Recenzja: SULEK kabel słuchawkowy

Brzmienie: z Meze Empyrean

Ich pochodzenie nieznane.

   Kabel powstał z udziałem słuchawek Meze Empyrean – jedynych temu towarzyszących. Siłą rzeczy odnoszony był zatem do ich kabla wyposażeniowego, który maestro Sulek określił mianem „denny”. Nie aż do tego stopnia byłbym krytyczny, niemniej generalnie muszę się zgodzić – to nie był dobry kabel. Samo Meze najwyraźniej doszło do podobnego wniosku, bo na użytek obecnego testu dostałem nowszy egzemplarz, wyposażonym w inny kabel. Oznakowany na poprzedzającej rozwidlenie przewiązce oraz na wtykach logiem Meze, na oko jednak kojarzący się z kablami polskiej Forzy. Wykonałem telefon, aby wyjaśnić sprawę – i okazało się że to kabel samego Meze. Zdecydowanie lepszy od poprzedniego w gładkim oplocie, a w takim razie gratulacje dla producenta , który podważył mą opinię o marności przewodów w kompletach. Tym bardziej wyposażeniowy musiał wejść do porównań, dołączając do zdecydowanie droższych Tonalium  oraz Sulka. Porównywane kable nie będą próbowane tylko z Meze, abyśmy uniknęli wrażenia, że Sulek to kabel dla nich. Zjawią się jako alternatywy mające już swoje recenzje, bardzo cenione przeze mnie Erzetich Phobos i HEDDphone. Wobec tego słuchawki trzech typów, jako że Meze określają siebie mianem izodynamicznych, Phobos to klasyczne planary, a HEDDphone są AMT. W zestawieniu zabrakło konstrukcji dynamicznych, ale takich dla złącz mini-XLR nie miałem. Nadawałyby się przykładowo Kennerton Vali – i mogłem o nie poprosić, ale gapa, przespałem. Test odbył się przy kilku wzmacniaczach: dla komputerowego źródła były to Aurorasound HEADA i Ayon HA-3, dla gramofonu ASL Twin-Head, z którego oryginalnej wersji została obudowa. Źródeł oraz wzmacniaczy nie będę już rozbijał, starczy sam podział na słuchawki. Ewentualnie coś odnośnie w razie potrzeby będę wzmiankował. (I przepraszam za zdjęcia z innymi wzmacniaczami, warunki życiowe wymogły sesję fotograficzną nie u mnie.)

z kablem oryginalnym

Z tym kablem, obecnie poprawionym, flagowe Meze zagrały na samej granicy między brzmieniem ciepłym a neutralnym. Ślad ocieplenia, przy chłodniejszych nagraniach, przechodzącego w neutralność. Całkowicie przy tym przejrzyście, natomiast z wyczuwalnym deficytem koloru. Niewielkim, polegającym na przybrudzeniu palety szarościami, ale nie na zasadzie całościowej maniery stylistycznej, która może być efektowna i którą osobiście lubię, tylko nie dość głębokim wybarwieniu oraz burawym nalocie, nie dość też mocnym oświetleniu. Gęstość pigmentów coś zostawiały do życzenia, a tło nie było ani smoliście czarne, ani całe z powietrza, czyli żadne z najlepszych. Niemniej o kroczek tylko od powietrznej magii i dzięki złączeniu z przejrzystością oraz tym minimalnym ciepłem, całość prezentowała wysoki poziom. Bez wątpienia był to high-end i zaawansowany naturalizm – w przypadku słuchawek nie tak udanych, albo udanych, ale nie dysponujących gatunkowym kablem, nie tylko niemożliwy do osiągnięcia, ale nawet do przybliżenia.

z kablem Tonalium

Pudełko tradycyjne – ekologiczne, z surowej tektury.

Tyle razy chwalony i używany przeze mnie z wieloma testowanymi oraz posiadanymi słuchawkami kabel, wytyczał w teście barierę high-endu w rozumieniu najwyższym. Trzy razy droższy od poprzedniego i w przypadku wzmacniacza Ayona także używający przejściówki z 4-pin na duży jack, ale własnej, był grubszy, nie miękki a sztywnawy – mniej ładny, ale budzący większy respekt. W kategoriach relacji jakości do ceny nie da się tego obiektywnie wyważyć, już choćby z tej przyczyny, że każdy z nas ma inne możliwości słuchowe oraz inne oczekiwania, niemniej skok jakościowy nie budził wątpliwości. Nie stały za tym identyczna temperatura i nieznacznie tylko głębszy koloryt, podobnie jak tendencja do tworzenia tła przy pomocy powietrznego rozmiaru, a nie gęstej czarnej zasłony. Niemniej już na płaszczyźnie kreowania sceny zaszły pozytywne przeobrażenia: źródła zyskały dokładniejszą lokalizację, bardziej obecna stała się holografia, wyraźnie lepiej zawieszone zostały dźwięki. Mocniejszą zmianą była jednak większa żywość, zarówno w wymiarze całościowym, jak i zachowań indywidualnych – przejawiająca się większym natężeniem całościowej energii oraz zwiększeniem rozpiętości głośnościowej poszczególnych źródeł. Przekaz zdecydowanie bardziej energetyczny, żywy, lepiej oświetlony i pulsujący muzyką. Zarazem subtelniejszy w kreowaniu delikatności i mienienia się dźwięków. W barwach więcej półtonów, więcej na nich połysku, lepiej też stopniowanego; także ciekawszy, bardziej na krańcach skali kontrastowy i szerszą gamą operujący światłocień. Większa nośność, więcej powietrza i więcej brzmieniowej otwartości – (nie w sensie, że tu była, a tam nie albo mniej, tylko bardziej narzucająca). Mocniejsze także wydobywanie się dźwięków z tła i większa różnorodność ich samych. Więcej również tajemniczości – i pod tym jednym względem różnica naprawdę duża. Albowiem generalnie nie były to dwa różne światy, tylko więcej podobieństw niż różnic. Mimo to inny całościowo wyraz i na pewno bym nie chciał słuchać tych Meze z ich kablem dysponując Tonalium. Za cholerę, że bez ogródek powiem.

z kablem Sulek

Sulek to jeszcze inny świat, inny styl niż Tonalium. Jednocześnie pospołu z nim zdecydowanie wyższy poziom od prezentowanego przez poprawiony oryginalny. Sulek to brzmienie gramofonu. Po dokładnym wsłuchaniu się nie cieplejszy od poprzedników, lecz sprawiający wrażenie cieplejszego. Bardziej miły w brzmieniowym dotyku – gładszy, z dźwiękiem prowadzonym po bardziej łukowato gnących się i układających w esowate wzory liniach. Melodyka i organiczność w jego przypadku na pierwszych miejscach, mniejszy zaś nacisk na napowietrzanie, sopranowe srebrzenie, szczegóły. Te wcale nie mniej liczne, ale całkowicie wkomponowane w całość – jedność z nią całkowitą tworzące; jedność bardziej złocistą,  spowitą światłocieniem, sprawiającą wrażenie gęstszej, bardziej spójnej i bardziej naturalnej w sensie biologiczności. Jednak z tym światłocieniem ostrożnie, gdyż może nieprawdziwie sugerować, że obraz staje się za ciemny, albo przesadnie cienisty. Tymczasem nic z tych rzeczy: oświetlenie zupełne, wszystko doświetlającym, przyjemnym, naturalnym światłem bez śladu jaskrawości, a tylko więcej złoceń przy jednoczesnej redukcji srebrzeń dociąża, łagodzi wyrazowo oraz tonuje jasne miejsca. Z tym złotem trochę tu przesadzam, bo brzmienie bez odejść od naturalności, a tylko zaraz po Tonalium, na tle jego bardziej akcentujących się sopranów, powstaje wrażenie pewnej złocistości wchodzącej na miejsce ich srebrzeń. Szybko mija, mózg to gasi, obraz staje się naturalny. Aż nie do wiary przy tym, jak bardzo jest analogowy, pomimo cyfrowego dźwięku z komputera. Do tego stopnia, że w porównaniu z prawdziwym gramofonem większy okazuje się deficyt trójwymiarowości i energii niż samej melodyjności. Co nie oznacza, że dźwięk nie-energetyczny i nie-trójwymiarowy, no ale po coś do tych gramofonów wracamy – i nie tylko po to, żeby czyścić winyle z elektrostatycznego kurzu. A wobec tej zamiany srebra w złoto diagnozujemy inny sopran, bardziej komponujący się z resztą i nie tak przeszywający srebrzystą przenikliwością, zarówno skutkiem  srebra w przewodniku, jak i cyfrowych przeinaczeń. Te bowiem kabel Sulka okazał się wymiatać o wiele większą miotłą.

Kolorystyka zabezpiecza przed przypadkowym podeptaniem.

Przyjrzyjmy się temu dokładniej. U Tonalim soprany to bardziej jak wrzeciona – jaśniejsze, bardziej wydłużone, ostrzejsze w pikach i bardziej z całości wyodrębnione, aż po stawanie się dominantą. Budujące misterium kruchej, przeszywającej przenikliwości – przed staniem się nazbyt przeszywającą chronionej trójwymiarowością. Wraz z tym od razu więcej smutku w smutnych utworach, posępności w posępnych, kruchej delikatności w delikatnych. W palecie barwnej dominacja kontrastu srebro-czerń, na obszarze wokalu głosy młodsze i świeższe, mniej dociążone, nie tak pełne, nie całkowicie dojrzałe. Minimalnie więcej wraz z tą sopranową srebrnością pogłosu, ale nie zamieniającego się ani trochę we wrogie poczucie obcości, tylko całego wiążącego się z niezwykłą u tego kabla żywością i większym podekscytowaniem. Obraz brzmieniowy z Tonalium bliższy też całościowo produkcjom wysokiej klasy źródeł cyfrowych niż analogowych, rodzący inne fascynacje i na co innego kładący akcenty te fascynacje rodzące. Odnosząc to do instrumentów: coś niczym ta sama melodia grana przez skrzypce a nie fortepian. Porównanie oczywiście ułomne, jak wszystkie porównania, ale dość dobrze oddające ducha różnic. Tonalium bardziej rzewne i tę rzewność oraz towarzyszące jej uczucia potrafiące sprzedawać lepiej, podczas gdy Sulek bardziej skupiony na średnicy, pokazujący wyższą analogowość, nieco trafniejszy tonacyjnie i bardziej wypośrodkowany uczuciowo. Nie przede wszystkim rzewny, ale jak trzeba – bardzo proszę. Także nie wzdłuż tak smukłych sopranowych wrzecion, ale w zamian płynniejszy, lepiej dociążony, z większą słodyczą w brzmieniu i bliższy tonalnego centrum przy stanie większej równowagi. Trochę jak miedź przeciwko srebru, co każdy audiofil zna i co tutaj ma odniesienie także do samych drutów, albowiem Tonalium jedną żyłę faktycznie ma z litego srebra. Jedno i drugie – i srebro Tonalium, i analogowa miedź Sulka – w high-endowym wydaniu; teraz można wybierać, czego się bardziej chce. Odnośnie dwie uwagi. Wiele razy poprzednio porównywałem Tonalium z innymi słuchawkowymi kablami i tylko przymierzany kiedyś Entreq Atlantis (ze słuchawkami AKG K1000 i Sennheiser HD 800) okazywał się lepszy. Natomiast Sulek to inny styl – na pewno bardziej analogowy i na pewno w odbiorze łatwiejszy; pytaniem pozostaje: mniej, równie, a może bardziej ciekawy? Wracać będziemy do tego przy kolejnych słuchawkach.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

28 komentarzy w “Recenzja: SULEK kabel słuchawkowy

  1. Sławek pisze:

    Fajna recenzja.
    Analogowość – ale to nie tylko gramofon i winyle, to jest druga kopia analogowości, a zasadniczo to magnetofon studyjny i taśma matka jako kopia pierwsza (oryginał wiadomo – granie na żywo). I ta właśnie analogowość jest dla większości audiofili nieosiągalna, podczas gdy ta winylowa jak najbardziej, też mam gramofon.
    Co zaś do kabli samych, to posiadam 3 – FAW Noir Hybrid (wtyk 4pinXLR), Lavricables Ultimate (wtyki 2x3pinXLR) i Tonalium (wtyki 2x3pinXLR). I jako posiadacz Tonalium zgadzam się opisem ich brzmienia w recenzji opisanym i uważam je za referencyjne. Lavricables – te są dopiero sopranowe i przestrzenne, ale nie są neutralne choć przyjemne. Trzeba było dopiero Tonalium posłuchać, by odnieść się do tych Lavricables, które na dodatek są łamliwe jak to solid core… FAW dużo lepsze niż tzw. kabel oryginalny, ale do Lavricables i Tonalium startu nie mają poprzez przytłumione – w porównaniu – wysokie tony. A to wszystko z HiFiMan HE-6, które bardzo lubię i elektroniką Audio-gd, a więc system inny – a jak widać wnioski co Tonalium podobne. Natomiast z opisu z recenzji to nie wiem czy ten Sulek by mi się spodobał, tym bardziej, że cena jest no cóż – prezesowska. Pewnie jak bym nie miał ograniczeń finansowych to najpierw bym nabył HiFiMan Susvara, i Sulka do nich potem też, a tak to mogę słuchać spokojnie tego co mam i cieszyć się muzyką.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Analogowość magnetofonów jest jeszcze inna i w przypadku poziomu naprawdę studyjnego najlepsza. Próbuje się ją przywracać, ale ceny studyjnych taśm są bardzo wysokie, a repertuar na nich bardzo ograniczony. Pociechę dają magnetofony kasetowe, których popularność w USA gwałtownie rośnie. Zachowały się na szczęście biblioteki analogowych nagrań do powielania na kasetach, ktoś przewidujący, a może tylko sentymentalny? – ich nie wyrzucił. Ma do mnie trafić wysokiej klasy kasetowy magnetofon, jeżeli tak się stanie, będzie okazja porównawczo przeanalizować to brzmienie i coś o tym szerzej napisać.

  2. Adam K. pisze:

    Panie Piotrze, mam pytanie i jednocześnie propozycję. Czy nie zechciałby Pan zrecenzować wzmacniacza słuchawkowego firmy Riviera Audio? Mają go chłopaki w Audio Connect i znając ich życzliwość, na pewno chętnie by wypożyczyli sprzęt do testu. Podobno to wzmacniacz z absolutnie najwyższej półki. Miał Pan okazję coś o tym sprzęcie słyszeć? Gdyby zdecydował się Pan na recenzję byłaby ona pierwsza w Polsce. Myślę, że warto!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Wypada odpowiedzieć, zatem powiem, że moje doświadczenia z „chłopakami” z Audio Connect nie są za specjalne. Ale jeżeli przyślą wzmacniacz, to go zrecenzuję. Nie zamierzam jednak o to prosić.

  3. Adam K. pisze:

    Przyznam, że jestem zdziwiony. Recenzował Pan przecież Wells Audio Milo i Headtrip. Myślałem, że współpraca układała się dobrze.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Życie to kręta ścieżka, pełna niespodzianek. I lepiej nie pytać, dokąd prowadzi.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Tak jeszcze może dla poluzowania atmosfery: wzmacniacz jest zapewne bardzo dobry i bardzo chętnie bym go przetestował, ale pewne zasady, nawet jeżeli nieumowne, obowiązują. Przynajmniej moim zdaniem.

  4. jafi pisze:

    Zgłaszam wzmacniacz słuchawkowy EAR HP4 EAR Yoshino Tima de Paravicini do testu.
    Dostarczyłem kabel słuchawkowy Sulek (bardzo dobrze napisana recenzja), doślę i ten wzmacniacz.
    Pod hajrem.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Klasyk. Jeden z największych.

  5. miroslaw frackowiak pisze:

    Panie Piotrze z calym szacunkiem ,ale 8000zl… zycze powodzenia producentowi sprzedazy tego kabla.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Taka cena nie jest skierowana do przeciętnego konsumenta. We wszystkich kategoriach produktów rynkowych znajdujemy przykłady tego rodzaju wycen. Odnośnie sfery audio – słyszałem o płytach CD kosztujących tyle za sztukę. – Luksus. Poświęciłem mu kiedyś obszerny esej.

      1. miroslaw frackowiak pisze:

        Tacy producenci to mistrzowie ! Taki dowcip radiowy kiedyś był „….. Halo czy to zakład ciągnięcia druta …” No ale tu ze srebra , to inna bajka ha ha

        1. Piotr Ryka pisze:

          Każdy orze jak może, panie dyrektorze…

        2. jafi pisze:

          Nie doczytałeś:
          Przewód nie jest ze srebra!

  6. Tichy62 pisze:

    Najlepsza ta wtyczka (jack). Wygląda jak ze starych zapasów ZURiT, z lat 70-tych.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Z rozmów już po recenzji dowiedziałem się, że testowanych było wiele wtyków, w tym ten najdroższy Furutecha, który odpadł, i to z dość nieprzychylnym komentarzem. Sam nie produkuję kabli, toteż nie mam rozeznania odnośnie wtyków, ale opinie są tu różne. Niektórzy na przykład utrzymują, że rodowanie to katastrofa, tymczasem najpiękniej grające słuchawki w historii, Sony MDR-R10 – miały wtyk rodowany. I bądź tu mądry. Jako przejściówkę z małego na duży jack mogę polecić tę AudioQuesta (o ile jest jeszcze dostępna). Nie jest idealna dla wszystkich słuchawek, ale przeważnie lepsza od złoconych. Odnośnie wtyku użytego w kablu recenzowanym, może coś powie sam Sulek. A może nie. W końcu dobór właściwych części to praca, a pracy darmo nie rozdają.

    2. jafi pisze:

      Zurit to moje dzieciństwo, ferie spędzane w miejscu pracy ojca. Pamiętacie jeszcze syna milicjanta z „Nie lubię poniedziałku”? Jak widać można mieć różne skojarzenia.

      Ale to miała być zaczepka, prawda?

      Wtyk jest funkcją celu i to zadanie spełnia znakomicie: całość gra tak jak opisał Piotr.
      Bynajmniej starannie dobrany spośród wielu ze względu na dźwięk.
      Sulek nie jest zainteresowany podejściem biżuteryjnym do swoich produktów. Jest wystarczająco wiele kabli audio na rynku, które bardziej wyglądają niż grają.

      On szuka i znajduje najlepszy dźwięk.

      Produkty są trwałe i można je wielokrotnie wpinać i wypinać bez obawy o uszkodzenie.

  7. Marcin pisze:

    Z opisu tego kabla wynika, że może doskonale pasować do K1000. Szkoda tylko że jest tak drogi… Ciekawe czy p. Sulek zgodziłby na jakieś ustępstwa w tym temacie?

    Przymierzam się już od dłuższego czasu do Tonalium, ale po tym co tu przeczytałem myślę, że akurat z K1000 może nie pasować tak jak bym chciał (a w K1000 brakuje mi dociążenia dźwięku i nieco bardziej zaznaczonego basu; mam wersję o nr 51xx, a więc „Bass Heavy”).

    Z góry dziękuję za komentarz do powyższego.

    Pozdrawiam

    1. jafi pisze:

      Może gospodarz tego miejsca, czyli Piotr zgodzi się na krótkie użyczenie dla próby.
      Kiedy stanie się jasne, że to TEN kabel zapraszam do rozmowy przez moją pocztę internetową.

      pozdrawiam

  8. Colorfort pisze:

    Trochę ubolewam, że do porównań pan Piotr nie użył swojego sztandarowego/referencyjnego kabla (Enteq Atlantis). – Cena jest porównywalna z Sulkiem. Uroda również – pod pewnymi względami, choć Entreq ma swoją szwedzką wyrafinowaną „ekourodę”. Od wiosny jestem szczęśliwym posiadaczem Entreq Atlantis i Entreq Olympus (szczytowy model kabla słuchawkowego Entreq). Nie słuchałem Sulka słuchawkowego ale słuchałem innych. – Wszystkich tu recenzowanych Sulków. Wiem co wnoszą do toru. Obawiam się, że brak takiego zestawienia w tym teście/recenzji nie jest przypadkowy {tzn. my, stali bywalcy tego salonu, trochę przecież znamy preferencje i dociekliwość pana Piotra).
    „Analogowość” i poukładana przestrzeń w słuchawkowym Sulku to cenne przymioty, ale… Entreq ma to samo i znacznie, znacznie więcej.
    Pozdrawiam wszystkich;-)

    1. Piotr Ryka pisze:

      Brak w teście kabla Entreq Atlantis (który faktycznie posiadam) jest rzeczywiście nieprzypadkowy. Posiadam bowiem trzymetrowy taki na stałe przytwierdzony do słuchawek AKG K1000 i zakończony przyłączami głośnikowymi. Z tej przyczyny podpięcie go do którychś ze słuchawek użytych w teście było równie niewykonalne, co użycie Sulka z tymi AKG. Bardzo chętnie natomiast dokonam porównania Atlantisa bądź Olympusa z Sulkiem (lub obydwu), o ile tylko dostanę któryś z wtykami mini-XLR przy słuchawkach. Jestem gotów przystąpić do takiego porównania na drugi dzień po otrzymaniu i w krótkim czasie przedłożyć obszerną relację. Ale nie wcześniej. Zamieszczoną w poście uwagę o umyślności z mojej strony uniku uważam za niegrzeczną, toteż pozdrowień nie przyjmuję.

    2. jafi pisze:

      Sugeruje pan, że Entreq jest lepszym kablem od Sulka, chociaż nie słuchał pan słuchawkowego Sulka.
      Nie wiem co powiedzieć: piaskownica?

      Ale to nie wszystko: swoją opinię opiera pan na doświadczeniu z innymi tutaj opisywanymi „wszystkimi” kablami Sulek.
      O ile mogę sobie wyobrazić, że gdzieś u kogoś słuchał pan kabli Sulek z podstawowej serii EDIA (całkiem pokaźna liczba użytkowników), o tyle seria 6×9, a tym bardziej 9×9 są elitarne i użytkują je ludzie, których znam. Pan do nich nie należy.

      Myślę, że pańska opinia jest bezwartościowa, tak jak pańska wiarygodność.

  9. Colorfort pisze:

    Panie Piotrze.
    Mam dla pańskiej pracy wiele szacunku. W moim poprzednim wpisie nie było cienia zlośliwości. Jednak, jeśli poczuł się Pan urażony, przepraszam. – Wielokrotnie Pan pisał, więc wiem jak podłącza Pan Atlantis do pańskiego wzmacniacza. Pomimo tego cena obu kabli prosi się o ich porównanie.
    Żałuję ale interface obu moich kabli jest inny niż mini XLR. To Lemo. Miałem okazję posłuchać Atlantisa wielokrotnie przed kupnem, dlatego nie było dla mnie niespodzianki w zestawie słuchawki/kabel. Interface został wykonany fabrycznie pod zamówienie. Olympusa kupiłem trochę przypadkowo bezpośrednio u producenta. – Kupiłem w czasie początkowej produkcji tego kabla i nie mogłem z nikim wymienić doświadczeń. Teraz nie jest już tak źle. – Są inni użytkownicy, równie zadowoleni jak ja.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Prosiłem polskiego dystrybutora o udostępnienie Entreq Olympusa, na razie bez efektu. Czy pańskie Lemo odnosi się do Sennheiser HD 800, czy Focal Utopii? Jeżeli to pierwsze, mogę w razie udostępnienia porównać do Tonalium. Jeżeli drugie, wówczas Sulek musiałby wykonać taki kabel. Sam mogę służyć jedynie gotowością opisu. Mógłbym na przykład opisać Olympusa w odniesieniu do oryginalnego kabla Focali, albo porównać z Atlantisem. Nic ponad to, bo ładnie bym wyglądał, gdybym kable do testowania musiał sam kupować.

  10. Colorfort pisze:

    Teraz slucham Entreq’ów z Focal Utopia. To dla mnie docelowy zestaw. Oczywiście zawsze możebyć lepiej, ale na razie się nie zanosi. Ze srebrnym Axios było 2 x drożej i 2 x kiepskawo.
    Chyba opowiadałem Panu prze z telefon, ze w regionalnym przedstawicielstwie na kraje Europy środkowo-wschodniej (Węgry) natrafiłem na radykalnie bardziej życzliwe podejście niż u polskiego przedstawiciela. Może to dobry kierunek.
    Pozdrawiam serdecznie.

  11. miroslaw frackowiak pisze:

    Wszyscy wiedza na swiecie ze na kablach zarabia sie krocie,najlepsza przebitka i najmniejszy naklad,robi sie z ich produkcji wielkie Voodoo i wspaniale recenzje na zamowienie,aby tylko drogo takie cuda sprzedac,z mojego doswiadczenia 45-letniego w audio, wyszlo ze mozna znalesc tansze kable, ktore graja o wiele lepiej od tych drogich,tylko trzeba odpowiednio poszukac i dopasowac do swojego toru odsluchowego i w tym tkwi caly szkopul a nie sugerowac sie cena,niby czym wyzsza to lepiej…

    1. Piotr Ryka pisze:

      To w takim razie poproszę o dokładne wyliczenie, jaki krocie zarabia się na kablach, a jakie na innych elementach toru audio. Oraz o listę kabli lepszych od drogich, których wystarczy tylko odpowiednio poszukać.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Tak jeszcze przy okazji: może ktoś by wyliczył, ile kosztowały Amatiego, Stradivariego czy Guarneriego materiały na skrzypce. Albo ile Steinwaya surowce na fortepian. Ilukrotne to daje przebicia.

        Ktoś wie, ile kosztuje Coca-Colę wyprodukowanie litra ich brunatnego płynu? Milkę tabliczka kakaowego tłuszczu? Levisa para spodni? Apple’a smartfon?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy