Recenzja: PrimaLuna EVO 100 Tube DAC

Budowa, estetyka, obsługa

Jak lampy, no to lampy.

  Nie wiem czy słusznie jest mówić, że dziś na przetworniki panuje moda. Raczej należałoby stwierdzić, iż są dziś gwałtowną potrzebą. Małe, średnie i duże audio bardzo ich potrzebuje, pomimo coraz silniejszego nawrotu do analogu źródłowego – do gramofonów i magnetofonów. Pomimo wielkiej obfitości konwerterów cyfrowo analogowych o najróżniejszych rozmiarach i kształtach – od wielkości pendrajwa, po wielkie jak pół kaflowego pieca –  tytułowego wyrobu PrimaLuny nie pomylimy z żadnym innym. Raz, że w mniej często spotykanym układzie rozwija obrys bardzie w głąb aniżeli wszerz; dwa, że ma na pokładzie liczniejsze niż zwykle lampy; trzy, że ich osłonę  specyficzną, sobie tylko właściwą. Z ćwierci koła wyciętym łukiem osłaniającą bocznymi szybkami i metalowymi żebrami frontu (identycznymi kolorystycznie jak reszta, która może być srebrna bądź czarna), czeredę sześciu szklanych baniek: dwóch ECC83, dwóch ECC82 i pary GZ-34. Sama zatem klasyka; dwie pary najpopularniejszych małych triod i najpopularniejsze prostowniki. Aż tyle ich, ponieważ urządzenie pracuje nie tylko w trybie stricte lampowym, ale też w trybie dual mono, więc każda dwójka rozszczepia się na obsługę lewego i prawego kanału. Te kanały są w dużej mierze rozdzielone w całym torze sygnału, co nie oznacza, że przetwornik ma postać symetryczną; wyjście analogowe jest tylko jedno i ma postać pary złoconych gniazd RCA. Pełna natomiast obfitość wejściowych przyłączy cyfrowych – jest koaksjalne RCA, jest trójbolcowe  AES/EBU, jest i optyczny TOSLINK, a także obowiązkowe USB. Prócz tego z tyłu jest tylko gniazdo zasilania, a na lewej ściance bocznej, opodal  frontu, włącznik główny oraz  na samym tym froncie cztery przyciski  aktywacji wejść i dwa, jeden nad drugim, wąskie z dużych pikseli wyświetlacze, świecące w ładnie stonowanej i odcieniowo przyjemnej zieleni. Pracują niczym jeden – górny wyświetla nazwę aktywnego wejścia (np. „COAX”), dolny narzuconą z poziomu sterownika częstotliwość próbkowania (np. „192 KHZ”). Gdzie maksymalny jej poziom to dla sygnału PCM 192 kHz/24-bit, a dla DSD próbkowanie podwójne 128 (jedynie dla wejścia USB) – przetwornik nie obsłuży wyższych.  Odnośnie tego wszystkiego dwie dodatkowe uwagi. Pierwsza tycząca tych dwóch wyświetlaczy. Na zgrabnym, wąskim pilocie jest obok pięciu innych u samego dołu przyciski DISPLAY, którego jednokrotne użycie przygasza je o połowę, a dwukrotne wygasza całkiem. To mi się bardzo spodobało, zwłaszcza że z wygaszonymi dźwięk  staje się zrazu minimalnie lepszy, a po paru minutach lepszy jeszcze bardziej. Druga uwaga odnosi się do sterowników. Naszukałem się, ale na stronie producenta nie znalazłem i u dystrybutora też nie. Wygląda więc na to, że przetwornikowi PrimaLuny wystarczają sterowniki Windows, które sprawnie go wykrywają i nie powodują w trakcie użytkowania kłopotów.

Za sięgającą mniej więcej jednej trzeciej głębokości żebrowaną winietą z lampami i dwoma kondensatorami po bokach rozciąga się jednolity korpus z wąskimi szczelinami wentylacji, pół lśniąco na czerń w opisywanym przypadku pociągnięty. Wierzch, tył i boczki są z grubej blachy, a front z centymetrowej grubości płata aluminium – też czarny i elegancko szczotkowany.

Dużo lamp.

Lampy nie noszą oznaczeń własnych producenta a loga PrimaLuny, ale wiadomo, że są chińskie. Tym niemniej nie są byle jakie, tylko starannie selekcjonowane oraz starannie dobierane w pary, co może w jakimś stopniu nadganiać nie dość arystokratyczne ich pochodzenie. Tak właśnie jest w tym przypadku – sprzedażowy garnitur lamp spisywał się bardzo dobrze.

Oparcie dla konstrukcji to cztery grube walce gumowych nóżek z gładziutkim wykończeniem spodnim; nie mające pretensji do bycia jakimiś super pochłaniaczami drgań, ale to pochłanianie realizujące.

Przejdźmy do spraw stricte technicznych. Jeżeli komuś się wydaje, że zaawansowana technologia lampowa w przypadku PrimaLuny mieć będzie postać ascetycznej prostoty schematu przechodzącej w wewnętrzny pustostan, to trudno o błąd większy. Przetwornik jest naprany elektroniką, w tym masą większych i mniejszych kondensatorów oraz dwoma sercami. Te serca są tu najważniejsze, a każde ma różną genezę. Jedno wzięte zostało od zewnętrznego producenta i jest całkowicie klasyczne – to mający już swoje lata konwertujący układ scalony opracowany przez Burr-Brown i po przejęciu właścicielskim realizowany przez Texas Instruments. Chodzi o kość DSD 1792A, mającą odstęp szum-sygnał (S/N) równy aż 132 dB i rozdzielczość bitową 24-bit/192 kHz. Układ nienależący już do najnowszych (2003), ale ceniony za wyjątkową muzykalność, której nowsze takie kosteczki już tak znakomitej nie mają, toteż, dużo biegania wokół nich, ażeby jakaś była. Drugie serce to też każdemu przetwornikowi przynależna pompa czasu, czyli zegar. Ten jest z kolei własnego autorstwa PrimaLuny i całkiem wyjątkowy. Oparty bowiem o lampę, czyli mamy już siódmą. Nie widać jej – skrywa się głęboko wewnątrz i na dodatek jest malutka – to zaprojektowana specjalnie dla oscylatorów rosyjska trioda wpisana w wyjątkowy na światową skalę układ PrimaLuna SuperTubeClock ™. (Dla dociekliwych gruntowny opis tutaj). W skrócie zaś – taki zegar pozwala na eliminację z sygnału różnego rodzaju zakłócających szumów, przekładających się nie na słyszenie szumu jako takiego, tylko nie dosyć wyraźny i zniekształcony dźwięk. Czystość i wierność brzmieniowa płynące z PrimaLuna EvoLution EVO 100 mają więc być wyjątkowe – wyjątkowe naprawdę. Nie bójmy się przy tym o tę lampę – jej żywotność to circa dziesięć lat i jest na dodatek taniutka. (Takich samych używa iFi i są naprawdę groszowe.)

To jednak dalece jeszcze nie wszystko, co stać ma za wyjątkowym brzmieniem holenderskiego przetwornika. Aż jedenaście obwodów składa się na realizację procesu zasilania, na etapie końcowym którego obsługę zapewniają dwa transformatory toroidalne, robione specjalnie na zamówienie PrimaLuny. Ich specjalność obejmuje przy tym wyposażenie dodatkowe w układy AC Offset Killer, dzięki którym prądowa jakość sygnału dźwiękowego ma być zdecydowanie lepsza w sytuacjach słabej jakości prądu z gniazdka, a także lepsza w ogóle. Dołącza do tego montaż point-to-point, markowe podzespoły i drugi wewnętrzny konwerter – kość XYLINX Spartan – zamieniająca zaszumiony i obarczony dużym jitterem sygnał wejściowy USB na dużo lepszy S/PDIF, co dokonuje się jeszcze przed ostatecznie zabijającym jitter obrobieniem przez PrimaLuna SuperTubeClock ™. Na kolejnym etapie od małej lampki zegara pałeczkę przejmują pozostałe, a że lampy to lepsza melodyka, tego raczej nie muszę tłumaczyć. Na koniec jeszcze wspomniane transformatory… – w połączeniu z wyjątkowo muzyczną kością DAC powinno dziać się rzeczywiście nietuzinkowo.

Ale nie takich naj, toteż można poszukać lepszych.

Całość jest spora (28 x 19 x 40,5 cm) i ciężka (13 kg). Prezentuje się efektownie (te lampy za grubymi prętami o rzadkim rozstawieniu wyglądają o wiele lepiej niż w najczęściej spotykanych siatkowych klatkach.) Firma za tą całością stojąca też ma już swoją renomę, a konstrukcja lampowa otwiera drogę do dalszych popraw. Albowiem prawdą jest, że selekcjonowane chińskie lampy ze standardowej produkcji mogą być całkiem dobre, ale zarazem prawdą inną, że topu topów nie sięgną. Cena to trochę ponad 14 tysięcy, czyli dosyć typowa dla przetworników z wyższej półki. Wszakże zostało obiecane, że jakością mierzyć się będzie w jej trzykrotność, co nam winduje sprawę do ponad czterdziestu tysięcy. A taka jest właśnie cena też lampowego Ayona Stratos – i to już nie przelewki.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

13 komentarzy w “Recenzja: PrimaLuna EVO 100 Tube DAC

  1. Sławek pisze:

    Zalety w punktach:
    Komplet cyfrowych wejść – no jaki to komplet bez I2S?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Trzykablowego BNC też nie ma, ale to nie są często używane transmisje.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Tak przy okazji – Ayon Stratos ma I2S, ale po AES/EBU gra o wiele lepiej.

        1. Sławek pisze:

          No właśnie – zapomniałem o AES/EBU – ale to przecież jest – i co gra lepiej od I2S?
          Panie Piotrze – a jak Pana zdaniem co lepsze I2S na HDMI czy RJ45?

  2. Piotr Ryka pisze:

    Porównywałem różne złącza w Stratosie i Sigmie. W Stratosie kolejność: 1) 3 x BNC, 2) AES/EBU, 3) I2S; a w Sigmie (która nie ma 3 x BNC): 1) I2S, 2) AES/EBU. Jak widać, różnie bywa.

  3. Marcin pisze:

    Witam,

    Chciałbym zapytać o iOne – czy dalej podtrzymuje Pan swoje zdanie co do tego, że jako konwerter USB->Coax spisuje się on bardzo dobrze? Jeśli tak, to czy warto np zaopatrzyć się w DAC bez wejścia USB, ale z Coaxem, jeśli ten DAC jest z pierwszej ligi brzmieniowej (jak np Berkeley Alpha DAC)?

    Przy okazji – miał Pan styczność z DACiem od Berkeley’a?

    Pozdrawiam i zdrowia życzę!
    Marcin

    1. Marcin pisze:

      Może powyższy wpis źle ubrałem w słowa, ale z grubsza chodzi mi o to, czy iOne zastąpi brak wejścia USB w DACu z wysokiej ligi i czy zrobi to na odpowiednio wysokim poziomie? Uprzejmie proszę o komentarz.

      Pozdrawiam

      1. Piotr Ryka pisze:

        Zastąpi.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Spisuje się bardzo dobrze, a tym lepiej, że przed nim iUSB3.0 z kablem Gemini3.0, a za nim koaksjalny Tellurium Q Black Diamond. Drogie kable, ale co robić?

      1. Adam M pisze:

        Co robic? Ze tak się wtrace – zamienić powyzsze ustrojstwa (jezeli slucha Pan z komputera) na sreamer z dobrym zasilaczem oparty chociażby na rabsbery pi i z wyjściem coax. Cenowo moze nawet będzie taniej. Tez mialem komplet ifi, iUSB3.0 uwazam za szczególnie udany produkt, jednak calosc nie ma porównania do dedykowaneego steamera, pozdrawiam

        1. Piotr Ryka pisze:

          Tak, dobry streamer jest OK, ale muszę mieć też taki zestaw do testów.

          1. Adam M pisze:

            A o tym nie pomyślałem…
            🙂

        2. Sławek pisze:

          Słusznie, popieram!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy