Relacja: MBL Xtreme na Audio Video Show 2019

  Można to ujmować na dwa sposoby: że obok Gryphona drugim najdroższym systemem był MBL, albo że obok MBL drugim najdroższym Gryphon. Siły u obu wyrównane – jak głosił katalog wystawowy: zestaw MBL z kolumnami Xtreme to koszt bez okablowania milion siedemset tysięcy, za same kolumny osiemset siedemdziesiąt. (868 600 PLN dokładnie). Doliczając do tego ceny kabli więcej zatem niż dwa miliony, zapewne dużo więcej.

Do porównania z Gryphonem jeszcze wrócimy, na razie o MBL. Jak sami reprezentanci firmy powiadają, były czasy, gdy pomysł kolumn Radialstrahler (czyli radialnych, albo inaczej omnipolarnych) był tylko szkicem na papierze i nikt prawie w jego realizację nie wierzył. A już tym bardziej w praktyczną przydatność brzmieniową. Tym dumniej brzmią teraz słowa o całej górze nagród, jakie kolumny tego typu na przestrzeni czterech dekad zebrały.

MBL to skrót od MBL Akustikgeräte GmbH i nazwisk Meletzky, Beinecke i Lehnhardt, założycieli firmy. Założenie datuje się na rok 1979 i wiąże z patentem owych omnipolarnych kolumn, których idea od dawna chodziła po głowie Meletzky᾽emu, a którą od strony konstrukcyjnej opracowali na jego prośbę profesorowie Josef Sternberg i Herbert Fritz z Instytutu Aeronautyki na Technische Universität Berlin. Opracowanie przybrało ostateczny kształt w postaci kolumn MBL 100 (1979), w których po raz pierwszy zastosowano płasko leżącą okrągłą cewkę o drganiach w osi pionowej, pulsowanie obrzeża której powodowało ugięcia przytwierdzonych do niej kątowo na całym obwodzie wstęgowych membran, spiętych u szczytu wieńcem mocujących łożysk. Całość tak nietypowo pomyślanego efektora akustycznego miała postać nadymającej się i kurczącej kuli, złożonej z dwunastu precyzyjnie modelowanych wstęg aluminiowo-magnezowo-krzemowych, między którymi uszczelniające wypełnienie stanowiła specjalna masa plastyczna.

Cztery mijające dekady to ciągłe tego wzorca udoskonalenia, w przypadku referencyjnego teraz modelu Xtreme prowadzące do dwóch takich przeciwbieżnie skierowanych wzdłuż osi pionowej balonowych głośników niskotonowych (potocznie zwanych cebulami) z dodatkiem na centralnej między nimi przewiązce pary karbonowych cebulek tweeterów i dwóch też karbonowych, ale większych, cebul średniotonowych. W efekcie, tak samo jak u Gryphona, otrzymujemy układ d’Appolito, choć w pierwszej chwili można nie być tego świadomym. Komplet, znów tak jak u Gryphona, uzupełniają dwa oddzielne stojące i podobnie potężne moduły sub-niskotonowe, każdy złożony z sześciu dwunastocalowych subów aktywnych; w rezultacie czego i tu mamy do czynienia z czterema łącznie kolumnami, z których dwie to mające własne wzmacniacze sekcje basowe.

Wagi kompletu producent nie ujawnia, ale można przypuszczać, iż oscyluje wokół półtorej tony, którą to wartość podaje na swojej stronie internetowej dystrybutor brytyjski. Tak samo jak u Gryphona dźwięk może być regulowany – w tym wypadku nie poprzez pomiar własny rezonansu i rozbudowaną automatykę sprzężeń zwrotnych wraz z systemem zgodności fazowej Duelunda, tylko bardziej normalnie – pokrętłami – którymi dla każdego zakresu oddzielnie w kolumnach nieaktywnych można ustawiać dla basu pozycje »Smooth« lub »Attack«, dla środka »Natural« albo »Rich« i dla sopranów »Smooth«, »Natural« bądź »Fast«. Na komplikacyjny, ale też i zwiększający możliwości dodatek, robi się to oddzielnie dla sekcji dolnej i górnej (a zatem każde trzy cebule regulujemy osobno), przy czym górna nie jest tożsama z dolną, ponieważ ma dodatkowy, usytuowany na szczycie i strzelający w sufit normalny głośnik szerokopasmowy, regulowany osobnym pokrętłem jedynie odnośnie mocy i zadaniowany jako współtworzący możliwie najlepszy ambience. (W Warszawie jego działanie wyskalowano na minimum, bo sufit był stosunkowo nisko.)

Aktywne kolumny sub-basowe też mają regulację – można im regulować głośność, tłumienie rezonansu (Q-factor) i opóźnienie (+/- 8 ms). I one mają budowę modułową – każda to tak naprawdę trzy podwójne, przeciwbieżnie siejące suby postawione na sobie.

Rzecz osobliwa, nieczęsto spotykana – producent poza ceną niczego bliższego o jednych i drugich nie mówi, wychodząc (identycznie jak Gryphon) z założenia, iż to najlepszy system tworzenia dźwięku na świecie, czego doznać można zmysłami i w czym nie należy mącić danymi technicznymi. Tak jak na stronie domowej Ferrari najważniejsze okazuje się słuchanie gangu silnika, tak tutaj najważniejszy jest gang czterech potężnych kolumn – reszta cię nie powinna obchodzić.

Cztery kolumny one zasilał jako referencyjne źródło dzielony odtwarzacz złożony z transportu MBL 1621 A (92 400 PLN) i mającego aż 128-krotne nadpróbkowanie przetwornika MBL 1611 F (94 600 PLN). Za nimi w ścieżce sygnału zjawiał się przedwzmacniacz MBL 6010 D (89 440 PLN), a dalej cztery monobloki MBL 9008 A (1000 W/2 Ω w klasie AB przy cenie 97 180 PLN za sztukę). Podaję wzmacniaczom parametr mocy dla dwóch omów (o wiele niższy dla wykorzystywanej tutaj pracy w klasie A) ponieważ takiego ustawienia potrzebują głośniki; a monobloki były cztery, ponieważ każda kolumna nieaktywna to tak naprawdę dwie postawione na sobie, domagające się nie tylko każda osobnej regulacji, ale także własnego zasilania.

Interkonektami były szczytowe Tary, kablami zasilającymi też szczyty Tary i Verastar, a kable głośnikowe przywiozło wraz z kolumnami ze swych zakładów w Eberswalde pod Berlinem samo MBL – i nie wiadomo, co to były za kable, z wyglądu miedziane wstęgi.

Uzupełnijmy sprawę zasilania. Monobloki dla sekcji nieaktywnej napędzane były poprzez potężny kondycjoner PS Audio DirectStream Power Plant P20 (44 000 PLN), a kolumny aktywne poprzez listwy Cammino MA5 16 A (10 800 PLN za sztukę).

Uzupełnijmy też wiadomości o firmie. Nie jest już ona własnością panów o nazwiskach zaczynających się od M, B i L – obecny właściciel to Christian Hemerling, a naczelnym inżynierem i projektantem w miejsce Meletzky᾽ego jest od 2005 roku Jürgen Reis.

Cały ten jarmark cudów stanął na tle ogromnego okna widokowego telewizyjno/VIP-owskiej loży Stadionu Narodowego, a więc szkło było jedną ze ścian tworzących, pozostałymi powierzchniami zbrojony beton. Daleko zatem do cegły gotyckiej i sklepień łukowo-żebrowych; ale cóż, to nie krakowski Klub Pod Jaszczurami, optimum akustyczne tylko marzeniem. Poprawiać sytuację starała się wykładzina dywanowa na betonowej podłodze oraz gipsowo-kartonowe pokrycia ścian i sufitu. Nie wkroczyły natomiast do akcji żadne ustroje akustyczne i nie zaciągnięto kotar na wielkiej tafli szklanej, co nie do końca było zaskoczeniem, ponieważ kiedyś takie zaciągnięcie w sali z systemem Vox Olympian też niczego nie dało, wręcz pogorszyło sprawę.

Odnośnie w tej sytuacji brzmienia. Zacznijmy może od tego, że firma MBL nie tylko nie podaje parametrów technicznych w odniesieniu do kolumn, ale też im nie hołduje. Oczywiście na wstępnych i środkowych etapach produkcji pomiary są najważniejsze, tak żeby zyskać pewność, iż wymogom technicznym stało się zadość. Ostatni etap projektowania to jednak strojenie wyłącznie na ucho, ponieważ, jak podkreśla Jürgen Reis, możemy mieć na przykład dwa identyczne co do parametrów pomiarowych przedwzmacniacze, które odsłuchowo brzmieć będą inaczej. Ucho i świadomość słuchającego są zatem czulsze od aparatury pomiarowej i na dodatek to nie ona ma coś usłyszeć, wzruszyć się, ucieszyć, zasmucić.

Co zatem było do usłyszenia? Było ciśnienie też wysokie, ale niższe niż od Gryphona, w związku z czym mocniej zza tego ciśnienia wyłaniała się definicja dźwięku – brzmienie intensywniej wyzierały z energii i całościowego ambience, przybierając lepiej widoczną postać. Krawędzie bardziej się wyostrzały, punkty węzłowe były czytelniejsze, figury trwalsze i doprecyzowane staranniej. Też jako takie silniej związane z miejscem bycia, rysujące czytelniej rozplanowaną scenę. Zarazem z tego miejsca wyraźnie też ekspandujące i to w sposób możliwie najdoskonalszy, co znaczy naturalnie otwarte rozpierzchnięcie. Przeciwnie do sfer swego fizycznego powstawania, czyli szczelnie zamkniętych balonów-cebul, przybierając postać brzmieniowej chmury eksplodującej na całą przestrzeń i w tej przestrzeni ginące rozwianiem. A zatem nic z boksowania i ujednolicania brzmienia z przestrzenią; ciśnienie owszem, swoją drogą, ale akcent kładziony na konstrukcję i jej swobodną ewolucję przestrzenno-czasową, a nie na serię ciosów wtopionych w przestrzeń i jakby nią samą będących. Albo inaczej – u MBL wyraźniejsze było rozgraniczenie na dźwięk i jego środowisko, podczas gdy u Gryphona dużo mocniejsze utożsamianie go z medium – ośrodkiem propagacji. W efekcie u MBL to brzmienie bardziej figuratywne, u Gryphona zaś bardziej koherentne i ciśnieniowe. Siłą podmuchu się tworzące, a nie poprzez obrazy kształtów. W jednym i drugim przypadku identyczna mimo to jedność czasowa – żadnych opóźnień, deregulacji timingu, rozpadu na niepowiązane ośrodki. Rzecz jasna bardziej figuratywny obraz MBL kreślił też wyraźniejsze między brzmieniami różnice i poszczególnym nadawał więcej przymiotów swoistych, ale poczucie całościowej jedności miejsca i czasu akcji w obu systemach było perfekcją. Z tą wszakże ewidentną różnicą, że teatr dźwięku MBL był dużo bardziej wyprowadzony przed tło, co dla muzyki symfonicznej, wirtuozowskiej czy elektronicznej z pewnością było lepsze, lecz dla rockowej czy jazzowej już nie bardzo. Dawało bowiem słabszy poryw i płytsze, nie tak cisnące zanurzenie w całościowym brzmieniowym akwarium; skądinąd zaś nieistniejący już warszawski klub jazzowy nazywał się właśnie Akwarium, zapewne nie przypadkiem.

Bardzo przy tym zestaw od MBL dawał szerokie spektrum stereofonii; lokalizacja słuchającego nie wymagała zajmowania pozycji centralnej między głośnikami. Wraz z tym dochodzimy do rzeczy bardzo ważnej, do samej założycielskiej idei omnipolarnych Radialstrahler, krążącej w głowie Meletzky᾽ego. Koncepcji wychodzącej od tego, że zwykła kolumna głośnikowa, czyli gromadka płaskich membran skierowanych do przodu, pozwala na akustykę optymalną, zdolną przekazać w całej pełni cechy brzmieniowe wnętrza, jedynie w pasie centralnym między nimi o szerokości od dziesięciu centymetrów do najwyżej pół metra. Tak więc przesunięcie o jedno krzesło już znaczy wyjście poza optimum, a przecież w prawdziwej filharmonii czy jazzowym klubie tak się wcale nie dzieje. Prawdziwe instrumenty sieją bowiem dźwiękami intensywnie na wszystkie strony, co Radialstrahler naśladują. I naśladują w odniesieniu do wszystkich części pasma, bo nie ma w tych kolumnach głośników o konstrukcji mieszanej. Jedyne dwa mające płaskie membrany strzelają dźwiękiem do góry i je możemy pomijać w tym sensie, że produkowany przez nie dźwięk odbijając się od sufitu też rozchodzi na wszystkie strony. Odnośny obraz propagacji można znaleźć na stronie MBL i obrazuje on jak bardzo sytuacja z głośnikami Radialstrahler podobna jest do naturalnej i jak różna w przypadku innych kolumn.

Odnośnie zaś składowych brzmienia, to poza ogólną perfekcją, w przypadku której trudno byłoby znaleźć choćby niewielki wyłom, na wyróżnienie zasługiwał natychmiastowy atak, wspomniana już wyjątkowa różnorodność, zdolność do przekazania pełnej intymności (jakże kontrastująca z rozmiarami zestawu), towarzysząca jej niuansowość i dbałość o rzeczy drobne, także bardzo cenione przeze mnie mienienie się koloratur i plastyczność wszystkich wokali z długim, precyzyjnym finiszem. Jednocześnie brzmienie pozbawione było upiększeń. Bardziej neutralne niż ciepłe albo słodkie, przymioty te czerpało głównie z nagrań, porywając przede wszystkim czystością i pietyzmem artykulacji oraz perfekcyjnym wydobywaniem wszystkiego z tła. Nie zarysowała się przy tym przewaga czynników basowych – co de facto już napisałem, ponieważ w takiej sytuacji intymność i dbałość o dźwięki drobne nie byłyby możliwe. Z jednej strony nie ma w tym zaskoczenia, bo przecież siła oddziaływania sekcji ultrabasowej podlega regulacji, z drugiej ich wielkość automatycznie budzi oczekiwania basowego dudnienia, którego wcale nie było. Całe pasmo zwierało się w jedność, czego sprawczym czynnikiem była oprócz tej regulacji także praca centralnego pręta sterującego w każdej z trzech cebul sekcji tworzących kolumny nieaktywne, na który to pręt są one nanizane jak korale, tak więc sterowane jak jedna.

Podsumowując – zarówno osobność jak porównanie. Dwa najdroższe systemy zeszłorocznego AVS (czas płynie szybko w słabym polu grawitacyjnym Ziemi i oto już A.D. 2020) pokazały brzmienia wysoce różne, jak napisałem w poprzednim artykule, oparte o różne cechy wiodące. U Gryphona to przede wszystkim siła i jedność; koherentność posunięta aż do maksimum w następstwie skondensowania mocy w każdym calu przestrzeni. Kto lubi przez dźwięk być bity, kto chce by przejeżdżał po nim brzmieniowy walec, ten w tej komorze dźwiękowych ciśnień odnajdzie upojenie. Tam bowiem nie tylko dźwiękowa prasa, ale też i maestria operowania dźwiękiem, tyle że bardziej niezwykłym niż te z naszego codziennego życia. Przeciwko temu MBL wystawił równie potężną sekcję basową, ale nacelowaną na naturalne działanie, tak żeby nie stało się całkiem inaczej niż ma to miejsce podczas słuchania tańszych systemów głośnikowych. Żeby cechą wiodącą odróżnienia nie stała się siła ciosu, tylko elegancja opisu – gracja i piękność dźwięku. Żeby nie działo się to poprzez nadzwyczajny wytrysk energii (mimo że wzmacniacze równie potężne); żeby przestrzeń nie stała się cała tłokiem, a tylko organizmem żywym o złożoności prawdziwego życia. Jak już zdążyłem napisać, to i to ma swoje powaby. Gryphon to bez żadnej przesady nieustająca eksplozja – przez cały czas jesteśmy w polu rażenia potężnej fali uderzeniowej. Kiedy się takie coś lubi (a ja na przykład lubię), zjawiać się mogą emocje jak podczas gnania ścigaczem albo zjazdu po Streifie. To są właśnie podniety pojawiające się w kontakcie z energią de facto niszczącą, lecz miło okiełznaną. To dreszcz dawnego łowcy polującego na zwierzynę, która go może zabić. To także zawisanie alpinisty nad przepaścią w igraniu życia ze śmiercią… Naprzeciw tego MBL to zjawisko z kręgu kultury. To już nie przyrodnicza siła, nawiązanie do stanów dzikości, tylko wypracowane kształty piękna, w tym wypadku muzyki. Energia oczywiście im towarzyszy, nasyca piękno siłą życia, ale cechą dominującą wyrafinowanie obrazów, a nie ich niszczycielski potencjał. Z pewnością obie te szkoły dałoby się brzmieniowo przybliżyć: Gryphona ustawić tak, by stał się bardziej MBL, a MBL odwrotnie. Od tego między innymi są w obu regulacje. Ale dobrze się stało, że na zeszłorocznym AVS zbliżeniem było jedynie sąsiedztwo sal grających, natomiast szkoły dźwięku pokazały się różne. Żadnej nie stawiam wyżej, jako że ta i ta to najwyższe emocje, mimo iż dla ich wywołania stosują różne techniki.

7 komentarzy w “Relacja: MBL Xtreme na Audio Video Show 2019

  1. Piotr Ryka pisze:

    Na marginesie. Czy ktoś jeszcze uważa, że wykonanie „An der schönen blauen Donau” w ramach tegorocznego Koncertu Noworocznego z Wiednia stało na zawstydzającym poziomie?

    Dla porównania: https://www.youtube.com/watch?v=Q7KJV3V8mt8

  2. Pawel pisze:

    Identyczne w sumie zachwyty przeczytac mozna odn. kolumn, tez omni, firmy Bayz Audio.
    W ktorych mamy po dwa drivery SB Acoustics po 550 zl za sztuke oraz omnipolarny tweeter wstegowy zalozmy ze dwa razy drozszy niz topowy Raal.. tj jakies 9 tys zl. Wyjdzie nam 10 tys pln na kolumne plus oczywiscie obudowy okablowanie i albo aktywny albo pasywny crossover.

    Powinnismy zmiescic sie w 3 do 5% kosztu zestawu tego MBL!
    Co wiecej, mamy wowczas drivery sporo… lzejsze niz mbl.

    A wiec z mniejszymi wymogami pradozernosci, itd.
    Ciekawe ze auta o cechach ferrari nie zbudujemy za kilka proc salonowej ceny.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jeżeli ktoś mi dostarczy zesatw grający jak topowy MBL za parę procent ceny, to bardzo chętnie go nagrodzę.

    2. Roberto pisze:

      Większej bzdury pisanej jako niby „pseudio technicznej” wynikajacej z nieznajomości tworzenia tych kolumn MBL nie miożna przeczytać. Panie Pawle może warto sie z nimi chociaż zapoznać?
      Wyjątkowe materiały-stopy robione na zamówienia, a każdy prążek tej cebuli recznie strojony i montowany w obwodzie cewki, a to dopiero w całość plus zaawansowana aplikacja tego wszystkiego.
      Przeciwko najwyklejszym głośnikom SB Acoustics po 550 zł oraz do tego inny i prostszy omnipolarny wysoko tonowy. Poza tym te tanie Bayz Audio wcale dobrze tak nie grają.
      Nieech Pan sie sie już nie kompromituje, bo typowo polskie komentarze, porównując MBL to do czegoś co nawet w 5% nie jest tak samo zbudowne z tą samą autorską ich technologią.
      Zazdrość żera, niemożnosć zakupu, czy oco chodzi ?

    3. Pawcio pisze:

      Kolumn Bayz Audio nie słyszałem i ich nie znam i nie wiem czy Pan je słyszał. Ale wielokrotnie słyszałem systemy MBL i bardzo mi odpowiadają. Miałem kiedyś ich elektonikę podstawową CD + integra. W każdym razie słuchałem też systemu polskiego producenta omnipolarnego zeta za ok 100 kzł kolumny a i tak moim zdaniem nie dorównują MBL.
      Odnosząc się zatem do powyższego wpisu użyję przytoczonego opisu motoryzacyjnego, że Bayz Audio ma się tak do MBL w mojej opinii jak Fiat Panda do Ferrari. Oba mogą być w czerwonym rasowym kolorze i pochodzą z tej samej stajni. Tak jak kolumny obu producentów odtwarzają dźwięk i posiadają przetworniki akustyczne.

  3. Sławek pisze:

    Pan konstruktor z MBL, mówiąc po angielsku zachwalał swoje zestawy mówiąc między innymi, że dużą ich zaletą jest brak obudowy. Dalej – inne firmy konstruując kolumny większość budżetu często na obudowy przeznaczają.
    I rzeczywiście, obudowy w sensie zamykania przestrzeni wokół głośników tu nie ma, ale głośniki te przecież w powietrzu nie lewitują, konstrukcja je utrzymująca jest bardzo solidna, więc kosztuje ona zapewne więcej niż kilka €…
    Te MBL słyszałem na AVS 2018 i 2019, Gryphona w tym roku i powiem tak – mi bardziej podoba się dźwięk MBL-a, jest bardziej wyrafinowany, elegancki właśnie. No ale do obu systemów trzeba by mieć pałac.
    Dlatego dźwiękiem, który najbardziej złapał mnie za serce to zestawienie lampowego Luxmana z kolumnami Elac prezentowany przez Top HiFi & video design. A słuchawkowo jak dla mnie na czele jest HiFiMan, długo nic, potem reszta – fajne słuchawki Acoustic Research…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie znam odnośnej opinii Gryphona, ale MBL utrzymuje, że ich flagowy zestaw wcale nie potrzebuje wielkiego pomieszczenia, choć w garsonierze oczywiście nie zagra. Niemniej aż pałac niepotrzebny. Nie padł żaden konkretny metraż, ale można z tego wnioskować, że trzydzieści parę metrów kwadratowych powinno wystarczyć.

      Odnośnie słuchawek HiFiMAN-a, to HE-1000 mi się z oboma Aurisami podobały, a Susvary w konfiguracji ze wzmacniaczem VIVA niezbyt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy