Zingali Acoustics – Relacja z wyprawy

P1102121-zingali HiFiPhilosophy   Widniejące na papierze 20 kHz może stwarzać wrażenie, że głośniki mają sopranową ekstensją w jakimś stopniu powściągniętą, bo inni zapisują sobie w papierach więcej, ale mylny to trop, prowadzący do błędnej konkluzji. Góra była bez żadnych ograniczeń i do tego bardzo strzelista, cykająca, taka z kształtu na pik a nie otwarty parasol, że się obrazowo wyrażę. Wspaniale dźwięczne były talerze i to wszystko co zadźwięczeć potrafi, do tego stopnia, że kolega Budyń znowu popadł w zachwyt i krzyczał, że gra mu to całkiem jak na koncercie. Co do mnie, to byłbym odrobinę ostrożniejszy, bo brzmienie fortepianu wydało mi się trochę za bardzo idące ku górze i jednocześnie ku dołowi, a nie dość skupione na wewnętrznej przestrzenności i dźwięczności tego instrumentu, co nasunęło mi się w kontekście brzmienia systemu prezentowanego przez Audiofast na Audio Show, w którym prym wiodły głośniki Wilson Audio Alexia. To natomiast bliższe było stylowi innych włoskich głośników – Franco Serblin Ktema – traktując górę pasma bardziej strzeliście i kładąc większy nacisk na wysokość brzmienia niż jego rozciągnięcie przestrzenne. Wszystko to są oczywiście dywagacje na poziomie stratosferycznym i uwagi odniesione do pretendentów w walce o dźwiękowe mistrzostwa świata, co należy brać pod uwagę i na co trzeba przyjmować poprawkę, bo nie chodzi tu o zastrzeżenia zasadnicze i tylko o proponowany styl i formę. A niezależnie od tego bas i tak nad sopranami przeważał, podobnie jak miało to miejsce w przypadku głośników Zeta Zero. Tak to już jest kiedy ma się na stanie wielki głośnik basowy, bo takie głośniki lubią dominować i trudno im to wybić z głowy. Ale tyle się wciąż słyszy o tym brakującym basie, no więc tutaj go naprawdę nie brakowało i można w nim było kąpać hipopotama.

W porównaniu z tym co słyszałem na Audio Show od głośników Zingali Twenty 1.12 Evo, słabsza była scena, a to za sprawą niedopasowania wielkości pomieszczenia do skali głośników. Za blisko stały ściany i przestrzeń przed nimi była za mała. W efekcie dźwięk był wszechobecny, zwłaszcza przy dużych poziomach głośności. W ogóle za głośno zrazu to było puszczane i dopiero po pewnym czasie udało się uzyskać odsłuchy na bardziej dopasowanym do warunków otoczenia poziomie głośności, a wówczas scena się wykształciła, stereofonia nabrała wyrazu, a źródła dźwięku zaczęły się pojawiać w bardzo nieoczekiwanych miejscach, budząc zaskoczenie i uśmiech zadowolenia. Kapitalną te głośniki potrafią grać sceną, tylko trzeba o to zadbać.

P1102132-zingali-zero HiFiPhilosophyPoza tym imponowała dynamika. Przejścia dynamiczne były każdorazowo okazją do popisów, a że dynamikę cenię sobie szczególnie, miałem z tego wielką frajdę. Świetnej wokalizie, potrafiącej perfekcyjnie oddawać emocje, towarzyszyła piękna materializacja strun skrzypiec, ale najlepsze wrażenie robiła wiolonczela i kontrabas, których dolne rejestry były zachwycające. Słyszałem całe wykłady o tym jak to nie da się na głośnikach oddać prawdziwego brzmienia kontrabasu, ale sam nie miałem zastrzeżeń, Zingali 3.18 potrafią to bardzo dobrze.

Przy tego rodzaju traktowaniu wysokich tonów – z iskrą, błyskiem i połyskiem – detaliczność całego przekazu nie mogła być inna niż wybitna i taką rzeczywiście była. Zdolność przenikania w nagranie i docierania do jego najgłębszych pokładów nie pozostawiała miejsca na żadną krytykę. W efekcie wszystko było namacalne, drobiazgowo oddane i ozdobione iskrami sopranów oraz potęgą basu.

Płyta nagrana specjalnie dla samego Zingali uwypukliła z kolei szybkość z jaką to grało. Narastanie dźwięków było błyskawiczne – realistycznie natychmiastowe. Poprosiłem jeszcze o puszczenie Montserrat Cabale, z którą przewędrowałem ostatni Audio Show i wówczas okazało się, że pierwszy plan jest dość daleko odsunięty, a system nie stara się o upiększanie. Archaiczność nagrań pochodzących z lat 60-tych ujawniona została bez żadnego maskowania, scena poukładała się perfekcyjnie, a struny harfy okazały jak należy strunami a nie jakimiś tylko błyskami wysokich tonów. Tak to jest jak nie słuchać znanych sobie nagrań – obraz nie wyłania się wówczas poprawny, bo co płyta to inny świat. W tym kontekście poprosiłem jeszcze o udział w tych badaniach dziewczyny z Ipanemy, która okazała się śpiewać bardzo naturalnie i czysto. W przekazie czuć było dużo powietrza, nieograniczoną swobodę artykulacji i kapitalną dynamikę. Połączenie delikatności kobiecego głosu i ogromnej skali dynamicznej sprawiało niezapomniane wrażenie.

P1102204-zingali-premiere HiFiPhilosophyNamacalność bossa novy okazała się przy tym lepsza niż w przypadku płyty operowej, co dokładnie odpowiadało jakości samych nagrań, aczkolwiek saksofon Stana Getza jak na moje oczekiwania był minimalnie za gładki, co wynikało zapewne ze sposobu obróbki sygnału przez odtwarzacz i sposobu jego przesyłania przez kable van den Hula. Przy okazji zauważyłem, że scena staje się tym lepsza im nagrania odtwarzane są ciszej (ma się rozumieć w pewnym zakresie), co było oczywistym następstwem relacji pomiędzy wielkością sali a wielkością głośników. Scena w zależności od płyty zmieniała się przy tym jak kameleon, raz będąc lepszą, raz gorszą, co okazało się zależeć od stopnia zdefiniowania stereofonii. Im ta była wyraźniejsza, tym scena wypadała lepiej. Za to muzykalność, dynamika i detaliczność pozostawały nieodmiennie znakomite, częstując każdorazowo słuchacza fajerwerkami popisów. Niezależnie także od bardzo zawsze mocnego basu i strzelającej w niebo góry dobrze wiązało się całe pasmo, co śmiało złożyć można na karb obecności tuby Omniray. Nie było to związanie aż tak dobre jak u Reference 3A (jeden głośnik poniżej sopranów) czy w Zetach (jeden głośnik powyżej basu), ale niewątpliwie godne odnotowania.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

11 komentarzy w “Zingali Acoustics – Relacja z wyprawy

  1. boss pisze:

    Pytanie do autora. Czy miałby Pan ochotę na udzial w teście Abx, w którym kilku audiofili udowodniłoby niedowiarkom, że slyszą różnicę między przewodem zasilającym za 3000zł a tqkim z marketu za 30zł? Nadmieniam,że test będzie filmowany a jego wyniki I przebieg wraz z nazwiskami uczestników będą opublikowane w internecie I w prasie. Pozdrawiam

  2. boss pisze:

    Przy okazji można urządzić ślepy test interkonektów.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Ochota to za duże słowo. Kwestię kabli zasilających jak dotąd starannie pomijałem, co nie znaczy, że uważam ją za nieistotną. Tyle tylko, że sam siebie jeszcze pod tym względem nie testowałem, bo nie było czasu ani warunków. W najbliższym czasie, to znaczy na przestrzeni jakiegoś miesiąca, będę pisał recenzję jednego z najlepszych (jak należy domniemywać) kondycjonerów prądu, a przy okazji coś w rodzaju testu kabli zasilających planuję. Mam jednak w tej materii dużo ambitniejsze plany, tylko czas nie pozwala na ich realizację. Myślę jednak, że w ciągu najbliższego roku uda się je zrealizować. Szczegółów nie zdradzę, bo nie chcę podpowiadać pomysłów konkurencji. Ale powinno być bardzo ciekawie i dosyć miarodajnie. Co do testów ABX, to wyraziłem o nich swoje stanowisko w obszernym tekście. Ale jak ktoś chce do mnie przyjechać z kablami i się wraz ze mną pobawić w testowanie, to zapraszam.

  4. robgee pisze:

    skoro nie słychać czegoś w teście abx to nie warto przepłacać, no ale wiadomo jak juz ktos kupi kabel za $$$ to nie wypada powiedzieć ze nie ma różnicy 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ciekaw jestem ile razy jeszcze będę słyszał tą śpiewkę. Jestem dokładnie przeciwnego zdania. Testy ABX o niczym nie przesądzają.

      1. Maciej pisze:

        Przesadzający o jakości jest na pewno fakt, że kiedy czegoś się pozbywamy po odsłuchach to czegoś nam zaczyna zwyczajnie brakować w dźwięku.

  5. boss pisze:

    Zastanawia mnie tylko czy jest sens kupować (bo produkować I sprzedawać napewno jest) listwę za 3000zł skoro przewód w ścianie jest po 3zł za metr a miedź nie zmienia swoich parametrów nawet wtedy gdy się ją ładnie owinie I doda pozłacane wtyki.

    1. Piotr Ryka pisze:

      A to jest ciekawe zagadnienie, o którym rozmawiałem już ze specjalistami. Jutro coś o tym napiszę, bo teraz nie mam czasu.

    2. Maciej pisze:

      Spojrzałbym na to w ten sposób: skoro w samym urządzeniu dbamy o jakość kabli, to teraz jeśli cały nasz system potraktujemy jako jedno urządzenie – to nagle się okazuje, że te połączenia i ich jakość/synergia lub przeciwdziałanie mają znaczenie. A to że w ścianie jest kabel za 3pln, nie ma aż tak wielkiego znaczenia, ponieważ nasz ‚system’ zaczyna się od listwy poczynając.
      Ale to kwestia osobista, nie ma co szaleć z wydatkami, podstawa to sprawdzenie na własnej skórze. Ja dopiero jestem na etapie słuchania kabli za ok 1000pln… Droga rozwoju trwa i sam się łapię czasem, że moje mądrości sprzed paru lat uległy uzupełnieniu.

  6. Piotr Ryka pisze:

    Wracam do wczorajszej obietnicy. Pytanie, na jaką cholerę komu kabel zasilający kosztujący majątek w sytuacji kiedy domowa instalacja elektryczna to cienkie przewody ze słabo oczyszczonej miedzi, a instalacja uliczna to skrętka przewodów aluminiowych, wydaje się bardzo sensowne. Logicznie biorąc mamy tu do czynienia z absurdem: najpierw kilometry lichych przewodów, a na ich końcu metr albo półtora jakiejś wymyślnie poskręcanej grubej i bardzo czystej miedzi czy srebra z Bóg wie jaką izolacją na okrasę; i żądają za to wielu tysięcy, bo to podobno wpływa. Ale jak może wpływać? Czy jak do sznurowadła dołożę na końcu centymetr linki, to lepiej zawiążę buty?
    Tego rodzaju pytanie zadałem kilku fachowcom – inżynierom elektronikom i fizykom. Odpowiedzią był uśmiech politowania i prośba o popatrzenie na błyskawicę. Niech pan popatrzy jak płynie prąd. Widział pan błyskawicę? I co, schodziła po linii prostej z nieba do ziemi? Uporządkowanie przepływu prądu to bardzo złożone zagadnienie, a duże przekroje dodane na końcu cienkich kabli wcale nie są bez sensu. Stanowią magazyn energii i coś w rodzaju kondensatora. Kiedy system na ułamek sekundy potrzebuje zwiększonego poboru, albo kiedy skutkiem naturalnych zakłóceń, których ilustracją może być złożony kształt błyskawicy, dopływ staje się na ułamek sekundy mniejszy, taki gruby kabel może dosłać brakującą ilość, dzięki czemu układ elektryczny pracuje bardziej równomiernie, cały czas otrzymując żądaną wielkość energii.
    Taką dostałem odpowiedź od specjalistów. A co na to testy odsłuchowe – nie wiem, bo ich nie przeprowadzałem. O tak zwanych „wrażeniach” nie chcę pisać, bo rzecz wymaga skupienia i wielu powtórzeń, a także długich porównawczych odsłuchów, a nie luźnych impresji na zasadzie „odniosłem wrażenie” , „tak mi się zdawało”.

  7. johan pisze:

    odnośnie kabli, podczas ślepego testu kabli w którym brałem udział z kolegą, trudno było jednoznacznie określić różnice, cos tam bylo słychać ale bardziej była to tylko sugestia związana z przełączeniem z kabla a na b itd.

    natomiast w kolejnym ślepym porównaniu brały udział tylko bezpieczniki ( w dacu), zmieniane przypadkowo (A- zwykły, B-hiednodowy), wszyscy wskazali jednoznacznie iz z bezpiecznikiem B gra inaczej (lepiej)nikt tez nie wiedział który bezpiecznik jest hiendowy.

    sprzęt to wzm. calyx cti, tentlabs bdac, pmc tb2i + w pełni akustycznie zaadaptowany pokój.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy