Zingali Acoustics – Relacja z wyprawy

P1102063-zingali HiFiPhilosophy   Giuseppe Zingali założył swoją szeroko dziś znaną Zingali Acoustic w 1986 roku jako firmę zajmującą się wyrobem głośników studyjnych. A że urodził się, mieszkał i wciąż mieszka w położonej opodal Rzymu Aprili, założył ją tam właśnie i po dziś dzień się tam ona znajduje. Miejscowość Aprilia słynie na cały świat z motocykli wyścigowych o tej samej nazwie, w tamtym wypadku chodzi jednak o Aprilię położoną opodal Wenecji, a głośniki Zingali powstają w Aprili koło Rzymu; znacznie większej i bardziej w sensie geograficznym znanej. Poza tym fabryka motocykli zdążyła się już przenieść gdzie indziej, a głośniki wciąż powstają gdzie powstawały.

Pierwsza dekada istnienia Zingali Acoustic to lata współpracy ze sławnym wytwórcą głośników JBL, które z pewnymi modyfikacjami w monitorach Zingali były montowane. W międzyczasie Mr Giuseppe prowadził jednak badania własne, a dotyczyły one nie głośników tradycyjnych tylko tubowych. W ramach tych badań powstało objęte patentem rozwiązanie o nazwie „Omniray”, wyróżniające się od strony wyglądu byciem tubą zatopioną w obudowie a nie wystającą poza nią, a od strony technicznej byciem tubami potrafiącymi lepiej niż dotychczasowe łączyć tony średnie z wysokimi, bardziej przy tym wielokierunkowo i równomierniej śląc fale akustyczne w przestrzeń, i w dodatku przy udziale mniejszych zniekształceń.

Głośniki tubowe z technologią Omniray pojawiły się w 1996 roku i z miejsca odniosły wielki sukces. Zdobyły nagrody i pozyskały klientelę, wynosząc jednocześnie swego producenta na szerokie wody międzynarodowego głośnikowego biznesu.

P1102065-nagrody HiFiPhilosophyP1102066-nagrody HiFiPhilosophyP1102069-nagrody HiFiPhilosophy

 

 

 

 

Na sukces Omniray zareagował także kooperujący z Zingali JBL, proponując zacieśnienie współpracy i montaż nowo wynalezionych tub w swoich wyrobach, na co Zingali jednak nie przystało i poszło swoją drogą. Droga ta okazała się zrazu daleka, bo powiodła przez Japonię, gdzie pozyskano dystrybutora i gdzie w 1997 roku jeden z wyrobów firmy zaopatrzony w nową technologię – monitory 95-215 – zdobył nagrodę najważniejszego tamtejszego audiofiskiego periodyku Stereo Sound. To otworzyło szeroko drzwi do dalszej kariery, z czego Zingali nie omieszkało skorzystać. W efekcie stało się wraz z Sonus Faber i Franco Serbrin jednym z trzech czołowych włoskich producentów luksusowych głośników, rozpoznawanym na całym świecie. Firma ma na koncie ponad 85 modeli różnej wielkości i przeznaczenia, oferując zarówno malutkie jak i ogromne, profesjonalne i audiofilskie, dla melomanów i miłośników kina domowego, a także estradowe pod inną marką.

Stosunkowo niedawno na celowniku Zingali znalazła się też Polska, gdzie dystrybutorem została firma GFmod z Częstochowy. Wspólnym wysiłkiem producenta i dystrybucji na ostatnim Audio Show zaprezentowano wysokiej klasy tor w oparciu o głośniki Zingali Twenty 1.12 Evo, którego miałem przyjemność słuchać i który został na łamach HiFi Philosophy dość szczegółowo opisany. Niewątpliwie pośród całej menażerii zgromadzonej na warszawskiej wystawie przykuwał uwagę i w sposób szczególny częstował magią, a przy tym czarował nietuzinkowym wyglądem. Bo, jak już wspomniałem, obok brzmienia wyróżnia głośniki Zingali nietypowy wygląd tub nurkujących w obudowę a nie strzelających poza nią, a wszystko to na bazie wyjątkowo eleganckiej drewnianej konstrukcji.

P1102069-nagrody HiFiPhilosophyNa prezentacji wystawowej walka o polski rynek i popularność na nim wcale się dla Zingali nie zakończyła. Wystosowano zaproszenie do polskiej prasy branżowej, by jej przedstawiciele mogli u źródła zapoznać się z dokonaniami firmy, osobiście poznać jej twórcę oraz posłuchać najbardziej prestiżowych a także najbardziej oryginalnych produktów. W efekcie pod przewodnictwem polskiego dystrybutora – Bartłomieja Nowaka – uformowała się waleczna grupa zjednoczona pod hasłem „Poznajemy Zingali”, która wsadzona została do samolotu i poleciała do Rzymu na rekonesans. A ponieważ w niej byłem, miód i wino tam piłem, to i pozwolę sobie nieco powspominać.

P1102072-zingali HiFiPhilosophy   Zimno w tym Rzymie było  wcale nie mniejsze niż w Modlinie, skąd był odlot, a palmy rosną tam jedynie dla niepoznaki. W ogóle droga z Rzymu do Aprili całkiem była swojska i nawet dziury w niej oraz źle wypoziomowane studzienki kanalizacyjne takie same. W końcu wszyscy należymy do jednej Unii, no nie? Domy tylko średnio biorąc trochę są tam większe i o bardziej płaskich dachach, ale jedyna prawdziwa różnica to drzewa. Te są zupełnie inne, a cała reszta podobna, o ile nie liczyć języka. Mówią tam bowiem po włosku, całkiem niepotrzebnie, bo tylko ich przez to nie można zrozumieć.

Maestro Zingali pomknął z Kolegą Nowakiem sportowym Mercedesem, a my musieliśmy się tłuc jakąś Alfą, co wydało mi się niesprawiedliwe. Alfa miała jednak porządne zawieszenie i nowe amortyzatory – to muszę jej przyznać – i zaraz pomyślałem o własnej Balbince, że też jej się takie należą. (Własnego Saaba nazwałem Sabinką, co nie spodobało się żonie, tak więc zmuszony zostałem przemianować go na Balbinkę, która nie wiedzieć czemu okazała się mniej irytująca, chociaż też irytuje.) Prowadzący Alfę jeden ze współpracowników Pana Zingali jechał po skandynawsku, to znaczy tak zgodnie z przepisami, że już bardziej się nie da, a w efekcie Mercedes Maestro Zingali przemknął koło nas niczym strzała, co wydało mi się jeszcze bardziej niesprawiedliwe. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy jednak gdzie trzeba, uformowali odział szturmowy złożony z ośmiu polskich i dwóch włoskich osób i przystąpili do działania. Dodam tylko, że dwie włoskie osoby to sam Maestro Giuseppe i szef jego marketingu Pan Yair Wahal, którego miałem przyjemność poznać na Audio Show i który jest przemiłym człowiekiem autentycznie kochającym muzykę a także bardzo się na niej znającym, czego dowodem fakt, że pracował jako realizator nagrań.

P1102077-zingali-showroom HiFiPhilosophyZwiedzanie zaczęliśmy od Zingali Hall of Fame, gdzie na purpurowych dywanach w otoczeniu inscenizacyjnego przepychu prezentują się najbardziej pamiętne dokonania marki, od pierwszych głośników z technologią Omniray poczynając poprzez te najsławniejsze i odnoszące największe sukcesy, aż po współczesne oraz przykryte zasłonami modele czekające dopiero na premierę. Było tam tego trochę, co można podziwiać na zdjęciach. Nie widać wprawdzie na nich projektów przedpremierowych, bo nie wolno ich było fotografować, ale że premiera będzie miała miejsce już na najbliższym Audio Show w Monachium, więc niedługo wszyscy je ujrzą.

Podziwianie głośnikowego muzeum to rzecz niewątpliwie ciekawa i cenna poznawczo, ale nie ma to wszak jak słuchanie, któremu głośniki są przeznaczone. A że z salą ekspozycyjną najsławniejszych pamiątek, niektórych wyrobów obecnych oraz tych, które atakować będą rynek w niedalekiej przyszłości sąsiadowała sala odsłuchowa, do niej po pewnym czasie przeniosło się grono zwiedzających i oprowadzających. W sporym, wyłożonym dywanem i obłożonym na ścianach kotarami, a także opatrzonym sufitowymi ustrojami akustycznymi pomieszczeniu prezentowały się szczytowe dla obecnej produkcji głośniki trójdrożne Zingali 3.18 – wysokie na chłopa, ważące po 120 kg i wyposażone w 18 calowy woofer oraz królującą pośrodku tubę Omniray. Mocy potrafią oddawać 1000 Watów i przenosić pasmo 28 Hz do 20 kHz przy stromiźnie narastania 12 dB na oktawę. Zasilały je na zmianę dwa źródła; liczący już wiele wiosen królewski niegdyś i wciąż, jak to się mówi – dający radę – odtwarzacz Sony SCD-777ES oraz potężny gramofon M-Vogue. Stopień wzmocnienia stanowił pasywny przedwzmacniacz autorstwa samego Zingali o osobnych potencjometrach dla każdego kanału, a końcówkę mocy Nelson Pass Alef 4. Wszystko to okablowane zostało przez van den Hula i nie pozostawało nic tylko siadać i słuchać. Zasiadłem tedy pospołu z innymi i posłuchałem.

P1102080-zingali-client-evo-3.18 HiFiPhilosophyOdnośnie dźwięku. Ten był duży, z pogłosem i potężnym basem schodzącym na podłogę i wprawiającym ją w wibrację przy wysokich poziomach głośności, a od takich odsłuch się zaczął. Nie był jednak ten bas w typie subwooferowym tylko właśnie głośnikowy, ale bardzo nisko schodzący. Nie taki po bałaganiarsku rozlany, wszędzie obecny i wydudniony, tylko precyzyjny i rozdzielczy. Wyjątkowa była przy tym głębia brzmienia, a całość prezentowała się w typie koncertowym i estradowym. Źródła duże, zwłaszcza instrumenty, ale raczej nieprzesadnie; tak na samej granicy, a może ciut za, ale inni byli zdania, że nie, tak więc nie będę się upierał, bo to kolega Budyń jest estradowcem z zespołu Video a nie ja, a to właśnie z kolegą Budyniem wymienialiśmy w tej sprawie poglądy.

P1102121-zingali HiFiPhilosophy   Widniejące na papierze 20 kHz może stwarzać wrażenie, że głośniki mają sopranową ekstensją w jakimś stopniu powściągniętą, bo inni zapisują sobie w papierach więcej, ale mylny to trop, prowadzący do błędnej konkluzji. Góra była bez żadnych ograniczeń i do tego bardzo strzelista, cykająca, taka z kształtu na pik a nie otwarty parasol, że się obrazowo wyrażę. Wspaniale dźwięczne były talerze i to wszystko co zadźwięczeć potrafi, do tego stopnia, że kolega Budyń znowu popadł w zachwyt i krzyczał, że gra mu to całkiem jak na koncercie. Co do mnie, to byłbym odrobinę ostrożniejszy, bo brzmienie fortepianu wydało mi się trochę za bardzo idące ku górze i jednocześnie ku dołowi, a nie dość skupione na wewnętrznej przestrzenności i dźwięczności tego instrumentu, co nasunęło mi się w kontekście brzmienia systemu prezentowanego przez Audiofast na Audio Show, w którym prym wiodły głośniki Wilson Audio Alexia. To natomiast bliższe było stylowi innych włoskich głośników – Franco Serblin Ktema – traktując górę pasma bardziej strzeliście i kładąc większy nacisk na wysokość brzmienia niż jego rozciągnięcie przestrzenne. Wszystko to są oczywiście dywagacje na poziomie stratosferycznym i uwagi odniesione do pretendentów w walce o dźwiękowe mistrzostwa świata, co należy brać pod uwagę i na co trzeba przyjmować poprawkę, bo nie chodzi tu o zastrzeżenia zasadnicze i tylko o proponowany styl i formę. A niezależnie od tego bas i tak nad sopranami przeważał, podobnie jak miało to miejsce w przypadku głośników Zeta Zero. Tak to już jest kiedy ma się na stanie wielki głośnik basowy, bo takie głośniki lubią dominować i trudno im to wybić z głowy. Ale tyle się wciąż słyszy o tym brakującym basie, no więc tutaj go naprawdę nie brakowało i można w nim było kąpać hipopotama.

W porównaniu z tym co słyszałem na Audio Show od głośników Zingali Twenty 1.12 Evo, słabsza była scena, a to za sprawą niedopasowania wielkości pomieszczenia do skali głośników. Za blisko stały ściany i przestrzeń przed nimi była za mała. W efekcie dźwięk był wszechobecny, zwłaszcza przy dużych poziomach głośności. W ogóle za głośno zrazu to było puszczane i dopiero po pewnym czasie udało się uzyskać odsłuchy na bardziej dopasowanym do warunków otoczenia poziomie głośności, a wówczas scena się wykształciła, stereofonia nabrała wyrazu, a źródła dźwięku zaczęły się pojawiać w bardzo nieoczekiwanych miejscach, budząc zaskoczenie i uśmiech zadowolenia. Kapitalną te głośniki potrafią grać sceną, tylko trzeba o to zadbać.

P1102132-zingali-zero HiFiPhilosophyPoza tym imponowała dynamika. Przejścia dynamiczne były każdorazowo okazją do popisów, a że dynamikę cenię sobie szczególnie, miałem z tego wielką frajdę. Świetnej wokalizie, potrafiącej perfekcyjnie oddawać emocje, towarzyszyła piękna materializacja strun skrzypiec, ale najlepsze wrażenie robiła wiolonczela i kontrabas, których dolne rejestry były zachwycające. Słyszałem całe wykłady o tym jak to nie da się na głośnikach oddać prawdziwego brzmienia kontrabasu, ale sam nie miałem zastrzeżeń, Zingali 3.18 potrafią to bardzo dobrze.

Przy tego rodzaju traktowaniu wysokich tonów – z iskrą, błyskiem i połyskiem – detaliczność całego przekazu nie mogła być inna niż wybitna i taką rzeczywiście była. Zdolność przenikania w nagranie i docierania do jego najgłębszych pokładów nie pozostawiała miejsca na żadną krytykę. W efekcie wszystko było namacalne, drobiazgowo oddane i ozdobione iskrami sopranów oraz potęgą basu.

Płyta nagrana specjalnie dla samego Zingali uwypukliła z kolei szybkość z jaką to grało. Narastanie dźwięków było błyskawiczne – realistycznie natychmiastowe. Poprosiłem jeszcze o puszczenie Montserrat Cabale, z którą przewędrowałem ostatni Audio Show i wówczas okazało się, że pierwszy plan jest dość daleko odsunięty, a system nie stara się o upiększanie. Archaiczność nagrań pochodzących z lat 60-tych ujawniona została bez żadnego maskowania, scena poukładała się perfekcyjnie, a struny harfy okazały jak należy strunami a nie jakimiś tylko błyskami wysokich tonów. Tak to jest jak nie słuchać znanych sobie nagrań – obraz nie wyłania się wówczas poprawny, bo co płyta to inny świat. W tym kontekście poprosiłem jeszcze o udział w tych badaniach dziewczyny z Ipanemy, która okazała się śpiewać bardzo naturalnie i czysto. W przekazie czuć było dużo powietrza, nieograniczoną swobodę artykulacji i kapitalną dynamikę. Połączenie delikatności kobiecego głosu i ogromnej skali dynamicznej sprawiało niezapomniane wrażenie.

P1102204-zingali-premiere HiFiPhilosophyNamacalność bossa novy okazała się przy tym lepsza niż w przypadku płyty operowej, co dokładnie odpowiadało jakości samych nagrań, aczkolwiek saksofon Stana Getza jak na moje oczekiwania był minimalnie za gładki, co wynikało zapewne ze sposobu obróbki sygnału przez odtwarzacz i sposobu jego przesyłania przez kable van den Hula. Przy okazji zauważyłem, że scena staje się tym lepsza im nagrania odtwarzane są ciszej (ma się rozumieć w pewnym zakresie), co było oczywistym następstwem relacji pomiędzy wielkością sali a wielkością głośników. Scena w zależności od płyty zmieniała się przy tym jak kameleon, raz będąc lepszą, raz gorszą, co okazało się zależeć od stopnia zdefiniowania stereofonii. Im ta była wyraźniejsza, tym scena wypadała lepiej. Za to muzykalność, dynamika i detaliczność pozostawały nieodmiennie znakomite, częstując każdorazowo słuchacza fajerwerkami popisów. Niezależnie także od bardzo zawsze mocnego basu i strzelającej w niebo góry dobrze wiązało się całe pasmo, co śmiało złożyć można na karb obecności tuby Omniray. Nie było to związanie aż tak dobre jak u Reference 3A (jeden głośnik poniżej sopranów) czy w Zetach (jeden głośnik powyżej basu), ale niewątpliwie godne odnotowania.

P1102158-zingali-fabryka HiFiPhilosophy   Z sali odsłuchowej powędrowaliśmy do części fabrycznej, złożonej z czterech wielkich hal, po kilkaset metrów powierzchni i kilkanaście wysokości każda. Cisza w nich panowała i spokój po godzinach pracy, można więc było bez obaw o przeszkadzanie oglądać wielkie obrabiarki numeryczne SMC Ergon, jedne z najlepszych na świecie i kosztujące po milion Euro za sztukę, a także komory lakiernicze, identyczne jak te, których używa inna duma Italii – Ferrari. Najbardziej interesujące było jednak laboratorium i to co się w nim znajdowało. A znajdowała się tam para głośników wykonywanych specjalnie na zamówienie japońskiego multimilionera; głośników jeszcze nikomu dotąd nie oferowanych i przewidzianych jako część oferty Zingali dopiero w późniejszym terminie. Miały konstrukcję zbliżoną kształtem do flagowych kolumn JBL prezentowanych na Audio Show w 2012 roku, to znaczy postać nie tyle kolumn co wielkich skrzyń o szerszej podstawie niż wysokości, z tym, że dwa wielkie głośniki były u Zingali umieszczone nad sobą a nie jak u JBL obok siebie. Zwracał też uwagę umieszczony na wierzchu obudowy potężny dyfuzor, którego zadaniem było porządkowanie charakterystyk poszczególnych częstotliwości. Całość była jeszcze w stanie surowym w sensie lakierniczego wykończenia, ale już na etapie pomiarów odsłuchowych. Podpięta była więc kablami przemysłowymi do profesjonalnego wzmacniacza zasilanego, ku zaskoczeniu wszystkich, sygnałem przez leciwy odtwarzacz CD Denona. Maestro Zingali zwrócił gościom uwagę na gigantyczną dynamikę tych głośników, idącą w setki tysięcy decybeli, i to nie na papierze tylko w pomiarach. Zakazał stanowczo fotografowania, bo klient kategorycznie wykluczył jakiekolwiek widoki swojego zamówienia w prasie czy gdziekolwiek indziej, oszacował cenę końcową na dwieście tysięcy Euro, a następnie pozwolił posłuchać. Odsłuch był bardzo krótki i bardzo głośny, a warunki dalekie od optimum, ale zaryzykuję twierdzenie, że był to najlepszy dźwięk z głośników jaki słyszałem. Tak, właśnie, z tego starego Denona i po przemysłowych kablach. Gruchnęła żywa muzyka, muzyka realna po sam szczyt i od samego dna. Prawdziwa jak upadek  i piękna jak zwycięstwo. Ten japoński milioner będzie miał pociechę ze swoich dobrze wydanych pieniędzy, bez cienia wątpliwości.

P1102152-zingali-fabryka HiFiPhilosophyCóż jeszcze dodać? Kolumny Zingali powstają z kalifornijskiego „żółtego drzewa” o wielkiej gęstości i twardości, a budowę wewnętrzną mają bardzo skomplikowaną. Montowane w nich głośniki produkowane są przez także włoską B & C, a wykończenie lakiernicze można wybierać jakie kto tylko zamarzy. Zwraca się przy tym uwagę na wysoką jakość wewnętrznego okablowania i kondensatorów, a technologia Omniray tylko im jest swoista. W najbliższym czasie będą też debiutowały takie o innym kształcie kielicha tuby. Sam producent wygrzewa swoje wyroby tylko przez osiem godzin, po czym mierzy parametry przy pomocy najlepszych na świecie mikrofonów od Bruel & Kjaer i jeśli odpowiadają normom kieruje do sprzedaży. Teraz także w Polsce.

Wszystko zwiedziwszy, wszystkiego posłuchawszy – w tym także szykowanych do sprzedaży małych głośniczków nabiurkowych o niemałej przewidywanej cenie dziesięciu tysięcy złotych za parę, a także wielkich głośników dla kina domowego, które sprawiły na mnie świetne wrażenie, dając dźwięk dookólny bez stosowania rozsianych po sali satelitów – ekipa wsiadła na powrót w samochody i udała się na wspólną kolację. Kolacja była zaś znakomita, a wino lało się podczas niej obficie. Grono recenzentów dzieliło się wrażeniami, rozprawiało o przeszłych i przyszłych losach audiofilskiego świata i dopytywało gospodarzy o ostatnie nie do końca wyjaśnione sprawy. Ubolewano nad losem Sonus Fabera, pozbawionego sternika i kapitana, przepowiadano przyszłość plikom i całemu rynkowi muzycznych nagrań, stoczono zażartą debatę wokół kwestii praw autorskich, przeplatając ją zachwytami nad serwowanym Carbonare – i nie doszedłszy do konsensusu w węższym gronie przeniesiono te spory na hotelowy taras.

P1102176-zingali-client-evo HiFiPhilosophy   A rano pożegnanie z gospodarzami, do samolotu i do domu. Z domu zaś raz jeszcze podziękowania dla organizatora i gościnnych gospodarzy.

Viva Zingali, viva Italia! Dziękujemy za gościnę!

Pozdrowienia dla pozostałych uczestników.

 

 

Polskim dystrybutorem kolumn marki Zingali Acoustics jest firma:

Sklep_GFmod

Pokaż artykuł z podziałem na strony

11 komentarzy w “Zingali Acoustics – Relacja z wyprawy

  1. boss pisze:

    Pytanie do autora. Czy miałby Pan ochotę na udzial w teście Abx, w którym kilku audiofili udowodniłoby niedowiarkom, że slyszą różnicę między przewodem zasilającym za 3000zł a tqkim z marketu za 30zł? Nadmieniam,że test będzie filmowany a jego wyniki I przebieg wraz z nazwiskami uczestników będą opublikowane w internecie I w prasie. Pozdrawiam

  2. boss pisze:

    Przy okazji można urządzić ślepy test interkonektów.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Ochota to za duże słowo. Kwestię kabli zasilających jak dotąd starannie pomijałem, co nie znaczy, że uważam ją za nieistotną. Tyle tylko, że sam siebie jeszcze pod tym względem nie testowałem, bo nie było czasu ani warunków. W najbliższym czasie, to znaczy na przestrzeni jakiegoś miesiąca, będę pisał recenzję jednego z najlepszych (jak należy domniemywać) kondycjonerów prądu, a przy okazji coś w rodzaju testu kabli zasilających planuję. Mam jednak w tej materii dużo ambitniejsze plany, tylko czas nie pozwala na ich realizację. Myślę jednak, że w ciągu najbliższego roku uda się je zrealizować. Szczegółów nie zdradzę, bo nie chcę podpowiadać pomysłów konkurencji. Ale powinno być bardzo ciekawie i dosyć miarodajnie. Co do testów ABX, to wyraziłem o nich swoje stanowisko w obszernym tekście. Ale jak ktoś chce do mnie przyjechać z kablami i się wraz ze mną pobawić w testowanie, to zapraszam.

  4. robgee pisze:

    skoro nie słychać czegoś w teście abx to nie warto przepłacać, no ale wiadomo jak juz ktos kupi kabel za $$$ to nie wypada powiedzieć ze nie ma różnicy 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ciekaw jestem ile razy jeszcze będę słyszał tą śpiewkę. Jestem dokładnie przeciwnego zdania. Testy ABX o niczym nie przesądzają.

      1. Maciej pisze:

        Przesadzający o jakości jest na pewno fakt, że kiedy czegoś się pozbywamy po odsłuchach to czegoś nam zaczyna zwyczajnie brakować w dźwięku.

  5. boss pisze:

    Zastanawia mnie tylko czy jest sens kupować (bo produkować I sprzedawać napewno jest) listwę za 3000zł skoro przewód w ścianie jest po 3zł za metr a miedź nie zmienia swoich parametrów nawet wtedy gdy się ją ładnie owinie I doda pozłacane wtyki.

    1. Piotr Ryka pisze:

      A to jest ciekawe zagadnienie, o którym rozmawiałem już ze specjalistami. Jutro coś o tym napiszę, bo teraz nie mam czasu.

    2. Maciej pisze:

      Spojrzałbym na to w ten sposób: skoro w samym urządzeniu dbamy o jakość kabli, to teraz jeśli cały nasz system potraktujemy jako jedno urządzenie – to nagle się okazuje, że te połączenia i ich jakość/synergia lub przeciwdziałanie mają znaczenie. A to że w ścianie jest kabel za 3pln, nie ma aż tak wielkiego znaczenia, ponieważ nasz ‚system’ zaczyna się od listwy poczynając.
      Ale to kwestia osobista, nie ma co szaleć z wydatkami, podstawa to sprawdzenie na własnej skórze. Ja dopiero jestem na etapie słuchania kabli za ok 1000pln… Droga rozwoju trwa i sam się łapię czasem, że moje mądrości sprzed paru lat uległy uzupełnieniu.

  6. Piotr Ryka pisze:

    Wracam do wczorajszej obietnicy. Pytanie, na jaką cholerę komu kabel zasilający kosztujący majątek w sytuacji kiedy domowa instalacja elektryczna to cienkie przewody ze słabo oczyszczonej miedzi, a instalacja uliczna to skrętka przewodów aluminiowych, wydaje się bardzo sensowne. Logicznie biorąc mamy tu do czynienia z absurdem: najpierw kilometry lichych przewodów, a na ich końcu metr albo półtora jakiejś wymyślnie poskręcanej grubej i bardzo czystej miedzi czy srebra z Bóg wie jaką izolacją na okrasę; i żądają za to wielu tysięcy, bo to podobno wpływa. Ale jak może wpływać? Czy jak do sznurowadła dołożę na końcu centymetr linki, to lepiej zawiążę buty?
    Tego rodzaju pytanie zadałem kilku fachowcom – inżynierom elektronikom i fizykom. Odpowiedzią był uśmiech politowania i prośba o popatrzenie na błyskawicę. Niech pan popatrzy jak płynie prąd. Widział pan błyskawicę? I co, schodziła po linii prostej z nieba do ziemi? Uporządkowanie przepływu prądu to bardzo złożone zagadnienie, a duże przekroje dodane na końcu cienkich kabli wcale nie są bez sensu. Stanowią magazyn energii i coś w rodzaju kondensatora. Kiedy system na ułamek sekundy potrzebuje zwiększonego poboru, albo kiedy skutkiem naturalnych zakłóceń, których ilustracją może być złożony kształt błyskawicy, dopływ staje się na ułamek sekundy mniejszy, taki gruby kabel może dosłać brakującą ilość, dzięki czemu układ elektryczny pracuje bardziej równomiernie, cały czas otrzymując żądaną wielkość energii.
    Taką dostałem odpowiedź od specjalistów. A co na to testy odsłuchowe – nie wiem, bo ich nie przeprowadzałem. O tak zwanych „wrażeniach” nie chcę pisać, bo rzecz wymaga skupienia i wielu powtórzeń, a także długich porównawczych odsłuchów, a nie luźnych impresji na zasadzie „odniosłem wrażenie” , „tak mi się zdawało”.

  7. johan pisze:

    odnośnie kabli, podczas ślepego testu kabli w którym brałem udział z kolegą, trudno było jednoznacznie określić różnice, cos tam bylo słychać ale bardziej była to tylko sugestia związana z przełączeniem z kabla a na b itd.

    natomiast w kolejnym ślepym porównaniu brały udział tylko bezpieczniki ( w dacu), zmieniane przypadkowo (A- zwykły, B-hiednodowy), wszyscy wskazali jednoznacznie iz z bezpiecznikiem B gra inaczej (lepiej)nikt tez nie wiedział który bezpiecznik jest hiendowy.

    sprzęt to wzm. calyx cti, tentlabs bdac, pmc tb2i + w pełni akustycznie zaadaptowany pokój.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy