Recenzja: OPPO PM-3 i OPPO HA-2

OPPO_PM2_HA_2_003_HiFiPhiolosophy   W drogę, w drogę miły bracie, tam przygoda czeka na cię…

Kiedyś tacy wędrujący z muzyką byli utrapieniem. Można ich oglądać na przykład w filmie Barei „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”, gdzie Wiśniewska (dyrektorowa Krzakowska) prosi jednego takiego o ściszenie radia. Szał mody na radia tranzystorowe dawno przeminął, a wraz z nim na szczęście moda na hałas. Dzisiejsze mobilne audio jest cichutkie, bo oparte o słuchawki. W dodatku najczęściej zamknięte, by słuchający innym i inni słuchającemu nie przeszkadzali. Takiego mobilnego audio wszędzie jest pełno i masa młodych ludzi wędruje przez świat odcięta barierą dźwięku, nie tą szybkościową tylko muzyczną. Lans takiego sposobu bycia udał się koncernom audio koncertowo, toteż łapki mogą zacierać i sprzedawać, sprzedawać, sprzedawać… Pierwsze było Sony i jego walkman, objawiony w 1979 roku, a teraz wszyscy chcą mobilny tort dzielić, więc chce także OPPO. Firma ta, trzeba przyznać, kroczy od sukcesu do sukcesu i za co się weźmie, to sukces. Genialne odtwarzacze Blue-ray wyposażone w genialne procesory Darbee Vision, potem genialne słuchawki planarne PM-1 i PM-2, których po ostatniej poprawce aż się nie mogę nachwalić – a jak będzie teraz?

Budowa

OPPO w mobilnym natarciu - słuchawki PM-2 oraz DAC/wzmacniacz HA-2.

OPPO w mobilnym natarciu – słuchawki PM-2 oraz DAC/wzmacniacz HA-2.

   Teraz, to znaczy właśnie w domenie mobilnego audio, bo takie przeznaczenie przewidziano dla najnowszych słuchawek planarnych OPPO PM-3 i wzmacniacza OPPO HA-2.

Zacznijmy od słuchawek; jak się nietrudno domyślić będących pomniejszoną, taką lepszą na drogę oraz tańszą wersją modeli PM-1 i PM-2. Modeli różniących się między sobą, że przypomnę, jedynie sposobem wykończenia, natomiast w sensie reprodukcji dźwięku identycznych. Względem nich nowe PM-3 mają mniejszą membranę (ale także siedmiowarstwową) i mniejsze same muszle, w związku z czym ogólnie są to słuchawki mniejsze i lżejsze. Ale wcale nie takie małe, bo średnicę tej wielowarstwowej membrany posiadają w wymiarze 55 mm, a więc jest to więcej niż u prawie wszystkich słuchawek konkurencji, gdzie 50-53 mm to już powód do dumy. Poza tym od wyższych katalogowo braci różni się model PM-3 bardzo nieznacznie, jako że ma to samo obejmujące zakres 10 Hz – 50 kHz pasmo przenoszenia, tę samą 102-decybelową skuteczność i takie same parametry odbioru sygnału, którego moc chwilowa może wynieść 2 W, a ciągła 0,5 W. Trochę niższa jest jedynie impedancja, wynosząca 26 Ω, a także waga, opiewająca na 320 gramów. Analogiczne pod względem długości jak u droższych kolegów jest rówmoeż okablowanie, w ramach którego dłuższy, stacjonarny kabel ma długość 3 m, a krótszy, przenośny 1,2 m. Jest jednak w przypadku wersji mobilnej owo okablowanie uboższe i bogatsze zarazem. Uboższe, ponieważ kable podpinane są jedynie do lewej muszli, co w sprzęcie mobilnym i profesjonalnym stanowi normę, a bogatsze, jako że kable krótsze są trzy a nie jeden. Dwa osobne dla odtwarzaczy pracujących w systemach Windows i Appla, a także dodatkowy przewód bez mikrofonu. Podobny natomiast jest sam kształt, z dominującym akcentem wydłużonych nieznacznie muszel, a pałąk nawet jest identyczny. Odmienne z kolei to, że słuchawki mają konstrukcję zamkniętą, co w przypadku modeli przenośnych rozumie się samo przez się.

Wygląd całościowo jest elegancki, z dominującymi akcentami metalu i wysokiej jakości imitacji skóry. Wykończenie może być całe czarne bądź całe białe, a słuchawki dostajemy w ładnym pudełku z dołączonym etui z impregnowanego jeansu i osobnymi pudełeczkami na każdy kabel.

OPPO jak zawsze bardzo zadbało o jakość opakowań.

OPPO jak zawsze bardzo zadbało o jakość opakowań.

Ergonomia, tak jak i wygląd, jest ścisłym nawiązaniem do modeli wyższych. Mięciutkie pady, tyle że węższe, są w stanie objąć ucho, a słuchawki osiadają wygodnie i nie spadają. Niewielki ciężar, dwuosiowa ruchomość muszli i przyjemny dotyk zwiększają komfort, a dedykowany odtwarzacz pozwala zamknąć się w kręgu jakościowym samego OPPO.

Bo drugą częścią kompletu jest osobno wprawdzie sprzedawany, ale dedykowany słuchawkom DAC/wzmacniacz, gabarytami i funkcjonalnością także dopasowany do mobilności.

OPPO PM-3 są bardzo ładne, wygodne i dopieszczone, lecz dopiero wzmacniacz jest prawdziwym popisem. Wygląda trochę jak portfel, a jeszcze bardziej jak mała piersióweczka angielskiego arystokraty do noszenia na polowaniu. Cały obszyty skórą, a przez to bardzo przyjemny w braniu do ręki, z niewielkim tylko metalowym wypustem u góry i metalowym obwodem, przegrodzonym skórzanym grzbietem po lewej. W wystającym górnym półcentymetrowym rancie  znalazło się gniazdo słuchawek 3,5 mm i analogowe wyjście liniowe o tym samy przekroju, a na lewym skraju małe, świetnie chodzące pokrętło potencjometru, będące jednocześnie włącznikiem, uzupełnionym małą zieloną diodką informującą o aktywności. Na przeciwległym spodzie są duże i małe gniazdo USB oraz trzypozycyjny selektor wejść, a po boku kaskada lampek informujących o stopniu naładowania, przycisk aktywujący ładowanie urządzenia zewnętrznego (jako że wzmacniacz może służyć także jako zewnętrzny bank zasilania) oraz dwupozycyjny przełącznik siły wzmocnienia i aktywator Bass-boost.

Niemniej inspirująca jak wygląd jest technologia. Wyposażony w mobilną wersję kości ES9018 od Sabre, czyli najlepszego DAC-ka na rynku, oferuje HA-2 dużą i dostrajaną do potrzeb słuchawek moc oraz aż 13 godzin pracy ciągłej. W dodatku dzięki technologii VOOC bateria ładuje się w zaledwie pół godziny (sic!) i jeszcze może służyć jako zasilacz dla zewnętrznych urządzeń. Na wyposażeniu są gumki, kable USB i line-in oraz przejściówka do ładowania prosto z gniazda sieciowego. Urządzenie obsługuje systemy Apple, Windows i Android, mając na to wszystkie stosowne certyfikaty. Potrafi posługiwać się plikami do gęstości 32-bit i z próbkowaniem do 384 kHz, a także plikami DSD – i to nawet poczwórnej prędkości 11 2896 MHz.

Zacznijmy od pierwszych zamkniętych słuchawek tej marki.

Zacznijmy od pierwszych zamkniętych słuchawek tej marki.

Potencjometr jest analogowy, wspierany przez cyfrowy układ wzmocnienia w samym przetworniku, a ścieżka sygnału wolna od przetwarzania DSP i zakłócana najwyżej ingerencją Bass-bustera po jego włączeniu.

Całość zapakowano starannie w eleganckie pudełko i wyceniono na 1795 PLN, a uzupełniające komplet słuchawki na 2385 PLN.

Odsłuch

Konstrukcja tak jak przystało na segmęt mobilny jest bardzo solidna i wytrzymała.

Konstrukcja tak jak przystało na segmęt mobilny jest bardzo solidna i wytrzymała.

   Słuchawki przenośne, wzmacniacz przenośny, to i sprzęt całościowo przenośny być musi. Podpiąłem przeto na początek OPPO PM-3 do jak najbardziej mobilnego Cowona Plenue i jąłem się raczyć.

OPPO PM-3 z Cowonem Plenue

Na wstępie uwaga techniczna: Cowon nie gra zaraz po włączeniu tak jak po kilkunastu minutach czy po godzinie, co bardzo wyraźnie słychać. Rozkręca się jak normalny klocek audio, toteż z oceną brzmienia zarówno jego samego jaki podpiętych mu nauszników należy się przez chwilę wstrzymywać. A potem rzecz przybiera następujący obraz:

Wielowarstwowe membrany OPPO posiadają szczególne predyspozycje do szczegółowego i dokładnego obrazowania. A przy tym ich dźwięk udanie okazuje się łączyć walory analityczne z muzycznymi. Szczegóły bardzo dobrze się eksponują, a jednocześnie nie dążą do dominacji, tylko prawidłowo siedzą w przekazie, jedynie go wzbogacając, a nie czyniąc analitycznym. Jeszcze się to poprawia z upływem czasu, bo, jak mówiłem, zaraz po uruchomieniu Cowon gra dużo poniżej dostępnego mu potencjału i dopiero po dłuższej chwili osiąga pełną sprawność, a wówczas jego dźwięk się pogłębia i staje prawdziwą muzyką. Wraz z tym najbardziej właśnie słuchawki OPPO okazują się zyskiwać, głównie z uwagi na swe wyjątkowe umiejętności analityczne. W porównaniu z nimi Grado SR-60, Audeze EL-8, a nawet uważane za także mające niepośledni talent analityczny Sony MDR-Z1000, grały ciemniej i pełniej, lepiej maskując chwilową zaraz po włączeniu słabszą predyspozycję Cowona, lecz w kontrze do tego z czasem, wraz z dochodzeniem przez odtwarzacz do pełni możliwości, to OPPO przedzierały się na czoło stawki, tworząc najbardziej popisowy spektakl. Bo oprócz analityczności wtopionej w muzykę popisywały się najbardziej do systemów wysokiej klasy zbliżonym obrazowaniem dynamicznym, różnorodnością dźwięków i wyczynami na skrajach pasma. W ramach tego ich soprany całkiem nie pozwalały myśleć o ograniczeniach, będąc jednocześnie obfitymi, znakomicie dźwięcznymi i bez śladu cech ujemnych.

Jakość jednak w ogóle na tym nie ucierpiała.

Jakość jednak w ogóle na tym nie ucierpiała.

Nie były wprawdzie tak obszerne przestrzennie jak u Audeze, ani też lekko ocieplone jak u Sony, ale bardzo naturalne w sposobie bycia, a przy tym niewymuszone. Nie pchały się, nie stanowiły krzykliwej dominanty, a jednocześnie wszędzie były obecne, spontaniczne i zawsze przyjemnie wzbogacając muzykę. Ujmowały dźwięcznością i wykończeniem, jakiego nie ma niejeden system za duże pieniądze.

Tego samego rodzaju przyjemność dawały partie basowe. Także bardzo obecne, ale nie oderwane, tylko swym własnym światem wzbogacające całościowy spektakl. Mocno akcentujące, z wyraźnie zaznaczoną akustyką bębnów a nie samym waleniem, z bardzo dobrą, eksponującą się rytmiką.

Wyraźne rozłożenie akcentów na osobne soprany, średnicę i basy w sensie trzech bardzo dobrze i różnorodnie składających się na całość popisów, było u OPPO spośród porównywanych zdecydowanie najbardziej widoczne, co pozwala je nazwać najbardziej podobnymi do stylu głośnikowego, gdzie za poszczególne zakresy odpowiadają osobne głośniki, co buduje lepszą całościowo dźwiękową budowlę. Teoretyzuje się wprawdzie, że najlepszy byłby jeden głośnik idealny obsługujący całe pasmo, ale ideały są raczej nie z tego świata, a w efekcie zdecydowana większość słuchawek, posiłkujących się właśnie pojedynczymi głośnikami, zostaje daleko w tyle za wielogłośnikowymi kolumnami.

Nie chcę przez to powiedzieć, że w związku z tym OPPO były zdecydowanie najlepsze, ale pod tym względem najbardziej popisowe były niewątpliwie, a do bliższego omówienia tej kwestii wrócę przy okazji recenzji słuchawek Audeze EL-8, która niebawem.

Kabelki (sztuk cztery w zestawie!) wydają się być całkiem wysokiej klasy.

Kabelki (sztuk cztery w zestawie!) wydają się być całkiem wysokiej klasy.

Od pozostałych grały także OPPO, jak już wspomniałem, nieco jaśniej, a przede wszystkim najbardziej przejrzyście. Przejrzystość to niewątpliwie ich drugie imię i w tej mierze także oferują popis. Medium w ich wydaniu całkowicie jest transparentne, nie zaznaczając swej obecności ani żadnym zgęszczeniem, ani brakiem przejrzystości, ani dotykiem ciepła. U nich środowisko po prostu znika, oddając całe pole dźwiękom. A dźwięki te, poza wymienioną już różnorodnością i właśnie zawieszeniem w przeźroczu, mają jeszcze jedną cechę dającą duży wkład do specyfiki tych słuchawek. Ta cecha to lekkie podbarwienie sopranami średnicy, czyniące ludzkie głosy wyraźniej artykułującymi, bardziej też transparentnymi i w odbiorze poczytywanymi jako bardziej młode i świeże. A jednocześnie bardziej wyodrębnionymi; tak samo jak bas i soprany. Krok czy dwa dalej w tym kierunku i mielibyśmy do czynienia z przekazem wyraźnie ukierunkowanym na analizę, ale tak na szczęście się nie dzieje. Kiedy Cowon był już rozgrzany, słuchanie z niego plików wysokiej gęstości za pośrednictwem OPPO PM-3 zdecydowanie najbliższe było treściwego realizmu z wzorca głośnikowego, dalekie natomiast od relaksu i uspokojonej koherencji pasma. Nie dawały takiego wypełnienia jak Audeze, ani takiej jak one spójności, za to bardziej były wielosmakowe, różnorodne i podekscytowane. Jaśniejsze, bardziej iskrzące i bardziej się dokądś śpieszące.

Odsłuch cd.

Popisowo wypada do tego ergonomia samych nausznic - niektóre pełnowymiarowe konstrukcje nie zapewniają takiego konfortu!

Popisowo wypada do tego ergonomia samych nausznic – niektóre pełnowymiarowe konstrukcje nie zapewniają takiego konfortu!

OPPO HA-2 i komputer

Teraz w jednym rozdziale spróbujemy pomieścić opis brzmienia samego wzmacniacza i dedykowanych mu słuchawek w towarzystwie ich bezpośredniej konkurencji. A OPPO HA-2 to nie tylko wzmacniacz, lecz także DAC, mający wspierać zarówno stacjonarne komputery, jak i wszystko co się rusza.

Z OPPO PM-3

Zacznijmy od słuchawek jemu dedykowanych, stanowiących niejako komplet. W tej aranżacji te same, grające przed chwilą z Cowonem przenośne OPPO, okazały się brzmieć głębiej, bardziej gładko i nieco ciemniej. Nie podkreślały już tak wyraźnie sopranowo średnicy, tylko brzmiały spójniej, bardziej tak jak przed chwilą z Cowonem Audeze. To sopranowe przebicie w tonach średnich wciąż w tle było jednak obecne, a wraz z nim – zwłaszcza przy gęstych plikach – każdy wokal świetnie na tle instrumentacji się eksponował, nie zlewając się z resztą i nie niknąc w dźwiękowym tłumie. Podobnie zresztą jak gitarowe akordy, klaskanie czy przeszkadzajki. W efekcie wspaniała Baba O’Riley The Who zabrzmiała naprawdę przekonująco, a Jennifer Rush przeszywała swoją miłosną pieśnią z pierwszych miejsc na dawnych listach przebojów. Znakomity był także rytm, doprawiany tutaj przez bluesa, w sensie większej gładkości i melodyjności. Mocniej zrośnięte ze średnicą tony wysokie i niskie wciąż mocno akcentowały swoje zakresy, a całość tym była lepsza, że z łatwością akceptowała nawet najsłabszy materiał plikowy, nie wybrzydzając na popularne mp-trójki. Brało się to oczywiście z tego złączenia płynności z wyraźnością; i szczerze mówiąc trudno o lepsze zestawienie dla odtwarzania słabych plików. Wysokiej klasy aparatura potrafi je jeszcze uprzestrzenniać, ale za to już trzeba zapłacić ze dwa razy tyle co za zestaw od OPPO minimum, albo sięgnąć po wyższy model proponowanych przez nich słuchawek, do którego zaraz dojdziemy. Ta druga opcja wyjdzie taniej, bo dopłata wyniesie dwa tysiące z małym ogonkiem, ale i tak fortepian w pełni był tutaj sobą, a orkiestra czy organy brzmiały potężnie i całkiem przestrzennie.

Z Audeze EL-8 Openback

Czas na przenośne kombo DAC/wzmacniacz HA-2.

Czas na przenośne kombo DAC/wzmacniacz HA-2.

Konkurencyjne Audeze ani trochę nie chciały zostać z tyłu i do wzmacniacza OPPO HA-2 okazały się pasować co najmniej nie gorzej. O ile – moim przynajmniej zdaniem – z Cowonem wypadły słabiej, to z przetwornikiem konkurencji ciut chyba nawet lepiej od dedykowanych mu własnej firmy słuchawek, a w każdym razie takie było pierwsze wrażenie. Zagrały także wyjątkowo przejrzyście, a jednocześnie swoim zwyczajem miały świetne wypełnienie i trójwymiarową obłość każdego dźwięku, a scenę głębszą. To wszystko bez wątpienia jako następstwo oferowania przez wzmacniacz większej od Cowona mocy, która jest tym Audeze bardzo potrzebna, ale także niewątpliwie skutkiem dopasowania – bezdyskusyjnie.

Nowym, przenośnym, pierwszym takim od Audeze słuchawkom, soprany często chowają się za średnicę, a całościowa przejrzystość nieco się traci. Tym razem jednak nic z tych rzeczy i pełny pod tymi względami popis, chociaż pod innym względem od OPPO PM-3 na pewno były słabsze. Na ich głębokiej scenie, a zwłaszcza właśnie w jej głębi, większy panował bałagan i dźwięki trochę tam na siebie wpadały zamiast kooperować, czego u OPPO całkiem nie było. O tym jednak pogadamy sobie szerzej w ich własnej recenzji, bo rzecz wymaga szerszego omówienia. Za to samo brzmienie bardziej było u nich nasycone i dociążone, a przejrzystość – o dziwo – tym razem wcale nie gorsza. Jedynie same wybrzmienia nie tak dobrze jak u OPPO były artykułowane – tak starannie do końca wypowiadane i w swej sekwencji czasowej niezaburzone, a resztą czarowały bardziej. Trzeba jednak przyznać, że to zaburzenie sceniczne i zaburzone brzmienia wraz z upływem odsłuchowych minut coraz bardziej zaczęły mnie irytować i tęsknić jąłem do OPPO.

Z Sony MDR-Z1000

Te wycofane dawno temu z produkcji Sony wiele swego czasu narobiły szumu i poczytywane były za coś naprawdę wartościowego, a nawet wyjątkowego. Nie bez racji, bo mają mocne atuty. Źródła dźwięku czynią większymi niż OPPO i Audeze, a brzmienie dają cieplejsze, aksamitne i jak aksamit z meszkiem, a zarazem z włosem biegnące, czyli gładkie. Nasycone przy tym, głębokie, z dobrym oddechem i mocą.

Ogromne wrażene robi szczupła sylwetka tego małego grajka.

Ogromne wrażene robi szczupła sylwetka tego małego grajka.

Znakomicie te Sony eksponowały perkusję, natomiast bardzo nieznacznie cofały średnicę, która mimo cofnięcia bardzo była ładna i zajmująca, a soprany miały analogiczne do OPPO, czyli bardzo dobre. Dobre też wypełnienie, a zakłócenia, o których mówiłem punktując Audeze, też u nich były obecne ale mniejsze. Nieco tam na scenie było bałaganu i nie do końca poprawna artykulacja, ale to tak na tle najlepszych słuchawek za grube tysiące, a nie w oderwanym słuchaniu kogoś, kogo badanie jakości słuchawkowego dźwięku nie jest zawodowym zajęciem. Trzeba być dobrze osłuchanym i z najlepszymi słuchawkami obytym, by zwrócić na to uwagę i mieć to za wadę.

Ale nie to lekkie bałaganienie największym u nich jest mankamentem, jako że to sama scena a nie porządek na niej okazuje się ich najsłabszą stroną. Pod względem scenicznej głębi nie dorównywały ani OPPO, ani Audeze – i daleko było do tego. Za płaska, bez głębi, bez planów, a w efekcie bez przestrzennego czaru była ta scena od Sony, a holografii nie było tam nawet na lekarstwo. Szkoda, bo poza tym słuchawki są, czy raczej były, bardzo udane i o świetnych parametrach technicznych. Z za dużą jednak skazą reprodukcyjną w postaci tego scenicznego sprasowania, by móc je polecać. Ewentualnie tylko tym, dla których scena nie ma znaczenia i liczą się jedynie dźwięki.

Odsłuch cd.

Jak na takiego mikrusa całkiem dobrze pradstawia się jego funkcjonalność.

Jak na takiego mikrusa całkiem dobrze pradstawia się jego funkcjonalność.

Z OPPO PM-2

   Na koniec sięgnąłem po słuchawki stricte high-endowe, pochodzące także od OPPO i też nadające się na ulicę. A moment tego sięgnięcia okazał się przełomowy.

Przyznam z ręką na sercu, że takiego jakościowego skoku w górę nie oczekiwałem. Zaraz po Sony było to jak wejście z przedsionka do muzycznej świątyni. Przestrzeń otwarła się ogromem, dźwięki natychmiast oczyściły z wszelkich niedoskonałości, a przyrost całościowego bogactwa był w pierwszej chwili porażający. Akurat słuchałem przerwanego utworu symfonicznego z partią chóralną – i po zwolnieniu pauzy aż mnie zatkało. Kaskada nakładających się dźwięków runęła obfitością harmonik, których przed chwilą w tym samym utworze dosłownie nie było, tak były posklejane. Składała się na to harmoniczne otwarcie zarówno większa, mająca dobitną głębię sama przestrzeń, jak i złożoność całego brzmienia. Dla lepszego uświadomienia sobie co się dzieje, puściłem zaraz potem fortepian solo – i znów zostałem porażony bogactwem przyrostu. Inny świat, nie da się ukryć. Te duże OPPO to krótka ścieżka na Olimp i jaka zarazem szkoda, że nie są u nas tak tanie jak w Stanach. Żadne słuchawki typu Beyerdynamic T90 czy AKG K550 nie stanowią dla nich konkurencji i nawet się nie umywają. Topowe OPPO pozostają na samej górze w słuchawkowej ekstralidze i gdy je odpowiednio napędzać, potrafią zaginać nawet flagowce najbardziej znanych marek. Dużo temu zagadnieniu poświęciłem czasu i wiem co mówię. A przenośny DAC/wzmacniacz własnej firmy pasował do nich brawurowo i aż sam sobie bilem brawo, że mam profesję pozwalającą słuchać tego w ramach zawodowych zajęć. W szczegóły porównawcze nie będę wchodził, bo szkoda kopać leżących. Wszystko miały lepsze od opisanych poprzednio co najmniej o klasę – i kończ waść, wstydu oszczędź.

Ufff, znowu mnie poniosło. Może inni nie odbierają jakościowych różnic tak boleśnie, ale sam jestem na nie przewrażliwiony i biją we mnie jak kijem. Nie umiem się oprzeć lepszości ani powściągać języka. Nie chcę zarazem powtarzać w tym miejscu tyrady o stopniowaniu jakościowej wyższości w sensie subiektywnym i obiektywnym. Siląc się na obiektywizm, różnica pomiędzy OPPO PM-3 i Audeze EL-8 względem OPPO PM-2 nie musi być uważana za dużą, choć nie za bardzo wiem, jakie taka rzekoma obiektywność miałaby mieć kryteria. Ale umówmy się – te różnice można uważać za niezbyt wielkie. Wszakże sam, czysto subiektywnie, w emocjach i odruchowo, podczas opisywanych tu odsłuchów zostałem tą różnicą porażony i nic na to nie poradzę.

No a jak radzi sobie omawiany zestaw?

No a jak radzi sobie omawiany zestaw?

Co do samego wzmacniacza. To niewątpliwie udany wyrób, znakomity pod względem wyglądu i przynoszący dużą przyjemność podczas słuchania. W sensie samego brzmienia oferujący nie tylko sporą moc i długi czas pracy na bateriach, ale także wysoką kulturę muzyczną wraz z poprawą spójności i elegancji dźwiękowej. A wszystko to na bazie świetnej szczegółowości i doskonałej artykulacji, które wraz z popisową przejrzystością są specjałami firmowymi brzmienia od OPPO.

OPPO PM-3 ze smartfonem

By uzupełnić obraz możliwości przenośnych OPPO PM-3, posłuchałem także jak grają prosto ze smartfona, a konkretnie z Sony Xperia Z2. Z plikami FLAC zaskakująco przyzwoicie to wyszło. Zagrało całkiem głębokim i sporo satysfakcji dającym dźwiękiem. Średni zakres był wprawdzie nieco mniej nasycony i barwny niż Cowonem, a jeszcze bardziej wzmacniaczem HA-2, ale pozostający w świecie muzycznym, a nie jakiegoś muzyki udawania. Naturalność głosów, dynamika i głębia brzmienia były na dobrą notę i słuchać było można całkiem w emocjach przeżywając muzykę.

Tak więc sam smartfon – fakt, jeden z dźwiękowo najlepszych – jest zupełnie wystarczającym źródłem i jednocześnie wzmacniaczem dla tych słuchawek. Nie będą to oczywiście żadne uczty, czy audniofilskie popisy, ale zarazem  coś znacznie więcej niż tylko żałosne namiastki. Rzecz jasna smartfon wspierany przez OPPO HA-2 daje o wiele więcej, ale też odpowiednio do tego więcej kosztuje.

OPPO PM-3 ze stacjonarnym wzmacniaczem

Na koniec posłuchałem chwilę, jak grają tytułowe OPPO z dobrym stacjonarnym wzmacniaczem i takim samym przetwornikiem, bo przecież ich właściciel niekoniecznie musi używać ich wyłącznie ze sprzętem przenośnym.

Podpiąłem je zatem do Lebena CS300F, biorącego sygnał od Phasemation HD-7A192, połączonego z komputerem kablem USB ifi Gemini z iPurifierem.

Tak, jak to OPPO w ostanim czasie - świetna jakość pod każdym względem, a cena więcej niż konkurencyjna. Gorąco polecamy!

Tak, jak to OPPO w ostanim czasie – świetna jakość pod każdym względem, a cena więcej niż konkurencyjna. Gorąco polecamy!

To nie zagrało aż na poziomie OPPO PM-2 z OPPO HA-2, co dowodzi, że pewnych ograniczeń u słuchawek przeskakiwać za pomocą wzmacniacza się nie da, ale że niewiele do tego zabrakło, to fakt. Nie było aż takiej złożoności brzmienia, lecz było naprawdę na dużym plusie. Z głębokim wejściem w nagranie; w jego intymne warstwy, do których popularny sprzęt nie dociera. Do pełni szczęścia względem wyższego modelu zabrakło tak elegancko i mocno wyrażonej średnicy, czaru wypełnienia, a także płynącej wraz z nim muzycznej sytości, mieszającej się u najlepszych słuchawek z dobrze wyrażonymi scenicznymi planami i szeroką gamą odcieni, wibracji, wybrzmień oraz uczuć towarzyszących podziwianiu piękna. Mniej było konkretności, mniej artystyczności i mniej zjawiskowych doznań – a u podłoża tego ruch strun nie tak dokładnie opowiedziany i nie tak misternie w różnorodną całość złożony. Lecz niezależnie od tego było to granie wysokiego poziomu. Nie tego wprawdzie reprezentowanego przez flagowce ligi pięciu tysięcy, ale już wyraźnie ku temu zmierzającego. Nie tak głęboko, mniej dostojnie i poetycko, ale też super szczegółowo, super wyraźnie i z wdziękiem. Trochę jak na najwyższe standardy za bardzo technicznie, bez przywołanej w recenzji AKG K1000 poetyki najwyższego poziomu, ani tak perfekcyjnie poukładanej całości, ale w końcu pomiędzy PM-2 a PM-3 jest duża różnica cenowa, jeszcze większa gdy zważyć, że te pierwsze i tak są potanioną, skromniejszą pod względem wykończenia wersją PM-1.

OPPO_PM2_HA_2_016_HiFiPhiolosophyOPPO_PM2_HA_2_017_HiFiPhiolosophyOPPO_PM2_HA_2_019_HiFiPhiolosophy

Podsumowanie

OPPO_PM2_HA_2_009_HiFiPhiolosophy   Podsumowania muszą być dwa; osobne dla słuchawek i wzmacniacza. Zaczęliśmy od słuchawek, konsekwentnie więc i tutaj niech pozostaną pierwsze.

OPPO PM-3 to tańsza, uskromniona wersja PM-2, co dobrze słychać i dobrze też widać. Ale że słuchawki będące ich pierwowzorem należą do ścisłej elity rynku i nie zawaham się napisać, że mogą konkurować z takimi tuzami jak Ultrasone Edition5 czy McIntosh MHP1000, to nawet ich skromniejsza wersja PM-3 ma dużo do zaoferowania. Przede wszystkim świetną artykulację i popisową przejrzystość. A jak artykulację, to i szczegółowość, bo te przymioty zawsze chodzą w parze, jako że z tego samego źródła się biorą. W tym wypadku z wyjątkowo precyzyjnie napędzanej membrany o siedmiu warstwach, nie tak wprawdzie dużej jak u wzorca, ale też akcelerowanej przez obustronne magnesy neodymowe z innowacyjnych cewek. W efekcie pasmo znakomicie zostaje rozciągnięte, a na całym jego obszarze panuje ład i czystość głosów. Nie tak nasyconych i głębokich jak u PM-2, ale wystarczająco popisowych by dać odpór bezpośredniej konkurencji i nękać ją równocześnie tą lepszą artykulacją. Brzmienie PM-3 jest czymś więcej niż tylko bardzo dużą poprawnością osadzoną w popisowej przejrzystości. Zarazem nie jest pod względem samej dźwiękowej treści i harmonicznych umiejętności aż na poziomie stricte artystycznym. Daje już tego wyraźne namiastki, ale jeszcze się z pełnią artyzmu nie utożsamia. Wszystko zatem się zgadza i cena stanowi obraz faktycznego stanu rzeczy. Są wprawdzie na rynku słuchawki potrafiące grać głębiej i masywniej za mniejsze pieniądze – atakujące zatem wyżyny od innej strony – ale nie są zarazem tak dokładne i tak przejrzyste jak mniejsze OPPO. A co się woli, to już nie moja sprawa. Każdy sam musi zadecydować, samego siebie pytając.

Zapomniałem napisać powyżej, że OPPO PM-3 to także popis wygody i ładny wygląd w oparciu o dobre surowce. Ale przypomniał mi o tym wzmacniacz HA-2, którego wygląd i baza surowcowa to już prawdziwy majstersztyk. Niełatwo pod tymi względami byłoby go ulepszyć, nawet gdyby miał kosztować o wiele więcej. Wygląd ma luksusowy w sensie całkowicie dosłownym, a obsługuje się go także w samych superlatywach, bo te wszystkie przełączniki, guziczki i pokrętło potencjometru pracują perfekcyjnie.

Zdarzają się jednak wcale często przedmioty użytku domowego, których kapitalna prezencja nie idzie w parze z pełną satysfakcją użytkowania. Coś nawala, coś jest poniżej poziomu oczekiwań. Tym razem na szczęście tak nie jest. Wygląd wzmacniacza odpowiada jego użytkowym walorom. Nie aspiruje wprawdzie do konkurowania z drogimi urządzeniami stacjonarnymi, a mimo to wraz ze słuchawkami OPPO PM-2 pozwolił przy komputerze zaznać grania już całkiem w wirtuozowskim a nie tylko poprawnym wydaniu. Nie chcę przesadzać z pochwałami, ale naprawdę dobrze to grało i słuchając nie miałem żadnych zastrzeżeń, a nie jest to u mnie sytuacja częsta. Coś oczywiście zawsze można wytknąć, ale nic się tym razem nie pojawiło takiego, co by zaraz zwracało uwagę, co by się samo odzywało szkaradą. A skoro tak, to było naprawdę dobrze i nie ma co marudzić. Da się lepiej, ale inna gotówka musi wówczas zostać na stół wyłożona, a pod względem wyglądu i przyjemności użytkowania lepiej już prawie się nie da. Sam w każdym razie nie napotkałem przykładu.

 

W punktach:

OPPO PM-3

Zalety

  • Wyjątkowa przejrzystość medium.
  • Wyjątkowo staranna artykulacja.
  • Pełne rozciągnięcie pasma.
  • Przy dobrej akceleracji, już z dobrym odtwarzaczem plikowym, dają spektakl pokrewny brzmieniową złożonością systemom głośnikowym.
  • Dobre wyważenie pomiędzy analitycznością a muzykalnością.
  • Dobrze napędzane podniosą jakościowo słaby materiał plikowy.
  • Obfite a niemęczące soprany, dobrze spojone z pasmem.
  • Solidny, akustyczny bas.
  • Świeże, młodo brzmiące wokale.
  • Przenikanie w głębokie warstwy muzyki.
  • Lekkie.
  • Wygodne.
  • Łatwe do napędzenia.
  • Ładnie wyglądają.
  • Innowacyjne przetworniki.
  • Potrafią grać głośno bez zniekształceń.
  • Szerokie pasmo przenoszenia.
  • Cztery kable na wyposażeniu.
  • Etui przenośne.
  • Mający krótką historię ale już uznany producent.
  • Dedykowany wzmacniacz.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Za podobne pieniądze możemy dostać słuchawki grające masywniejszym i głębszym dźwiękiem.
  • Szkoda, że nie są tak tanie jak w USA.

 

OPPO HA-2

Zalety

  • Dobry dźwięk, pozbawiony widocznych mankamentów, a za to spójny, gęsty, ze światłocieniem i gładki.
  • Z OPPO PM-3 gra bardzo dobrze, a z PM-2, to już naprawdę.
  • Spora moc dystrybuowana w dwóch zakresach.
  • Znakomita bateria, ładowana w pół godziny i grająca przez trzynaście.
  • Najlepszy na rynku DAC od Sabre.
  • Może być bankiem energii dla innych urządzeń.
  • Luksusowy wygląd i wykończenie.
  • Super się obsługuje.
  • Dobry stosunek jakości do ceny.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Brak gniazda duży jack, wynikający z cienkości korpusu.

 Sprzęt do testu dostarczyła firma:

logo

 

 

 

 

Strona producenta:

oppoLogo

 

 

 

Dane techniczne:

OPPO PM-3

  • Słuchawki o konstrukcji zamkniętej, wokółusznej.
  • Przetworniki ortodynamiczne z magnesami neodymowymi.
  • Średnica membrany: 55 mm.
  • Pasno przenoszenia: 10 Hz – 50 kHz.
  • Impedancjaa:  26 Ohm
  • Czułość: 102 dB Clamping Pressure 5 N
  • Kable: 3 m i 3 x 1.2 m .
  • Waga:  320 g.
  • Masymalna moc wejściowa: 500 mW ciągła; 2 W chwilowa.
  • Cena: 2385 PLN.

 

OPPO HA-2:

  • Wymiary: 68 x 157 x 12 mm.
  • Waga:  175 g.
  • Pasmo przenoszenia:  20 Hz – 200 kHz.
  • Poziom sygnału wejściowego: 1Vrms.
  • Poziom sygnału wyjścia liniowego: 1Vrms @ 0 dBFS.
  • Rekomendowana impedancja słuchawek: 16 Ohm – 300 Ohm.
  • Maksymalna moc wyjścia słuchawkowego:  300 mW przy 16 Ohm,
  • Złącza wyjściowe: jack 3.5mm, liniowe stereo jack 3,5 mm.
  • Analogowe złącza wejściowe: stereo jack 3.5mm.
  • Cyfrowe złącza wejściowe: USB A dla iPod/iPhone/iPad, USB micro-B dla smartfonów z funkcją USB OTG oraz komputerów PC / MAC.
  • DAC: ESS Sabre32 Reference ES9018-2M.
  • Częstotliwości próbkowania PCM: 44.1 kHz – 384 kHz, 16/24/32 bit.
  • Częstotliwości próbkowania DSD: 2.8224 MHz (DSD64), 5.6448 MHz (DSD128),11.2896 MHz (DSD256, tylko tryb natywny).
  • Bateria: Akumulator litowo-polimerowy o pojemności 3000 mAh.
  • Czas pracy urządzenia na baterii: około 13 godzin dla muzyki odtwarzanej ze źródła analogowego; około 7 godzin dla muzyki odtwarzanej ze źródła cyfrowego poprzez USB.
  • Całkowity czas ładowania baterii: 1 godzina 20 minut.
  • Cena: 1795 PLN.

 

System:

  • Źródła: PC, Cowon Plenue, Sony Xperia Z2.
  • Przetworniki: OPPO HA-2, Phasemation HD-7A192.
  • Kabel USB: ifi Gemini z iPurifier.
  • Interkonekt: Sulek Audio RCA.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: Leben CS-300F, OPPO HA-2.
  • Słuchawki: Audeze EL-8 Openback, Grado SR60, OPPO HA-2, OPPO HA-3, Sennheiser HD 800 (kabel FAW Noir Hybrid), Sony MDR-Z1000.
  • Listwa sieciowa: IsoTek EVO3 Sirius.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

48 komentarzy w “Recenzja: OPPO PM-3 i OPPO HA-2

  1. MIROSLAW FRACKOWIAK pisze:

    Sluchawki tej firmy odsluchiwalem,dla osob ktore nie nastawiaja sie na czysty audiofilizm i wielkie melomanskie oczekiwania to byly najlepsze sluchawki jakie sluchalem,tak sa zeskie i promieniujace z wspanialym basem ze lepszych w tej cenie nie slyszalem.
    Maja zalete ze mozemy je odsuchiwac z profesjonalnym wzm tej firmy specjalne dopasowanych do nich jak i podlaczajac do przenosnych grajkow,teraz jak widac przenosny HA2, widac ze firma ta idzie za ciosem i to w dobrym kierunku.
    Wybierajac przenosne sluchwki to bylby pierwsze na ktore bym sie zdecydowal i to ten model ktory tu Piotr akurat opisuje czyli OPPO PM3+HA2

  2. Jarek pisze:

    Piotrze,

    naprawdę uważasz, że Oppo mogą konkurować z Ultrasone Edition 5 Ltd.???

    1. Piotr Ryka pisze:

      Naprawdę tak uważam. Przy czym trzeba wziąć pod uwagę pewne uwarunkowania. OPPO nie budują takiej sceny. Większości ludzi mniej się też podobają, bo nie są tak na pierwszy rzut ucha spektakularne – nie tylko poprzez tą słabszą scenę, ale także z uwagi na mniejsze pogłębianie dźwięku. (Od pogłębiania najlepszym specjalistą są McIntosh MHP1000.) Nie dają też tak rozbudowanej akustyki – a mówiąc ogólnie, są pozbawione upiększeń. Są za to trzeźwe, naturalistyczne i całkowicie pozbawione zniekształceń. Nie dodają od siebie, tylko przedstawiają nagrania jakimi są. Ale – uwaga! – ze względu na ten brak zniekształceń i upiększania słabe płyty są w ich wykonaniu wyjątkowo łatwe w odbiorze. Kiedy takich słuchać na OPPO, a potem użyć HD 800 albo T1 czy Fostexów, okaże się, że te uznane flagowce są wrzaskliwe i nienaturalne. Dlaczego? Bo podbijają soprany i sztucznie usiłują pogłębiać.

      Ultrasone E5 są na pewno bardziej spektakularne i niezwykle melodyjne, ale zarazem nieco sztucznie dźwięk pogłębiające. OPPO są zaś jak chleb powszedni. Ale taki naprawdę świetny. By uczynić je spektakularnymi, potrzeba lepszego wzmacniacza. E5 czarują już z przeciętnym, OPPO dopiero z bardzo dobrym, albo szczególnie pasującym.

      1. Jarek pisze:

        no to mi „szczena” opadła i chyba się pochlastam 🙁
        Nie sądziłem, że Oppo mogą tak zagrać.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Bez przesadyzmu, spokojnie. I tak wolałbym E5. Ale OPPO trzeba oddać sprawiedliwość. Po pierwszym z nimi kontakcie, czyli recenzji PM-1, byłem niezbyt usatysfakcjonowany, bo brakowało góry pasma. Ale je poprawili i teraz są perfect. W swoim stylu, ale naprawdę wybitne.

  3. Jarek pisze:

    Piotrze,

    Co masz na myśli, że „poprawili” PM-1 ?
    Są różne wersje tych słuchawek?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak, i napisałem o tym w recenzji PM-2. Poprawiono – i to zdecydowanie – soprany. Niestety nie miałem okazji porównywać PM-2 z PM-1 z najnowszej produkcji, tak więc nie wiem czy brzmieniowo się różnią. Wprowadzone na rynek później od lidera PM-2 od pierwszych egzemplarzy były już poprawione, a PM-1 miały sopranowy falstart, ale już są podobno w porządku.

  4. Stefan pisze:

    Muszę tych PM-1 lub 2 posłuchać, na razie miałem okazję tylko z PM-3, trochę płytkie dla mnie jeżeli chodzi o wygodę,
    jeżeli chodzi o dźwięk to takie bardzo równe mi się wydawały, niestety słuchałem tylko z P1, więc nie wiem na co je stać.
    Może uda się dotrzeć na majówkę, może będą mieli, podobno ma być też HE-1000:)

  5. Lord Rayden pisze:

    Jestem od kilku dni posiadaczem używek PM-3. Zadowolenie ogromne. Większe niż po zakupie ATH MSR7 czy kiedyś ulubionych Momentum. Cene miałem znacznie rozsądniejszą niż sklepową.

    Dźwięk na AK120 rozdzielczy i równy, sopranów nie brakuje. Jest melodyjność , poza tym można słuchać ciszej i nic sie nie traci. Wygoda spora, trzymają się głowy, nie spadają. Konstrukcyjne solidne. Kable mogły by być lepsze ale stosuję i tak zrobiony dla mnie kabelek SWS Audio (od Fatso z forum Mp3store). Może jeszcze wypróbuję srebrny kabel lub hybrydę.
    PM-3 nie zawodzą też z zestawem stacjonarnym DacMagicPlus i FCL II .

  6. janko_muzykant pisze:

    Panie Piotrze, z jakim wzmacniaczem stacjonarnym najlepiej słuchać PM-3? Przenośny już mam, HA-2.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę, że Rapture będzie OK. I nie jest drogi. Tylko trzeba się nie bać niewielkiej manufaktury.

      1. janko_muzykant pisze:

        Dziękuję bardzo, właśnie o nim myślałem w pierwszej kolejności 🙂 Pozdrawiam.

  7. Bartek pisze:

    Bardzo ciekawa i wyczerpująca recenzja! Ja ze swojej strony jestem bardzo ciekaw, jak w porównaniu z Oppo PM-3 wypadają słuchawki Denon AH-MM400 oraz PSB SPEAKERS M4U 2. Tych pierwszych słuchałem z Tidal Hi-Fi na iPhone 6 i brzmiało to moim zdaniem całkiem nieźle. Szukam wysokiej klasy słuchawek przenośnych, rozważam też zakup Oppo HA-2. Źródłem będzie wspomniany Tidal na iPhone. Nie mogę się zdecydować, które słuchawki wybrać. Trudno o ich bezpośrednie porównanie (są oferowane w różnych sklepach).

    1. Riki pisze:

      Denon i wspomniane PSB to dobre słuchawki . Jednak OPPO jest znacznie , znacznie lepsze pod każdym względem . Zobacz Bang Olufsen H6 -świetne słuchawki . Tu faktycznie jest duży problem Oppo PM 3 czy Bang Olufsen .Bang Olufsen leciutkie jak piórko , wygodne , super wykonanie i grają bardzo dobrze . Oppo cięższe , wygodne i grają jednak ciut lepiej . Ale droższe znacznie . Bangi w swojej cenie kompletnie bez konkurencji . Ja zdecydowałem się na Oppo . Po podłączeniu do dodatkowego wzmacniacza obłędne . Do iphona to chyba Bangi wygodniejsze .Zobacz jeszcze Sennheiser Momentum – bardzo dobre słuchawki / tylko wersja wokółuszna .Nie nauszna – te są znacznie gorsze .
      Cena świetna , grają wyśmienicie – są dwie wersje 1 i 2 / słuchałem 1 .Podobno 2 jeszcze lepsza .
      W tej cenie do tysiąca wymiatają .
      Jeszcze jest Master Dynamic MH 40 – też bardzo , bardzo dobre .Jeśli ich wygląd ci podpasuje to warte uwagi . Wykonanie topowe -pancerne . Jako przenośnie wybrałbym Bangi / stacjonarne Oppo .Pozdrawiam

    2. AAAFNRAA pisze:

      W jakim formacie Tidal odtwarza muzykę na iPhonie? Skoro słuchałeś Hi-Fi to musiał być format flac. iPhone natywnie nie odtwarza flac. A AAC na Tidal to 320 kbps.

    3. arturm pisze:

      Nie wiem jak inne, ale PSB SPEAKERS M4U 2 są zdecydowanie przereklamowane i nie warte ceny 1600 zł. Najbardziej mnie razi spora kompresja dźwięku i jego ogólne „zamulenie” przy wyższych głośnościach.
      Uszy się gotują 🙂

  8. Grzegorz pisze:

    Witam, Panie Piotrze w podsumowaniu PM-3 napisał Pan w minusach, że „Za podobne pieniądze możemy dostać słuchawki grające masywniejszym i głębszym dźwiękiem.”

    Jakie słuchawki miał Pan na myśli?

  9. Piotr Ryka pisze:

    Meze.

  10. Konrad pisze:

    Panie Piotrze proszę o pomoc. Posiadam oppo pm3 z fiio x5 na ifi ican nano. Czy warto dopłacić do wzmacniacza oppo ha2

    1. PIotr Ryka pisze:

      Raczej nie, chociaż znam osoby zadowolone z tego wzmacniacza. Natomiast między OPPO PM-3 a PM-2 jest duża różnica. Tyle że „dwójka” mniej się nadaje do zastosowań przenośnych.

  11. Rafal pisze:

    Panie Piotrze, dzieki za swietna robote(jak zwykle zreszta)!
    Nie ukrywam, ze zaostrzyl mi Pan apetyt na Oppo2 i wlasciwie nie mam juz zadnych watpliwosci, ze wlasnie takie sluchawki kupie wkrotce ale jedna rzecz nie daje mi spokoju a mianowicie, jak to jest z ich trwaloscia? Sluchawki planarne nadal sa dla wiekszosci z nas nowoscia, o ich potencjale muzycznym mozna znalezc sporo informacji ale o trwalosci prawie nic.
    Z gory dziekuje i goraco pozdrawiam.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Jako całościowa konstrukcja słuchawki planarne na pewno nie ustępują dynamicznym i elektrostatycznym. Pochodzące z lat 70-tych planarne Yamahy grają do dzisiaj.

  12. Introverder pisze:

    A jak te słuchawki – Oppo PM-3 zabrzmią z Aune X1S (podłączony do kompa przez USB Wireworldem „Starlight 7” USB 2.0) – dobrze, źle, średnio?

    I np. jak z Ak Juniorem (posiadam), tudzież the bit opusem 1, który to ostatni może też nabędę za jakiś czas.

    W przyszłości może kupię też Aune S6 integrę.

  13. Introverder pisze:

    P.S. Szukam zamkniętych słuchawek, jako uzupełnienie do HE400S (używam ich z FAW „Hybrid Series HPC”) w cenie do pi razy ok. 2 tys.

  14. Introverder pisze:

    Wymagania:

    – brzmienie jakościowo co najmniej takie jak HE400S (używam z FAW „Hybrid Series HPC” obecnie),
    – zamknięte z dobrą izolacją od otoczenia,

    – wygodne, by uszy się nie gniotły czy okulary (i możliwie też nie pociły za bardzo),

    – nie groziło im pęknięcie pałąku i były wykonane naprawdę solidnie,

    – grały dobrze np. z

    1) X1S (podłączonym do kompa (przez Wireworld „Starlight 7” USB 2.0) czy do konsoli (przez AQ kabel optyczny 1,5m z serii cynamonowej),
    2)z AK Jr,
    3) the bit opus 1 (te dwa pierwsze posiadam, o bicie opusie 1 myślę czy ew. o Aune S6 w jakimś dłuższym czasie..).

    1. PIotr Ryka pisze:

      Już je dziś komuś poradziłem – kup Fostex TH610.

      1. Introverder pisze:

        Słuchałem wczoraj Oppo PM-3, Sonorousy „6”, Denon AH-D7200.

        Najbardziej z tej trójki podeszły mi zdecydowanie Sonorousy „6” – podoba mi się ich szersza scena, w sensie z większą separacją, odpowiednia dynamika, pewna muzykalność, dobrze brzmiące wokale, dół myślę, że dociążony odpowiednio i uniwersalnie..

        Sonorousy „6” mam u siebie na 2 dni na testy.

        Fostexy TH610 może uda mi się załatwić na odsłuch (nie słyszałem ich, a jak one brzmią na tle np. wskazanych powyżej słuchawek?), mogłyby mi spasować czy raczej nie?..

        Z X1S „6-ki” brzmią nieco ostro, ale chyba kwestia przyzwyczajenia.

        1. Introverder pisze:

          W Sonorousach mi się nie podoba to że zajmują sporo miejsca (są nieskładane), sposób wkładania wtyków (dodatkowo pewnie sprawia to spore trudności przy recablingu i konieczność wymiany gniazd?..), ale nie ma róży bez kolców może, no i komfort noszenia znośny acz nieperfekcyjny zdecydowanie, no i może przyzwyczajam się do nieco ostrej góry.

          1. PIotr Ryka pisze:

            TH610 są dość podobne do Sonorous. Ale jeżeli Sonorous się podobają, czemu się absolutnie nie dziwię, to też mogę je z czystym sumieniem polecić. Są odrobinę pikantniejsze, ale jeżeli zgrywają się z torem, to być może zaoferują od Fosteksów więcej.

      2. Introverder pisze:

        Dzięki za odpowiedź Piotrze i cenne wskazówki.

        Właśnie dobrze, że te Sonorousy „6-tki” mam na 2 dni – do dzisiaj (bo już po północy). Nadal wydają się ostre, choć teraz to raczej bardziej bym określił je pikantnymi może, mniej to kłuje, choć jeszcze trochę nazwijmy to „boli” w cudzysłowie, bo nie boli, a boli odczucie dźwięku trochę.. Widać, że może idealnie współgrają z delikatnie ciepłymi źródłami może.

        Za to podrywają mnie z miejsca swoją prezentacją dźwięku. Może jeszcze parę dni i nie będę odbierał tego jako zbyt ostre (?)..

        1. Introverder pisze:

          P.S. Czuję, że jakby może ociupinkę było łagodniej, to by było idealnie. Może należy liczyć, że jeśli nie kłuje w uszy, że ucho się powiedzmy zaadoptuje.

          Bo inne słuchane słuchawki – no cóż, nie pasowały mi ze swoją prezentacją dźwięku, która w Senorousach 6 jest:

          ciekawa, dynamiczna, chyba po jasnej stronie, z ładnymi wokalami, powietrzem, taka z werwą, ładnie dyktowane jest tempo, rytm, tworzony klimat też, dźwięk czasem ładnie też wybrzmiewa, ładne są przejścia, co ma związek z dynamiką – na pewno nie są nudne i w pewien sposób swoją prezentacją angażują, bo nie są to słuchawki w stylu – wszystko jest do bólu równo i przewidywalnie i sztywno jak garnitur z krawatem – elegancko, ale uwierająco i nie do funu. Tu można nawet chcieć tańczyć do danego utworu.. Czuje się tę muzykę – Coldplay np. b. fajnie brzmi, myślę, że np. soundtrack ze Star Wars czy z Twin Peaks np. też, ale i np. Arch Enemy, a więc słuchawki dosyć roundoverowe.. To co wiadomo trochę przeszkadza, to że się czuje troszkę słuchawki i że ze względu na małe nauszniki uszy są troszkę cieplejsze, choć ucisku raczej nie czuję, a to istotne. Mechanizm wtyków jest wg mnie niepotrzebny bo łatwiej tak urwać kabel.

          1. Introverder pisze:

            Przy nich HE400S to „miśki uszatki” chyba :/, które góry mają naprawdę niewiele, czuję, że za mało. Do tego od momentu słuchania Sonorousów „6” wydają mi się mieć mało życia (b. mało góry) i być płaskie, obłe zbyt, jakoś wydają mi się takie szare i nieciekawe – grać na jedno kopyto, dynamiki też mają mniej i życia. Do tej pory mi się nawet podobały, ale teraz widzę, że jednak to nie to zdecydowanie.. Ot tak grają, ale nie ma w tym wyrazu trochę. Są dobre myślę do wolnych, refleksyjnych kawałków, czy jak się jest zmęczonym. No i HE400S to chyba z klasę co najmniej niżej brzmienie.

            Miałem jeszcze posłuchać „Audeze EL-8 Closed-Back”, ale może sobie odpuszczę, zwł. że mają je tylko w jednym sklepie muzycznym, do którego nie lubię chodzić..

          2. Introverder pisze:

            He400S używam teraz na FAW „Hybrid Series HPC”.

            Pojęcie zresztą gra „dobrze”, „słabo” zdaję sobie sprawę, że jest b. względne. Teraz tak piszę bo zmienił mi się punkt odniesienia może.. Bo może to nie jest złe brzmienie, ale mnie już nie rusza :/. I tak to chyba jest przy zmianie może sprzętu na lepszy :/, że tamten w ogóle już nie brzmi dobrze..

          3. Introverder pisze:

            Ale HE400S zatrzymam myślę, bo jakoś lubię chomikować czasem rzeczy :). Jak może będę zmęczony, zbyt zmęczony na Sonorousy 6, to wtedy HE400S na uszy i już (albo do filmu np. ) ;). No może jeszcze Fostexy 610 jutro uda mi się posłuchać, a jak gość się nie spisze i ich mi nie sprowadził, to nie wiem czy będzie mi się chciało czekać i dalej testować ;).

            Sonorousy „6” mogę wyrwać za 2400 w tej chwili chyba.

        2. Introverder pisze:

          Może troszkę uwierają – troszkę o krawędź nausznicy się ugniata małżowina (troszkę grzejąc jak wiadomo), ale liczę, że to do przeżycia i może odpowiednie ułożenie pomaga – bólu póki co nie czuję.. No i że się nie składają a kąt obrotu mają mały (kiepski patent na wtyki wspominany).

          1. Introverder pisze:

            I poprawka, bo basu Sonorousy „6” nie mają chyba raczej tak mało. Bym nie powiedział, że w ogóle mają go mało, ale znawcą nie jestem ogólnie tematu ale porównując sobie np. z K550 czy nawet HE400S.

          2. Introverder pisze:

            Góra przestała chyba kłuć :), już mi ostrzejsza nie przeszkadza chyba, wczoraj przeszkadzała trochę, przedwczoraj zauważalnie, ale bez bólu cały czas było, więc chyba słuch musiał przestawić się z Kubusia Puchatka i jest może dobrze :).

  15. Introverder pisze:

    P.S. To prawda, że Denony AH-D7200 brzmią podobnie z Fostexami TH610? Jeśli tak to może nie ma sensu nawet słuchać tych Fostexów, bo wyraźnie coś mi w tych Denonach nie pasowało w prezentacji dźwięku..

    1. Introverder pisze:

      Dziś słuchałem jeszcze Beyerdynamiców T5P, ale za bardzo mi nie podeszły – słuchałem tych wszystkich słuchawek jedynie na AK Juniorze, ale mam nadzieję, że daje to rozeznanie co się może podobać lub nie.

      Dziś Beyerdynamici chciałem popróbować na X1S, ale dziwna sprawa nie chciało podłączone to do jakiegoś sprzętu na miejscu działać. Ale w domu sprawdzałem i X1S wejście optyczne działa itd.

    2. Introverder pisze:

      Denony AH-D7200 zaś brzmią fajnie całkiem (pomijając już że to w sumie chyba prawie to samo co Fostexy TH610, które to dają przetworniki przynajmniej Denonowi, jak nie cały koncept modelu), ale niestety prądu potrzebują (bez niego nie brzmi to dobrze..) i nie jest to sprzęt myślę pod urządzenia mobilne (no chyba, że takie za grubą kasę z dobrym wzmakiem i które nie są raczej za małe lub ew. w formie „kanapki” – odtwarzacz i wzmak).. Z PM-3 tak jak rozumiem nie jest (?), ale z kolei one brzmią nieciekawie – tak wczoraj miałem odczucie. Sonorousy zaś mają tę górę nieco ostrą i mam ciężki orzech do zgryzienia, ale nie wiem czy nie wybiorę Sonorousów 6 już, bo nic bardziej pasującego mi chyba nie ma.

      1. Towaroznawca pisze:

        8 na 10 słuchawek Sonorus VI,(Final Pandora Hope VI) było testowanych przedwcześnie jeszcze przed ich ostatecznym „wygrzaniem” stąd mit o tym iż ich góra jest pikantna. Ich góra po wygrzaniu jest delikatna ale ze względu na to iż są to słuchawki 2+ potrafią ciągnąć tą górę bardzo wysoko. Dodatkowo mają dobrą przestrzenność,dobrze oddają wybrzmienia harmoniczne – potrafią zachować ich ciągłość od samego dołu aż do obszaru który jest tak wysoko iż inne znane dobre słuchawki tego nie oddają. Średnica jest dobrze nasycona, lecz jej nasycenie trzyma się w granicach neutralności, nie ma tendencji do ocieplania głosów co dla niektórych jest niedostatkiem. Ich średnica idealnie nadaje się do labolatorium gdzie „zdejmuje” się charakterystykę ludzkich głosów. W kategoriach technicznego odsłuchu mogą „pogonić” wiele słuchawek z przedziału cenowego 6 kilozłotych, stanowią więc nowy punk odniesienia dla słuchawek studyjnych lub takich które są przeznaczone do analitycznego słuchania.To taki T-34 w tej grupie słuchawek.Ich wyjątkowość polega również na tym iż można przystosować je do odsłuchu relaksującego, takiego dla przyjemności poprzez staranny dobór toru odsłuchowego. Słuchawki te potrafią się bardzo odwdzięczyć jak będziemy poprawiać im tor i/lub podawać dobrej jakości gęste pliki.

        1. Introverder pisze:

          Ja już mam kupione Sonorousy 🙂 – jak sądzę w niezłej cenie – 6-ki i powiem tak, miałem na parę dni egzemplarz testowy, ale nie do końca wygrzany (być może) i prawdę mówiąc w nim góra gra ostrzej zdecydowanie niż w nówce (w miarę słuchania testówka wydawała się delikatniejsza, ale nadal trochę pikantna jednak) – oczywiście nie jest to może przepaść, ale coś b. zauważalnego dla wyczulonego na wysokie tony (zresztą basowe granie mi nie podchodzi).

          Co do porównań, to dzisiaj robiłem b. porządne, dokładne i dla mnie Sonorousy „6-tki” biją zdecydowanie np. Denony AH-D7200 i Oppo PM-3, ciężko mi przyznać 2-e i 3-e miejsce, bo skupiłem się na tym, że Sonorousy 6 jak dla mnie miażdżą wyraźnie obie pary, z tym, że Denony wg mnie przepłaca się dużo (tysiąc jak nie lepiej może), a mają przetworniki od dużo tańszych Fostexów czy tam drivery (techniczny nie jestem). I reguła, że Sonorousy biły resztę było potwierdzone na paru kombinacjach – paru przenośnych odtwarzaczach i 2 stacjonarnych.

          1. Introverder pisze:

            Jedynie szkoda, że producent właściwie nie daje nic od siebie (futerał, dodatkowe kable – w sensie dłuższy i krótszy..), bo przy tej cenie, to jest raczej spodziewane – przynajmniej ten co jest kabel podobno jest niezłej stosunkowo jakości(?)).

            Co do źródła wspomnianą lekką ostrość, pikanterię czułem z posiadanym X1S najbardziej chyba, z AK Juniorem też trochę, ale chyba mniej, a na nówce co mam teraz to na razie słuchałem na AK Jrze i nie czułem ostrości :).

        2. Introverder pisze:

          Jeśli słuchawki bardzo dobrze reagują na lepsze źródło, to może strzał w 10-tkę :), bo na QUESTYLE CMA400i zagrały Senorousy 6 o klasę lepiej, ale nie miałem okazji jeszcze tego dłuzej testować, ale różnica klasy myślę na pewno ;).

          Być może za jakiś czas dokupię np. takie coś do nich, bo wydaje mi się że też faktycznie zyskują może więcej niż PM-3 czy AH-D7200 na lepszym źródle.

          To co Pan napisał nastraja mnie do nich jeszcze4 optymistyczniej i że będę mógł na nich budować tor albo nawet parę kombinacji :).
          Tak czy siak dopiero je poznaję, ale dla mnie Denony AH-D7200 mogą za nimi „buty nosić”.

          1. Introverder pisze:

            Zresztą to jest może tak – NAOGÓŁ – dobrze brzmiące słuchawki na lepszym sprzęcie brzmią b. dobrze albo wybitnie może, a te co brzmiały tak sobie, to nie pomoże im tak do końca lepsze źródło.

          2. Introverder pisze:

            Z nazewnictwem jest pewne zamieszanie, bo chyba w pewnym momencie Pandory Hope zaczęto nazywać Sonorousami, ale to chyba jedyna zmiana i ew. zdobnictwa(?).

  16. jocker-san pisze:

    Witam, jeżeli jest Pan poważnie zainteresowany Sonorous VI, to mam egzemplarz z wymiany gwarancyjnej, który pograł u mnie może z 15-20 godzin, tzn. stan idealny tyle że do wygrzania dalej się nadają żeby trochę tę pikantną górę ucywilizować ;), jeżeli coś więcej Pana interesuje to poproszę o adres e-mail.
    Pozdrawiam
    Michał J.

  17. Mariusz A. pisze:

    Witam serdecznie, mogę kupić prawie nowy egzemplarz za jedyne 900 zł – warto? Bardzo proszę o w miarę szybką odpowiedź, żeby nie uciekł 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy