Recenzja: Beyerdynamic DT 990 Edition

Beyerdynamic_DT_990_01   Do 2009 roku wraz z modelem DT 880 były to flagowe słuchawki Beyerdynamica. Zastąpiły na tej pozycji cieszącego się dużą popularnością i uznaniem poprzedniego flagowca, model DT 931, a same zostały zdetronizowane przez zdecydowanie droższe T1. Wciąż jednak pozostają w produkcji – i to nie tylko pozostają – poddano je także technicznemu liftingowi, którego rezultaty okazały się wysoce satysfakcjonujące.

Z uwagi na wybitną analityczność DT 990 od samych narodzin były postrzegane jako pikantne, a jednocześnie ta właśnie analityczna przenikliwość i świetna klasa ogólna sprawiały, że wielu użytkowników imało się ich modyfikacji, chcąc uczynić je bardziej przyjaznymi dla nie dość wybitnych brzmieniowo wzmacniaczy, nie godząc się by wspaniała ich jakość nie pracowała dla nich. Znalazły się nawet firmy oferujące kompleksowe przeróbki, wyposażające je w drewniane muszle, inne pady i okablowanie. Na koniec, przy okazji wielkiej rewolucji technicznej związanej z wprowadzeniem przetworników klasy Tesla, sam wytwórca sięgnął po modyfikacje, opracowując nowszą wersję oznaczoną przydomkiem „Edition”. Dzięki temu obecnie oferowane DT 990 żadnych dodatkowych zabiegów nie wymagają. Zmienił się ich charakter ogólny i zmienił na lepsze, a w każdym razie są teraz na pewno łatwiejsze do zwyczajnego użytkowania. Łatwiej je napędzać przeciętnej klasy wzmacniaczem, a brzmienie wciąż pozostało intrygujące i wciąż można je otrzymać za bardzo rozsądne pieniądze.

Wspaniałe słuchawki za tysiąc złotych z kawałkiem to coś od czego firma Beyerdynamic zawsze była specjalistą. Najlepiej świadczy o tym fakt bycia przez DT 990 wyrobem flagowym. Podczas gdy inni uciekali ze swoimi flagowcami w rejony grubych tysięcy, spośród firm o najwyższej reputacji jedynie od Beyerdynamica i także przez jakiś czas od Sennheisera można było dostać wyrób flagowy za taką kwotę. I to słychać. Naprawdę trudno odnaleźć analogicznej klasy brzmienie za podobne pieniądze. Nie jest to wszakże niemożliwe. Dopiero co sporządziłem recenzję bardzo popularnych Grado SR-325is, w której zawarłem stwierdzenie, że chadza po świecie trojka, czy też trójka, a tak naprawdę to czwórka znakomitych słuchawek od uznanych producentów, kosztujących niewiele ponad tysiąc złotych – a są to Beyerdynamic DT990/880, Sennheiser HD 600 oraz wspomniane Grado SR-325is. Bez trudu można też zrobić z tego piątkę, dokooptowując niewiele droższe HD 650.

A ponieważ porównania bezpośrednie DT 990 do SR-325is i HD 600 zostały tam przeprowadzone i spisane, nie będziemy do nich wracać, miast tego porównując nasze DT 990 do niemal dwakroć droższych T90, będących w jakiejś mierze ich odpowiednikiem w ramach tej nowej serii Beyerdynamica, noszącej od nazwy nowego typu przetwornika wspólne miano Tesla. Nie będzie to zatem porównanie w pełni uczciwe, zarówno z uwagi na tą dwakroć wyższą ceną jak i nowszą technologię, ale za to pozwalające ocenić stare względem nowego i przyjrzeć się temu co można od firmy Beyerdynamic uzyskać płacąc niemal dwakroć więcej.

Powyższe wynurzenia musimy niestety uzupełnić nieprzyjemną uwagą odnośnie cen. O ile bowiem Grado i Beyerdynamic trwają jak na razie przy swoich, to firma Sennheiser doszła najwyraźniej do wniosku, że powinna się uważać za coś lepszego i ceny (w każdym razie te oficjalne) swoim słuchawkom podniosła. Nie wygląda to najlepiej, bo HD 600 kosztują teraz ponad tysiąc siedemset, a HD 650 prawie dwa tysiące złotych. Zdrożały także HD 800, wyceniane obecnie na bez mała pięć tysięcy, a jako jedyne pod wpływem mojej krytyki staniały HD 700 – z trzech i pół na równe trzy. (Megaloman ze mnie, wiem.) Tak więc nasza trojka się rozjechała, a DT 990 chlubnie pozostając przy swojej nie zmienianej od bardzo dawna cenie okazują się teraz zdecydowanie najtańsze.

Budowa

Beyerdynamic_DT_990_02

Żeby wszystkie słuchawki były tak pakowane…

   Słuchawki od Beyerdynamica prawie wszystkie posiadają ten sam fason, prosty i skuteczny. Jest wprawdzie pośród nich model DT-150 o podłużnych muszlach i paru innych odmieńców, ale gros słuchawek tej firmy włączając w to nowe flagowe T1 ma identyczne okrągłe muszle i pozbawione profilu proste, wąskie, okrągłe pady. Jak już kiedyś pisałem pady te są na obwodzie odrobinę za małe, toteż w odróżnieniu od na przykład Sennheiserów HD 800 trzeba się nieco przy ich zakładaniu napracować upychając uszy starannie do wnętrza, ale nie jest to zadanie trudne ani męczące, a słuchanie na długich dystansach okazuje się potem wbrew obawom całkiem wygodne, czemu sprzyja niezbyt duży ciężar samych słuchawek i niespecjalnie duża siła nacisku pałąka. Poniżej modeli flagowych, czyli wspomnianych T1 oraz przenośnych T5p, surowce i kable są raczej przeciętnej jakości; zwłaszcza kable, doprowadzane profesjonalną modą do lewej muszli i cienkie. To doprowadzenie do jednej muszli daje swobodę operowania przed sobą, ale rodzi obawy o niesymetryczność przewodów, a przede wszystkim o tych przewodów jakość. Bo tak to już jakoś na tym świecie jest, że elegancko wyglądające kable, którymi producenci głośno wszystkim wokół się chwalą, to zawsze te wiodące do obu muszli a nie prowadzące tylko do jednej. Przede wszystkim zapewne z uwagi na większy takich godnych chwalenia się ciężar, ale zapewne także z uwagi na bardziej cieszący oko wygląd symetrycznego podpięcia.

Beyerdynamic_DT_990_03

Pokrowiec ten co zawsze u Dynamików

Pozostający w samym centrum oferty Beyerdynamica model DT 990 nie odbiega od standardu, mając okrągłe muszle, pady bez profilu i podpięcie kabla od lewej. Mimo tej przeciętności słuchawki budzą sympatię. Wyglądają na zbyt małe, ale na głowie okazują się całkiem wygodne, a metalowe grille tworzące osłonową żaluzję z szerokich pasków lśniącej blachy są charakterystyczne i z daleka rozpoznawalne. Ładnie ukształtowano także uchwyty wiązania muszli z pałąkiem a sam pałąk został solidnie wyścielony i elegancko pokryty czarną skórką.

Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że mimo oficjalnie otwartej budowy ta osłonowa żaluzja czyni DT 990 tak naprawdę pół czy ćwierć zamkniętymi, nie pozwalając dźwiękowi swobodnie propagować na zewnątrz, jak ma to miejsce w przypadku słuchawek o osłonach z cienkiej siateczki. Musi to mieć wpływ na brzmienie, zgęszczając je i czyniąc bardziej pogłosowym.

Uzupełnienie całości stanowi brezentowe etui na zamek błyskawiczny o przeznaczeniu podróżnym oraz nakręcana przejściówka na mały jack kończący kabel.

Beyerdynamic_DT_990_04_04

Beyerdynamic DT 990

Od strony technicznej słuchawki mają oficjalnie jak powiedziałem budowę otwartą, a wagę średnią, niecałe 300 g wynoszącą. Przenoszą pasmo 5 Hz do 35 kHz i produkowane są w trzech wariantach obciążenia impedancyjnego: 32 Ohm, 250 Ohm i 600 Ohm. Pierwsze są przeznaczone do urządzeń przenośnych, drugie do każdych, a trzecie mają w zamyśle być najbardziej audiofilskie. Tutaj, że przypomnę, testujemy te środkowe.

Odsłuch

Beyerdynamic_DT_990_05

Niepowtarzalny wzór maskownicy

   Z punktu widzenia odbioru muzyki jako czynności mającej sprawiać radość i będącej oczyszczeniem dla duszy, jak to efektownie ujął reklamując swe produkty Accuphase, pisanie recenzji w oparciu o porównania  nie jest zajęciem specjalnie sympatycznym, zmuszając piszącego do ciągłego przerywania utworów albo powtarzania ich w kółko. Ktoś mógłby zapytać:  – A kto ci każe? Posłuchaj sobie na jednych, potem na drugich i wtedy pisz zamiast narzekać. Jednak na tej zasadzie można napisać jedynie recenzję ogólnikową, zawierającą powstającą wokół każdego z tych przesłuchań impresję oraz całościowy klimat każdego z odsłuchów, a nie rzeczową  analizę. Umówmy się zatem, że jako recenzent posłucham analitycznie i szczegółowo, nie szczędząc sobie przerw i wyrywkowych porównań, ale relację przedłożę całościową, tak jakbym miał muzyczny słuch i muzyczną pamięć absolutne i żadnych tego rodzaju badań nie potrzebował, chociaż podobno ci którzy taki słuch mają, mimo braku konieczności porównywania też nie czerpią ze słuchania specjalnie dużo radości, najwyraźniej w następstwie tego, że porównania pojawiają się u nich samoistnie na zasadzie retrospektywy, utrudniając przyjemność płynącą z nieskrępowanej percepcji, a także ze względu na to że sama muzyka jest zapewne postrzegana przez nich bardziej analitycznie. Nie jestem tak nawiasem przekonany o tym czy z tymi trudnościami u osób z absolutnym słuchem to prawda, bo taki na przykład Mozart, albo słynący z fenomenalnego słuchu Paganini nie wydają się swoimi życiorysami czegoś takiego poświadczać, choć z drugiej strony faktem jest, że mieli do czynienia wyłącznie z muzyką naturalną, nie mając możności sporządzać uwag odnośnie słuchania nagrań. Skądinąd zaś osoby słyszące kolory (tak zwani synestetycy) zgłaszają znacznie mniej elegancką oprawę barwną muzyki nagraniowej i jednocześnie wyraźnie różnicują barwy towarzyszące płytom winylowym i CD, na korzyść tych pierwszych jak się nietrudno domyślić. W dzieciństwie sam byłem synestetykiem, ale z wiekiem zatraciłem tę zdolność postrzegawczą, toteż nic na ten temat nie mam od siebie do dodania. Z synestezją czy bez niej, a także z absolutnym słuchem czy bez niego, słuchanie muzyki w urywkach i ciągłe porównania to żadna przyjemność. Jedyna satysfakcja z tego płynąca to nabywanie wiedzy o sprzęcie, a ta niejednokrotnie potrafi zaskakiwać, budząc zdumienie i uśmiech niedowierzania.

Beyerdynamic_DT_990_06

Bez skóry, ale i tak wygodnie

Dobrze, dosyć tych wstępów. Odsłuch zgodnie z obietnicą oprzemy na porównaniu z T90 i podzielimy go pomiędzy dwa wzmacniacze – Eximusa DP-1 podpiętego do komputera (zwyczajnie, samym kablem USB) oraz ASL Twin-Head podpiętego do Cairna. (Też zwyczajnie, bo inaczej się nie da.)

Słuchałem wielu plików, wielu formatów i wielu programów. Pozostało wrażenie, że słuchawki bardzo udanie łączą wysoką klasę z brakiem natarczywości wywołującej u słuchacza zmęczenie. Zacząć trzeba jednak od sprawy technicznej. Muszle powinny być osadzone tak blisko ucha jak tylko się da, tak więc dobrze aby słuchawki były na początku użytkowania cierpliwie noszone przez użytkownika celem ułożenia ich do kształtu głowy i zmiękczenia padów a nie tylko grane i odkładane na bok w oczekiwaniu aż się wygrzeją, ponieważ wybiegu z podsadzaniem tychże padów i wpuszczaniem pod nie uszu tutaj zastosować się nie da. Z uwagi na swą wąskość i rozmiar i bez tego przy odrobinie pomocy obejmą ucho w całości, pozwalając uniknąć oparcia o małżowinę. Poza tym brak nawet miejsca by coś pod nie wetknąć. A kiedy już ucho mamy porządnie w środku usadowione a same słuchawki na ile się da do głowy dociśnięte, okazuje się, że można trochę wędrować z muszlami nad uchem. W miarę przesuwania do przodu dźwięk ciemnieje i zaczyna pojawiać się pogłos, a przy zsuwaniu ku tyłowi staje się jaśniejszy i bez pogłosu. Trochę wydaje się wtedy bliższy słuchacza, ale też i trochę uboższy bez tego pogłosowego echa i lekkiego cienia. Tak więc najlepiej pozostawić muszle centralnie i dać sobie spokój z poszukiwawczymi suwaniami, bo i tak nic wielkiego się tu nie wskóra. A kiedy tak sobie w centralnym położeniu słuchać, każdy kto słyszał te dawne DT 990 natychmiast zda sobie sprawę, że z pikantnych stały się  teraz łagodne, co jednak nie znaczy, że grają w sposób mało angażujący. Powiedziałbym, że jest dokładnie na odwrót, to znaczy że mimo iż w porównaniu z najlepszymi, na przykład Staksami SR-507 albo Grado GS-1000i, brzmią mniej bezpośrednio i szczegółowo, bije od nich swego rodzaju majestatyczna prawdziwość, z lekkim echem, półcieniem i brakiem łaszenia się. W bardzo specyficzny sposób potrafią te obecne DT 990 łączyć brzmienie sprężyste i twardsze niż u większości podobnie kosztujących czy droższych konkurentów z indywidualizmem głosów, wydawać by się mogło przy tej miary sprężystości bardzo trudnym a nawet niemożliwym do uzyskania. Efektem jest specyficzny klimat, z jednej strony obdarzający słuchacza swego rodzaju dystansem do dźwięków i opisywanych nimi zdarzeń, z drugiej każący podziwiać zaklęte w tą zdystansowaną treść piękno. To nie jest brzmienie rzucające się słuchaczowi na szyję. Nie słodka damulka gotowa z każdym flirtować i do każdego się uśmiechać.

Beyerdynamic_DT_990_07

Za to bez gwintu nie mogło się obyć

Brzmienie nowych DT 990 Edition jest jak dama majestatycznie przechodząca koło nas, co nawet nie rzuci okiem, a ty chowając dumę do kieszeni nie potrafisz się nie gapić, bo widok jest zbyt fascynujący. A że chichoczące paniusie bywają męczące w przeciwieństwie do milcząco sunących dam, oferują nam te DT 990 naprawdę ciekawe brzmienie.  Bo oczywiście nie milczą, a tylko ich muzyczne widoki są właśnie tego majestatycznego rodzaju i takie z lekkim dystansem. Nie siądą ci na kolanach, niczego nie będą szeptały do ucha, tylko płyną, płyną, płyną…

Brzmienie cd.

Beyerdynamic_DT_990_09

Na miejscu, gotowe na niezwykły pokaz

   Ta muzyka ma jeszcze jedną bardzo istotną cechę, ma puls. Bas jest mocny i z akcentem, a wspomniana twardość jest jak naprężony mięsień albo membrana bębna – ma siłę i rytm. Faluje przed nami niczym rozedrgana ściana elastycznego dźwięku, trudna do przebicia ale jednocześnie rodząca fascynację.

Puściłem sobie dla konkretyzacji i porównania sławny Fear of the Dark Iron Maiden. Na DT 990 zabrzmiał oczywiście ścianą i prężnie, a by w to brzmienie wejść głębiej i się nim otoczyć trzeba było pojechać z potencjometrem daleko, a wówczas stawało się bliższe i otaczało wściekle pulsującym rytmem. Odpalone następnie T90 ukazały całościowo wyższą tonację, większą szczegółowość, więcej kociej zwinności i sporo więcej sopranów. Jednocześnie scenę miały głębszą a dźwięk prawdziwszy, ale bardziej przez tą swoją prawdziwość słuchacza nękający. Taki bardziej pod wysokiej klasy aparaturę niż pliki z You Tube.

Przejdźmy w takim razie do wysokiej klasy aparatury, by powyższą sugestię zweryfikować. Ale zanim do tamtego kąta powędrujemy puściłem jeszcze plik MQS na JPlay, bo też wysoko mierzą. – Bez zaskoczenia, a może jednak trochę. Tak śladowo i właściwie w sposób spodziewany. Wszystko się powtórzyło, to znaczy zdecydowanie mniej było u DT 990 sopranów i struny gitary u nich mocniej napięte, a jedyna różnica to fakt, że głos wokalistki – Amber Rubarth – mimo to zabrzmiał w ich wykonaniu niemal równie prawdziwie jak u T90. Ale tylko niemal. U droższego następcy był prawdziwszy, z większej ilości czynników się składający i tym samym w bogatszą całość złożony.

Już idziemy do drugiego kąta, tego z lampowym audiofilskim wykwintem, ale tylko jeszcze zauważę, że T90 okazały się wbrew oczekiwaniu łatwiejsze do napędzania i o całe dwa kroki na krokowym potencjometrze Eximusa głośniejsze od dawnego flagowca, tak więc przetworniki Tesla górą. Niestety także cenową.

Beyerdynamic_DT_990_11

Może i tranzystory rosną w siłę, ale co lampa to lampa…

Własny Twin-Head od razu udowodnił dlaczego lampa jest lampą, albo inaczej mówiąc, dlaczego lampowe brzmiennie postrzegane jest jako szlachetniejsze, chociaż nie wszyscy się z tym zgadzają. Nie to jest wszakże przedmiotem tej recenzji, a skądinąd wzmacniacze nielampowe też potrafią siać magią jak z rękawa. Niezależnie jednak od przykładów które się tutaj nie pojawiły dwie lampowe głowy poparte tradycyjnym źródłem w postaci płyty CD okazały się czymś więcej niż jedna tranzystorowa łasująca na plikach wyciekających z kabla USB. Okazało się w ten sposób, że teraz DT 990 zabrzmiały bardziej miękko i przyjaźnie. Nie od T90 wprawdzie, ale od siebie samych z poprzedniego odsłuchu. Może nie aż z uśmiechem zachęty, ale z sympatią w spojrzeniu. Przesadzam. Może nie z sympatią, ale mniej dystyngowanie. Nie w stylu dostojnego menueta tylko raczej walca. Takiego spokojnego, ale już wirującego zarazem. Bardziej były ujmujące i poddające się muzyce, a mniej usztywnione.

Powiada się często, że wraz ze wzrostem jakości wzmacniacza różnice pomiędzy lepszymi a gorszymi słuchawkami się zacierają i faktycznie to prawda. Ale tylko przeważnie a nie za każdym razem. Akurat teraz okazało się właśnie, że mamy do czynienia z wyjątkiem i T90 zyskały więcej. Zachowały swą muzykalność i zwinność ruchów, a jednocześnie zyskały coś bardzo cennego – tajemniczość i magię. Słuchając ich jednocześnie przypominałem sobie przez jak długi czas one także były za sztywne i nazbyt dostojne. Być może jest ogólną cechą słuchawek Beyerdynamica bycie na początku sztywnymi i zyskiwanie giętkość dopiero po bardzo długim czasie. Jeszcze pisząc ich recenzję doświadczałem licznych śladów tego usztywnienia, a nawet długo potem. A teraz już go nie ma. Wcale. Pozostała za to piękna szczegółowość i delikatność sopranów pomieszana z silnym, mocno dającym się odczuć basem. Tego basu u DT 990 nie ma ani trochę mniej, ale jest mniej wysokich tonów, mniej delikatności, mniej muzyki na średnicy i mniej tajemniczości skradającej się ku pięknu. W przypadku słabszego sygnału to sopranowe odjęcie i całościowa prężność mogą być bardzo użyteczne owocując łatwością słuchania, ale w przypadku muzykowania na wysokim poziomie tamtego z kolei brakuje i całościowy przekaz staje się uboższy. Bynajmniej nie ubogi i sam w sobie zdecydowanie nakłaniający do słuchania, ale w porównaniu z tym do pewnego stopnia własnym następcą zbrojnym technologią Tesla jednak znacznie okrojony i nie dający takiej satysfakcji. A trzeba też zaznaczyć, że zabrzmiały teraz owe T90 z Twin-Head naprawdę rewelacyjnie, toteż byłem pod dużym wrażeniem. Od samego przybycia zjednywały do siebie piękną szczegółowością i znakomitą rytmiką, ale pełnia ich muzycznych talentów objawia się dopiero teraz, po setkach godzin grania.

Beyerdynamic_DT_990_13

Eximus jakoś nie może się z tym pogodzić

Pady tak nawiasem T90 mają czarne i miękkie, a DT 990 srebrzystoszare i sztywniejsze. Jeżeli przyjąć, że czerń reprezentuje tutaj wspomnianą tajemniczość, o której w odniesieniu do brzmienia T90 przed chwilą pisałem, to wygląd i konsystencja padów dobrze oddają różnice pomiędzy T90 a DT 990. Te drugie są twardsze i mniej tajemnicze. Lecz słucha się ich mimo to z zaangażowaniem, bo same z siebie brzmią bardzo ciekawie i trochę (chociaż to duże słowo) pomnikowo, a dopiero w konfrontacji z lepszym wyrobem własnego producenta okazuje się, że może być jeszcze ciekawiej i bardziej pięknie.

Na koniec uwaga dodatkowa. Miałem niedawno przez krótki czas DT 990 o impedancji 32 Ω i jestem przekonany a wręcz pewny, że ich brzmienie było ciekawsze. Takie bardziej świetliste i z większą ilością sopranów. Szczerze mówiąc tak w ogóle to miałem chętkę na posłuchanie wszystkich trzech impedancji, ale dystrybutor mógł przysłać tylko jedne i nalegał by były to właśnie 250 ohmowe, bo są najpopularniejsze. Tak to już niestety jest – życie to bal kompromisów.

Podsumowanie

Beyerdynamic_DT_990_10   Właściwie nie sposób napisać czegoś nowego, innego niż w recenzji Grado SR-325is. Słuchawki Beyerdynamic DT 990 Edition o oporności 250 Ohm stanowią bardzo ciekawą alternatywę pośród modeli z przedziału tysiąc – dwa tysiące złotych. T90 są wprawdzie na pewno lepsze, ale o Sennheiserach HD 600 czy wspomnianych Grado już tego powiedzieć nie można. Jedne i drugie są co prawda bardziej muzykalne, ale nie bardziej interesujące w sensie postrzeganej z osobna muzycznej treści. Tak w każdym razie mi się wydaje. Jedyna uwaga zasadnicza to powtórzenie, że wersja 32 ohmowa wywarła lepsze wrażenie i chociaż nie mogę w tym wypadku nawiązać do bezpośrednich porównań polecam ją bardziej. Oczywiście zawsze lepiej posłuchać samemu i wybrać co się woli, i oczywiście jak zawsze będą z tym kłopoty.

 

W punktach:

Zalety

  • Intrygujące brzmienie.
  • Wysoka klasa ogólna.
  • Lekki pogłos i światłocień.
  • Łatwe do napędzania i słuchania.
  • Mocny bas.
  • Bardzo dobre odwzorowanie indywidualizmu ludzkich głosów.
  • Zero problemów z wysokimi tonami.
  • Świetny rytm.
  • Dobrze widoczna cała scena.
  • Dobra dynamika.
  • Wygodne.
  • Mocna konstrukcja.
  • Etui podróżne.
  • Jedna z najbardziej uznanych marek.
  • Bardzo satysfakcjonująca na tle konkurencji cena.
  • Made in Germany.
  • Polski dystrybutor.

Wady

  • Pewien niedobór muzykalności.
  • Sprężystość za cenę miękkości.
  • Bywają słuchawki jeszcze wygodniejsze.
  • Wersja 32 Ohm wydała mi się lepsza.

 Sprzęt do testu dostarczyła firma:

konsbudhifi

Dane techniczne:

Słuchawki dynamiczne o budowie otwartej.

Pasmo przenoszenia 5 Hz – 35 kHz.

Impedancja 250 Ω.

Nominalne ciśnienie dźwięku 96 dB.

Waga: 290 g.

Kabel prosty o długości 3m.

Cena: 1149 zł.

 

System:

Źródła: PC, Cairn Soft Fog V2

Oprogramowanie muzyczne: Foobar2000, JPlay

DAC: Eximus DP-1

Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Eximus DP-1

Słuchawki: Beyerdynamic DT 990 Edition (250 Ω), Beyerdynamic T90

Interkonekt:TaraLabs Air1

Kabel USB: Ear Stream Signature.

 

Pokaż artykuł z podziałem na strony

50 komentarzy w “Recenzja: Beyerdynamic DT 990 Edition

  1. Michal W. pisze:

    Ja też wolę DT990 32 omy od 250. Podobnie wolę DT880 32 od DT880 250. Wersji 600 omów DT880 powinienem posłuchać za kilka dni, a 32-omowe mam pożyczone od kolegi na co najmniej miesiąc. Zainteresowałem się nimi ze względu na wybitnie dobrą odpowiedź impulsową jak na słuchawki w ogóle, przynajmniej tą publikowaną na headphone.com – nie mylić z odpowiedzią na sygnał prostokątny. CSD też jakby najlepsze spośród omawianej trójki modeli.
    http://en.goldenears.net/11302
    http://en.goldenears.net/13369
    http://en.goldenears.net/3618

  2. Piotr Ryka pisze:

    DT 880 to aromatyczne słuchawki.

  3. Maciej pisze:

    czy DT990 Edition potrafią sybilizować tak jak DT990?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie. Górne rejestry mają wręcz zaokrąglone. W każdym razie wersja 250 Ohm. 32 Ohm ma bardziej otwarte a wersji 600 nie słyszałem.

  4. Maciej pisze:

    Jak się mają DT990 Edition do T1 ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Blado.

      1. Maciej pisze:

        Czyli jednak co flagship to flagship 🙂

        1. Piotr Ryka pisze:

          To na pewno z każdym wzmacniaczem trochę inaczej się układa, a poza tym DT 990 występują w trzech odmianach impedancji, ale T1 potrafią sypnąć magią (holografia), DT 990 to po prostu dobre słuchawki.

  5. Staszek pisze:

    Chciałbym zapytać jak się przedstawia kwestia realizmu brzmienia i sceny DT990 w porównaniu do K550? Jak wiadomo AKG reprodukują muzykę tak jakby się jej słuchało na żywo, bardzo ożywiają nagrania w trójwymiarowej scenie. Czy DT990 zachowują się podobnie, lepiej, gorzej…?

  6. Piotr Ryka pisze:

    Brzmienie Beyerdynamiców DT 990 Edition jest inne. Bardziej prężne, muskularne, popisowe i przetworzone. Zdecydowanie bardziej podobał mi się model z opornością 32 Ohmy i jego od AKG na pewno bym wolał. Jak dla mnie brzmienie miał bardziej interesujące i łatwiejszy był do napędzenia w sensie łatwości uzyskania dobrego dźwięku. Ale scena w K550 jest większa i bardziej ustawiona na perspektywę.

  7. denis pisze:

    Cześć Piotrze
    AKG Q701 trochę mnie męczą , męczą mnie ospałą prezentacją , cały czas jest to tło zamiast spektaklu w którym uczestniczę , ciekawi mnie czy na tych płaszczynach DT990Edition potrafi zagrać ciekawiej ??

    1. Piotr Ryka pisze:

      Moim zdaniem potrafią. Jak dla mnie są ciekawsze. By ożywić AKG K701 potrzeba wyjątkowo dobrego i dynamicznego wzmacniacza. Można też popróbować DT 990PRO, które moim zdaniem nie ustępują jakościowo zwykłym 990-tkom, choć mają na pewno inną prezentację, nieco bardziej dla wzmacniaczy wymagającą.

  8. Daniel pisze:

    Jak zwykle świetna recenzja znakomitych słuchawek, nie ukrywam że w oparciu o Pana opinie staram sobie wyrobić jako takie pojęcie o „brzmieniu”, w pełnym znaczeniu tego słowa, posiłkując się odsłuchami muzyki na różnorodnych źródłach i porównując je do siebie w oparciu o sprzęt który jak na razie posiadam. I stąd moja rozterka, a może i niestety wynikająca z braku wiedzy czy też obycia, doświadczenia ze sprzętem z wyższej półki cenowej. Swoją karierę zaczynałem od słuchawek typu Technics RP-HT700, Technics RP-F1, Philips SBC-HP1000, Audio Technica ATH-T500 , a w tej chwili posiadam Audio Technica ATH-M50 oraz Creative Aurvana Live 1-wszej generacji. Po wielu wizytach w salonach odsłuchowych i porównań, bardzo przypadły mi do gustu Beyerdynamic DT990, z uwagi na ich, jak ja bym to nazwał „bezpośredniość i brak zawoalowania” przekazu muzycznego w stosunkuu do posiadanych przeze mnie słuchawek. Jeśli chodzi o najczęściej słuchany przeze mnie przekrój muzyki to za przykład może posłużyć Diana Krall, Patricia Barber, Tangerine Dream, Hans Zimmer, Philter, Yello, po artystów typu AC/DC, Def Leppard, Burial, czyli typowe różnogatunkowe klimaty. I teraz dochodzę do sedna sprawy, a więc, ostatnio zacząłem wnikliwie przysłuchiwać się posiadanym w tej chwili przeze mnie słuchawkom, (czyli Audio Technica M50 i Aurvana Live) i z nieukrywanym zaskoczeniem stwierdziłem że na jednym ze źródeł te słuchawki grają niemal identycznie, w niuansach tylko różniąc się między sobą, ale dostrzec można to tylko po wielokrotnym odsłuchaniu jednego utworu. Przykładowym utworem jest np „I Love Being Here With You” Diany Krall z płyty „Live in Paris” , czy też z drugiego końca tęczy biorąc AC/DC i „Thunderstruck” z płyty „The Razors Edge”. Otóż różnica brzmienia i to bardzo znacząca miała miejsce na amplitunerze Yamaha RX-V559, na „dziurce” w cd playerze Marantz 63mkII, w odsłuchu na iPhone 4S, czy też na słabym, sypialnianym Sharp’ie xl-hf300p. Creativy za każdym razem były delikatniejsze, troszkę „schowane”, z mniejszym „wykopem”, jednak sprawiają wrażenie bardziej „przejrzystych” i muzykalnych, tak jakby słuchając muzyki ma się wrażenie że „więcej się dzieje”, za to M50 Audio Technica to niezły wykop, dynamika na pierwszym miejscu, przekaz typu „uderzę cę każdym dźwiękiem, ale nie mam zamiaru bawić się w rozkładanie muzyki na czynniki pierwsze”, są bardziej „brutalne” i na pewno mniej muzykalne od Aurvana Live. I oto miało miejsce zupełne zaskoczenie kiedy podpiąłem jedne a później drugie do FiiO X5. Okazało się że wszystkie , tak bardzo różniące się utwory z tak rozległego przedziału muzycznego zabrzmiały niemal IDENTYCZNIE! Ta sama analityczność, ten sam „wykop”, ten sam charakter brzmienia, po prostu nie do opisania jak podobnie zagrały te dwie pary słuchawek! W związku z tym doświadczeniem, zacząłem się poważnie zastanawiać nad tym, czy nie okaże się że kiedy nabędę już upragnione DT990 nie powalą mnie na kolana, gdyż po prostu nie dysponuję odpowiednio wysokiej klasy sprzętem którym mógłbym je napędzić? Czy zdarzyło się kiedykolwiek w Pana karierze żeby tak różne od siebie słuchawki jak np rzeczone M50 i Aurvana Live zagrały niemal identycznie, z podobnym charakterem, wykopem i muzykalnością podpięte do jednego określonego źródła dźwięku, na tyle żeby zastanowił się Pan czy jest sens wydania 2 razy więcej pieniędzy na sprzęt z wyższej półki, skoro słuchawki za np 180zł (aurvana) i 500zł (M50) zapewniają bardzo wysoką (jak dla mnie) jakość dźwięku, przy okazji nie różniąc się znacząco pod względem brzmienia miedzy sobą? (biorąc pod uwagę odtwarzanie na FiiO) 🙂 Mam nadzieję że nie napisałem tego na tyle chaotycznie aby nie było wiadomo o co tak do końca mi chodzi 🙂 I jeśli jeszcze mógłbym zapytać, czy odsłuchiwał Pan kiedykolwiek legendarnych już, na różnorakich forach, słuchawek Technics RP-F30? Przez wielu wskazywane są one (pomimo że już dawno nie produkowane) jako wzorzec słuchawek z przetwornikami dynamicznymi. A jeśli tak to jakie ma Pan zdanie na temat przezentowanego przez nie przekazu muzycznego?

  9. Piotr Ryka pisze:

    Słuchawek Technicsa nie słyszałem, to znaczy kiedyś słyszałem, ale to było w komisie w latach 80-tych. Nie pamiętam modelu, ale grały bardzo detalicznym dźwiękiem. Czy zdarzyło mi się takie podobne granie różnych słuchawek? Do pewnego stopnia, ale nie tak żeby nie dało się wychwycić wyraźnych różnic. Dużo zależy tu od wzmacniacza. Im lepszy, tym różnice wyraźniej będą się zaznaczały.

    DT 990 to bardzo dobre słuchawki i w ich przypadku nieodróżnialność na pewno się nie pojawi.

  10. Daniel pisze:

    Bardzo dziękuję za odpowiedź, właśnie zamawiam dt990 edition w wersji 250 ohm, i pewnie kolejnym krokiem będzie zakup dobrego wzmacniacza do nich gdyż sprzęt który obecnie posiadam na pewno nie będzie w stanie wydobyć z nich wszystkich zalet 🙂

  11. Grzegorz pisze:

    Testował Pan Hegel Super z Beyerdynamic 880 Edition 250ohm i podobno świetnie do siebie pasowały te sprzęty. Czy można zaryzykowac że wersja 32OHM zagra lepiej z tym Hegelem? Czy jako że jest to bądź co bądź mała kostka zasilana z USB jest to już raczej ryzyko?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dlaczego ryzyko? Właśnie słuchawki o niskiej impedancji są przeznaczone do sprzętu o małej mocy. A że wersje o niskiej impedancji nie zawsze grają z nimi lepiej od tych o wyższych, to już inna sprawa.

      1. Grzegorz pisze:

        To prawda, źle się wyraziłem.
        Pytanie powinno brzmieć czy ryzykowne by było podpięcie wersji 600OHM i czy jest szansa na lepszy efekt.
        Wydaje mi się że jesli wersję 250Ohm Hegel napędził odpowiednio, to raczej nie ma sensu schodzić do wesji 32Ohm.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Moim zdaniem też nie ma sensu. Hegel jest mocny i prędzej warto z nim próbować wersji 600 Ohm niż 32 Ohmy.

  12. miłosz pisze:

    Witam.
    Która wersja: 32/250/600 Ohm byłaby najodpowiedniejsza do Fiio X5 ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Teoretycznie najodpowiedniejsza powinna być 32, ale porównywałem z 250 i ta ostatnia grała lepiej. Wersji 600 nie słyszałem. Najlepiej byłoby samemu popróbować, ale zwykle jest to niemożliwe.

  13. Daniel pisze:

    mam poważny dylemat czy lepszym wyborem jest DT 880 32 ohm czy DT 990 32ohm, czy ktoś mógłby podzielić się szerszym porównaniem tych dwóch modeli w tej impedancji?

    1. AAAFNRAA pisze:

      Jeśli już to 250 a najlepiej 600 ohm chyba, że będziesz słuchał muzyki z telefonu. No i DT 990 oczywiście.

  14. jeffu pisze:

    Witam,
    czy może Pan polecić jakiś wzmacniasz słuchawkowy dla DT880 32 Ohm. Jako źródło posiadam Xonara STX z opami dyskretnymi OPA301 DUAL AUDIOFEEL. Myślałem nad Aune T1 ale nie wiem jak to będzie współgrać ze słuchawkami o takiej impedancji.

    Pozdrawiam

  15. PIotr Ryka pisze:

    Aune na pewno będzie dobry. Także Audiolab. Dopasowanie impedancyjne z tańszych ma lampowy Cayin HA-1A.

  16. marasbas pisze:

    Witam,
    Mam dylemat, posiadam zewnętrzną kartę do komputera Focusrite Scarlett 2i4 do tego monitory KRK Rokit 6 ogólnie na tym pracuję jak i słucham muzyki, miałem również słuchawki Sennheiser HD 518 (niestety w wyniku pożaru już ich nie mam) Powiedzmy, że byłem z tych słuchawek w miarę zadowolony, ponieważ były bardzo wygodne i można było długo na nich pracować nie odczuwając dyskomfortu. Jeśli chodzi o walory brzmieniowe uważam, że po mimio charakterystyki ciepłej dość dobrze odwzorowywały to co było w monitorach. Jednakże troszkę przeszkadzała mi konstrukcja otwarta, ponieważ zbyt dużo dźwięków z zewnątrz dochodziło dlatego rozważam konstrukcję półotwartą (zamknięte nie wchodzą w grę) Pytanie jaka będzie różnica pomiędzy Sennheiser HD 518 a Bayerdynamic DT 880? – lub jaki inny model słuchawek półotwartych byłby godny polecenia w tej cenie. Z góry dziękuję z konstruktywną odpowiedź. Słuchawki są oczywiście wpięte do Focusrite

  17. Radek pisze:

    Witam. Posiadam stara wieze philips z koncowki lat 90tych pytanie brzmi czy ona bedzie w stanie napedzic DT990 250 Ohm czy lepiej kupic te z nizsza impedancja, badz wzmacniacz do tych pierwszych?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Wzmacniacz na pewno byłby wskazany, ale wieża być może napędzi nawet wersję 600 Ohm, bo takie wysokooparne słuchawki wówczas dominowały.

  18. gamr pisze:

    Jestem na etapie wyboru słuchawek pod stacjonarny odtwarzacz CD: Onkyo C7030. Chciałbym trafić z odpowiednią impedancją. Co do konkretnego modelu, nie jestem jeszcze do końca zdecydowany. Wybieram pomiędzy DT 770, 880, 990. Zapewne najbardziej odpowiadałby mi tę z otwartą budową, jednak zależy mi na tym, by przedostające się z nich dźwięki nie irytowały współdomowników. Prosiłbym o pomoc w doborze oporności i odpowiedź, jak głośne są owe konstrukcje „na zewnątrz”, przy typowym odsłuchu.

  19. gamr pisze:

    Mam możliwość podłączenia słuchawek do moim zdaniem mocnego amplituner stereo: Sherwood Newcastle RX772, jednak głównie jestem zainteresowany doborem odpowiednich słuchawek pod stacjonarny odtwarzacz CD i jego „dziurkę ;)”.

    1. Piotr Ryka pisze:

      DT990 to bardzo dobre słuchawki. Bezpieczna będzie wersja 250 Ohm, a jak przystało na półotwarte hałas zewnętrzny będzie średni.

      1. gamr pisze:

        Jeżeli dobrze się orientuję, to DR 990 jest otwartym modelem, a nie jak pan sugeruje półotwartym. Proszę mnie poprawić, jeśli nie mam racji.

        1. AAAFNRAA pisze:

          Są różne wersje: DT990 PRO – otwarte i DT990 Edition – półotwarte. Te z recenzji są półotwarte.

  20. gamr pisze:

    Od dłuższego czasu przeglądam podobne fora, by znaleźć konkretną, zdecydowaną odpowiedź na jedno nurtujące mnie od pewnego czasu pytanie. A mianowicie, jakie słuchawki (o jakich parametrach, a przede wszystkim impedancji i „czułości”, okażą się najlepsze pod normalny sprzęt domowy (wzmacniacz zintegrowany, amplituner stereo, bądź kina domowego, stacjonarny odtwarzacz CD-audio,zwyczajne budżetowe konstrukcje). I co? I za każdym razem, ktoś zaczyna proponować wzmacniacz słuchawkowy. Chciałbym w końcu przeczytać konkretną odpowiedź, dla wszystkich tych, którzy chcą swoje słuchawki w spiąć w wyjścia swoich w/w „klocków” i zdecydowali cieszyć się płynącą z nich muzyką, bez wykorzystania wzmacniacza słuchawkowego. Proste pytania:
    – wyjście słuchawkowe w wzmacniaczy zintegrowanym – jakie słuchawki, o jakiej impedancji
    – -ll- w amplitunerze stereo
    – -ll- w amplitunerze kina domowego -ll-
    – -ll- w stacjonarnym odtwarzaczu CD-audio -ll-
    Czy jest ktoś w stanie rzetelnie, jasno i konkretnie nakreślić odpowiedzi na powyższe pytania nie odsyłając zainteresowanych po wzmacniacz słuchawkowy?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Odpowiedź teoretyczna brzmi tak: do sprzętu stacjonarnego najwyższa impedancja jest najlepsza.
      Odpowiedź praktyczna brzmi następująco: mnie się ze stacjonarnym wzmacniaczem DT990 o impedancji 250 Ohm podobały bardziej od tych z impedancją 600 Ohm.

      1. gamr pisze:

        Czyli mogę rozumieć to w ten sposób, że wzmacniacz słuchawkowy jak najbardziej, ale do komputera, czy jakiegoś przenośnego ustrojstwa, zaś każdy sprzęt stacjonarny doskonale sobie radzi bez jego wsparcia, nawet z wysokooporowymi, „trudnymi” słuchawkami?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Dziurki w integrach z reguły radzą sobie bez problemu.

          1. gamr pisze:

            A czym ryzykuję, bądź na czym stracę, wybierając jednak wersję niskooporową (32 Ohm, 80 Ohm) pod sprzę stacjonarny?

          2. Piotr Ryka pisze:

            Ryzyko dotyczy tego, że tak czułe słuchawki mogą „mruczeć”, czyli transmitować życie wewnętrzne wzmacniacza. Z dobrym wzmacniaczem tak dziać się nie powinno, ale ryzyko jest spore.

    2. Towaroznawca pisze:

      Aby uzyskać przynajmniej taką podstawową audiofilską jakość jednak potrzebny jest wzmacniacz słuchawkowy gdzie końcówka mocy będzie pracowała ze wzmocnieniem napięciowym w klasie A.Większość dziurek słuchawkowych we wzmacniaczach stacjonarnych,amplitunerach kina domowego,czy też w odtwarzaczach CD jest to tylko dodatek, który najczęściej nie jest optymalizowany pod kątem jakości brzmienia. Bardzo często jest to najtańszy scalak pracujący ze wzmocnieniem w klasie AB.Wzmocnienie takie ze względu na swoją małą moc bardzo szybko zaczyna pracować/wzmacniać sygnał w klasie B która jest bardziej energetycznie efektywna, natomiast nie potrafi wiernie wzmocnić sinusoidy czyli już natywnie wprowadza nam zniekształcenia do sygnału. Do tego jeżeli słuchawki będą miały większy apetyt na prąd aniżeli może zaoferować nam wejście słuchawkowe nastąpi wtedy limitacja w postaci obcinania basu, charczenia w efekcie czego wysokie tony również będą zabrudzone. Beyerdynamic jest zbyt poważną firmą aby produkować słuchawki przeznaczone z założenia do pracy w konfiguracji z wyjściem słuchawkowym jakiegoś urządzenia które to jest tylko dodatkiem. DT 990 w wersji 32 ohm nie będą pasowały do wyżej wymienionych wyjść słuchawkowych ze względu chociażby na to iż Beyerdynamic konstruuje swoje słuchawki według starej szkoły brzmienia, kiedy to impedancja 600 omowa ze względu na to iż był bardzo mały wybór była uważana za tą najlepszą – czyli to co studyjne było najlepsze. Najbliżej spełnienia powyższych oczekiwań będą Beyedynamic Custom One Pro posiadające niską 16 omową impedancję, ale są one „targetowane” pod sprzęt przenośny gdzie zazwyczaj producenci przykładają już znacznie więcej atencji co do jakości brzmienia niż wbudowane wyjścia słuchawkowe.Samo obniżenie impedancji w Custom One Pro jest niewystarczające aby spełnić wymogi takich przypadkowych wejść pod słuchawki. Aby uzyskać jak najlepsze brzmienie z takiego niezbyt mocnego wyjścia słuchawkowego wzmacniającego w klasie AB trzeba obniżyć jego punkt pracy, czyli przekładając to na język praktyczny to pokrętło wzmocnienia jeżeli takowe jest przy takim wyjściu ma się jak najmniej wychylać.Aby słuchawki w tym przypadku nam jak najlepiej brzmiały trzeba przeprojektować konstrukcje słuchawek.
      – słuchawki muszą mieć jak najmniejszą impedancję, najlepiej 16 ohm aby potrafiły „wyciągnąć” z takiego wyjścia jak najwięcej prądu
      -przeprojektowanie cewki aby była lżejsza, cewki aluminiowe pokrywane miedzią
      – wzmocnienie strumienia magnetycznego poprzez zastosowanie na przykład magnesu neodymowego
      – zastosowanie lekkiej powierzchni drgającej w postaci chociażby taniego mylaru
      Słuchawki powinny być oczywiście ponadprzeciętnie skuteczne.
      Do takich dodatkowych wyjść słuchawkowych: we wzmacniaczach,wszelakiego rodzaju amplitunerach, odtwaczach CD,itp.polecam raczej słuchawki firm które produkują słuchawki przeznaczonych do działania w tak trudnych warunkach. Można coś wybrać ze słuchawek firmy Philips, a szczególnie A1Pro które to w dobry znaczeniu brzmią na styl lampowy.Zagęszczają i ocieplają brzmienie w taki sposób aby było słyszalne dużo detali, z dobrą raczej wąską i głęboką ale za to dobrze ogniskującą sceną, gdzie po reckablingu źródła pozorne powiększą się i będą dodatkowo nasycone, będzie tam taki”meszek”.Jak na w miarę tanie słuchawki dosyć długo trzeba je wygrzewać. Jeszcze kilka lat temu posiadały nieco zubożoną cywilną wersję.Dla kogoś kto słucha mniej przestrzennie mogą być odpowiednie np. Sony MDR-V55 – Czysty nasycony i dynamiczny dźwięk, nieco mniejsza scena, ale do pop-u, rocka i mniejszych składów bardzo dobrze się nadają.Sony i Philips pod względem rodzaju i ilości produkują tony słuchawek. Projektując szybko, a tak zazwyczaj się robi w przypadku tanich słuchawek czasami zdarza się iż ktoś popełnia błąd i projektuje słuchawki zbyt dobre w stosunku do tego co sobie pierwotnie założył.
      Same słuchawki audiofilskie ze względu tylko na swoją audiofilskość zazwyczaj nie zagrają dobrze bez odpowiedniego wsparcia ze strony dedykowanego doń toru, i jest to regułą.Od tej reguły są oczywiście wyjątki w postaci takiego Grado Sr325 które to są kapryśne ale często z właśnie z przysłowiowym „byle czym” potrafią dobrze zagrać, może i dlatego iż jest to przeciwny biegun szkoły projektowania słuchawek przez Beyerdynamic-a.

      1. gamr pisze:

        Super! Teraz, to już odechciało mi się jakichkolwiek słuchawek. Boję się, że jakie bym nie kupił, będą złe.
        Miałem podłączone do mojego odtwarzacza Sony MDR-7510 I z efektu byłem zadowolony. Niestety lekko ocierały ucho, co po czasie stawało się irytujące, więc zdecydowałem się z nich zrezygnować. Proszę to potraktować, jako drobną podpowiedź, co się już sprawdziło (odpowiadało mi) w tej konfiguracji. Nie jestem przesadnie wymagający, ale jakichś szumów, trzeszczeń, charczeń, czy ogólnego zamulenia nie zniosę. Wolę wtedy nie mieć niczego, aniżeli coś, z czego do końca nie będę zadowolony.

        1. Towaroznawca pisze:

          Na rynku jest bardzo dużo słuchawek opartych o konstrukcje wyżej wymienionego przeze mnie Philipsa. Montuje się w ich wnętrzu „wkładki” ,(przetworniki) produkowane w jednym miejscu w chinach w ogromnych ilościach. Nikt nie będzie specjalnie projektował i zlecał produkcji oddzielnych wkładek do na przykład słuchawek o wartości 80 zł i 160 zł. Są to bardzo dobrze brzmiące wkładki w kategoriach Hi-FI,(nie mylić z Hi-Endem). Gradacja ich brzmienia następuje na etapie dozbrajania ich w pozostałe elementy z których składają się słuchawki. Wystarczy wyjść na ulicę aby zobaczyć sporo osób w charakterystycznych cylindrycznych słuchawkach. Aby rozpoznać co to za marka słuchawek trzeba by było podejść bliżej. Te masowo produkowane wkładki kształtem idealnie wpasowują się w formę w jakiej produkowane są słuchawki nauszne.
          Nauszne słuchawki są złotym środkiem pomiędzy słuchawkami dousznymi a wokół usznymi. Trudno w tak niskiej cenie mieć wszystko czyli maksymalnie dobre dopasowanie prądowe i brzmieniowe wkładki i dodatkowo dobre dopasowanie komory pogłosowej jaką jest muszla okalająca ucho w przypadku stosowania słuchawek wokół usznych, które to uznaje się za najbardziej wygodne ze względu na budowę.

          W takiej sytuacji są trzy opcje:
          – zdecydować się na jak najlepsze brzmienie przy jak najmniejszym wydatku finansowym kupując słuchawki nauszne i godząc się na pewien dyskomfort ich noszenia
          – najdroższa i najbardziej ambitna opcja kupić słuchawki Beyerdynamic Custom One Pro, lub podobne do nich Takstar PRO82 oba modele są jednocześnie bardzo wygodne do noszenia, ale do nich trzeba będzie niestety dokupić jakieś wzmacniające źródło które pochłonie dodatkowe środki finansowe
          – kupić słuchawki wokół uszne ale otwarte których to otwartość zapobiegnie rozlewaniu się basu, będzie go mniej i będzie miał mniejszy impakt

  21. gamr pisze:

    Sennheiser HD 599, Sennheiser HD 569?

  22. Towaroznawca pisze:

    Sennheisery to również dobra propozycja.Niegdyś słuchawki tego producenta miały za duże parcie na szczegół kosztem dynamiki, ale to było kilka lat temu. Najlepiej byłoby pożyczyć jakieś „wygrzane” i sprawdzić z tym co się posiada.Dużym plusem są odpinane kable bardzo ułatwiające reckabling.

  23. mkruszek pisze:

    Świetny artykuł. Do tej pory używałem wyłącznie AKG K550, jestem w trakcie poszukiwania słuchawek z mniej ostrą górą, cieplejszych. Moim faworytem są recenzowane tu DT990 Edition. Zasadnicze pytanie (nie jest zbyt biegły w tym tematach), czy do napędzenia wersji 250 ohm wystarczy wzmiacniacz Advance Acoustic X-i50BT o podanych niżej parametrach czy lepszym rozwiązaniem będzie wersja 32 ohm:
    – Moc wyjściowa / 8ohm: 2 X 50W
    – Moc wyjściowa / 4ohm: 2 X 65W
    – Pasmo przenoszenia (-3dB): 10Hz-30kHz
    – Kontrola tonów: +/- 10 dB
    – Zniekształcenia: 85 dB
    – Separacja kanałów: > 70 dB
    – Impedancja wejściowa: 47KΩ

    Z góry dziękuję za pomoc

    1. Piotr Ryka pisze:

      To nie są wprawdzie parametry wyjścia słuchawkowego, ale wzmacniacz na pewno sobie poradzi.

      1. mkruszek pisze:

        Dziękuję serdecznie za odpowiedź. Teraz został mi tylko wybór między wersją Edition i Pro.
        W moich K550 przeszkadzają mi czasem zbyt ostre soprany i obawiam się, czy w DT990 250ohm Edition nie będzie tgo samego problemu.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Łagodne soprany to Beyerdynamic DT880 – ale nie w wersji PRO tylko zwykłej. Także AKG K712, Meze 99, AudioQuest Night Hawk. Obecnie produkowane Beyerdynamic DT990 Edition, czyli nie PRO, także nie są sopranowo agresywne, ale DT880 łagodniejsze.

  24. Kika pisze:

    Jak Beyerdynamic DT990 PRO zgrywa się z Ifi xDSD ? Czy idąc tropem lepszym wyborem byłby Ifi micro ICAN SE ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że z oboma urządzeniami źle nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy