Recenzja: Cayin CS-150A

    Wzmacniacz zintegrowany – sporo czasu takiego tutaj nie było. A już lampowego szczególnie. Dużą czasową lukę wypełnia na osłodę wzmacniacz potężny – wiele mający mocy i wiele ważący. Oferujący też wiele ustawień trybu pracy, w tym triodowy i pentodowy odnośnie lamp. Od marki znanej i lubianej, od chińskiego Cayina. A Chińczycy trzymają się mocno, czego już z „Wesela” Wyspiańskiego się dowiadujemy, której to sztuki debiut miał miejsce 16 marca 1901 roku. Od tamtej pory niemało się jeszcze wzmocnili, że mają teraz drugą gospodarkę światową z zakusami na pierwszą.  A przy tym wyśrubowana nowoczesność nie tylko że nie jest im nieobca, ale i w niej zaczynają przodować. Lecz to im nie przeszkadza na obszarze audiofilskiego rynku w honorowaniu zalet brzmienia lampowego; odnośnie którego też mają mocne podstawy, ponieważ technologia lampowa nigdy u nich nie została zabita. To tylko durny Zachód na dwa dziesięciolecia z niej zrezygnował, tak jakby uszu nie miał i nie słyszał, że lampowe brzmienia są lepsze. Ale tak to już bywa z ludźmi – łatwo im wmawiać pseudo postęp. To w jego imię w latach 60-tych lampowe radia zastąpiono gorzej brzmiącymi tranzystorami, że się te tranzystory brzmieniowo pozbierały dopiero pod koniec 70-tych. I wtedy właśnie Zachód definitywnie zrezygnował także z lampowych wzmacniaczy, do których musiał jak nie pyszny wracać po kilkunastu latach. Obecnie, po kolejnych trzydziestu, panuje względna równowaga – w jednej i drugiej domenie znajdujemy rozwiązania godne uwagi i rozwiązania wiodące. Cayin zaś oferuje te i te – w ofercie ma całą gamę urządzeń popularnych, ale też i szczytowej klasy lampowy wzmacniacz słuchawkowy. Lampowym wzmacniaczem zintegrowanym Cayin CS-150A wchodzi natomiast w ostrą konkurencję w dziale wysokiej klasy integr, stawiając kolejny krok ku zostaniu jednym z dominatorów.

Króciutkie przypomnienie: Cayin to zainicjowana w 1993 roku marka handlowa elektroniki audiofilskiej powstającej w zakładach AVIC Zhuhai Spark Electronic Equipment, a AVIC to Aviation Industry Corporation of China – potężna korporacja zakładów lotniczych, powstałych jeszcze w 1951 roku na potrzeby chińskiego przemysłu zbrojeniowego. Mamy więc do czynienia z technologią wysokiego poziomu i brakiem finansowych ograniczeń.

Założenia techniczne i realizacja

Cztery potężne lampy mocy.

   Duża moc uzyskiwana od lamp oznacza zwykle duże lampy. Przeważnie także dużą ich ilość – i tu się właśnie tak dzieje. Za moc odpowiadają cztery pentody KT-150, czyli od niedawna produkowany najmocniejszy wariant lamp KT – tzw. tetrod strumieniowych, wprowadzonych przez RCA (1936) typem 6L6 i przez Marconi-Osram Valve Co. Ltd. (1937) typem KT-66. Wariant KT-150 wprowadziła natomiast firma Tung-Sol (rok założenia 1907); kiedyś amerykańska i amerykańska nadal, lecz stanowiąca obecnie własność New Sensor Corporation (rok założenia 1969) – z siedzibą w Nowym Jorku. A realizacją produkcji całościowo w Rosji – w fabrykach w Petersburgu, Saratowie i Nowosybirsku.

Cztery KT-150 mogą być w tańszym wariancie zastąpione przez KT-120, co spowoduje także spadek mocy, a przy najlepszych KT-150 moc ta wynosi 2 x 100 W dla trybu pentodowego (ultralinear) i 2 x 55 W dla triodowego. Każda z lamp mocy ma swoją sterującą 6SN7, także produkcji Tung-Sol, a obowiązek prostowania w całości spada na pojedynczą vintage 22DE4 od RCA.

Tak więc w recenzowanym wzmacniaczu spotykamy same lampy duże lub średnie, brak popularnych małych triod. Co o tyle jest dobre, że takie małe triody vintage są niezwykle kosztowne, a tu pokusy nie ma. KT-150 powstają wyłącznie takie, jak te we wzmacniaczu, nie istnieje żaden zamiennik, a 6SN7 mają w razie pokus podmiany wysokiej klasy zamienniki współczesne. Poza tym jako sterujące uchodzą za znakomite, czyli same dobre nowiny. Zagadką dla mnie pozostaje jedynie ta pojedyncza prostownicza – nie wiem dlaczego tylko jedna, ale tak zaprojektowano stopień zasilania. W którym pracuje w roli głównej własnej produkcji Cayina pojedynczy duży toroid, a przy okazji chroni ta pojedyncza 22DE4 w razie zastępowania nową przed ponoszeniem dużych kosztów, kosztuje raptem pięć dolarów.

Oprócz trybów „Triode” i „Ultralinear”, których przełączenie jest tak nawiasem możliwe wyłącznie podczas pracy urządzenia, a nie, jak u innych wzmacniaczy, wyłącznie po ich wyłączeniu, oferuje nasz Cayin też inne regulacje: dzięki dużemu wskaźnikowi wychyłowemu, umieszczonemu na lampowym panelu wierzchnim centralnie, możemy sami biasować wszystkie lampy (czyli optymalizować ich prąd podkładu), a dzięki małym przełącznikom na panelu przednim oprócz zmiany trybu triode/pentode przełączać się też między trybami płytkiego lub głębokiego biasu oraz płytkiego lub głębokiego sprzężenia zwrotnego. Co daje w sumie osiem ustawień trybu pracy, czyli będzie co sprawdzać. Prócz tego jeszcze jedno dopasowanie, ale już odnośnie tylnych przyłączy głośnikowych, których jest w sumie sześć a nie cztery, ponieważ można wybrać ustawienie wyjściowe osobno dla czterech i ośmiu omów. Na urozmaicający i użytecznościowy dodatek są tam też cztery wejścia: pojedyncze symetryczne XLR i trzy RCA, z których jedno omija potencjometr, jest bowiem przeznaczone dla zewnętrznego przedwzmacniacza.

Forma całości jest typowa, ale ponadprzeciętnie potężna. Urządzenie waży imponujące 34 kilogramy i ma gabaryty 420 × 389 × 218 mm. Pokrój przy tym klasyczny – sześciowarstwowym lakierem pokryty dosyć wysoki panel przedni może być srebrny albo czarny, a na nim wyróżnikiem duże, centralnie umieszczone i podświetlane pokrętło potencjometru, który możemy obsługiwać także aluminiowym pilotem. Z pilota obsłużymy też pokrętło drugie – przełącznik wyboru wejść; mniejszy i umieszczony z prawej. Całkiem po lewej niewielkim przyciskiem obsługiwany włącznik główny, pomiędzy nim a potencjometrem trzy skobelkowe przełączniki wspomnianych regulacji. Między potencjometrem a przełącznikiem wyboru wejścia sześć z kolei indykatorów ustawień, informujących o aktywnym wejściu oraz aktywnym trybie. Wierzch to wspomniana galeria dziewięciu lamp i duży wskaźnik wychyłowy biasu w eleganckiej, chromowanej oprawie; bokami odniesione do niego przełączniki odpowiedzialne za wybór biasowanej lampy. Za lampami trzy potężne transformatory w pancernych obudowach; wszystkie produkcji własnej i wszystkie ponoć najwyższej klasy.

Ogólnie dziewięć lamp.

W komplecie z urządzeniem dostajemy białe rękawiczki, pilota z bateriami i instrukcję obsługi, a także kabel zasilania. Wszystko porządnie spakowane w karton ze styropianowymi kształtkami i osłonięte bawełnianym pokrowcem. Integra staje na gumowanych nóżkach, błyszcząc lakierem i świeci, acz na szczęście umiarkowanie, lampami i wskaźnikami. Montaż podzespołów jest ręczny metodą point-to-point, a więc najlepszy z możliwych, a zabawka kosztuje u polskiego dystrybutora 22 900 PLN i przy oferowanej mocy zasadniczej 100 W na kanał może obsłużyć każde kolumny.

Odnośnie reszty technicznych danych: pasmo przenoszenia obejmuje przedział częstotliwości 9 Hz – 50 kHz, zniekształcenia harmoniczne (THD) to maksymalnie 2%, stosunek szumu do sygnału (S/N) wynosi co najmniej 90 dB, a impedancja wyjściowa to na osobnych gniazdach do wyboru wspomniane 4 lub 8 Ω. Także dopasowaniem do charakterystyki kolumn są tłumaczone tryby głębokiego albo płytkiego biasu i głębokiego lub płytkiego sprzężenia, których wybór ustawiać należy na ucho. Zatem do dzieła.

Brzmienie

W ich otoczeniu miernik biasu.

   Zacznijmy w takim razie od wyboru ustawień. Dla trybu triodowego wybrałem standardowe, to znaczy niski bias oraz niskie sprzężenie. Jedno i drugie ustawienie wyższe powodowało bowiem nerwowość – najpierw nerwowość dźwięku, zaraz potem słuchającego. Zwłaszcza zbytecznej nerwowości dostarczały soprany, które przy głębszym biasowaniu zaczęły żyć osobnym życiem i podbarwiły się na czerwono, jako że jestem szczątkowym synestetą (w odcieniu burgund, tak nawiasem).  Dla trybu ultralinear już standardowych nie wybrałem, jako że z nim głębsze sprzężenie zwrotne wydało mi się korzystniejsze. Ożywiało brzmienie, przydając mu szybkości, wyraźności i w konsekwencji bezpośredniości. Różnica niewielka w sumie, jednakże zaraz do wychwycenia, zwłaszcza że wszystkich przełączeń możemy dokonywać w biegu, czyli ułatwiające porównania przejścia natychmiastowe. (Może nie tak zupełnie, bo podzespoły potrzebują paru sekund na załapanie nowego trybu w całej pełni, ale w sekundę robi się inaczej.) Natomiast wyższy poziom biasowania i tu powodował nerwowość, tym sposobem się wykluczając. Podniety wraz z nim stawały się przedobrzone, w efekcie całe to ożywienie sztuczne. Odnośnie jednak podbitego sprzężenia, to kilkakrotne przełączenia w te i wewte utwierdziły mnie w przekonaniu, że wolę żywsze granie z podbiciem od spokojniejszego bez podbicia, spokój albowiem wytwarzał lekki dystans i mniej mi się podobał.

Najważniejsza jednak decyzja, to oczywiście wybór między „Triode” a „Pentode”. Zazwyczaj wolę „Triode”, chociaż bywają wyjątki – i tu wyjątek też zaistniał. Rzecz jasna można wybrać „Triode”, o którym sam producent pisze, że jest bogatszy harmonicznie, ale jak dla mnie i on stwarzał do przekazu zdystansowanie, aczkolwiek nie za darmo, tylko w zamian za większą miękkość, ciemniejszą aurę oraz dłuższe wybrzmienia. Równocześnie jednak spowolniał atak, zagęszczał medium – w sensie czynienia go mniej przejrzystym – i mniej wyraźne kreślił kontury oraz ujmował nieco tlenu, czyniąc całość mniej świeżą. A świeżość to jest ważny czynnik jakościowy Cayina CS-150A, który nie czyni brzmienia w dostrzegalny sposób wilgotnym, natomiast świetnie je natlenia. To brzmienie nie jest suche, ale wilgotne też nie, za to czuje się natlenienie – świeże powietrze wypełnia płuca, i to jest bardzo dobre. Szczególnie, że idzie w parze ze świetną przejrzystością i podziwianiem sceny na głębię.

 

 

 

 

Tej scenie przy kolumnach Boenicke W11 dawał Cayin w trybie „Pentode” lepsze różnicowanie źródeł niż mój wzmacniacz dzielony, rozpisując ją bardzo dokładnie na źródła i w każdym przypadku uwzględniając specyfikę sceniczną nagrania. Za każdym razem wypadało to bardzo dobrze, w tym też w muzyce hard-rockowej, a szczególne wrażenie wywarło w przypadku płyty Verdi Choruses, gdzie ustawienie chóru hen, daleko za kolumnami okazało się realistycznie teatralne. Duży dystans nie spowodował przy tym zlania głosów – poszczególni chórzyści byli uchwytni i precyzyjnie wkomponowani w głęboką, wielogłosową przestrzeń. Co samo już było czymś ciekawym, fascynującym nawet, lecz scena, nawet i najlepsza, nie zastąpi walorów muzycznych.

Za lampami transformatory Cayina, podobno świetne jakościowo.

Odnośnie nich, to oprócz wspomnianego natlenienia, wyraźności oraz żywości i bezpośredniości, które od pierwszych chwil się narzucały, zauważalne były też wyższe od przeciętnych ciśnienia i całościowa potęga dźwięku, natomiast stosunkowo mały nacisk szedł na podkreślanie obecności planktonu. Przejrzyste medium żyło głównie za sprawą ciśnień, pomimo świetnej przejrzystości – a często przecież bywa tak, że gęstość przejrzystość osłabia. Tu jednak tego ani trochę, a jeszcze było natlenienie, natomiast plankton się pośród tej ciśnieniowej przejrzystości nie narzucał, a tylko gdzieś tam sobie był. To zapewne po części wina głośników, jako że membrany Boenicke nie przejawiają takiej czułości na najmniejsze wibracje i tym samym takiej predyspozycji do wychwytywania planktonu, jak na przykład celulozowe u Avatar Audio, co im jednakże nie przeszkadza w oddawaniu szczegółów ani im nie uszczupla zdolności melodycznych. Z lampami Cayina obie te wartości kluczowe okazały się bez zarzutu (w innym razie z pewnością tryb triodowy by wygrał) – szczegółowość nic nie pozostawiała do życzenia, podobnie jak melodyka. Oba czynniki nie starały się wprawdzie dominować, stapiając się raczej z całością, niemniej kiedy sięgnąłem po płyty operowe, natychmiast okazało się, że szczególnie dużo wymagające od melodyki soprany koloraturowe prezentują się pierwszorzędnie, przejawiając odpowiednie rozfalowanie, należyte mienienie, a przy tym nawet słodycz, której na innym materiale dźwiękowym wcześniej nie odczułem. A wszystko przy trybie pentodowym, a więc w warunkach dla melodyki trudniejszych. Aż mi to wręcz zaimponowało, że ustawiony pod wyraźność, żywość i maksymalną bezpośredniość Cayin potrafił w skrajnie trudnych sopranowych testach pokazać takie cechy, podobnie jak rewelacyjnie zachowywał się przy odtwarzaniu też trudnych dźwięków stepowania, w całości potrafiąc zamieniać najwyższe trzaski spod obcasów nie w bezsensowne obrazowo piki, a użyteczne modelowanie przestrzenne.

Uogólniając można powiedzieć, iż daleki jest Cayin od zniekształceń, na całej szerokości pasma bardzo udanie przekształcając dane brzmieniowe w muzyczną przestrzeń. To samo tyczyło bowiem i niskiego zakresu – kubatur bębnów, pudeł rezonansowych kontrabasów i wiolonczel, także strun basowej gitary. Specyfika i melodyka w każdym przypadku efektownie łączyła się z wysokiej próby obrazowaniem zarówno ich przestrzenności wewnętrznej, jak i akustyki otoczenia.

Z tyłu obfitość wejść i różne stopnie impedancji.

Uogólniając jeszcze bardziej trzeba orzec, że produkuje tytułowy Cayin dźwięk świeży, otwarty, napowietrzony i dokładnie kreślony konturowo z zaokrąglającą obróbką krawędzi. Towarzyszą temu mocne w trybie triodowym pogłosy, które w pentodowym wyraźnie słabną. Gęstość i energia okazują się ponadprzeciętne, a światło przy ustawieniu pentodowym dzienne, w triodowym zaś bliższe wieczoru. Scena obejmująca te walory pierwszy plan stawia niezbyt blisko, jest w każdym wypadku głęboka, zawsze na dużą głębokość przezierna i zawsze dobrze rozpisana na separowane starannie źródła.

Wzmacniacz pokazał także świetną dźwięczność i bardzo dobrze obrazował holografię, a miał też ciekawego coś jeszcze. W dalece ponadprzeciętnym stopniu potrafił mianowicie oddawać delikatność, dużo bardziej niż to ma miejsce zazwyczaj kontrastując ją z tym co mocne, brutalne. Działo się tak nie tylko na zasadzie dynamicznych kontrastów ciche-głośne i energiczne-spokojne, ale też dzięki wyjątkowo dobrej przejrzystości i plastyczności delikatnych dźwięków oraz ich złożeń. Piękny, misternie podany i dobrze oświetlony teatr filigranowych figurek brzmieniowych w kontraście do dźwięków masywnych i potężnych, które także plastyczne. Co doskonale ilustrował zarówno solowy fortepian, jak i produkcje orkiestrowe. To także zaznaczało się w muzyce rozrywkowej, na przykład w kontraście między sekcją dętą a ściszonym, specjalnie momentami półszeptanym wokalem. I w ogóle jeśli ktoś ceni odnośnie brzmienia nie aspekt ujednolicający, a podkreślający różnice, ten Cayin będzie dla niego. To wzmacniacz dbający o naturalizm – uwyraźniający różnice na bazie precyzji konstruowania dźwięków i przejrzystej, głębokiej sceny.

Lampowa integra dużej mocy – nieczęsto spotykana sprawa.

Z podkreśleniem staranności konturu, oddaniem swoistości brzmieniowej i możliwością zaprezentowania imponujących skoków dynamicznych. Dbający przy tym o muzyczną płynność aż tak bardzo, że żadnych nie stwarzał problemów w przypadku archiwalnych czy nazbyt ostrych nagrań; wręcz przeciwnie – z takimi też wypadał bardzo dobrze, mimo iż to integra, a te zwykle miewają w tym zakresie problemy. To właśnie, ten ujmujący naturalizm płynnego, nie podostrzonego brzmienia, złączony ze zdolnością pokazywania ponadprzeciętnych różnic zarówno w odniesieniu do samej specyfiki głosowej , jak i delikatności skontrastowanej z potęgą – to stanowi paletę zalet.

 

Podsumowanie

   Do czego dołączają te mnogie regulacje. Wzmacniacz można ustawić pod granie bardziej jednolite, z klasyczną manierą lampowego stylu dzięki trybowi triodowemu, w którym do głosu mocniej dojdzie światłocień, a mniej wytężone staną się kontrasty i mniej wytężona bezpośredniość. Można to wszystko na dodatek brzmieniowo łagodzić lub podkręcać, dzięki regulowanemu sprzężeniu i też regulowanemu biasowaniu, uwzględniono także różne potrzeby kolumn odnośnie impedancji. (Przy czym producent zaleca, by te o mniej typowych nominalnych sześciu omach podpinać w ustawieniu pod osiem.) Wygodą jest również regulacja z pilota głośności oraz wyboru wejścia, przyjemne łagodne świecenie wskaźników i hipnotyzujące lamp, satysfakcjonujące tych lamp symetryczne rozstawienie i eleganckie wykończenie całościowe, sycący dumę potężny wygląd.

 

W punktach:

Zalety

  • Możliwość ustawiania aż ośmiu charakterystyk dźwięku.
  • W tym klasycznego trybu triodowego i klasycznego pentodowego.
  • W optymalnym wg testującego pentodowym z pogłębionym sprzężeniem wyjątkowo celny realizm.
  • Na bazie żywości.
  • Bezpośredniości.
  • Szczegółowości.
  • Szybkości.
  • Wyraźności.
  • Otwartości.
  • Przejrzystości.
  • Melodyjności i dźwięczności.
  • Dobrej obróbki krawędzi.
  • Braku ocieplania i dosładzania.
  • Umiejętnego posługiwania się światłem.
  • Wysokiej klasy obrazowania akustycznego na bazie dużej i bardzo dobrze uporządkowanej sceny.
  • Wysokich ciśnień.
  • Dynamiki.
  • Prawidłowego dociążenia.
  • Właściwej długości podtrzymania wybrzmień.
  • Pietyzmu dla delikatności.
  • Umiejętności kreowania brzmień potężnych.
  • W złożeniu delikatności z potęgą osiągania niecodziennej skali kontrastu.
  • Przy pełnym rozwarciu pasma unikaniu zniekształceń na obu jego skrajach.
  • W tym braku podbarwień sopranowych.
  • Czego efektem naturalizm ludzkiego głosu.
  • Żadnych problemów odnośnie nagrań archiwalnych i słabszych jakościowo.
  • Mocny w trybie triodowym pogłos nie występuje w pentodowym.
  • Predyspozycja do holografii.
  • Silne walory emocjonalne.
  • Pośród wytężonego realizmu nie zaniedbana poetyka.
  • Efektowny wygląd.
  • Staranne wykończenie.
  • Najlepsze lampy typu KT w akcji.
  • Duża moc.
  • Brak brumu.
  • Sami możemy regulować bias.
  • Podnoszący komfort obsługi pilot.
  • Dopasowanie do impedancji głośników.
  • Aż cztery wejścia, w tym jedno symetryczne.
  • Znany producent.
  • Polska dystrybucja.

 

Wady i zastrzeżenia

  • W trybie triodowym za silny pogłos.
  • Brak także całkowicie spójnego obrazu muzycznego.
  • Podbicie biasu i sprzężenia w jego wypadku tylko psują.

 

Dane techniczne Cayin CS-150A:

  • Moc wyjściowa: 2 x 55 W (tryb triodowy); 2 x 100 W (tryb pentodowy)
  • Pasmo przenoszenia: 9 Hz – 50 kHz
  • THD: 2% (1 kHz)
  • Stosunek S/N: 90 dB
  • Czułość wejściowa: 380 mV (zintegrowana); 1200 mV (wejście wstępne)
  • Impedancja wejściowa: 100 kΩ
  • Impedancja wyjściowa: 4 Ω lub 8 Ω (osobne gniazda)
  • Wejścia: 1 x XLR, 2 x RCA, Pre-In,
  • Lampy: TUNG-SOL 6SN7 x 4, TUNG-SOL KT150 x 4, RCA 22DE4x1
  • Wymiary: 420 × 389 × 218 mm (szer. × głęb. × wys.)
  • Waga: 34 kg
  • Pobór mocy: 520 W
  • Cena: 22 900 PLN

 

System

  • Źródło: Ayon CD-35 II.
  • Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head Mark III.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Wzmacniacz zintegrowany: Cayin CS-150A.
  • Kolumny: Boenicke W11 Standard + Swing Base.
  • Kabel głośnikowy: Sulek 6×9.
  • Interkonekty: Acoustic Zen Absolute Cooper, Sulek Edia & Sulek 6×9.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek 9×9 Power.
  • Listwa: Sulek.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Ustroje akustyczne: Audioform.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
  • Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Solid Tech „Disc of Silence”, Synergistic Research MiG SX
Pokaż artykuł z podziałem na strony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy