Zingali Acoustics – Relacja z wyprawy

P1102063-zingali HiFiPhilosophy   Giuseppe Zingali założył swoją szeroko dziś znaną Zingali Acoustic w 1986 roku jako firmę zajmującą się wyrobem głośników studyjnych. A że urodził się, mieszkał i wciąż mieszka w położonej opodal Rzymu Aprili, założył ją tam właśnie i po dziś dzień się tam ona znajduje. Miejscowość Aprilia słynie na cały świat z motocykli wyścigowych o tej samej nazwie, w tamtym wypadku chodzi jednak o Aprilię położoną opodal Wenecji, a głośniki Zingali powstają w Aprili koło Rzymu; znacznie większej i bardziej w sensie geograficznym znanej. Poza tym fabryka motocykli zdążyła się już przenieść gdzie indziej, a głośniki wciąż powstają gdzie powstawały.

Pierwsza dekada istnienia Zingali Acoustic to lata współpracy ze sławnym wytwórcą głośników JBL, które z pewnymi modyfikacjami w monitorach Zingali były montowane. W międzyczasie Mr Giuseppe prowadził jednak badania własne, a dotyczyły one nie głośników tradycyjnych tylko tubowych. W ramach tych badań powstało objęte patentem rozwiązanie o nazwie „Omniray”, wyróżniające się od strony wyglądu byciem tubą zatopioną w obudowie a nie wystającą poza nią, a od strony technicznej byciem tubami potrafiącymi lepiej niż dotychczasowe łączyć tony średnie z wysokimi, bardziej przy tym wielokierunkowo i równomierniej śląc fale akustyczne w przestrzeń, i w dodatku przy udziale mniejszych zniekształceń.

Głośniki tubowe z technologią Omniray pojawiły się w 1996 roku i z miejsca odniosły wielki sukces. Zdobyły nagrody i pozyskały klientelę, wynosząc jednocześnie swego producenta na szerokie wody międzynarodowego głośnikowego biznesu.

P1102065-nagrody HiFiPhilosophyP1102066-nagrody HiFiPhilosophyP1102069-nagrody HiFiPhilosophy

 

 

 

 

Na sukces Omniray zareagował także kooperujący z Zingali JBL, proponując zacieśnienie współpracy i montaż nowo wynalezionych tub w swoich wyrobach, na co Zingali jednak nie przystało i poszło swoją drogą. Droga ta okazała się zrazu daleka, bo powiodła przez Japonię, gdzie pozyskano dystrybutora i gdzie w 1997 roku jeden z wyrobów firmy zaopatrzony w nową technologię – monitory 95-215 – zdobył nagrodę najważniejszego tamtejszego audiofiskiego periodyku Stereo Sound. To otworzyło szeroko drzwi do dalszej kariery, z czego Zingali nie omieszkało skorzystać. W efekcie stało się wraz z Sonus Faber i Franco Serbrin jednym z trzech czołowych włoskich producentów luksusowych głośników, rozpoznawanym na całym świecie. Firma ma na koncie ponad 85 modeli różnej wielkości i przeznaczenia, oferując zarówno malutkie jak i ogromne, profesjonalne i audiofilskie, dla melomanów i miłośników kina domowego, a także estradowe pod inną marką.

Stosunkowo niedawno na celowniku Zingali znalazła się też Polska, gdzie dystrybutorem została firma GFmod z Częstochowy. Wspólnym wysiłkiem producenta i dystrybucji na ostatnim Audio Show zaprezentowano wysokiej klasy tor w oparciu o głośniki Zingali Twenty 1.12 Evo, którego miałem przyjemność słuchać i który został na łamach HiFi Philosophy dość szczegółowo opisany. Niewątpliwie pośród całej menażerii zgromadzonej na warszawskiej wystawie przykuwał uwagę i w sposób szczególny częstował magią, a przy tym czarował nietuzinkowym wyglądem. Bo, jak już wspomniałem, obok brzmienia wyróżnia głośniki Zingali nietypowy wygląd tub nurkujących w obudowę a nie strzelających poza nią, a wszystko to na bazie wyjątkowo eleganckiej drewnianej konstrukcji.

P1102069-nagrody HiFiPhilosophyNa prezentacji wystawowej walka o polski rynek i popularność na nim wcale się dla Zingali nie zakończyła. Wystosowano zaproszenie do polskiej prasy branżowej, by jej przedstawiciele mogli u źródła zapoznać się z dokonaniami firmy, osobiście poznać jej twórcę oraz posłuchać najbardziej prestiżowych a także najbardziej oryginalnych produktów. W efekcie pod przewodnictwem polskiego dystrybutora – Bartłomieja Nowaka – uformowała się waleczna grupa zjednoczona pod hasłem „Poznajemy Zingali”, która wsadzona została do samolotu i poleciała do Rzymu na rekonesans. A ponieważ w niej byłem, miód i wino tam piłem, to i pozwolę sobie nieco powspominać.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

11 komentarzy w “Zingali Acoustics – Relacja z wyprawy

  1. boss pisze:

    Pytanie do autora. Czy miałby Pan ochotę na udzial w teście Abx, w którym kilku audiofili udowodniłoby niedowiarkom, że slyszą różnicę między przewodem zasilającym za 3000zł a tqkim z marketu za 30zł? Nadmieniam,że test będzie filmowany a jego wyniki I przebieg wraz z nazwiskami uczestników będą opublikowane w internecie I w prasie. Pozdrawiam

  2. boss pisze:

    Przy okazji można urządzić ślepy test interkonektów.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Ochota to za duże słowo. Kwestię kabli zasilających jak dotąd starannie pomijałem, co nie znaczy, że uważam ją za nieistotną. Tyle tylko, że sam siebie jeszcze pod tym względem nie testowałem, bo nie było czasu ani warunków. W najbliższym czasie, to znaczy na przestrzeni jakiegoś miesiąca, będę pisał recenzję jednego z najlepszych (jak należy domniemywać) kondycjonerów prądu, a przy okazji coś w rodzaju testu kabli zasilających planuję. Mam jednak w tej materii dużo ambitniejsze plany, tylko czas nie pozwala na ich realizację. Myślę jednak, że w ciągu najbliższego roku uda się je zrealizować. Szczegółów nie zdradzę, bo nie chcę podpowiadać pomysłów konkurencji. Ale powinno być bardzo ciekawie i dosyć miarodajnie. Co do testów ABX, to wyraziłem o nich swoje stanowisko w obszernym tekście. Ale jak ktoś chce do mnie przyjechać z kablami i się wraz ze mną pobawić w testowanie, to zapraszam.

  4. robgee pisze:

    skoro nie słychać czegoś w teście abx to nie warto przepłacać, no ale wiadomo jak juz ktos kupi kabel za $$$ to nie wypada powiedzieć ze nie ma różnicy 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ciekaw jestem ile razy jeszcze będę słyszał tą śpiewkę. Jestem dokładnie przeciwnego zdania. Testy ABX o niczym nie przesądzają.

      1. Maciej pisze:

        Przesadzający o jakości jest na pewno fakt, że kiedy czegoś się pozbywamy po odsłuchach to czegoś nam zaczyna zwyczajnie brakować w dźwięku.

  5. boss pisze:

    Zastanawia mnie tylko czy jest sens kupować (bo produkować I sprzedawać napewno jest) listwę za 3000zł skoro przewód w ścianie jest po 3zł za metr a miedź nie zmienia swoich parametrów nawet wtedy gdy się ją ładnie owinie I doda pozłacane wtyki.

    1. Piotr Ryka pisze:

      A to jest ciekawe zagadnienie, o którym rozmawiałem już ze specjalistami. Jutro coś o tym napiszę, bo teraz nie mam czasu.

    2. Maciej pisze:

      Spojrzałbym na to w ten sposób: skoro w samym urządzeniu dbamy o jakość kabli, to teraz jeśli cały nasz system potraktujemy jako jedno urządzenie – to nagle się okazuje, że te połączenia i ich jakość/synergia lub przeciwdziałanie mają znaczenie. A to że w ścianie jest kabel za 3pln, nie ma aż tak wielkiego znaczenia, ponieważ nasz ‚system’ zaczyna się od listwy poczynając.
      Ale to kwestia osobista, nie ma co szaleć z wydatkami, podstawa to sprawdzenie na własnej skórze. Ja dopiero jestem na etapie słuchania kabli za ok 1000pln… Droga rozwoju trwa i sam się łapię czasem, że moje mądrości sprzed paru lat uległy uzupełnieniu.

  6. Piotr Ryka pisze:

    Wracam do wczorajszej obietnicy. Pytanie, na jaką cholerę komu kabel zasilający kosztujący majątek w sytuacji kiedy domowa instalacja elektryczna to cienkie przewody ze słabo oczyszczonej miedzi, a instalacja uliczna to skrętka przewodów aluminiowych, wydaje się bardzo sensowne. Logicznie biorąc mamy tu do czynienia z absurdem: najpierw kilometry lichych przewodów, a na ich końcu metr albo półtora jakiejś wymyślnie poskręcanej grubej i bardzo czystej miedzi czy srebra z Bóg wie jaką izolacją na okrasę; i żądają za to wielu tysięcy, bo to podobno wpływa. Ale jak może wpływać? Czy jak do sznurowadła dołożę na końcu centymetr linki, to lepiej zawiążę buty?
    Tego rodzaju pytanie zadałem kilku fachowcom – inżynierom elektronikom i fizykom. Odpowiedzią był uśmiech politowania i prośba o popatrzenie na błyskawicę. Niech pan popatrzy jak płynie prąd. Widział pan błyskawicę? I co, schodziła po linii prostej z nieba do ziemi? Uporządkowanie przepływu prądu to bardzo złożone zagadnienie, a duże przekroje dodane na końcu cienkich kabli wcale nie są bez sensu. Stanowią magazyn energii i coś w rodzaju kondensatora. Kiedy system na ułamek sekundy potrzebuje zwiększonego poboru, albo kiedy skutkiem naturalnych zakłóceń, których ilustracją może być złożony kształt błyskawicy, dopływ staje się na ułamek sekundy mniejszy, taki gruby kabel może dosłać brakującą ilość, dzięki czemu układ elektryczny pracuje bardziej równomiernie, cały czas otrzymując żądaną wielkość energii.
    Taką dostałem odpowiedź od specjalistów. A co na to testy odsłuchowe – nie wiem, bo ich nie przeprowadzałem. O tak zwanych „wrażeniach” nie chcę pisać, bo rzecz wymaga skupienia i wielu powtórzeń, a także długich porównawczych odsłuchów, a nie luźnych impresji na zasadzie „odniosłem wrażenie” , „tak mi się zdawało”.

  7. johan pisze:

    odnośnie kabli, podczas ślepego testu kabli w którym brałem udział z kolegą, trudno było jednoznacznie określić różnice, cos tam bylo słychać ale bardziej była to tylko sugestia związana z przełączeniem z kabla a na b itd.

    natomiast w kolejnym ślepym porównaniu brały udział tylko bezpieczniki ( w dacu), zmieniane przypadkowo (A- zwykły, B-hiednodowy), wszyscy wskazali jednoznacznie iz z bezpiecznikiem B gra inaczej (lepiej)nikt tez nie wiedział który bezpiecznik jest hiendowy.

    sprzęt to wzm. calyx cti, tentlabs bdac, pmc tb2i + w pełni akustycznie zaadaptowany pokój.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy