Recenzja: Accuphase E-470

Accuphase_E-470_017_HiFi Philosophy   Wzmacniacz zintegrowany? Dawnośmy takiego nie testowali. A przecież to wraz z głośnikami pierwszy wyodrębniony segment toru audio. Bo najpierw, jeszcze przed I wojną, były tylko gramofony – takie na korbę i z tubą. Między I a II pojawiły się radia – zrazu ze słuchawką i na kryształki, a potem normalne z lampami i głośnikiem . A po II wojnie, w latach 50-tych, narodziło się w dalekiej Ameryce hi-fi, którego głównymi postaciami stały się właśnie wydzielone z radia i gramofonu wzmacniacze oraz głośniki. Jeszcze bardziej się to potem rozsypało: na przedwzmacniacze, końcówki mocy, tunery oraz inne mnogie kawałki, a gwoli historycznej ścisłości dorzućmy, że pierwszym elementem przyszłych zestawów audio nie był wcale powszechnie widziany w tej roli gramofon, tylko skonstruowana w 1865 roku przez Amosa Dolbeara słuchawka. (Fonograf Edisona to rok 1877.)

Jeszcze w połowie lat 70-tych minionego stulecia osobny wzmacniacz był rzadkością a królowały amplitunery, ale to się błyskawicznie zmieniło i już kilka lat później osobne wzmacniacze zawładnęły królestwem wysokiej klasy dźwięku. A jak zawładnęły, to już na stałe, bo rzucić wystarczy okiem na przeciętny tor przeciętnego audiofila, by się przekonać, że w jego centrum znajduje się wzmacniacz, zwany popularnie integrą. Taki wzmacniacz mnóstwo potrafi: łączyć, wzmacniać, poprawiać, przemieniać, siłę głosu ustawiać, impedancję dopasowywać i jeszcze często gęsto napędzić nie tylko głośniki, ale także słuchawki. A głośniki  niejednokrotnie też w bi-wiringu, czyli podwójnie, Świecić przeważnie też umie i jakimiś wyświetlaczami hipnotyzować, a ten tu Accuphase właśnie to wszystko posiada i ma w repertuarze

Accuphase E-470 to najnowsze dzieło swojego producenta, zasobne we wszystkie funkcje, jakie można przypisać wzmacniaczom zintegrowanym.  A przy tym ten właśnie producent to jeden z najbardziej uznanych wytwórców wzmacniaczy, oferujący bodaj największy ich wybór. A jeszcze do tego producent jednoznacznie kojarzony z high-endem, który w imię jego tworzenia odłączył się kiedyś od przechodzącego na produkcję masową Kenwooda.

A zatem jesteśmy w samym sercu hi-fi: W Japonii, u Accuphase, w dziale wzmacniaczy zintegrowanych. Za nami rozciąga się długa historia ich tutaj powstawania, a przed nami stoi najświeższy produkt.

Sięgnąłem do historii wcale nieprzypadkowo, albo z braku lepszego tematu. Bowiem E-470 jest wyrobem czerpiącym na swój użytek z technologii wdrożonych z okazji jubileuszu 40-lecia firmy, a konkretnie z rozwiązań zastosowanych w jubileuszowym przedwzmacniaczu C-3800 i monoblokach A-200. Zarazem jest wzmacniaczem zastępującym model poprzedni – E-460 – który cieszył się sporą popularnością i w wielu domach zagościł.

Wygląd i budowa

Accuphase_E-470_002_HiFi Philosophy (2)

Accuphase E-470,

   Wzmacniacz jest taki jak trzeba, to znaczy duży i budzący zaufanie. Waży potężnie, wzrok skupia i wychyłowymi wskaźnikami czaruje. Wygląda klasycznie, trochę retro, a technikę ma w środku najnowszą. Oferuje wszystkie powiązane z byciem wzmacniaczem funkcje, a powierzchowność ma złotą z bursztynowymi i turkusowymi światłami, bowiem inaczej wybarwione Accuphase w audiofilskiej przyrodzie nie występują. Cena 34 tysiące jest jak na topową integrę umiarkowana, bo one nieraz dwa i więcej razy tyle kosztują, a wyrazem pewnej oszczędności jest brak drewnianych boczków, charakterystycznych dla najdroższych wyrobów firmy, choć niewykluczone, że  jedynie powodowany potrzebą łatwiejszego odprowadzania ciepła.

Cały front jest w każdym razie złocisty i ze złotą odchylaną klapą, za którą znajdziemy regulatory basu, sopranów i balansu (wymagające aktywacji przyciskiem »Tone«), jak również selektor wyjść głośnikowych (oba lub któreś), przerzucacz fazy na XLR-ach, włącznil/wyłącznik cyfrowego indykatora poziomu dźwięku i parę jeszcze innych regulacji, w tym związanych z użyciem DAC-ka, o ile został zainstalowany. Po obu stronach dużego wyświetlacza i umieszczonej pod nim klapy są duże gałki, z których lewa jest 9-pozycyjnym selektorem wejść, a prawa to potencjometr. Siłę głosu możemy regulować także z pilota, a moc jest oferowane w rozmiarze 180 W przy impedancji 8 Ω. Do wzmacniacza możemy wstawić nabywaną oddzielnie płytę z sekcją DAC (model 40) i płytkę przedwzmacniacza gramofonowego (podobno bardzo dobrej jakości), a na panelu przednim jest jeszcze gniazdo słuchawkowe, stanowiące drogę do także znanych z wysokiej jakości wzmacniaczy słuchawkowych firmy, których niestety nie można nabyć oddzielnie. Tuż obok są jeszcze dwa przyciski, z których jeden to włącznik konturu (o wyraźnym działaniu, przydatnym podczas cichych sesji), a drugi łagodzi stromiznę potencjometru, co się przydaje w przypadku głośników o dużej skuteczności.

We wnętrzu, jak już zdążyłem napisać, kryją się technologie z urządzeń szczytowych, a w szczególności moduł regulacji wzmocnienia AVAA, pozwalający obniżać szumy własne do poziomu zaledwie 2,5 dB. Ciekawostką jest też zapożyczone od wyższych pięter zastosowanie przełączników półprzewodnikowych w oparciu o tranzystory MOS-FET w miejsce powszechnie występujących mechanicznych, a to z uwagi na ich zużywanie się i w miarę jego postępowania tracenie przewodnictwa na mechanicznych stykach. W akcji jest także technologia Remote-Sensing, czyli możliwie bliskiego względem wyjść głośnikowych pobierania sygnału zwrotnego, w tym wypadku dodatkowo mająca postać zbalansowaną, jeszcze bardziej zmniejszającą zniekształcenia harmoniczne i przesłuch międzykanałowy.

O designie najnowszej integry w zasadzie nie trzeba pisać - wizerunek  Accuphasea jest jego wizytówką i nic chyba tego nie zmieni.

O designie najnowszej integry w zasadzie nie trzeba pisać – wizerunek Accuphasea jest jego wizytówką i nic chyba tego nie zmieni.

Wzmacniacz pracuje w klasie AB, a sekcje przedwzmacniacza i wzmacniacza ma starannie odseparowane, co producent z dumą podkreśla. W centrum znajduje się potężny, zapuszkowany toroid, wspierany przez dwa też potężne kondensatory filtracji prądu wejściowego, a całe to centrum jest ogrodzone metalowym płotem i żebrowaniami radiatorów. Wrażliwe na emisję pola elektromagnetycznego sekcje wyrzucono na zewnątrz, jednak w obrębie widać także sporo elektroniki, którą transformator po obu stronach jest obłożony.

Tylna ściana została szczelnie wypełniona gąszczem wyjść i przyłączy, których nie będę wyliczał, nadmieniając jedynie, że zadbano zarówno o zwolenników symetrycznego jak i niesymetrycznego sygnału, a także o wyznawców bi-wiringu oraz o cyfrowe przyłącza, o ile zainstalowana zostanie karta rozszerzeń DAC. Dodam jeszcze, że wzmacniacz woli żyłę gorącą po lewej, co dla urządzeń Accuphase okazuje się charakterystyczne, chociaż nie dla testowanego niedawno  przetwornika C-37.

Odsłuch

Jakość wykonania, jak to u Accuphase - najwyższa! Poczucie obcowania z towarem luksusowym kupujemy w pakiecie.

Jakość wykonania, jak to u Accuphase – najwyższa! Poczucie obcowania z towarem luksusowym kupujemy w pakiecie.

   Z odsłuchem dużo się działo w sensie obsługi technicznej, bo najpierw wspomniana zabawa z orientacją żyły gorącej, do której jeszcze wrócę, a potem dobór interkonektów, z którym też było trochę zabawy. A potem coś jeszcze się stało, mianowicie odciążyłem listwę, wypinając z niej podpięty naprędce telewizor, którego po poprzednich przełączeniach nie chciało mi się instalować w osobną linię zasilania, tylko skorzystałem z najbliższego gniazdka. A wówczas, czyli po jego wyrugowaniu – uwaga! – jakość dźwięku poprawiła się diametralnie, tak więc uważajcie z tym podpinaniem wszystkiego do jednej listwy albo kondycjonera. Optymalny dźwięk to minimum obciążenia i warto o tym pamiętać. Skok jakościowy po odciążeniu był naprawdę dramatyczny; porównywalny wręcz ze zmianą całego toru.

Co do samego odsłuchu, to odbył się w oparciu o odtwarzacz Accuphase DP-700 i gramofon Nottingham Dais oraz dwie pary głośników. O pierwszej już napisałem w ich własnej recenzji, czyli w relacji o monitorach Stirling Broadcast SB-88. Te odsłuchiwane były najpierw z moim torem lampowym, a potem podpięte właśnie do E-470, a wówczas napisałem, że dwa względem lampowego wzmocnienia pojawiły się  ciekawe momenty. Przede wszystkim scena trochę głębsza i bardziej starannie poukładana, a także mocniejszy akcent na „ach!”, w sensie ładności i upiększenia.

Bardziej pełne, domknięte, podgrzane i posłodzone przez wzmacniacz Accuphase dźwięki, bardziej też były krągłe, niczym lśniące choinkowe banieczki, a mniej otwarte i nośne. Stwarzały atmosferę szczególnie lubej ładności i całościowo świetnie poukładane widowisko, z mniejszym naciskiem na naturalną otwartość, promieniowanie i swobodę, a za to większym na miłe sercu słuchanie i rozkoszne brzmieniowe aromaty. A jedno przy tym miały zaskakujące i szczególnie udane, mianowicie była w tych accuphasowych dźwiękach duża zawartość tlenu, a więc brak jakiejkolwiek duszności, co wraz z miodowym światłem dawało zaskakujące i nadzwyczaj efektowne zestawienie, z jednoczesną dbałością o każdy detal.

Znakomicie się gościom od Accuphase to połączenie we wzmacniaczu E-470 udało, dzięki czemu słuchacz zostaje od razu kupiony i przekonany o nadzwyczajności, którą tworzy dźwięk salonowy, wytworny, a przy tym pozwalający głęboko oddychać i bez długu tlenowego napawać się podziwianiem. Taki ze stylizacją i własnym na wszystko pomysłem, ale na poziomie pałacowym, a więc nawet bardzo wybrednych mogącym zadowolić.

A wszystko to w nawiązaniu do tradycji firmy, jak i całej branży.

A wszystko to w nawiązaniu do tradycji firmy, jak i całej branży.

Ten przytoczony z wcześniejszej recenzji opis musimy uzupełnić uwagą, że tak grał E-470 z żyłą gorącą po lewej, co po kilku porównaniach uznałem za orientację poprawniejszą. To jednak nie znaczy, że w odwrotnej nie da się słuchać, a nawet powoduje, że mamy do czynienia jakby z dwoma różnymi wzmacniaczami, z których każdy ma co innego do zaoferowania.

By to zilustrować przejdźmy do drugich kolumn, mianowicie jubileuszowych Dynaudio Contour S3.4 Limited Edition To głośniki o innym rozkładzie brzmienia, znacznie bardziej ofensywnie traktujące partie sopranowe i ogólnie mniej miłe a bardziej drążące. Zacząłem ich słuchać z tym samym kablem głośnikowym Sulka, ale ze wzmacniaczem podpiętym nie lewostronnie orientującym żyłę gorącą kablem Harmonixa, tylko z poprawnym nominalnie Acoustic Zen Gargantua, tak żeby sprawdzić jak będzie gdy kabel użyty zostanie jakościowo optymalny, ale zorientowany odwrotnie niż wzmacniacz zdaje się chcieć. W sensie brzmieniowym naprawdę się dużo zmieniło, a zacząć muszę od jeszcze jednej uwagi technicznej. Otóż pomiędzy odsłuchami ze Stirling Broadcast a Dynaudio upłynełą dni parę, a wzmacniacz stał w tym czasie wyłączony. Po odpaleniu odczekałem wprawdzie parę godzin, ale powtórny odsłuch następnego dnia ukazał spore różnice. Przez całą noc stał E-470 pod prądem i na drugi dzień soprany okazały się zdecydowanie spokojniejsze i elegantsze. Wciąż miały wprawdzie manierę  wyrazistości, forsowania się przed cały przekaz i głębokiego drążenia własnego tematu, ale zanikła oschłość, powierzchowność aspektu przestrzennego i skłonność do sybilacji. To już były soprany z tych dających satysfakcję a nie powód do narzekań. Wszakże nie takie bezproblemowe jak u Stirling Broadcast. Wymagały siadania w sporej odległości od kolumn, dzięki czemu zarówno one same ładnie się klarowały, przybierając elegantszą postać, jak i zyskiwała stereofonie. Bo podobnie jak soprany także ona była niespokojna i przy bliższej lokalizacji słuchacza nie chciała przybierać jednoznacznej, dobrze określonej postaci. Bujała się między kanałami, a źródła nie chciały zajmować określonych pozycji. Dopiero siadając dwa i pół, trzy metry od głośników następowało uporządkowanie i można się było skupiać na muzyce. A ta brzmiała całkiem baz ocieplenia, z wyraźną i przyjemną w odbiorze chropowatością tekstur oraz pod dyktando tych mocno akcentujących się sopranów oraz solidnego, bardzo satysfakcjonującego basu.

Z tym basem jest taka historia, że chociaż nie lubię wzmacniaczowych regulacji tonalnych, to przyznać muszę, że te włożone w E-470 spisują się znakomicie. Minimalnie cofnąłem soprany i nieco bardziej podbiłem bas, a wówczas  dźwięk stał się wyraźnie lepszy w odbiorze, bo ofensywność się poskromiła, a masującego przyjemnie basu bardzo wyraźnie przybyło. I dwie odnośnie tego są istotne uwagi. Jedna, że tych sopranów ująć musiałem naprawdę malutko, bo inaczej robiło się za grzecznie i przynudzało, ale znów bez tego minimalnego cofnięcia było trochę za ofensywnie i ostro. A znowuż basu dodanie dość spore efekty dało natychmiastowe, bo zagrzmiał niczym z suba, a jednocześnie ani trochę nie był przedobrzony ani nie dostawał zniekształceń. Wszystko przeto co basu łaknie natychmiast wraz z tym podbiciem weszło na wyższą orbitę, a radość słuchania zdecydowanie narosła. Natomiast styl całościowy daleki był od prezentowanego przez Stirling Broadcast, bo ani śladu nie pojawiało się ocieplenia czy dosładzania i ani trochę domykania dźwięków. Te były zupełnie otwarte i kompletnie pozbawione czegokolwiek, co można by uznać za ich otoczkę.

Tylny panel jak zawsze zapewnia morze dostępnych złączy, ale uwaga - warto zwrócić uwagę na polaryzację - tutaj jej określenie wcale nie jest takie oczywiste!

Tylny panel jak zawsze zapewnia morze dostępnych złączy, ale uwaga – warto zwrócić uwagę na polaryzację – tutaj jej określenie wcale nie jest takie oczywiste!

Nie było zatem przyjemności czerpanej z miłego ciepła i słodyczy, a także tej pojawiającej się wraz z obcowaniem z dźwiękami „domkniętymi jak banieczki”, tylko coś jak otwartość chłodu wietrznego dnia. Ale to miało swoje zalety. Bo nic z klubowego ciepła ani słodkiej zmysłowości, ale za to rock w ten sposób podany miał drapieżny pazur i chodne spojrzenie pogardy dla cukierkowej rzeczywistości. Prawdziwie był buntowniczy i ostentacyjnie wzgardliwy, a zarazem drapieżnie natarczywy i twardy w obejściu. Takim właśnie go lubię, toteż jego właśnie słuchałem, a na resztę machnąłem ręką.

Odsłuch cd.

A jak dźwiękowo radzi sobie najnowsza integra Japończyków z Accuphase?

A jak dźwiękowo radzi sobie najnowsza integra Japończyków z Accuphase?

   Ale nadeszła pora zmiany, to znaczy wróciłem z prawobieżnej Gargantui do lewobieżnego Harmonixa, a wówczas wszystko się przeistoczyło. Nie powróciła wprawdzie atmosfera tak jednoznacznie umilona jak ze Stirlin Broadcast, ale bardziej drapieżne dźwiękowo Dynaudio także podniosły temperaturę, poczęstowały śladową słodyczą i dźwięki jęły wypowiadać w stylu bardziej domkniętym, pełniejszym i staranniej  w przypadku końcówek artykułowanym. Słuchanie stało się dużo łatwiejsze, stereofonia się uspokoiła, a soprany przybrały formę łagodniejszą i mniej zależną od lokalizacji słuchacza. W efekcie siadać dało się bliżej, jednak i tak wolałem dalszą lokalizację, z głośnikami odstawionymi od ściany na półtora i słuchaczem jakieś trzy metry od nich. Słuchać można było zarówno w ustawieniu na wprost, co powodowało scenę dziwniejszą i bardziej tajemniczą, albo z odgięciem zogniskowanym na słuchaczu, budującym scenę uporządkowaną, jednoznaczną co do lokalizacji źródeł, o głębokości na trzy, cztery metry. Dało się też zauważyć, że z żyłą gorącą po lewej przy wyższym poziomie głośności pojawiają się zniekształcenia, tak więc ryczeć można było dowolnie, wypełniając choćby cały pokój potężnym grzmotem. Przy normalnym, odsłuchowym poziomie dźwięku dochodził on z wibracjami aż do usadowionego daleko słuchacza, jednak nie była to tak silna wibracja jak z Avantgarde czy Raidho.  Niemniej słuchało się bardzo przyjemnie, a towarzyszące odsłuchowi ze Stirling Broadcast odczucie elegancji i głębi pomieszanej z masą powietrza wróciło. Tego powietrza wprawdzie mniej  teraz było, ale za to naprawdę świetna brzmieniowa głębia i mocniejszy akcent na szczegółowość oraz chropawość tekstur. Nie gładko i w sposób jawnie domknięty, tylko chropawo i bardziej otwarcie, a także ze świetną głębią brzmienia i świetną dykcją.

I tak sobie siedziałem słuchając, a myśl naszła mnie taka, że zgoła nie jak integra gra ten wzmacniacz zintegrowany i naprawdę Japończykom się udał. Nic nie miał z powierzchowności ani brzmieniowego scalania. Nie dawał wprawdzie takiej separacji i indywidualizmu brzmieniowego jak najlepsze wzmacniacze dzielone, ani takiego rozejścia na plany, ale nic też z komasacji i uśredniania. Dźwięki zostają u tego Accuphase wyraźnie rozbite na poszczególne głosy, produkowane przez instrumenty każdy z osobna i dokładnie zobrazowane, podobnie jak plany dźwiękowe zostają zaznaczone, a całościowa misterność pozwala zapomnieć o krytycyzmie. Powiem z ręką na sercu, że miałem u siebie poprzedni model E-460 – i różnica pod tymi względami okazała się zasadnicza.

Doprawdy świetnie - a jak na wzmacniacz zintegrowany wręcz wybitnie!

Doprawdy świetnie – a jak na wzmacniacz zintegrowany wręcz rewelacyjnie!

Tamto było właśnie integrą; nie tylko zintegrowaną konstrukcyjnie, ale także brzmieniowo. Zintegrowaną w normalność, czyli zwyczajne granie dobrego poziomu, nie zawadzające jednak o najwyższe brzmieniowe regiony. Pod tym względem E-470 przeskakuje bardzo wyraźnie i jawnie nawiązuje do świetnych urządzeń ze szczytowego high-endu. Nie zastąpi ich w pełni, ale już daje te smaki i styl im przynależny, którego najlepszą częścią jest całkowity brak uczucia niedosytu. W tak granej muzyce można się zapamiętać nie tylko w sensie czysto muzycznym, na co pozwala nawet najzwyklejsza aparatura, ale także w sensie czysto jakościowym, to znaczy nie tracąc z oczu aspektów technicznych. Bo nawet utworów współczesnej muzyki poważnej, które w zasadzie nigdy, albo tylko sporadycznie odwołują się wprost do emocji, słuchało się bardzo dobrze, a już szczególnie z gramofonem.

Wzmacniacz przyjechał bez karty gramofonowej, tak więc musiałem sięgnąć po przedwzmacniacz gramofonowy Divaldi, ale nie ten ze słuchawkowego wzmacniacza, tylko pełnogabarytowy, pozostający w fazie prototypu. Wraz z  gramofonem Nottingham Dais z wkładką Ortofon Anna mostrzowie analogu dali prawdziwy popis, rzucając w uszy dźwięki niepośledniego i godnego zapamiętania kalibru. Nie jest łatwo opisać różnicę, choć natychmiast była słyszalna. Odwołując się do porównań można powiedzieć, że sygnał ze źródła cyfrowego wydawał się trochę jak gra piłką nie do końca napompowaną. Tempo i dynamika akcji a wraz z nimi stopień zaangażowania były mniejsze, a w momencie przeskoku pojawiała się myśl: „To jest dopiero coś!” Niewątpliwie dźwięki gramofonowe niosły większą energię, a przestrzeń nimi wypełniona bardziej ożywała. Dotyk wibracji na skórze i ciężar basu siadającego na piersi stawały się wyraźniejsze, a całe pomieszczenie wypełniało się chmurą dźwiękowej energii. Nie stawało się cieplej czy dźwięczniej, a głosy już z odtwarzaczem były świeże, realne i nośne, natomiast gramofon czynił je mocniejszymi w wyrazie, pełniejszymi i powabem obdarzonymi obficiej. Tak jakby tamto było czymś jeszcze nie skończonym, a dopiero wraz z winylowym sygnałem dopełniło się, przybierając formę ostateczną. Skończenie piękną.

Przewagi gramofonu zostawmy wszakże na użytek jego własnej recenzji, tu natomiast raz jeszcze napiszę, że wzmacniacz zintegrowany Accuphase E-470 jest dalece czymś więcej niż zwykłą integrą za trzydzieści parę tysięcy. Tak, wiem, dobrego sprzętu przybywa i nie jest trudno o wybitny wzmacniacz zintegrowany. Każdy z nich stwarza przy tym inny nieco klimat, a ten tutaj pokazał styl charakterystyczny dla swojej szkoły, wzbogacony o szczególnie wysoki poziom indywidualizacji i bardzo wyraźne przydawanie głębokiego oddechu oraz samej sonicznej głębi.

Może to jeszcze nie osiągnięcie na poziomie Avantgarde Xa, ale w tym przedziale cenowym ciężko będzie znaleźć godnego rywala. Polecamy!

Może to jeszcze nie osiągnięcie na poziomie Avantgarde Xa, ale w tym przedziale cenowym ciężko będzie znaleźć godnego rywala. Polecamy!

Jakiś czas temu gościłem u siebie pewnego dystrybutora, który widząc integrę Avantgarda wyraził opinię, iż integra nie może zagrać. Tu trafił jak mucha w szybę, bo ten akurat wzmacniacz jest arcydziełem sztuki brzmieniowej. Tańszy prawie o połowę i obarczony nawałem obowiązków, zarówno w odniesieniu do uniwersalności jak i produkowanej mocy, nie jest Accuphase E-470 aż tak wybitny i być nie może. Jest czymś w rodzaju otwarcia drzwi na brzmieniowe salony, ale otwarcia szerokiego i z uczynieniem pierwszego kroku. Słuchając go cały czas kołatało mi w głowie – to nie gra jak integra, nie, jak integra nie gra…

Podsumowanie

Accuphase_E-470_008_HiFi Philosophy   Kilka wieczorów spędzonych w towarzystwie dźwiękowej fortecy Accuphase zostawiło przyjemne wspomnienia. Zarówno te o brzmieniu neutralnym, a nawet czasami uczuciowo oziębłym, bardzo wyraziście podanym i po rockowemu drapieżnym, słuchanym z prawostronną Gargantuą, jak przede wszystkim o nasyconym, lekko słodkawym, przyjemnie ciepłym, głębokim i jednocześnie pełnym świeżego powietrza od lewostronnego Harmonixa.

To trochę się robi męczące, tak słuchać z żyłą gorącą raz po tej, a raz po tej, i czuję się z tym cokolwiek wyalienowany, bo nie przypominam sobie recenzji poruszających te sprawy, ale fakty mają swoją wymowę i uciec od nich się nie da. To znaczy da się i można nie sprawdzać albo przynajmniej nie pisać, ale to by nie było w porządku, bo przecież rolą recenzenta jest mówić o rzeczach istotnych, a nie międlić głodne kawałki o świetnym każdorazowo dźwięku. Mniej świetnym, bardziej świetnym – ale świetnym, świetnym i świetnym.

Dobra, ten tutaj także był świetny, więc nie ma czego się czepiać; przygadał kocioł garnkowi. Ale zwróćcie uwagę, jak różne recenzje trzeba by napisać podpinając kable zasilające w różny sposób. A także jak różne używając tylko jednych głośników. Wzmacniacz Accuphase E-470 jest dla swego producenta charakterystyczny, lecz wyjątkowo udany a zarazem bardzo plastyczny brzmieniowo. W zależności od głośników i interkonektów, oraz oczywiście od źródeł, a przede wszystkim od orientacji żyły gorącej, można go zasadniczo zmieniać, sięgając po brzmienia od przymilnych i łagodnych po oziębłe i twarde, wraz z całą gamą pośrednich. Niezależnie jednak jakich dźwięków od systemu oczekujemy i czy mają to być namiętne klimaty intymnej bliskości, czy zimne orbity w pasie Oriona albo rockowa gwałtowność. Accuphase E-470 powinien tym wyzwaniom podołać – wystarczy tylko o to odpowiednio poprosić. Patrzę zatem na niego nie tylko jako na produkt udany, a nawet szczególnie udany, ale także jak na coś odznaczającego się wyjątkową wszechstronnością. Znów zatem muszę napisać, tak samo jak w przypadku monitorów Sterling Broadcast, że może stanowić pierwszy krok na drodze budowania systemu. Wraz ze świetnie zrealizowaną funkcją regulacji tonu, całościowo popisową jakością i funkcjonalnością oraz możliwościami sięgania po różne style w zależności od kabla zasilającego, stanowi swoisty punkt wyjścia wielu brzmieniowych szlaków, a nie plaster na rany do ratowania w sytuacji krytycznej. To nie jest zapchajdziura, tylko okno na muzyczny świat. Duże okno z rozległym widokiem i zmieniającym się krajobrazem. Jak pogoda czasami burzowym i groźnym, a czasami słonecznym  i ciepłym. Tylko mgieł i opadów nie należy oczekiwać, bo nie uda się go zamglić (chyba że dennym źródłem), ani raczej nie padnie, bo od zbyt porządnego producenta pochodzi.

 

W punktach:

Zalety

  • Wzmacniacz zintegrowany o dźwięku jak z dzielonego.
  • Wiele różnych brzmień w jednym.
  • Zawsze dużo powietrza, świeżość i przestrzeni.
  • Regulator basu tchnie go nawet w ubogie basowo głośniki.
  • A regulacja sopranów poskromi ich ewentualną agresję.
  • Jak przystało na świetnej jakości urządzenie audio, obcujemy z żywą muzyką.
  • Wysokiego poziomu indywidualizacja brzmień wszelakich.
  • Grając w stylu accuphasowym znakomicie łączy ciepło i słodycz ze swobodą, nośnością i otwartością.
  • Żadnych zatem dusznych klimatów i przymgleń.
  • Dźwięk zawsze się całościowo układa i od razu słychać, że to jest to.
  • Zdecydowany postęp względem poprzednika.
  • Technologie zaczerpnięte z jubileuszowych wzmacniaczy i przedwzmacniaczy szczytowych.
  • Nie czuć, że to klasa AB.
  • Pełna uniwersalność.
  • Zwłaszcza że można zainstalować karty rozszerzeń przetwornika i gramofonowego przedwzmacniacza.
  • A także jest na stanie wysokiej jakości słuchawkowy wzmacniacz.
  • Klasyczny, ujmujący wygląd.
  • Wskaźniki wychyłowe zrealizowane w formie fizycznej a nie jakiegoś wyświetlacza.
  • Duża moc pozwala wysterowywać nawet trudne kolumny.
  • A regulator potencjometru ułatwia obsługę tych bardzo czułych.
  • Wsparcie dla cichych odsłuchów ze strony funkcji »Kontur«.
  • Pilot, a więc rządzimy światem.
  • Perfekcyjne wykończenie z dbałością o każdy szczegół.
  • Dwa komplety wyjść głośnikowych umożliwiają bi-wiring.
  • Sławny producent.
  • Made in Japan.
  • Rozsądna cena.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Trzeba sprawdzić orientację żyły gorącej.
  • A także zapewnić dobrą listwę lub kondycjoner.
  • Bo wzmacniacze wcale nie grają lepiej prosto ze ściany.
  • Co osobiście sprawdziłem.
  • Odpowiedni kabel zasilający rozumie się sam przez się.

 Sprzęt do testu dostarczyła firma:

Eter Audio

 

 

 

Strona producenta:

Accuphase

 

 

 

Dane techniczne:

  • Moc wyjściowa:  180 W/8 Ω.
  • THD:  0,05%.
  • Szum własny: ≤ 2,5 dB.
  • Zniekształcenia intermodulacyjne: 0,01%.
  • Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz (+/-0, 0,5 dB).
  • Współczynnik tłumienia: 500 (8 Ω/50 Hz).
  • Regulacja barwy dźwięku:  niskie tony: 300 Hz/± 10 dB (50 Hz); wysokie tony: 3 kHz/± 10 dB (20 kHz).
  • Stosunek szumu do sygnału: wejście RCA: 109 dB: wejście XLR: 102 dB: wejście POWER IN: 125 dB.
  • Pobór mocy:  92 W.
  • Wymiary: 465 x 181 x 428 mm.
  • Waga: 24,5 kg.
  • Cena 33 900 PLN.

 

System:

  • Źródła: Accuphase DP-700 SACD, Nottingham Dais z wkładką Ortofon Anna i przedwzmacniaczem Divaldi.
  • Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head Mark III.
  • Wzmacniacz: Accuphase E-470.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Interkonekty: Tellurium Q Black Diamond XLR, Crystal Cable Absolute Dream RCA. Sulek Audio RCA,
  • Głośniki: Dynaudio Contour S3.4 Limited Edition, Stirling Broadcast SB-88.
  • Kabel głośnikowy: Sulek Audio.
  • Listwy: Power Audio HighEnd, Sulek Audio.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua, Harmonix HS101–Improved-S.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

6 komentarzy w “Recenzja: Accuphase E-470

  1. Sławek napisał(a):

    Panie Piotrze – na zdjęciach widzę, że dziurka dla słuchawek jest – jak ta integra gra ze słuchawkami?
    Nie wierzę, że Pan nie spróbował.
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Wspomniałem w tekście, że to rasowy wzmacniacz. Gra jak taki za jakieś trzy tysiące. Ciepłym, głębokim, trochę słodkawym i lekko przyciemnionym brzmieniem o wysokiej kulturze. Bez rozjaśnień i podostrzeń, bardzo przyjemnie.

  2. DarekzMArek napisał(a):

    Panie Piotrze Dynaudio Contour LE to najcieplej, najsłodziej i najgładziej grające kolumny jakie słyszałem .Biorąc pod uwagę ,że każde jedwabne a zwłaszcza Dynaudio głośniki grają jedwabiście i ciepło to opinia Pana wydaję się być wyssana z palca.Czas umówić się z kolegą Wojciechem na wizytę u dobrego laryngologa.Dobrze ,że znam te kolumny bo po tym teście bym ich nie kupił.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nic nie poradzę, że u mnie grały jak grały. Ale jeżeli ktoś wyraża o nich opinię, że są najcieplej i najsłodziej grającymi jakie słyszał, to albo bardzo mało słyszał, albo rozmawiamy o innych kolumnach. (Może tylko w sensie innego egzemplarza, o ile te mogą się bardzo różnić). Co do tego co napisałem w recenzji, to akurat sam nie słuchałem, tak więc mam świadków i prywatnie mogę ich wskazać, a są to osoby tkwiące w świecie audio nomen omen po uszy. Zwracam przy tym uwagę, że głośniki grały w różny sposób w zależności od toru, tak więc radzę się porządnie zapoznać z recenzją, a potem możemy kontynuować wymianę poglądów.

  3. drgr napisał(a):

    Autor to powinien wiersze pisać a nie recenzje sprzętu audio. Interesuję mnie połączenie tych kolumn z Accu ale z tej recenzji można głownie dowiedzieć się że najważniejsza jest polaryzacja pinu gorącego a nawet sam Accuphase nic o tym nie wspomina w instrukcji.A co do 2 drożnego Dynaudio też uważam że zaokrąglone cieple granie to by bylo. Sprzęt dobry ale recenzja denna.

    1. Luk napisał(a):

      Zgadzam sie z Tobą. Dynaudio juz takie jest… Być moze recenzent pisze swoją prawdę , ponieważ ma inny punkt odniesienia. No cóż… taka jiz jest ta pasja 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy