Recenzja: Hegel H360

Odsłuch w uszy i brzuch

xxx

Dużo wentylacji, ale niewiele grzania.

   Błaznuję z tymi tytułami, ale sprawa jest poważniejsza. Tego rodzaju jakościowe deklaracje zawsze są motorem działania i zawsze jest z tego satysfakcja bądź nie. Dobrze w sumie że padają, bo przynajmniej nie zieje sztampą i nudą. Gniew wzbiera na pewność siebie i jednocześnie ciekawość – gdyż może rzeczywiście? Nikt, jasna sprawa, nie sprawdzi całego rynku, wszystkich na nim wzmacniaczy, ale wysoka lub niska jakość zawsze są do sprawdzenia.

Poza charakterem przypomnieniowym, po ponad roku od debiutu, ta recenzja ma jeszcze jeden sens – wstawia Hegla H360 do toru wyższej jakości. Stawia na stoliku Rogoz Audio i sprawdza podstawki Acoustic Revive, zasila kablem Gargantua II, użycza najwyższej klasy interkonektów, daje za źródło Accuphase DP-950 i poprzez kable Acoustic Zen Absolute śle sygnał do kolumn Audioform 304. A wszystko w dodatkowej oprawie podkładek pod kable Rogoz Audio i z pozostałymi kablami zasilającymi najwyższej klasy. Ostra więc całościowo jazda i w efekcie żadnych wymówek. Zagrasz bratku jak wszyscy diabli, albo się możesz wynosić.

Część właściwą opisu zacznę od tych kwarcowych Acoustic Revive. Dwa razy już, w dwóch recenzjach, uhonorowałem je pochwałami, ale tym razem muszę opatrzyć ostrzeżeniem. Nie należy stosować ich pod wzmacniacze tranzystorowe, albo najwyżej takie, które kłopoty mają z dostateczną ekspresją sopranów. A Hegel H360 nie ma; całkowicie od tego jest wolny. Soprany wyrzuca w wyjątkowej obfitości i gdyby nie to, że okazują się wysokiej klasy, bylibyśmy nimi przeciążeni. A tak, pod obecność ich należytej formy, zostajemy olśnieni; bo jak na wzmacniacz tranzystorowy jest nieprzeciętnie, by nie użyć większego słowa.

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do rozważań o podkładkach. Nie ulega wątpliwości, że wzmagają produkcję sopranów, co urządzeniom mającym z ich deficytem kłopot ogromnie się przydaje. Natomiast sopranowemu ogromowi Hegla zaszkodziło. Primo, że w razie odtwarzania płyt zrealizowanych w obszarze sopranowym ułomnie (a wiele jest przecież takich) wszelkie niedociągnięcia zostają podkreślone – wszystkie te drżączki, zgrzyty, chudości i przestery.

xxx

Z tyłu nowocześnie – cyfrowo i z obsługą domowego kina.

Secundo, dźwięk niepotrzebnie przesuwa akcent w ich stronę (to jeszcze pół biedy), jednocześnie redukując wiele czynników o kluczowym dla przyjemności odbioru znaczeniu (co już jest nie do przyjęcia). Zwłaszcza ciepło i słodycz tracą, jak również głębia i giętkość melodyjna. Wszystko wyrównuje się do poziomu sopranowego wzmożenia, który jest constans i ewidentnie zubaża a nie wzbogaca całość. Głębokość dźwięku ulega spłyceniu, ciepło wyparowuje, słodycz przeradza się w prozę życia, a dynamika spłaszcza. No i same soprany owe się rozciągają jak makaron, w efekcie czego stając cieńsze – i jak to chudzi, bardziej nerwowe. Dlatego tym razem krążki nie, nie radzę. Natomiast sam wzmacniacz, jak najbardziej.

Polecam go, bo faktycznie brzmienie ma niczym z klasy A i przy udziale lamp. Sound Engine – chluba firmy – działa na rzecz tego wyraźnie, skutecznie te upiększacze brzmienia zastępując. Pomimo tak obfitej obecności sopranów dźwięk ma środek ciężkości prawidłowo na środku pasma, okazuje się też naturalnie ciepły i równie przyjemnie głęboki. Czaruje, upaja liryką, tajemniczością, głębią. Kobiece głosy niosą słodycz, a linie melodyki układają się w piękne fale, czego artystycznie udanym dopełnieniem jest świetna szczegółowość, duży brzmieniowy format i potrafiący przechodzić w autentyczny grzmot bas.

Powiem szczerze: gdy puszczam tych kilka testowych do oceny basu utworów, dzięki którym zapada wyrok: jest grzmot, czy go nie ma – zawsze się z góry martwię. To bowiem jeden z elementów kluczowych, tak samo jak piękne głosy czy odpowiednie soprany. I często dzieje się tak, że grzmot ten się ledwie, ledwie zaznacza, a nieraz zamiast niego są tylko jakieś powidoki basu; w postaci dźwięku tak wysokiego, że właściwie nie będącego basem. Zjawia się jakieś „Puff!” w miejsce należytego „Wrumm!” – jakiś obłoczek czy obłok w miejsce trzęsienia ziemi. Niczym byś dmuchał na zakurzoną powierzchnię a nie walił w nią młotem; że kaszel tylko i w nosie kręci, a nie huk i całościowa wibracja. No więc Hegel H360 przy odpowiednich kolumnach nie kręci tylko w nosie i samego kurzu nie wzbija. Tak samo jak na przykład słuchawki Fostex TH900, potrafi brzmienie przetoczyć łoskotem i to jest inny wymiar słuchania. Od razu się słuchaczowi głowa podnosi do góry i uśmiech zjawia na twarzy: – Noo! Ten to umie! A że szczegółowość jest kolejnym atutem, to bas ma też odpowiednią złożoność – i nawet jeszcze większą. Jest bowiem wyposażony w znakomitą (nie przesadzam) zdolność oddania faktury membran. To dotyczy nie tylko oczywiście basu, ale całego pozostałego brzmienia: drewno tu będzie drewnem, blacha blachą, struna struną, a kastaniety nie przedzierzgną się w monotonne cykanie świerszcza.

A tu już z całą powagą.

A w środku moc i dual mono. Jest także przetwornik.

Ta umiejętność bierze się z odpowiedniej relacji ilościowej dół-góra i z trójwymiarowości całego brzmienia. Składniki basowe i sopranowe są dobrze dobrane i obu dużo, a modelunek dźwięku sferyczny. Więc kiedy to się zbiera, wszystkiego jest pod dostatkiem, by każdą figurę oddać. Oddać też gęstość, kształty, barwy – całe bogactwo brzmienia. Łatwo o to przy takim urodzaju składników – rozciągniętych, trójwymiarowych. Sama jedynie sopranowa góra nie ma aż takiej przestrzenności jak u najlepszych wzmacniaczy, ale wszystko poniżej jest już w widomy sposób sferyczne, podwajające przyjemność. W całość się to zbiera jako wyliczanka najlepszych przymiotów: nieprzesadnego ale odczuwalnego ciepła, słodyczy, dramatyzmu, liryki, świetnej indywidualizacji głosów, ich trójwymiarowej postaci, szczegółowości, dynamiki, żywości, bezpośredniości.

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

18 komentarzy w “Recenzja: Hegel H360

  1. Tomasz pisze:

    Szanowny Panie Redaktorze!

    Recenzja znów trafiona w samo sedno, mam podobne odczucia oparte na bliskiej znajomości z H360. Urządzenie nie zawodzi na żadnym repertuarze. W najdroższej integrze Hegla może fascynować fakt, że H360 to wzmacniacz, w którym do tradycyjnych walorów urządzeń tej firmy typu: szybkość, czystość, przejrzystość, moc, dynamika, rozciągnięcie basu, dodano odpowiednią porcję miękkości, ciepłej barwy, plastyczności. W ubiegłych latach zdarzało się, że Hegel w źle dobranych zestawach grywał zbyt dobitnie, twardo, monochromatycznie; tu pojawia się wyraźnie większe nasycenie barw. Siła i szybkość jest wyłącznie funkcją emocji nagrania a nie pokazem, ile można wycisnąć z końcówki mocy. Firma nie poszła na łatwiznę ogłuszania słuchacza setkami watów. Polecam połączenie symetryczne XLR. Za gniazdami nie ma desymetryzatora, ale i na gniazdach RCA usłyszymy wszystko. Wygląda na to, że Bent Holter zmienił strojenie swoich urządzeń w kierunku dźwięku cieplejszego. Ma to przełożenie na stereofonię. Jak słusznie Pan zauważył, głębi towarzyszy plastyczność. Scena to obiekty mające swoją zróżnicowaną objętość. Pozwolę sobie zgłosić małe votum separatum odnośnie do poglądu o braku „pełnej trójwymiarowości wysokich tonów” (no chyba, że w porównaniu do wzmacniaczy lampowych single-ended, zawsze można lepiej), ale może to kwestia innej konfiguracji sprzętowej niż u mnie. Brakuje w H360 czego innego: gniazda słuchawkowego. Tak czy siak, H360 jest wyjątkowo kompetentnym zawodnikiem, który spokojnie może konkurować z droższymi modelami i którego dźwięk może zaskoczyć tak fanów marki, jak i tych, dla których dotąd było za twardo i za sucho. Tym razem wino ma i szybkość uderzenia do głowy i bogaty bukiet smakowy, tyle, że tanio nie jest…

    Z poważaniem

    1. Piotr Ryka pisze:

      Faktycznie, wzmacniacz słuchawkowy by nie zaszkodził. Zwłaszcza że ten umieszczony w przetworniku jest całkiem udany.

  2. AAAFNRAA pisze:

    Cytat: „Powiem szczerze: gdy puszczam tych kilka testowych do oceny basu utworów, dzięki którym zapada wyrok: jest grzmot, czy go nie ma – zawsze się z góry martwię. (…) No więc Hegel H360 przy odpowiednich kolumnach nie kręci tylko w nosie i samego kurzu nie wzbija. Tak samo jak na przykład słuchawki Fostex TH900, potrafi brzmienie przetoczyć łoskotem i to jest inny wymiar słuchania. Od razu się słuchaczowi głowa podnosi do góry i uśmiech zjawia na twarzy: – Noo! Ten to umie!”

    Można prosić o przykład tych kilku testowych utworów? Akurat chwilę przed lekturą recenzji słuchałem Tsuyoshi Yamamoto „What a Wonderful World” (Hiroshi Kagawa na kontrabasie) na TH900 i uśmiech się pojawił… było dosłownie jak Pan to napisał „Noo! Ten to umie!” Kontrabas schodzi do piekieł :)

    1. Piotr Ryka pisze:

      Do testowania basu można użyć płyty pokazowej Ushera, płyty pokazowej Chesky Records – gdzie niskie częstotliwości są po kolei próbkowane – „1492” i „EL Greco” Vangelisa, ścieżki filmowej z „Wszystkich poranków świata” Savalla, dowolnego jazzowego kontrabasu, obowiązkowo jakichś dobrze nagranych organów (na płycie dr Chesky’ego też są), legendarny „Moby Dick” Led Zeppelin zobrazuje perkusję. W sumie nie jest ważne dokładnie co, ale dokładnie jak :)

      1. AAAFNRAA pisze:

        Dziękuję za odpowiedź. Płytę testową Ushera gdzieś mam, muszę jej poszukać.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Tam utwór nr 9 to bębny taiko. Pouczające. W paru miejscach też wiolonczela, perkusja.

  3. PK pisze:

    Redaktorze, recenzenckie pytanie mam:

    A w jaki sposób przyciemnić wyświetlacz? Bo wygaszać wiem jak.

    Dziękuje za odpowiedz.

    1. Wiceprezes pisze:

      W naszym egzemplarzu recenzenckim faktycznie można jedynie włączyć i wyłączyć wyświetlacz, choć zapewniono nas, iż istnieje możliwość przygaszenia. Profilaktycznie wprowadziliśmy poprawkę do recenzji.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Ściśle biorąc – bo to wygląda już na kabaret – egzemplarz testowy przyjechał z omyłkowo dołączonym pilotem od CD, mającym o jeden mniej rząd klawiszy funkcyjnych. Zapytałem więc dystrybutora, czy można ten ostro świecący wyświetlacz wygasić lub ściemnić – i padła odpowiedź, że można wygaszać i ściemniać trzystopniowo. No więc tak napisałem.

      1. PK pisze:

        Heh, dystrybutor zna się na rzeczy… dziękuje za odpowiedź.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Prosta nauka – nie wierzyć nikomu na słowo. Dlatego zawsze odsłuchiwać samemu przed zakupem.

  4. PawelS pisze:

    Fajny sprzęt ale po roku przesiadłem się na norma revo ipa 140. Nie namawiam bo w tej klasie to też kwestia preferencji. Warto podawać do czego i jak podłączony np. jakie kable. Moje wrażenia ppdobne choć nie mam tak zacnego źródła.
    Pozdrawiam

  5. Patryk pisze:

    „To rzeczywiście tak działa – wzbogaca paletę i nasyca barwy, przydaje ciepła i muzykalności. We wzmacniaczu H80 działało i nie ma powodu podejrzewać, że nie będzie tutaj.”
    Przez 6 miesiecy uzytkowalem H80 a nastepnie 6 miesiecy H200, sluchalem takze H100 i H300. Wszystkie te wzmacniacze sluchalem i uzytkowalem z przeroznymi kolumnami i nigdy w zyciu nie przyrownalbym Hegla do klasy A czy wzmacniaczy lampowych. Tam nie ma odrobiny ciepla. Dzwiek jest plaski jak deska, H80 to juz najwiekszy suchotnik. Te wzmacniacze nie sa w ogole ani muzykalne ani angazujace. Nadaja sie jedynie do efekciarskich kolumn typu Dali. Takie moje po prostu subiektywne odczucia po wielu probach podchodzenia do Hegla.

    1. Piotr Ryka pisze:

      No to jesteśmy w konflikcie zasadniczym opinii. Z jakim to straszne granie Hegli się odbywało źródłem i czemu, w obliczu takiej nędzy, trwało aż rok?

      1. Patryk pisze:

        Odtwarzacz CD i DAC takze Hegla, CDP2A mk2 + HD20.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Z tego by wynikało, że ten odtwarzacz Hegla jest beznadziejny. Bo H80 i H360 to na pewno bardzo dobre wzmacniacze. Wystarczy dobry odtwarzacz okablowanie i kolumny, a to jest zawsze konieczne.

  6. Tomasz pisze:

    O tym samym sobie pomyślałem. Szanowny Czytelnik męczył się z kolejnymi wzmacniaczami Hegla ponad rok, bo policzmy: 6 miesięcy męki z H80 + miesięcy męki z H200 = 12 miesięcy a do tego jeszcze bliżej nieokreślona czasowo męka z H100 i H300. Gdy uwierają mnie buty, po prostu je zmieniam natychmiast a nie czekam ponad rok aż się dopasują do stóp, bo potem mogę mieć już tylko interwencję ortopedy. Opowieści o dźwięku „płaskim jak deska” wywołują jedynie mój uśmiech, bo już wiem, że albo ktoś nie umie łączyć urządzeń ze sobą (względnie ma konsekwentnie pecha) albo ich dźwięk zna jedynie z przekazów grupy inicjatywnej z pewnego portalu na literę „A”, albo też od jednego z dystrybutorów, który lubił Hegla do czasu, gdy chciał go sprzedawać a gdy okazało się, że nie dostanie na to zgody, zaczął głosić, że lepiej od Hegla gra jego pewna flagowa marka. Sygnaturą dźwiękową Hegla zawsze była i jest znakomita dynamika oraz mocny, głęboki, mięsisty bas. Żeby zepsuć to ostatnie trzeba naprawdę się postarać, ale jak widać, czasem starania bywają nagrodzone. Odnośnie do lampowego dźwięku to też się uśmiecham, bo wystarczy posłuchać wyjątkowo dynamicznych i rozdzielczych produktów Ayona i Octave, by zrozumieć, co to jest prawdziwa, dobra lampa i czym się różni od zamulającej i złej lampy, dostarczającej owe „ciepełko”. Lampa czy tranzystor są jedynie ŚRODKIEM a nie CELEM. Wzmacniacz ma grać wiernie a nie ciepło czy zimno.

  7. Stały Czytelnik pisze:

    P Piotrze baaardzo rzeczowa recenzja, napisana lekką ręką ale rzetelnie..

    Szukam odpowiedniego towarzystwa dla H360 i AP Tempo 25.
    Będę wdzięczny za sugestie dotyczące transportu i daca może audiobyte (nie upieram sie przy Hegelu) oraz okablowania wszelakiego.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy