W recenzji planarnych Sendy Peacock wspominałem o gęstniejącym tłumie chińskich słuchawek oferujących podwyższoną jakość za obniżoną cenę. Niedługo potem opisywałem FiiO FT7 o analogicznych przymiotach, w tytule meldują się kolejne, w kolejce czekają następne.
Słuchawki Fosi powstają w siedemnastomilionowym Shenzen nad Rzeką Perłową, w którym rozgościły się liczne marki związane z branżą audio. Powstają w firmie zaistniałej w 2017, założonej przez Ryana Huanga we współpracy z szerokim (jak to w Chinach) gronem entuzjastów audiofilizmu. Dewizą marki »Dostarczanie użytkownikom dźwięku znamionującego się autentyzmem« – w dążeniu do czego Fosi, jak żaden inny producent, posiłkuje się opiniami użytkowników już na etapie wdrażania projektu, a nie dopiero w reakcji na zachowania rynku gotowych produktów. Na potwierdzenie czego czytamy:
- 50% naszych produktów jest opracowywanych wspólnie z użytkownikami.
- Nasza marka zajmuje najwyższe miejsce pod względem objętości dyskusji ogólnych na forum sprzętowym ASR (Audio Science Review).
- Nasz wzmacniacz V3 Mono zajmuje pierwsze miejsce pod względem objętości dyskusji jednowątkowych na ASR w ciągu ostatnich trzech lat.
- Znany niemiecki muzyk Guy David Tuneh odwiedził nas i skomentował: „Fosi to marka modelowa w zakresie współpracy z użytkownikami”.
Firma szczyci się też największym wolumenem sprzedażowym w dziale wzmacniaczy serwisu Amazon oraz najwyższym tam wskaźnikiem odkupu, a przede wszystkim byciem najprężniej w ostatnich latach rozwijającą się marką audio. Za czym stać mają cztery główne wytyczne: Przewidywanie, Otwartość, Szczerość i Innowacyjność.
Produktem inaugurującym był mini wzmacniacz stacjonarny Fosi V1 z 2016, w następnym roku zaproponowano mini wzmacniacz przenośny z przetwornikiem o przeznaczeniu dla smartfonów, a rok 2020 był datą pierwszego wielkiego sukcesu – wzmacniacz Fosi Bluetooth BT20A zaczął ustanawiać rekordy sprzedaży. Dzięki czemu i piorunującej kontynuacji wzrostowej w odniesieniu do całej firmy, w 2024 produkty Fosi stały się dostępne aż w 150 krajach, a dziś, w 2026, firma chlubi się świetnie wyposażonym centrum rozwojowym, zatrudniającym pozyskane z całego świata talenty i chełpi stoma patentami. Nas jednak najbardziej będzie interesować to, że ze wzmacniaczy i przetworników rozszerzyła ofertę o głośniki oraz słuchawki – konkretnie głośniki SP601 i słuchawki Fosi i5, które naszym tematem.
Słuchawki zadebiutowały w kwietniu 2025 na amerykańskich targach AXPONA [1], zapowiadane jako konkurencyjne wobec takich tuzów jak Sennheiser HD800 czy HiFiMAN HE1000. Z przewidywaną ceną $500, ostatecznie zniżoną do $384, co przełożyło się na polskie 2599 PLN w wydaniu krajowej dystrybucji, firmy Audeos z Żywca.
[1] Imprezie zlokalizowanej w Convention Center na terenie osiemnastotysięcznego Schaumburg, satelity Chicago.
Co da się za dwa z hakiem?
Wg wzmiankowanych sugestii dużo. Tak sobie przypominam z perspektywy nastu już wiosen, że gorączkowo wyczekiwane Sennheiser HD800 przez dosłownie momencik wycenione były na trzy z kawałkiem, by zaraz potem hopsa-hopsa i teraz dwakroć tyle. Fakt, że to i tak niewiele na tle innych wiodących, faktem też, że najgroźniejszy europejski konkurent – Beyerdynamic T1 – dzielnie trwa przy zaledwie czterech startowych, ale ani te sześć, ani nawet te cztery, to nie dwa z jakimś ponad. (Zwłaszcza żona będzie wiedziała, gdybyście jej spytali.) Więc jeśli to faktycznie mają być słuchawki tego samego poziomu, a zarazem o tyle tańsze, to można poczuć ulgę. No ale poczekajmy, z gratulacjami się nie śpieszmy – na początek pooglądajmy, przymierzmy i poznajmy technikę.
Fosi i5 są planarne, wokółuszne i duże. Prócz tego rzeczywiście mają w sobie coś z Sennheiserów, i to nawet nie tych HD800, a samych HE90. Ten skrót niewiele mówi dzisiejszym entuzjastom, ale dla starszych audiofili z uszami w słuchawkowym świecie oznacza iskrę wspomnień, przywodzi Sennheisera Orpheusa. Sennheiserowski zestaw HE90/HEV90 był kiedyś szczytem marzeń i słuchawkowym Olimpem, a i dziś nie inaczej – nie powstały lepsze słuchawki, o czym mogliśmy się przekonać w recenzji najdroższych teraz HiFiMAN Shangri-La. Na początku lat 90-tych za 50 tys. złotych (obecnie będzie to w przybliżeniu tak ze trzy razy tyle plus rozpasanie rynkowe w oparciu o zamożniejszą klientelę) można było nabywać niezwykłe rocznicowe cudo, stworzone przez wiodącą markę na cześć założyciela – obchodzącego jubileusz 50-lecia działalności zawodowej prof. Fritza Sennheisera (1912 – 2010). Właśnie słuchawki z tamtego setu miały podobne muszle – analogicznie jajowato podłużne, też z czarną siatką grilla i tak samo drewnianą obwiednią przed niemalże tej samej grubości padami o tak samo skórzanych otokach i welurowych pokryciach. A gdyby ktoś wciąż miał wątpliwości, czy tamte były wzorem, na grille opisywanych Fosi naniesiono podługowate esy, które niby to są nawiązaniami do kluczy wiolinowych, ale wiadomo, o co chodzi. Centralnie na tych esach drobniutkim ściegiem wybarwionym na specyficzną barwę „róż indyjski” biegną za maluteńkim logo w kształcie nuty napisy Fosi Audio, a grille są matowe, a drzewo jest błyszczące. Pisz, maluj HE90 – jedynie grill się nie zaokrągla na krawędziach i ma inną siateczkę, inny także wychodzi kabel i pałąk w innym stylu. Ten przejęto od HiFiMAN-a, z tym, że prowadnica w miejsce najczęściej srebrnej tutaj jest czarna jak u Shangri-La. I nie jest z aluminium, tylko lotniczej stali, przy czym trochę węższa i lita, pozbawiona centralnego wykroju, co nie ma użytkowego znaczenia – głowa i tu się opiera o podwieszoną skórzaną opaskę (zupełnie identyczną, tak samo perforowaną). Nieidentyczne jeszcze to, że regulacja wysokości miast zatrzaskowej suwakowa w oparciu o silikonowe hamulce, co też nie ma praktycznego znaczenia, może nawet hamowanie tu lepsze, nie będzie samo przeskakiwać. W tym stanie rzeczy melanż konstrukcyjny – od zewnątrz pożenione muszle w podobie Orpheusa z pałąkiem w stylu Shangri-La, ale pytaniem wagi głównej, co znalazło się w środku?
Słuchawki są planarne, zatem od Orpheusa nic nie wzięto, on był elektrostatem. Producent pisze, że tam pracuje ultra-duża i ultra-cienka diafragma – precyzyjnie ujmując o średnicy ø97 mm oraz grubości 2,0 μm. Względem tej z Susvar zatem grubsza, tam mniej niż 1 μm (mikron), grubsza też od z dopiero co opisywanych ArcTec Berlin. Choć widywano większe nawet w niedrogich słuchawkach, że wspomnę o MOONDROP Venus, zjawiła się też cieńsza w niedawno recenzowanych FiiO FT7, nie ma się co zniechęcać tamtymi rekordami, liczy się suma osiągów, a nie papierowe przechwałki. Na membranę u Fosi napylono metodą magnetronową (próżniowo polem magnetycznym) również godną uwagi cewkę – grubą zaledwie na 1,3 μm i jak u Susvar Unveiled srebrną. Ta pozostaje pod kontrolą łącznie dwudziestu dwóch rozmieszczonych po obu stronach neodymowych magnesów, wstawionych w wyfrezowaną CNC aluminiową ramę; analogicznie precyzyjna aluminiowa ramka wypełniona siateczką dopasowanych akustycznie otworków formuje te zewnętrzne z orfeuszowym esem grille. Grille oprawione prawdziwym drzewem, wziętym od amerykańskiego orzesznika, trzymające się głowy dzięki padom z proteinowej skóry i weluru, padom okalającym super miękką piankę.
Podsumowując konstrukcję powiem, że wygoda do nadzwyczajnej orfeuszowej jest wysoce zbliżona – podłużne muszle to jest to! Jest przy tym odrobinę lepsza niż u też takie mających T+A Solitaire P, które też są planarne, lecz odczuwalnie cięższe. (Co w sumie nie przeszkadza, ale należy odnotować.) Zanim przejdziemy do brzmienia, słóweczko o opakowaniu plus wiązka technicznych danych.
Pasmo przenoszenia oszacowano na 10 Hz – 50 kHz, a impedancję na 28 Ω. Skuteczność to 98 dB, a maksimum ciśnienia akustycznego to 120 dB (granica wytrzymałości słuchu). THD udało się zepchnąć poniżej 1%, słuchawki bez kabla ważą 525 g. Dostajemy wraz z nimi dwa przewody i dwie przejściówki – niesymetryczny z jackiem 3,5 mm i przejściówką na 6,35 mm oraz symetryczny z końcówką Pentacon i przejściówką na 4-pin. Oba są dwumetrowe w czarnych, materiałowych oplotach, a do muszli wnikają via jacki 3,5 mm, łatwo je więc zastępować i warto to robić, bo jakościowo są średnie, okradające z informacji.
Słuchawki oferują się klienteli w kartonowym pudełku o wykończeniu lakierniczym; lakier jest lśniąco biały, na jego lśniącej emanacji zdjęcie słuchawek, nazwa oraz logo firmowe. Wewnątrz czarny profil piankowy, zupełnie taki sam jak w pudłach przeznaczonych dla Susvar; nie dostajemy w komplecie żadnego etui (i tutaj plus dla FiiO), nie dostajemy nawet woreczka. Także żadnego stojaka; poza kablami i przejściówkami jedynie ładną książeczkę z materiałami zapoznawczymi. Aha, i na producenckiej stronie pudło opakowania widać czarne, co znacznie lepiej się prezentuje, a w każdym razie bardziej tajemniczo, no ale sam dostałem w białym.
Dźwięk
Przybyła „nówka sztuka”, trzeba było wygrzewać. Podpiąłem i sprawdzająco na uszy: okazały się działać i okazały z sygnaturą. Od startu było słychać, że to słuchawki stawiające na przestrzenność, jedne z szeregu takich jak sam Orpheus, jak Stax SR-Ω czy Grado GS1000. Przestrzeń co prawda nie aż tak słuchacza oszałamiająca, ale bardziej otchłanna niż u przeciętnych, gdzie trzeba trzymać łokcie przy sobie, podczas gdy tu można pobiegać i pomachać rękami. A przede wszystkim można spoglądać w przestwór z doznaniem czucia głębi, co zawsze robi wrażenie. Pod tym względem duży więc plus, ale sam dźwięk… Nie – pomyślałem tknięty refleksją – to nie będzie ten poziom odtwórczy, co przy FiiO FT7 czy Sandy Peacock; nie będzie tej bezpośredniości, zamaszystości i wyraźności – niższa cena pociąga i w tym wypadku niższą jakość, przecież z reguły tak się dzieje.
Myliłem się! Fosi należą do tych, które podczas wygrzewania (niespecjalnie długiego, ale też nie z dnia na dzień) ulegają radykalnej przemianie: dźwięk zyskuje szlachetność na bazie prawdziwości i na dodatek wyostrzająco fokusuje na źródłach, jedno i drugie w stopniu znacznym.
Był wieczór, a ja byłem zmęczony, musiałem wcześniej się pokręcić wokół spraw niezwiązanych. Ale pomyślałem: – Co będę tracił czas, posłucham trochę i wypunktuję usłyszane własności. Poprzedzająco wykonałem kilka podejść z okablowaniem, i okazało się, że według mego gustu lepiej pasują kable przysmucające od radosnych – tęsknota lepiej się scalała z wielkimi obszarami, tworząc mocniejsze afektywnie wizje. (Co oczywiście nic nie znaczy odnośnie czyichś wyborów, to tylko sam wolałem używać srebrnego kabla Audeos zamiennie z Tonalium o rodowych stykach; Tonalium o złoto-palladowych, stwarzające atmosfery cieplejsze, jakoś mnie mniej pociągało.)
Zacząłem wypisywać zjawiające się spostrzeżenia, a potem pomyślałem, że nie ma sensu tworzyć z nich narracyjnego ciągu, co jedynie utrudni, a nie ułatwi opis. Czytelnik sobie sam dośpiewa, w co mu się układają te cechy wyróżnione, czy są tym, czego szukał, czy może niekoniecznie. Na całościowe łańcuchy zdaniowe przyjdzie czas w trakcie bezpośrednich porównań do FiiO FT7 i HiFiMAN Susvara – pierwszych głównego konkurenta, drugich referencyjnych. (Tak nawiasem, schodzą te Fosi jak bułeczki z rana, całe to recenzowanie jest w gruncie rzeczy bez sensu, rynek sam na nich się poznał.)
Wynotowałem co następuje:
- Każdorazowo dystans do pierwszego planu – nie ma dźwięku na twarzy i nie ma grania w głowie.
- Czarne tła; należycie czarne, żadnego wypłowienia.
- Gęsty, trójwymiarowy dźwięk, taki naprawdę gęsty, choć w żadnym razie lepki, mułowy ani zbrylony.
- Jego propagowanie bez zarzutu: pełna swoboda rozchodzenia w popisowej czystości medium, dużo powietrza i swobody.
- Zaznaczająca się bogata oprawa akustyczna.
- Wraz z tą gęstością nasycenie – żadnej pustej lekkości.
- Filigranowość konstrukcji brzmieniowej (np. wysokich dźwięków fortepianu) nie tak dobra jak u najlepszych przy okablowaniu oryginalnym, ale już przy Tonalium nieomal lub wręcz taka sama. (A zatem jest potencjał, jedynie kabel powściąga.)
- Nie tyle też co w u referencyjnych słodyczy, falowania, miąższości, aromatu, ale ogólnie bardzo w porządku, dystans zaskakująco mały, chwilami nawet żaden.
- Dużo energii w brzmieniu, zaznaczająca się potęgowość.
- Eleganckie soprany, nawet w bardzo trudnych utworach okazujące się bez zarzutu, pracujące wyłącznie na rzecz brzmieniowego pozytywu. (W tej mierze zasadnicza różnica względem najnowszych flagowych Grado.)
- A tak w ogóle świetne słuchanie, sama przyjemność obcowania.
- Głównie za sprawą głębokiego, esencjalnego i różnorodnego brzmienia pośród szeroko rozpostartej sceny.
- Naturalna w odbiorze, lekko obniżona tonacja.
- Puls basu zaznaczony, a może to być nawet puls potężny, ale każdorazowo pod kontrolą.
- Przy pod tym kątem dobranym okablowaniu, dobrze pasująca do całościowego klimatu nuta melancholijna. (Ale słabiutka, na koniec noża, tak żeby ciut sentymentalnie. A przy innym kablowaniu może być ciepło i radośnie.)
- Żadnej uczuciowej obojętności, muzyka zaangażowana.
- Wysoki poziom oddania charakterystyk głosowych, prawie taki jak u najlepszych (i też niestety najdroższych).
- Swoboda rozchodzenia się dźwięków i długie wybrzmienia.
- Żywość i roztańczenie.
- Bardzo przyjemny dotyk dźwięku – aksamitny, głęboki, naznaczony kulturą.
- Niemało światłocienia, ale stonowanego, żadnych wygłupów z porażającym oczy HDR.
- Bardzo łatwo się słucha, lecz to nie brzmienie relaksujące, tylko z muzycznym nerwem, zaangażowaniem.
- I to nerwem nie takim „Ot tylko…”, ale prawdziwie atakującym.
- Ogólnie zdumiewająco wysoka jakość, nawet jak na popisowy przykład słuchawek z grona niedrogich, a świetnych.
- Szczególnie połączenie głębi brzmieniowej z wielką obszarowością robi kapitalne wrażenie.
Znajomy, przymierzający się od dawna do Sennheiserów HD800, posłuchawszy tych Fosi prędko doszedł do wniosku, że tamte już mu nie są potrzebne, te w zupełności wystarczą. Patrząc z odległej perspektywy sam byłbym raczej poglądu, że dobrze oprawione okablowaniem i sprzętem flagowce dynamiczne Sennheisera są jednak cokolwiek lepsze, takie odrobinę czystsze brzmieniowo, ale przy trzykrotnej różnicy w cenie – o czym tu w ogóle mówić? A przy tym sam charakter brzmienia bardzo wyraźnie zbliżony: duża scena, pełna kultura, na scenie duże dźwięki.
Bezpośredniego porównania do HD800S zaoferować nie mogę, ale chyba ciekawsze będzie nie to do dużo droższych, a tych jedynie o tysiąc, i tak samo chińsko-planarnych – do FiiO FT7.
Fosi i5 vs FiiO FT7
Zrazu dość mocno musiałem wytężać uszy, albowiem brzmienia zbliżone, chociaż rozpoznawalnie inne. Już po zdiagnozowaniu różnic inne całkiem, w każdym utworze z powtórzeniem postawionej diagnozy. (Kiedy wiadomo, czego szukać, zawsze różnice widać bardziej.) Zostawiłem obydwu własne ich okablowanie, żeby były jak się kupuje, a nie po cudzych wymysłach. Tym bardziej, że te kable u jednych i drugich w porządku, nie zachodzi pilna potrzeba wykosztowywać się na inne. Nie ręczę, że tak zawsze, bo Astraeus to dawca wybitnego sygnału, może przy słabszych jakościowo wzmacniaczach dziać się będzie inaczej, ale przy wybitnym tak właśnie. Z tym, że użyty porównawczo Tonalium oferował szersze pasmo na górze, co wyraźnie zmieniało przekaz na bardziej wyrafinowany i trochę posrebrzony, ale ciemniejsze i masywniejsze brzmienie przy kablu oryginalnym stanowiło przyjemnościowo całkiem dobrą alternatywę.
Zostawmy kable, bierzmy słuchawki. Fosi okazały się plan pierwszy stawiać dalej, zawsze z kilkumetrowym, albo czasami i większym, dystansem do słuchacza. Co pisać z mojej strony nadużyciem, jako że każdy z nas posiada własny mechanizm obrazowania przestrzeni, ale że Fosi z dalszym od słuchacza dźwiękiem, to raczej poza dyskusją. A ten dźwięk bardziej miękki, o łagodniejszych, dokładniej obrobionych obrysach. Aksamitniejszy w dotyku i falujący, nie tak jak u FiiO intensywnie nacierający, a przede wszystkim ukazywany zawsze w perspektywie. Oddanie otoczenia ważne tak samo jak dźwięku, w każdym przypadku lokujące go głębiej na scenie, pozwalające słuchaczowi tę scenę lepiej widzieć i mocniej jej doznawać.
To bardziej aksamitne brzmienie w wyrazie nastrojowym cokolwiek romantyczne i z minimalną mgiełką pozwalającą poczuć medium, coś niczym papierosowy dymek czy przydymione światło, co w sumie okazało się działać na korzyść, pogłębiając analogowość i naturalność doznań. Zwłaszcza, że wcale poprzez to nie słabła bezpośredniość ani traciła szczegółowość – szum tła okazał się przy Fosi mocniej słyszalny, ale zarazem łagodniejszy, nie tak szorstki. Z kolei w treści głosy wokalistów nie aż tak wyraziste i wpierające się do głowy, za to w odbiorze bardziej ludzkie i aranżowane naturalniej.
Słuchane po Fosi FiiO to dźwięki bliższe słuchacza, twardsze, dynamiczniejsze i bez tak zaawansowanej analogowej obróbki. Jawiące się jako ostrzejsze i wyraźniejsze, mocniej krawędziowane, poprzez co bardziej kontrastowe, chropawe i dosadniejsze. Nie tak rozfalowane, a za to intensywniej nacierające i bez najmniejszego śladu jakiegoś przymglenia – medium o krystalicznej czystości, zupełnie się nie mieszające do tworzenia obrazu, oferujące samą nieskazitelną przejrzystość. (Co oczywiście można woleć i co wywiera świetne wrażenie, ale zarazem stwarza inną atmosferę, taką bardziej „zrobioną”.) W wymiarze nastrojowym przekaz bez nuty romantyzmu czy nostalgicznych wątków; ukierunkowany na nagą siłę wyrazową, uzyskiwaną poprzez wyraźność, bliskość i forsowność. Żadnego poetyzowania, analogowych przymgleń i równie ważnej dla obrazu co same dźwięki scenografii – jedziemy na całego, atakujemy, uwyraźniamy. Zaraz więc ktoś pomyśli, że w przypadku rozległej scenerii FiiO zostaną wyraźnie z tyłu, bowiem takiej nie stworzą. Ale i w tym wypadku domyślanie się poprzez logiczne wnioski w przypadku audiofilii zwodzi; takie scenerie dostaniemy, dostaniemy także od FiiO. Różnice w typie scenografii pomiędzy nimi a Fosi odnoszą się bowiem o wiele bardziej do scenografii przeciętnych, a nie szczególnie dużych. Kiedy Marek Grechuta śpiewa siedząc przy fortepianie, to on i ten fortepian przy Fosi ulokują się dalej, ich dźwięki będą bardzo odczuwalnie wkomponowane w perspektywę oraz analogowo miękkie, a nie cyfrowo dosadne i bliższe. Będą łagodniejsze i oświetlone mniej intensywnym światłem – osłabnie kontrast, zyska przestrzeń i zjawi się poezja. Będzie nie tak aż wyraźnie i tak blisko, a za to romantyczniej i śpiewniej; będzie bardziej muzycznie i nastrojowo, natomiast nie tak wyczynowo, tak forsująco i dosadnie.
Zwycięzca? W mojej ocenie Fosi. Dla siebie je bym wybrał. Ale ze świadomością, że wielu innym FiiO będzie się bardziej podobać. Tak czy inaczej różnice znaczne, by nie powiedzieć zasadnicze, mimo iż w pierwszych chwilach dźwięki wydają się podobne. Bo i podobne są faktycznie, ale nie na zasadzie stylistycznej, a zasadzie wysokiej jakości. Jedno i drugie robi wrażenie, ale każde czym innym. Z tym, że – i to też bardzo ważne – przy całej swojej dosadności dźwięk FiiO mniej mnie męczył niż ten z nowych flagowych Grado, właściwie nie męczył wcale. Także był bliski, żywy i mocny, ale sopranami tak nie napierał i nie dręczył. Poza tym FiiO wygodniejsze, analogicznie zresztą jak Fosi. Ale to Grado można wybaczyć, to przecież przy tych padach w modelu GS1000 oszałamiały przestrzenią, że całkowita magia. Ale teraz tej magii nie ma, zostały same pady.
Fosi i5 vs Susvara Unveiled
Przyszła pora na referencję – w końcu po to czeka w zanadrzu, aby ją wyjąć i porównywać. Postanowiłem być uczciwy w stopniu aż za uczciwym, to znaczy tych Unveiled słuchałem najpierw poprzez kabel Fosi.
Kabel Fosi
Obraz różnic klarowny i na dość łatwej opisowo zasadzie: Brzmienie Susvar jak wpatrywanie się w toń muzyki pozwalające głębiej zaglądać. I żadne tam „zmiażdżył”, „pozamiatał”, „obnażył”, jak zwykli się wyrażać co zapalczywsi audiofile o usłyszanych różnicach. Tak, te różnice były: Dźwięk dostawany od Susvar był bardziej przezierny, przyjemniejszy w dotyku i bardziej świetlisty. Delikatniejszy w odniesieniu do brzmień delikatnych i co najmniej równie potężny w razie nastawania potęgi. A wyrażając się inaczej, można także powiedzieć, że ten dostawany od Fosi był bardziej powierzchowny i nie taki muzycznie giętki. Ale zaraz, chwileczkę – także w odniesieniu do Susvar prezentacja via Fosi była i łagodniejsza, i bardziej aksamitna. Bardziej jednorodna w wyrazie – mniej kontrastowa, za to mocniej trzymająca się własnej formy odtwórczej, a co w tym najważniejsze, ta łagodniejsza forma bardzo mi odpowiadała. Brała się z łagodniejszych, bardziej aksamitnych sopranów, które przekazywały mniej informacji (w tym też o złej jakości nagrania), a za to pięknie snuły opowieści, słuchało się pierwszorzędnie. Bowiem ta ich powierzchowność przeistaczała się w muzykalność: mniej było tego, co fachowcy nazywają mikro i makro dynamiką, mniej także swoistego brzmieniowego smaku, stopnia odcięcia brzmień od tła, zróżnicowania kolorów, przenikliwości, zróżnicowania tonalnego oraz wglądu w głębokie warstwy scen i dźwięków. Ale suma tych „mniej” komponowała się w świetną całość. Tymi „mniej” konstruowana i prowadzona muzyka uwodzicielsko płynęła, wady nagrań i analizy nie szarpały za rękaw, żyła w swym wyidealizowanym, pięknym muzycznie świecie. Czasami tylko, zwłaszcza w przypadku nagrań o wysokiej jakości, to upraszczanie stawało się zbyt jawne – tym jawniejsze, że Susvary lepiej opisywały przestrzeń pogłosami, a nie tylko były bardziej przezierne, różnorodne i na sygnał wrażliwe. Mimo to moim zdaniem taniutkie w porównaniu Fosi i z tego porównania wyszły obronną ręką. Wprawdzie dorównać nie były w stanie (czego nikt przecież nie oczekiwał), ale pognębić się nie dały – wchodząc na miejsce Susvar nadal epatowały pięknem, wciąż mogły fascynować. Nic a nic też ich nie pognębił pierwiastek potęgowy – oferowały brzmienia równie głębokie i potężne, a na dodatek bardziej spójne. (No i co z tego, że ta spójność była tak dobra poprzez bycie remedium na cyfrowe wyboje i inne niedostatki nagrań? Kiedy się słucha, to się słucha, a nie deliberuje refleksyjnie nad wadami sygnału.)
Dopowiedzmy tę historię do końca. Mocniejszy czynnik sopranowy Susvar potrafił dodatkowo zwiększać przestrzeń, w Susvarach była większa. Za to informacyjne sopranowe spłaszczenie Fosi, w obliczu zachowania tej samej skali potęgowej, bardzo dobrze sprawdzało się w rocku, jako równie porywczym, a w odbiorze łatwiejszym. Ale kiedy ktoś woli maksimum informacji niezależnie od okoliczności, to oczywiście Susvary.
Kabel Tonalium (rodowany)
Wyszło na to, że mimo iż przy tamtym Susvary dawały więcej informacji, to im samym tych informacji nie wystarczało, i stąd ta ich mniejsza spójność. Można także od drugiej strony – kabel zrobiony przez Fosi dobrze pasuje do własnych słuchawek, nawet więcej niż dobrze. Przy Tonalium różnica już nie chciała być taka mała, chociaż wcale nie stała się duża. To tylko dźwięk Susvar się uspójnił i ten czynnik dołożył do przewag już wiadomych, ale przy jednoczesnym wzroście informacji podawanych przez Fosi, czyli tu więcej, a tam mniej. A przy tym wciąż to samo: Susvary jako dające elastyczniejszy respons oraz więcej sopranów i wszystkie tego konsekwencje: mocniejsze przejścia bas-sopran i delikatne-mocne, wyraźniejsze odcinanie dźwięków od tła, więcej szelestu i dźwięczności, mocniejsze chropawienia i głębsze wglądy, plus staranniejsze rzeźbienie dźwięków. Ale w przełożeniu na przyjemność odbioru? Bo ja wiem – dziesięć procent? Może piętnaście? A przy słabych nagraniach zdarzało się, że wcale…
Tak-tak, Susvary bardziej reaktywne, szczegółami obfite, brzmieniowo różnorodne i esencjami mocniejsze w odniesieniu do specyfiki głosów. I co z tego? I tak Fosi słuchało się świetnie. Znakomite, wygodne, ładne i na dodatek tanie! Czyż nie o takie nam chodzi?
Podsumowanie
Co ja się będę wysilał, sumy jakoweś zliczał, kiedy słuchawki schodzą jak burza? I kabla im nie trzeba wymieniać, i porządnie opakowane. A kable dwa w komplecie, a cena palce lizać. Poza tym – wiecie jak to jest – jedne się lubi, inne nie. Ujęła mnie ta zdolność do pięknego snucia muzyki, szerokiego pleneru, analogowych umiejętności. A jeszcze skala potęgowa, że u referencyjnych nie większa. Pewnie, u Spirit Torino Valkyria tak, ale kto ma na to pieniądze? Słuchawki się sprawdzają z każdym rodzajem muzyki, są przy tym wyjątkowo łatwostrawne, a mimo to fascynujące. Ich uproszczenia – o paradoksie! – wcale przeciwko nim nie działają, nierzadko wręcz pomagają. Chcesz posłuchać starego szlagieru z YouTube, takiego w kiepskiej jakości? Fosi okażą się jak znalazł. Chcesz super nagranego remastera z takich dobrze zrobionych? To samo – też się sprawdzą! W dodatku muzyka cyfrowa, a tą przecież głównie mamy, dzięki tym Fosi uzyskuje lepsze naśladownictwo analogu; i nie to nudne lelum-polelum analogowej bladej zupki, tylko to z mocą, ciemnym aranżem i prawdziwymi figurami na głębokiej, rozległej scenie. Ale jak ktoś chce dosadniej, ostrzej i z mocniejszym kontrastem, to do wyboru ma FiiO, którego model FT7 też robi dużą karierę i też mi się bardzo podoba.
W punktach
Zalety
- Dają muzykę.
- To na nią idzie nacisk, a nie na jakieś popisy.
- Muzyce zostają podporządkowane szczegółowość, kontrast i oświetlenie.
- Co, podkreślmy raz jeszcze, daje piękną muzyczną narrację.
- Ta narracyjność nie stoi w sprzeczności z potęgową formą ani wielkością sceny.
- Sceny są ujmująco głębokie.
- Potęga brzmienia wytrzymuje porównania z najlepszymi. (Pomijając Valkyrie i T7, ale to są wyjątki, pozostałe też z nimi szans nie mają.)
- Ciemna oprawa scenerii.
- Co wzmaga klimatyczność i dodaje potęgi.
- Poetyckie.
- Analogowe.
- Wyrafinowanej jakości dźwiękowy dotyk.
- Popisowo ułatwiające słuchanie słabych jakościowo nagrań.
- Nie umniejszając dobrych.
- Ilość informacji mniejsza niż u stawiających na uwyraźnianie, ale to właśnie często działa na korzyść.
- Znakomita obróbka krawędzi.
- Dobre operowanie pogłosami i światłocieniem.
- Aksamitne ludzkie głosy i aksamitne brzmienia instrumentów.
- Klimatyczne, zwłaszcza z nostalgicznego typu okablowaniem, a oryginalne jest właśnie takie.
- Dwa kable w komplecie.
- Popisowo wygodne.
- Elegancko wyglądające.
- Prawdziwe drzewo oprawą.
- Potężne przetworniki planarne.
- Membrana o średnicy ø97 mm i grubości 2,0 μm.
- Srebrne cewki 1,3 μm.
- Łatwe do napędzenia.
- Porządnie opakowane.
- Godny pochwały stosunek jakości do ceny.
- Błyskawicznie zdobywający popularność producent.
- Sprawdzona polska dystrybucja.
- Wyróżnienie „Ryka Approved!”
Wady i zastrzeżenia
- Nie dla lubiących biskie i kontrastowe brzmienia.
- W komplecie nie ma etui, nie ma nawet woreczka.
Dane techniczne:
- Typ: nauszne, otwarte
- Przetwornik: planarny
- Membrana: ø97 mm, grubość 2,0 μm
- Magnesy: N50 (neodymowe)
- Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 50 kHz
- Maksymalny SPL: 120 dB SPL
- THD: poniżej 1% @ 100 dB SPL
- Skuteczność: 98 dB/mW @ 1 kHz
- Impedancja: 28 Ω
- Rekomendowana moc: 500 mW
- Konektory: 2 x 3,5 mm
- Przewody: dwa – 3,5 mm i 4,4 mm
Cena: 2 599 PLN
System:
- Źródła: PC z przetwornikiem Phasemation HD-7A, Cairn Soft Fog V2
- Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, SAEQ Astraeus (z lampą E188CC Philips SQ)
- Słuchawki: ArcTec AB92 Berlin, AudioQuest NightHawk (kabel FAW Hybrid), Dan Clark Audio STEALTH (kabel Tonalium-Metrum Lab), FiiO FT7, Fosi i5, HiFiMAN Susvara Unveiled (kabel Tonalium-Metrum Lab), Sennheiser HD 600, Spirit Torino Valkyria
- Interkonekty: Next Level-Tech ETHER, Siltech Double Crown, Sulek RED, Tellurium Q Black Diamond
- Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Shunyata Omega, Sulek 9×9 Power
- Listwa: Sulek Edia
- Kondycjoner masy: QAR-S15
- Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS
- Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Harmonix SF-200, Solid Tech „Disc of Silence”












Piotrze, z pamięci to czy te Fosi jest z tej samej półki co Moondrop Venus?
Tak, jak najbardziej, z tym że brzmieniowo łagodniejsze, o mniejszym nacisku na szczegóły i bardziej przestrzenne.
Dzięki . A czy uchylisz trochę tajemnicy jakie to słuchawki recenzować się będą następne?
Napisałem już recenzje Aune SR7000 i MIRPH-1.
mam dylemat czy to będzie dobry wybór jako przesiadka z Nighthawków w których męczy mnie ten piwniczny pogłos…
Ten pogłos można usunąć, ale wzmacniacze to potrafiące są drogie. W Fosi go nie powinno być, tak więc kierunek wydaje się słuszny. Ogólnie rewelacyjne słuchawki, tylko trzeba spokojnie wygrzać, bo początkowo nie ma bezpośredniości. A potem jest.
piwniczny pogłos można usunąć mocno ograniczając prześwit tylnej wentylacji na muszli, ale wtedy to bardziej już owle. Mnie taki patent pomógł, bez rozbierania, nakleiłem po prostuodpowiedniej średnicy kółko.
Panie Piotrze czy Fosi i5 brzmią podobnie jak Sendy Peacock?który dzwięk słuchawek wyżej Pan ocenia?
Piotr
To inne brzmienia. Tak najogólniej: Sandy w stylu ZMF i Audeze, a Fosi bardziej jak HiFiMAN HE1000 czy Sennheiser HD800. Oczywiście żadne z tych porównań nie ma charakteru tożsamości, odnosi się jedynie do stylu. Ponieważ lubię duże sceny, dla siebie wolałbym Fosi. Są chłodniejsze a bardziej obszerne.
Na konkurencyjnym portalu jest porównanie Fosi i5 z nowym modelem Sendy Egret (2999zł) ze wskazaniem na Egret.
Przy okazji wychodzą nowe flagowce od Final Audio model DX10000CL zamknięte w cenie 8000$
O DX10000 jużeśmy w komentarzach wspominali i dowiedziałem się, że do kupienia mają być w październiku. A można wiedzieć, na jakim portalu to porównanie?
Pewnie 👍
https://kropka.audio/test/sluchawki/fosi-audio-i5-recenzja/
Rzuciłem okiem i dwie rzeczy. Primo, nie wiem skąd pogląd, że pierwszy plan u Fosi „jest maksymalnie blisko”. U mnie tak na pewno nie było, ale może to kwestia sprzętu, a nie przejęzyczenie. Druga rzecz, dźwięk Fosi jako bardziej „techniczny”, świadczy o braku czasu na wygrzanie, u wygrzanych taki nie jest.
Może tak być, najlepiej samemu porównywać.
Ja tym czasem skusiłem się na nowe Final DX4000CL.
Posłuchałem wcześniej DX3000CL. Pięknie grające słuchawki tylko wyższy bas jak dla mnie zbyt podbity. W wyższym modelu ma to być rozwiązane plus więcej się dzieje na przełomie średnicy i góry. Zobaczymy…
Final DX4000 właśnie zacząłem opisywać.
Z miłą chęcią poczytam.
Jedna rzecz mi przeszkadzała w 3000 Z punktu użytkowania, a mianowicie uszy się trochę gniotą.
Jest możliwość wymiany padów na takie z większym otworem, ale pewnie dźwięk się bardzo zmienia. Na head fi użytkownicy tych słuchawek już testują różne pady.
Czy kupno Fosi i5. wniesie coś nowego do jakości dźwięku mając na uwadze sposób prezentacji muzyki przez Kennerton Vali?
Piotr
Być może większą przestrzeń, z pewnością łagodniejsze brzmienie. Czy warto na to się wykosztować? Nie wiem. Sam jednak wolałbym Kennertony, a przynajmniej tak mi się wydaje z perspektywy wielu już lat.
Sprawdziłem w jednym ze sklepów ze słuchawkami i tam faktycznie cena Fosi Audio i5 to 2599 zł, natomiast cena Fiio FT7 w tym sklepie to 3499 zł. Różnica w cenie to 900 zł. Uważam porównanie wymienionych par słuchawek za dosyć dyskusyjne. Różnica w cenie na poziomie 25% świadczy o różnych klasach/kategoriach produktu. Dodatkowo na początku artykułu jest mowa o cenie 384 USD co oznacza cenę na poziomie ok. 1500 zł?! I faktycznie coś jest na rzeczy, bo znalazłem sklepy z ceną wspomnianych słuchawek Fosi na poziomie ok. 1900 zł. Natomiast Fiio można znaleźć w cenie ok. 3300 zł. W tym przypadku różnica w cenie to około 1400 zł.
Cena w dolarach odpowiada rynkowi amerykańskiemu, do cen w UE trzeba doliczać VAT i często też inne daniny. Odnośnie porównań jakościowych: praktyka nieraz pokazywała, że nawet wielokrotnie droższe słuchawki potrafią być gorsze od swych drastycznie tańszych odpowiedników. Przykładowo, zdecydowanie wolałbym stać się posiadaczem tych Fosi niż dawnych Ultrasone Edition 10. Tym bardziej trzeba więc porównywać słuchawki różne cenowo o kilkaset czy tysiąc kilkaset złotych.
A najogólniej biorąc, polityka cenowa odnośnie słuchawek (i oczywiście nie tylko) to istny dom wariatów.
Pewien fikander wlazł na minę. (https://audiofanatyk.pl/fosi-audio-i5-czyli-hifiman-rzepy-i-uszczelka-od-kibla/) Umyślnie albo nie, dostał zepsuty egzemplarz Fosi i na jego podstawie postanowił „rozprawić się” z innymi recenzentami, do których pała nienawiścią odkąd ogłosił światu prawdę objawioną a świętą: „Kable słuchawkowe nie grają!!! Kupujcie moje, bo są tańsze!!!” O tego czasu wszyscy co poważniejsi traktują go jak wariata, co jeszcze wzmacnia poprzednie wielkie odkrycie fikandera: „Op-ampy nie grają!!!” Efektem przezabawna komedia spod dymiącego wściekłością czerepu fikandera, wg którego firma Fosi popełniła zbiorowe samobójstwo, robiąc najgorsze słuchawki na świecie z odpadów HiFiMAN-a i klozetowych uszczelek. (Te akurat muszą być mocne, to nie ma co się czepiać.) Słuchajcie no, fikader, cała partia tych Fosi poszła z powrotem do producenta, marszczyły im się membrany. Twoje pewnie też takie, trzeba było się kapnąć. A na drugi raz tak się nie indycz, bo ci jeszcze zaszkodzi. I podszkól się z techniki, żebyś się znowu nie zbłaźnił, tak jak przy okazji tego sieciowego filtra, kiedy się okazało, że nie masz pojęcia o istnieniu wysokich harmonicznych.
Podrzucono mi informację o dalszym ciągu „sprawy” Fosi. Zaglądam, czytam i okazuje się, że podobno oceniany na blogu Audiofanatyka egzemplarz był w pełni sprawny i jeszcze gość się tym przechwala. To idę do przedpokoju i rozpakowują tydzień temu nadeszłą paczkę z nowymi Fosi, które mają służyć za towarzystwo do przyszłego wraz z nimi firmowego słuchawkowego wzmacniacza ZH3. Wyciągam z etui nowiusieńkie i podpinam własnym ich kablem do Feliks Meisterwerk. Dwie myśli: – Jakim trzeba być tłukiem, żeby tak eleganckie i elegancko zapakowane słuchawki nazwać tandetą? (Jeszcze przy cenie rzędu dwa tysiące.) Oraz: – Jak trzeba być niekompetentnym, żeby ich brzmienie określić jako, cytuję: „jedno wielkie „WTF???”
Ten gość nie ma zielonego pojęcia o ocenianiu słuchawek, nie ma nawet fioletowego. Alternatywy to jedynie: 1) jego sprzęt jest tak beznadziejny, że wyłącznie takie z rodzaju lodzio-miodzio jakoś mu grają. 2) Jest tak zapiekły w odniesieniu do innych recenzentów, po tym jak wypadł z towarzystwa ośmieszając się twierdzeniami o braku różnic między słuchawkowymi kablami i wzmacniaczowymi op-ampami, że rozpaczliwie szuka odegrania i stał się przez to z uma soszedszy, jak mawiają Rosjanie. Pod wpływem krytyk jego dzikiej krytyki trochę się opamiętał i teraz próbuje rzecz odkręcać w stylu „no przecież każdy ma swój gust”. Gust rzeczywiście każdy ma, ale szczypta rozumu i trzeźwości osądu też by się przydała.
Słuchawki są jak na tę cenę naprawdę super, słusznie dostały wyróżnienie.
Ja poczytuję AF od lat i ceniłem recenzje Jakuba, ale od jakiegoś czasu jego ton dziwnie się zmienił na prześmiewczy i mało smaczny, o czym mu w komentarzu napisałem. Dziwnym trafem zaczęło się to odkąd Audiofanatyk zbratał się z Tonem Składowym, którego treści kompletnie nie trawię. I to nie dlatego że nie mam otwartej głowy, ale prezencja TS, jego sposób wypowiedzi itp. po prostu mnie w dziwny sposób irytuje. A że ludzi irytujących już w realu jest za dużo, to po co się męczyć też wirtualnie?
Jednak moim zdaniem akurat metodyka recenzji AF (abstrahując od tego że rozpętał wojnę) była trafna w przypadku Power Guardian. Nie wiem czy urządzenie coś poprawia czy nie – nie neguję Twojej recenzji Piotrze, nie miałem tego w rękach – ale fakt że Jakubowi udało się podejrzeć z czego to było zrobione oraz przedstawił dokładnie jak funkcjonuje np. gwarancja i zapewnienia producenta – tutaj mu klaszczę, bo zgłębił temat szerzej niż tylko wpływ na dźwięk.
Dodatkowo – gość recenzuje sprzęty w oparciu o DAC za tysiąc złotych… tu już jakiś czas temu lampka mi zaświeciła. On chyba nigdy nie miał u siebie naprawdę wybitnego (i co za tym idzie niestety – drogiego) urządzenia, więc niestety zaufanie do niego mam znikome.
Nie chcę się wypowiadać o innych recenzentach, jedynie odpowiadam na zaczepki i ewentualnie, ale dość rzadko, koryguję i raczej nie ad personam rażące błędy. Co się ostatnio w odniesieniu do dwóch miejsc w Internecie zmieniło, ale nie będę puszczał płazem głupot i prowokacji. Odnośnie Power Guardian dwie uwagi. Primo, Audiofanatyk nie miał zgody na sekcję urządzenia, sam sobie ją przyznał. A secundo, nie odgadł, na czym polega działanie. Odnośnie zaś samego tego działania, to było pozytywne dla dźwięku i obrazu, ale reguły bezpieczeństwa nie były w pełni dochowane, a koszt użytkowania duży, taki naprawdę wysoki. Krytyka słuchawek Fosi, a wcześniej Crosszone – ech, co tu gadać – politycy zwykli infantylizować zwrotem o mijaniu się z prawdą. Innych recenzji nie przeglądałem, o tych zostałem powiadomiony przez oburzonych.