Recenzja: Grado GS1000e

Grado_GS1000e_014_HiFi Philosophy   Czas rączo bieży, chyżo mijają lata, a wraz z nimi przemijają też i słuchawki. Nie wszystkie wprawdzie, bo klasyczne Beyerdynamic DT 48, po trosze z przekory, w największej mierze zapewne dla upamiętnienia, ale także z uwagi na ich cechy użytkowe, są produkowane od lat już kilkudziesięciu, ale życie rynkowe przeciętnych słuchawek nie trwa zwykle dłużej niż kilka. Firma Grado nie jest ani tak stara, ani nie produkuje słuchawek od tak dawna jak Beyerdynamic, ale też ma w dorobku takiego asa – model RS-1.

Historia tych RS-1 sięga 1996 roku, a opisywane tutaj GS1000 były niegdyś promowane jako ich następca, a mówiąc dokładniej – udoskonalenie – jako że RS-1 w produkcji pozostały. Wszystko to kiedyś już opisałem, bo recenzje zarówno RS1 jak i GS1000 można na łamach HiFi PHILOSOPHY odnaleźć, a ta obecna to już czwarty w mojej karierze opis tego ostatniego modelu. Mogłoby to więc być nudne, ale okazuje się nudnym nie być, a przynajmniej nie dla mnie, ponieważ słuchawki Grado nigdy nudnymi nie były, nie są i miejmy nadzieję, nie będą. Niejedno im można zarzucić, niejedno zarzucano, ale nie nudę. A nuda to w słuchaniu muzyki wróg najgorszy. Akurat dopiero co rzecz przerabiałem, porównując granie przy komputerze; najpopularniejsze obecnie, najbardziej co do dobrego brzmienia poszukiwane, krótko mówiąc – gorący towar. Słuchałem przy własnym komputerze wielu zestawień, lecz spośród tych które nie kosztowały dobrze ponad dziesięć tysięcy żadne nie było brzmieniowo tak zajmujące jak wieża ifi. A trzeba zauważyć, że wieża ta wcale nie była najlepsza pod względem brzmieniowej perfekcji. Inni za podobne pieniądze grali dokładniej, staranniej artykułując muzyczne frazy i bardziej fotograficznie rozdając muzyczne plany. A jednak to małe ifi podobało mi się najbardziej i najmocniej wciągało w muzykę. Było szybkie trójwymiarowe i porywcze. Muzyka w nim żyła, a nie tylko się opowiadała. Była jak żywa istota, a nie martwy, muzealny eksponat. Nikogo nie chcę namawiać, nikomu narzucać gustu. Każdy ma swoje potrzeby i swoją wyobraźnię. Sam jednak unikam jak mogę nudnych, zabijających precyzją technicznego rysunku i pozbawionych porywu wykonań. Dlatego wolę dyrygenturę Furtwanglera niż Toscaniniego czy Reinera i dlatego tak lubię słuchawki Grado. Bo one są właśnie żywe, spontaniczne, zwariowane. Uduchowione nawet, używające artystycznych wybiegów, uciekające od nudy i metody za sprawą ciekawych trików w stronę porywczości, skłębienia i szaleństwa. W każdym razie takimi dotąd były, a czy takimi zostały, to zaraz się okaże.

Przemiana oznakowana literką „e” oznaczającą „exquisite”, czyli ekskluzywność, dotknęła wszystkich słuchawek marki Grado, od modelu SR60 po PS1000. Nie jest to tym razem przemiana kosmetyczna, ograniczona do instalacji lepszego kabla, jak miało to miejsce przy przechodzeniu od modelu GS1000 do GS1000i, gdzie owo „i” właśnie oznaczało lepsze kable, przydane wszystkim słuchawkom Grado. Tym razem przemiana okazuje się gruntowna, bo dotyczy zarówno okablowania jak i samych przetworników, a także ich obudowy.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

19 komentarzy w “Recenzja: Grado GS1000e

  1. Marcin pisze:

    Zdanie moje na temat nowych i starych GS-ów jest podobne.
    1. Co do aspektu widzialnego – nowe grado sprawiają lepsze wrażenie; bardziej podobały mi się drewniane komory, sam driver również wydaje się być lepiej, precyzyjniej i solidniej wykonany. Robi to nie tylko lepsze wrażenie niż gs1000i, ale ogólnie jest na co popatrzeć. Na minus nowych grado jest to, że są wyczuwlnie cięższe, a z kablem powyżej łącznika dzieję się to, co w grado sprzed serii „i” – bardzo się skręca, a na usta ciśnie się jedno – katastrofa. Gąbki są także inaczej osadzone na komorze, głębiej, co sprawia, że kontakt z małożowiną jest bardziej bliski niż w wersji „i” i dla mnie wyczuwalnie mniej komfortowy niż w starych gs1000.
    2. Co do dźwięku – pewne jest to, że grają głośniej, szybciej i żwawiej, a sygnatura z bardziej ku dołowi (gs1000i) jest przesunięta na bardziej ku górze (grado gs1000e). Trudno mi powiedzieć czy lepsze są stare czy nowe grado, bo są inne i grają inaczej. Po wypuszczeniu modelu gs1000 do Johna dochodziły głosy niezadowolenia, że owszem komfort większy, scena dużo większa itd., ale nie ma tej bezpośredności i życia z RS-1. John odpowiadał, że nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko. Większa gąbka to większa komora, inny przetwornik i w rezultacie taki, a nie inny dźwięk. Przy okazji nowych gs1000e historia okazuje się podobna – nie da się mieć jednego i drugiego, gdy nawzajem się one wykluczają. Nowe gs1000e bardziej mi przypominały RS-1i niż GS-1000i; oczywiście, tonacja nowych gs-ów jest ciemniejsza niż w RS-1i, scena większa czy po prostu inna, góra nie tak krzykliwa,a potęga większa, ale jednak.
    Daleki jestem jednak od stwierdzenia, że skoro mam stare grado to te są lepsze; są inne i w danym repertuarze, pod dany tor są lepsze, a w innym gatunku są gorsze i sam nie wiem, które bym kupił, gdybym miał wybierać. Nowe gs1000e są chyba bardziej…uniwersalne, ale pociąga to za sobą i to, że są bardziej zwyczajne. Jeśli ktoś ma gusta powszechne, a ucho zwyczajne to chyba lepsze dla niego okażą się nowe gs1000e; jeśli zaś z niejednego przetwornika muzyki słuchał, wie, co go interesuje, ma swoją płytotekę, pociąga go muzykalność, baśniowość i w tę stronę kieruje swój słuch to nie tylko, że wyniesie gs1000i ponad gs1000e, ale także ponad każde inne słuchawki, bo pod tym względem gs1000i były faktycznie wyjątkowe, niepowtarzalne.
    3. Na koniec pozostaje oddać głos samemu Grao, z któym swego czasu korenspondowałem:
    „if you compare the GS1000 to the GS1000e
    you will find that the definition of the music is improved, harmonic structure is more accurate and the speed/response is quite remarkable”.
    według mnie przyszli nabywcy lub starzy użytkownicy wersji „i” sami muszą zadecydować czy kupić nowe gs1000e czy pozostać przy starych jako lepszych. Ja nowych gs1000e nie kupię, ale to z powodów finansowych czy żeby być bardziej precyzyjnym – „ideologicznych” i czasowych, więc nie przystoi mi tu cokolwiek radzić. Wciąż jednak interesują mnie nowe PS-1000e, które mimo zdania recenzenta uważam za lepsze (choć sam ich na własność nigdy nie miałem). Grado pisze:
    „Martin – the PS1000 is just better than the GS1000.
    It has more of everything.
    Deeper , tighter bass, smoother more defined highs.
    and a midrange that is open and spacious.
    That said, you do need the source equipment to hear what it can do.”
    Pozostaje mieć nadzieję, że hifipilosophy będzie miało okazje nowe PS-1000 przetestować i poddać próbie „przechwałki” Grado. Ciekaw jestem także nowych RS-1e, bo sam RS-1i posiadałem przed dłuższy czas i one rónież jako słuchawki były oryginalne.
    Na koniec dodam ogólną, ale dla mnie ważną rzecz – po przesłuchaniu Audeze, Hifimanów czy Staxów mogę powiedzieć, że czymś bardziej zasadnym jest mówić o inności tych technologi czy po prostu o cechach danych słuchawek jak Audeze 2/3, ich zaletach, wadach, przewagach nad innymi słuchawkami, a także miejscach, gdzie okazują się one po prostu gorsze od konkurencji. W mojej ocenie błędem jest twierdzić, że Staxy są najlepsze, bo przecież to elektrostaty i nie ma siły, bo już z konstrukcji przetwornika wynika, że są lepsze albo że Audeze są lepsze niż dowolne dynamiki, bo to Audeze, planary, a poza tym to wszyscy tak mówią.

    1. Michal pisze:

      Osobiscie, nigdy nie lubilem w pelni PS1000, zawsze uwazalem je za slabsze muzycznie nauszniki, mimo wyzszego pozycjonowania i ceny, ktore maja niektorych rzeczy wiecej, jak wspomniany bas (dla mnie jednak zbyt ospaly i przyciezkawy), wiecej zageszczenia na srednicy, ujmujacego jej lekkosci i swobody, bardziej stonowana gore, wypadajaca na mniej dzwieczna i dojmujaca, no i bardziej ospala przestrzen, mniej ochocza do lotow i ezoterycznych niedpowowiedzen. Owszem, dol pasma mialy PS1000 w lepszej rozdzielczosci i ogolna masa dzwieku byla wielce zwalista, mogaca stlamsic dokumentnie, bardziej napowietrzony przekaz GS1000, idacy w strone live i zywosci. Po 3 tygodniach obcowania u siebie z PS1000, oddalem je wlascicielowi, z pelnym przekonaniem, ze wole wlasne GS1000, ale to specyfika mojego gustu i przyzwyczajen.

      GS1000 wole tez zdecydowanie wzgledem posiadanych K812, ktorym moze i kupie kiedys lepszy kabel, tak z ciekawosci, skoro i moje Grado takowy posiadaja.

      Pastwa

    2. Michal pisze:

      Wlasnie sobie uswiadomilem, ze GS1000 ktore ostatnio sluchalem w salonie musialy byc z chowu markowanego przedrostkiem „e”, graly one bardziej sferycznym dzwiekiem wzgledem mojego egzemplarza, ze znacznie wezsza scena (u mnie jednak lekko splaszczona w porownaniu z Gs1000e). To byl szybki test i nic wiecej nie analizowalem, nie bedac nawet swiadomym, ze mam w rekach najnowszy model.

      Szkoda ze Abyssy sie nie pojawia w najblizszej przyszlosci, bo to jedyne sluchawki ktore mnie nurtuja intelektualnie, jako takie inne od calej reszty nausznikowego towarzystwa z obecnej produkcji, ktore mimo pewnych roznic, graja w sumie na jedna modle, sluchawkowa, ma sie rozumiec, a te Abyssy, tak jakos kolumnowo potrafily zarysowac przestrzen i wlasciwa instrumentow mase, wielce mnie to zaintrygowalo i nurtuje po dzis dzien, czy inni mieliby podobne wrazenia…

      1. Marcin pisze:

        Grado na 2-3 miesiące przed premierą serii „e” wstawiało nowe drivery do wersji „i”, nie mówiąc o tym, więc całkiem możliwe, że słuchałeś już tych nowych. PS-1000 na własność nie posiadałem ani nawet nie miałem ich u siebie na dłużej do odsłuchu, więc nie wiem jak ma się sprawa ich jednoznacznej wyższości czy niższości, ale z PS-1000 jest też tak, że według doniesień producenta i kilku poważnych testerów są to tzw. słuchawki audiofilskie, czyli o ile GS-1000 zagrają z przeciętnego wzmacniacza i źródła poprawnie czy dobrze to ponoć z PS-1000 jest inaczej – tu trzeba już wysokiej jakości źródła i wzmocnienia; ja osobiście nie lubię gadania audiofilskiego, że z kablem firmowym dane słuchawki grają słabo i trzeba im dokupić takiego szwedzkiego za dwukrotną ich wartość, bo wtedy grają i lampy wymienić, i nawilżacz powietrza też kupić, bo wtedy to już pokazują pełną moc. Ale ponoć z tymi PS-1000 tak jest – że wymagają „audiofilskiego” zestawu. Ja tego nie sprawdzałem, więc nie wiem. Abysów na oczy nie widziałem, więc nie wiem co potrafią, czytałem jedynie na blogu jednego zaufanego audiofila japońskiego, że jedyną dla niech konkurencją jest Orfeusz (a miał i porównywał go z tym Orfeuszem, Sony R-10 i Stax 009, więc chyba wie, co pisze; zresztą – http://www.head-fi.org/t/693696/abyss-ab1266-a-greatest-headphone-in-the-world-now-compare-with-009-lcd3-r10-and-so-on-in-this-thread; http://blog.sina.com.cn/s/blog_40f078a90100cw8a.html ; a tor miał do tego dobry:) Jedynym minusem w tych Abysach jest ich cena, ale i tak taniej i pewniej niż Orfeusza je kupić; tor też by się przydał taki jak u tego Japończyka.

  2. Alucard pisze:

    Mnie interesuje tylko kwestia awaryjności. Jak będzie tak jak ze starymi Grado to ja dziękuję, ale na to trzeba poczekać jeszcze. Chyba że już się komuś zepsuły 😉 Może wiadomo coś więcej o tym przetworniku? Bo jak na razie wygląda na to, że to wciąż ten sam staroć tylko znowu inaczej podany. Jak myślicie będą padać znowu trzy razy na rok czy nie? Osobiście mam złe przeczucia i będę czekał na rozwój wydarzeń. A co z tymi HP1000 (zdaje się tak się nazywa ten ich nowy flagowiec)? Są już?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Awaryjność pozostaje nieznana, natomiast Grado HP1000 już były. Pomiędzy 1989 a 1996 rokiem.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Co do trudności z napędzaniem PS1000, to myślę że tanim rozwiązaniem będzie tutaj Black Pearl, znakomicie wszystkie słuchawki napędzająca. Co do relacji GS1000-PS1000, to poświęciłem im dużo uwagi w poprzedniej recenzji i mam tutaj jasno zdeklarowane stanowisko. PS1000 są bardziej zamknięte i były łatwiejsze do napędzania od dawnych GS1000, przez co wydawały się bardziej nasycone i bogatsze. W istocie są jednak według mnie uboższe, bo scenę i aranżację uboższą mające. Ale to tylko względem GS1000 i GS1000i, bo scena w GS1000e lepsza już nie jest. Przynajmniej nie w sensie oryginalności. Podobno PS1000e są lepsze niż PS1000, co może uda się sprawdzić. A Abyss, jak to Abyss – chowa się w otchłani.

    1. Michal pisze:

      Piotrze,

      Czy jest choc mala szansa na test/opinie (nie musi byc w formie oficjalnej, wystarczy kilka zdan w komentarzach) kabelka sluchawkowego FAW Noir HPC Mk2 ? Ciekawila by mnie jego sygnatura brzmieniowa w polaczeniu z K812 wzgledem juz posiadanego przez Ciebie Noir Hybrid (ktorego opisales swego czasu, pamietam). Nie mialem az tak duzego cisnienia na wymiane kabla fabrycznego, ale mi on zwyczajnie czasem ‚trzeszczy’ przy ruszaniu glowa, co mnie powoli drazni i mysle o czyms solidniejszym.

      Michal P

      1. Piotr Ryka pisze:

        Szansa jest, ale czy FAW przyśle egzemplarz do testów, tego nie wiem. Poproszę i może. Tylko musiałby się jeszcze wygrzać. Że oryginalny trzeszczy, to nic nowego. Mój dwa razy musiałem rozbierać. Raz go naprawiał Michał Wyroba, drugi raz sam naprawiłem. Ostrożnie potem odłożyłem i niech sobie leży. Tyle z niego pożytku, że dużo miejsca nie zabiera.

        1. Michal pisze:

          Ten kaprawy kabel to jednak wstyd, przy sluchawkach w tej cenie. Ja grzecznie poczekam jak cos, na opis miedzianego FAW, no chyba, ze mi calkiem padnie fabryczny i bede dzialal pod presja.

          MP

          1. Piotr Ryka pisze:

            Już napisałem do FAW. Zobaczymy czy coś z tego wyjdzie.

          2. Michal pisze:

            Super ;’))

          3. adam pisze:

            Gdzies wyczytalem ze akg twierdzi w kwesti kabli, ze to poprostu przedszkole i tyle :), czy w slepym tescie potrafi Pan ropoznac kabel faw i stockowy (nie twierdze ze kable nie dzialaja pytam tylko o slyszalna roznice)

          4. Michal pisze:

            Sam kabel to pol sukcesu, a druga polowa wynika z jakosci uzytego, duzego jacka, czyli jakosci polaczen, stykow.

            U mnie kabel stockowy od tego od FAW bedzie pewno dosc latwo rozroznic, ten pierwszy zafaluje od czasu do czasu psujac stereofonie i natezenie dzwieku lub wygeneruje jakies skwierczenia przy ruchu glowa. FAW licze, ze bedzie wolny od tych oczywistych dolegliwosci, szkoda tylko, ze za taka cene ;’)

          5. Piotr Ryka pisze:

            To jest naprawdę przedszkole montować taki kabel do takich słuchawek. Był wczoraj u mnie ktoś, kto nie wiedział czy kable działają. Pokazałem mu różnicę pomiędzy dwoma interkonektami podpiętymi do Lebena i tylko się zaczął śmiać z tych co to negują. Ale każdy ma prawo wątpić dopóki sam nie usłyszy.

  4. Michal W. pisze:

    Ja już parokrotnie pisałem czemu 5 lat temu wybrałem PS1000 zamiast GS1000i po długiej i zaciętej walce. GS1000(i) są magiczne przestrzennie, potrafią skołować błędnik jak by się huśtać na huśtawce – jeśli tylko tor dostarczy odpowiedniej jakości dźwięk, począwszy od źródła. Niestety jest w nich pewne zubożenie średnicy zastąpione słodkim podbarwieniem, góra w stosunku do PS1000 lekko sybilująca, a bas nie tak dobrze schodzący. PS1000 mają gorszą, bo zwykłą, realną przestrzeń, ale holografię brył dźwiękowych lepszą. Podbarwienie GS1000i słyszałem na fortepianie solowym. Uwydatnia się ono szczególnie na nagraniach z krótkiego dystansu, gdzie obraz instrumentu jest duży, a wybrzmienia atakują zewsząd. Natomiast niedostatek harmonicznych wyszedł na pewnej płycie z ciężką muzyką gitarową, która zresztą w 1994 pokazała mi po raz pierwszy w życiu, że brzmienie instrumentu może być przyjemne dla ucha, a to gdy sprzęt hifi jest odpowiednio dobry. Porównując do tamtego doświadczenia – PS1000 zagrała jak mój wzmacniacz do kolumn przez wejście bezpośrednie, a GS1000i bardziej jak przez całą sekcję przedwzmacniacza wraz z jej korektorami, przełącznikami, itp. ale już tak nie łechcąc ucha. Styl GS1000i przypomina szybowiec lub paralotnię, PS1000 samolot myśliwski albo bolid. Ja wolę więcej prawdy, a mniej czarów, bo jak się czary puści kablem na dobry przetwornik, to i usłyszeć się je powinno. Odwrotna sytuacja powoduje, że czary są zawsze, nawet gdy się nie chce.

    Z powyższej recenzji wnioskuję, że te nowe słuchawki powinny nazywać się RS1000. Spodziewam się, że PS1000e z racji spodziewanego zagęszczenia dźwięku względem GS1000e będą ciekawsze.

  5. Miroslaw pisze:

    czy jest moze przewidziana recenzja daca ami music ds5?

    1. hifiphilosophy pisze:

      Na razie niestety nie. Ale jak dystrybutor się zgłosi albo ktoś inny go prześle, to proszę bardzo.

  6. AAAFNRAA pisze:

    Blisko rok mija. Czy opinia dotycząca porównania GS1000i oraz GS1000e uległa może zmianie, czy zostaje podtrzymana? Miał ktoś z Was dłuższą styczność z nową wersją Grado? Jak grają po długim wygrzaniu? W przyszłym miesiącu będę dysponował nadmiarem gotówki i zamierzam zainwestować w słuchawki. Zastanawiam się już od dłuższego czasu nad GS1000i. Mam w domu PS500 oraz RS1i więc znam trochę brzmienie Grado, nigdy natomiast nie miałem okazji posłuchać serii Statement :(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy