Relacja: Audio Video Show 2019 na tak i na nie

  Zacznijmy od pozytywów. Bardzo duża impreza, wrośnięta solidnie w pejzaż. Istnienie jej wydaje się dziś czymś oczywistym, a początki były wszak skromne – w ogóle mogło tego nie być. Wędrując po AVS zwykle się nie pamięta, albo w ogóle nie bierze pod uwagę, ile trzeba organizacyjnego wysiłku, żeby takie coś zaistniało – impreza światowego formatu bez najmniejszej przesady. Tym samym AVS promuje Warszawę i przyjemne móc pisać, iż to druga największa tego typu wystawa w Europie; z punktu widzenia użytkowników, a nie handlowców, nawet pierwsza. Sprawy handlowe bowiem niemalże niewidoczne, dziejące się całkowicie w tle; wszystko skupia się na odwiedzających – dla nich te wszystkie sale, pokazy, gotowa do pomocy obsługa. Prelekcje, kursy i występy – wszystko się skupia na odbiorcy. Warunki odsłuchowe, fakt – nierewelacyjne, ale nie można przecież oczekiwać, iż kiedykolwiek powstanie specjalny teren wystawowy z myślą o prezentacjach audio. Na co dzień mamy od tego salony sprzedażowe z zasobem akustycznych adaptacji, tutaj zaś samo rozeznanie i przegląd sytuacji. Bardzo obszerny i z roku na rok obszerniejszy, choć oczywiście wszystkiego objąć nie sposób. Niemniej gruby katalog i sal prezentacyjnych mrowie. Ogólnie biorąc objętościowo pierwsza klasa – wielka wystawa, wielki świat. Dobrze też obsłużona relacyjnie – wiele redakcji pracuje na to, by bez ruszania się z domu wiele z tego zobaczyć i wiele o tym się dowiedzieć. Więc w takim razie: co na nie?

Na nie – pewna rutyna. Nie czuć w tym już świeżości i odświętności, obydwie strony przywykły. Publiczność wie, że w listopadzie… wystawcy także wiedzą. Rok, to jest niby kupa czasu, ale im dłużej żyjesz, tym mniejsza. Z każdym kolejnym obrotem całego kalendarza dystans ulega skróceniu – kto jeszcze tego nie wie, ten prędzej czy później się przekona. Poza tym (takie mam wrażenie i już o tym pisałem) spada ilość wyznawców. Z roku na rok widuję coraz mniej audiofili głębokich, w tym roku nawet ani jednego. Optymistycznie można zakładać, że oni nie tyle odeszli, co masowość wystawy i jej coraz bardziej plebejski charakter każe im ją omijać. Wolą pozostać w stałym kontakcie z zaprzyjaźnionymi salonami, na ich niwie się wyżywają; albo może przemykają anonimowo – tylko z dystansu słuchają i się przypatrują. Lub może wszystko już wiedzą? – brak rewolucyjnych zmian w technice audio zniechęca do zaangażowania. Ostatecznie, jeśli nie liczyć paru systemów za ekstremalne kwoty (grać na dodatek mogących jedynie w wielkich salach), nie było na tym AVS niczego, co grało lepiej od kilka czy kilkanaście lat temu zestawionego systemu o zbliżonym budżecie. Postęp w audio pełznie wolniutko, choć jakiś tam on jest. Głównie – i to jest bardzo dobre – przenosi w swoim wolnym tempie pewne osiągnięcia brzmieniowe w rejony niższych cen, chociaż ogólna tendencja jest odwrotna – to całe audio coraz droższe. Zwłaszcza za sprawą okablowania, które zbzikowało do reszty. Ceny kabli wbijają w ziemię, ilość potrzebnych wprawia w rozpacz.

Na całe szczęście jest ucieczka – dać można dyla w cyfrę i drapaka w słuchawki. Przetwornik ze słuchawkowym wzmacniaczem, jeden kabel cyfrowy, komputer stojący stacjonarnie albo leżący przenośnie (taki lub taki każdy ma), do tego same słuchawki – to w zupełności wystarczy do muzyki z ekstraligi. Nie można w tej sytuacji się dziwić, że epicentrum dziania to teraz „Strefa słuchawek”; wszak tutaj się zaczyna skrót do wybitnego dźwięku. Te słuchawki mają ograniczenia, lecz czymże one są w porównaniu do tego, że najwyższy poziom brzmieniowy oferują relatywnie taniutko. Faktem jest, że najdroższy tegoroczny zestaw słuchawkowy (Jadis, Stax) kosztował ponad sto tysięcy, ale najdroższy kolumnowy dla porównania dwa miliony. Różnica dwudziestokrotna – i oto sedno sprawy. W tym też mające odzwierciedlenie, że na słuchawkowych stoiskach widziałem większy zapał. Ten high-end jest dostępny i niezależny od lokalu, ten kolumnowy dużo mniej.  Czy warto na to utyskiwać? Trochę szkoda podupadania salonowego audio, lecz sądząc po ilości zestawów ma się ono wciąż dobrze i pędzi wielkim peletonem. A jaki tłok towarzyszył prezentacjom salonowców najdroższych! Wielkie zestawy MBL i Gryphona gromadziły prawdziwe tłumy. O nich jednak w osobnych relacjach, a teraz parę złośliwości i coś bardziej od siebie.

Tradycyjnie najpierw o drodze. Budowa trasy z Krakowa do Warszawy (tak naprawdę z Zakopanego do Gdyni) wlecze się niemożebnie, coś podobnie jak postęp w audio. Kiedy pomyśleć, że pięć tysięcy lat temu w dwadzieścia lat stawiano piramidę… No nic, może kiedyś skończą. Póki co od 1989 minęły trzy dekady – półtorej piramidy Cheopsa…  A tamci goście mieli tylko własne ręce, dłuta, młotki i sanie. Na korbę dźwigi z wielokrążków i łodzie do transportu rzecznego. Wielotonowe bloki (największe po 80 ton) z milimetrową precyzją musiały stawać co cztery i pół minuty, inaczej by się nie wyrobili…

Dojedźmy na to AVS drogą w wiecznej budowie. Dojechałem, dostałem katalog, rzuciłem okiem na wyjątkowo tym razem krótkie zagajenie red. Kisiela z Audio, jednego z współtwórców wystawy. (Za co szczere, bez śladu najmniejszego ironii wyrazy uszanowania.) Napisano tam, że ziemska technika audio jest bezprecedensowa w całym Kosmosie, bo jeśli nawet gdzieś istnieją inne cywilizacje techniczne, to nią nie dysponują. Uwiadamiam kolegę po fachu, że istnieje w Kosmosie (dokładniej w wieloświecie) wielkie mnóstwo cywilizacji technicznych, w tym też ogromna ilość takich, które mają technikę audio. Skąd wiem? To wynika między innymi z charakteru funkcji falowej. Mniejsza jednakże o to, bo i tak nie wymienimy z nimi swych audiofilskich doświadczeń; to nie jest prawdopodobne. Z katalogu dowiedziałem się też, że wystawie towarzyszyło osiem wykładów. Na żadnym z nich nie byłem, ale domyślam się, że pani Przybysz opowiadała jak radzić sobie w nie dość dużym mieszkaniu, a pan Niedźwiecki jak się odnaleźć w obliczu władzy totalitarnej. Spoglądając na pępek pani Natalii, pyszniący się na oficjalnej stronie AVS, podkusiło mnie sięgnąć do około pępkowej twórczości, i przyznać muszę, że doskonale koresponduje z filmikiem na fejsbukowej z kolei tego AVS stronie. Mowa w nim o wskrzeszeniu w przemądrych dzisiejszych czasach radzieckiego zapału dla makulatury, na której to winylowej, papierowej, kukurydzianej i wszelkiej innej makulaturze udało się uwiecznić muzyczne dokonania pani Przybysz – w porażającym obliczu których nie pozostaje mi nic innego, jak rzec: idź makulaturo do makulatury. Zażywszy mocną antymakulaturową odtrutkę, w postaci 22-go koncertu fortepianowego Mozarta (Richter i English Chamber pod Brittenem) spojrzałem z kolei w twarz Lecha Janerki, który zapraszał na AVS spojrzeniem w stylu: „Jak przyjdziecie, to was kurwa zabiję!” Pomimo to przyszedłem, choć oczywiście omijając Janerkę.

Dwa słowa jeszcze o Warszawie. W sierpniu byłem i ona też mnie przestraszyła. Na skwerach koło Dworca Centralnego i Pałacu Kultury (mojego ulubieńca – wszak co kultura, to kultura) rozlokowani pojedynczo i grupowo menele w stanie mniej czy bardziej agonalnym. Do tego idąc Marszałkowską minąłem dwie spore grupy różnokolorowych bandytów, radośnie na siebie pokrzykujących w obliczu wieczornego żeru. Z ulgą wróciłem do Krakowa, gdzie jednak tego mniej. W listopadzie natomiast spokojniej – chłodniejsza aura uspokaja. Samo miasto się wznosi, chociaż nie bardzo rozumiem, dlaczego jego władze wolą szkaradną kamieniczkę od dwuwieżowej „afery” na Srebrnej. To znaczy rozumiem doskonale, ale Warszawa na tym traci. Poza tym w czterogwiazdkowym hotelu Golden Tulip nalała mi się do wanny brunatna woda, co uwieczniłem na zdjęciu. Ten faszyzm jednak na każdym kroku…

2 komentarzy w “Relacja: Audio Video Show 2019 na tak i na nie

  1. Sławomir S. pisze:

    Ale przyjemnie było to to przeczytać. Głownie za sprawa ewolucji stylu, w kierunku przekazu lekkiego i dowcipnego. Szczególnie zajmuje mnie tu interesująca obserwacja o zaniku Wyznawców. Mam tu taką teoryjkę o spadku prestiżu domu, jako miejsca pobytu (po czesku mieszkanie to ‚byt’ a propos). Przestrzeń publiczna radykalnie się zmieniła przez ostatnie lata, nasz własny dom nie jest już jedyna ostoją jakości otoczenia. Życie towarzyskie się zmieniło i sposób spędzania wolnego czasu, pojawiło się wiele atrakcyjnych alternatyw dla rozrywek domowych. Może w mniejszym stopniu u nas, ale jednak także – rosną pokolenia nomadów, przemieszczających się za pracą i przygodą. Dlatego salonowe audio jeszcze nie pokrywa się kurzem, bo jest ciągle potrzebne, ale przestaje być miejscem kultu przy świętym ogniu domowego ogniska. Słuchawki górą.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Mój syn mówi to samo – coraz więcej wędrowców. Dochodzi do tego też to, na co szczególną uwagę zwracają goście od iFi – związana z tym wędrowaniem coraz mniejsza powierzchnia mieszkalna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy