Recenzja: Ultrasone Tribute 7

Budowa

   Zgodnie z tradycją wzorca, upamiętniające Tribute 7 przybywają do kupujących w sporych rozmiarów drewnianej szkatule. Podobno tak samo z drzewa wiśni, ale jaśniejszego, odbiegającego wyglądem od lica wiśni dziko rosnącej, przez stolarzy najbardziej cenionej. Wiśni jednak jest aż sześćdziesiąt odmian, więc zapewne to także wiśnia, chociaż trochę niemrawa, niespecjalny budząca respekt. (Najszacowniejsza, to pozostająca pod ścisłą ochroną japońska Asada z Hokkaido, z której Audio-Technica wykonywała – naturalnie za zgodą rezerwatu – muszle swych najbardziej ekskluzywnych, też rocznicowych słuchawek.)

W dużym pudle z błękitno-granatowego kartonu obok drewnianej szkatuły znajdujemy neseser na zamek błyskawiczny z miękkawego tworzywa – ustępujący z kolei jakością temu sztywnemu z okuciami, w jakim oferowano Edition9. Rocznicowe „Tribute” wyposażono zatem w oba rodzaje opakowań, z których każde cokolwiek ustępuje pierwowzorowi. Przy równej praktyczności cokolwiek mniej pozostaje efektowne.

Przejdźmy do samych słuchawek. I zacznijmy od kabla, ponieważ daje największą zmianę. Pierwotne E7 i E9 kable miały nieodpinane, wykonane z dwóch cienkich, lekkich i elastycznych żył poprowadzonych równolegle; siłą rzeczy więc każde tylko po jednym (niesymetrycznym), podczas gdy rocznicowe mają dwa, i oba znów niesymetryczne. Rzecz jasna tym razem odpinane, z podpięciem poprzez niesymetryczne mikro jacki – takie z pojedynczą szczerbinką i oficjalną nazwą  „B-Lock”. Ale – uwaga! – wydawać by się mogło, iż nadadzą się jako zamienniki kable też przyłączane micro jackami, na przykład od Beyerdynamic T1, czy AudioQuest NightHawk. Pierwszy ma rzeczywiście wytyki podobne, ale większe; drugi już o tej samej średnicy, lecz z kolei za krótkie. No, jest tych mikro jacków trochę,  nie tak łatwo trafić na identyczny. Odnośnie natomiast samego przewodu, to także uległ przemianie: jest tak samo jaku u upamiętnianych E7 ze srebrzonej miedzi i o analogicznej specyfikacji 99,9% OFC, lecz wykonany z dwóch jeszcze cieńszych przewodów i na dodatek splecionych w warkoczyk. Zakończony także inaczej – małym jackiem z przejściówką na duży, a  nie odwrotnie. Do zasadniczego, 3-metrowego, dodano 1,2-metrowy – różniący się jedynie długością. Oba zatem w pierwszym rzucie (bez przejściówek) pasują do sprzętu przenośnego i wobec dużej długości tego zasadniczego brak dołączanej kiedyś przedłużki. Nie załapały się natomiast rocznicowe Tribute 7 na nowej mody symetryzację poprzez jack 4,4 mm, bo w 2016-tym jeszcze nie było na to mody. Nic wszakże straconego – przy odpinanych kablach to kwestia dorobienia.

Słuchawki są niezbyt ciężkie i stosunkowo nieduże. Ważą niecałe czterysta gramów, a muszle im się nie wysklepiają. Nie dlatego, iżby zabrakło dbałości o akustykę, tylko jest ona zrealizowana w inny, nietradycyjny sposób. Nie bezpośrednio, jako odbicia w zamkniętej lub otwartej wysklepionej komorze z ewentualnym dodatkiem specjalnych ustroi (jak u Sonorous X czy Sennheiser HD 800); ani specjalnych wentyli (jak u Final D8000 lub oBravo); ani też poprzez specjalne uformowanie samego wnętrza (jak u Sony MDR-R10 – że sięgnę po najlepszy przykład).

Szkatuła z drzewa wiśni. Zaskakująco lekka.

Za akustykę odpowiada specjalny, opatentowany przez Ultrasone system S-Logic® Plus, którego działanie polega na kierowaniu dźwięku nie wprost do kanału słuchowego, ani nawet pod kątem, ale całkowicie rozproszeniowo – poprzez liczne otwory w specjalnej przegrodzie na całą małżowinę uszną; jako że te małżowiny nie od parady mamy, ani też by było za co targać niegrzecznych, tylko ażeby z wielokierunkowo napływających dźwięków powstała uporządkowana dookólna sfera. I taką sztuczną (ale jak prawdziwą) sferę słuchawki wyposażone w S-Logic® Plus generują, co można sobie w Internecie obejrzeć na poglądowym filmiku.

Drugi patent nie dba już o poprawę dźwięku, tylko o nasze zdrowie. Ta sama przegroda z otworami jest wykonana z metalu stosowanego do ochrony łodzi podwodnych przed sonarami i aż o dziewięćdziesiąt osiem procent zmniejsza przenikanie pola magnetycznego do wnętrza głowy słuchacza. A ma tam co przenikać, bo słuchawki wyposażono w wyjątkowo silne magnesy neodymowe, dzięki którym potęgą brzmienia dysponują bez cienia przesady największą spośród wszystkich. Do ochrony przyczynia się też sam wielootworowy S-Logic® Plus, dzięki którego rozproszeniowemu działaniu przy takiej samej głośności ciśnienie na błonę bębenkową spada o niebagatelne czterdzieści procent.

Podobnie jak u dziś należących do czołówki Focal Utopia, membrana w klasycznych Edition i upamiętniających Tribute ma średnicę 40 mm, tyle że nie jest z berylu, a pokrytego tytanem mylaru. Jest więc surowcowo identyczna jak u Final Sonorous X, ale o 10 mm mniejsza i inaczej uformowana. Rozmiar nie jest tu jednak wyznacznikiem – i przykładowo mające aż 70-milimetrową Sony MDR-Z1R nie okazały się lepsze a gorsze od mających 50-milimetrową Sony MDR-R10. Moc akustyczna T7 nie została przez producenta podana (ale z pewnością jest bardzo duża), zadowolić musimy się informacją o impedancji 30 Ω, skuteczności 96 dB i paśmie przenoszenia 8 Hz – 35 kHz.

Słuchawki są zamknięte – zamknięte bardzo szczelnie. Rzadko które będą tak ciche na zewnątrz i tak odcinające. Miękkie pady pozwalają zmieścić pod sobą uszy, ale raczej nie obejdzie się bez upychania. Ogólnie biorąc wygoda jest zadowalająca, lecz nie ze szczytów komfortu.

W środku oprócz słuchawek dwa kable i ściereczka.

Jako były posiadacz modelu Edition9 (oryginalnych E7 na oczy nie widziałem), mogę do tych opisów dorzucić coś więcej. Pierwsza sprawa – E9 cisnęły bez porównania mocniej. Ultrasone bardzo podkreślało ich profesjonalny charakter i chyba chcąc go jak najbardziej zaakcentować przydało słuchawkom uścisk pozwalający wytrzymać upadek ze ścigacza. (Potoczna nazwa motocykla wyścigowego.) Bardzo ten uścisk mnie męczył, więc ostatecznie zdecydowałem się pałąk rozgiąć, nie zważając na możliwość złamania. Ma jednak w środku metalowy płaskownik, toteż niepodatny jest na pękanie. Nic zatem się nie stało poza zelżeniem uścisku do poziomu już akceptowalnego. Natomiast u Tribute 7 nadmiernego uścisku brak i rozginanie tym samym zbędne. Druga różnica, to skórka padów. Ta w upamiętniających jest zgodnie z obietnicą mięciutka, niemniej w oryginalnych E7 była miększa. Zjawiskowo wręcz miękka, że nigdzie podobnej nie spotkałem. No ale szkoda owieczek – i alcantara, albo ten japoński substytut skóry stosowany w Fostex TH900, w zupełności by wystarczyły. Odnośnie natomiast samego dźwięku, to właśnie do niego przechodzimy.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

20 komentarzy w “Recenzja: Ultrasone Tribute 7

  1. Marek S. pisze:

    Witam Panie Piotrze,

    1. Rozumiem, że recenzowane słuchawki lepiej łączyć ze sprzętem, który będzie uwypuklał średnicę, aniżeli pozostałe dwa pasma. Prędzej lampa, jak potęgujący te pasma tranzsytor?

    2. Jak wypadają w stosunku do Ed5?

    Z Ultrasonów miałem pro900, SigPro, Ed7, Ed12, mam Ed5. Najmilej wspominam SigPro, najgorzej Ed7, oczywiście uwielbiam Ed5, ale uważam że sprzęt do nich musi być taki wyrafinowany, bez pogłębiania basu i góry tylko skupiony mocniej na średnicy, wtedy jest magia. Z kolei SigPro grały najrówniej i chyba najfajniej ze wszystkich. Problemem był ścisk głowy, które powodowały.

    1. Marek S. pisze:

      Wdał się błąd. Najgorzej wspominam Ed8.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Tak, E8 nie były zbyt udane, zwłaszcza na tle pozostałych. Edition 5 dają od Edition i Tribute 7 zdecydowanie większą, holograficzną scenę, a dźwięk mają wyższy, delikatniejszy. Z basem, ale na środku kruchszy, mniej dociążony. Ale zarazem melodyjny, żadnego odchudzania, ostrzenia. Odnośnie Tribute 7 z tranzystorem, to słuchałem ich tylko z Phasemation i grało naprawdę ekstra. Bez odchudzonej średnicy i bez nadmiernej ekspozycji skrajów. Ale oczywiście nie każdy tranzystor to Phasemation, Trilogy 933 czy Sugden. Ani tym bardziej Headtrip. Odnośnie zaś Signature Pro, to Tribute 7 są ich bardziej wyrafinowanym wcieleniem, któremu koniecznie należy poszukać lepszego kabla.

        1. Marek S. pisze:

          Dziękuję za odpowiedź.

          Troszkę strach łączyć Ed7 z Violectric v281, który mają mocny, wręcz spektakularny bas.

          Pamiętam jak sprzedawałem Audio Technica w5000, przyjechał po nie kupiec i przy okazji posłuchał SigPro. Stwierdził że grają lepiej, sam mu to przyznałem. Ostatecznie wyjechał z w5000, ale chyba nie do końca przekonany.

          Z przedziału cenowego SigPro występuje jeszcze jeden prawie identyczny model tj. Signature DJ. Czy miał Pan do czynienia z tymi słuchawkami, na tle SigPro?

          1. Piotr Ryka pisze:

            Signature DJ nie słyszałem. W5000 są znakomite, ale jak napisałem – szalenie trudne. Cały tor trzeba im podporządkować i musi być ten tor więcej niż dobry. Wówczas grają wręcz zjawiskowo. Scena, barwa, nasycenie, bas nawet. Ale w bezpośrednim porównaniu z R10 i tak poległy.

  2. Alucard pisze:

    Świetne słuchawki, świetna recka. A więc słuch mnie nie pomylił, Ty rownież uważasz że są genialne. Pozostaje życzyć wielu szczęśliwych chwil z T7. Dla mnie te słuchawki zajmują zaszczytne trzecie miejsce spośród wszystkich których słuchałem. Potęga w czystej postaci. I widzę że ich ogólny przekaz odbieramy tak samo, jak para kolumn. Tak sie czułem słuchając ich, trochę jak nie słuchawki. Myślę że jeśli chodzi o bas to można to załatwić ze strony źródła czymś ze stajni Chorda spokojnie, z Hugo2 grały okej. Od strony wzmacniacza budżetowo napędzi spokojnie Headonic kolegi Michała. Gra bez faworyzowania niczego, gładko i analogowo, na pewno sobie poradzi. Dobrego słuchania Piotr 😉

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dzięki.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Ponieważ były zapytania, uprzejmie informuję, że właśnie dotarły Audeze LCD-4Z i Audio-Technica ATH-ADX5000.

    1. Marek S. pisze:

      Super wiadomość. Czekam na spostrzeżenia, chociaż 4Z zamówiłem w ciemno i czekam na ich dostawę do Polski.

      1. Alucard pisze:

        Słuchawki za tyle kasy w ciemno? Ostry zawodnik 😉

        1. Piotr Ryka pisze:

          Okazało się, że te 4Z przyjechały do mnie nieograne tak samo flagowa Audio-Technica. Trochę się już ograły i są to na pewno rasowe, high-endowe słuchawki. Z marnym kablem. Plamy na pewno nie dadzą.

          1. Marek S. pisze:

            My tu w Świnoujściu kupujemy tylko w ciemno :).

            Na Headfi użytkownicy 4Z piszą, że słuchawki muszą się wygrzewać min. ok tygodnia, najlepiej więcej, zmiana na plus duża.

  4. Alucard pisze:

    Ostro. Spadasz jak z nieba z recenzją tych czwórek. Czekam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak zaraz to jej nie będzie – chwila. Póki co kabel Tonalium wpięty w miejsce oryginalnej plecionki skroił jej tyłek na krzyż, że dupcia taś, taś wołała.

  5. Alucard pisze:

    Żadna to nowość, kable dołączane do Audeze to zawsze była parodia. Na zdjęciach tego nie widać, dopiero jak się na to patrzy i słyszy to jest śmiech na sali. Dość żenujące że do słuchawek za 19 000 trzeba kupować kabel. Myślałem że już poprawili te kable w nowych wersjach.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ten niebieski do pierwszych LCD-4 był dobry. Ale już go nie ma.

    2. Marek S. pisze:

      19 to może nie, są upusty. Ale to i tak parodia, jeżeli kabel jest kiepskiej jakości.

      U mnie będzie na Faw Hybrid Noir, a swoją drogą gdzie sprzedają te kable Tonalium, bo cisza?

      1. Piotr Ryka pisze:

        Tonalim na razie można kupić tylko za moim pośrednictwem, a ściślej przekierowaniem.

        1. Marek S. pisze:

          Dobrze wiedzieć. Tylko o cenie niewiele wiadomo. Na razie pogram na FAW, później może się skuszę.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Cena to 3 tys. PLN, jak się nie mylę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy