O sensie i rozterkach audiofilizmu

Sens_Audiofilizmu_18   Pisać, wydawać by się mogło, nie za bardzo jest o czym. Audiofilizm, podobnie jak nieco sztucznie oddzielana od niego melomania, to sposoby poszukiwania i odnajdywania życiowych przyjemności, takie same jak kinomania, czytelnictwo, wędkarstwo czy turystyka. Na pewne charakterystyczne aspekty oczywiście i w tym przypadku można zwracać uwagę, na przykład na fakt, że słuchanie muzyki to bardzo pasywna forma spędzania czasu. Nie wyrabia mięśni jak gra w piłkę czy wioślarstwo, nie zwiększa pojemności życiowej płuc jak alpinizm, nie uczy majstrowania przy samochodach jak hobby motoryzacyjne, a także nie poszerza wiedzy w sensie praktycznym, światopoglądowym, czy filozoficznym, a w każdym razie nie musi tak się dziać, bo słuchać muzyki można bez wnikania w jej naturę, historię i inspiracje artystyczne.  Na tej kanwie na obronę audiofilizmu względem często stawianej od niego wyżej melomanii można powiedzieć przynajmniej tyle, że jego adepci zdobywają zazwyczaj w miarę rozwijania swojego hobby pewną wiedzę o konstruowaniu aparatury audio, co korzystnie wyróżnia ich z praktycznego punktu widzenia od czystych melomanów, reprezentujących nagi hedonizm, poparty co najwyżej pewną wiedzą muzyczną i rozeznaniem co do jakości poszczególnych interpretacji oraz nagrań.

Wszystko to ma rzecz jasna wymiar głęboko względny, bo melomani często sami są muzykami albo muzykologami, a audiofile inżynierami bądź akustykami, tak więc reprezentują odłamy teoretycznej i praktycznej wiedzy związanej z muzyką zarówno od strony wykonawczej jak i technicznej oraz związane z nimi umiejętności w stopniu nieraz bardzo rozwiniętym, dalece przekraczając zakres w jakim zwykliśmy widzieć zainteresowania hobbystyczne. A niezależnie od tego audiofilizm i melomania w praktyce się przenikają, a ich adepci to bardzo często te same osoby.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

7 komentarzy w “O sensie i rozterkach audiofilizmu

  1. Marcin napisał(a):

    Bardzo ciekawy tekst. Tym bardziej interesujący, że pochodzi od kogoś kto miał na uszach Omegę, R10 i Orfeusza, a nie czytał jedynie o kimś, kto znał kogoś, kto ponoć słuchał ich kiedyś. Niemniej, według mnie nierzadkim przypadkiem jest zjawisko, które zamiast audiofilizmem powinno okreslać się mianem audioholizmu. Polegając na moim doświadczeniu, mogę stwierdzić, że według mnie nie ma przepaści brzmieniowej pomiędzy takimi słuchawkami jak Grdao gs1000i czy Hifiman he-500 a tymi z najwyższej półki; moim zdaniem np. takie grado 325is czy Shure 1840, hd 600 kosztujące do 2000 zł są naprawdę w stanie świetnie zagrać. Oczywiście, Orfeusz jest marzeniem, a te są bezcenne, ale jeśli spojrzymy na to z innej strony – obecnie jedna osoba w Polsce sprzedaje Orfeusza na hifi.pl za 100 000 zł, jak racjonalnie wytłumaczyć zakup tak drogiego systemu (który potrzebuje do tego odpowiedniego okablowania i odtwarzacza)? Dlaczego Denon 7100 kosztował ok. 5550 zł, a teraz 3999zł? Dlaczego nowy ak120, który jest przenośnym odtwarzaczem prosi swojego przyszłego właściciela o 4500zł? Dlaczego wykonane w kosmicznej technologii Sennhieser hd800 kosztują ponad 4000 zł, gdy koszt ich produkcji zapewne poniżej 1000zł? Dlaczego Shure se846, które są słuchawkami dokanałowymi i nigdy nie zagrają tak jak słuchawki nauszne (a przynajniej jesli chodzi o przestrzeń) kosztują na rms 4700zł? Dlaczego ktoś na allegro oferuje kawałek miedzi do słuchawek za 3700zł, a Pan Pacuła piszę poniżej, że kabel musi się wygrzać? Uważam, że audiofilizm podlega obecnie podobnym tendecjom rynkowym jak moda.
    Życie jest za krótkie, aby słuchać muzyki złej jakości, ale osobiście nie zapominam, że aparatura odsłuchowa jest jedynie środkiem do celu, którym jest czerpanie przyjemności z słuchania muzyki.
    Panie Piotrze, zgadzam się z Pana wnioskami i poperam Pana główne tezy. Czuję ochydę do ludzi, którzy potrafią jedynie zapytać: „A zmienisz to? Nie zmienisz, więc sieć cicho i rób to co inni”.
    Uważam jednak, że co się tyczy sprzętu hifi, to producenci nas oszukują, a pomiędzy sprzętem za ok. 10 000zł, a tym z naprawdę wysokiej półki nie ma przepaści i trzeba to jasno powiedzieć. Piszę to wszysstko z własnego doświadczenia, sam byłem opiunistą, który sobie wmawiał, że warto było wydać te kilka tysiecy na jakiś element, bo trochę gra lepiej. Tak, trzeba dążyć do perfekcji, to piękne i chwalebne, ale obecnie uważam, że to trochę lepiej nie było warte ani tych pieniędzy, ani przede wszystkim tego czasu, który mogłem spędzić słuchając muzyki.
    Pozdrawiam serdecznie.

  2. Piotr Ryka napisał(a):

    Bardzo dziękuję za obszerny komentarz. Cała sprawa z audiofilizmem jest tak skomplikowana, że książki można by o tym pisać. Odniosę się zatem jedynie do kwestii cen i jakości, bo już ona tylko stanowi ogromny problem. Zawęźmy rzecz do słuchawek, by było jeszcze prościej.
    – Jakie są najlepsze obecnie produkowane?
    – W sensie klasy technicznej brzmienia, Stax SR-009.
    – Są drogie?
    – Są.
    – Da się je tanio napędzić?
    – W pewnym sensie tak, bo można kupić wysokiej klasy przystawkę LRT jako uzupełnienie normalnego wzmacniacza i wtedy jeśli ma się odpowiedniej klasy tor dla głośników, wyjdzie tanio, ale jak się nie ma, to nie, bo dobry tor dla głośników jest drogi.
    – A da się kupić o wiele tańsze słuchawki i niedrogi do nich wzmacniacz, żeby było prawie tak samo przyjemnie?
    – Da się. Chwilowo są dostępne (promocja w Anglii) Denony AH-D7100 za około trzy tysiące złotych i ze wzmacniaczem Shiit Lyr za dwa tysiące będą one grały fantastycznie.
    – Robi nas zatem Stax w butelkę?
    – Nie robi.
    – No jak to?
    – A tak to, że technologia słuchawek elektrostatycznych jest dużo bardziej wyrafinowana, robocizna w Japonii dużo droższa niż w Chinach, a Stax jest niewielką firmą, której koszty jednostkowe są dużo wyższe niż wielkiego koncernu Denon. I przy tym wszystkim brzmienie Staksów jest niepowtarzalne. Brzmienie Denonów wprawdzie również, ale są to dwa bardzo różne brzmienia i jednym drugiego zastąpić się nie da. Można woleć to albo to, albo można woleć oba naraz. Sam wolę oba. Jednocześnie jest jednak rzeczą cenną, iż istnieje dużo droższy Stax, a nie tylko tańszy Denon. Bo Stax to Stax, a Denon to Denon.
    – Ale czy nie jest tak, że i Stax, i Denon, i wszyscy inni, robią nas w butelkę, bo ich faktyczne koszty są dużo niższe i oni z nas wszyscy zdzierają, a mogliby być przyzwoitsi?
    – To znów jest bardzo skomplikowana sprawa. Gdyby faktycznie tak było, żadna firma by nigdy nie zbankrutowała, a sam Stax już bankrutował dwa razy. Prawa rynku są bardzo zawiłe i bardzo często leżą poza zasięgiem wpływu uczestników gry rynkowej. Czasami ktoś może sobie długie lata siedzieć w niszy rynkowej i zbijać fortunę, a czasami wybucha wojna cenowa i słabsi bankrutują, tracąc przy tym niejednokrotnie cały majątek. Klasycznym przykładem są tu dostawcy do hipermarketów, zmuszani często do sprzedawania towaru poniżej kosztów produkcji, co przed czasami hipermarketów nigdy się nie zdarzało. Ale nie tylko to jest przykładem. W Polsce upadli na przykład producenci tytoniu, chmielu i wieprzowiny. A w gazetach na ten temat nie ma ani słowa. Całkowicie przemilcza się te wstydliwe tematy.
    To wszystko jednak są kwestie szczegółowe, odnoszące się do tego, że w Polsce nie mamy państwa i w związku z tym nikt nie broni rodzimych producentów. Producenci świń czy chmielu w Niemczech mają się znakomicie, mimo iż koszty produkcji mają znacznie wyższe. Jak to możliwe? Możliwe, bo rynek chmielu przejęły w Polsce niemieckie firmy skupowe, a niemieckich świniarzy ich państwo chroni przed importem chińskiej wieprzowiny o skandalicznej jakości.
    Lecz, jak mówiłem, są to tylko kwestie lokalne. Kwestia globalna jest zaś taka, że naprawdę dobrze może być tylko wtedy, kiedy cały świat szybko rozwija się wraz z szybkim postępem technologicznym. Taki postęp oczywiście oznacza mnogie bankructwa tych, którzy padają jego ofiarą. Fabryki butów zmiotły warsztaty szewskie, a kombajny wyrugowały żniwiarzy. Ale dzięki temu buty są tańsze, a chleba starcza dla wszystkich i nie ma klęsk głodu. Jeszcze w XIX wieku były one nagminne, a niektórzy koledzy mojego ojca chodzili do szkoły boso. I to nawet w zimie. Problem kluczowy tkwi w tym, że świat jako całość przestał się teraz rozwijać. Za mojego życia, a żyję już ponad pół wieku, nie dokonało się żadne przełomowe odkrycie o kardynalnym charakterze praktycznym. Wszystko co nas teraz otacza: telewizja, komputery, lotnictwo, telekomunikacja, kosmonautyka, technologia jądrowa, plastik, elektryczność, samochody, lodówki, nawozy sztuczne, antybiotyki, sztuczne nerki, a nawet kuchenki mikrofalowe istniało przed moimi narodzinami. Można oczywiście wskazywać pojedyncze przykłady dokonań o znaczeniu praktycznym, które za mojego życia zaistniały, jak przeszczepy, Internet, klonowanie, albo nanotechnika. Nic z tego jednak nie wpłynęło na życie w sposób kluczowy w sensie poprawy jakości życia. Rzeczy te okazują się drogie albo mało znaczące. Co nam po pojedynczych przeszczepach, kiedy rak płuc i zawały serca zabijają jak zabijały. Co z tego, że mamy Internet, skoro ludzie przestali się spotykać na zebraniach towarzyskich i mniej mają czasu dla siebie. Co z tego, że łatwiej jest podróżować, skoro wszyscy siedzą po dziesięć, dwanaście godzin w robocie, a potem stoją w korkach. Co nam po pampersach, kiedy ojciec nie może w pojedynkę utrzymać rodziny. To dlatego ludziom żyje się kiepsko, a to czego pożądają jest im niedostępne. By nie sięgać daleko. Nie ma na przykład taniego budownictwa mieszkaniowego. Dlaczego mieszkania są takie drogie? Przecież to nonsens i absurd. Już w średniowieczu każdy chłop miał własną chałupę. A teraz przyzwoite mieszkanie kosztuje pół miliona. To dopiero jest granda, a nie jakieś słuchawki.
    Powstaje w tym kontekście zasadnicze pytanie: Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego postęp naraz tak skarlał? Odpowiedź na to pytanie jest taka, że tego rodzaju szybki postęp musiałby wymusić upadek nie szewców czy żniwiarzy, tylko wielkich, globalnych firm. Przede wszystkim koncernów naftowych, a wraz z nimi producentów silników spalinowych, a także wszystkich beneficjenów technologii krzemowej, czy dotychczasowych dostawców oprogramowania. Oznaczałby on katastrofę (oczywiście w sensie wpływów a nie całościowej jakości życia) dla Rosji i krajów arabskich, a także bankructwo czy przynajmniej rewolucyjne perturbacje dla Shella, BP czy Microsoftu, oraz całościowe wywracanie porządku świata. A siły, które tego nie chcą, są wystarczająco potężne by tak się nie stało. Podobnie jak deweloperzy, dbający na całym świecie o to, by tanie mieszkania nie zaistniały.

    1. Marcin napisał(a):

      Rozumiem Pana i dziękuję za obszerną odpowiedź. No, niestyty tak to wszystko wygląda. Sam obecnie sprzedaję jedne z moich słuchawek, bo niestety czas pracy (bynajmniej nie ośniogodzinny) sprawia, że nawet nie mam czasu, żeby ich słuchać; a co najgorsze, myśl, że jutro zaś trzeba wstać i być wyspanym itd. sprawia, że nie towarzyszy mi to odprężenie, które jest mi niezbędne, abym mógł się skupić na muzyce i czerpać z niej przyjemność.

  3. Tomek napisał(a):

    Bardzo ciekawy artykuł. W zasadzie wywód naukowy. „Audiofilia jako pretekst rozprawy o kondycji współczesnego świata w kontekście historyczno-polityczno-ekonomiczno-socjologiczno-psychologicznym.”
    Lektura pouczająca i pożyteczna, bo intrygująca. Z większością, jak nie ze wszystkimi tezami wypada mi się zgodzić.
    Jako osobisty komentarz przychodzą mi na myśl tylko słowa piosenki „a po nocy przychodzi dzień” i moje osobiste przekonanie, że każdy początek jest końcem a każdy koniec początkiem.
    I tak To się kula, a może i nie?

  4. XYZPawel napisał(a):

    Jak zwykle u Ryki: dużo bezinteresownego hejtu na racjonalistów ale jakby do śmiechu już trochę mniej 😉 Przegadane i chwilami nudne 🙂

    Napisałbym bym coś z sensem, ale po co? jak już to pisałem? Więc polecam 🙂
    http://xyzpawel.blogspot.com/2011/01/mi-tam-wcale-nie-szkoda-audiofilow.html

    1. batman napisał(a):

      Przeczytałem ten twòj tekst xyzpaweł.Kròtko i węzłowato bo jest upał i mi się nie chce – oby jak najmniej było takich zakochanych w swoim racjonaliźmie psełdoracjonalistów!

      1. XYZPawel napisał(a):

        Przeczytałeś i nie zrozumiałeś 🙂 co mnie wcale nie dziwi, bo to normalne u audiofili… a upał tylko pogarsza sprawę 🙂

Komentowanie zamknięte na czas aktualizacji serwisu. Za utrudnienia przepraszamy

© HiFi Philosophy