Nagrody HiFi Philosophy Golden Analog za rok 2019

   Nagrodami można sypać z rękawa, nagradzając wszystko co się podobało. A można też oszczędniej, za sprawą większej wybredności lub hołdując pryncypiom. Przyznam, że chętnie tych nagród rozdałbym więcej, ale postanowiłem być srogi. Odrzucać wszystko budzące wątpliwości – czy to ceną wyższą niż u najtańszych a też świetnych; czy to jakością, która ma jakieś słabsze strony. Jako przykład weźmy słuchawki Stax SR-009S. Jakościowo najwyższa klasa, ale to jednak tylko nowy wariant  wersji poprzedniej, obecnie równoległej. Żadna zatem nowa konstrukcja, ani nawet tylko poprawka, ale dająca duże i jednoznacznie korzystne zmiany. Kolejny przykład – Ultrasone Tribute 7, z których zwłaszcza powinienem się wytłumaczyć, jako że je nabyłem. Więc owszem – rzeczywiście – ale to model powtórkowy, upamiętniający słuchawki sprzed lat wielu – faktycznie nadzwyczajne, pod względem energii niesionego dźwięku nawet najlepsze w historii – ale przeszłe, zupełnie minione; to nie jest żaden rozwój. Na dodatek wersja pierwotna miała od rocznicowej lepszy kabel, co definitywnie zamyka sprawę.

Najgorzej na tym ostracyzmie wyszły wyroby ze średniego zakresu – nie dosięgając Golden Analogu, nie załapując się na cena/jakość. W jedną i drugą stronę zabrakło nieraz bardzo mało, ale jeżeli dana firma ma w ofercie wyższe modele, no to nie Golden Analog, a jeśli inni byli niemal równie dobrzy, ale wyraźnie tańsi, to też nie cena/jakość. Matematyka jest nieubłagana, z nią dyskutować się nie da. Proporcje jakości do ceny oszacowuje liczbowo, nie będę rzeczywistości naginał. Pocieszę za to tych, którzy kupili coś nienagrodzonego. Wcale to nie oznacza, że popełniliście błąd – przeciwnie, mogliście zachować się optymalnie. Na przykład – gdy ktoś lubi łagodne, pełne brzmienie po ciepłej stronie mocy z ozdobą szlachetnej muzykalności na najwyższym poziomie, ten kupując słuchawki Audeze LCD-4z nie popełnia wszak błędu. A że one łagodzą naturalną ostrość sopranów – no cóż, naturalność nie zawsze jest optimum; ktoś może woleć kompot od surowych owoców. Albo jeżeli kupiłeś Erzetich Phobos, to przecież zrobiłeś świetny interes, jakość zapewniając sobie bardzo nieznacznie ustępującą nagrodzonym (o ile nabyłeś też lepszy kabel), zaoszczędzając przy okazji dużo środków, na przykład na dobry wzmacniacz.

Dwie jeszcze rzeczy trzeba mieć na uwadze: Primo, staram się brać do testów rzeczy możliwie najlepsze, czyli już samo bycie ocenianym zwykle oznacza nobilitację. Secundo zaś, rynek jest tak szeroki, że niepodobna w pojedynkę nawet istotnego ułamka przerobić. Może jedynie słuchawki z najwyższego przedziału są tu wyjątkiem od reguły, lecz i za nimi trudno nadążyć, napływ jest zbyt gwałtowny. W sumie to bardzo dobrze, to dużo lepsze od stagnacji, ale stwarza ograniczenia, po stronie kupujących rodząc poczucie zagubienia w tym rogu obfitości. Ale kiedy się dobrze rozejrzeć, poprzeglądać serwisy, zwykle można sobie wyrobić zdanie i ograniczyć pole manewru do rzeczy wstępnie wyselekcjonowanych.

Starczy tych dywagacji, bo uzbierała się strona. Teraz kolej na nagrodzonych w kolejności alfabetycznej:

Golden Analog

Audio-Technica ATH-L5000 

Przyznaję się bez bicia, że wiele po nich sobie nie obiecywałem. Audio-Technica zawsze świętuje swe okrągłe rocznice modelem rocznicowym, ale ostatnim razem, na pięćdziesięciolecie – a więc okazji grubej (2012), potraktowała sprawę dość lekceważąco, zupełnie się nie wysiliła. Słuchawki Audio-Technica ATH-W3000ANV były wprawdzie niekiepskie, ale od ekstremalnie dobrych dzielił je spory dystans. I w ogóle z tymi słuchawkami – aż mi się nie chce powtarzać – dzieje się nie najlepiej, ewidentnie nie widać postępu. Mało tego, wręcz regres – najlepsze były kiedyś, w dodatku dawno temu, we wczesnych latach 90-tych. I właśnie ta rocznicowa ATH-L5000 stanowi odwrócenie trendu, do tamtych nawiązanie. To są słuchawki jak z najlepszych czasów, gdy nowe oznaczało fantastyczne. Szkoda, że ograniczone do limitowanej ilości, to mi się zdaje nie w porządku. Niechby sobie te limitowane, upamiętniające miały jakieś specjalne oznakowania i były w wyróżniający sposób pakowane, ale ATH-L5000 jako normalny wyrób powinny być w ciągłej sprzedaży. To najlepsze słuchawki zamknięte możliwe dziś do kupienia; ale właśnie już niemożliwe, bo niemal albo całkiem wykupione. Niemniej nagroda się należy – w roku 2019 były faktem rynkowym.

 

dCS Bartók

W tym wypadku sytuacja odwrotna – wiedziałem czego oczekiwać; jeszcze przed pisaniem recenzji zdążyłem na AVS posłuchać i zaraz było jasne, że to wyrób niezwykły. Najlepszy na świecie wzmacniacz słuchawkowy zintegrowany z przetwornikiem, mogący obsługiwać słuchawki dynamiczne, AMT i planarne przez złącza zwykłe i symetryczne. Gdy chcemy zasmakować poetyki wyrafinowania rodem z elektrostatów, a jednocześnie nie rezygnować z mocy i wypełnienia słuchawek dynamicznych czy planarnych, wówczas nabycie tego Bartoka będzie lekiem z wyboru. Sława brytyjskiej marki dCS oraz możliwość wybierania pomiędzy wersją czarną a srebrną, stanowią dodatkową atrakcję. Z kolei do słuchawek nieprzekonani mogą obstalowywać wersję bez słuchawkowego wzmacniacza, a wówczas wejdą w posiadanie najwyższej klasy przetwornika.

 

Final D8000 Pro Edition

Te z kolei słuchawki wydały mi się zbędne, kiedy tylko się dowiedziałem, iż nie są konstrukcją zamkniętą. Do czego profesjonalistom inne słuchawki półzamknięte, skoro już mieli do nabycia też półzamknięte D8000 bez Pro? Odsłuchy zmieniły ten stan rzeczy, bo w mig się przekonałem, że przesunięcie akcentu z sopranów na niższe zakresy daje inne doznania i mnie się bardziej podoba. Może to nie jest prawda, lecz dla mnie brzmią prawdziwiej, a przy tym zachowują wszystkie atuty wersji pierwotnej bez Pro. W tym zjawiskowe poczucie, że się nie słucha przez słuchawki (tak bardzo są otwarte, mimo konstrukcji półzamkniętej) i przede wszystkim maestrię całościowego obrazowania, która przy odpowiednim torze może stać się niemal perfekcją.

 

RAAL SR1a True Ribbon

To czwarty już produkt nagrodzony, a wciąż pozostajemy w kręgu słuchawek. Tym razem takich specjalnych, w istocie monitorów nagłownych. To stawia inne wymagania, potrzebę toru jak dla głośników. Mało tego, jeszcze takiego ze wzmacniaczem o mocy aż 100 W na kanał przy impedancji 8 Ω. Inaczej potencjał się nie rozwinie, a to by była wielka szkoda, ponieważ są to słuchawki/monitory nagłowne zdolne dać słuchawkowe wszystko. To znaczy nie było żadnych kiedyś ani teraz też nie ma, które by mogły zagrać lepiej w sposób zupełnie jednoznaczny. Pewne aspekty, te czy tamte, u innych mogą smakować lepiej, ale summa summarum (tak samo jak ta rocznicowa Audio-Technica), są to słuchawki z samego topu, najściślejsza elita.

 

SULEK 9×9 Power

W końcu trafiamy na inne pole, nareszcie nie słuchawki. Kable zasilające są dla sprawy jakości audiofilskiego toru równie ważne, jak silniki dla samochodów. Tak jest, nie ma w tym żadnej przesady i skutkiem tego stałem się tak grymaśny, że kiedy chociaż jedno urządzenie nie ma rasowej sieciówki, słuchanie traci smak. A już szczególnie wtedy, gdy skutkiem ich deficytu z toru przy komputerze trzeba jedną oddać temu przy odtwarzaczu i zastąpić zwyklejszą. Sulek 9×9 kosztuje bardzo słono, ale jeden jest moją własnością i bardzo mnie to cieszy. Działa jak audiofilskie turbodoładowanie, albo podtlenek azotu: niemrawym wzmacniaczom czy przetwornikom dodaje wiele koni. Poprawia też kulturę pracy, poprawia nawet bardzo. Czarna plecionka rodem z Trójmiasta to jedno z największych osiągnięć polskiej techniki audio.

 

Zingali Client 3.15 Evo

Nareszcie z kolei głośniki. Mógłbym o nich rozwodzić się długo – o wyjątkowości techniki Omniray, czy wspaniałej obróbce drewna. Także o tym, że włoska fabryka z Aprilia koło Rzymu to jeden z europejskich producentów wiodących, szeroko znany w świecie, na wszystkich kontynentach. Lecz zamiast tego napiszą, że był u mnie bardzo młody adept, materiał dopiero na wirtuoza. Posłuchał chwilę tych Zingali i powiedział ściszonym głosem: „Ależ to gra przepięknie!” Podzielam tę opinię, grać potrafią dźwiękiem natchnionym.

 

Jakość/cena

Przejdźmy do kategorii drugiej, bynajmniej nie mniej ważnej. Świat nie doszedł jeszcze do tego (i nie wiadomo, czy kiedykolwiek dojdzie), by zwykłego obywatela stać było na rzeczy niezwykłe. Takie najlepsze na świecie, a więc najczęściej bardzo drogie. Dlatego jest ta kategoria druga, tu promujemy zwykłość niezwykłą. Ceny nie wzięte z kosmosu, sama tylko towarzysząca im jakość – jeżeli nie aż kosmiczna, to przynajmniej bardzo wysoka.

 

Astell&Kern KANN CUBE

Nowy odtwarzacz przenośny Astella nie jest brzmieniowo aż tak świetny, jak model flagowy SP2000, ale nieznacznie ustępuje i ma dodatkowe możliwości. Dwie konkretnie: moc bardzo dużą oraz wygodnie stopniowaną i wyjście 5-pin symetryczne, dające lepszy sygnał. Wygoda obsługowa, w tym duży dotykowy ekran, duże przyciski i pojemna bateria oraz pojemna pamięć wbudowana uzupełniają gamę zalet urządzenia potrafiącego dawać muzykę zarówno w domu jak w terenie oraz zdolnego napędzać nawet tzw. bardzo trudne słuchawki.

 

Crosszone CZ-10

Dla tych japońskich słuchawek powinna powstać oddzielna kategoria, ale nie chcę jej tworzyć, bo nazbyt byłaby pusta. Wszyscy, mylę, jesteśmy świadomi, że w mierze innowacyjności nie za dużo się dzieje, bo mniejszych firm na nią nie stać, a duże gonią za czym innym. Ogromna presja na rynku smartfonów i wyścig na rynku ekranów oraz powiązanych z nimi procesorów obrazu pochłaniają ogromne kwoty, nic prawie nie zostaje na resztę. Poza tym łatwo powiedzieć: „Wymyśl!”, bo wszak nie chodzi tu o sięganie prawą ręką do lewego ucha, tylko o rzeczy pożyteczne. Ale właśnie Crosszone CZ-10 – słuchawki pochodzące od producenta soczewek optycznych – są potwierdzeniem dwóch reguł: 1) Łatwiej wymyślić coś nowego, kiedy przychodzi się z zewnątrz; 2) Czasami rzeczy oczywiste wykoncypować najtrudniej. Tak zmieszać lewe z prawym, wbrew temu przysłowiu o lewym uchu i prawej ręce, żeby stało się pożytecznie. Tę ideę tutaj wdrożono i za rozsądne pieniądze. Szczegóły do odszukania w recenzji, a teraz tylko podkreślę, że jeśli komuś całkowite rozdzielenie kanałów stereofonicznych w słuchaniu słuchawkowym stwarza problemy percepcyjne bądź wywołuje niesmak, to te Crosszone receptą.

 

Hijiri X-DCH Nagomi

Ponownie kabel zasilający, ale trzy i pół razy tańszy. Dla japońskiego Hijiri jest on najtańszy w ofercie, nad nim dwa dużo droższe. Ale rzecz osobliwa – sam producent ogłasza, że te wyższe cenowo nie są wcale tak jednoznacznie lepsze; ich obiektywne przewagi to marginalna sprawa, clou natomiast tkwi w stylu, to są trzy do wyboru. Nie miałem okazji tej deklaracji weryfikować, trzech do siebie przykładać, miałem natomiast możliwość testować tego Nagomi i z ręką na sercu powiem, że w przedziale do siedmiu, a nawet dziesięciu tysięcy nie ma widoków na lepszy. Głębia analityczna idzie tu w parze z predyspozycją muzyczną i unikaniem tego wszystkiego, co zaburzyłoby naturalizm.

 

Luna Cables Gris głośnikowy

Ale siedem tysięcy za Hijiri to też nie jest tanio; dla wielu o wiele nawet za wiele. Jest już u mnie na testach kabel zasilający Luny, który kosztuje dwa tysiące i podobno jest świetny, ale na test dopiero czeka. Tymczasem bierze nagrodę, i to z wielkim przytupem, najtańszy od tej Luny kabel głośnikowy z serii Gris, czyli szarej. Szary faktycznie jest, ale tylko od zewnątrz. W środku taka muzyka, że słyszałem głośnikowe przewody za ponad sto tysięcy, co się nawet nie umywały. Tymczasem ta szara Luna kosztuje – dacie wiarę? –  1790 PLN za 2 x 2,5 m.

 

Luna Cables Gris IC

 I zaraz drugi Gris od Luny – najtańszy od niej interkonekt. Ten z kolei za 1200 PLN (2 x 1,0 m) i z tak samo wielką muzyką. Relacja ceny do jakości jest w obu szarych przypadkach ponad wszelkie pochwały – bardzo nieliczne są przykłady aż tak znakomitej. Pośród kabli nie ma ich wcale.

 

Neumann NDH-20

Po całej ferajnie drogich i bardzo drogich słuchawek z Golden Analogiem pod pachą i ceną na metce słoną, pora na chociaż jedne dla przeciętnego użytkownika, niemającego beczki ze złotem. Niejedne już takie były w latach minionych, a w tym roku dostaliśmy coś w tym stylu od niemieckiego Neumanna. Co ciekawe, to ich słuchawkowy debiut, wcześniej robili tylko mikrofony i inny sprzęt profesjonalny. Debiut ze wszech miar udany i oczywiście znaczony stylem firmy, dla której nagraniowa wierność artystycznej produkcji to kod zawarty w genach. Na uprzejmy dodatek słuchawki pozostają na bieżąco z obecnym słuchawkowym trendem, to znaczy jak najbardziej odpowiadają wyzwaniom  rzucanym przez urządzenia przenośne.

 

RME ADI-2 DAC FS

 

   A teraz inne powtórzenie na niższym cenowym pułapie – przetwornik i słuchawkowy wzmacniacz aż dziesięć razy tańszy od Bartóka. Za pięć tysięcy z kawałkiem niemieckie RME oferuje poziom brzmieniowy zdolny zawstydzać o wiele droższych. Ogromnej ilości ustawień, że aż się trudno w nich połapać, towarzyszy dźwięk pierwszorzędny na bazie najwyższej klasy obwodów scalonych i tranzystorów. Niewielkie urządzenie, że w garści niemal zmieścisz, bez jednej nawet lampy w torze potrafi zaoferować dynamikę i melodyjność rasowego high-endu.

 

Xavian Madre Perla

Na alfabetyczny zaś finał jeszcze jedna powtórka, tym razem odniesiona do rodziny głośników. Nowe podłogowe Xaviany są kilkanaście razy tańsze od Zingali i niemal pięć razy lżejsze. Mimo to także potrafią oczarowywać słuchacza, zostaje on olśniony. Zdumiony zarówno dysproporcją między wielkością dźwięku a głośników, jak też i właśnie nagradzaną między jakością a ceną. Jedno i drugie bardzo bowiem odbiega od przeciętnego stanu, gdzie mały głośnik w niewielkiej obudowie z reguły daje ograniczenia. Ograniczenia wielkości i jakości dźwięku – tu takich barier nie ma. I nie ma też bariery cenowej, możemy sobie pozwolić. W dodatku wygląd pierwszorzędny; obróbka drewna to też popis. Będą zatem podłogowe Xaviany prawdziwą ozdobą salonu i dla portfela ratunkiem.

3 komentarzy w “Nagrody HiFi Philosophy Golden Analog za rok 2019

  1. QNA pisze:

    Dzień dobry,
    Panie Piotrze małe sprostowanie. Rme Adi 2 dac fs, w wersji nie PRO, kosztuje około 4000 tyś. Zatem jest jeszcze bardziej opłacalny. Osobiście go nabyłem i potwierdzam jego jakość.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak, słusznie. Utkwiła mi w pamięci cena podana przy przesyłaniu, potem skorygowana do niższej. Ostatnio dość często tak się dzieje, np. słuchawki Crosszone miały kosztować pięć i pół, ostatecznie kosztują cztery. Szkoda, że bywa też i odwrotnie.

      1. QNA pisze:

        Jestem bardzo ciekaw właśnie tych Crosszone. Cena wydaje się być bardzo przystępna biorąc pod uwagę wrażenie jakie na Panu wywarły. Bardzo żałuję, że nie mam możliwości ich posłuchania, być może wtedy rozważyłbym ich zakup.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy