Recenzja: Final Audio Design Pandora Hope VI

Final_Audio_Design_Pandora_Hope_VI_017 HiFi Philosophy   Nie wiem ile jest jeszcze na świecie marek, o których w Polsce nikt prawie nie słyszał, a które wyłaniają się niespodzianie, niczym atomowe łodzie podwodne po udanej symulacji ataku, by naigrawać się z nieświadomych ich obecności celów. Takie lekcje zmuszają do pokory, a już zwłaszcza recenzentów pragnących uchodzić za znawców. Cóż to bowiem za znawca, dla przykładu słuchawek, który nie wiedział o istnieniu firmy produkującej słuchawki, na dodatek firmy japońskiej, istniejącej od dawna i oferującej wyroby najwyższej klasy. Tak więc nie pozostaje nic innego jak posypać głowę popiołem i przystąpić do odprawiania pokuty.

Nie jest wprawdzie tak, że o firmie Final Audio Design niczego nie wiedziałem, jednakże samo nazwa nie przykuła mojej uwagi, odmiennie od jednego z jej produktów –  najdroższych bodaj w dziejach słuchawek dynamicznych, Muramasa VIII. Nie chce mi się przeliczać czy żądane za nie w nieodległym całkiem czasie osiem tysięcy dolarów, to mniej czy więcej niż dwa i pół za Sony MDR-R10 w 1989, ale tak na oko kwoty wydają się zbliżone. Te Muramasa VIII narobiły w ostatnich latach sporego szumu, doskonale wywiązując się z przypisanej im w założeniu roli zwrócenia na swego twórcę światowej uwagi. Szum faktycznie się podniósł, pojawiło się sporo migawek informacyjnych, a na forach audio powymieniano liczne i niejednokrotnie namiętne opinie. Wielu pukało się w czoło, inni wzruszali ramionami, a fama szła i ogromniała. I o to właśnie chodziło. Czasu minęło niewiele, a wszyscy pseudo znawcy, znawcy, super znawcy oraz zwykli amatorzy słuchawek już teraz wiedzą, że istnieje w Japonii firma Final Audio Design, oferująca wysokiej klasy słuchawki.

Nie wiem na ile Final Audio jest firmą znaną w samej Japonii, ale można podejrzewać, że znaną jest dobrze, bo powstało w 1974 roku i ma na koncie wiele audiofilskich wyrobów, o których śmiało można powiedzieć, że nosiły cechy wyczynowe. Zaczęło się dosyć skromnie, a przy tym identycznie jak w przypadku Grado i Audio-Techniki, to znaczy od wkładek gramofonowych. Na przestrzeni 40 lat istnienia (akurat obchodzimy jubileusz) firma wypuściła jednak nie tylko wkładki i słuchawki, ale także potężne głośniki, wyjątkowo masywne i popisowe gramofony, lampowe wzmacniacze i zasilacze, całe potężne systemy nagłaśniające, kolumny tubowe, akcesoria antywibracyjne – i ogólnie mówiąc niemal wszystko co się do technologii audio zalicza. Kiedy patrzyć na zamieszczoną w Internecie historię dokonań, można dojść do wniosku, że twórca firmy, pan  Kanemori Takai, zdradza szczególną słabość do konstrukcji metalowych. Ma na koncie metalowe głośniki, ma metalowe gramofony i ma metalowe słuchawki. Nie wiem jak to wypadło w przypadku głośników i gramofonów, ale wyprzedzająco powiem, że w przypadku słuchawek wypadło bardzo dobrze. Dopiero co w teście najlepszego na świecie przenośnego odtwarzacza plików uczestniczyły trzy pary metalowych słuchawek dokanałowych od Final Audio i wszystkie wypadły znakomicie, dowodząc, że pokrewieństwo metalu z muzyką nie dotyczy wyłącznie trąb, trąbek, puzonów oraz talerzy perkusyjnych. Na pierwszy ogień gdy chodzi o samoistną recenzję ruszają jednak słuchawki o konstrukcji nausznej, nasze tytułowe Pandora Hope VI.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

46 komentarzy w “Recenzja: Final Audio Design Pandora Hope VI

  1. Ludwik Hegel napisał(a):

    Piotrze,

    Z przyjemnością przeczytałem Twoje osobiste spojrzenie na Pandora Hope VI. Zgadzam się z nim w 100 % – łącznie z ostatecznym zastrzeżeniem: „strasznie długa nazwa”. No, bo jak swobodne i bezproblemowo używać słuchawek, które zowią się nie inaczej jak: Final Audio Design Pandora Hope VI?

    Pozdrowienia.

  2. Maciej napisał(a):

    Bardzo dobre te porownania z innymi sluchawkami

  3. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Narescie cos nowego i to z firmy ktorej do tej pory nie znalismy,ciekawe technicznie zrobione sluchawki.Preferuje osobiscie sluchawki z duzymi muszlami do ktorych chowaja sie uszy cale jak PS1000,LCD3 czy Grado 1000,nie dlatego ze mam wymiarowo duze uszy,tylko preferuje wygode i swobode akurat ta w sluchaniu.

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    Pandory są całkiem wygodne, bo założone właściwie sięgają tylną krawędzią pada za ucho, ale kiedy ktoś lubi by ucha nic nie dotykało, to tutaj jest jednak dotyk od przodu. Nie jest to zatem szczyt wygody, tylko zwykła wygoda. Natomiast brzmienie jest ekskluzywne. Oczywiście z odpowiednim wzmacniaczem.

  5. Grzegorz napisał(a):

    A jak w porównaniu z TH-900?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To inne typy brzmienia. Fostexy grają tradycyjnym, dobrze dociążonym i klasycznie pogłosowym brzmieniem. Scenę mają mniejszą, tonację ciemniejszą a bas bardziej podkreślony. Są za to równie szczegółowe i przejrzyste. Gdy pominąć ten podkreślony bas i większą pogłosowość, są dość podobne do AKG K812, mimo iż są zamknięte. AKG z kablem FAW grają troszkę od nich cieplej, ale stylistycznie podobnie.

  6. Michal napisał(a):

    Dzien Dobry,

    Istna sluchawkowa dzungla sie zrobila. Ja sie ostatnio sporo po roznych salonach przemieszczalem, celem znalezienia godnego zamiennika dla moich 6 letnich GS1000, po dosc wyczerpujacych odsluchach, wzialem za kaucja do domu K812 aby je osobiscie obadac i tak je cwicze od tygodnia…. Te Pandory tez brzmia bardzo sensownie (wnoszac z recenzji). Spogladalem tez co prawda na takie Abyssy i E5(w porywie szalenstwa), ale cena kompletnie zaporowa, co nie przeszkadza aby sobie z nimi chwilke poobcowac dla poszerzenia pogladow na temat obecnej referencji.

    Michal Pastuszak

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Słuchawek rzeczywiście nie brakuje, a dżungla, przynajmniej tutaj, będzie zaraz jeszcze większa, bo właśnie zacząłem pisać recenzję Oppo.

      1. Michal napisał(a):

        Musisz (nie musisz, ale tak sie jakos cisnie na klawiature) koniecznie zdobyc do recenzji Abyss AB-1266, no chyba, ze juz je masz i szykuje sie niespodzianka. SLuchalem ich dzisiaj ze 3 godziny z Mcintoshem MHA 100 oraz Brystonem BHA-1, najdluzej ze wszystkich nausznikow i zrobily na mnie bardzo dobre wrazenie. Takich Staxow 009 badz Ultrasone E5 nie chcialo sie po nich sluchac, to byla wreczcie nowa jakosc. Upraszczajac opisy, taka hybryda K812 oraz LCD3 (bez wszystkich wad tych ostatnich a z ich najmocniejszymi zaletami).

        Michal Pastuszak

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Już dawno temu pisałem do konstruktora 1266, który zdaje się ma polskie korzenie i Polska to nie jest dla niego kraj Eskimosów. Odpisał mi, że nie jest w stanie przysłać egzemplarza na testy, bo ma tylko jeden testowy i stoi po niego długaśna kolejka. Miał się postarać być na AS w listopadzie, ale to nic pewnego. Jestem w kontakcie z kimś, kto stara się być polskim dystrybutorem Abyssa, ale rozmowy się przeciągają. Ale dobrze, że przynajmniej Ty słuchałeś, to może coś bliższego napiszesz.

          1. Michal napisał(a):

            Abyssy, w tejze konfiguracji (wpierw zrodlem byl cd Brystona do czasu az sie juz zepsul, zjadajac moja plyte, to wowczas DAC od Naima, ten najwyzszy i grajac z laptopa) mialy mase i potege basu, niskich skladowych, w 95% (moze i w 100%, ale jego akuratnosc sprawiala wrazenie, ze jest go ciuteczke mniej o drozlazlego konkurenta LCD3) przeniesione zywcem z LCD3, ale, ich bas, w odroznieniu od Audeze, byl duzo bardziej konturowy (tamten jakby nie byl wrecz), rozdzielczy, zdefiniowany, a co wiecej, 3-wymiarowy (ale nie na zasadzie podmuchu chmurowego z GS1000, ale swym bardzo konkretnym wypelnieniem w przestrzeni). One tworzyly faktyczne bryly instrumentow, dajac im prawdziwa mase. Ichnia scena nie byla jakas wielce szeroka, wrecz nieco waska, zwlaszcza przy ujsciu z naszej glowy/uszu, ale potem, im dalej tym szersza. Miala za to fenomenalnie realistyczna wysokosc i swietna glebie, z faktyczna gradacja planow (bez zgadywania). To gralo bardzo namacalnie, nie trzeba sie bylo domyslac, przyzwyczajac, dostrajac umyslowo, troche jak z glosnikow, ale takich co maja dopracowana stereofonie i nie graja zbyt zwiewnie.

            Abyssy gorowaly na LCD3 duzo lepszym zszyciem calego pasma, ichnia srednica byla prawdziwsza, lepiej wyartykulowana, nie bylo dziwnego rozmycia na wokalizie, ale takie akuratne skupienie. K812 mialy troche gladsze wokale, Abyssy dodawaly im ciut wiecej chropowatosci (ale wielce naturalnej, takiej przyjemnej) no i ciezaru, oczywiscie. Graly szybko mimo tej masywnosci, to nie byl dzwiek zwalisty, jak jakis walec, tylko zwawy atleta. Uderzala tez szczegolowosc, niczym nie ustepujac K812, a moze i ciut idac dalej, poprzez te kreacje w trzech wymiarach kazdego dzwieku, instrumentu, glosu, wiec sie wszystko nieco lepiej wylapywalo z owej przestrzeni. Ichnia precyzja wynikala z oczywistosci, co jest gdzie, tak jak ja widze obrys zywego czlowieka na przeciwko siebie, a nie jego uproszczona projekcje z dobrego rzutnika, gdzie krece galka ostroci by uzyskac wieksza precyzje obrazu, a reszte zalatwia mozg jak ma forme. Taka roznica. Abyssy mialy tez mocny i realny fundament muzyczny, taka czarna ‚podloge’ na muzycznej scenie na ktorej wszytsko sie dzialo, a nie swiat dzwiekow zawieszony w prozni. Nie chce sie tu rozpisywac i szarzowac z analiza, biorac pod uwage, ze nie sa one moje i graly w nie moim systemie, a ja je ledwie liznalem. Dodam tylko, ze nie graly wcale ciemno, tylko tak ‚w sam raz’, zdrowo (kiedy trzeba to jasno), bez udziwnien, ale efektownie, z wielka latwoscia i swoboda. Mysle, ze kazdy gatunek muzyczny dalyby rade zamienic w realistyczny spektakl, gdzie zapominamy o dewocjonaliach sprzetowych, koncentrujac sie na muzyce. Kto wie, czy jeszcze ich nie poslucham (musze odebrac swoja plyte), jak juz naprawia ten kompakt Brystona, z ktorego moglbym puszczac wlasna muzyke, przyniesiona na klasycznych krazkach CD, a nie to, co tam akurat mieli na komputerze.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Dzięki, Michale, za obszerny opis, ale my tu nie mamy żadnych limitów na słowa, więc można pisać tak obszernie jak tylko się chce. Napisz jeszcze jaki był dla tych Abyssów wzmacniacz i jaki dla pozostałych. Z opisu wynika, że ten dla Audeze był za słaby.

          3. Michal napisał(a):

            Nie wiem jak kontynuowac tam ponizej bo nie ma opcji reply, wiec tutaj wrzucam.

            Abyssy bylo trudniej napedzic od Audeze (jesli idzie o czysta moc). Te pierwsze na McIntoshu MHA-100 potrzebowaly 45% jego mocy, podczas gdy LCD3 jedynie 30% (dla tego samego poziomu glosnosci). LCD3 sluchalem tez na Brystonie BHA-1. Ten opis jest wzgledny, ma sie rozumiec. LCD3 same w sobie, bez odniesien, lepiej sie prezentowaly (te ichnie niedociagniecia byly wowczas prawie niezauwazalne), chociaz to nie moje granie i nie calkiem moj styl (wiec pewnie rzutuje to na caly opis), wole zdecydowanie K812, choc te tez maja swoje wady. DOdam dla poszerzenia perspektywy, ze najbardziej z Audeze podobaly mi sie LCD-X, nawet nie tyle ze bardziej od pozostalych braci, tylko tak ogolnie, moglbym z nimi zyc z przyjemnoscia, mialy prezycyjniejsze brzmienie, lepiej uporzadkowana scene i graly plastyczniej.

            ps. siedze teraz ze swoimi juz K812 i jakos ciezko mi sie slucha po tym wszystkim, wspomnienia o lepszym graniu sa dosc mocne, wciaz.

          4. Piotr Ryka napisał(a):

            Do AKG koniecznie trzeba lepszy kabel. FAW albo Entreqa. Audeze są mylące, bo łatwo je napędzić w sensie głośności, a trudno w sensie jakości. Do tego drugiego potrzeba naprawdę dużo mocy i dużo klasy. Wzmacniacz McIntosha może niedługo będę opisywał, ale to tak tylko może, bo rzecz nie jest pewna. LCD-3 wg. mnie są jednak nieco ciekawsze od LCD-X, ale porównywałem je za krótko by było to autorytatywne. Abyssy od początku mnie intrygowały, a teraz jeszcze bardziej. Podejrzewam, że z Twin-Head i Croftem powinno to być naprawdę wybitne granie.

          5. Michal napisał(a):

            Co ten FAW wnosi wzgledem fabrycznego ?

            W pierwszy dzien K812 nie mialy prawie wcale basu, no pustka (wzgledem GS1000), i graly jasno i lekko (jakby to byl jakis salon to bym pewnie odpuscil), ale potem basu przybylo w ilosciach takich, ze sie troche przestraszylem, zeby sie nie zrobily jakies przebasowione z czasem, ale nie, jest ok. One tez sciemnialy mi mocno i nabraly wypelnienia, maja niecaly tydzien za soba. Ja dzis troche zmeczony bylem jazda do tego salonu (prawie 2 godziny w korkach), co wcale nie pomaga, bo do sluchania trzeba byc wypoczetym i w dobrej formie, albo miec je z tydzien w domu.

            Moze jeszcze je dopadne w sierpniu tez cale Abyssy, bo czuje ze to tylko jedno ich oblicze (nie calkiem rozgryzlem ich gore pasma, niby w AKG bardziej wysmakowana i misterna ale nie tak realna).

          6. Piotr Ryka napisał(a):

            Kabel FAW Noir nieco przyciemnia, dodaje wysmakowania, czyni dźwięki bardziej złożonymi, dokładniej wypowiedzianymi. Działa w sumie tak jak lepszy wzmacniacz. Nieco też brzmienie dociąża. Styl ma nieco podobny do kondensatorów Black Gate.

          7. Michal napisał(a):

            Dziekuje za podpowiedz Piotrze. Bardzo mnie zaciekawiles z tym kabelkiem od FAW, rzucilem okiem na ich strone, maja widze dwie wersje, jedna na czystej miedzi (Noir HPC Mk2) i jedna hybrydowa z dodatkiem srebra (Noir Hybrid HPC). Mam miec u siebie na koniec nastepnego tygodnia finalna wersje wzmacniacza Rapture (a w zasadzie to az dwie sztuki, ale to osobna historia). Poslucham jak to sie zgrywa z AKG i pewnie potem podejde do tego kabla (zgadujac, ze ten ze srebrem zagra jasniej i przejrzysciej ?).

      2. Piotr Ryka napisał(a):

        Jest tutaj na stronie recenzja kabli Forza Audio Works w zakładce Okablowanie. Akurat takich dla K812. Nigdy jednak nie testowałem tego Noir z czystej miedzi. Poproszę może o jego dostarczenie i jak się zgodzą, to będzie można wykonać porównanie. A podchodząc do rzeczy teoretycznie – kabel ze srebrem powinien grać jaśniej.

        Rapture to świetny wzmacniacz i całkiem mocny. Powinieneś być zadowolony. Dobrze mu się życie układa ze zdecydowaną większością słuchawek.

  7. Maciej napisał(a):

    Czy w Warszawie ktoś to ma?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Kliknij baner Fonnexu, a na dole ich strony znajdziesz dane kontaktowe. Są z Warszawy i na pewno słuchawki udostępnią.

      1. Maciej napisał(a):

        O, dzięki Piotrze za wskazówkę.

  8. Maciej napisał(a):

    Piotrze ale czy Pandory są do czegokolwiek podobne w graniu?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Do muzyki na pewno, a czy do innych słuchawek? Trochę do Grado GS1000, trochę do Audio-Techniki ATH-W5000, trochę do JVC HA-DX1000, ale tak naprawdę tylko do siebie.

  9. Piotr Ryka napisał(a):

    One muszą być inne, bo są tubowe. Elektrostaty są elektrostatyczne, a Pandory tubowe, i to słychać.

  10. Piotr Ryka napisał(a):

    Grado GS1000e przyjechały.

  11. Miltoniusz napisał(a):

    Panie Michale, jak wypada wg Pana porównanie MHA-100 do Brystona BHA-1?

  12. Michal napisał(a):

    Nie mialem wystarczajacych warunkow do takich porownan aby wyluszczyc z pelna odpowiedzialnoscia roznice miedzy nimi. Z takich pobieznych odsluchow, odnosilo sie wrazenie ze MHA100 byl ciut jasniejszy i rysowal dzwieki bardziej delikatna i ostrzejsza kreska, a Bryston ciut muskularniej. Mnie sie ortodynamiki i planary podobaly bardziej na McIntoshu. MHA100 mial tez chyba kulturalniejsze, bardziej wyrafinowane wysokie tony. K812 fajniej jednak graly z Brystona.

    Moze jeszcze poslucham obu zawodnikow za czas jakis, ale to tylko i wylacznie dlatego, ze odczuwam pewne niespelnienie w obcowaniu z Abyssami, ktore wlasnie sa dostepne w tymze salonie.

  13. Sławomir S. napisał(a):

    Każdy temat dobry, aby w końcu porozmowiać na różne inne tematy. Tymczasem chciałbym donieść, ze nabyłem Pandora Hope VI drogą kupna i co ważne w tym skołowanym świecie – recenzja jest wysoce zbieżna z moimi wrażeniami, co nie jest częste, a wręcz unikalne.
    Mamy coraz więcej przenośnych źródeł dobrej klasy i bardzo mało zamkniętych słuchawek podobnej klasy. Od dłuższego czasu szukałem czegoś dla mojego AK120,co ma właśnie te cechy funkcjonalne – zamknięte, wokółuszne, z niekoniecznie długim kablem i małym jackiem. Powiecie – Denony D7100. I slusznie – bowiem to przedstawiciele nowej rasy – pełnoformatowych sluchawek do sprzętu przenośnego. Próbowałem D7100 z różnymi wzmacniaczani i tylko ze sprzetem przenośnym, moim zdaniem, da się tego słuchać w miarę sympatycznie, chociaż i tak basowo. Pandory są bardziej ‚zestawialne’, niemniej połączenie z AK120 jest wybitne i bardzo wciagajace pomysłem na dźwięk. Na marginesie – w ocenie słuchawek występuje nieprawdopodobny subiektywizm, Czy wynika to z tego,że fala dźwiękowa wlewa sie wprost do ucha z przetwornka, bez interakcji z wieloma innymi czynnikami i jest to de facto test naszego wewnętrznego ‚przetwornika’? Zestawiając dwie recenzje wspomnianych D7100 mamy :
    bas 1 – najlepszy słuchawkowy bas w historii
    bas 2 – brzienie wysadzone na basie, który zalewa wszystko dookoła
    średnica 1 – ujmujace wokale
    średnica 2 – Średnica ma tu wymiar trochę wycofany scenicznie, niebezpośredni, jednocześnie grający jakby zza delikatnej kotary, w sposób sztuczny i oschły
    budowa 1 – luksusowy wygląd,wysokiej klasy surowce
    budowa 2 – wykonane z bardzo taniego w wyglądzie i dotyku plastiku
    cena/jakość 1 – 5490 pkn / drogie, ale warte swojej ceny
    cena/jakość 2 – 2999 pln / warte najwyżej 1000 pln i to z pewnym przymróżeniem oka
    W zasadzie dwie recenzje – Pana Piotra Ryki i Audiofanatyka zgadzają się tylko w jednym – jakości sopranów, poza tym opisują dwa skrajne różne produkty Odrzucając teorie spiskowe o podróbkach z UK – mamy najlepszy dowód na to, że słuchawki to produkt audio chyba najbardziej podatny na subiektywizm oceny. I tylko trochę weryfikuje to rynek (patrz cena D7100).

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nic nie poradzę na to, ani nie znam genezy faktu, że Denony D7100 od polskiego dystrybutora grały inaczej niż te kupowane w Anglii. Nie mam i nie miałem żadnego interesu by je wychwalać ponad miarę, bo nikt mi za to nie płacił i kompletnie nic na tym nie zyskałem poza narzekaniami zawiedzionych nabywców. Pozostaje natomiast faktem, że takie D7100 jak z recenzji bardzo chciałbym mieć. Te angielskie w porównaniu grają chudo i bez wdzięku.

    2. Piotr Ryka napisał(a):

      I może jeszcze jedna uwaga. Jeżeli plastik Denonów D7100 jest zdaniem Pana Audiofanatyka bardzo w wyglądzie tani i tandetny, to może zechce mi wskazać przykład takiego w wyglądzie i dotyku bardzo drogiego i ekskluzywnego.

      1. Sławomir S. napisał(a):

        Ja natomiast nie potrafię zrozumieć tego rozjazdu ocen bez teorii o cesze przyrodzonej słuchawkom – włąsnej wysokiej podatności na subiektywnie skrajne oceny. Słuchawek en bloc, nie tylko Denonów. Historia z jednego ze sklepów, gdzie chcialem posłuchać Pandor VI – „nie mamy tych słuchawek, bo ‚czwórki (Pandora IV) grają zdecydowanie lepiej i dlatego te mamy” I nie mam powodu podejrzewać tu marketingowego bełkotu – to była szczera ocena. I graja Pandora IV bardzo róźnie od Pandora VI, które w ocenie sprzedawcy zostały ocenione jako przestylizowane i przesłodzone, oczywiście w opozycji do szczerych i naturalnych IV. Na szczęście mogłem sam sprawdzić i całkowicie się z tym niezgodzić. Zakładam, że ta teoryjka skrajnie subiektywnego oglądu słuchawkowej rzeczywistości (kilka nurtów filozoficznych się kłania ?)jest chłodno przyjmowana przez Zawodowego Recenzenta. Ja natomiast uważam, ze to cecha przyrodzona słuchawkom – tu nie można nigdy być pewnym własnej reakcji na podstawie oceny innych. Oczywiście można tak powiedzieć o każdym produkcie audio, ale w przypadku słuchawek rozziew opinii to reguła! I Denony nie są wyjątkiem, chociaż przykładem spektakularnym, godnym jakiejś szerszej analizy.

  14. Piotr Ryka napisał(a):

    Nie wydaje mi się by słuchawki były jakoś szczególnie podatne na rozrzut ocen, bo znam takie rozrzuty w odniesieniu do innych składników toru. Jest jednak faktem, że z uwagi na różny kształt małżowiny usznej oraz stopień jej wielkości i odstawania są na pewno bardzo podatne na takie odmienności. Kształt ucha wpływa jednak także na odbiór grania głośnikowego, co łatwo sprawdzić uszu podczas słuchania nadstawiając i tworząc dłońmi lustra akustyczne. W efekcie wszystko co jest w torze różnicuje ostateczny kształt brzmienia, a różne uszy różnie to brzmienie odbierają. Oczywiście mózgowa interpretacja i indywidualne możliwości słyszenia swoje do tego dorzucają.

  15. Marek napisał(a):

    Właśnie przeczytałem, że Pan Kanemori Takai zmarł nagle 5 czerwca 2014. Społeczność audiofilska straciła wybitną osobowość, konstruktora i założyciela Final Audio Design.

    http://cymbacavum.com/2014/06/19/in-memoriam-final-audios-kanemori-takai/

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Zasmucające. Sic transit gloria mundi.

  16. Patryk napisał(a):

    Wedlug porady pana Piotra , a moim problemem wyboru Pandory Hope IV / Sennheiser HD630VB posluchalem pana i zamowilem wczoraj Pandore Hope 🙂
    Jestem bardzo ciekawy, bo dopiero w nastepnym roku podejmuje duzy krok i kupie LCD-XC.
    Dziekuje panie Piotrze za odpowiedz i za wspaniala recenzje na tej stronie.
    Patryk.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Oby dobrze służyły.

  17. Patryk napisał(a):

    Dzwonek, poczta,Pandory Hope IV w pieknym pudelku.Chwilowo graja sobie do wieczora ,a pierwszy test odbedzie sie dopiero pod wieczor po 23:00.Jestem zafascynowany pierwszymi dzwiekami jakie uslyszalem juz podczas pierwszych minut po podlaczeniu.Czuje juz teraz, ze byl to bardzo dobry zakup.Cena sluchawek tutaj w CH to 699Sfr.
    A wiec czekam cierpliwie do wieczora i nie moge sie juz doczekac. Do tego czasu niech sobie graj, grueja sie ….. i otwieraja swoje skrzydla 🙂

    1. Patryk napisał(a):

      Prosze poprawic bledy w ostatnim zdaniu.Dziekuje: Graja i Grzeja.

  18. Maciej napisał(a):

    Wreszcie w spokoju posłuchałem. Fenomenalne.

    1. Jarek napisał(a):

      A ja ich słuchałem niemal dwa tygodnie i z ulgą je zwróciłem do sklepu …

      1. Maciej napisał(a):

        No widzisz, dobrze że nie wysłałeś mnie do sklepu po zakupy 🙂

    2. Patryk napisał(a):

      Potwierdzam.Zadne inne sluchawki nie maja tego czegos ,co maja w sobie Final 6.
      Graja tez inaczej niz Final 8, ktore mialem na test w domu. Ja takze zakochalem sie w nich i kupilem.
      Final 6 moglyby byc dla mnie sluchawkami na zawsze do kazdego rodzaju muzyki. Graja po prostu czarujaco, ale oczywiscie kazdy patrzy na to inaczej.
      Maciej: Podlacz je kiedys do Brystona BHA-1 ,a wtedy to naprawde istny czar?

      Patryk.

      1. Maciej napisał(a):

        Podłączam do Phonitora 2. I to co się z nich wydobywa to czysty japoński hi-end.

      2. Maciej napisał(a):

        jesteś na którymś forum??

        1. Patryk napisał(a):

          Czesc.Nie jestem,ale pan Piotr moze ci podac moj adres email i mozesz pisac prosto na moj adres, jezeli jest chec pogadania o sprzecie.Na Forum nie jestem, chyba ze niemieckie forum open-end-music.Pozdrawiam. Patryk.

          1. Maciej napisał(a):

            to podam swój synthax@wp.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy