Kontynuując opisy słuchawek planarnych schodzimy o pół pułapu, poprzednio brane spośród takich, w postaci Fostex RP1000 mk2, chciały za siebie dziesięć tysięcy, te o połowę mniej. I cóż to chiński Shanling za tyle zdołał natworzyć, a w ogóle, to kto on taki?
Shanling to nie któryś z grupy New Non Name, firma ma już tradycje. Ściśle biorąc to Shenzhen Shanling Digital Technology Development Co., Ltd. powstałe w 1988 roku na styku nauki i przemysłu, ulokowane, jak wskazuje nazwa, w liczącym, bagatela, 17 milionów mieszkańców Shenzen, należącym do Megapolis Delty Rzeki Perłowej, stumilionowego największego ośrodka przemysłowego planety. Firma debiutowała w 88’ wzmacniaczem klasy średniej, z czasem podnosząc jakościową poprzeczkę i do tranzystorowych początków dorzucając konstrukcje lampowe. Na przełomie stuleci największy rozgłos i estymę zyskały o kosmicznych wyglądach jej odtwarzacze CD, po czym nastała era sprzętu przenośnego i Shanling tam dał nura. Na tym obszarze zaoferował DAP-y od zwykłych po jakościowe, także przenośne wzmacniacze z przetwornikami i słuchawki dokanałowe.
Dzisiejszy Shanling to bogata oferta (aż przeszło 100 produktów), własny rozbudowany park maszynowy w położonym opodal Dongguang (w ramach produkcja wymyślnych, metalowych obudów), własne także zaplecze badawczo-projektowe i łącznie paruset pracowników.
Pierwsze słuchawki to zaawansowane technicznie dokanałowe Shanling ME100 z 2018, rozwijane do ME700, a nawet ME800, a tytułowe HW600 to datowany na 2024 debiut firmy w dziale słuchawek planarnych i wokółusznych. No i, rzecz oczywista, firma się przyłożyła, swoim zwyczajem nie miała zamiaru debiutować tandetną masówką. Shanling lubi zabłysnąć, ale też był ostrożny, nie wszedł w świat słuchawek planarnych od razu jakimś gigantem, tylko wycelowawszy w średni pułap postanowił się mocno przyłożyć, tak żeby utorować sobie drogę i w dół i do góry.














Czy zakup shanling HW600 wpłynie na poprawie jakości dźwięku w porównaniu z Kennerton Vali?
pozdrawiam
Piotr
Nie, tyle że są to odmienne typy brzmienia. To Shanling większy nacisk kładące na całościowe, to Vali wyjątkowo wyczulone na najmniejsze poszmery.
Kiedyś była tu recenzja elektrostatycznych Audeze Carbon. Teraz wyszła ich druga rewizja z nowym autorskim systemem SLAM który poprawia dół pasma bez wpływu na resztę. Taki sam jest w nowych Audeze LCD5s. Coś mi się wydaje że to może być sztos i trzeba by to zrecenzować. Najlepiej i jedne i drugie.
Z całą pewnością by trzeba, ale moje relacje z dystrybucją Audeze… No nic, w przyszłym tygodniu spróbuję podpytać, zwłaszcza że mam teraz w dyspozycji (i to na stałe) znakomity wzmacniacz elektrostatów.
W odpowiedzi na te, zasiane tą recenzją, godne pożałowania wynurzenia: https://www.facebook.com/photo?fbid=1648002533995404&set=a.129474702514869
Pułapka na mądrale
W pułapki można łapać najróżniejszą zwierzynę, od raków po węgorze i nawet sprytne lisy. Pułapki mogą także pełnić ozdobne role salonowe (w filmie, którego Beoci na pewno nie widzieli, bo nie ma w nim strzelanin ani porozbieranych aktów płciowych) zabytkową pułapkę na węgorze wyceniają na tysiące dolarów, co służy scenarzyście za przykład zidiocenia śmietanki towarzyskiej.
Taką darmową pułapkę można sobie zastawić w recenzji sprzętu audio, mając stuprocentową pewność, że idioci się złapią. Otworzy jeden z drugim paszczę i swą mądrość wydali, utwierdzając swe ego w poczuciu osobniczej wyższości, żadnemu nie zaświta, że robi z siebie idiotę.
Zastawiłem taką pułapkę w recenzji słuchawek Shanling, wiedząc, że imć Audiofanatyk czyta wszystkie z zapałem litera po literze, w nadziei znalezienia czegoś, do czego mógłby się przyczepić. (Gość ma na moim punkcie bzika, co całkiem jest zabawne.) Było więc kwestią czasu, kiedy w pułapkę się złapie, złapał się dosyć prędko. Złapawszy się napuszył i ruszył dzielić mądrościami ze swoim gronkiem mądral. Zakładam, że wśród czytających jego intelektualne wymioty znaleźli się też tacy, którzy przezornie się nie odezwali, zwietrzywszy pismo nosem, zgodnie z psychologiczną prawidłowością woleli tylko patrzyć na cudzą kompromitację. To reguła milczenia, użyta dawno temu na chicagowskiej wystawie światowej – była tam Studnia Mądrości w postaci rury zakończonej ekranem, po uiszczeniu dolara można było podchodzić i odczytywać mądrość brzmiącą: „Pozwól i innym być głupim”. Długi szereg amatorów mądrości ustawił się w kolejce, a już nią nakarmieni odchodzili w milczeniu. W tu obecnym przypadku nieodezwanie, ma się rozumieć szczęśliwsze, nic a nic nie kosztujące.
Przechodząc do wyjaśnień, szczypty oświaty dla capniętych cepów. Napisałem, że prąd jegomość „co chce robi” nie w sensie dosłownym, co byłoby bez sensu, ale jesteście za głupi, ażeby to wyczaić. (Jedną z oznak głupoty jest trwanie w dosłowności – nieelastyczność myślowa i nie chwytanie kontekstów, podobnie jak brak wyczuwania ironii i drwiny.) Prąd (ściślej pole elektromagnetyczne) robi co chce w tym sensie, że go nie można sobie wyobrazić, pozostaje zjawiskiem myślowo nieoswajalnym, głęboko nieintuicyjnym. Nie przenosi energii na wzór wody w kranie ani lokomotyw na torach czy walenia młotkiem w cokolwiek – ta energia jest wszędzie i jest właśnie w polu a nie kablu – co dobitnie pokazuje kierunek wektora Poyntinga. Kable nie pełnią roli transmiterów energii, jedynie ogniskując ją wzdłuż siebie, a izolacja pełni rolę poprawy ogniskowania, zabezpiecza przed rozpraszaniem. Elektrownia nie produkuje energii w tym sensie, że wtłacza ją w przewody i w elektronach ona płynie pędząc z prędkością światła ku odbiorcy, elektrony się tylko (niemalże pozostając w miejscu) wzbudzają, a im mocniej wzbudzają, tym owym własnym wzbudzeniem silniej drażnią wszechobecnego potwora elektromagnetycznego pola – potwór się wścieka i wypromieniowuje ze złości energię. A promieniować może ją dowolnie i ta energia jest wszędzie, inaczej niczego byś nie widział. My sami nie jesteśmy zaś czym innym jak gigantycznie złożonymi konglomeratami pól elektromagnetycznych – dotyk, trawienie i myślenie to też elektromagnetyczne pola. (Grawitacja na spójność naszych ciał nie ma praktycznie żadnego wpływu, ewentualnie dopiero kiedy skoczyć z wysoka, a silne i słabe oddziaływania jądrowe ograniczają się wyłącznie do jąder atomowych.)
Pisanie, że kable przewodzące, a tak naprawdę wzbudzające, nie mają wpływu na jakość sygnału, którym też jest elektromagnetyzm, jest tak kompletną bzdurą, że niełatwo o większą. W dobrym kablu długie kryształy miedzi albo srebra pozwalają elektronom-aktywatorom swobodniej się wzbudzać, brak przymieszek innych metali pomniejsza rezystancję, oszlifowanie powierzchni łagodzi efekt naskórkowy niepotrzebnego rozpraszania, a dobra izolacja zapobiega powstawaniu zniekształceń skutkiem nierównomierności przenikalności elektrycznej, drganiom rozpraszającym w koronie elektrycznej i powstaniu quasi kondensatorów pomiędzy nią a przewodami. Zapobiega też pasożytniczym wzbudzeniom ze strony pól radiowych i pozostałych zakłócających, a w odniesieniu do wysokich energii zapobiega udarowemu rozpraszaniu w przypadku dotknięcia linii silnie aktywującej pole.
Koronny dowód, że energia jest w polu a nie w kablu (co wręcz ośmiesza wiedzą szkolną i intuicję, od noworodka trenowaną zjawiskiem dotyku), to efekt Casimira, efekt przyciągania nie poprzez nierównowagę ładunków. Ażeby było śmieszniej, efekty dotykowe powierzchni naszych ciał (jak również wszystkie inne) też są bezdotykowe – elektrony na powłokach atomów w twej ręce i dotykanym przedmiocie odpychają się z wielką siłą, zapobiegającą zetknięciu.
I tyle na dzisiejszą okoliczność, połapane matoły. Widzimy się przy następnej pułapce.
Mocno streszczając: idioci, wydający swoja pseudo-mądrość z paszczy, a są to intelektualne wymioty generowane przez mądrale, capnięte cepy, połapane matoły.
Czyli można 'pieszczotliwie’ o adwersarzach.
Konrad Lorenz napisał już dość dawno ciekawą opowieść o instynkcie agresji, który w nas siedzi. Zamiast internetowych wyzwisk zaleciłby dziś zapewne więcej sportu i jakiejś walki rytualnej (jak u jeleni) dla dania upustu niepotrzebnym emocjom.
„Tak zwane zło” Lorenza tłumaczy nasze agresje psychiką z czasów epoki lodowcowej, zakładając, że agresja generalnie nie pasuje do naszych czasów. Z czym można polemizować. Najbardziej znana polemika odnośnie tego toczyła się na długo przed Lorenzem pomiędzy Fichtem i Nietzschem a Dostojewskim. (Nie mając charakteru bezpośredniej wymiany zdań.) Można uważać, że agresja to czyste zło, a można, że moc twórcza.
Co się zaś tyczy agresji i ludzkich postaw w ogóle, to kiedyś szerzej o tym pisałem: https://hifiphilosophy.com/filozofia-rzez/
Znakomity tekst.
Tak jeszcze, by poszerzyć temat. Konrad Lorenz z tekstu „Tak zwanego zła” to ktoś ubolewający nad nadmiarem międzyludzkiej agresji. Konrad Lorenz z czasów II wojny światowej to zaangażowany ideologicznie członek NSDAP i lekarz-oficer Wehrmachtu, popierający w tekstach swoich prac ideę czystości rasowej. Najwyraźniej więc ktoś, kto pomieszkiwał po obu stronach podejścia do agresji, i jakoś tak to wypadło, że zawsze po akurat słusznej. Z jego książek wolę tę o lustrze i tę o psach.
Również odnoszę wrażenie że głównym celem działaczy konserwatywno-prawicowych jest władza za wszelką cenę. Zarówno ta realna, polityczna jak i nad umysłami (wiedza i kultura). Dla jej utrzymania są zdolni do wielu poświeceń a nawet zmiany postaw byleby to złudzenie utrzymać.
Nie odnoszę takiego wrażenia. To znaczy odnoszę, ale w tym samym stopniu odnosi się to do konserwatystów co lewicowców i liberałów. Uczciwość polityczna to wyjątkowo rzadkie zjawisko, prawie nieistniejące. Tak nawiasem Michaił Bakunin na konferencji Pierwszej Międzynarodówki (1871) rzucił Marksowi w twarz, że jego dyktatura proletariatu będzie najstraszniejszą tyranią z możliwych. No i się nie pomylił.
Erudycja nie zastąpi kultury lub mówiąc inaczej pewnych umownych norm współżycia. Sa tego racjonalne i behawioralne (a nie filozoficzne) przyczyny. Obrażanie, wyzwiska niszczą relacje i prowadzą do zachowań odwetowych a także do obniżenia wiarygodności tego, kto te wyzwiska stosuje.
Słuszna uwaga, tylko w złą stronę wektor. Kiedy pierwszy raz podjąłem próbę wymiany zdań z sypiącymi drwinami i wyzwiskami środowiskiem Tonu Składowego, do którego Audiofanatyk potem dołączył, odpowiedź gospodarza na argumentację brzmiała: „Żebyś się tylko XD nie zesrał!” Tak że z naukami odnośnie kultury to nie do mnie. I to nie ja prowadziłem nieistniejące już forum, ze skargami na cenzurę w którym miałem kilkakroć do czynienia.
Czyli to ze ktos kiedys podobno rzekomo cos do ciebie napisal to daje ci teraz dozywotnie prawo do rzucania najgorszymi bluzgami i wulgaryzmami na lewo i prawo?
Ciekawa logika jak na „filozofa”.
Ty mnie tu pod włos filozofią nie bierz. I gdzie to niby te moje „najgorsze bluzgi i wulgaryzmy”? Coś waści się pomieszało w słowniku, skoro gorszych nie znasz.
Ja swego czasu ceniłem Audiofanatyka m.in. za recenzje sprzętu z niższych półek cenowych niż recenzje na HiFiPhilosophy; oba portale dobrze moją wiedzę uzupełniały.
Od jakiegoś już jednak czasu obserwuję w recenzjach AF prześmiewczy charakter, co mnie osobiście odrzuca. Gość wymienił całkiem fajny w swoim budżecie system do recenzji na jakieś tanie badziewia bo mu „wyszło w pomiarach że gra tak samo”. Dziwne że w tym samym czasie, kiedy mu się pozmieniało, zbratał się z Tonem Składowym, którego wypocin nie lubię, nie przekonują mnie a wręcz mnie drażnią, gdyż całe niemierzalne piękno muzyki sprowadza do suchych pomiarów elektroniki i wyśmiewa tych, którzy traktują te hobby szerzej niż same pomiary.
Oddając sprawiedliwość, uważam że świry są zarówno po jednej jak i drugiej stronie, a zachować zdrową równowagę potrafią nieliczni .
Zachować zdrową równowagę jest łatwo. Sprzęt kupuje się tylko taki na jaki jest człowiek w stanie sobie pozwolić i tylko taki na którym słucha mu się dobrze. Nie przekonywać samego siebie że coś gra dobrze jak nie gra, a już na pewno nie przekonywać o tym innych. Każdy musi słuchać sam i kupować co mu pasuje, nie kierując się za bardzo pomiarami. Jak coś ma słabe pomiary i dla kogoś gra to dlaczego ma nie kupić? Najważniejsze żeby być szczęśliwym.
Aby nie było, ze jestem V kolumną AF – nie jestem fanem prezentowanej aktualnie przez AF 'teorii poznania’ zawężonej do pomiarów. Sam podział na wyniki pomiarów i dodany 'subiektywny odsłuch’ jest sugestią: techniczna szczera prawda zwycięża subiektywne odczucia podmiotu obserwującego. Temat wałkowany przez wieki w filozofii (aż boję się dotykać, bo będzie wykład). Co kto woli, ja akurat kiedy mówimy o hobby mam gdzieś pomiary i wykresy, wartościuję z poznania zmysłowego, bo na tym polega przyjemność czerpana z hobby. Problemem ludzi pokroju AF jest nadmiar profesjonalizmu. Jeśli ma się bogatą praktykę zawodową uzupełnioną o teorię, to trudno w sobie powstrzymać samozadowolenie profesjonalisty: 'ja się na tym przecież znam a wy nie’ i udowadniać wykresikami co jest dobre a co nie jest. No i można też wpaść w pułapkę zbyt prostego oglądu rzeczywistości bez należytego zniuansowania. To sobie niech każdy oceni do jakich rekomendacji mu bliżej. Odniosłem się w pierwszym wpisie nie do meritum sporu ale do formy. Forma jest ważna, a ta jest szokująca.
Nie pretenduję do miana kogoś spokojnego, wyważonego, konsyliacyjnego, spolegliwego, nastawionego na zjednywanie sobie innych. Marcin, a w każdym razie jeden z tu komentujących Marcinów, wie, że chodzę z maczetą, pejczem i w bryczesach, miotając groźne spojrzenia i szukając zaczepki. A tak poza tym, to jak dociągnę do września, powinien się tu wtedy ukazać dłuższy tekst natury filozoficznej, jak sądzę jakoś tłumaczący, dlaczego rzeczywistość mnie przytłacza i nie mam ochoty się z nią układać. (Co skądinąd nie ma żadnego znaczenia.) Odnośnie V kolumny, to nie ma sprawy; nie podejrzewam, a nawet gdyby tak z tą kolumną było, to co z tego? Każdy ma prawo do wyrażania swoich poglądów i obrony swoich racji.