Recenzja: Silent Angel Forester F1

   Firma Thunder Data Co. Ltd. założona została przez dr Huanga Jiana i konstruktora Chorusa Chuanga, specjalistów od inżynierii i oprogramowania. Pamięci masowe i elektronika użytkowa jej specjalnościami, w tego ramach także sieci domowe oraz hi-fi. Macierze dysków i chmury do składowania danych samego tego Thunder ofertą, a pod zależną marką Silent Angel oferowany serwer muzyczny Rhine Z1, zrecenzowany niedawno switch Bonn N8, system operacyjny dla mikrokomputera Raspberry Pi 4 i różne akcesoria, w tym nasz tytułowy zasilacz – Forester F1.

Forester znaczy „gajowy”, czyli po polsku tytuł brzmi: „Anielska Cisza Gajowego”. Prawda, że ładnie? Zdarzało mi się bywać w lesie i ciszy przeważnie tam nie uświadczysz, aczkolwiek stwory leśne i stworki, wyjąwszy szczebiot ptasi i walenie dzięciołów, zwykły zachowywać się jak najciszej. Łamią tę ciszę oprócz ptaszysk jelenie na rykowiskach i dwunożne przybłędy nie należące do ekosystemu, czasami także stada wilków, które wytępienia przetrwały. Też się niedźwiedź gramoli bez baczenia na ciszę i żubr chrapami  czasem fuknie, ale gdzie tam u nas w przeciętnym lesie wilki, niedźwiedzie i żubry? Lisa jak się zobaczy, to już ogromne zwierzę – prędzej od lisa gajowego, najprędzej innych ludzi.

Dobrze, przejdźmy do rzeczy. Z dalekich Chin firma Thunder (czyli piorun), wbrew nazwie swojej gromkiej, oferuje klientom „anielską ciszę”, która posiada kilka wcieleń, w naszym przypadku – zasilacza. Konkretnie sporawego pudełka, które niskowoltowym kablem zasilającym łączymy ze zrecenzowanym nie tak dawno switchem Bonn, rugując takim pociągnięciem jego nagniazdkowy zasilacz własny. To jednak tylko pod warunkiem wydania przeszło dwóch tysięcy, w nadziei uczynienia dźwięku lepszym. Pudełkowy „Gajowy” ma bowiem separować zasilane urządzenia od szumów własnych elektrycznej sieci, co czyni w sposób tradycyjny, za pomocą transformatora.

Budowa i właściwości

Gajowy prosto z pudła.

   Forester ma wymiary średnie, dokładnie 155 × 58 × 115 mm. Waży 1,3 kg, kosztuje 2099 złotych. Fakturą obudowy pasuje do docelowego switcha, to znaczy jest matowo-czarny, metalowy i tak samo szeroki. Można zatem stawiać jednego na drugim, dobrze to będzie wyglądało, aczkolwiek obecność w Foresterze transformatora czyni to posunięcie problematycznym. Niewielki toroid, dusza przedsięwzięcia, został wprawdzie we wnętrzu większego pudła obudowy zabezpieczony dodatkowym mniejszym, ale i tak jakaś część pola magnetycznego musi przenikać na zewnątrz. Teoretycznie zatem lepiej zachować pewien dystans, ale czy to może mieć jakikolwiek wpływ na brzmienie? – tego nie wiem, i szczerze mówiąc – wątpię. Ale sprawdzimy, sprawdzimy – od tego właśnie jesteśmy.

Co oprócz bycia metalowym o wymienionych rozmiarach? Od strony wyglądowej rzuca się w oczy przełamanie panelu przedniego, tak aby spora jego wysokość nie wydała się nudną. Bo poza przełamaniem jest tam jedynie na środku białe logo, na dole, w rogach, rozdzielona na FORESTER i F1 wygrawerowana nazwa, do tego jeszcze cztery ostrzegawcze diody (przed przegrzaniem), sam panel zdobnie szczotkowany – i oprócz tego nic. W tej sytuacji obsługowa nuda, ale taki już los zasilaczy. Z tyłu nieco więcej się dzieje, a są tam dobre i złe wieści. Wyłącznie dobre dla tych, którzy nie wierzą w pozytywną rolę przewodów zasilania (tych od ściany do urządzenia). Taki przewód stanowi część zestawu Forester F1, ale siłą rzeczy jest zwykły; inaczej cena setu musiałaby być dużo wyższa. Ten kabel od kompletu nie jest zespolony na stałe, jak w żelazku czy jajowarze, tylko po stronie do urządzenia ma trójbolcowy wtyk. A to już potencjalnie grozi sporymi wydatkami; gdyby się uwziąć na optymalizm – co najmniej na podwojenie kosztów. Od tego jednak się odżegnamy, użyjemy kabla z kompletu. Lecz nie po drugiej stronie, to znaczy na wylocie. Pomiędzy Foresterem a zasilanym z niego Bonn N8 stosować będziemy kabel (z wyglądu raczej kabelek) od Luna Cables, wyceniony na pięćset złotych. Cała impreza z zasilaniem to zatem budżet dwa sześćset w przypadku pojedynczego Bonn, a użyte mogą być dwa, ponieważ w Foresterze są dwa gniazda wyjściowe dla niskowoltowych przewodów koncentrycznych.

Przepraszam, ale się pomyliłem – to mi nie przyszło do głowy. Na stronie producenta piszą, że: „Ze względu na symetrycznej charakterystykę obwodu F1 i jego transformatora, wykazuje on najlepszą wydajność będąc podłączonym do dwóch podobnych obciążeń, na przykład dwóch Bonn N8”.

Ciężary audiofilskie go przytłaczają.

Tośmy się zakałapućkali z ceną; dla optimum okazuje się wyższa. Do posiadanego już Bonn musimy dokupić drugi, do nieposiadanego – dwa. Dwa Bonn N8 plus Forester oraz dwa kable Luny, to nawet wobec braku wchodzenia w lepszy kabel od ściany daje 6800 złotych. Żona, gdyby się dowiedziała, to nici tydzień z deseru (nie wspominając o gorszych rzeczach), a i portfel, spoglądając na ciebie, zdaje się sugerować:  – I po co ci to wszystko? Z drugiej strony producent Forestera i Bonnów kusi wizją mnogich ulepszeń, pokazując na odnośnym rysunku, że zyska cała transmisja z Sieci: i do streamera, i na telewizor, i dla serwera NAS, i jeszcze dla routera obsługującego komputer. W takim razie i obrazowi, i muzyce, i rozgrywkom sieciowym powinno dziać się lepiej. Cała baza domowej rozrywki winna na tym skorzystać; internetowy kranik ma tryskać mocniej i czystszą dawką.

Jak to faktycznie brzmi i wygląda, do tego zaraz przejdziemy, tylko z techniką skończę. Forester oferuje oprócz poprawy na koaksjalnych gniazdkach zasilania 5V/2A też poprawione zasilanie przez dwa wyjścia USB (ta sama wartość prądu), czyli można z niego zasilać i ładować wszystko to, co przez USB nasycać da się. We wnętrzu, oprócz transformatora i czterech solidnych kondensatorów (plus dwa mniejsze), tranzystory wyjściowe MOS-FET, zapewniające stabilniejszy oraz precyzyjniej dozowany prąd. Całość stoi na antywibracyjnych podkładkach, prezentuje się całkiem, całkiem, także kosztuje jeszcze znośnie, choć w kupie już niemało. Kupą, mości panowie! – jak zwykli wołać Sarmaci; teraz tak samo woła Thunder. Oni nawoływali do szabel, a chińska firma do Internetu zasilanego przez symetryczny zasilacz.

I co z tego będziemy mieli?

Za to pod spodem antywibracja.

   O efektach zastępowania zwykłego switcha w routerze zewnętrznym Bonn N8 był niedawno oddzielny artykuł, którego nie będziemy przytaczać. Dość powiedzieć, że okazały się spore. Obecnie przechodzimy na wyższy poziom – na sugerowane przez producenta optimum, w postaci dwóch N8 podłączonych do Forestera 1. (W tej sytuacji powinien nasz zasilacz  nazywać się chyba Forester 2, ale go tak nie nazwali.) To będzie nawet więcej niż producenckie optimum, ponieważ kable zasilające od Forestera do Bonnów będą lepsze niż standardowe (jak mówiłem, od Luna Cables). Co nam dołoży tysiąc złotych do całościowego budżetu, dźwigając go, przypominam, do 6800 PLN. Pokaźna owa suma, za którą dobry telewizor, ma być otwarciem kanału, przez który czystsza struga rozrywki z Internetu.

Przewinął się nam telewizor, to zacznijmy od niego. Sprawdziłem działanie zestawu wzbogaconego o drugi Bonn i Forestera zarówno na ekranie telewizora przy transmisji sieciowej (Netflix), jak i monitora (Iiyama PROLITE XB3288UHSU-B1 4K) obsługującego VOD TV. W obu wypadkach to samo, choć obraz na najlepszej w historii plazmie okazał się oczywiście dużo lepszy niż na matrycy VA. Zmiany jednak analogiczne, obejmujące poprawę czynnika barwy w ramach zarówno nasycenia pigmentów, jak i wzajemnych relacji – lepsze przejścia, z większą ilością półtonów i elegantsza kolorystyka, w tym milsza dla oka temperatura kolorów. Na obu ekranach zmiany były uchwytne, ale większe na monitorze, który w układzie z jednym Bonn prezentował się dużo słabiej, co stanowiło mocny kontrast względem bardzo dobrego obrazu pochodzącego nie z transmisji VOD. Ogólnie biorąc wszystkie czynniki składające się na jakość wizyjną: jasność, kontrast, nasycenie, trójwymiarowość, gładkość i wydobycie elementów albo postaci z tła uległy mniejszej czy większej poprawie. Na monitorze wszystkie mniej więcej równo, a na ekranie telewizora przede wszystkim plastyka formowania figur, pasowanie barw oraz gładkość. Podsumowując mogę stwierdzić, że część testu dotycząca obrazu wypadła bardzo korzystnie, z taką uwagą, że nie testowałem rozgrywek sieciowych w grach, ponieważ tam się nie udzielam. Tam jednak najbardziej pożądane różnice odnośnie obrazu dotyczą nie walorów malarskich czy kinowych, a szybkości reakcji.

Dwa Bonn N8, a nie jeden, okazują się skuteczniejsze.

Przenieśmy się na muzyczną stronę. Tu także zaistniały różnice, i można powiedzieć – podobne. Ale nie tak do końca. O ile bowiem w obrazie poprawiała się też koherencja i całościowa plastyka formowania, o tyle na obszarze muzycznym przyrosły przede wszystkim wyraźność oraz kontrast. Nie szczegółowość natomiast, a jeśli już, to w małym stopniu. Prędzej rozdzielczość, w sensie dystansu między dźwiękami, zarówno w odniesieniu do parametrów czasowych, jak przestrzennych. Nieco więcej swobody przestrzennej i wyraźniejsze, czasem też dłuższe, oraz bardziej oddzielone względem siebie wybrzmienia, ale to jako przede wszystkim pochodne wyraźności i kontrastowości. Czerń tła i wyraźność na niej postaci, skutkiem większej ostrości krawędzi dźwięków, jak równiej mocniejsze kontrasty brzmieniowe, zarówno w sensie dynamicznym, jak i odcinania konturów i nasycania oraz nabłyszczenia barw. To wszystko w następstwie wzrostu informacji i lepszej separacji bitowej (także odstępu od szumu), ale – i trzeba to podkreślić – ów wzrost ostrości dla pogodzenia z plastyką i przyjemnością odbioru wymagał dobrej aparatury muzycznej. Zatem, już nie wszystko jedno jakie słuchawki, jaki wzmacniacz i jaki przetwornik. W transmisji z TIDAL czy YouTube nie zjawiał się bowiem wraz z optymalizacją zasilania internetowej pompy bitowej poprawiony czynnik muzyczny w sensie melodyjności. Nawet przeciwnie – wzrost wyraźności i nabłyszczenia, a przede wszystkim ostrości krawędzi i addycji sopranów, to wszystko wymagało podłączenia toru o dużych własnych walorach muzycznych. Niekoniecznie aż lampowego, ale przynajmniej takiego, który z melodyjnością sobie radzi; inaczej wzrost ostrości za sprawą Forester 1 dawał poprawę wyraźności, ale odbierał melodyczną płynność.

Spojrzenie moje padło na zwykły kabel zasilania pomiędzy Foresterem a listwą. Czyżby w tym miejscu tkwił problem?

Coś ważnego jeszcze dopowiem: także przetwornik i słuchawkowy wzmacniacz (ale nie telewizor ani monitor) podpięte były dotąd zwykłymi kablami zasilającymi. Tak na próbę, wciąż bowiem nie ustają krzyki o braku wpływu kabli zasilających – i nawet specjalne poświęcone temu internetowe strony. Podmianę wykonałem en bloc, z powodu nie innego niż lenistwo. Zwyczajnie nie chciało mi się po kolei wymieniać i zmian po kolei szukać. Trzy za jednym zamachem, każdy za circa sześć tysięcy, bo tyle za gatunkowy zasilający; i to nie moja wina, więc proszę się nie czepiać.

I można sobie nawtykać.

Na siebie natomiast biorę odpowiedzialność za stwierdzenie, że to wrzuciło w inny świat, w którym muzyka składa się z żywej tkanki, a nie polanej octem galarety. Co jednak nie odmienia już odnotowanego faktu, że dodanie do pojedynczego Bonn N8 zasilacza Forester 1 oraz drugiego Bonna też pcha sprawę do przodu nawet przy zwykłych zasilających, choć z pewnymi zastrzeżeniami odnośnie aparatury.

Teraz, po zmianie kabli zasilania na gatunkowe, spokojnie możemy wyrzucić wszystkie tamte uwagi o nadmiernej ostrości, sopranowym baraku kultury i nie dość plastycznym formowaniu. To wszystko też zyskało, nie pozostając w tyle za nasyceniem barw, kontrastowością i wyraźnością rysunku. Tak działają kable zasilające, formują dobre środowisko.

Możecie wierzyć albo nie, ale dufny w swe osłuchanie powiem, iż miło – tak naprawdę – robi mi się jedynie, gdy wszystkie wymienione czynniki są na bardzo wysokim poziomie. I teraz tak się działo. Działo lepiej niż bez drugiego Bonn i Forestera, co najprzyjemniej było przyswajać bez analitycznych wycieczek, samym intuicyjnym odbiorem. Jasne, jasne – postarałem się i tym razem, by zdiagnozować różnice. Ale to zawsze narusza wcześniejszy intuicyjny odbiór, mimowolnie wyciąga się potem z przekazu te wyszukane odmienności. Ale ponieważ to recenzja, musimy też i o tym. Tak więc wspomnę, że przede wszystkim źródła dźwięku lepiej przy Foresterze wiązały się z przestrzenią, także lubianym przeze mnie meszek na fakturach (taka brzmieniowa ircha) wyraźniej się zaznaczał, a głosy wokalistów bardziej tętniły życiem i bardziej analogowo się roztaczały. Cały muzyczny obraz zmienił formę, tak jakby po czeladniku mistrz przystąpił do nanoszenia poprawek, które pozornie małe, decydowały o wszystkim.

A zasilanie mieć lepsze.

Z zasilaczem jest lepiej, wolałem słuchać z nim niż bez niego. Wolałem dosyć sporo. Nieprawdą byłoby utrzymywać, że wcześniej, z samotnym Bonn, a nawet i bez niego, nie doznawałem najwyższych wzruszeń. Ale to wymagało większych nakładów przy budowaniu toru, a przede wszystkim dużo słabiej wypadał materiał z YouTube. Różnica pomiędzy nim a pobieranym z TIDAL zawsze okazywała się duża, toteż można powiedzieć, iż dołączenie Forestera z drugim Bonn przede wszystkim podciąga słabszy materiał plikowy, wynosząc go na nieosiągalne poprzednio poziomy. Czego jedynie należy żałować, to tego, że bez jakościowych kabli zasilających nie będzie tak się działo w wymiarze pełnej satysfakcji. Jako że ani te całkiem zwykłe (te dołączane do urządzeń), ani nawet takie za trzysta-pięćset złotych (bo takich też użyłem) nie dadzą nam tyle życia, analogowości i wzbogacającego faktury meszku, nie zwiążą też przestrzeni tak elegancko z dźwiękami. A przede wszystkim spowodują brzmieniowy ocet, muzyka będzie kwaśna. (Chyba, że macie super aparaturę, która sama sobie poradzi.) Tak więc trzy Luna Gris to minimum, chyba że są gdzieś tańsze zasilające o możliwościach zbliżonych.

Podsumowanie

I wówczas dopiero gra.

   Kto szuka muzyki po taniości, mimo to chcąc, aby dobrą była, powinien wystrzegać się urządzeń wymagających zasilających kabli na 230 V. Łatwo powiedzieć, osiągnąć trudniej. Poza tym, duże audio zawsze i tak będzie lepsze, aczkolwiek iFi i kilka innych firm wykonało naprawdę dużą pracę, by i bez grubych zasilających działo się bardzo dobrze. Kto jednak chce mieć stacjonarny system, mogący obejmować zarówno sekcję audio jak video – system posiłkujący się materiałami z Internetu (a innych teraz prawie nie ma), temu wsparcie dwóch Bonn N8 i zasilacza Forester 1 przysporzy pozytywnych wrażeń. Niczym przyprawy do potraw i ich właściwa temperatura sprawią, że dania muzyczne i wizyjne smakowitszymi się staną; o co można zabiegać, albo nie – każdy sam o tym decyduje. Ja wolę z Foresterem, mimo iż drań zawłaszczył mi dobry kabel zasilający, zwielokrotniając swoje koszty. Lecz aż tak bardzo nie lubię w dźwiękach sztucznej ostrości i innych wad nabytych torem, że trudno, zdecydowałem się ponieść koszty, a wy – jak tam już sobie chcecie.

 

W punktach

Zalety

  • Całościowa poprawa audialna i wizyjna na gruncie licznych zalet.
  • Większego nasycenia barw.
  • Wzrostu kontrastowości.
  • Lepszego powiązania obiektów z przestrzenią.
  • Wyraźniej zaznaczających się konturów.
  • Lepszego gatunku tekstur.
  • Przyrostu żywości i melodyjności.
  • Redukcji wszelkich sztucznych wyostrzeń poprzez wzrost trójwymiarowości.
  • Do tego ładny wygląd.
  • Porządne wykonanie.
  • Toroid separuje od zakłóceń.
  • Tranzystory MOS-FET kontrolują precyzję i stabilność wyjściowego prądu.
  • Obwód symetryczny dodatkowo pomniejsza zakłócenia.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Do pełnej optymalizacji potrzeba dwóch Bonn N8.
  • Też lepszego od standardowego kabla zasilania dla Forestera i lepszych kabli do switchy.
  • Wszystko to razem mocno mruga kolorowymi lampkami, które dla pełnego spokoju ducha warto przed wzrokiem zasłonić.
  • Bonn N8 można stawiać na Foresterze, ale o włos lepiej dla muzyki, kiedy tego nie robić. (Być może to przewrażliwienie, ale taką miałem impresję.)
  • Wszystko to razem nie jest tanie, tak więc tylko dla chcących najlepszego.

 

Dane techniczne:

  • Wymiary: 155 x 115 x 58 mm
  • Waga: 1,3 kg
  • Wejście: 230 V AC lub 115 V AC 50/60 Hz (z selektorem napięcia)
  • Wyjście: 2 x 5 V/2 A
  • Złącza wyjściowe: wtyk koaksjalny DC x 2; USB x 2
  • W komplecie: Forester 1, kabel zasilający 230 V, dwa kable zasilające wyjściowe
  • Cena: 2099 PLN
Pokaż artykuł z podziałem na strony

6 komentarzy w “Recenzja: Silent Angel Forester F1

  1. Sławek pisze:

    Panie Piotrze – jeśli dobrze zrozumiałem, to zasilacz lepiej pracuje jak zasila dwa switche. Każdy ten switch ma 8 wyjść. Co tu można podłączyć? 2 telewizory (choć działają też na Wifi zapewne), 2 komputery (znowu WiFi), drukarkę, streamer – czyli 6 urządzeń. dwa gniazda pozostają wolne. Do tego drugi switch z wolnymi 8 gniazdami, dodany tylko po to by zasilacz lepiej pracował!?
    No przecież to nie po inżyniersku…
    To już chyba lepszy jest pomysł mojego kolegi co to słuchając wieczorem muzyki lodówkę wyłącza, by nie powodowała zakłóceń…
    Przynajmniej oszczędza na prądzie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie, nie – ten układ nie jest tak oczywisty. Jeden switch trzeba podłączyć do drugiego kablem ethernetowym, natomiast oba do zasilacza. I dopiero do tego zmostkowanego podłączamy urządzenia. To pokazuje schemat na stronie producenta: http://www.silent-angel-audio.com/forester-f1

  2. Sławek pisze:

    Dziękuję za wyjaśnienie. Muszę to sobie dobrze poukładać w myślach – N8 (1) na tym schemacie jest bez odbiorników…

    1. Piotr Ryka pisze:

      To nie jest specjalnie skomplikowane: dla sobie znanych powodów, opatrywanych hasłem „symetryczność” firma Silent Angel zaleca podłączanie urządzeń do tego switcha, który jest podłączony poprzez pierwszy.

      1. Sławek pisze:

        Oczywiście, że nie jest skomplikowane. Ale jest dziwne…

        1. Piotr Ryka pisze:

          W ogóle wszystko jest bardzo dziwne, naprawdę… W tym wypadku chodzi prawdopodobnie o to, by oba wyjścia zasilacza były obciążone, a kaskadowość Bonn N8 to podwojenie ich możliwości poprawy. Tak mi się wydaje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy