu z tandemem Leben plus E9 brakuje, na przykład te zakłócenia na „The Dark Side” są ledwie uchwytne, a ludzkie głosy za zimne i trochę bez życia. Ale na cholerę komu zakłócenia, a z gorszymi głosami można się jakoś w zamian za trzy razy niższą cenę słuchawek pogodzić, chociaż zęby trzeba dość mocno zacisnąć. Za to scena poszerza się i porządkuje, góra pasma łagodnie nas pieści, średnica 701-nek jest jeszcze bogatsza niż zazwyczaj, a bas, chociaż pozbawiony potężnego wykopu, zachwyca fenomenalną różnorodnością i rozdzielczością.  Ale na jego wykopnięcie Leben ma czarodziejski sposób: uruchamiamy bass booster i staje się natychmiast podobny do tego z E9. Zupełnie jakby ten wzmacniacz konstruowano  z myślą o AKG K701!

Suma summarum dźwięk okazuje się bardzo podobny do tego ze Staxa Omegi II Mk2 i brak mu jedynie tej staksowskiej holografii oraz pewnej dawki szczegółów i finezji. No tak, tylko że za tą staksowską holografię i finezyjność można by zabić…

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy