Recenzje: Beyerdynamic T5p 2. Generation

Beyerdynamic_T5p_2_Generation_HiFiPhilosophy_006   Niemiecki Beyerdynamic – najstarsza i jedna z najbardziej zasłużonych firm słuchawkowych – od dawna prowadzi politykę wielu modeli. W porównaniu taki Stax, czy nawet Grado, ofertę mają wyraźnie mniej liczną i chyba tylko japońska Audio-Technica może się poszczycić ilościowo podobną. Ilość – wbrew regule dialektycznej propagowanej przez Marksa – wcale nie musi przechodzić w jakość, ale do jakości akurat słuchawek Beyerdynamica nigdy nie było pretensji, od czego zdarzały się oczywiście pojedyncze wyjątki, ale naprawdę sporadyczne. Szczególnie mocno zamykał usta krytykom fakt, że Beyerdynamic to firma wyspecjalizowana w produkcji świetnych słuchawek za stosunkowo niewielkie pieniądze, że rzucę nazwami DT150, DT880, czy DT990 PRO. W nawiązaniu do tego ma też Beyerdynamic jeszcze jedną odpowiedź wytrącającą broń krytykom, mianowicie spośród wszystkich liczących się firm oferuje najmniej kosztujące słuchawki flagowe, aspirujące do czołówki high-endu. Niedawno recenzowałem jednego reprezentanta tej jego elity, model T1 Generation 2, który po początkowych niejasnościach ostatecznie powrócił z ceną do poprzednika, czyli do czterech tysięcy; a teraz będziemy się przyglądać drugiemu wierzchołkowi beyerdynamicowej góry, modelowi T5p Generation 2.

Sam fakt istnienia tego drugiego wierzchołka stanowi natychmiastowe wsparcie dla tego, co napisałem przed chwilą, czyli tezy, że Beyerdynamic ma liczne słuchawki na każdą okazję, a w efekcie masę modeli. Dla porównania rzućmy okiem na najbliższą konkurencję: zarówno Audio-Technica, jak i Sennheiser czy Grado, mają po jednym modelu szczytowym, który tylko w przypadku Audio-Techniki może też służyć do urządzeń przenośnych, a więc jedynie Beyerdynamic ma osobne najwyższej klasy słuchawki do domu i na spacer, a ściślej – do napędzania urządzeniami stacjonarnymi lub mobilnymi. To mu daje pokaźny atut, ponieważ klasyczne słuchawki audiofilskie – takie do drogiej, a więc zazwyczaj dużo ważącej aparatury stacjonarnej – powinny mieć wysoką impedancję, co automatycznie wyklucza ich użyteczność ze słabowitymi urządzeniami przenośnymi (choć są od tej słabowitości nieliczne wyjątki). W efekcie tylko Beyerdynamic rozporządza słuchawkami najwyższej klasy o zalecanej dla high-end impedancji 300 – 600 Ω, uzupełnianymi przez drugie, o impedancji 32 Ω. Co ciekawe, jedne i drugie o identycznym kształcie muszli, czym nawiązują do klasycznej od lat 90-tych szkoły własnej producenta. Jedna i drugie także w identycznej lub bardzo zbliżonej cenie, co jest chwilowo trudne do ustalenia w związku z promocyjnymi wyprzedażami wersji poprzednich.

Budowa

Dość typowe dla Beyerdynamica opakowanie od razu zdradza, z jakim produktem mamy do czynienia.

Typowe dla Beyerdynamica opakowanie od razu zdradza, z jakim produktem mamy do czynienia.

   Właśnie, nowe wersje. Oba szczytowe modele Beyerdynamica przeszły niedawno lifting i nazywają się jak poprzednio T1 i T5p, ale 2. Generation. Poza odmienną zasadniczo impedancją różnią się miedzy sobą nieznacznie innym krojem chwytaka muszli, a także samymi ich pokrywami, które u T5p są barwy ołowianej a nie srebrzystej i mają szersze, widoczne także od przodu plastikowe obwiednie. Poza tym jest jeszcze jedna widoczna różnica, mianowicie model T1 ma welurowe pady, które u T5p są z tej samej sztucznej skóry co obszycie pałąka; a rzecz wynika najprawdopodobniej z chęci uczynienia modelu streetowego bardziej odpornym na uszkodzenia i ewentualne zmoknięcie, do czego tworzywo nadaje się lepiej od tkanin. Natomiast względem wersji pierwotnych główna różnica to odpinany kabel; w przypadku T5p mający długość 1,4 metra i zakończony małym jackiem o zatrzaskowej a nie dokręcanej przejściówce na duży (kolejna różnica względem T1). Kabel ten chwali się byciem podwójnie symetrycznym (mimo iż sam wtyk symetryczny nie jest), a także podwójną izolacją i przede wszystkim wykonaniem z miedzi klasy 7N, czyli bardzo wysokiej. Jest poza tym lekki i elastyczny, ale opleciono go szorstkawym materiałem, tak więc może trzeć o ubranie, co w muszlach niestety będzie słychać. Opcjonalnie można też słuchawki zamówić z kablem 3,0 m, albo od razu z takim o wtyku symetrycznym, co będzie kosztowało dodatkowych kilkaset złotych.

Względem wersji starszej nieco inaczej wyglądają też widoczne od środka osłony przetworników, a same te przetworniki podobno nieznacznie przekonstruowano, przy czym te  nowe osłony są identyczne u T5p i T1, czyli możemy zakładać, że różnica dotyczy najprawdopodobniej wyłącznie impedancji. Odnośnie założeń przeprowadzonego liftingu, to poza odpinanym kablem Beyerdynamic wspomina o zmiękczaniu i większej płynności dźwięku, jako celu zamierzonym i zrealizowanym.

Słuchawki dostajemy w pudełku z białej, lakierowanej tektury, w którym tkwi sztywne etui z twardego tworzywa na zamek błyskawiczny. Nie ma ono uchwytu, a jedynie wklęsłości ułatwiające trzymanie i dość ładnie się prezentuje, a także jest dość miłe w dotyku. Wszystko razem wyceniono na circa 3990 PLN, czyli jak na słuchawki mobilne sporo, ale jak na aspirujące do elity, już nie.

Co do wygody, to siłą rzeczy jest analogiczna jak w przypadku modelu T1, a także wielu niższych modeli Beyerdynamica mających ten sam standardowy dla swego producenta schemat wzorniczy. Niezbyt duże, okrągłe muszle dobrze przylegają a równocześnie nie cisną, ale uszy trzeba w nich układać, bo raczej nie ułożą się same. Jedni nie mają nic przeciw i bardzo sobie chwalą, zwłaszcza niewielki rozmiar i prostotę; a inni nieco narzekają i mają uwagi do tego skromnego dla uszu metrażu, ale sam Beyerdynamic twardo się swego wzorca trzyma i odnosi rynkowe sukcesy, tak więc nie ma się nad czym rozwodzić.

Pozostaje jeszcze tylko sforsować sztywne etui...

Pozostaje jeszcze tylko sforsować sztywne etui…

Trzeba natomiast wspomnieć o jednej związanej z tym rzeczy, mianowicie że dobrze jest te muszle przesunąć trochę do przodu, czyli uszy w nich ku tyłowi, co skutkuje nadstawieniem małżowin. Dźwięk wówczas dźwięk staje się lepszy – bardziej przejrzysty i przenikliwy. Co ciekawe, w większym stopniu dotyczy to T5p aniżeli T1.

Dla porządku wspomnę jeszcze, że słuchawki oferują pasmo w przedziale 5 Hz – 50 kHz, skuteczność na poziomie 102 dB i zniekształcenia poniżej 0,05%, przy mocy sygnału maksymalnie 300 mW. Ważą przy tym tak średnio, bo 350 g, a chwalą się najbardziej oczywiście technologią Tesla, czyli przetwornikami o innowacyjnych, wyjątkowo potężnych magnesach z cewką ulokowaną decentralnie, co ma zapewnić wyjątkowo dokładne i dynamiczne napędzanie membran.

 

 

Odsłuch

...i naszym oczom ukażą się Beyerdynamic T5p drugiej generacji.

…i naszym oczom ukażą się Beyerdynamic T5p drugiej generacji.

   Skoro słuchawki mają przeznaczenie do aparatury przenośnej (cokolwiek w dzisiejszych czasach miniaturyzacji sprzętu miałoby to znaczyć), odsłuch zaczniemy od urządzeń bez wątpienia przenośnych, jakimi są odtwarzacze FiiO X7 i Cowon Plenue. Zarazem w konfrontacji z dość podobnie (nieznacznie mniej) kosztującymi słuchawkami Audio-Technica ATH-A2000Z, także zamkniętymi i też nadającymi się do wzmacniaczy o małej mocy.

 

Z FiiO X7 i Cowon Plenue vs Audio-Technica ATH-A2000Z

Flagowe FiiO jest spore i sporo też kosztuje. Niedługo będzie jego recenzja, a na razie powiem tyle, że podobało mi się, iż bez ceregieli po zakończeniu regulacji gasi natychmiast ekran, nie narażając użytkownika na nerwowe oczekiwanie. Czarna tafla ekranu zostawia nas sam na sam z muzyką, a wówczas okazuje się, że słuchawki Auio-Techniki grają dźwiękiem lżejszym, dalszym i o bardziej zaznaczonych konturach. Jak zwykle, jak to one, rzeźbiły misterne, kontrastowe dźwięki, których naturalizm był trochę przerysowany ale silnie działający. Wypełnienie mogłoby być lepsze, lecz sumarycznie wypadało to efektownie i zajmująco. Wyraźny, cyzelowany realizm, choć widziany nieco z oddalenia; taki z pomniejszającą perspektywą. Czerń mocno przy tym kładziona jako dodatkowy kontrast dla światła – i ogólnie było to efektowne, zwłaszcza w pierwszych minutach.

Na tle zdobnego tytanem i sławą marki konkurenta najlepsze Beyerdynamic dla sprzętu przenośnego zagrały wyraźnie bliżej i zdecydowanie większym dźwiękiem. Bez wizji oddalenia i układanek z drobnych postaci, tylko dużymi, bliskimi dźwiękami o dobrym wypełnieniu. Czuć było także wyraźną różnicę w odniesieniu do traktowania krawędzi, kreślonych u Audio-Techniki cienką, wyraźną kreską, podczas gdy u Beyerdynamic obrysy pokazywały się jako obłe, zaokrąglone. Generalnie biorąc prawdziwsze, choć można utrzymywać, że krawędź z oddalenia wygląda inaczej niż z bliska, gubiąc swą obłość z bliska widoczną. Tak czy inaczej dźwięk obu słuchawek był różny – i różny pod jednym jeszcze ważnym względem.

Zasadniczo tak jak i w poprawionym modelu T1, tak i tutaj zmian wizualnych próżno szukać.

Zasadniczo tak jak i w poprawionym modelu T1, tak i tutaj zmian wizualnych próżno szukać.

Otóż Audio-Technica dawała mu pogłos i był on dobrze realizowany w sensie przyjemności odbioru, jako coś wzbogacającego. Jasne było, że to pogłos i nikt nie mógł się jego obecności czepiać, natomiast u Beyerdynamic sprawa była mniej oczywista. Z początku zdawało mi się, że to one bardziej są pogłosowe, bowiem wszystkim ich dźwiękom towarzyszyła aura, nawiasem mówiąc dość ciemna i niejednoznaczna w wyrazie. Taka pomiędzy pogłosem a dudnieniem, co dosyć było dziwne. Ale kiedy sięgnąłem po utwory o pogłosie wyraźnym, takim oczywistym i w tym sensie łatwym do przebadania, wówczas okazało się, że tego naturalnego pogłosu Audio-Technica ma dużo więcej, a Beyerdynamic raczej skłonne są go wyciszać. Koniec końców wyszło więc na to, że albo T5p same coś robią z dźwiękiem, albo styl flagowego FiiO nie bardzo im odpowiada i generują zniekształcenia w postaci specyficznego dodatku, który może nieco podkreśla trójwymiarowość, ale jawnie jest sztuczny.

Jak często w takich razach początkowe wrażenie dziwności wraz z upływem czasu stopniowo ustępowało, niemniej nie ma co udawać, ten dźwięk do końca naturalny nie był, nawet w sensie ograniczonych kryteriów naturalności, jakie zmuszeni jesteśmy przypisywać słuchawkom. Nie było to nic przykrego, ale trochę psuło dobre wrażenie bliskości, niezłej całkiem złożoności i dobrej temperatury poszczególnych dźwięków. Nie było tego u Audio-Techniki, tak więc tym wygrywała, natomiast przegrywała poczuciem kontaktu z wykonawcami, wyraźnie słabszym wypełnieniem i mniejszą sferycznością modelowania.

Różnica zawiera się przede wszystkim w usprawnionych przetwornikach Tesla i ich warunkach pracy.

Różnica zawiera się przede wszystkim w usprawnionych przetwornikach Tesla i warunkach ich pracy.

Sytuacja z Cowonem Plenue nie uległa zmianie w tym sensie, że specyfika dźwięku u obu słuchawek pozostała bez zmian. Audio-Technica w dalszym ciągu oferowała brzmienia drobniejsze, bardziej koronkowe, kruche i kontrastowe, z właściwym sobie wyodrębnianiem pogłosu; a Beyerdynamic bliższe, większe, cięższe i bardziej sferyczne. Ciągle też pozostawało u Audio-Techniki wrażenie pewnego podrasowania, ale takiego dobrego – przyciągającego uwagę i chętnego do przyswajania; w kontrze do czego Beyerdynamic były bardziej powszednie, ale i bardziej prawdziwe. Bez żadnego misterium kruchości w dalach, detalach i kontrastach, tylko z bliska, masywnie i naturalnie – w bezpośredniości i powszedniości. Co natomiast było inne, poza ogólnym przyrostem jakości, to zanik tej quasi pogłosowej dziwności u T5p. Ich nieznacznie naprężone i wyoblające się brzmienia może nie zatraciły do końca tego dudniąco-pogłosowego obrysu o jednoczesnej funkcji bycia czymś obcym, czego w rzeczywistej muzyce nie ma, jak i czymś mającym swój udział w kształtowaniu sferyczności obrazu, ale niewątpliwie ten otok niemalże zaniknął i trzeba się było starać o jego wyłapanie a nie sam się narzucał. To bardzo mnie ucieszyło, tak jak poprzednio z FiiO zmartwiło, lecz mimo to odniosłem wrażenie, że przetworniki Tesla, mające w pierwotnym opracowaniu impedancję aż 600 Ω, nie do końca sprawdzają się ze sprzętem przenośnym, chociaż udana konfrontacja z jak najbardziej do takiego sprzętu pasującą Audio-Technicą sugerowała, że jeśli nawet, to jest to margines błędu.

Beyerdynamic_T5p_2_Generation_HiFiPhilosophy_010Beyerdynamic_T5p_2_Generation_HiFiPhilosophy_009Beyerdynamic_T5p_2_Generation_HiFiPhilosophy_014Beyerdynamic_T5p_2_Generation_HiFiPhilosophy_012

 

 

 

 

Odsłuch cd.

Sławny przetwornik w tym wypadku zdaję się być nie tylko ulepszony, ale i ekstra kapryśny.

Sławny przetwornik w tym wypadku zdaję się być nie tylko ulepszony, ale i ekstra kapryśny.

   Jak to jest z tymi T5p, trzeba więc było sprawdzić ze sprzętem stacjonarnym i najlepiej z własnej firmy konkurentem do takiego sprzętu przeznaczonym.

Już w innych recenzjach wspominałem, iż zdecydowałem się używać Beyerdynamic T1 jako jednych ze słuchawek referencyjnych, poprzez ich popularność i znakomity stosunek jakości do ceny. Posiadany egzemplarz nie jest jeszcze wprawdzie w zupełności wygrzany, niemniej sporo już pograł, a także otrzymał lepsze od oryginalnego okablowanie, które tu się przydało. Modele T1 i T5p nie tylko łączy bowiem bardzo podobny wygląd, ale także w nowszych wersjach identyczne podpinanie kabla, co należało wyzyskać. Można przy tym było zakładać, że użytkownik T5p nie tylko używał ich będzie ze sprzętem przenośnym, ale także podczas biesiad przy komputerze, ze stacjonarnym przetwornikiem i towarzyszącym mu słuchawkowym wzmacniaczem. W tej sytuacji reprezentujące bardzo dobrą klasę, a jednocześnie brak cenowego rozpasania, przetwornik Ayon Sigma i wzmacniacz słuchawkowy Transrotor wydawały się w sam raz. I jeszcze tylko słówko o tym Transrotorze, bo zapewne nie każdemu chciało się czytać jego recenzję. To wzmacniacz mało popularny, egzystujący na zupełnym marginesie rynku, a bardzo niesłusznie, bo reprezentujący naprawdę wysoką klasę. Przewija mi się multum wzmacniaczy, w tym wiele z najwyższych półek, a mimo to nie zdarzyło się, bym odszedł od tego Transrotora rozczarowany. Obdarza głębokim, nasyconym brzmieniem i chętnie obsługuje każde słuchawki, tak więc gdyby był od Sennheisera czy Beyerdynamica, na pewno byłby popularny. Transrotorowi zaś nie zależy. Zrobił go tak jakoś mimochodem i nawet na własną stronę do działu produktów nie wrzucił. Ale to dobry wzmacniacz, nawet bardzo dobry.

Bo chociaż został on dostosowany do urządzeń przenośnych...

Bo chociaż został dostosowany do urządzeń przenośnych…

Przejdźmy do clou. Porównanie szczytowych modeli Beyerdynamica mocno mnie zaskoczyło i zmusiło do poszerzenia bazy porównawczej o kilka par wysokiej klasy słuchawek, aby upewnić się, że wszystko należycie zrozumiałem. Wrażenia zostały jednak podtrzymane i ocena modelu T5p się nie zmieniła. A jest to ocena wysoka, ale wymagająca poszerzonego komentarza. Są to bowiem słuchawki specyficzne, wymagające dla wyrobienia zdania drobiazgowych odsłuchów i porównań, ponieważ ocena „na szybko” i z marszu może być dla nich bardzo krzywdząca. Już przygoda z FiiO i Cowonem pokazała bowiem, że łakną jakości – a mimo iż niewykluczone, że ze słabszymi odtwarzaczami w razie dobrego dopasowania też zechcą dobrze zagrać, to specjalnie nie ma co na to liczyć. Beyerdynamic T5p 2. Generation są grymaśne i wymagające, tak więc do ich obsługi potrzebni są wykwalifikowani kelnerzy, nie mówiąc o szefie kuchni. Nawet Cowon to okazało się trochę mało, natomiast Sigma z Transrotorem już całkiem wyraźnie dosyć. Ale… tak, jest jeszcze jedno ale, tym razem wynikłe z konfrontacji. Otóż słuchawki są specyficzne i na pewno nie dla każdego. To jednak im nie ujmuje, tylko w moim odczuciu dodaje. Dodaje specyfiki, która może być pożądana i przez niektórych na pewno będzie. Łączą mianowicie T5p dwie cechy mocno w kontrze do siebie będące – spokojny, nie narażający na żadne ekscesy styl grania z atrakcyjnością. Gdy wiele lat temu pisałem recenzję świeżych wówczas na rynku AKG K701, znalazły się w niej pochwały dla takiej łagodności, pomieszane z wyrazami ubolewania, iż bywa ona nudna. Bo to jest właśnie sprzeczność – być łagodnym i jednocześnie atrakcyjnym. Nie narzucać się, a fascynować. To sztuka najwyższych lotów, dla której wzorem jest część środkowa mozartowskiej sonaty №14 K.457. Spokój, który zachwyca i przykuwa uwagę. Łagodność, a mimo to intrygująca. Żadnych burz, porywów, nadwyrężania zmysłów – a jednak ciągnie cię w tamtą stronę i chcesz w tym długo przebywać.

...to i tak pełnię swojego potencjału prezentują w systemach stacjonarnych.

…to i tak pełnię swego potencjału prezentują w systemach stacjonarnych.

Tak sobie myślę, że w przypadku Beyerdynamic T5p wszystko to wyszło przez przypadek. Zarówno te zniekształcenia przy słabszym sprzęcie, jak i atrakcyjność przy wybitnym. Dysponował Beyerdynamic takim a nie innym szczytowym przetwornikiem i trzeba było zrobić z niego użytek także w postaci słuchawek o niskiej impedancji, podczas gdy miał ten przetwornik z założenia wysoką. Więc zrobili co się dało i wyszło jak wyszło. A wyszło specyficznie, ale wcale nie kiepsko. I teraz mogą bić brawo ci, którzy nie lubią brzmieniowych ekscesów, nadinterpretacji, przerysowania i mocnych kontrastów. Ci, dla których to jest zbędne i nawet ordynarne, a liczy się stonowana, niepodkolorowana normalność. Lecz na tyle dobrze podana, by jej związek z rzeczywistością był jasny, a więc żeby było jak w życiu.

Przejdźmy do porównań. Nieczęsto się zdarza, by różnice były aż tak wyraźne, zwłaszcza w obrębie tej samej marki. A właściwie to jedna tylko, główna różnica, mianowicie sposób podejścia. Ten z wysokoohmowych Beyerdynamic T1 był jawnie poszukujący, starający się o coś. Czesał nagrania gęstym grzebieniem, wyczesując najmniejszy pyłek. Szum podkładu wyraźnie więc był akcentowany, szczegółowość dobitna, a kontrast wyraźny. Soprany eksponowane, kontury podkreślone, a całość do pewnego stopnia w takim profesjonalnym, badawczym stylu. Tak żeby mysz nawet się nie prześlizgnęła i nic słuchaczowi nie uszło. Tak działo się także za sprawą Sigmy, która bardzo jest wyrazista, ale to tylko dobrze, bo dzięki temu różnice lepiej były widoczne. I na tle tego Beyerdynamic T5p grały całkiem inaczej – w stylu: „A ja niczego nie będę podkreślał ani akcentował.” Tak niby od niechcenia, tak jakby samo z siebie, ale właśnie przez to ciekawie i bardziej naturalnie. U T1 światło było mocne, wszystko wydobywające, a medium krystalicznie czyste, zupełnie jak nieobecne. I w efekcie wszystko się narzucało swą niepomijalną obecnością, a że tego wszystkiego w każdym nagraniu było dużo, to po jakimś czasie zaczynało to nużyć.

Żeby nie było - to są świetne, stonowane słuchawki, warte polecenia. Jednakże łatwo się do nich negatywnie uprzedzić, więc uczciwie ostrzegamy i zachęcamy do spróbowania, bo potrafią na prawdę wiele.

Żeby nie było – to są bardzo dobre, stonowane słuchawki, warte polecenia. Jednakże łatwo się do nich negatywnie uprzedzić, więc uczciwie należy ostrzec i jednocześnie zachęcić do spróbowania, bo potrafią na prawdę wiele.

Natomiast styl T5p 2. Generation był w pierwszej chwili mniej angażujący. Zdecydowanie mniej się narzucał i mniej wszystko eksponował. Operował mlecznym, nawet momentami szarawym światłem, łagodnym wszystkiego obrysem o zaokrąglonych krawędziach i medium naturalnym dla dnia powszedniego i powszedniego miejsca, a więc z leciutką mgiełką i żadnej w tym jaskrawości. Takie „nic”, a zarazem „wszystko”, bo bił od tego realizm. A bił w taki sposób, że zero w tym było nudy. A zatem ta łagodność nie była przesadzona i w efekcie nie sztuczna, nie jawnie nieprawdziwa. Bez efekciarstwa, charakterystycznego dla prawie każdych słuchawek. Bo nawet takie Ultrasone Signature Pro są sztucznie ocieplone, a Audeze LCD-3 przesadnie gładkie i melodyjne. Tymczasem Beyerdynamic T5p może i nie są w stanie wymodelować dźwięków w całym ich naturalnym przepychu, ale przynajmniej nie zabiegają o to w sposób, który też tego nie osiąga, a jednocześnie razi przesadą. One się nie muszą wysilać, tak samo jak dobry aktor. Ich gra nie jest egzaltowana, a mimo to wciąga. Jeden jest tylko mankament, mianowicie ich oryginalny kabel. Bo mimo iż nominalnie z najwyższej gatunkowo miedzi, to jednak po zastąpieniu Tonalium Audio przyrost jakości był duży. Taki w kierunku tym samym, ale o lepszej widoczności, dzięki poprawie transparentności medium, które z oryginalnym kablem trochę pozostawało”zmulone”.

 

Podsumowanie

Beyerdynamic_T5p_2_Generation_HiFiPhilosophy_017   Beyerdynamic T5p 2. Generation to słuchawkowa pułapka – znajdziesz je w jakimś salonie albo na jakiejś wystawie i z czym popadnie posłuchasz, dochodząc natychmiast do wniosku, że są rozczarowaniem, bo brak im transparentności. I jeszcze to dudnienie i łagodne, szarawe światło. A więc nie wrzaśniesz: „O matulu! Ależ te super grają!” To nie słuchawki do szybkich ocen i grania z czym popadnie. A zarazem, jakby na przekór, właśnie takie zwyczajne. Jednak tej zwyczajności zwyczajną drogą od nich nie dostaniecie, tylko z porządnym sprzętem, takim który naprawdę dużo umie. A i o kabel lepszy od oryginalnego też by nie zawadziło powalczyć, ażeby ten naturalizm wspiął się na wyższy jeszcze poziom. Sama rzecz, czyli same słuchawki, jest natomiast dobra; tym lepsza, że tak mimochodem. O zakład idę, że T5p powstały pod naciskiem rynku a nie normalną drogą. Że popularność urządzeń przenośnych je wymusiła, a założenia były stacjonarne, od początku pod T1 krojone. Niemniej wyszło ciekawie i byłem pod wrażeniem, bo każde brane do porównania okazywały się jakoś przesadne. Zbyt podkręcone, zbyt kontrastowe, za bardzo akcentujące szczegół. Albo z kolei za melodyjne, zbyt płynne, przesadnie miłe. Tymczasem T5p – skromniutka myszka szara – pokazywała realizm wypośrodkowany, prostolinijny, akuratny; że można oczywiście nie lubić, na zasadzie chęci podrasowania i właśnie brzmieniowej przesady, ale jak komuś to nie pasuje, a stać go na sprzęt i kabel, to może mieć spokojniejszy realizm, a w jego ramach bogaty smak codzienności. Taki który nie nudzi otwartym złagodzeniem, a jednocześnie nie mierzi brzmieniową przesadą. Ten punkt na słuchawkowej mapie zajęły Beyerdynamic T5p – i można do niego dążyć, a można go unikać – zależy czego się pragnie.

Na sam koniec jeszcze coś rzeknę. Otóż tak się złożyło, że ostatnio recenzowane słuchawki i ostatnio recenzowany słuchawkowy wzmacniacz pokazały podobną szkołę, mimo że od całkiem różnych producentów. Zarówno Beyerdynamic T5p, jak i wzmacniacz SPL Phonitor, to przedstawiciele szkoły realistycznej. Nie wiem jak zagrałyby razem, bo tego akurat nie sprawdziłem (choć mogłem), ale z osobna to realiści, i to w najczystszym wydaniu. Niemniej jest pewna różnica. Phonitor sprawia wrażenie, jakby chwalił się sobą. Pierś dumnie wypina, wysuwa się przed szereg i powiada o sobie: Patrzcie, ale potrafię! Taki self-made-man przez dynamikę, duże dźwięki i narzucającą się, pierwszoplanową obecność. Natomiast słuchawki T5p sprawiają wrażenie skromnych. Nie pchają się, nie popisują, niczego nie chcą udowodniać. Tak jakby mówiły: A mnie jest wszystko jedno. Możecie mnie odkryć, a możecie zaniechać, ale gdy odkryjecie, to się postaram, żeby zarazem prawdziwie i nie nudno było. Bo wprawdzie nie jesteśmy najlepszymi słuchawkami na świecie, ale na tyle dużo umiemy, żebyś trwał słuchając nas w prawdzie i cieszył się muzyką.

 

W punktach:

Zalety

  • Pozbawiony elementów popisu, ale przekonujący realizm.
  • I ten właśnie brak popisowości jest największym atutem.
  • Bo inni w porównaniach wydają się jacyś przesadni.
  • Wyważony styl, przy odpowiednim sygnale na high-endowym poziomie.
  • Naturalizm i jeszcze raz naturalizm.
  • W którym niemałą rolę odgrywa naturalne, pozbawione filtracyjnego oczyszczenia medium.
  • I podobnej natury światło.
  • Rzadka sztuka: umiarkowanie, które nie powoduje nudy.
  • Co ma miejsce dzięki dokładnemu wyważeniu proporcji.
  • Żadnego akcentowania szczegółów, ekscytowania się czym popadnie, żadnych przesadnych kontrastów.
  • Dobre modelowanie sferyczne dźwięku.
  • Duży ładunek bezpośredniości.
  • W miarę wygodne, w klasycznym stylu Beyerdynamica.
  • Dość lekkie.
  • Odpinany kabel.
  • Przystosowanie do urządzeń przenośnych.
  • Technologia Tesla..
  • Specjalne, kątowe ustawienie przetworników.
  • W komplecie sztywne etui do transportu.
  • Made in Germany.
  • Producent o najwyższej renomie.
  • Polski dystrybutor.
  • Sensowna cena

 

Wady i zastrzeżenia

  • Ze słabszym sprzętem potrafią grać naprawdę okropnie.
  • Wymagają zatem naprawdę wysokiej klasy towarzystwa.
  • Żadnych fajerwerków, a więc nie dla miłośników ekscytacji.
  • Ten ich naturalizm pomału dociera do świadomości, zwłaszcza gdy nie robić porównań.
  • Kabel, pomimo że z miedzi 7N, stanowi ograniczenie. I mógłby być w gładkim a nie szorstkawym oplocie
  • Na przeciwległym skraju pokrewne, też zamknięte i oparte na tej samej technologii słuchawki McIntosha, które są właśnie wyjątkowo podkręcone i nasycone.
  • Pady mogłyby być z lepszego gatunku sztucznej skóry.
  • Nie rzucający się w oczy, skromny wygląd. (Co tyleż jest wadą, co zaletą)
  • Bardzo ostra konkurencja w tym i pobliskim przedziale cenowym.

Sprzęty do testu dostarczyła firma:

konsbudhifi-300x93

 

 

 

Dane techniczne:

  • Słuchawki dynamiczne o konstrukcji zamkniętej.
  • Przetworniki Tesla.
  • Ekstremalnie lekka membrana.
  • Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 50 kHz.
  • Impedancja: 32 Ω.
  • THD: ≤0,05%.
  • Maksymalna moc wejściowa 300 mW.
  • Skuteczność: 102 dB (1kHz/1V RMS).
  • Okablowanie podwójnie symetryzowane i izolowane z miedzi OCC 7N.
  • Długość kabla 1,4 m.
  • Wtyk pozłacany mini jack 3.5 mm.
  • W zestawie przejściówka do 6.3 mm, neseser.
  • Masa netto 350 g.
  • Cena: 3990 PLN

 

System:

  • Źródła: Cowon Plenue, FiiO X7, PC.
  • Przetwornik: Ayon Digma.
  • Wzmacniacz słuchawkowy: Transrotor.
  • Słuchawki: Audeze LCD-3, AudioQuest NightHawk, Audio-Technica ATH-A20000Z, Beyerdynamic T1 & T5p, Final Audio Sonorous VIII, HiFiMAN HE-6, Sennheiser HD 600.
  • Interkonekt: Sulek Audio RCA.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

26 komentarzy w “Recenzje: Beyerdynamic T5p 2. Generation

  1. navigator pisze:

    moje wrażenia są podobne:

    T5p (v2) naprawdę grają dopiero …z takim sprzętem jak Chord Hugo; owszem odpocznie sie nawet z nimi troche przy Iphonie czy Ipadzie, ale po Chordzie to jednak juz sie wie, ze się nie posłucha wtedy naprawdę; z Chordem: dynamika , „waga” instrumentów dżwięków, realność i muzykalność, scena jak na zamknięte – bardzo dobre; jeśli nie znakomite. Dobry balans miedzy jasne/ciemne, Na plus trzeba im zapisać: ze nie zniszczą uszu od razu przy gorszym nagraniu, jak t5p pierwszej generacji, wiec nawet pływanie po falach Youtuba jest z nimi możliwe. Ale wniosek ostateczny – bez żródła takie klasy jak Chord ( z FIIO X7; moduł wzmacniacza am1 tez je słuchałem) chyba nie warto ich kupować; wiec budżet trzeba obliczać „perspektywicznie”; Ciekawe czy okablowanie wtedy przy takim „combo” by coś znaczącą poprawiało…? pzdr

  2. Sławomir S pisze:

    Mamy różne preferencje funkcjonalne, estetyczne i dźwiękowe. T5p wpisują się w pewne zapotrzebowanie, przyznam także moje.
    Funkcja – dla mnie słuchawki mają być mobilne, ale nie w sensie łatwości transportu, tylko powiązania z moim aparatem słuchowym bardziej niż z ‚ołtarzykiem’ audio wypełnionym dakami, wzmacniaczami i różnymi źródłami. Jeśli źródłem może być mały ambitny plikograj bez istotnego kompromisu dla jakości, to właśnie wydaje się pewnym nowo zarysowanym trendem funkcjonalnym. Dla mnie istotą słuchawek jest intymność percepcji, dlatego koniecznie muszą to być słuchawki zamknięte.
    Forma – produkty Beyerdynamika należą nurtu minimalistycznego designu. Zaryzykowałbym tezę, ze czerpią z tradycji Bauhausu podobnie jak miało to miejsce w projektach Brauna dla audio. To dla mnie kolejny atut, w opozycji do np. Meze z ociekającymi złotem detalami i ciepłym drewienkiem muszli lub naklejek drewnopodobne na HifiMan-ach. Beyerdynamic to znakomity design połączony z dobrą ergonomią. Owszem, pady z materiału syntetycznego, ale podobno lepszego użytkowo niż ze skóry naturalnej, która była w wersji 1 tych słuchawek i które to pady można dokupić.
    Jakość dżwięku – pozostając przy koncepcji mobilnej, dla mojego odtwarazacza A&K 120 nowe T5pv.2 plasują się na szczycie rankingu już wypróbowanych zamkniętych. Lista oczywiście nie jest zamknięta

  3. PIotr Ryka pisze:

    Bardzo się cieszę, że mają T5p swoich fanów, bo na to zasługują. To jest ciekawe, nietuzinkowe brzmienie, przeznaczone właśnie do odtwarzaczy typu AK120 i dobrych torów stacjonarnych. A można je jeszcze poprawić lepszym okablowaniem od Tonalium czy Forzy. Co do wzornictwa, to bardziej podobają mi się T1 z ich mniej widocznym plastikiem, ale T5p niewątpliwie bardziej znikają, a taka jest rola słuchawek ulicznych.

    1. Sławomir S. pisze:

      Czy można prosić o podpowiedź – jakie kabelki dla tych słuchawek np z oferty FAW ?

  4. Soundman pisze:

    Ciekaw jestem jakby zagrały T5p rev2 z padami od T1 rev2…

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie chce mi się, ale sprawdzę dla świętego spokoju 🙂

      1. crysis94 pisze:

        Z symetrycznymi skórkami HM5 ciemniej, największego kopa dostaje najniższy bas, hybrydy HM5 szerzej, głębiej, trochę lżej, bardzo rozdzielcza i rozciągnięta góra. Welórów do nich nie polecam…
        Dokładnego porównania nie dam, bo na stock padach słuchałem poniżej 2-óch tygodni.

  5. Maciej pisze:

    Miałem okazję chwilę z nimi obcować. Nie są tak luksusowe jak V1. Pady są twarde i par excellence, ordynarne jakieś takie. Ten element to istna deewolucja 🙂

  6. burnart pisze:

    Mógłbym prosić o jakieś porównanie T5p do Nighthawków? 🙂 W kwestii brzmienia i napędzenia.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Napędzanie jednych i drugich jest bardzo łatwe, bo to słuchawki przystosowane do sprzętu przenośnego. Co do brzmienia, to T5p grają takim pozornie niezbyt efektownym, zwyczajnym dźwiękiem. Tylko że kiedy potem słucha się innych, wychodzi tego dźwięku naturalność i brak zniekształceń. To słuchawki dla tych, którzy nie lubią efekciarstwa. Z kolei NightHawk są wyjątkowo muzykalne, gęste i potężnie brzmiące. Piękne wokale, głębokie brzmienie, super bas. Także nie generują zniekształceń, grają ciemniej, gęściej i masywniej.

  7. Piter pisze:

    A które z tych trzech ( NH, T1v2, T5p) są Pana zdaniem najlepsze do klasyki z iCan Pro ?.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Z ręką na sercu, nie umiem powiedzieć. To tak, jakby kazać wybierać pomiędzy Piaf, Joplin a Demarczyk, kiedy ja lubię wszystkie.

      1. Piter pisze:

        Ok. To inaczej spytam. NH znam, pasowały by mi słuchawki bardziej soczyste, lekko jaśniejsze, ale bez wyostrzeń na górze, coś jak AKG K701 tylko bardziej szczegółowe i z dobrym basem. Które z tych topowych Bayerdynamików lepiej pasują do tej charakterystyki ?.

        1. PIotr Ryka pisze:

          Lepsze K701, to są Sennheiser HD800. Mogą też być AKG K812. (Znakomite słuchawki, ale trochę ciemniejsze.) Z Beyerdynamiców sam wolę T1.

  8. Andrzej Wasniewski pisze:

    Dwa miesiace slucham T5p 2Gen is lubie je coraz bardziej. Mysle o kupieniu T1 2 Gen. Z recenzji wynika ze przetwornik uzywany w obydwu lepoiej sobie radzi w T1.2 (600Ohm). W skrocie czy jest wystarczajaca roznica miedzy nimi zeby kupic T1.2?

    1. PIotr Ryka pisze:

      To inne brzmienia. T5p grają łagodnie, spokojnie, a T1 dynamicznie, ostrzej, bardziej drążąc muzyczne tematy.

  9. Marem pisze:

    Witam, jaki odtwarzacz cd by pan proponowal do tych sluchawek Beyerdynamic t5p v2? Mysle o zestawie t5p + burson solist sl mk2 + odtwarzacz cd, chce zeby brzmienie pozostalo realistyczne, z moze lekko powiekszona scena, lepsza separacja i dobra kontrolą basu.

    1. PIotr Ryka pisze:

      A jaki budżet na odtwarzacz?

      1. Marem pisze:

        Budżet myślę że ok 3tys 🙂

        1. PIotr Ryka pisze:

          NAD C568

  10. Marem pisze:

    Dziękuję za odpowiedź, zapoznałem się z tym nadem ale myślę ze jednak bardziej odpowiada mi pioneer pd50
    Pozdrawiam 🙂

  11. Tomasz pisze:

    Z jakim wzmacniaczem sluchawkowym warto posluchac tych sluchawek? Wzmacniacz do 5000zl.

  12. marek pisze:

    Szukam sluchawek zaminietych i wybor padl na poczatku odsluchow na dwa modele Beyerdynamic tp5 2gen oraz Final Audio Pandroa VI. Uwielbaim muzyke klasyczna, jazz, a przede wszystkim piekne, naturalne, roznicujace barwe wokale. Ktory model bedzie bardziej odpowiedni?Z jakimi wzmacniaczami sluchawkowymi do 3000zl poleci Pan odsluch wskazanych modeli? Gdzies wyczytalem, ze z Beyerdynamic tp5 2gen dobrze bedzie sie zgrywal Burson Soloist SL mk2… Domyslam sie, ze jesli chodzi o wygode odsluchu to Beyerdynamic pokojuje Pandore?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Zacznijmy od tego, że piękne barwy wokali lepiej ukaże wzmacniacz lampowy. Ale może nie wchodzi z jakichś powodów w rachubę? Jeżeli nie wchodzi, to z Burson Solist najlepiej zagrają mieniącymi się wokalami w sensownych jeszcze pieniądzach Sennheiser HD 800. A jeśli wchodzi, to też proponuję HD 800, ale z FEZZ Audio Omega Lupi albo PhaSt. W razie konieczności słuchawek zamkniętych wspomniane Pandory VI będą odpowiednie. Zamiennie z BUrsonem można wypróbować (ten sam sprzedawca) wzmacniacze tranzystorowe ERZETICH – są bardzo dobre.

  13. Marek pisze:

    Wg Pana do Final Audio Pandora VI lepiej wybrać Ifi can se czy Burson Solist SL mk2? Czym się kierować przy doborze wzmacniacza słuchawkowego do tych słuchawek?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie jest w ludzkiej mocy znać odpowiedzi na wszystkie tego rodzaju pytania. Oba wymienione wzmacniacze są bardzo dobre, z tym że do iFi warto byłoby dodać moduł iTube. W zbliżonych pieniądzach (ale jednak większych) Pandory grały najlepiej z tranzystorowym wzmacniaczem Divaldi, i ten mogę polecić. Jest produkowany przez krakowską firmę Mediam. Ale tamte też powinny być w porządku. Ostatnio z tranzystorowych polecam także wzmacniacze ERZETICH – są naprawdę bardzo dobre. (Rozprowadza je ten sam dystrybutor, co Bursony.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy