Recenzja: AKG K812

January 31, 2014 in Recenzje, Słuchawki

AKG_K812_04 HiFiPhilosophy   Ma się niejaką wprawę w pisaniu recenzji słuchawek flagowych, jako że ostatnimi laty wysyp ich był niemały i niemało się napisało. Dopiero co Fostex częstował swoimi, i to jeszcze takimi szczególnymi, jakich nigdy wcześniej w sensie zaawansowania technologicznego, klasy wykończenia i ceny nie produkował. Pełna lista z ostatnich lat jest doprawdy imponująca: Audez’e LCD-3, Beyerdynamic T1, Denon AH-D7100, Grado PS-1000, HiFiMAN HE-6, Sennheiser HD 800, Stax SR-009, Ultrasone Edition10, Fostex TH-900, Abyss AB-1266. Wiele to i ponad wszelkie spodziewanie. Tak bujny wysyp rodzi satysfakcję, ale jednocześnie frustrację. Raduje obfitością, jednocześnie każąc wybierać spośród tak wielu. W efekcie nie wiadomo co wybrać i tym większy ciężar spada na barki recenzentów, bo nie ma wszak jednego miejsca gdzie można by tego wszystkiego posłuchać i zdecydować co się dla siebie woli. Randka w ciemno w mniejszym czy większym stopniu gwarantowana, skoro na wielki słuchawkowy zlot trzeba się udać aż do Nowego Jorku, a u nas mimo pewnych sygnałów i zapowiedzi nic takiego nie doszło jak na razie do skutku. Toteż gimnastykuje się każdy jak umie, przerzucając recenzje, przeglądając internetowe fora i niejednokrotnie ucząc się niestety także na własnych błędach w postaci nietrafionego zakupu. To ostatnie o tyle nie jest najgorsze, że żadne z wymienionych nie grają rozczarowująco, toteż nikt nie może o sobie powiedzieć, że nadział się na gniota i niech to wszyscy diabli. Małe to wszakże pocieszenie w sytuacji gdy wszystkie grają odmiennie, i to naprawdę w stopniu niemałym, a gusta są przecież różne i niepodobna wiedzieć bez spróbowania co się komu spodoba. A przy tym trudno wskazać pośród wymienionych choćby jedną parę brzmieniowo podobną, choć oczywiście jedne są do drugich podobniejsze niż inne. Nie ma wszakże dwóch bardzo podobnych. W tym tkwi siła i zarazem słabość. Siła, bo każde są swoiste, a słabość, bo wygląda na to, że nie wykształcił się jak na razie ogólny wzorzec, do którego wszyscy dążą.  Nie ma jednej krynicy słuchawkowej mądrości, tylko coś na kształt wielu kurortów, w których audiofil może zaznawać uciech charakterystycznych dla danego miejsca, jemu akurat najbardziej odpowiadających.

Nie chcę tego i tak skomplikowanego obrazu komplikować dodatkowo wspominkami o wielkich flagowcach na rynku już nieobecnych, ale dla porządku trzeba też wspomnieć o takich minionych wyznacznikach jakościowych jak Sony MDR-R10, Sennheiser Orpheus, Stax SR-Ω, czy AKG K1000, bo tak się zaskakująco składa, że słuchawki współczesne osobliwym trafem nie zdołały prześcignąć pięknością brzmienia tych najlepszych z lat minionych, co niemało jest dziwne i niemało poruszające.

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10