Recenzja: Sennheiser HD 660 S

    Wiadomo, czasy nowe, czasy muzyki wszędobylskiej, obecnej zawsze i wszędzie. Czasy znowuż nie takie nowe, bo zapoczątkowane przez Walkmana jeszcze w 1979, czyli za rok będzie czterdziestolecie. Niemniej nowe w wymiarze jakościowym, bowiem Walkman i jego następcy oferowali muzykę co najwyżej średniej jakości, a teraz to co innego. Już ładnych parę wiosen jak to się zmieniło i obecna aparatura przenośna dobrej jakościowo muzyki nie skąpi, a wraz z tym słuchawki – drugi filar wszędobylskości – zmuszone są tę mobilność i jakość uwzględniać. W praktyce użytkowej sprowadza się to do niskiej impedancji, powodującej skuteczność wysoką, plus to, że muszą być lepsze, a konstrukcję mieć zamkniętą lub dokanałową, chociaż nie całkiem koniecznie.

Ale mobilność mobilnością, a tradycja tradycją. Tradycja jest zaś taka, że większość dawniejszych słuchawek o wysokiej jakości miała budowę otwartą, impedancję wysoką, a skuteczność niewielką. Wśród nich zaś i te, które jakość brzmieniową poziomu high-end zaniosły z pałacowych wyżyn pod strzechy i jednocześnie do pewnego przynajmniej stopnia stały się następcą legendarnego Sennheisera Orpheusa – model Sennheiser HD 600.

Lat dwadzieścia dokładnie mija od czasu, gdy ku zdumieniu rynkowej publiki sławna niemiecka firma porzuciła produkcję ekskluzywnej elektrostatycznej drożyzny, wstawiając w jej miejsce na pozycję lidera konstrukcję dynamiczną trzydzieści (sic!) razy tańszą, ten właśnie pamiętny model. Pisałem już kiedyś o tym, ale nie zaszkodzi przypomnieć, że osobliwym zrządzeniem losu sam dokonałem wówczas przesiadki ze słuchawek elektrostatycznych na dynamiczne, jednakże nie z tej przyczyny, że mi się elektrostatyczny Orpheus znudził, a bardziej prozaicznej takiej, że moje pochodzące z początku lat 70-tych elektrostatyczne Staksy rozpadły się ze starości. Orpheus był wtedy jeszcze do kupienia, ale kosztował abstrakcyjne sto tysięcy, bo wraz ze skokiem kursu dolara skoczył na tyle z pięćdziesięciu. Stax zaś nie miał jeszcze polskiego dystrybutora, a z kolei najlepsze słuchawki dynamiczne – amerykańskie Grado SR-1 – kosztowały też bardzo słono, bo 5 tys. złotych. (Jakiś czas później nowy dystrybutor obniżył cenę do 3,5 tys.) W sklepach panoszyły się średnie modele AKG, Beyerdynamic i Technics w cenach po kilkaset złotych (przeważnie koło trzystu), ale ich jakość w zestawieniu ze Staksami była boleśnie niska.

I wówczas wyskoczyły HD 600, od razu okrzyknięte sensacją. – High-end za tysiąc z kawałkiem! – Fenomenalne brzmienie dla wszystkich! Marzeniem niemal niezniszczalnym był dla nich hybrydowy wzmacniacz Melosa za ponad pięć tysięcy, ale tańsze konstrukcje także się wysypały, między innymi od ASL, Pro-Jecta, Regi i Cayina, ze sławnym „prosiaczkiem” Musical Fidelity na czele. Popularność słuchawkowych wzmacniaczy skoczyła lawinowo, a przede wszystkim popularność samego słuchania dobrej jakościowo muzyki przez słuchawki. I szły te nurty obok siebie – słabsza jakość mobilna i wysoka domowa, a teraz na naszych oczach się skrzyżowały w obustronnym mariażu – wysokiej klasy słuchawek na ulicę i używania aparatury przenośnej w domu. A to oznacza jedno – dla wszystkich niską impedancję. Przynajmniej niemalże wszystkich, z małymi wyjątkami. Taką nie wyższą niż sto parędziesiąt Ohmów, by bateryjny wzmacniacz dawał radę. Już tylko Beyerdynamic T1 oraz Sennheiser HD 800 nie uległy tej modzie, ale T1 mają zastępczy model z niską impedancją (T5p), pozostał zatem sam Sennheiser. Wszystkie jego wyższe modele: HD 800, HD 800S, HD 600 i HD 650, a nawet nowo wchodzący HD 820, mają wysoką oporność, a w efekcie nieszczególną skuteczność. Nowe wzmacniacze przenośne, których moc stale rośnie, i z nimi sobie radzą, wiele z nich na to stać, niemniej dopasowanie nie stanowi optimum. W tej sytuacji Sennheiser postanowił upiec dwie pieczenie przy jednym ognisku – za jednym zamachem upamiętnić dwudziestą rocznicę klasycznych HD 600 i wyjść naprzeciw modzie. Tą dubeltową pieczenią są właśnie tytułowe Sennheiser HD 660 S – jednocześnie skuteczne i rocznicowe.

Budowa, cena, jakość

Tradycyjne opakowanie.

   Zacznijmy może od tego, że w marketingowych anonsach nie ma zbyt szumnych zapowiedzi. Sprowadzają się głównie do tego, iż nareszcie któryś z wyższych modeli Sennheisera mieć będzie niską impedancję, konkretnie 150 Ω. Nie jest to jeszcze ta z najniższych, ale akurat taka, żeby nawet słabawy wzmacniacz wbudowany w odtwarzacze przenośne poradził sobie bez problemu. Dołącza do tego drugi ukłon w stronę mobilności i przy okazji wygody – mniejsza niż pierwowzoru waga. Słuchawki ważą bez kabla 260 g, czyli naprawdę niewiele, atrybut ten zawdzięczając aluminiowym cewkom, napędzającym przetworniki względem pierwowzoru o to jeszcze poprawione, że cała konstrukcja nośna przylega lepiej do membrany, dzięki czemu może ją precyzyjniej kontrolować. W efekcie lepszy dźwięk, przynajmniej wedle zapewnień. O trzeciej rzeczy nie mówią już w materiałach firmowych, ale wzmocniono trochę uścisk pałąka. Dzięki temu słuchawki siedzą pewnie, ale cokolwiek cisną, co ustępuje na szczęście dość prędko. Chwyt na dzień dobry mają solidny, po paru dniach łagodniejący. Poza tym bardzo daleko mu do tego, czym częstowały kiedyś profesjonalne Ultrasone Edition 9 – do prawdziwego imadła na uszach. Ogólnie wygoda więc dobra, zwłaszcza że pady tulą się miękkim aksamitem, a kształt nausznic podłużny, dopasowany do ucha.

Dwie jeszcze rzeczy poprawiono. Dodano drugi kabel, co tym było łatwiejsze, że HD 600 wyprzedzały swe czasy i kabel od początku był w nich odpinany. Sposób podpięcia przez dwa tycie jacki przy każdej muszli się nie zmienił i nie zmieniła też postać kabla – elastyczna, cienka, z widoczną dwużyłowością.  Dodano teraz drugi – też trzymetrowy, zakończony wtykiem najnowszego standardu; opracowanego przez Japończyków powiększonego jacka symetrycznego o nazwie rynkowej Pentaconn, z charakterystycznymi dla symetryczności trzema karbami przy powiększonej do 4,4 mm średnicy. Ten pasuje już nie tylko do nowego wzmacniacza słuchawkowego Sony i innych rodem z Japonii, ale i do dedykowanego sennheiserowskiego DAC/Amplifier HDV 820 (10 400 PLN). Oba więc kable są długie, elastyczne i lekkie, a do kompletu dołączono przejściówkę z 6,35 na 3,5 mm. Ostatnia poprawka, rzutująca na wygląd całości, to nowa powłoka lakiernicza. Ze wszech miar słusznie poniechano łuszczących się z HD 600 i HD 650, zastępując je matowym lakierem proszkowym, którego naruszyć nie sposób. Nie tylko jest praktyczniejszy, ale zapewnia elegancki, stonowany, mniej rzucający się w oczy wygląd. Dla lubiących czymś błysnąć dodano mały akcencik – srebrny znaczek z firmowym „S”, wpisany w zewnętrzne osłony.

Generalnie co do wyglądu, to poza lakierem i tym znaczkiem nie ma różnicy z pierwowzorem. Kształt muszli i pałąka oraz konstrukcja padów są dokładnie te same. Jest mała zmiana niewidoczna, karbowanie pałąka cokolwiek pogłębiono, dzięki czemu trzymanie pozycji jest pewniejsze, praktycznie nie do przypadkowego ruszenia.

I tradycyjny wygląd słuchawek.

Opakowanie to firmowe pudło, to samo co dwadzieścia lat temu. Czarne, sztywne, wyłożone atłasem, w osłonie tekturowej obwoluty. Brak firmowego stojaka i nie ma etui podróżnego; jedyne dwa dodatki to drugi kabel i przejściówka. Także dodatek do dokupienia – dedykowany wzmacniacz z przetwornikiem, odbierający sporo chleba zewnętrznym producentom. Bo patrząc z perspektywy minionego dwudziestolecia, to właśnie na obsłudze klasycznych HD 600 się rynek słuchawkowych wzmacniaczy rozrósł i wypromował. Ileż to było dla nich konstrukcji i jak wielkie niektóre… Zana Deux, Single Powery, Rudi Story, dzielony ASL… Ileż powstało specjalnych kabli, także symetrycznych i drogich, jakie się zgromadziły rzesze ciekawskich i jakie wielbicieli.

Odnośnie jeszcze danych technicznych. Poza zniżoną o połowę impedancją i obniżoną wagą odnotować należy wzrost pasma przenoszenia. Obejmuje ono u nowych przedział 10 Hz – 41 kHz, co przy THD poniżej 0,04% uznać należy za wynik high-endowy. Ale high-end dla współczesnego marketingowca to określenie tracące znaczenie, zastępowane z lepszym czy gorszym skutkiem nowym hasłem „Hi-Res”. Owa „wysoka rozdzielczość”, zapożyczona od ekranów, ma znamionować obsługę wyższych standardów plikowych, do czego i HD 660 S rzecz jasna aspirują. Dla wytrawnego audiofila nic to Hi-Res nie znaczy, ale na przeciętnego nabywcę, zwłaszcza świeżego narybku, być może jakoś działa. Nie chcę w to wnikać, nie moja sprawa. Dla ludzi lepiej obeznanych z problematyką jakości dźwięku ważna jest sól brzmieniowa a nie wysoka rozdzielczość. Ku niej się zaraz zwróćmy i obadamy sprawę.

Wpierw tylko jeszcze o cenie. To dwa tysiące złotych, czyli pewna granica. Poniżej są słuchawki, można powiedzieć, przystępne, powyżej już takie droższe, o większych aspiracjach. A na samej granicy siadły okrakiem AudioQuest NightHawk, które cenę niby mają ustaloną na dwa i pół tysiąca, ale co i rusz jakieś promocje, i za poniżej dwa dają bez trudu się wyrwać. Równe dwa też kosztują popularne Shure SRH1840, a w cenowym pobliżu lokują się HiFiMAN HE-400 i Final Audio Sonorous IV.

Gdyby nie srebrne S-ki i inne lakierowanie, byłaby wierna kopia.

Ba, własny model Sennheiser HD 700 kosztuje niewiele więcej, czyli konkurencja zgęszczona. Ale słuchawek teraz tyle, że w każdym przedziale cen gęsto i na brylowanie szczególnie atrakcyjną nie ma za bardzo szans. Najwyżej na zwrócenie uwagi, gdy ktoś z astronomiczną wyskoczy, ale to w konkurencji „nie-okazja”, a ta nas teraz nie interesuje. Będzie o niej w następnej recenzji, Abyss 1266, a póki co zachowajmy umiar.

 

 

 

 

 

Odsłuch: Z Apogee Grove

Jeszcze ta nazwa firmy jest teraz mniejsza i z boku.

   Nie ma rady, zaczynać trzeba mobilnie. Nie po to konstruktor się wysilał i impedancję zniżał, żeby się recenzent na niego wypiął i sprzęt przenośny olał. Dali przejściówkę, no to bęc, ładujmy ją w sprzęt przenośny. Taki z tańszych, lecz przynajmniej teoretycznie najlepiej pasujący – amerykański Apogee Grove, zasobny we wzmacniacz Constant Current Drive™, którego to typu wzmacniacze słuchawkom Sennheisera szczególnie dobrze leżą, co Bkakoon HPA-21 z HD 600 i HD 800 jednoznacznie wykazał. A ponieważ ten Groove dawno nie był w użyciu, to przypomniałem mu w ustawieniach o jak najmniejszym buforze i minimalnym opóźnieniu. (Nie zawsze transfer USB na takie ekstrema się godzi i protestuje trzaskiem, ale na szczęście się zgodził.) Do porównań weszły rzecz jasna Sennheiser HD 600, a z cenowo zbliżonych AudioQuest NightHawk. Materiał zaś z YouTube i Tidala, plus gęste pliki z dysku czytane przez najnowszy Foobar.

Sennheiser HD 600

Nie wiem, czy o tym wspominać, albowiem to zwariowane nawet w audiofilskich kryteriach, ale tak z reporterskiego obowiązku rzucę, że HD 600 dźwięk mają bardziej bezpośredni, ciemniejszy i bardziej gęsty, gdy z nich usunąć pady. Nie są wtedy szczególnie wygodne i nikomu zabiegu nie polecam, ale że są wówczas bliższe słuchacza i bardziej dożylnie przejrzyste, to pozostaje faktem. Ale także z padami dźwięk mają bezpośredni i tyle już razy opisywany, że aż nie bardzo chce mi się do jego opisu wracać. Cóż jednak robić, klasyk… No więc zagrały przejrzyście, świetliście i ciemno, z błyskami na tle czerni, jak to z reguły one. Z dobrze też wyrażanymi sopranami, ale bez najmniejszej pod ich względem przesady; akurat na tyle obecnymi, by zdziałać bezpośredniość. To jednak pewnym kosztem względem swego następcy, modelu HD 650. Nieco lżejszej postury brzmieniem i słabszym trójwymiarem, a także nieco niższą temperaturą i brakiem pewnej aury, swoistego klimatu. Stawianiem bardziej na przenikliwą dosłowność niż wdzięk ogólny i czar.

AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio)

Nie mam już HD 650, podarowałem je komuś, u kogo mniej się nie kurzą. Ale cenione przez rynek NightHawk to dobra alternatywa. Od razu pokazały, czego HD 600 brakuje: gęstości, dociążenia, obłego modelunku i formowania muzyki w bardziej całościowym ujęciu. Także wyższej nieco temperatury i czarowania niższym, więcej ważącym i lepiej modelowanym głosem. Atmosfery bardziej otulającej, bardziej miękkiej i gęstej. A także lepszego ukazania perspektywy i na niej gradacji planów; tak żeby całość bardziej przemawiała, żebyśmy czuli się tam. To wszystko NightHawk miały i o to były lepsze. To da się ująć krótko: lepszą posiadały plastykę zarówno dźwięku jak sceny. Nie tylko lepszą od HD 600, lecz też od 650. Ale czy od HD 660 S ?

Sennheiser HD 660 S

Z bliska też widać, że przetwornik ma wygląd nieco inny.

To jest dobre pytanie i trudna na nie odpowiedź. Kilka cech odróżniających można wymienić natychmiast. Przekaz 660-tek okazał się minimalnie chłodniejszy, mniej zróżnicowany kolorystycznie i postawiony dalej. W zamian bardziej ogarniający całość i refleksyjnie zadumany. Nieznacznie też zdystansowany, impresjonistycznie malarski i mniej napierający, a bardziej refleksyjny. Także mniej cukierkowy, bardziej wyrobiony plastycznie. Mający dokładnie to wszystko, czego u HD 600 przymierzanym do NightHawk zabrakło – niższy, bardziej plastyczny dźwięk i trzeci jego wymiar, sceniczną perspektywę, bardziej artystyczne, mniej skoncentrowane na stronie technicznej podejście, a mówiąc w dużym skrócie atmosferę. I to jest słowo klucz.

Atmosfera i artyzm, to największe różnice dzielące HD 660 S od HD 600 i HD 650. A także kocia miękkość i gracja ruchu. Te czynniki zbiegając się tworzą charakter, który przykuwa uwagę. Już choćby z tego względu, o którym pisałem w relacji z AVS, gdzie słuchając zaraz po sobie Orpheusa HE-1 i HD 660S z HDV 820 skonstatowałem podobieństwo, analogiczny sposób postrzegania muzyki. U elektrostatycznego zestawu flagowego oczywiście doskonalszy technicznie, lecz w odtwórczej manierze podobny. Ten sam sposób oświetlania i narracji, to samo widzenie najpierw całości, a dopiero następnie specyfik i detali. I to jest ważny moment, bo inną jest muzyka w trybie doraźnej bezpośredniości – zbierana niczym skrawki na patchwork, a inną przetwarzana artystycznie – widziana całościowo w pewnym ogólnym ujęciu. Od tego strony patrząc HD 600 bardziej, a NightHawk też w pewnym stopniu, wydały mi się dbać głównie o techniczną biegłość a nie całościowy wyraz. Natomiast u HD 660 S to styl był motywem wiodącym. Subtelny, wyważony, dający wrażenie całościowe swoisty artyzm podejścia.

 

Z Norma Audio HS-DA1 VAR i Ayon HA-3

To teraz stacjonarnie, lecz wciąż przy komputerze. W solidnym zestawie włoskiego przetwornika z austriackim wzmacniaczem. Dopasowanymi cenowo, oboma po kilkanaście tysięcy. I żeby im żal nie było, spiętymi Sulkiem 6×9 także za kilkanaście. Ale między komputerem a przetwornikiem taniocha: ifi iOne poprzedzony iSilencerem i iPurifierem plus kabel koaksjalny Acoustic Zen Silver Bytes.

Wcale nie przypuszczałem, że zestaw będzie tak dobrze pasował, ale podobnie jak Apogee Grove pasował fantastycznie. Dlatego nie będę już rozbijał opisu, skomentuję HD 660 S przez pryzmat porównywanych. Tak biorąc się do rzeczy zmuszony jestem napisać, że klasyczne HD 600 rozbrzmiały teraz cieplej, ale dźwiękiem nieznacznie tylko cieplejszym od neutralnego i z lekka pogłosowym. Jaśniej niż z Apogee i mimo wszystko cieplej, a przede wszystkim w bardziej wyrafinowany na lampową urodę sposób. Gęściej, z lepiej zazębiającymi się dźwiękami i tym specyficznym posmakiem, jaki jedynie lampy dają. Mieszanka gładzi i chropawości, dopieszczana eksponującą się średnicą i elegancko z nią komponującymi się dołem i górą.

W nowych prześwity są białe.

Więc niby w sumie tak aż dobrze, że cóż do tego dodać? A jednak HD 660 S słuchane bezpośrednio po przedstawiły obraz gładszy i bardziej koherentny, lepiej zebrany w całość. Od razu się okazało, że wokal u HD 600 był trochę zbyt pogłosowy i nierówny, jakby jadący po wybojach. Mniej uwidaczniający ludzką postać, a bardziej sam zbiór dźwięków. Szorstkawy i z lekka sztucznie zbyt nerwowy, a co z tego najgorsze, że taki trochę jak z rury. Bez porównania tego nie było, mózg w locie się adaptował, ale przy przeskoku natychmiastowym większa analogowość HD 660 S dobitnie się uwidaczniała. Wciąż przy tym oferowały styl bardziej całościowy, bardziej skupiony na artyzmie i ujmowaniu całości niż zbieraniu dźwięków jak jagód. Względem Apogee grały teraz płynniej, gęściej i z wyraźnym akcentem lampowym, a nawet gramofonowym. Z mniejszym, ogólnie biorąc, naciskiem na dynamikę i szczegóły, a większym na ukazanie jednorodności życia i muzycznego pulsu. Tętnieniem żywym, ciepłym i przywołującym artystów w dużo prawdziwszy sposób. Milej i jednocześnie realniej, ale na tle różnicy cenowej Apogee to fenomen. Za kilkadziesiąt razy mniejszą kwotę dawał niewiele mniej muzyki. Żadną tam karykaturę, coś autentycznie porywającego. I to nawet przy zwykłych plikach, że aż mu biłem brawo.

Odsłuch cd.

I warstwa lakiernicza praktyczna.

   Została jeszcze kwestia opisywane vs NightHawk. I tu pewne zaskoczenie, bowiem dźwięki bardzo podobne. Jedyne wyraźniejsze różnice to trochę bardziej pogłosowy charakter amerykańskich nauszników i przede wszystkim mocniej przez nie akcentowane soprany. Więcej zatem przenikliwości i podniety w wokalach, w zamian za mniejszą jednorodność, a także bardziej nerwowe, nieco chudsze brzmienie strun gitarowych. Również większa dźwięczność dzwoneczków i wszelkiego dzwonienia, zdecydowanie bardziej wyodrębnianego z przekazu. A u HD 660 S wszystko bardziej zebrane i soprany z lekkim temperowaniem, ani trochę nie w sposób dający poczucie skąpstwa, tylko cesji na rzecz uspójnienia. Nieznacznie też gorsza holografia, tylko trzeba pamiętać, że Sennheisery tutaj ze swoim kablem, a NightHawk takim za trzy tysiące z zewnątrz. Także bas Sennheiserów bardziej w paśmie leżący, ale jak na porównanie z wyjątkowo potężnymi basowo NightHawk, to wypadł znakomicie.

Są HD 660 S słuchawkami zrobionymi z głową, starannie brzmieniowo opracowanymi, nie powstałymi na zasadzie, że się o to i tamto postaramy, i jakoś to w sumie będzie. Naprawdę świetnie się słucha, naprawdę to mały Orpheus. Tylko jedna uwaga – nie oczekujcie błyskotek. To nie są słuchawki dla popisu, ale smaku muzyki. Odważę się napisać, że są wysublimowane.

 

Z ASL Twin-Head i odtwarzaczem

Na koniec maksymalizacja. Jest w sumie trochę smutne, jak bardzo źródła internetowe, a nawet pliki dyskowe, odstają od płyt CD czytanych przez dobry odtwarzacz. Ale najgorsze w tym wszystkim, że fakt ten potrafi się schować. I to schować podwójnie. Chowa się za adaptację mózgową, w dobrej wierze przyjmującą przekaz za wysokiej jakości, jeżeli tylko szczegółowość, dynamika i przejrzystość wystarczająco są dobre. I chowa za słuchawkami, pośród których spotyka się potrafiące cyfrowe niedostatki, nawet naprawdę grube, całkiem nieźle maskować. I tu natychmiast uwaga – recenzowane Sennheiser HD 660 S nie tylko do tej kategorii należą, ale wraz z takimi jak Meze 99 Classics, czy Ultrasone Signature PRO, należą do ścisłej czołówki.

Po paru dniach używania pałąk się staje wygodny.

To oczywiście nie jest wada a zaleta, o ile tylko przy okazji się nie oszukuje, ale w przypadku recenzowanych oszustwa żadnego nie ma. Soprany nie są redukowane, a bas nie jest przedobrzony. Tu maskowanie odbywa się w głównej mierze za sprawą tkanki łącznej, aczkolwiek także poprzez specyfikę wysokich tonów, do której zaraz wrócę. Wpierw jednak o samym korzeniu, to znaczy o cyfrowych drakach. Twin-Head spięty Crystal Cable Absolute Dream RCA z Heglem Mohican jako napędem i Ayonem Sigma przetwornikiem z punktu pokazał, jak daleko systemom przy komputerze do perfekcji odczytu. A to za sprawą właśnie dalekich od maskowania Sennheiser HD 600. Te bowiem bas mają niezasłaniający, a soprany obfite, i mniej też wyraźnie od sporządzonego na ich cześć modelu rocznicowego tkanki łącznej. Dźwięki u nich dużo bardziej zostają wyodrębnione i mają wyraźnie mocniejszy akcent na sopran, co niezły bas i ciemne tła wprawdzie łagodzą, ale z Apogee i z Normą przejawiało się to mimo wszystko lekkim dudnieniem, sztuczną pogłosowością i w efekcie cyfrowym odrealnieniem. Efektownie przejrzystym, szczegółowym i dynamicznym, więc trzy asy na ręku, plus jeszcze ciemna aura, niezgorsze wypełnienie, obecny jak najbardziej bas i dużo efektownego światła, że spektakl mogący porwać. Sęk w tym, że przy torze obecnie badanym tego dudnienia, pogłosu i obcości właściwie całkiem nie było. Zostało samo sopranowe podekscytowanie i większe luki między dźwiękami – ich słabsza kooperacja. Do tego świetlistość i cała efektowność wyraźnie poprawione, więc w sumie granie co się zowie, high-end już nie na żarty. I jednocześnie doskonały obraz różnicy między pierwowzorem a jubileuszowym hołdem. Sennheiser HD 660 S nie miały śladu sopranowej ekscytacji ani prześwitów między dźwiękami. Sopran był u nich temperowany, ale swoiście naturalny. Nie oszukujmy się, większość słuchawek go podbija i w ogóle większość audiofilskich przyborów. Gdyż to daje podnietę, stwarza pozór naturalności. „Bo przecież więcej słychać!” Tak, słychać faktycznie więcej, ale w życiu, w rozmowie, tej sopranowej addycji nie ma, co z miejsca ujawniają porównania mowy potocznej nagranej i branych z życia głosów. Lecz to się bierze nie tylko z chęci rasowania przekazu. Bo inny przykład pokazuje, że soprany wprost z życia mogą być niedościgłe.

Czarno na białym widać, że to Sennheisery.

W zwykłej rozmowie ich nie ma, ale gdy poprosicie sopranistkę o wzięcie wysokiej nuty, albo trącicie pałeczką markowy talerz perkusyjny, to wyjdą takie soprany, że żaden sprzęt nie dorówna. I tu się rodzi dylemat: podkręcić nieprawdziwie, by te szalejące oddać, czy zachować naturalność tonalną, ale kosztem szaleństwa? Tym oczywiście lepsze słuchawki, im zwykła mowa prawdziwsza a sopran wytężony bardziej wzięty jak z życia; czyli im większa różnica, największe zróżnicowanie. Jednak daleko posunięte pozostaje domeną słuchawek za bardzo grube pieniądze i grubo kosztujących kolumn. W przypadku słuchawek za dwa tysiące zawsze to będzie kompromis. Sennheiser HD 600 to wybór mocnych sopranów kosztem naturalności mowy, a jubileuszowe HD 660 S to świetne oddanie mowy, a jednocześnie umiejętność stworzenia całościowego spektaklu. Przy lekko złagodzonych sopranach, jakby słuchanych z oddalenia, taka organizacja spektaklu, by słuchacz nie odszedł znudzony. To się rewelacyjnie udało, przynajmniej w odniesieniu do mnie. I chciałem z tego miejsca pogratulować temu komuś, kto za akustykę HD 660 S odpowiadał. Że nie poszedł na lep łatwizny i się naprawdę przyłożył. I że tak znakomicie mu wyszło, że w efekcie rzecz duża. Że kiedy słuchasz zwykłej mowy, to czujesz natychmiast autentyzm i na dodatek bliskości, a kiedy słuchasz symfonii, to jakbyś naprawdę był w filharmonii, tyle że w dalszych rzędach. Sopran nie atakuje, tylko w muzykę się wtapia, ale zarazem (bardzo uważnie się przysłuchałem) nie ma poczucia niedosytu. Nie zjawia się wrażenie, spotykane na przykład u AKG K701, że to jest odfiltrowane, jawne uspokojone. Nie ma poczucia sztuczności, jest spektakl żywy i cały, ale słuchany z dalsza. Ni trochę nie trącący nudą, mający walor zupełności. I tu dobrze będzie porównać do NightHawk. One na tle HD 660 S także soprany wzmagają; troszeczkę na nie cisną, by talerz dźwięczniej zabrzmiał i głos sopranistki bardziej wibrował, ale też druga różnica była, mocniej akcentowały gradację planów. Coś trochę jak dawne pocztówki, stwarzające pozory głębi, stawiały dekoracje jedna za drugą w odstępach. U HD 660 S tego nie było – scena ukazywała głębokość jak same dźwięki spójną, bez żadnego rozbicia. Zarówno same dźwięki, jak i postać sceniczna, mają u nich charakter chmury, nic tam się nie rozpada. Pasmo jest jednolite i spójny obszar sceny.

Te nowe mają tajemnicę, tańczą z każdym wzmacniaczem.

Można oczywiście woleć wyodrębnione soprany, wyodrębniony bas i pokrojoną scenę, ale na mnie, przyznam, ten jednolity styl zrobił duże wrażenie. Fakt, porównywane na koniec HD 800 (z kablem Tonalium w dodatku) pokazały wszystko bogatsze i bardziej efektowne. Głębiej wnikały w dźwięki, obrazowały bogatszą strukturę, a ukazywanie scenicznej głębi i ogniskowanie źródeł miały dużo precyzyjniejsze. No ale za to się płaci, wraz z kablem tysięcy osiem wobec dwóch. A kiedy nie porównywać, to spektakl jubileuszowych naprawdę przykuwa uwagę i nie widać w nim braków. I to jest rewelacja, ponieważ z jednej przykuwa, a z drugiej nie jest męczący. W dodatku ta jego spójność budzi szacunek dla kunsztu twórców i jest do tego coś jeszcze. Te naturalne głosy, bez sopranowego trylu, podświadomie albo świadomie powodującego efekt sztuczności, mocniej działają na sferę emocjonalną, ponieważ są autentyczne. A skarga czy radość prawdziwego człowieka musi się bardziej udzielać. Dlatego sfera emocji w tych jubileuszowych stoi na świetnym poziomie. I tylko jeszcze o basie. Był duży i różnorodny. Tak duży, że ten od super basowych NightHawk tylko nieznacznie większy.

Podsumowanie

Twórca może być z nich dumny.

   Już odsłuch na AVS wzbudził u mnie przeczucie, że to słuchawki ciekawe. Odsłuch domowy to potwierdził i dodał ważną sprawę. To są słuchawki efektowne, ale nie w pierwszym odruchu. Bo nie są efekciarskie tylko skomponowane. Tak, nie pomyliłem się co do słowa – one są kompozycją. Z góry założonym zamiarem i jego realizacją. Ktoś, kto je projektował pod względem sposobu brzmienia, miał wizję dźwięku naturalnego i całościowego zarazem. Starał się, by bezpośredniość, mimo widzenia z dystansu, została zachowana dzięki dogłębnej przejrzystości i żeby się budowała nie na sopranowych sterydach, tylko na dźwięku autentycznym. By kosztem pewnych uproszczeń, nieuchronnych przy tym budżecie, zachować maksimum autentyzmu, by nie uciekać się do sztuczek. Nie wiem, czy ktoś ten miał świadomość, że uzyska także ten efekt, iż dźwięk tak skonstruowany bardziej będzie też wzruszał, ale sądzę że tak. To musiał być ktoś wiedzący o dźwięku naprawdę dużo, ktoś będący świadomym twórcą. Zarazem stanowi styl ten kontynuację drogi od HD 600 do HD 650. Pierwszy krok na tej drodze nie bardzo mi się podobał; Sennheiser HD 650 były ambiwalentne. Z jednej strony czuć było pracę nad autentyzmem, chęć uczynienia sopranów i całej machiny dźwięku czymś bardziej wziętym z życia. Z drugiej jednak czuć było pewną sztuczność, soprany zbyt wycofane i posmak przedobrzenia. Nad wszystkim zawisała mgiełka, przez którą nawet dobrym wzmacniaczom ciężko było się przebić. Tak samo jak u K701 czuło się niespełnienie. Rzecz w dobrym kierunku prowadzoną, ale niedoprowadzoną do końca. Natomiast u HD 660 S sprawa jest dokończona. To są słuchawki oferujące brzmienie zrobione dobrze i dociągnięte do końca. Mające świadomość ograniczeń, ale tak przyrządzone, by te ograniczenia wyzyskać, przeciągnąć swoją stronę. By stworzyć spektakl autentyczny widziany z pewnej perspektywy. Nie ładujący się muzykom na kolana przedobrzonymi sopranami i nie usiłujący maskować niedociągnięć zalewając je basem. Także nie jawnie złagodzony, zaokrąglony na skrajach i w kompensacie tego z uwypuklonym środkiem. Soprany u HD 660 S są jak widziane z dalsza, ale potrafią się mocno wzbijać. Bas natomiast jest mocny, potrafiący uderzyć, umiejący też stawiać robiące wrażenie kurtyny dźwięku. A środek po prostu jest ludzki, mieszkają tam żywi ludzie.

To wszystko zbiera się w całość przeznaczoną nie dla kogoś lubiącego proste podniety – świergoty sopranowe i ładowanie basem. Słuchawki są wysmakowane, dla wyrobionych słuchaczy. Można powiedzieć – melomańskie. Coś dla bywalca filharmonii, chcącego mieć jej namiastkę w domu, a nie dla poszukiwacza trzeciego skrzypnięcia w piątym takcie ósmej symfonii.

 

W punktach:

Zalety

  • Całościowe podejście do brzmienia.
  • Realizm traktowany z wyczuciem.
  • Autentyzm ludzkich głosów.
  • Żadnej przesady sopranowej.
  • A jednocześnie trójwymiarowe, znakomicie wpisujące się w całość i nie dające poczucia niedostatku soprany.
  • Mocny, także doskonale związany z pasmem, potrafiący nisko schodzić i tworzyć tła bas.
  • Dająca poczucie głębi, a jednocześnie pozbawiona luk pomiędzy poszczególnymi planami scena.
  • Pierwszy plan w lekkim oddaleniu, ale zapewniający niezapośredniczony kontakt z wykonawcami.
  • Autentyzm ludzkich postaci przywołuje mocniejszy niż zwykle walor emocjonalny.
  • Mocne przeświadczenie, że ktoś mający świetne czucie muzyki nad taką postacią brzmienia pracował i plan swój zrealizował.
  • Wyraźny związek postaci brzmienia z wzorcem proponowanym przez referencyjny zestaw Sennheiser HE-1.
  • Brak wyczuwalnych ograniczeń, dopóki nie robimy porównań z wyraźnie droższymi słuchawkami.
  • Głównie za sprawą całościowej muzykalności, o naprawdę wybitnych walorach.
  • A wraz z nią autentyzmu i piękna.
  • Udany jubileusz klasyka.
  • Wyjątkowo przyjazne dla źródeł i wzmacniaczy.
  • Wygodne.
  • Dobrze siedzące na głowie.
  • Stonowana elegancja wyglądu.
  • Szykowne.
  • I niepodatne na uszkodzenia.
  • Dwa kable w komplecie, zwykły i symetryczny.
  • Obniżona o połowę impedancja w ruch puszcza sprzęt przenośny.
  • Nareszcie coś dla melomanów.
  • I z ich punktu widzenia dobry stosunek jakości do ceny.
  • Producent to legenda.
  • Dostępne na każdym kroku.

Wady i zastrzeżenia

  • Nie dla miłośników dźwięku podkręconego – podrasowanych sopranów i maskującego basu.
  • Także nie dla lubiących mocno zaznaczającą się holografię w oparciu o prześwity między planami.
  • Wyraźnie tańszy pierwowzór, Sennheiser HD 600, jest stary ale jary, choć dużo bardziej wymagający dla sprzętu.

Dane techniczne Sennheiser HD 660 S:

  • Słuchawki wokółuszne o budowie otwartej.
  • Nowe, lżejsze i precyzyjniejsze przetworniki; dopasowane kształtem do membrany, z lekkimi aluminiowymi cewkami.
  • Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 41 kHz (-10 dB).
  • Impedancja: 150 Ω.
  • THD: < 0,04% (1 kHz, 100 dB).
  • Maksymalne ciśnienie dźwięku: 104 dB.
  • W komplecie dwa kable z miedzi OFC, zakończone wtykami 6.35 mm (duży jack) i 4.4 mm Pentaconn (pogrubiony symetryczny, spopularyzowany przez Japończyków standard).
  • Waga bez kabla: 260 g.
  • Dedykowany wzmacniacz: Sennheiser HDV 820 (z dopasowanym wyjściem symetrycznym).
  • Cena: 1999 PLN

 Sprzęt do testu dostarczyła firma: Aplauz

System:

  • Źródła: Apogee Grove, PC, Hegel Mohican/Ayon Sigma.
  • Przetwornik dla PC: Norma DAC HS-01.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: Apogee Grove, ASL Twin-Head Mark III, Ayon HA-3.
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio), Sennheiser HD 600 & HD 660S.
  • Interkonekty: Crystal Cable Absolute Dream RCA, Sulek 6 x 9 RCA.
  • ifi iOne z kablem iUSB3.0 oraz koaksjalnym Acoustic Zen Silver Bytes
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek Power.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Stopki antywibracyjne: Avatar Audio Nr1.
  • Listwy: Power Base High End, Sulek Audio.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.

 

Producent o swoich słuchawkach

Stawiamy kolejny krok na drodze do perfekcji i prezentujemy nowe otwarte dynamiczne słuchawki HD 660 S dedykowane najbardziej wymagającym słuchaczom. Udoskonalony przetwornik zapewnia zmniejszony poziom zniekształceń harmonicznych, co gwarantuje jeszcze bardziej naturalne i klarowne brzmienie. Dzięki dobrze wyważonej impedancji (150 Ohm) model HD 660 S oferuje większą wszechstronność, a użytkownik może cieszyć się wiernie odwzorowanym dźwiękiem wysokiej klasy, korzystając zarówno z odtwarzaczy stacjonarnych, jak i przenośnych.

Czerpiąc z najlepszych rozwiązań technologicznych modelu HD 650, nowe słuchawki pod wieloma względami są doskonalsze od swojego poprzednika. Lepszą charakterystykę akustycznę modelu HD 660 S osiągnęliśmy dzięki zmniejszeniu poziomu zniekształceń harmonicznych oraz zastosowaniu naszego autorskiego przetwornika, który umożliwia większą kontrolę nad drganiami membran. Dzieje się tak za sprawą specjalnej konstrukcji ze stali nierdzewnej, przystosowanej do kształtu membrany. Przetworniki zostały starannie wyselekcjonowane i sparowane ręcznie, aby zagwarantować stałą, wąską (± 1 dB) tolerancję. W osiągnięciu wierności odwzorowywanego sygnału pomagają wyjątkowo lekkie, aluminiowe cewki. Zastosowane rozwiązania pozwalają osiągnąć bezkompromisowe brzmienie obfitujące w detale. Model HD 660 S zapewnia pełne basy, wyśmienite brzmienie w średnich częstotliwościach oraz przyjemne i łagodne wybrzmiewanie wysokich tonacji.

Pokaż artykuł z podziałem na strony

69 komentarzy w “Recenzja: Sennheiser HD 660 S

  1. piter napisał(a):

    Hm, 660s i SPL Phonitor – to powinno chyba zagrać razem ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Powinno. One chyba grają ze wszystkim. Taki już mają styl, szczególnie całościowy i melodyjny.

  2. Paweł napisał(a):

    Ciekawie sie czytało Pana test.
    Mam pytanie co do modelu hd 600. Obecnie posiadam juz swoje wysłużone, recablowane Creative Aurvana Live, zawsze podobała mi sie w nich średnica, wokale. Ciekaw jestem jak wypadają te słuchawki w konfrontacji ze starym hd 600, Czy może Pan z pamięci porównać i co by Pan wybrał dla siebie ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To nie jest u mnie kwestia wyboru, ale różnicy stylu. Różnicy dość zasadniczej. Sam lubię oba style i chętnie obu słucham. Zarówno tego pełnego, ciepłego, bardziej ludzkiego i „lampowego” Aurvana, jak i efektownie odrealnionego, tajemniczego i nieoczywistego z Sennheiser HD 600. Trzeba jednakże przyznać, że styl Aurvana jest łatwiejszy i chyba trochę prawdziwszy.

  3. fon napisał(a):

    No nareszcie jest test 660 i do tego baaaardzo fajnie napisany 🙂
    Jako posiadacz NH przerobionych na zamknięte,po godzinnym posłuchania 660,jestem pod ich sporym wrażeniem,są przede w wszystkim w miarę równe i szybkie, natomiast co do góry ,na pierwszy odsłuch wydało mi się,że jest jej sporo.

    1. fon napisał(a):

      W czasie słuchania 660 miałem do dyspozycji 600 które miałem wiele lat i 650 ,660 najlepiej z nich wypadły ,były najbardziej czytelne z bardzo fajnym szybkim basem i faktycznie pod pewnymi względami podobne do NH ale zasilanych kablem symetrycznym ,ponieważ wtedy nie mają one wywalonego mocno średniego basu co ma miejsce na oryginalnym kablu.
      Zaiste 660 warte są posłuchania

  4. Jakubas100 napisał(a):

    Dla posiadacza Beyer DT990 i Grado SR80 będzie to progres?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To zależy od punktu widzenia. Jeżeli woli się dźwięk bliski wykonawców, to nie będzie. A jeśli całościowy i wolny od sopranowych podbarwień, to będzie. Będzie także, jeśli się poszukuje słuchawek jak najbardziej muzykalnych.

  5. Tadeusz napisał(a):

    Fajna recenzja ,przeczytałem z sentymentem jako były posiadacz HD600 i HD650 a teraz HD800 .
    Jaka jest szansa ,że te HD660S dobrze zagrają z Questyle CMA600i , nie jest ten amp trochę za „miękki” do tych słuchawek ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Szansa wydaje się bardzo duża.

  6. Rai napisał(a):

    Jest szansa na test nowych HiFiMan Sundara? Cenowo to samo co HD660S a decyzja trudna.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Szansa nie jest duża, bo współpraca z RMS nie istnieje, a dilerzy raczej niechętnie biorą słuchawki HiFiMAN-a z uwagi na słabe wykonanie i awaryjność. Tak w każdym razie słyszałem. Ale może się trafią.

      1. Sławek napisał(a):

        Mam już drugą parę słuchawek HiFi Mana, są pancernie bezawaryjne, a zwłaszcza w porównaniu do Sennheiserów HD 600, gdzie OBA przetworniki padły i musiałem wysyłać do naprawy 2 razy… 🙁
        Ciekawe, kto takie brednie rozpowszechnia?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          To nie są żadne brednie. Właściciel salonu mówił mi, że z drogich HiFiMAN po wyjęciu z pudełka wypadł przetwornik. Cały. Co zakończyło karierę tych słuchawek w jego salonie. Sam zauważyłem, że w Susvarach i HE-1000 uchwyty muszli są niesymetryczne, po każdej stronie zaaplikowane w innych punktach. Każdy może to sprawdzić. Czy zdaniem firmy głowy też mamy asymetryczne? Natomiast do dźwięku nie mam zastrzeżeń. Zawsze lubiłem słuchawki tej firmy.

          1. Sławek napisał(a):

            A, skoro tak to przepraszam. Miałem HE-500, teraz mam HE-6 – to wszystko stara dobra produkcja. To te nowe się sypią, widać z kontrolą jakości zeszli na psy.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            No tak, zeszli. I to po zapewnieniach o wielkiej poprawie dbałości o jakość. Ech…

          3. Teź Piotr napisał(a):

            Dokładnie tak, każdy człowiek na świecie ma głowy niesymetryczne. Lewa część glowy nie jest lustrzanym odbiciem prawej części i na odwrót. Proszę zajrzeć do atlasu anatomii.

          4. Piotr Ryka napisał(a):

            Ogólnie biorąc czaszka nie jest asymetryczna, przynajmniej nie w stopniu istotnym, mogącym się przekładać na regułę asymetrii w mocowaniu muszli słuchawek do pałąka. Niesymetryczna jest natomiast twarz, ale to jako wynik różnych funkcji poznawczych każdej z półkul mózgowych, co ma przełożenie na mimikę i z czasem zostaje utrwalone w widoczny sposób . Stopy też mamy przeważnie nieco innej długości, bo chodząc opieramy się bardziej na prawej, ale jakoś nikt nie próbuje tego odzwierciedlać w rozmiarowości obuwia, a przynajmniej o niczym takim nie słyszałem.

      2. Grzesiek napisał(a):

        Ja chciałem tylko dopytać czy coś się zmieniło odnośnie ewentualnego testu rzeczonych słuchawek (Sundara)?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Chyba się zmieniło, bo dostałem zapewnienie, że w najbliższym czasie przyjadą.

          1. Grzesiek napisał(a):

            To w takim razie bardzo bym prosił o porównanie ich z z testowanymi już HD 660s oraz Amiron.

            Pozdrawiam i czekam na recenzję.

  7. Grzesiek napisał(a):

    Dzień dobry, jaka jest szansa na test DT 1990 PRO i porównanie ich do recenzowanych 660s?

    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Szczerze mówiąc nie prosiłem o testową sztukę tych 1990 PRO, bo na AVS mi się nie podobały i Karolowi też nie. Wolałem przetestować model Amiron i to jest poważny konkurent dla HD 660 S, ale bez bezpośredniego porównania trudno o miarodajne relacje z ich odniesień wzajemnych. Amiron są na pewno jaśniejsze i chyba bardziej miękkie, a nowe Sennheisery bardziej całościowe i artystyczne. Jednak takie retrospektywy potrafią być mylące i proszę ich nie brać serio.

      1. Grzesiek napisał(a):

        Dziękuję za odpowiedź.
        Co spowodowało, że się nie spodobały?
        Obecnie jestem na etapie przymiarki do kupna słuchawek z nieco wyższej półki i na ten moment DT 1990 Pro (bazując niestety jedynie na opiniach wyczytach/obejrzanych w internecie – jeszcze) znajduje się w „czubie” mojego zestawienia.

        Pozdrawiam

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Tak po prostu się nie podobały. Z mało muzyki, za dużo techniki. Nieudana konstrukcja. Może ją poprawiono, tak nieraz się dzieje, ale egzemplarze z początku produkcji na pewno były nieudane. A tyle sobie po nich obiecywano.

          1. Grzesiek napisał(a):

            W takim razie czy mógłby Pan polecić słuchawki nauszne (raczej otwarte), które byłyby neutralne, rozdzielcze i miały dużą separację dźwięków? Bez zbędnej koloryzacji i podbijania sztucznie wybranych pasm częstotliwości. Pierwotnie myślałem o HD 600 oraz o DT 1990 PRO właśnie, jako o słuchawkach, które wiernie oddadzą dźwięk – przynajmniej tak wynika z opinii w internecie.
            Budżet to ok. 2 tys. zł – podpinane do Aune x1s.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Beyerdynamic DT990 PRO.

          3. Grzesiek napisał(a):

            Dziękuję za sugestię, dopiszę do listy.

  8. Misiomor napisał(a):

    DT 1990 PRO dzwiek techniczny wyprany z emocji, suchy , nie warte tej kwoty…

    1. Grzesiek napisał(a):

      Pytanie tylko, czy techniczny, wyprany z emocji nie oznacza braku przekoloryzowania, a oddanie naturalności/czystości dźwięku? Co nie oznacza, że brzmi to „lepiej”?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      W przypadku Audiomagic raczej nie powinno być problemu. Obie propozycje wydają się bardzo ciekawe. Dziękuję za zwrócenie uwagi.

      1. Marecki napisał(a):

        Byłoby elegancko : )
        Ale czy Audiomagic dysponuje Alo?
        Bo właśnie przed chwilką wchodziłem na ich stronę i nie zauważyłem produktów od Alo Audio.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Mp3Store i Audiomagic blisko współpracują i ja z nimi oboma dobrze współpracuję, więc tak czy tak nie powinno być problemu, o ile tylko wzmacniacz faktycznie jest w Polsce, a nie tylko na zamówienie.

          1. Marecki napisał(a):

            No właśnie tego się obawiam.
            Ale… Co ma być, to będzie 🙂

            Napisz tylko, gdybyś miał już jakąś informację.
            Bo chyba wielu z nas jest ciekaw.

            Pozdrawwiam

  9. Patryk napisał(a):

    Wedlug mnie czytajac recenzje mialem takie odczucie, ze sluchawki sa warte duzo wiecej i potrafwia zagrac bardzo dobrze. (jak inne duzo, duzo drozsze) Przynajmnie czulem cos takiego bezposrednio czytajac. Czy mam racje panie Piotrze?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Słuchawki są bardzo dobre, niemniej wyższy model HD 800 bezdyskusyjnie jest lepszy. Tak więc ocenę należy wyważyć. Są adekwatne do swojej ceny, a dla kogoś stawiającego przede wszystkim na całościowe i niepodrasowane podejście do muzyki nawet sporo więcej. Ile dokładnie, tego się nie da dokładnie ustalić, ale HD 800 kosztują teraz 5 tys. więc gdzieś poniżej.

  10. Michal Pastuszak napisał(a):

    Bedac na kupnie sluchawek z tego segmentu chyba bym sie pospieszyl i nabyl HD600 badz HD650 (osobiscie preferuje HD600), zanim zaprzestana ich produkcji. Poziom brzmieniowy praktycznie ten sam co 660S, tylko inny posmak, a kosztuja wciaz 1300PLN, zaoszczedzone 700PLN zainwestowalbym w lepszy kabel. Takie mam odczucia po odsluchach nowych ‚szescsetek’.

  11. fon napisał(a):

    No to się porobiło…Hifiman Sundary lepsze od Lcd2 i wielu innych
    hifiman-sundara-zwienczenie-pewnego-etapu-recenzja.html#more-4926

    1. Sławek napisał(a):

      Cuda Panie, cuda…
      Za chwilę się okaże, że Sundary są lepsze od HE-6…
      Ale to dobrze, że HiFiMan jest w formie, tylko coś słychać, że z solidnością wykonania nienajlepiej.

  12. fon napisał(a):

    Piotrze czy słuchałeś 660 z tym kablem symetrycznym z kompletu 4,4 mm Pentaconn , nawiasem mówiąc to chyba niewiele urządzeń ma to gniazdo.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie, nie słuchałem, bo nie miałem takiego wzmacniacza. Ale niedługo będą, bo na Can Jam w Nowym Jorku bardzo się to złącze promowało.

  13. Klaudiusz napisał(a):

    Witam!

    A jak by Pan porównał HD 660 do Oppo PM-2 ? Mógłbym mieć za 3000zł chwilkę używane OPPO, lub za 1000zł mniej HD 660. Jak się mają jedne do drugich jeśli idzie o brzmienie, jakośś, trwałośc, wykonaie, wygodę noszenia? No i z jakim wzmacniaczem do 3000 można by każdą tych konstrukcji ,,udanie sparować” , aby uzyskać kompatybilność brzmieniową na wysokim poziomie ? Z góry dziękuję za odpowiedź i serdecznie pozdrawiam, będąc jednocześnie pod ogromnym wrażeniem solidności i pełnego profesjonalizmu przeprowadzanych testów. Doceniam po prostu prawdę bez względu na wszystko. 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Jakość wykonania i wygoda są podobne. OPPO PM-2 na pewno bardziej analizują dźwięk, głębiej badają jego strukturę. Sennheisery są gładsze, bardziej relaksujące, obrazujące muzykę z naciskiem na całość wydarzenia, mniej na detale. Różnica cenowa jest jakimś odzwierciedleniem możliwości technicznych, choć oczywiście można się spierać o proporcje. Styl natomiast, to już domena preferencji słuchacza.

      1. Klaudiusz napisał(a):

        Które byłyby lepsze do Qustyle CMA 600i, bo zdaje się, że obie pary są ciekawe na swój sposób i jak wypada scena w obydwu : szerokość , głębokość ? Wiem, ze z pamięci, ale dobry i taki szkic…

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Gdybym miał słuchać muzyki głównie w tle, wybrałbym Sennheisery, a gdy w skupieniu, to OPPO. Sceny w jednych i drugich ssą dobre. OPPO pierwszy plan mają bliższy, a lokalizację źródeł precyzyjniejszą. Sennheisery prawdopodobnie lepsze są do muzyki symfonicznej.

          1. Klaudiusz napisał(a):

            A jak na tle tych dwóch wypadają Fostexy TH-610 ? To tez, mam wrażenie słuchawki godne rozpatrzenia. Co prawda mają służyć jedynie do stacjonarnego sprzętu : cd i wzmacniacz słuchawkowy,mimo to ich opis ich brzmienia intryguje…

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Fostex TH610 to słuchawki bardziej analizujące muzykę, głębiej przenikające w strukturę. Tak samo jak OPPO PM-2. Inny styl, inne podejście, inna cena.

  14. Jakub napisał(a):

    Słuchałem HD660 i nie podzielam opinii. Słychać tam HD700 i ich przetwornik.
    Byłem dosyć pozytywnie do HD660 uprzedzony, no ale wyszła kiszka.
    Najpierw przez chwilę słuchałem na AVS, jakiegoś wielkiego wrażenia nie zrobiły, były „ok”.
    No ale jak posłuchałem ich na bardziej znajomym sprzęcie… I wyszło szydło z worka.
    Absolutnie sucha, wredna, nudna średnica. Górze bliżej do tej z Beyerów czy ultrasone niż tej Sennheisera. Dołu sporo, ale nie jakiejś wybitnej jakości.
    Ogólnie jakby były tańsze od HD600 to fajnie, ale za 2000zł… Nie, podziękuję.
    Dodatkowo są gorzej wykonane od HD600 czy HD650, wstyd trochę.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Gorszego wykonania nie dostrzegłem Jak już, to lepsze. Co do brzmienia, to ten znajomy sprzęt coś chyba nie tego.

      1. Jakub napisał(a):

        Sprzęt właśnie nie najgorszy.
        Amp Cayina (iha-6)+ Dac Chorda (albo Hugo 2, albo 2qute)/drugi Cayin (Idac6).
        Pałąk w 660 jest plastikowy a w 600/650 był metalowy.

  15. Alucard napisał(a):

    Piotrze, będzie recenzja HiFiMan Sundara?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie mogę obiecać, ale może. W poniedziałek popytam o dostępność do testu.

  16. Alucard napisał(a):

    Stanąłem przed wyborem, Sundary albo nowe LCD2 Klasyk. Moje Grado SR225e to chyba jednak nie do końca to i pójdą na sprzedaż. Skłaniam się bardziej do LCD2 bo mają w nowej wersji 101 decybeli skuteczności i mój amp w końcu sobie da z nimi radę. Jeśli dałbyś radę opisać Sundary i jakoś je porównać do LCD2 to byłoby świetnie, bo może nie ma co przepłacać dodatkowych 9 setek za LCD. Czytałem zagraniczne recenzje i wszyscy mówią to samo – dodatkowa energia na sopranach. Tego się boję bo jak grają manierą HE500 to od razu będą skasowane z mojej listy.

  17. fon napisał(a):

    Piotrze ,które słuchawki byś wybrał dla siebie hd660s czy NH i druga opcja czy mając już NH jest sens mieć jeszcze 660s

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To drugie raczej nie. To pierwsze trudno powiedzieć. NH mają potężniejszy jednak bas oraz jego i soprany bardziej zaakcentowane. W sumie jednak to trochę jak wybór między dwiema podobnymi rzeczami. Opel lepszy, czy VW? NH są trochę bardziej niezwykłe, HD 660 bardziej jednolite stylistycznie. Wybór należy do przyszłego użytkownika. Sam wybieram AKG K1000 🙂

  18. Arkadiusz napisał(a):

    HD660s czy hd700 ? testował Pan te i tamte, werdykt ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie umiem odpowiedzieć, bo po mojej krytycznej recenzji HD 700 przerobiono i tych przerobionych nie słyszałem. Zakrawa to na megalomanię, ale w każdym razie zaszła koincydencja, że napisałem krytyczną recenzję, a słuchawki niedługo potem zostały poprawione.
      Skądinąd jednoczesna obecność w ofercie HD 700 i HD 660 o tak zbliżonych cenach jest dziwna, ale najpewniej chcieli koniecznie uczcić jubileusz i starając się wyciągnąć z niego jak największy profit tak niefortunnie to wyszło.

  19. Jakubas napisał(a):

    Porównywalem HD660S przez weekend do swoich Beyerow DT990 i niestety Beyery zostaly pobite na kazdym polu za wyjatkiem odleglosci sceny. Testowalem HD800, T1 v.2, Audioqest NH, Hifiman 560, Focal Elear, ale dopiero z 660s poczulem ze to jest to gdzie chcialbym pojsc w nastepnym kroku.

  20. Andrzej napisał(a):

    Chcę kupić HD660S i zastanawiam się nad wzmacniaczem DAC za 1000~1500. Z recenzji wynika, że z Apogee Grove grają b ładnie, ale obawiam się: czy niskie tony będą odpowiednio dociążone, sprężyste i kontrolowane? (o resztę pasma się nie boję czytając tę recenzję)
    Biorę też pod uwagę IFI iDSD Nano Black Label. Które z tych dwóch zagrają lepiej z HD660S?

    I jeszcze jedno: czy między iDSD BL NANO, a iDSD BL MICRO będzie duża różnica przy HD660S?
    Spodziewam się, że przy HD600 byłaby różnica, ale te jest ciężej napędzić.

    Chciałbym pojechać na odsłuch różnych kombinacji, ale obecnie nie za bardzo mam możliwość…
    Do tej pory z klasy powiedzmy premium słuchałem chwilę HD600 z IBasso PB3 a źródło cowon e3 (z ustawieniami jet effects). Dla niektórych może to śmieszny zestaw, ale ja byłem pod wrażeniem.
    Bo obecnie mam zestaw z niskiej półki, HD439 więc chyba niezależnie co wezmę, poczuję różnicę 😉

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Wszystkie trzy wymienione urządzenia zagrają bardzo dobrze, a w Apogee basu na pewno nie zabraknie. ifi grają dźwiękiem trochę bardziej wyrafinowanym, ale fun-factor w Apogee też wysoki, nawet bardzo. Oczywiście większy ifi jest lepszy od małego i za to się właśnie płaci.

  21. Paweł napisał(a):

    Panie Piotrze,
    Czy może Pan powiedzieć jak się mają recenzowane hd 660s do fostex th 610?
    Jak wypada scena, bas i lokalizacja dzwięków. słucham głównie muzyki alternatywnej i elektronicznej.

    1. Paweł napisał(a):

      Panie Piotrze, ponawiam swoje pytanie. Mam możliwość kupić nowe hd 660s za 1500 zł. interesuje mnie zestawienie do fostexa 610. Za wszelkie informację będę bardzo wdzięczny.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Trzeba się kierować opisami z recenzji obu słuchawek. HD 660 są bardziej melomańskie, traktujące muzykę bardziej z pozycji uczestnika koncertu. A TH610 to typowe słuchawki audiofilskie, gwarantujące większą bliskość i bezpośredniość kontaktu z wykonawcami kosztem mniej całościowego, mniej perspektywicznego obrazu. I teraz trzeba zdecydować, co się samemu wyżej ceni.

  22. Uzz napisał(a):

    Witam Panie Piotrze,
    a jak by Pan porównał HD660S do Oppo PM3 (wrażenia odsłuchowe tylko) ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      OPPO to bliska bezpośredniość, HD 660 to granie plenerowe, koncertowe, szerokie, całościowe w sensie obszaru widzenia.

      1. Ein napisał(a):

        *słyszenia. Ok, a jak to się ma do opinii, że nowa sześćsetka (sporo takich opinii) to _dźwięk w głowie_, że scena jest zawężona, że całościowo te słuchawki to stagnacja w porównaniu do poprzedników (SQ, na bakier z mobile, brak możliwości sparowania ze źródłami na wynos… trudne do napędzenia, podobnie jak wcześniejsze modele 6xx)? Pytanie zatem: jak z tym puszczaniem sprzętu mobilnego? Podpinam do Galaxy i leci? Podpinam do iPhone coś tam i gra? Bo mam spore wątpliwości. Jeżeli wymaga sprzętu towarzyszącego w takich okolicznościach, to pisanie w plusach że łatwiejsze i będą jak znalazł w takim scenariuszu jest grubym nadużyciem. Dalej. Te słuchawki kompletnie nie tłumią niczego z zewnątrz i na zewnątrz… to otwarta konstrukcja mocno na bakier z mobile. Jak kto się ma do tego co w recenzji, podsumowaniu (plusy)? Dalej. Słuchawki są niestety skonstruowane podobnie jak poprzednicy w zakresie ergonomii – silny ucisk (brakuje odniesienia do tego elementu w recenzji). To coś, co w domu może tak nie przeszkadza, bo można zająć wygodną pozycję, czasami zrobić sobie przerwę, ale na wynos wg. mnie to trudno akceptowalna cecha produktu.

        Dodatkowo bardzo niefajnie wygląda kwestia basu. W 600 czy 650 to jedna ze specjalności, coś co stanowi wyróżnik, a tutaj są utyskiwania. Znowu nie ma nic na ten temat w recenzji.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Dużo pisania, by odpowiedzieć. Co do basu. Ten z HD 600 żaden specjalny nie jest. Ten z HD 650 dlatego właśnie zrobiono mocniejszy. Ale tylko z bardzo dobrym torem nie będzie on misiowaty. A ten z HF 660 jest w porządku. Jeżeli ktoś ma jednak słaby sprzęt, to niech sobie kupi lepszy a nie marudzi. Do iPhona na pewno nie będą pasowały. To nie jest ten rodzaj słuchawek. Ale do sprzętu przenośnego jak najbardziej, na przykład do Astell & Kern KANN. I za to plus. Scenę też mają w porządku. Ale dobre sceny nie biorą się z iPhonów i im podobnych cudeniek. Więc też trzeba to brać pod uwagę. Napisałem w recenzji, że to są słuchawki dla melomanów. A melomani na ogół nie słuchają podczas marszobiegów i w autobusie. Jeżeli mają sprzęt mobilny, to raczej przyzwoity i starają się słuchać przynajmniej siedząc na ławce. A dla młodych, dzielnych z iPhonami są przy tych iPhonach pchełki. Ale mogą też być słuchawki dokanałowe nawet za kilkanaście tysięcy. Samo Final Audio robi kilka modeli takich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy