Recenzja: Leben CS-300F

CS300F   

Ten wzmacniacz był już przeze mnie opisywany, a ściślej jego poprzednia wersja. Gdy chodzi o powierzchowność, niewiele od tamtego czasu się zmieniło i na pierwszy rzut oka można by odnieść wrażenie, że nic zgoła. Ale troszeczkę jednak. Można bowiem powiedzieć, że zmieniło się oświetlenie. Zniknęła czerwona kontrolka sygnalizująca wejście lamp w stan gotowości do pracy i zielone podświetlenie włącznika POWER. Zamiast nich jest teraz jedna dioda niebieskiej barwy, sygnalizująca ogólny stan aktywności. I już by można zacząć świętować święto łagodnych świateł, gdyby ta samotna dioda nie waliła po oczach niczym laser. Nie wiem skąd pomysł, żeby świeciła aż tak mocno, ale pozostaje faktem, że okropnie mocno świeci. Być może to ostro świecące niebieskie oko ma zahipnotyzować słuchacza, wprowadzając go w stan audiofilskiej błogości, ale niespecjalnie bym na to stawiał. Chyba prędzej rozzłości. Nie jest to wszakże żaden problem, bo na takie wściekłe niebieskie oczka jest prościutki sposobik. Bierze się kawalątko białej plasteliny i robi z niego filterek. Trzyma się takie plastelinowe coś dowolnie długo, światło przez nie prześwituje informacyjnego ubytku nie czyniąc, wyglądu całości nie psuje, a kosztuje tyle co nic. Gdybyśmy tylko tego rodzaju problemy ze sprzętem miewali, nasz audiofilski zakątek byłby rajem.

Poza tym w powierzchowności nowego Lebena względem starego różnic się nie dopatrzyłem. Ta sama obudowa, ten sam panel przedni, te same gałki i funkcje. Wierzch obudowy na inny kolor jest pomalowany, ot co. W sumie bardzo sympatyczna audiofilska skrzynka od znanego konstruktora z kraju kwitnącej wiśni, a więc jednej z ostoi najbardziej wytrawnego audiofilizmu i jego precjozów.

Warto może przytoczyć informacje ze strony producenta, mówiące o tym, że założyciel firmy Leben, pan Taku Hyodo, rozpoczynał karierę w firmie Luxman, którą opuścił jeszcze w 1979 roku by założyć własną. Od początku specjalizował się przy tym w konstruowaniu wzmacniaczy lampowych i tak mu po dziś dzień pozostało. Mowa jest tam też, że wzmacniacze te są wykonywane tylko w Japonii przez doskonale wyszkolony zespół pracowników, a wykonuje się je w technologii montażu point-to-point, jak powszechnie wiadomo droższej, ale dla jakości dźwięku mającej znaczenie istotne. Warto też dodać, że poza byciem inżynierem-konstruktorem Hyodo-san jest także profesjonalnym gitarzystą, tak więc zna swoją profesję od obu zasadniczych końców – konstrukcji i dźwięku.

W odróżnieniu od powierzchowności zmiany w budowie wewnętrznej wzmacniacza są pokaźne. Sam producent zwraca uwagę, że ścieżkę sygnału udało się uprościć, co jak wiadomo powinno oznaczać lepsze brzmienie, gdyż jak już parę razy pisałem, prostota jest jednym z wyznaczników budowy dobrego wzmacniacza i im krótsza sygnałowa ścieżka, tym większe prawdopodobieństwo powodzenia. Poza tym całkowitej wymianie uległy lampy. Dotychczasowe pentody mocy EL84 produkcji Sovteka zastąpione zostały przez amerykańskie JAN-6197 General Electrica o proweniencji komputerowej z zamierzchłych czasów lampowego komputeryzmu, a sterujące triody 5751 GE podmieniono także rzadko spotykanymi w urządzeniach audio 17EW8 (HCC85) produkcji japońskiej. Te konkretnie użyte we wzmacniaczu pochodzą od mało znanej firmy Hi-Fi, ale produkowane były także przez koncern Mitsubishi.

Jedne i drugie lampy można sobie samemu wymienić na inne. Małe triody dostępne są nie tylko od Mitsubishi, ale również od  Ampereksa, Westinghousa i RCA. Z kolei pentody można znaleźć na aukcjach nie tylko od GE, ale także od RCA.

Wzmacniacz nadal pracuje w układzie push-pull i jest w stanie oddać 15 watów mocy. W dalszym ciągu jest też pełnowartościowym wzmacniaczem słuchawkowym i nadal posiada dwuzakresowy bass booster oraz krokowy potencjometr.

Brzmienie

Leben_CS_300F_28

Sprawdzona i ceniona powierzchowność

   No to niech się dzieje. Posłuchajmy co też te wszystkie zmiany wniosły do brzmienia, czy też co z niego wyniosły.

Jedno mogę powiedzieć od razu ex cathedra: Wyniosły z niego brzmienie rosyjskich lamp, które jest przejrzyste i dynamiczne, ale wyprane z czaru. Można je wprawdzie próbować nasycać czarem (brak czaru nie dotyczy w tym wypadku dużych triod 2A3 i 300B), ale przeważnie to czarowanie rosyjskim lampom się nie udaje, a nieprodukowany już odtwarzacz Ayon CD-3 jest jednym z nielicznych wyjątków od tej reguły. Eksport brzmienia pozbawionego czarownej magii na obszar niebytu jest oczywiście w kontekście audiofilskim zjawiskiem korzystnym, zwłaszcza gdy chodzi o reprodukcję sopranów i całościową przyjemność czerpaną ze słuchania. Pod tym względem nowy Leben już na starcie okazuje się zatem lepszy od starego.

Leben_CS_300F_32

Najznamienitsza, audiofilska biżuteria.

Weźmy się teraz za przegląd konkretów i rozpocznijmy od wpięcia naszego Lebena w odtwarzacz Cairn kablem Crystal Cable Absolute Dream ($ 15 000, żeby nikt nie narzekał na nieodpowiedni kabel) i podłączenia mu słuchawek AKG K551.

Bardzo dobrze to zagrało, a popularne i cenione AKG pokazały dźwięk swobodny i rozległy, mimo iż mają konstrukcję zamkniętą. Z kolei Leben zagrał w sposób charakterystyczny dla starszej swej wersji, to znaczy dynamicznie, bardzo przejrzyście i naturalnie, z minimalną tendencją do przejaskrawiania kontrastów, co jednak po części można zwalić na prezentującego w niektórych konfiguracjach podobny styl Cairna. Ten kontrastowy dynamizm był jednak jak najbardziej w sensie audiofilskim atrakcyjny, a jednocześnie pozbawiony jakichkolwiek problemów z sopranami, których można by się przecież w tego typu prezentacji spodziewać. Nic wszakże z tych rzeczy. Zarówno słuchawki AKG K551 bardzo dobrze lokowały soprany w obrębie całego pasma, bez żadnego wyciągania ich przed szereg i uwydatniania, jak i Leben specyfikował dźwięk w sposób łączący bardzo rozległą sopranową skalę z elegancją jej brzmienia. W efekcie pojawiała się wielka scena i odczucie sopranowego spokoju, którego można było także doświadczyć ze słuchanymi niedawno Shure SRH1840.

Leben_CS_300F_30

Po Japońsku – solidnie i na temat

Tego rodzaju kontrastowość obudziła u mnie jednak podejrzenia, że do Lebena powinien bardziej pasować odtwarzacz Accuphase, więc może szkoda męczyć go z Cairnem i wiecznie jęczeć o tej jaskrawości. Celem szybkiej analizy porównawczej sięgnąłem po Sennheisery HD 800, o których na podstawie bardzo krótkiego odsłuchu z wcześniejszą wersją wiedziałem, że do tego wzmacniacza świetnie pasują – i już po chwili nie miałem wątpliwości, że Accuphase w roli napędu spisze się dużo lepiej, bo cały zakres nasącza bardziej zmysłowym i bogatszym brzmieniem, a soprany czyni milszymi dla ucha.

Tak to już jest – dla Dubiel Accoustic Euridice Cairn po Accuphase był wybawieniem, a tutaj na odwrót, to Accuphase wypchnął Cairna ze współpracy z Lebenem już wraz pierwszym muzycznym taktem.

Darowałem sobie tedy dalsze słuchanie z Cairnem i na stałe spiąłem Lebena z Accuphase.

  Brzmienie cd.

 

Leben_CS_300F_02

Na stanowisku

   Zacznijmy zatem raz jeszcze od nowa i raz jeszcze posłuchajmy AKG K551.

Natura dźwięku z lepiej dopasowanym odtwarzaczem pozostała ta sama. Wzbogacił się za to całościowy obraz i brzmienie stało się wyraźnie bliższe sercu słuchacza. Czystość i dynamika pozostały te same, a jednocześnie wszystko nabrało tego powabu i aromatu, o których tyle się rozpisywałem przy okazji porównywania słuchawek Sennheiser HD 700 z HD 800. To jakby najpierw pić wodę, a potem wino. To płyn i to płyn, ale jednak coś całkiem innego. Wodą nie da się upić, choćby pić ją aż po skonanie (przewodnienie hipotoniczne to się nazywa), a także trudno rozkoszować się jej smakiem, choć woda z miejskiego kranu i butelki Perrier nie smakuje jednako. Lecz mimo smakowych odmienności smak wody w odróżnieniu od smaku wina nie posiada bukietu, toteż pod wzglądem estetyki smakowej za dużo się w jej przypadku nie dzieje. Tak więc na dobrą sprawę wodą można jedynie ugasić pragnienie, a nasze kubki smakowe niespecjalnie przy tym się wzbudzą, a i w głowie od niej przyjemnie się nie zakręci, ani humor się nie poprawi. Najwyżej straci się przed śmiercią przytomność, gdyby wypić parę litrów naraz. Tego rodzaju objawów słuchanie Lebena z Cairnem co prawda nie rodzi w stopniu nawet najmniejszym, jednak nie wzbudza także w wystarczającym stopniu naszych doznań słuchowych, bo zbyt jest wodniste w sensie obecności aromatycznego bukietu. Pod tym względem słuchanie go z Accuphase DP-510 okazuje się  doświadczeniem zdecydowanie przyjemniejszym. Smakuje dużo lepiej, bo bukiet ma bogatszy.

Leben_CS_300F_03

Leben tchnął nowy dźwięk w stare słuchawki

Podobny trochę do powyższego efekt wzbogacenia uzyskujemy po przejściu ze słuchawek AKG K551 na Sennheisery HD 600. Już w poprzedniej recenzji wzmacniacza pisałem, że te słuchawki pasują do Lebena CS300 tak, że ręce same składają się do oklasków. Względem K551 różnica ukazała się taka, jakby włączyć wielopunktowe oświetlenie lub płynąć przez bardziej rozfalowane wody. Po prostu więcej się dzieje. Spokojny, zrównoważony dźwiękowy obraz zostaje rozbujany, mieni się feerią świateł, a akcja ulega przyśpieszeniu. Pokazuje to jak niewiele warte są wykresy odpowiedzi impulsowej w odniesieniu do brzmienia. Średni zakres tonalny jest u obu słuchawek na wykresach bardzo podobny, a to jak w praktyce grają one z Lebenem stanowi dwa różne światy. Dopasowanie impedancyjne działa tu jak czarodziejska różdżka, za dotykiem której Sennheisery nabierają głębi i blasku. Wokale –  na AKG trochę przygaszone i wycofane – ożywają wibracją, bliskością i bezpośredniością. Poza tym na AKG są trochę głuche i lekko nosowe, a na HD 600 pogłębione i naturalnie obfite pięknem swej złożoności. Także scena na HD 600 okazała się głębsza, a całościowy muzyczny obraz z każdym repertuarem był zdecydowanie bogatszy i piękniejszy. Z różnymi płytami różnica ta przejawiała się w różnym stopniu, ale generalnie była duża lub nawet bardzo duża. Inna rzecz, że te K551 ledwie dzień wcześniej z zapieczętowanego pudełka wyciągnąłem, tak więc bardzo wielu im godzin brakowało do porządnego ogrania i szczerze mówiąc w ogóle nie powinny były zostać użyte, ale ciekawość ich brzmienia wzięła górę. Dobre są. Jak jeszcze trochę pograją, to się określi ich prawdziwą relację względem HD 600,  a na razie miał miejsce tylko lekki przedbieg bez żadnych wiążących ustaleń. Natomiast już w tym miejscu napisać trzeba rzecz bardzo ważną. Słuchawki Sennheiser HD 600 grają z Lebenem CS-300F fenomenalnie.

Leben_CS_300F_04

Naprawde wielkie zaskoczenie

F-e-n-o-m-e-n-a-l-n-i-e! Nie znajduję innego słowa. Jak za tysiąc złotych z kawałkiem – po prostu bajka.

Z kolei Sennheisery HD 650 na tle HD 600 zagrały z tym swoim leciutkim dymkiem, który w pewnych sprzętowych konfiguracjach przeistacza się w srebrzenie, ale nie tym razem. Równocześnie atakowały nieco większymi i bardziej zachodzącymi na siebie dźwiękami, a cała ich scena była większa, natomiast tonacja trochę niższa. Bas mocno był podkreślony i jednocześnie cokolwiek bułowaty, a soprany zdecydowanie mniej ofensywne niż u HD 600. Wraz z tym odjęciem sopranów dużo słabsza okazywała się też sybilacja szeleszczących spółgłosek, a całościowy obraz muzyczny większy, gładszy i potężniejszy, ale trochę mniej czysty i realny. Nawykłszy ostatnimi czasy do sytuacji, w których różnica pomiędzy HD 600 a HD 650 była bardzo niewielka, zaskoczony byłem jak w tym wypadku jest wyraźna, ale w sumie to dobrze, bo wzmacniacz okazuje się doskonale różnicować brzmienia, co każe wysoko oceniać jego artykulacyjne umiejętności. Wzorem najlepszych nie narzuca własnego stylu, tylko właściwie ocenia innych, a czyni to na naprawdę świetnym, wręcz rewelacyjnym poziomie.

  Brzmienie cd.

Leben_CS_300F_15

Samurajów dwóch

   Jedźmy dalej po skali kosztowności i domniemanej lepszości słuchawek, a w jazdy tej ramach sięgnijmy po Beyerdynamic T90.

W tym miejscu zmuszony jestem poczynić istotną dygresję, dając jednocześnie upust złości. Otóż wzmacniacz otrzymałem od dystrybutora z adnotacją, że wrócił właśnie od innego recenzenta i trzeba się śpieszyć z pisaniem, bo ktoś już chce go kupować, a przedtem oczywiście posłuchać. Rozumie się samo przez się, iż w tej sytuacji należało zakładać, że został całkowicie wygrzany, no bo jak inaczej sporządzić sensowną recenzję? W dobrej wierze przyjąłem to do wiadomości, uskuteczniłem rozległe odsłuchy, wysrożyłem się na rzeczy niedobre, wychwaliłem pozytywy i cały szczęśliwy zamknąłem temat. Już miałem go pakować i odwozić, ku niezadowoleniu syna, któremu bardzo przypadł do gustu i męczył go od rana do wieczora swoim rockowym repertuarem, ale postanowiłem coś sprawdzić, bo w pobliżu wygrzewał się całkiem jeszcze surowy wzmacniacz Sennheisera, a mnie naszła chętka dowiedzieć się, jak też gra on po trzech dniach rozgrzewki względem wygrzanego już całkowicie Lebena, o którym powszechnie wiadomo, że do słuchawek Sennheiser HD 800 też jest jakby stworzony. No i się porobiło. Podpięte HD 800 zagrały zupełnie inaczej niż dwa dni wcześniej, a inne słuchawki także, w związku z czym można było zaczynać recenzję od nowa. A nie ma nic gorszego niż pisać raz jeszcze to samo. Szału od tego można dostać, bo żal zmarnowanego czasu, wytężonych a bezsensownych odsłuchów i straszna złość bierze na wszystkie te uwagi krytyczne, które okazują się przedwczesne i w efekcie niedorzeczne. No ale co robić? Podziwiać można jedynie talenty tych, którzy recenzje w oparciu o niewygrzane urządzenia pisać potrafią. Dobrze chociaż, że w brzmieniu Sennheiserów HD 600 niewiele się zmieniło, bo charakter pozostał ten sam, a jedynie ogólna jakość się poprawiła. Ale w przypadku wszystkich innych już tak łatwo nie było.

Leben_CS_300F_14

Wnętrze naszego bohatera

Do rzeczy zatem. Poprawki odnośnie brzmienia HD 650 już wcześniej naniosłem i tylko teraz dopiszę, że po wygrzaniu, a dokładniej – po pewnym dalszym podgrzewaniu – bo dwa dni uczyniły tu wprawdzie wiosnę, ale na pewno jeszcze nie lato, no więc po tym podgrzewaniu HD 650 zaczęły grać zdecydowanie lepiej, co w ich powyższym opisie zostało uwzględnione, aczkolwiek zapewne z czasem zagrają jeszcze lepiej. A teraz już o T90.

Napisałem za pierwszym razem, że nowej gwieździe Beyerdynamica nie udało się pobić dopasowania wzmacniacza Leben do Sennheiserów HD 600 i to się tak całkiem o 180 stopni nie odwróciło, chociaż zmieniło się bardzo znacznie. Aliści napisałem dalej, że dźwięk T90 był jakiś dziwny i rozdmuchany na średnicy, oraz takie tam różne obfite uwagi, których brzmieniowe inspiracje zmusiły mnie do powrotnego przejścia na Cairna; i z tym Cairnem okazało się być lepiej, chociaż nie tak do końca, więc ten tego i owego, a poza tym… i w ogóle…

Brzmienie cd.

Leben_CS_300F_17

Dalekowschodni tercet

   Wszystko to, moiściewy, stało się teraz bzdurą i dobrze, że monitor komputera na biurku stoi, bo inaczej kiedy to czytam, skakałbym po nim ze złości.

Dobra, kasuję całą tamtą zawartość o T90 i teraz napiszę tak:

Beyerdynamic T90 z Lebenem CS-300F jest równie dobry co Sennheiser HD 600. Gra jednak inaczej. Pierwszy plan ma bliższy, brzmienie cieplejsze i ślad tej twardej średnicy za sprawą przetworników Tesla. Taką lekką średnicową wypukłość, która z niewygrzanym Lebenem i CD Accuphase była tak bardzo wyraźna, że aż nazwałem ją „rozdmuchaną niczym balon”, a teraz z lepiej o dwa dni zaledwie wygrzanym okazuje się minimalna i nawet poprzez swą odmienność ciekawa. Ale przede wszystkim, tak samo jak w przypadku HD600, dźwięk T90 okazuje się po tym nieznacznie lepszym wygrzaniu fantastycznie bogaty. Skrzy się, połyskuje, jest głęboki, barwny i dynamiczny. Słucha się go z nieustającą radością, tym bardziej, że wokale są niezwykle ujmujące i znakomicie oddają atmosferę nagrań. Gdy trzeba są smutne, gdy trzeba radosne, a ogólnie doskonałe w swym bogactwie i wyraźnym odmalowaniu indywidualnego charakteru głosów. Towarzyszy temu znakomita szczegółowość, świetna energia i ogólne poczucie piękna. Podmuchy saksofonu i uderzenia perkusji docierają do nas z wielką bezpośredniością, a siła ich atrakcji głęboko zapada w pamięć. W odniesieniu do samych T90 można do tego dopisać, że przy bliższym od HD 600 pierwszym planie scenę mają równie dużą, natomiast HD 600 przejawiają silniejszą pogłosowość i bardziej wypośrodkowaną tonację. Nie są jednak w żadnym wypadku za chłodne, tylko bardzo naturalne i bez ocieplenia, którym z lekka obdarowują nas T90.

I pomyśleć, że dwa dni wcześniej pisałem o brzmieniu T90 z Lebenem i Accuphase jako o bardzo dziwacznym i każącym szukać ratunku w Cairnie. Ale bym się wygłupił.

Kolejnym przystankiem na skali lepszości była Audio-Technica ATH-W5000.

Leben_CS_300F_18

Ale tną detalem, a nie kataną

Czy napisałem kiedyś, że te słuchawki do Lebena nie pasują? Owszem, napisałem. I jeszcze się mądrzyłem o czerwonym kolorze tego brzmienia. Widać rosyjskie lampy takie czerwone efekty barwne u osób na kolor czerwony szczególnie uwrażliwionych wywołują i zostało im to zapewne z czasów Czerwonej Armii, dla której je dawno temu produkowano, albo może skutkiem tego czerwonego sztandaru powiewającego kiedyś nad Kremlem. Flaga japońska też ma wprawdzie na środku dużą czerwoną plamę, symbolizującą słońce, ale w dużym stopniu jest także biała i to wystarczyło żeby wraz z trójkolorową amerykańską (tą nieco osobliwą w paski i gwiazdki) owo czerwone brzmienie wygonić. Zamiast niego pojawiło się takie o prawidłowo dobranej tonacji i niesamowicie głębokim wejściu w nagranie. Głębokim zarówno w odniesieniu do silnie uwydatnionego pogłosu, jak i przede wszystkim ogromniej szczegółowości. Brzmiało to zupełnie jakby patrzyć na nagrania przez dźwiękową lupę, z jednej strony czyniącą wszelkie niuanse i rzeczy drobne dużo lepiej dostrzegalnymi, z drugiej gubiącą trochę w tym informacyjnym nawale elegancję linii melodycznej i całościowy muzyczny wyraz, w czym swój udział miało trochę niewystarczające wypełnianie się dźwięku i znaczne uszczuplenie podstawy basowej. Równocześnie była też w tym widoczna jedna z głównych cech japońskiego flagowca – małość źródeł dźwięku, przekładająca się na ogrom sceny. Całościowo muzyczny ów spektakl dalece był inny od wszystkich słyszanych poprzednio –  wysoce je pod względem technicznym przewyższając i stwarzając zupełnie inną atmosferę. Cała ta nietypowość, wsparta fajerwerkami technicznymi dla pozostałych słuchawek niedostępnymi, zrodziła u mnie fascynację i chęć przenikania w tajniki tego brzmienia, choć niewątpliwie było ono dużo trudniejsze w odbiorze i bardzo specyficzne. Jednak zarazem intrygujące i każące darzyć szacunkiem niezwykłe umiejętności japońskiego flagowca, potrafiącego dużo lepiej odczytywać treść nagrań i różnicować ich jakość, a w przypadku tych dobrych uzyskiwać brzmienie naprawdę najwyższej jakości.

Brzmienie cd.

Leben_CS_300F_27

HD 800 u kresu możliwości

   Na koniec sięgnąłem po słuchawki najbardziej dla Lebena popisowe, i choć nieco tańsze od Audio-Techniki, stanowiące w tym zestawieniu deser i finał finałów. Mowa oczywiście o Sennheiserach HD 800.

Źródła dźwięku momentalnie się powiększyły, a pierwszy plan, podobnie jak u T90, przybliżył. Jednak wejście w nagranie już tak głębokie jak u Audio-Techniki nie było. Brzmienia okazały się zdecydowanie mniej akustyczne i w pewnym sensie mniej szczegółowe. Być może skutkiem niedostatecznego jeszcze tych Sennheiserów wygrzania, jako że miały one w tym momencie na koncie zaledwie kilkadziesiąt godzin, a być może nie. Zapytacie natychmiast: – Co to znaczy „mniej szczegółowe w pewnym sensie”? Przecież to nonsens.

Okazuje się jednak, że niekoniecznie. Chodzi o to, że pewne szczegóły i pewne dźwięki Audio-Technica ukazywała lepiej, a inne lepiej uwydatniały się z HD 800. Przykładowo, szum podkładu na jednych płytach był wyraźniejszy z jednymi, a na innych z drugimi. Na jednych soprany wyżej ciągnęła Audio-Technica, a na innych Sennheiser. Muzyczne drobinki raz były wydatniejsze u tych, a raz u tych. Ale zwykle nieco więcej szczegółów pokazywała Audio-Technica, mająca z Lebenem tendencję do zachowań wybitnie profesjonalnych. O wiele słabiej od HD 800 wypełniała dźwięk i dużo mniej miała basu, w zamian czytając zawartość płyty z chirurgiczną precyzją i w silnej akustycznej otoczce. Istotna różnica względem HD 800 dotyczyła także wysokości sceny. Audio-Technica grała wyraźnie horyzontalnie, a HD 800 zdecydowanie bardziej w pionie. Nie miały przy tym żadnych problemów z dźwiękowym zagospodarowaniem środka sceny, co obok większej dynamiki, silniejszego basu i większej ekspresji jest najważniejszą zmianą w brzmieniu ich najnowszych egzemplarzy względem tych z początku produkcji. Gdy zaś chodzi o całościowe podobanie się, jedne utwory bardziej podobały mi się z Sennheiserami, a inne z Audio-Technicą, ale rock zawsze wypadał dużo lepiej z Sennhieserami, a w miarę wygrzewania się wzmacniacza i samych HD 800 te ostatnie przeważały coraz bardziej. Ich bas i katedralny ogrom strzelającego w niebo pięknego dźwięku stawały się coraz lepsze, aż po bycie niemal skończoną doskonałością.

Leben_CS_300F_26

Twin-Head jako preamp?

Odnośnie basu, ktoś mógłby wszakże zauważyć, że dla słabszej pod tym względem Audio-Techniki ratunkiem powinien być bass booster. No przecież po to on chyba jest, no nie? Ale nic z tych rzeczy. A powód – niespodziewany. Jego odpalenie, choćby tylko na pół gwizdka, powodowało brum. Ale nie tylko brum. Także buczenie i przestery. Już prędzej można było używać go z HD 800, ale tylko w przypadku nagrań z małą ilością basu i przy liberalnym podejściu do zniekształceń w dźwięku.

Muszę teraz opisać kolejną rzecz, która uległa diametralnej przemianie wraz z dwudniowym dodatkowym wygrzewaniem. Chodzi właśnie o ten sławetny brum, co to go wzmagał bass booster. Stanowi on zmorę wielu wzmacniaczy lampowych i sporo pisałem o nim choćby przy okazji przypomnianej parę dni temu recenzji Lebena CS-600. Ledwo napisałem w zapowiedziach, że recenzję Lebena CS-300F będę sporządzał, a już padło pytanie, czy on też brumi. Odpisałem, że nie z Audio-Technicą, a tak z Sennheiserami. I w sumie jest to prawdą, ale nie tak do końca. W pierwszej wersji recenzji był na ten temat obszerny passus, pełen wyrazów ubolewania, że no niestety, ale tak to już bywa i nie ma rady. Tymczasem rada jest. Wystarczyło potrzymać wzmacniacz dwa dni dłużej pod prądem. W efekcie wyraźny, ale jeszcze w miarę znośny brum z Sennheiserami HD 800 stał się prawie niesłyszalny, jeszcze silniejszy z HD 600 i 650 zrobił się  bardzo słaby, mogąc przeszkadzać jedynie osobom szalenie pod tym względem przewrażliwionym, a najsilniejszy z T90 pozostał trochę słyszalny, ale choć sam brumu nie znoszę, jakoś mi nie przeszkadzał. Oczywiście z Audio-Technicą jak brumu nie było, tak go nie ma, i nie ma go też z żadnymi słuchawkami o niskiej impedancji. Zero, null.  Ale jak napisałem, już z mającymi wysoką impedancję HD 800 jest on tylko cieniem cienia i zupełnie nie przeszkadza. Zupełnie.

Z głośnikami

Leben_CS_300F_12

Eskalację działań czas zacząć

   Kroczmy dalej audiofilską ścieżką. Na początek wyjścia głośnikowe Lebena postanowiłem sprawdzić ze słuchawkami. A co, nie można? Jak się ma AKG K1000 i Hi-FiMAN HE-6, to można jak najbardziej, a nawet bardzo koniecznie trzeba. Zatem, do dzieła!

Zacznijmy od tego brumu, który w pierwotnej wersji recenzji stał się jednym z głównych aktorów recenzyjnego spektaklu. Ale tylko przejściowo i jedynie do tego momentu. Na odczepach głośnikowych żadnego brumu bowiem nie ma, toteż zarówno K1000 jak i HE-6 radośnie pławiły się w całkowitej ciszy tła, nieodmiennie towarzyszącej zarówno pauzowaniu odtwarzania jak i pauzom w samej muzyce. Dodać trzeba, że najmniejszego brumu nie było także w przypadku HE-6 podpiętych jackiem do słuchawkowego wyjścia, co dowodzi, że brum jest tu powiązany z wysoką impedancją. Dla nich jednak ten brak brumu od przodu to była żadna frajda, bo na odczepach głośnikowych grały zdecydowanie lepiej. Nie, żeby na wyjściu słuchawkowym było jakoś nie tego. Bardzo dobrze było i całościowo, że proszę siadać, ale na wyjściu głośnikowym jeszcze zdecydowanie lepiej. Przede wszystkim z szybszym dźwiękiem, bardziej przenikliwie, bez ograniczeń w głośności, z mocniejszym atakiem i ogólnie piękniej.  Nareszcie obok mojego Crofta usłyszałem wzmacniacz nie stwarzający tym słuchawkom żadnych ograniczeń. Nie ulega wątpliwości, że dla rozwinięcia pełni skrzydeł potrzebują one kilkunastu watów i chociaż gałka potencjometru musi wtedy pozostać sporo przed 12-tą, by nie rozerwały bębenków słuchowych, to jednak nie jest to to samo co w przypadku Mjølnira albo ich własnego słuchawkowego wzmacniacza, które wprawdzie poza 12-tą też potrafią grać bardzo głośno, ale głośno to jedno, a szybkość, atak i energia zawarta w dźwięku, to coś całkiem innego. I tego się sześcioma watami nie obleci. Dajecie kilkanaście, albo tego nie usłyszycie.

Leben_CS_300F_20

Tak wpięte HE-6 nie dają rady…

Dopiero z kilkunastoma HE-6 stają się naprawdę szybkie i potężne, a bez tego, jak mawiał Marty z „Madagaskaru”, walisz łbem w konsolę i czapka. Dlatego szkoda atramentu na pisanie, że HiFiMAN HE-6 nie są tak szybkie jak najszybsze słuchawki dynamiczne. No jasne, jak je napędzać paroma watami, to nie są. Ferrari ciągnięte przez traktor też szybkie nie jest.

Jeszcze lepiej na odczepach głośnikowych zaprezentowały się AKG K1000. Ich brzmienie jest po prostu piękniejsze i bardziej działające na wyobraźnię. Lepiej wyartykułowane, bardziej złożone, wielowarstwowe, lepsze scenicznie i głębsze. Jednocześnie z kablem Entreq Konstantin jest także potężne na basie, a na dodatek tylko z tymi jednymi słuchawkami sens miało użycie bass boostera. Z wszystkimi pozostałymi, jak już wspomniałem, powodowało ono nieakceptowalne zniekształcenia – dudnienie, buczenia, a także przyrost brumu. W tym jednym jedynym przypadku wszystkiego tego było na tyle mało, że z muzyką rockową dźwięk stawał się podobny do takiego z rockowych koncertów, można więc było go słuchać zarówno bez bass boostera w wersji studyjnej, jak i z bass boosterem w wersji koncertowej.

Leben_CS_300F_24

Z Bass Boostem na -3dB – potęga!

By samemu się nie wymądrzać, poprosiłem syna, codziennie na perkusji grającego i często koncertującego, o konsultację w sprawie perkusyjnego realizmu. Jednoznaczne wskazanie padło na AKG. Tak więc AKG K1000 przekablowane kablem Entreq rządzą. Nie znaczy to jednak, że różnica pomiędzy K1000 a HE-6 była znacząca. Niekiedy nawet pewne fragmenty w wykonaniu słuchawek planarnych podobały mi się bardziej, nie tyle może będąc lepszymi, co bardziej trafiającymi do przekonania. Na przykład drobniejsza i jaśniejsza kobieca wokaliza na tle potężnie brzmiącego zespołu. Ogólnie jest bowiem tak, że HE-6 grają bardziej skrajami pasma, a środek akcentują mniej i mniej jego brzmienie pogłębiają. Na Crofcie z ASL Twin-Head tego prawie nie ma i samo ich brzmienie jest bardziej wilgotne oraz głębsze, ale na Lebenie pojawiała się lekka suchość na środku i uwydatnienie po skrajach. W żadnym razie nie są to rzeczy, za które należałoby łajać, trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że Leben-CS300F nie jest urządzeniem całkowicie pozbawionym wad. Wada to w tym wypadku słowo wprawdzie zdecydowanie zbyt grube, no ale jakoś musimy to nazwać. Powiedzmy w takim razie, że Leben CS-300Fnie jest wolny od pewnych niedoskonałości. W każdym razie na etapie wygrzewania, na którym zmuszony byłem go zwrócić. Wada czy niedoskonałość, jakkolwiek będziemy to nazywali, nie jest to urządzenie miary Orpheusa czy Staksa T2, co już sam fakt istnienia modelu CS-600 uświadamia. CS300 jest świetny, ale jego świetność ma pewne bardzo nieznaczne ograniczenia, co przy tej cenie i fakcie bycia jednocześnie słuchawkowym i normalnym wzmacniaczem jest czymś jak najbardziej naturalnym. Za te pieniądze i tak oferuje naprawdę bardzo wiele, kładąc uniwersalnością i klasą brzmieniową na łopatki całą okolicę.

  Z głośnikami cd.

Leben_CS_300F_25

Na HD 800 takie „ficzery” nie działają

   Ciekawie wypadła też konfrontacja obu słuchawek wpiętych w wyjścia głośnikowe z Sennheiserami HD 800 wpiętymi od przodu. W sumie bardzo dobrze wypadła dla Sennheiserów. Jak już kiedyś pisałem, usiłują one wszystko uprzestrzenniać, w efekcie czego ich źródła dźwięku stają się bardzo duże. Jednocześnie w porównaniu grały gładszym dźwiękiem i z mniejszym naciskiem na szczegół. Mniej chropowato, bez żadnej chrypki, ale bardzo muzykalnie i z potężnymi dźwiękami na wielkiej scenie. Były też jednak inne, kto wie czy nie ważniejsze różnice. Przede wszystkim dźwięk HD 800 jest z Lebenem bardzo wysoki w pionie, a mniej przy tym rozpostarty. Dlatego nazwałem go wcześniej katedralnym. Nie jest to ogrom bezkresnego stepu, tylko ograniczony obszar o wielkiej wysokości. Dodajmy od razu, że nie zawsze tak one grają, ale z Lebenem i Accuphase właśnie w ten sposób. W tym katedralnym brzmieniu względem AKG K1000 brakowało jednej ważnej rzeczy, którą możemy nazwać zewem przestrzeni. Ten dźwięk nie niósł się w dal, tylko bardziej pracował w pionie, w związku z czym nie miało się wrażenia, że przestrzeń nas woła, że każe gdzieś pędzić, wciąż dalej i dalej, tak jakby lecieć nad stepem i upajać się lotem. Tego nie było i trochę było tego szkoda, kiedy się z jednych na drugie przechodziło. Miast tego HD 800 operowały większą dźwiękową plamą. Nie lokalizowały źródeł tak precyzyjnie, w związku z czym mniej dokładnie określały ich odległość od słuchacza, wyznaczając przy tym brzmieniom pewien obszar, z reguły znacznie większy niż AKG i bardziej jeden na drugi nałożony. Nie można jednak powiedzieć, by było to nieprzyjemne. Przeciwnie, bardzo ta muzyka dźwiękowych plam mi się podobała, szczególnie w połączeniu z  pulsowaniem ich gładkich powierzchni i głębią brzmienia. Bo w odróżnieniu od HE-6, grają te HD 800 z Lebenem dźwiękiem w całym paśmie głębokim. W sumie był to naprawdę znakomity spektakl, mający niezaprzeczalne muzyczne walory, a jeśli zważyć, że HD 800 występowały tu ze swoim zwykłym kablem, a nie którymś z tych specjalnie im przez firmy kablarskie dedykowanych, i na dokładkę były jeszcze niewygrzane, tym większe należy się im podziw. W swej nowej szacie brzmieniowej są rzeczywiście świetne i szkoda jedynie, że tak mówiąc między nami, Sennheiser zdaje się szykuje podwyżkę ich ceny, zamierzając prawdopodobnie skonsumować owoce własnych poprawek.

Z głośnikami cd.

Leben_CS_300F_10

Że niby Leben nie da rady, tak?

   Pora wyjść na koniec poza obszar słuchawkowego grania i sprawdzić naszego Lebena z prawdziwymi głośnikami, a nie tylko słuchawkami wpiętymi w głośnikowe wyjścia. Konkretnie z głośnikami Castle Howard S3, bo takie akurat goszczę. Podpiąłem je do Lebena kablami głośnikowymi Acrolink  6N-S3000, no i do roboty.

Niby ten Leben dla tych S3 powinien być za słaby, bo producent głośników zaleca wzmacniacz o mocy minimum 25 W, ale żadnych pejoratywów w tej mierze się nie dopatrzyłem. Kolumny sterowały się z łatwością i z łatwością napełniały duże pomieszczenie znakomitym dźwiękiem. A były tego dźwięku dwa rodzaje. Kiedy siadać od głośników dalej, tak ze cztery metry, a je same stawiać jakieś pół metra od ściany za nimi, uzyskujemy brzmienie bardzo podobne do tego ze słuchawek Sennheiser HD 800. Scena nie ma wtedy centymetrowo wymierzonych odległości między instrumentami i nie zbiega się do odległego horyzontu, tylko operuje dużymi plamami dźwięków w linii głośników, tworząc muzyczny obszar, który możemy podziwiać z pozycji pozostającego na zewnątrz w niewielkiej odległości obserwatora. Podziwiać, bo jest on bogaty, nasycony i barwny, a przede wszystkim bardzo miły w odbiorze. I choć nie po audiofilsku cyzelowany suwmiarką i fotograficznie dokładny, sprawiający głębią, bogactwem i elegancją brzmienia naprawdę dużą frajdę.

Z kolei gdy kolumny odstawić od ściany na metr lub więcej i usiąść przy nich bliżej, tak na dystans dwa do trzech metrów, pojawia się scena za głośnikami, mająca typowo audiofilskie walory: precyzyjne relacje przestrzenne, uwydatniony horyzont, dokładniej opisane dźwięki instrumentów, bardziej uwydatnione soprany i bardziej konturowy bas. I znów jest to bardzo przyjemna prezentacja, choć na innych założeniach oparta.

Leben_CS_300F_08

Jakoś się nie przejął tą wróżbą…

Oczywiście wypróbowałem obydwa dostępne sobie odtwarzacze i nie było wątpliwości, że podobnie jak w przypadku większości słuchawek, Accuphase pasował o wiele lepiej. Podawany przez niego dźwięk był bardziej melodyjny, głębię brzmienia czerpał właśnie z tej melodyki a nie samego kontrastu, bardziej był ciepły, leciutko, jak to u Accuphase, słodkawy, a strefę sopranową impresjonistycznym zwyczajem wykańczał podświetloną mgiełką, a nie ostrymi konturami. Ogólnie grał bardziej miękko, zmysłowo i przyjaźnie, a Cairn w sposób podostrzony, ze zbyt mocnym akcentowaniem i z chłodniejszymi barwami. Zupełnie przy tym niewidoczne było brzmienie jego kondensatorów Black Gate, całkowicie w przypadku współpracy z nie do końca wygrzanym Lebenem i Howardami zatracone, co niewątpliwie było stratą.

Całościowo dźwięk Lebena CS-300Fz głośnikami Howarda okazał się więcej niż dobry. Nie zrobił na mnie wprawdzie aż tak piorunującego wrażenia jak jego starszej wersji z monitorami Reference 3A, ale nie mając możności bezpośredniego porównywania, z perspektywy kilku lat mogę jedynie powiedzieć, że tamten bardziej był namacalny, co w kontekście większej skuteczności kanadyjskich monitorów i niewielkiej mocy Lebena nie powinno nikogo zaskakiwać. Nie zmienia to faktu, że z głośnikami C3 wygenerował Leben piękny spektakl o wielkiej brzmieniowej kulturze i budzącym radość dźwiękowym bogactwie.

Podsumowanie

Leben_CS_300F_06   Leben CS-300 zmienił się i nie zmienił. Wraz ze zmianą lamp nabrał ogłady i czaru. Jednocześnie w dalszym ciągu jak na wzmacniacz lampowy gra w znacznej mierze tranzystorowym stylem i pod tym względem pozostał sobą. Nadal bardzo jest szybki i dynamiczny, choć teraz dużo bardziej pogłębia i przeciąga brzmienia, co daje mu zdecydowaną przewagę nad co bardziej czerstwymi tranzystorami. Zarazem, jak pokazuje przykład słuchawek Audio-Technica ATH-W5000, jest teraz bardziej poprawny tonalnie i wszechstronny. Mogę się założyć, że nowa wersja świetnie będzie grała z Grado GS-1000 i innymi słuchawkami, z którymi poprzednia współpracowała nie najlepiej, a czasami wręcz źle. Tak więc jest to wciąż stary, dobry Leben CS-300, przez tak wielu wychwalany i bardzo ceniony, a równocześnie zmodernizowany i dzięki naniesionym poprawkom o wiele bardziej bogato grający i przydatny do liczniejszych zastosowań w sensie dobrej współpracy z szerszą gamą słuchawek i głośników. Można tylko trochę się dziwić, że ktoś tak doświadczony jak pan Taku Hyodo w ogóle zdecydował się wyposażać swoje Lebeny w lampy Sovteka, ale konstruktor padł w tym wypadku najprawdopodobniej ofiarą własnego sukcesu, nie doceniając jak wiele egzemplarzy CS-300 przyjdzie mu sprzedać i jak szybko wyczerpią się w związku z tym zapasy Mullardów. Czy wybór lamp obecnie zaproponowanych jest optymalny? Z tym można polemizować. Nie jestem wprawdzie konstruktorem i nie miałem żadnej możności eksperymentowania, wydaje mi się jednak, że warto byłoby spróbować powołać do życia analogiczny wzmacniacz w oparciu o lampy KT-66/350B, ponieważ ich współcześnie produkowane wersje stwarzają pole dla bardzo wysokiej jakości brzmienia, nie narażając jednocześnie producenta na wyschnięcie źródełka pod tytułem NOS, czyli lampowych zapasów z lat dawnych. Rada ta jest jednak o tyle mało przydatna, że z takich właśnie lamp korzysta większy ze wzmacniacz pana Hyodo – model CS-600. Poza tym nie wiem jak dużymi zapasami lamp używanych obecnie zakłady Lebena dysponują. Bardzo możliwe, że są one na tyle pokaźne, iż ryzyka wyczerpania w najbliższych latach nie ma. Można wszakże dopytywać się jeszcze, czy wersja poprzednia z lampami EL-84 i 12AX7 od Psvane w miejsce Sovteka, nie byłaby wystarczająco wszechstronna i zadowalająca. Nie mając możliwości porównania, nie znam, rzecz jasna, odpowiedzi na to pytanie i pozostaje jedynie zawierzyć talentom pana Hyodo, że nie.

Niezależnie od tych lampowych dywagacji efekt finalny uznać należy za wyjątkowo udany i nie wart jakiegokolwiek recenzorskiego marudzenia. Świetny zarówno w sensie oderwanym, to znaczy bez oglądania się w przeszłość, jak i w kontekście modyfikacji własnego protoplasty. Całościowo rzecz ujmując jest Leben CS-300F jednym z tych nielicznych urządzeń, będących jednocześnie znakomitym wzmacniaczem głośnikowym, jak i najwyższej klasy wzmacniaczem słuchawkowym. Na tym polu przychodzi mu się mierzyć przede wszystkim z dwoma sławnymi klasykami od Cary Audio Design – modelami SLI-80 i CAD 300 SEI. Jak wyglądają ich relacje jakościowe, dopiero będę sprawozdawał, bo recenzje tamtych są jeszcze przede mną. Nie ulega natomiast wątpliwości, że Leben jest z całej trójki najtańszy, gra teraz fantastycznie, a renomę zyskał równie wysoką.

 

W punktach

Zalety:

  •  Wspaniałej klasy brzmienie.
  •  Szybkość i dynamika.
  •  Melodyjność i kultura.
  •  Wielka dawka energii, zwłaszcza w słuchawkowym graniu.
  •  Zero sopranowych problemów.
  •  Potężny bas.
  •  Chwytająca za serce wokaliza.
  •  Świetnie ukazuje charakter odtwarzaczy, słuchawek i głośników sobie podpinanych.
  •  Dzięki temu pozwala bardzo precyzyjnie zestawić tor o najwyższej jakości i pożądanym charakterze brzmienia.
  •  Perfekcyjna wszechstronność, umożliwiająca napędzanie każdych słuchawek dynamicznych i planarnych, w tym również HiFiMAN HE-6 i AKG K1000, a także bardzo wielu głośników.
  •  Napełni dźwiękiem nawet duże pomieszczenie.
  •  Rewelacyjne brzmienie z Sennheiserem HD 800.
  •  Tylko minimalne słabsze z HD 600 i T90.
  •  Duży postęp względem poprzednika.
  •  Dzięki bass boosterowi można uzyskać styl gry jak na rockowych koncertach.
  •  Bardzo ładna prezencja, przywołująca wspomnienia złotych czasów audiofilizmu.
  •  Perfekcyjne wykonanie.
  •  Montaż point-to point.
  •  Jak na normalny wzmacniacz, niewielki pobór prądu.
  •  Od bardzo znanego wytwórcy.
  •  Made in Japan.
  •  Polski dystrybutor.
  •  Przy tej gamie zalet i zastosowań całkiem umiarkowana cena.

Wady:

  •  W przypadku słuchawek trochę za duży skok głośności na jednym kroku krokowego potencjometru, preferujący źródła z regulacją siły dźwięku.
  •  Mocno się rozgrzewa.
  •  Leciutkie brumienie ze słuchawkami o wysokiej impedancji.
  •  Bass booster przydatny w pełni jedynie dla AKG K1000 i głośników.
  •  Nietypowe lampy. (Ale dzięki temu tanie.)
  •  Ostro świecąca dioda.

Sprzęt do testu dostarczyła firma:

Eter Audio

Dane techniczne:

  • Lampy: JAN-6197 GE x 4, 17EW8 x 2
  • Moc wyjściowa: 2 x 15 W
  • Pasmo przenoszenia: 15 Hz – 100 kHz (-2 dB)
  • Zniekształcenia: 0,7 % (10 W)
  • Czułość wejściowa: 600 mV
  • Impedancja obciążenia – kolumny: 4/6/8 Ω (zmienna)
  • Impedancja obciążenia – słuchawki: 300 Ω
  • Pobór mocy: 82 W
  • Wymiary: 360 x 270 x140 mm
  • Waga:10,5 kg
  • Cena: 10 900 zł

System:

  • Źródła dźwięku: Accuphase DP-510, Cairn Soft Fog V2
  • Głośniki: Castle Howard S3
  • Słuchawki: AKG K551 i K1000, Audio-Technica ATH-W5000, Beyerdynamic T90, HiFiMAN HE-6, Sennheiser HD 600, HD 650 i HD 800
  • Interkonekt: Crystal Cable Absolute Dream
  • Kabel głośnikowy: Acrolink 6N-S3000

PS

Już po napisaniu recenzji słuchałem nowego Lebena ze słuchawkami Grado PS-1000 i tak jak przypuszczałem grało to pierwsza klasa.

 

Pokaż artykuł z podziałem na strony

13 komentarzy w “Recenzja: Leben CS-300F

  1. Maciej napisał(a):

    Chciałbym zapytać czy Leben w swojej naturze zaokrągla lekko górę? Czy gra ciepło czy też tak bardzo chce przegonić tranzystor że jest zbyt tranzystorowy? Naturalnie zaokrąglenie góry w jak najbardziej korzystnym tego słowa znaczeniu. Bo będąc w filharmonii jednak nie słyszymy aż tyk ostro jak serwują nam to współczesne urządzenia, góra jest gładka wręcz rolled off. Choć teraz odbiera się to pejoratywnie..

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Góra nie jest zaokrąglona, ale jednocześnie nie pikantna. Można ją zaokrąglić przy pomocy niemodowanych Sennheiserów HD 800.

  2. Maciej napisał(a):

    I druga część pytania, czy wzmacniacz słuchawkowy sprawdza się tylko z wysokoomowymi słuchawkami czy również z tymi co mają < 50 Ohm.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Akurat nie miałem wielu niskoohmowych w tamtym czasie, ale z Audio-Technicą grał poprawnie. Ogólnie jednak lubi ten wzmacniacz dużo Ohmów, a wówczas gra naprawdę rewelacyjnie.

  3. Maciej napisał(a):

    Dziś słuchałem go 2 godzinki, ze swoimi nausznikami. Fakt faktem że bardzo chce się go słuchać. Gra bardzo naturalnie. Bardzo zrównoważony. I w zasadzie bardzo przypadł mi do gustu. Ale ma jak dla mnie poważną wadę konstrukcyjną: brumi na wyjściu słuchawkowym. I to nawet z 250ohmowymi słuchawkami. Aż strach pomyśleć jak ten brum się nasila przy wysokoskutecznych słuchawkach. Ale ta barwa… no chciało by się mu wybaczyc to brumienie. Ale za taką sumę, oczekiwałbym ‚top notch quality’ 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      W recenzji jest ustęp o brumie. Nie było go z wysokoskuteczną Audio-Technicą, a więc słuchawkami o niskiej impedancji. Według mnie ten wzmacniacz wart jest tego by poszukać słuchawek, na których brum nie przeszkadza, bo gra wyjątkowo pięknie. A z czym był słuchany?

  4. Maciej napisał(a):

    CDP: Densen B475 Super Leggera – nowość podobno, zasilanie Lebena: Cardas niebieski, interkonektów niestety nie zapisałem nazwy w głowie. Brzmienie wspaniałe, dużo bardziej muzykalne niż słuchany chwilę potem Bryston BHA-1 – inaczej ujmując smyki na Lebenie to miód dla uszu a na Brystonie – po prostu dobre smyki.
    Nie wiem jak to jest z tym brumem, ale na HD650 i DT150 był słyszalne. Dałoby się z tym żyć, ale szkoda że jest.. bardzo szkoda.

  5. Maciej napisał(a):

    Podobno dodane pierścienie tłumiące na lampach delikatnie brum osłabiają w tej konstrukcji, ale tylko minimalnie.

  6. Maciej napisał(a):

    I jeszcze jedna refleksja: w zasadzie nie słyszałem do tej pory lepszego wzmacniacza słuchawkowego, w sensie muzykalności, i nie mam tutaj na myśli ceny – tylko jakąś taką naturalność. Ale czekam właśnie na BP użyczoną do odsłuchu.. Więc nie stawiam kropki w temacie.

  7. Piotr Ryka napisał(a):

    Naturalność jest właśnie cechą tego Lebena. I jest też cechą słuchawek HiFiMAN HE-6. Przynajmniej ja tak to odbieram. Warto go też Słuchać z Sennheiserami HD 800, z którymi brum jest śladowy. Michał wspominał mi jak z tym brumem walczyć, a ponieważ ma za chwilę donieść Denony, poproszę żeby coś o tym napisał.

  8. Bartek napisał(a):

    Jak sie spisal wzamcniacz z Denonami?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Wzmacniacz jest wprawdzie u mnie, ale nie mam Denonów ani do nich dostępu, tak więc nic o tym niestety nie mogę powiedzieć. Natomiast z AKG K812 i Pandora Hope VI gra fantastycznie. Znakomicie także z nowymi OPPO.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy