Recenzja: Phasemation HD-7A192

Phasemation_HD-7A192_019_HiFi Philosophy   Phasemation, a właściwe Phase Tech, bo tak się ta firma nazywa w Japonii, to jak pisałem przy okazji recenzji wzmacniacza słuchawkowego EPA-007, niewielki ale bardzo szanowany i mający na koncie wiele osiągnięć producent elektroniki. Producent jak Finale Audio Design jeszcze niedawno zupełnie w Europie nieznany, bazujący całkowicie na dużym i zamożnym rynku Japońskim. W dobie globalizacji wszystko się jednak zaczyna przenikać, choć ostatnie przenikanie Rosjan na Ukrainę może oznaczać pewien regres tego trendu. Paradoksami polityczno gospodarczymi nie musimy się jednak jak na razie aż tak bardzo przejmować, a wyroki losu są jak wiadomo antyglobalizacyjne, bowiem odporne na przenikanie. Natomiast jako entuzjaści muzyki przejmujemy się brzmieniami przy komputerach i w systemach stacjonarnych, a jednym z głównych czynników wpływających na te brzmienia są przetworniki DAC, pozwalające zamieniać cyfrową strugę bitów na lepsze czy gorsze naśladownictwo analogowej muzyki.

Tak nawiasem żyjemy w rzeczywistości kwantowej, w której wszystko jest skwantowane, a więc w naturalny sposób cyfrowe, jednak stopień owej naturalnej cyfryzacji tak jest zaawansowany, że rzeczy dziejące się na poziomie naszych zmysłów spokojnie możemy uznać za procesy ciągłe, czyli analogowe. Ludzkie oczy posiadają wprawdzie zdolność rozpoznawania pojedynczych fotonów, ale jedynie podprogowo, bo filtr świadomego widzenia tnie wszystko poniżej pięciu fotonów błyskających równocześnie, jako nieistotne z punktu widzenia biologicznego przeżycia zawracanie głowy. Z tego względu nie widzimy płaszczyzn, na przykład niebieskiego obrusa, pod postacią plejady niebieskich rozbłysków, tylko możemy z błogim spokojem kontemplować jego niebieską gładkość, mąconą co najwyżej nierównościami materiału i nie uprzątniętymi okruchami z kolacji. Gdybyśmy jednak widzieli i słyszeli dokładniej, a nasze mózgi nie miały wbudowanych filtrów wygładzających, rzeczywistość wokół okazałaby się migotliwym szaleństwem cząstek, dzięki któremu widzenie i słyszenie jest w ogóle możliwe. Stwórca małych zwierzątek, jakimi w istocie jesteśmy, zadbał jednak byśmy na i bez tego zwariowanym świecie nie musieli wariować od kwantowego szumu, dzięki czemu postrzegamy rzeczywistość jako gładki, analogowy spokój. Spokój ów jest naszym środowiskiem zmysłowym, co Immanuel Kant mógłby określić jako wrodzoną formę poznawczą, choć Kant bardziej był wyrafinowany i myślowo głęboki, za takie formy uważając przede wszystkim rzeczy tak wydawać by się mogło niezależne od poznających podmiotów jak przestrzeń, czas oraz przyczynowość. W zawiłości kantyzmu nie będziemy tu jednak przenikać, bo recenzja dla większości czytelników stałaby się nieinteresująca, ale warto mieć świadomość (którą Kant też się niemało zajmował), że walka z cyfrowym szumem jaką parają się przetworniki DAC, to w istocie walka z nie do końca doskonałą ludzką pomysłowością i zawdzięczającym jej istnienie kwantowaniem bitowym. To zaś operuje na poziomie wiele rzędów wielkości powyżej kwantowania naturalnego, którego natury tak nawiasem nie potrafimy jak dotąd przeniknąć i z przenikaniem tym wiążą się kolosalne trudności, tak więc z globalizacją w sensie wiedzy ostatecznej jest gorzej niż z jakąkolwiek inną. Trudności pojawiają się także od strony drugiej, czyli na poziomie prymitywnego kwantowania sztucznego, tego zawartego na płytach CD i w komputerowych plikach; a wygładzeniem ich jakże wygodnej do zapisywania i powielania postaci zajmują się właśnie DAC-ki, usiłujące owo ordynarne dla naszych zmysłów schodkowanie bitowe przerobić na gładszą postać, ściągając je na mikro poziom operacyjny naszych zmysłów. Krótko mówiąc, usiłują sprowadzić formalnie a uwznioślić estetycznie  naszą nieudolną cyfryzację, translokując ją do poziomu o wiele bardziej zaawansowanego środowiska naszej zmysłowości, którą cztery miliardy lat ewolucji biologicznej oszlifowały i funkcjonalnie rozwinęły w stopniu dalece wyższym. W efekcie jest to poziom, dla którego odpowiednie rozdzielczości monitorów i wszelkiego rodzaju płyt z zapisem muzycznym bądź wizualnym są dopiero bliższą czy dalszą przyszłością. Monitory o doskonałej gładkości obrazu musiałyby mieć kilkanaście tysięcy linii poziomych, podczas gdy najlepsze z ogólnie dostępnych mają ich nieco ponad dwa, a podobnie cyfrowa rejestracja dźwięków musiałaby być wielokrotnie lepsza, by zapis cyfrowy stał się dla naszych uszu jako tako przestrzenny i gładki. Tak nawiasem (mnożą się nam te nawiasy, łobuzy) twórcy formatu CD przekonani byli o jego idealnym dla naszych zmysłów oszustwie, wierząc głęboko, że format 16 bit/44,1 kHz jest dostatecznie rozdzielczy; i dopiero Ed Meitner udowodnił im, że są w grubym błędzie, mierząc poziom jittera i pokazując jego rozmiar. I patrzcie państwo, jak to jest – przez całe lata wierzono, iż dźwięk z płyty CD jest idealnym oszustwem, a gramofony i czarne krążki gremialnie wędrowały na śmietnik, a teraz wojna w drugą stronę, gramofony z powrotem do łask i jednocześnie coraz bardziej rozdzielcze, coraz dokładniej taktujące DAC-ki.

Taki właśnie DAC stanowi przedmiot tej recenzji, aczkolwiek w wersji okrojonej, zaledwie połówkowej, bo bez dedykowanego zegara. Phasemation HD-7A192 jest bowiem wysokiej klasy przetwornikiem za odpowiednio wysokie pieniądze w postaci ponad trzynastu tysięcy, ale by nas do reszty pogrążyć, ma za partnera dedykowany zewnętrzny zegar, który kosztuje dwakroć więcej niż on sam, tak więc dystrybutor nawet go jak na razie nie ściągnął w obawie o możliwość zbycia. Wszystko ma jednak różne kierunki patrzenia. Kiedy patrzymy od strony kosztującego trzy tysiące M-DAC Audiolaba, nie mówiąc o innych jeszcze tańszych, wówczas te kilkanaście tysięcy za Phasemation staje się cenową wielokrotnością z tej perspektywy będącą zbędnym poniekąd wydatkiem. Ale kiedy spojrzeć od strony DAC-ka zwącego się Trinity, kosztującego sto sześćdziesiąt tysięcy, okazuje się kilkunastokrotnie tańszy i wręcz okazyjny. Co komu zbędne, co komu okazja. Różne bywają okazje i oszczędności. Niedawno obiło mi się o uszy, że gość dostawał od teściowej pół miliona euro miesięcznego kieszonkowego, ale tak mu się śpieszyło do jeszcze większych pieniędzy, że kazał ją zamordować. Wszystko jest względne. Prawie.

Budowa

Phasemation_HD-7A192_017_HiFi Philosophy

Phasemation HD 7A192

   Rozgadałem się, a tu Phasemation czeka na swój opis, czytelnicy czekają na recenzję, sam wypatruję żeby ją skończyć i tylko czas nie czeka. Podobno każdy może się spóźnić oprócz czasu, choć i on w pewnych układach odniesienia potrafi zwalniać a nawet się zatrzymywać. Dobrze, żadnych więcej aluzji, jedziemy z recenzją.

Phasemation HD-7A192 to średniej wielkości pudełko, a postawiony na nim Phasemation EPA-007 dobitnie udowadnia, że w jeszcze dużo mniejszych muzyczni czarci potrafią się skrywać. W porównaniu do takiej Sigmy od Ayona jest jednak naprawdę nieduży i niezbyt ciężki, tak więc w przypadku biurkowej rzeczywistości nie będzie sprawiał kłopotu. Spokojnie stanie obok monitora, chociaż nie jest na tyle płaski by się pod niego stronniczo wczołgiwać. To jednak czyni z premedytacją, jako że może mieć do kompletu wspomniany zegar, a ten powinien na nim stanąć, a także ma własny firmowy słuchawkowy wzmacniacz, który też w komputerowym środowisku powinien znaleźć dla siebie miejsce. To wszystko bez problemu zapewni niezbyt szeroka obudowa, na bazie której możemy piętrzyć kolejne elementy, ale przy okazji wchodzimy jak się okazuje na minę, gdyż oczy przecierałem z niedowierzaniem kiedy się okazało, że Phasemation, twórca na wskroś symetrycznego słuchawkowego wzmacniacza, sporządził flagowy DAC bez wyjść symetrycznych. (???)

No ale… Bo ja wiem? Tak widać mu pasowało. Sporządził i kropka. Nie ma jak zapytać o przyczyny i nad sprawą musimy przejść do porządku dziennego.

Phasemation_HD-7A192_010_HiFi Philosophy

Niech pokrętła was nie zmylą – to „tylko” DAC.

Przetwornik ma wejścia USB, koaksjalne, optyczne i BNC (ale tylko dla tego zewnętrznego zegara), a wyjście wyłącznie w postaci klasycznych złącz RCA. Nie jest też przedwzmacniaczem i próżno potencjometru na przednim panelu szukać, ale pokrętła i tak ma dwa, z których jedno obsługuje wybór wejścia, a drugie próbkowanie i coś jeszcze. Tego próbkowania jest duży zakres, od klasycznego 44,1 po 192 kHz w gęstości 16 albo 24 bity dla wejścia koaksjalnego i USB, a w przedziale 44,1 po 96 kHz dla optycznego. Nie sięga zatem Phase Tech po częstotliwości i gęstości ekstremalne, ale spokojnie mieści się w obowiązujących kategoriach. Ma jednak w sobie coś jeszcze, czym może się szczycić i jest to nie byle co, bo zakupiony od JVC procesor K2, znany z najwyższej klasy przetworników Reimyo i wydań płytowych XRCD oraz K2 właśnie. Procesor to uniwersalny, wiele dóbr na słuchających ściągający, ale mający jedno ograniczenie. Uruchamia się jedynie w trybie 44,1 kHz, tak więc chcąc go użyć należy najpierw ustawić właśnie taką częstotliwość, a potem jeszcze nacisnąć duże pokrętło do jej ustawiania. Zapali się wówczas czerwona lampka oznaczająca czterokrotny oversampling, a kiedy naciśniemy powtórnie, jej kolor zmieni się na zielony, oznaczający że puściliśmy właśnie w ruch także procesor K2. Co wówczas można usłyszeć, dowiemy się za chwilę, a teraz przytoczę jeszcze parametry techniczne, zajrzymy do środka i rzucimy okiem na wygląd.

Phasemation_HD-7A192_013_HiFi Philosophy

Za to jaki – z zaimplementowanym procesorem K2 od Comback Corp.

Urządzenie współczynniki techniczne ma naprawdę wyśrubowane, bo separację kanałów na poziomie 105 dB, odstęp między szumem a sygnałem 110 dB, a pasmo przenoszenia 5 Hz – 40 kHz. Impedancja wyjściowa to 130 Ω, a zużycie energii zaledwie 12 W. Waży niecałe cztery kilogramy, a powierzchowność ma bardzo podobną do własnego firmowego wzmacniacza słuchawkowego, tyle że większą. Cała jest ta obudowa aluminiowa, bo aluminium się nie magnetyzuje, z dwoma wspomnianymi pokrętłami – mniejszym i większym – pomiędzy którymi łagodnym slalomem przechodzi wyfrezowana linia, wzdłuż której rozmieszczono lampki znakujące wejścia i parametry próbkowania oraz aktywność oversamplingu i procesora K2. Świecą one zielono, niebiesko bądź czerwono, co wygląda całkiem nieźle, zwłaszcza w połączeniu z doskonałością obróbki aluminiowych blach o ładnie zaokrąglonych krawędziach i masywnością frontonu. Same diody częstują czystym, nasyconym kolorystycznie światłem, dając do zrozumienia, że DAC od Phasemation to nie jakaś tandeta.

Phasemation_HD-7A192_022_HiFi Philosophy

Tylny panel nie jest tak bogaty w złącza jak chociażby niedawno testowana Sigma.

Urządzenie jest następcą DAC-ka HD-7A z poprawioną obróbką sygnału USB w trybie asynchronicznym i lepszym zasilaniem w postaci aż trzech transformatorów R-Core, a przy tym z kontynuacją właściwego tamtemu stylu dual mono. Wprowadzono zarazem bardzo ważną funkcję kilkakrotnie już wzmiankowanego zewnętrznego zegara wyposażonego we własny procesor sterujący XMOS, by dotrzymać pola konkurencji, która takie zegary zaczęła stosować w wysokiej klasy przetwornikach nagminnie. Za przetwarzanie cyfra-analog odpowiada w każdym kanale kość PCM1794 od Texas Instruments, współpracująca z procesorem AD9852 od Analog Devices, będącym zaawansowanym, programowalnym układem DDS (Direct Digital Synthesis), mogącym czerpać wzorzec częstotliwości właśnie od tego zewnętrznego zegara rubidowego o dokładności sześćdziesięciu czterech femtosekund, produkowanego przez też amerykańską Stanford Research Systems i montowanego w dwukrotnie droższy od samego HD-7A192, dopasowany doń wzorniczo moduł zewnętrzny Phasemation HD-7Rb.

Odsłuch

Przy komputerze

Phasemation_HD-7A192_024_HiFi Philosophy

Brakuje zwłaszcza wyjścia XLR, co jest dość dziwne biorąc pod uwagę inne urządzenie tej marki – wzmacniacz EPA:007.

   Zacząłem klasycznie, od komputera, sprawdzając na wstępie czy lepszy będzie dźwięk czerpany wprost z gniazda USB, czy za pośrednictwem konwertera M2Tech i kabla koaksjalnego. Drugie rozwiązanie okazało się lepsze, oferując większe bogactwo dźwięku, z czego wnosić można, że dwa zegary kwarcowe w M2Tech HiFace spełniły swoje zadanie, porządkując i udoskonalając panujący we wnętrzu komputera sygnałowy bałagan. Tak więc zostałem przy koaksjalu i konwerterze, sprawdzając jednocześnie jak ma się brzmienie z włączonym i wyłączonym procesorem K2. Sprawdzenia dokonałem używając fragmentów kilku utworów w układzie ze wzmacniaczem słuchawkowym samego Phasemation i słuchawkami Pandora Hope VI, a przebiegło ono błyskawicznie i bez żadnych rozterek. Różnica właściwie była tylko jedna, ale za to dogłębna, zarówno w sensie dosłownym jak i przenośnym. Kiedy przełączałem ze zwykłego grania na czterokrotny oversampling (czerwona lampka), następowało pogłębienie brzmienia i równocześnie pojawiała się głębsza scena, a kiedy włączałem dodatkowo K2 (lampka zielona) oba te zjawiska jeszcze wyraźnie się nasilały. Mówiąc obrazowo – wyłaniał się trzeci wymiar i niezależnie od muzycznego materiału było to zjawisko bardzo wyraźne. Bez K2 muzyka ewidentnie gasła i się spłaszczała, zdecydowanie tracąc na atrakcyjności.

Zanim przejdziemy do szczegółów, jedna uwaga techniczna. Sterowniki konwertera M2Tech umożliwiają wybór „USB Streaming Mode” w aż sześciu konfiguracjach, z których teoretycznie najlepsza powinna być „Minimum Latency”, czyli z najmniejszym opóźnieniem. Faktycznie, w tym trybie ilość informacji oraz ogólne ożywienie były największe, jednak towarzyszył temu niejaki bałagan i brak elegancji. Dźwiękowa przestrzeń najbardziej wprawdzie ożywała, oferując największą ilość dźwiękowego planktonu, ale same brzmienia traciły na głębi, uporządkowaniu i całościowej elegancji, a mówiąc najzwięźlej – na pięknie. Chwilę się biłem z myślami co wybrać:  „Minimum Latency” czy „Standard”, ale szybko wersja druga, ta piękniejsza, jednoznacznie wzięła górę nad bogatszą, dając kolejny dowód, że istoty piękne wartościowsze są od bogatych i Pani Muzyka nie jest od tego wyjątkiem.

Pandora Hope VI

Phasemation_HD-7A192_026_HiFi Philosophy

Co by nie było, to wnętrze HD-7A192 ma bogate w wysokiej klasy komponenty.

Po wszystkich tych sprawdzeniach można się było nareszcie zabrać za słuchanie, a to zacząłem od tkwiących już na głowie Pandora Hope. Słuchawki te bywają trudne, bo przeznaczono je głównie do sprzętu przenośnego, tak więc jedynie bardzo ciche wzmacniacze stacjonarne mogą je obsługiwać. Załoga Phasemation podołała zadaniu, bo jedynie w prawym kanale kiedy się mocno wsłuchiwać podczas pauzowania słyszalny był śladowy cień, zupełnie muzyce nie przeszkadzający, ale Pandory nie tylko dlatego są trudne. Mają gigantyczny potencjał sopranowy, stosunkowo łatwy do wydobycia ale trudny do okiełznania, oraz łatwy do okiełznania ale trudny do wydobycia potencjał basowy. Mają także średnicę miewającą tendencję do podwyższania tonacji, co jest po części następstwem owej eksponującej się góry; i wszystko to razem jest trudne do orkiestracji, ale potrafi odwdzięczać się wyjątkową urodą.

Nie ma co owijać w bawełnę, zasobny procesorem K2 przetwornik Phasemation, wspierany zegarami M2Techa i własnym wzmacniaczem, okazał się idealnym partnerem. Pandory rozbłysły dźwiękową magią i poraziły muzycznym bogactwem. Ciekawa rzecz, ich odmienny styl najwyraźniej wymaga przyzwyczajenia, bo obaj z Karolem bardzo je cenimy, a wpadający z wizytą często nie podzielają naszego entuzjazmu, wskazując jako lepsze słuchawki o tradycyjnej konstrukcji dynamicznej bądź planarnej. Gust nie jest sprawą dyskusji, tak więc nie będziemy tego roztrząsać, ale ilekroć ktoś przy mnie powiada, że Pandory mu się mniej podobają, odczuwam rozczarowanie. Na szczęście nie wszyscy tak mówią, bo gotów bym podejrzewać, że coś jest ze mną nie tak. Sam odbieram ich dźwięk jako bardzo często bogatszy i przestrzennie lepiej opisany, a całość ich przekazu jako żywszą i bardziej podobną do prawdziwej muzyki. Tak jak prawdziwa muzyka bardziej w przypadku dużych składów się pieni i daje o wiele ciekawsze efekty akustyczne niż w przeciętnych głośnikach czy słuchawkach, a problemem jest tylko przydanie temu odpowiedniej kontroli tonacyjnej i należytej piękności dźwiękom źródłowym, tak by Pandory miały z czego czerpać dla swego potencjału. Z tym, jak mówiłem, duet od Phasemation nie miał żadnych problemów, zdecydowanie łagodząc mój gniew powodowany faktem, że jeden z jego elementów był symetryczny a drugi nie.

Phasemation_HD-7A192_006_HiFi PhilosophyPhasemation_HD-7A192_009_HiFi PhilosophyPhasemation_HD-7A192_015_HiFi Philosophy

 

 

 

 

Okazało się to nie przeszkadzać, a prawdę rzekłszy nie mam nawet chwilowo słuchawek zdolnych wykorzystywać symetryczność EPA-007, co szczera jest chęć by odmienić. Symetryzacja w tym wypadku oznacza głównie szerszą scenę, ale i bez tego ta z Pandora Hope była popisowa, chociaż głównie na głębokość a nie szerokość. Walory sceniczne nie stanowiły jednak jedynej dominanty, bo było nią też wypełnienie i realizm. System balansował na krawędzi tego co nazwałem w innych recenzjach bąblowaniem, pozwalając wyczuwać u podłoża dźwięk odrobinę się naprężający a zarazem świetnie wypełniony, będący przeciwieństwem ezoterycznych mgiełek jakie dają czasami elektrostaty i jakie towarzyszyły początkowo AKG K812. 

Odsłuch cd.

Phasemation_HD-7A192_002_HiFi Philosophy

Poza komputerem w roli źródła wystąpił  Cairn Fog

   To było twarde, konkretne brzmienie, przez które przejście albo widzenie tego co za nim było niemożliwe. Realna substancjalność królowała, co w przypadku Pandora Hope nie jest zjawiskiem gwarantowanym, a co do ich dźwiękowego bogactwa i całościowej podszytej lekkim szaleństwem wibracji pasowało świetnie, stanowiąc przeciwwagę i uzupełnienie. Przede wszystkim dlatego też bardziej podobał mi się HiFace w trybie Standard, bo właśnie tą sytuację podkreślał, dorzucając substancjalności i uspakajając rozedrganie. Raz jeszcze przy okazji mogłem się przekonać jak kruche są stany perfekcyjne, bo zarówno wyłączenie procesora K2, jak i zmiany w sterowniku HiFace powodowało natychmiastową redukcję piękna i wielką dezaprobatę słuchającego. Wszystko we mnie przeciw temu protestowało, a irytacja stawała się momentalna. W stanie idealnym przemierzyłem natomiast rozległe połacie grania płytowego, plikowego i internetowego, każdorazowo czerpiąc wielką satysfakcję. Żadne kulawe pliki, stare nagrania ani trudne utwory nie były w stanie zburzyć zadowolenia i zmienić zdania o klasie systemu. Ten wiązał się bowiem w całościową perfekcję, może nie na miarę szczytu szczytów, ale na miarę zdrowego, popisowego high-endu jakiego posiadanie jest marzeniem każdego przeciętnego komputerowca lubiącego muzykę z pewnością. Przywołanie żywych ludzi, materialna konkretność i piękna jej postać nie podlegały dyskusji, podobnie jak perfekcyjne oddanie całego pasma, w którym próżno było szukać słabszych miejsc. Wszystko wiązało się w spójną doskonale wyrażającą się całość, a żadne braki w żadnych, nawet najtrudniejszych momentach się nie pojawiały. System pokonywał najgorsze nagraniowe wyboje niczym poduszkowiec, a rozkosz z muzycznej jazdy towarzyszyła temu nieustanna. To naprawdę arcyprzyjemne kiedy zbliżamy się do jakiegoś ekstremalnego momentu, cali kurcząc odruchowo w oczekiwaniu na przykrości i trzęsiączkę, a tu nic, tylko płynie muzyka, a my w niej i na niej.

Phasemation_HD-7A192_025_HiFi Philosophy

Nie mogło też zabraknąć wcześniej wymienianego wzmacniacza słuchawkowego marki Phasemation.

Nie dziwię się tak nawiasem Phasemation, że sięgnęło po procesor K2, bo jego holograficzna magia tryumfowała, a bez niej nawet te pięknie wypełnione, gładko sunące po najgorszych wybojach i dojmująco realne dźwięki stawały się tylko cieniem samych siebie. Właściciel Phase Tech, pan  Noboyuki Suzuki, nieźle zapewne o ten K2 się nawojował, bo JVC wcale nie oferuje go chętnie, a poza Japonię to wcale, ale słuszna to była wojaczka, do tryumfu wiodąca. Wraz z też japońskimi Final Audio grało to w stylu, z którym rozstanie będzie na pewno bolesne, ale taka już dola recenzenta, że co chwila z czymś cennym się musi rozstawać.

 

AKG K812 (kabel FAW Noir hybrid)

Porównawczo sięgnąłem po jeszcze jedne high-endowe słuchawki, by pozytywne wrażenia utwierdzić. Udało się z miejsca i bez problemu. Dźwięk flagowych AKG nie miał śladu naprężenia, zachowując jednocześnie masę i wypełnienie. Pozwalało mu to szybciej osiągać wysokie częstotliwości, wzbogacając nimi średnicę, co dawało wrażenie większej złożoności, ale jednocześnie wprowadzało do przekazu niepokój. Prężna pełnia Pandor ustąpiła miejsca mrowiącemu się podekscytowaniu i większej przenikliwości. Śladowe powłoki dźwięków znikły kompletnie, zastąpione przez nasycenie powietrzem i rozwiewające się, nieokreślone granice muzycznych obłoków.

Phasemation_HD-7A192_014_HiFi Philosophy

Kable na miejscu, można zaczynać zabawę.

Dźwięk nie prężył muskułów wzbogacając od drugiej strony przekaz sopranowymi fajerwerkami, tylko płynął w naturalnym postrzępieniu i całkowitym otwarciu. Tak było w każdym razie w przypadku najwyższej jakości plików DSD i MQS, bo przy zwyklejszych mp3 oraz FLAC różnice okazały się dużo mniejsze, a ta odniesiona do prężności dobrze wyczuwalna była jedynie w stosunku do dołu pasma, przez Pandory bardziej właśnie naprężanego, podczas gdy na słabszym materiale także AKG prężyły się nieco. Dźwięk japońskich słuchawek całościowo jednak w każdej sytuacji był twardszy i z mocniej wyrażonymi powłokami, a AKG wyższy nieco na środku pasma (co mnie zaskoczyło, jako że przygotowany byłem na sytuację odwrotną), bardziej też otwarty i bardziej pozwalający dźwiękom się nawzajem przenikać. Zarazem przekaz AKG nie miał takiej pogłosowości, chociaż pewną miał także, i nie był tak rozciągnięty czasoprzestrzennie jak u tubowych Pandor, co można uznać za normę. W efekcie muzyka elektroniczna w wykonaniu japończyków bardziej była popisowa i odjazdowa, wzbogacana o niespotykane gdzie indziej zjawiska. Nie były one jakieś bardzo się narzucające, ale kiedy sięgać po odpowiednie utwory, jednoznacznie istnienie swe potwierdzające. Mówiąc ogólnie AKG, jak na profesjonałów przystało, bardziej trzymały się spraw ziemskich i uczciwości w inżynieryjnym wydaniu, a Pandory pozwalały sobie na orbitowanie i nietuzinkowe popisy, do mnie akurat jak najbardziej przemawiające. Bardzo ciekawie przy tym kontrastowały sopranowe bogactwo i pienistość z tymi mającymi powierzchnię, prężnymi dźwiękami dołu i średnicy, podczas gdy u AKG wszystko bardziej się ujednolicało, czy – gdyby ktoś taką opinię wolał – bardziej było homogeniczne i nawzajem się przeplatające. W zależności od repertuaru sam raz wolałem jeden styl a raz drugi, bo wokale wypadały prawdziwiej u AKG, ale symfonika i muzyka elektroniczna były u Pandor bardziej popisowe.

Phasemation_HD-7A192_011_HiFi Philosophy

Na pierwszy ogień idą koleżanki z Japonii – Pandora Hope VI. I od razu wielki sukces!

Nie ulega jednak wątpliwości (a to nas tutaj najbardziej interesuje), że w obu wypadkach sam tor przed słuchawkami grał koncertowo, a podstawiany mu repertuar nie miał znaczenia. Naprawdę rzadko słuchawki mają okazję tak się popisywać przy komputerze, chociaż niedawno stał tam przetwornik Ayon Sigma i też się popisywał. Dzięki swemu wewnętrznemu zegarowi rysował dźwięki o wyraźniejszych, bardziej wyostrzonych w sensie optycznym konturach, ale nie miał takiego wypełnienia i takiej muzykalności. Nie miał też ani takiej brzmieniowej głębi, ani holografii. W zamian tylko tę super wyostrzoną wyraźność femtosekundowego taktowania i piękny dzięki niej realizm, który Phasemation realizował inaczej, bardziej wypełnieniem niż krawędziowaniem. Tego jak gra doposażony femtosekundowym zegarem zewnętrznym nie chcę się nawet domyślać, bo po co psuć sobie smak chleba naszego powszedniego komputerowej muzyki. I bez tego powrót do niej będzie bolesny.

Odsłuch cd.

Z odtwarzaczem

Phasemation_HD-7A192_023_HiFi Philosophy

A kolejne próby tylko potwierdzały ogromną klasę przetwornika z Kraju Kwitnącej Wiśni.

   To teraz Cairn a na nim Phasemation złączone kablem optycznym. Miał być do kompletu Twin Head z Croftem, ale złącza głośnikowe Crofta nadwyrężane ciągłym przepinaniem ciężkich nieraz kabli odmówiły posłuszeństwa i trzeba było sięgnąć po Lebena. Głośnikami znów były Spendory D7, bo dla Lebena Raidho to nieosiągalne wyżyny mocy, a z kolei zdolny je rozhulać wzmacniacz Jeffa Rowlanda ma wejścia jedynie symetryczne, tak więc on nie z Phasemation. Pospinałem wszystko, pogrzałem parę godzin i jazda.

Zagrało stylem pośrednim pomiędzy Pandorami a AKG, to znaczy z przewagą wysokich tonów, dość pogłosowo i z niemal tubowym sustainem, ale całkowicie otwarcie, bez żadnego usztywniania czy napięcia. Czuć było podwyższenie tonacyjne i niedostatek wypełnienia, ale zarazem popisową ilość szczegółów i silną tendencję do promieniowania. Dźwięki narastały błyskawicznie, utrzymywały się długo, przywodziły pogłosy i promieniowały; nie tak jak u Raidho, ale wyraźnie. Zalewające przekaz w swej masie wysokie tony były niezwykle dźwięczne i nasycone powietrzem, bardzo poprawne i zupełnie niekłopotliwe, a tylko niepotrzebnie przeważające ilościowo nad resztą. Ich zalew nie przeszkodził jednak w ukazaniu bardzo subtelnej i nośnej we wszelkich wokalizach średnicy, także nasyconej, także dźwięcznej i także ekspandującej ku słuchaczowi. Pole promieniowania samego słuchacza wprawdzie tu nie sięgało, tylko siedząc dwa i pół metra od głośników czułem jak dźwięki ku mnie biegną, wystarczało to jednak do odbioru prezentacji jako bardzo aktywnej i ożywionej. Nie było przypisanej do miejsc substancjalizacji, żadnego twardego hic et nunc, tylko muzyczny kłąb zdarzeń, bardzo zmienny i szybko wirujący. Skrzyło się to, pieniło i tryskało sopranową energią. Bas oczywiście też był, ale wyraźnie zdominowany i tylko czasami mocniej się akcentujący, a użycie bass-bustera wprawdzie go wspomagało, ale powodowało całościowe zachwianie tonacyjne i zbyt silne zaburzanie sopranów (chociaż nie w sensie ilościowym), tak więc dałem temu spokój.

Phasemation_HD-7A192_008_HiFi PhilosophyPhasemation_HD-7A192_005_HiFi PhilosophyPhasemation_HD-7A192_004_HiFi Philosophy

 

 

 

 

Całość prezentowała się w sposób na pewno wymagający ingerencji i poprawiania widocznych niedociągnięć, ale nie to przecież jest ważne. Wyżne, że był to naprawdę duży spektakl, a pierwsze co w głowie mi zaświtało, to myśl – tak te Spendory jeszcze nie grały. I to oczywiście w sensie jak najbardziej pozytywnym, bo bogactwo było zjawiskowe, a przywołanie realnych postaci autentyczne. To co, że za wysoka była tonacja i za mało wypełnienia; to tylko szczegóły wymagające poprawy poprzez użycie innego wzmacniacza, nieco zapewne mocniejszego i niższego tonacyjnie. Ważne jak bogato to grało, dając tym samym fantastyczny materiał wyjściowy. Bo naprawdę w tym dźwięku mnóstwo się działo, a chociaż podwyższenie tonacyjne i niedostatki basowości na dłuższą metę są bardzo irytujące, to przecież nie zajmujemy się tu dopasowaniem głośników Spendora do wzmacniacza Lebena po takich a nie innych kablach, tylko tym co potrafi przetwornik Phasemation, a potrafi on rzeczy z pewnością ponadprzeciętne, zwłaszcza po aktywacji procesora K2. I tym razem sprawdziłem jego działanie, i zadziałał silniej nawet niż ze słuchawkami, bo jego dezaktywacja nie tylko pogarszała scenę i odbierała dźwiękom głębi, ale redukowała je w sposób tak widoczny, że aż żal brał. To była różnica całej klasy, takiej w dodatku tłustej, ledwie mieszczącej się w drzwiach. Nie można sobie było wyobrazić życia bez tego K2, taki dawał popis. A równocześnie sam przetwornik względem tego w Cairnie potrafił tchnąć we wszystko więcej życia, wszystko przyspieszał i nabłyszczał, zarazem wszystko dokładniej cyzelując i topiąc w zalewie filigranowych szczegółów o migotliwej naturze. Bardzo wszystko ożywało i się wzbogacało, i tylko smutek ogarniał, że wzmacniacz nie dopasowuje się do kolumn, bo spektakl byłby jeszcze bardziej niecodzienny. Przez chwilę, nim odmówił posłuszeństwa, słuchałem jednak Crofta z Twin-Head i tam było o wiele lepiej, a magia jeszcze znacznie silniejsza, czerpiąca dodatkowo z obecności dużych triod.

Phasemation_HD-7A192_007_HiFi Philosophy

Jedno jest pewne – po spotkaniu z HD-7A192 nic już nie brzmi tak dobrze jak wcześniej. Zdecydowana rekomendacja!

Co zaś się tyczy występującego z Lebenem podwyższenia tonacyjnego, to byłbym o to niespokojny, gdyby coś analogicznego miało miejsce ze słuchawkami. Tam jednak niczego takiego nie odnotowałem, tak więc z pewnością rzecz dotyczyła współpracy na linii wzmacniacz głośniki. Obecność w tym wzmacniaczu bass-bustera pozwala się domyślać, że miewa on kłopoty z basem, choć nieraz byłem świadkiem jego nie budzących zastrzeżeń dolnych rejestrów, tak więc nie jest to jego zasadnicza ułomność, tylko coś czasem występującego. Także odnośnie bass-bustera trzeba powiedzieć, iż jego użycie nie zawsze tak bardzo zaburzało całościową tonację i nieraz okazywało się bardzo użyteczne, choć nie tym razem.

Podsumowanie

Phasemation_HD-7A192_021_HiFi Philosophy   Z uwagi na wzrost znaczenia komputerów i muzyki branej z plików, przetworniki digital-analog zaczynają rządzić. Stanowiące jeszcze parę lat temu rodzaj brewerii w najdroższych odtwarzaczach, najpierw dochrapały się towarzystwa w postaci atomowych zegarów, jakby w odzewie na tytuł suity Pink Floyd Atom Heart Mother, a teraz jeszcze awansowały na stanowisko dyrektorskie, rozdając karty w zmaganiach plikowych. Nie da się bez nich żyć – tak to zaczyna wyglądać. Kilka lat temu posiadanie flagowej karty dźwiękowej Sound Blaster Live! było szczytem osiągnięć audiofila przy komputerze, a teraz taka karta może być co najwyżej wstępem albo namiastką. Dźwięk prezentowany przez jeszcze wyżej notowanego Asusa Xonara nawet nie ociera się jakościowo o to co potrafi sam Phasemation HD-7A192, a o tym co potrafi on wespół z Phasemation HD-7Rb nie chcę nawet myśleć, by dodatkowo nie uprzykrzać sobie powrotu do Asusa. Niezależnie od tradycyjnych umiejętności jakimi szczycą się dobre przetworniki, dalece górujące nad nawet najlepszymi komputerowymi kartami skalą personalizacji i jakością każdego dźwięku, ma ten Phasemation niespotykany u innych atut w postaci procesora K2, potrafiącego nakładać na wszystko dodatkowy wyraźny wymiar przestrzenny, a jednocześnie sprawiać, że przeważające co do marności w swej masie pliki brane z You Tube zabrzmią zupełnie inaczej, nieporównanie lepiej. I nie dotyczy to wyłącznie słuchawkowego wzmacniacza samego Phasemation, bo próbowałem także wkraczającego właśnie na recenzorskie biurko wzmacniacza Divaldi, i nie mniej był spektakularny. Nie jest zatem w odróżnieniu od Bursonów team Phasemation nakierowany na współpracę raczej we własnym gronie, chociaż nie jest zarazem wszystkim przyjazny, bo gdyby tak było, duet Leben-Spendor spisałby się bardziej perfekcyjnie. W tym wypadku doszło jednak przede wszystkim do głosu bogactwo generowane przez samego HD-7A192, zapanowanie nad którym wymaga silnej ręki i perfekcyjnego związania toru, a to zawsze wymaga pewnej ekwilibrystyki i tylko sprawstwem szczęśliwego trafu może pojawić się od pierwszego strzału.

Jak każdy high-endowy składnik wymaga Phasemation HD-7A192 odpowiadającego mu jakościowo towarzystwa nie tylko w sensie samego prezentowanego poziomu, ale także całościowego dopasowania, pozwalającego zestroić się w nienaganną całość. Ta sztuka tym razem drogą strzelania na oślep się nie powiodła, a winą należy obarczyć nie przetwornik tylko awarię wzmacniacza recenzenta, dobieranego specjalnie pod kątem otwartości na współpracę z wszystkimi którzy się pojawiają; i co tu kryć, za swoje dwa razy większe pieniądze zwyczajnie lepszego jakościowo. To wszystko nie przeszkodziło japońskiemu przetwornikowi w popisie, w którym jednoznacznie wykazał nietuzinkowe umiejętności, bardzo wyraźnie przekraczające zakresem to wszystko co otrzymujemy od lepszej czy gorszej masówki z przedziału poniżej dziesięciu tysięcy. Właśnie podpiąłem taki przetwornik, którego nazwy z litości nie będę wymieniał; przetwornik bardzo siebie chwalący i oparty o kość 9018. Podłączyłem do niego wzmacniacz Divaldi i z nadzieją zacząłem się wsłuchiwać, bo przecież tańsze nie musi oznaczać gorsze. Ale nie tym razem. Powiem krótko – powiało grozą. Nawet sobie nie zdawałem sprawy, że aż tak źle to będzie wyglądało. Nie da rady słuchać. No nie da rady. Nie wiem co będzie dalej, ale wygląda na to, że ze słuchaniem internetowym po wyjeździe Phasemation trzeba się będzie pożegnać na dłużej. Aż mam ochotę zrobić coś strasznego, jak zwykł mawiać w takich razach szef Pingwinów z Madagaskaru.

 

W punktach:

Zalety

  • Jeden z bardzo nielicznych przetworników zasobnych w procesor K2.
  • Wynikająca z tego trójwymiarowość dźwięków i sceny.
  • Najwyższej klasy realizm.
  • Popisowe wypełnienie dźwięku.
  • Nie gorsza całościowa elegancja.
  • Zalew szczegółów.
  • Bardzo żywa przestrzeń.
  • Spójne całościowo pasmo, całe na poziomie mocno ugruntowanego high-endu.
  • Dobre dopasowanie do słuchawek reprezentujących różne szkoły brzmienia.
  • Fantastyczny mastering złej jakości nagrań.
  • Niepostrzeżenie wchłania nas swoją jakością.
  • By potem zabić w momencie powrotu do szarej rzeczywistości zwykłych DAC-ków.
  • Dual mono w oparciu o kości PCM1794 Texas Instruments i programowalne procesory Analog Devices AD9852, przystosowane do pracy pod kontrolą zewnętrznego zegara. (Rozwiązanie objęte patentem.)
  • Doskonałe zasilanie.
  • Piękna jak zawsze u Phasemation obudowa, cała z aluminium.
  • Niezbyt duży, z łatwością mieszczący się na biurku.
  • Dedykowany moduł zegara rubidowego.
  • Bezproblemowa obsługa plików DSD i MQS.
  • Bardzo dobra jakość na wejściu optycznym i USB.
  • Jeszcze lepsza na koaksjalnym poprzez interfejs.
  • Jak na tą klasę cena nie jest zniechęcająca.
  • Uznany producent.
  • Perfekcyjne wykonanie.
  • Made in Japan.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Brak symetryzacji.
  • A więc brak pełnego wykorzystania możliwości wzmacniacza słuchawkowego Phasemation EPA-007.
  • Mniej obfity w przyłącza od wiodącej pod tym względem konkurencji.
  • Niech nikogo nie zmylą pokrętła; to jest goły przetwornik.

 Sprzęt do testu dostarczyła firma:

Eter Audio

 

 

 

Strona producenta:

Phasemation-Logo

 

 

Dane techniczne:

  • Przetwornik D/A
  • Interfejs audio USB.
  • Wejścia: USB (typ-B), COAXIAL (RCA), TOSLINK.
  • 10 MHz zegar zewnętrzny (50 Ω BNC), zgodny z Windows XP (SP2 lub nowszy), Mac 10.6 lub nowszy.
  • Odtwarzane formaty: 16/24bit – 44,1/48/88,2/96/176,4/192 kHz (USB, Coaxial); 16/24bit – 44,1/48/88,2/96 kHz (TOSLINK).
  • Wyjście analogowe: RCA o napięciu znamionowym 2.0 Vrms
  • Separacja kanałów: 105 dB.
  • Stosunek szumu do sygnału: 110 dB.
  • Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 40 kHz.
  • THD: poniżej 0,008%.
  • Impedancja wyjściowa: 130 Ω.
  • Pobór mocy: 12 W.
  • Wymiary: 260 x 77 x 327 mm.
  • Masa: 3,8 kg.
  • Akcesoria: kabel zasilający, kabel USB.
  • Cena: 13 990 PLN.

 

System:

  • Źródła: PC, Cairn Soft Fog V2.
  • Przetwornik DAC: Phasemation HD-7A192.
  • Wzmacniacz słuchawkowy: Phasemation EPA-007.
  • Słuchawki: AKG K812 (kabel FAW Noir hybrid), Pandora Hope VI.
  • Wzamcniacz stacjonarny: Leben CS300F.
  • Głośniki: Spendor D7.
  • Interfejs: M2Tech HiFace Two.
  • Kabel koaksjalny: Tellurium Q Graphite.
  • Interkonekt: TaraLabs Air1 RCA.
  • Kabel głośnikowy: Entreq Discover.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

35 komentarzy w “Recenzja: Phasemation HD-7A192

  1. Maciej pisze:

    Piotrze, powiedz czy da się i jeśli tak to jakbyś porównał Phasemation do Myteka 192 w funkcji DAC ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Da się porównać i nawet porównałem. Marnie to dla Myteka wypadło. Phasemation bardzo wyciąga nagrania jakościowo do góry. Nie jest tylko rzetelny i staranny; potrafi dużo więcej. Wszystko przy nim na pięknie zyskuje. Taki magik stylista.

  2. Maciej pisze:

    Tylko w przyrodzie chyba jest tak że albo DAC rozdzielczy i precyzyjny i preamp/wzmacniacz słuchawkowy dodaje czaru, albo gęsty dac ze stopniem lampowym i obiektywny preamp/wzmacniacz…

    Może uda mi się tego Phasemation posłuchać. Czy jeszcze w graniu z Auralic’iem ma coś wspólnego?

  3. Maciej pisze:

    *Auralic Vega

  4. Piotr Ryka pisze:

    Auralic Vega słuchałem tylko w nieswoim systemie, tak więc pole opisu mam ograniczone. W ciemno wybrałbym Phasemation, ale przy bezpośredniej konfrontacji może byłoby inaczej. Dzisiaj będę słuchał Phasemation z Twin-Head, to zobaczymy jak zagrają gęsty z gęstym.

    1. Maciej pisze:

      i jak i jak?

      1. Piotr Ryka pisze:

        Dobrze, bardzo dobrze. Nie było żadnego konfliktu, tylko wzajemne uzupełnianie i bardzo ciekawa muzyka. Przyjemnie jest od czasu do czasu móc posłuchać własnego wzmacniacza. Odświeżające doznanie.

        1. Michal W pisze:

          Jakie słuchawki braly udzial w tym zestawieniu?czy dac ten dobrze zgrywa sie k812?

          1. Piotr Ryka pisze:

            Słuchałem właśnie z K812.

  5. mruk pisze:

    Dzień dobry,
    czytam Pańskie recenzje (z przyjemnością) od dłuższego czasu, zwłaszcza te dotyczące sprzętu, który cenowo mieści się (teoretycznie) w zasięgu moich możliwości finansowych. Gratuluję strony i udanych – pozbawionych (na tyle, na ile to możliwe) wodolejstwa, ciekawych recenzji.
    Od pewnego czasu jednak ciekawi mnie ekonomiczna (nie filozoficzna) strona audiofilstwa. Recenzowany DAC kosztuje bagatela 14 tysięcy złotych. Ciekaw jestem, jaki procent naszego społeczeństwa, zainteresowany dziedziną audio (to ważne zastrzeżenie) może sobie pozwolić na taki zakup, żeby nie okupywać go wielomiesięcznymi czy wieloletnimi wyrzeczeniami? Myślę, że może to być grubo poniżej 0,1%. I jeszcze jedno, ciekawsze pytanie: ilu ludzi takiego DACa (i inny podobny element systemu audio od 10 tys. wzwyż) u nas kupuje, założywszy, że sprzęt jest z tych bardziej popularnych i jest dostępny u polskich dystrybutorow? 100-200 osób? Jakiego rzędu to mogą być liczby?? Będę wdzięczny za jakieś orientacyjne realne dane. Pozdrawiam
    mruk

    1. Piotr Ryka pisze:

      Przykro mi, nie zajmuję się stroną sprzedażową. Takie pytania trzeba kierować do dystrybutorów. Dużo zależy tutaj od popularności marki a nie tylko ceny. Urządzenia udane kosztujące parę tysięcy sprzedają się w setkach, a bardzo drogie najwyżej w dziesiątkach sztuk. Niedrogie a dobre głośniki czy DAC-ki w tysiącach. Sennheiser na całym świecie sprzedał poniżej trzydziestu tysięcy słuchawek HD 800. To daje pewne wyobrażenie o skali.

      1. mruk pisze:

        Dziękuję za tę garść informacji. Zwłaszcza ta ostatnia daje pewne wyobrażenie o tym, jak elitarne jest grono audiofilów, które w dodatku dzieli się na jeszcze węższe grona (słuchawkowcy, analogowcy, Dac-owcy). To, w porównaniu z wysokimi cenami urządzeń, daje do myślenia.
        Nie chcę rozpoczynać odrębnej dyskusji, niezwiązanej z tematem recenzji. Tylko jeszcze taka refleksja:
        Mam nadzieję, że zmieni się jednak podejście części producentów (może impuls wyjdzie z Chin?, a może już wyszedł?), i przestaną kreować sobie elitarnego, majętnego klienta dla swoich topowych urządzeń, których cena jest często gęsto (prawdopodobnie) sztucznie zawyżana (nie twierdzę bynajmniej, że to wszystko oszustwo, nabieranie gości, jak to niektórzy laicy twierdzą, co to, to nie, ale chcę powiedzieć, że wzrost nakładów na zaprojektowanie, wykonanie tych topowych urządzeń – w porównaniu do urządzeń tzw. budżetowych – jest znacznie niższy do wzrostu ich ceny – także w porównaniu do niższych modeli – tego oczywiście nie wiem na pewno, ale przypuszczam, taką mam intuicję).
        Może ktoś wreszcie uda się zarobić na średnio lub nawet mniej niż średnio zamożnych klientach?

    2. Michal W pisze:

      Ogladales kiedys TOP GEAR, tam tez testują tylko samochody na ktore stac 1% spoleczenstwa 🙂

      1. mruk pisze:

        Jasne, oglądałem. To jednak trochę inna kwestia. Auta, w dodatku testowane w TV.

  6. mruk pisze:

    Ostatnie pytanie miało brzmieć nieco inaczej:
    Chodzi mi oczywiście o to, czy wreszcie pojawi się producent, który skalkuluje, że bardziej opłaca mu się sprzedać dobry sprzęt (np. model słuchawek, które dziś kosztują np. 5 tys. zł) w większej ilości, bo taniej (np. za te 3 tys.) niż w mniejszej ilości, ale za to drożej??

    1. Piotr Ryka pisze:

      Analizę rynku przedstawiłem w artykułach „O sensie i rozterkach audiofilizmu” oraz „O luksusie”, które można znaleźć (nieco myląco) w zakładce Muzyka. Co do sprzętu wysokiej jakości za niewielkie pieniądze, to można wskazać wyroby takich firm jak ifi Audio czy Hegel, a słuchawki najwyższej jakości w okolicach trzech tysięcy to na przykład HiFiMAN HE-560, albo Pandora Hope VI.

      1. mruk pisze:

        Przeczytałem tekst O sensie i rozterkach… Bardzo ciekawy. Może będzie okazja kiedyś wrócić do paru poruszonych tam wątków.

        1. mruk pisze:

          W każdym razie podpisuję się pod końcowymi podsumowującymi zdaniami tego tekstu: nierówności społeczne, zanik klasy średniej i związany z tym brak postępu w dziedzinie audio i mielenie tego samego przez producentów. Nic dodać nic ująć.

    2. Daniel pisze:

      Najgorsze jest to że praktycznie cały audiofilizm kręci sie wokół ceny, potem futersów, dźwięku a na końcu na muzyce.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Nie sądzę aby tak było. W końcu chodzi o muzykę a nie co innego.

  7. Maciej pisze:

    Według mnie klocki za 5-6K PLN dają już bardzo dobrą jakość. Co i tak przy średniej ilości klocków w pokoju gdzie słuchamy daje kwotę ok 25-30K PLN czasem nawet mniej jeśli kupimy coś używanego. I to jest bardzo duża kwota na polskie realia. Ale jakość jest już bardzo wysoka, o ile wybiera się dobrze i skutecznie pod kątem swoich uszu a nie na podstawie tego co gdzieś jest napisane (bez urazy dla Piotra : ) )

    Audiofilizm jako taki to jednak rodzaj zaburzenia. To kompulsywne dążenie do zmian i realizacja tych obsesji. Ale im bardziej je zaspokajamy tym bardziej rosną w siłę. Tu nie ma żartów – w skrajnych przypadkach rozpadają się przez to rodziny. Dobrze jest lubić fajny, solidny sprzęt, zmieniać co parę lat w nim coś, ale jednak większość czasu powinno zajmować używanie tego co mamy a nie myślenie o zmianie. To daje komfort i radość. To nie kable za 100K PLN dają prawdziwą satysfakcję tylko gramy dystansu na które jesteśmy w stanie się zdobyć i którymi możemy się delektować przy lampce wina jak słuchamy nowej płyty.

    Dobre brzmienie to stan umysłu a nie fakt.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie możemy doświadczyć niczego co nie jest stanem naszego umysłu.

      1. Maciej pisze:

        Tutaj Piotrze mój elementarz pojęć wydaje się być zbyt skromny 🙂

        1. Piotr Ryka pisze:

          Bertrand Russell zobaczywszy kiedyś w piśmie naukowym artykuł pod tytułem „Dlaczego nie możemy wiedzieć do dzieje się w naszych głowach”, pozwolił sobie skomentować, iż jego zdaniem jest dokładnie na odwrót – cały czas wiemy co dzieje się w naszych głowach, natomiast nie możemy wiedzieć co dzieje się gdziekolwiek indziej.

          1. mruk pisze:

            Macieju, racja, dobre brzmienie to kwestia do pewnego stopnia subiektywna: upodobań, ale i wrażliwości, którą z czasem się z pewnością rozwija. Tzn. w miarę obcowania z dobrym sprzętem, słyszy się coraz więcej. Steż stąd, jak sądzę, wynika jeden z głównych zarzutów, jakie wysuwają laicy pod adresem audiofilów, tzn. ci pierwsi twierdzą, że audiofile ulegają autosugestii, o którą tym łatwiej, że jest poprzedzona sporymi wydatkami
            Tak twierdzą zwykli zjadacze chleba, zadowalający się byle jakim dźwiękiem.
            Jest jeszcze szeroka grupa nie-laików, ale i nie-audiofilów (sam się do niej zaliczam), która w relacji do audiofilstwa i audiofilów odczuwa mieszaninę zainteresowania, może nawet podziwu, ale niestety też zazdrości (czy raczej resentymentu). W końcu jakoś trzeba sobie zracjonalizować trudną do zniesienia sytuację, że nie stać mnie na te wszystkie luksusowe audiofilskie cacka. No i się pojawiają te różne zarzuty: że audiofilizm to nabieranie gości, ściema producentów, naciągactwo, szaleństwo czy choroba itd. Stąd też te kwasy.

            Ale mnie chodziło tylko o to, że ta drożyzna wynika (w części) z pewnej filozofii producentów: chcą mieć produkt uważany za eksluzywny.
            I stąd moje wzdychanie, że może by któryś z nich takie podejście zmienił – i dzięki temu osiągnąć równie dobry, a może i lepszy, wynik finansowy.

  8. Maciej pisze:

    Wydaje mi się że audiofilsko grają i są dobrze wycenione: Audiolab MDAC, słuchawki Beyerdynamic, słuchawki AKG (poza flagowcami bo te mają ceny przynajmniej 2 krotnie zawyżone), przewody Reson, WireWorld, produkty Rega, sprzęty NAD, wzmacniacze Feliks Audio, wzmacniacz Lorelai, Schiit, WBA, Atoll, Tomanek, używany hi end z lat 90 🙂 i pewnie wiele innych…

    1. mruk pisze:

      Dzięki. Być może będę miał okazję co nieco z tego sprawdzić, i coś nabyć.

  9. Milvarecon pisze:

    Panie Piotrze,
    Jakby Pan widział ten przetwornik do STAX SR-L700?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Muszę najpierw zapytać – w granicach jakiego budżetu?

      1. Milvarecon pisze:

        Szukam przetwornika do tych słuchawek z gęstym, dociążonym dźwiękiem zwłaszcza w dolnych rejestrach.
        Budżet około: 13 000PLN.
        Zastanawiam się jeszcze nad Audiobyte Black Dragon + dwie hydry, T+A DAC 8 DSD, Aqua La Voce S2, lub Eximus DP1.
        Chyba, że zna Pan lepszą alternatywę do tych słuchawek w wyżej wymienionym zakresie cenowym.
        Do słuchawek mam energizer STAX SRM-007tII.

        1. Piotr Ryka pisze:

          L700 to świetne słuchawki, ale o specyficznych wymaganiach. Kupowanie dla nich DAC w ciemno byłoby według mnie karkołomnym przedsięwzięciem; kandydatów koniecznie trzeba odsłuchowo zweryfikować. Z uwagi na wspomnianą specyfikę spośród zbliżonych cenowo wziąłbym pod uwagę Auralic Vega. Aqua też wydaje się potencjalnie ciekawa. Jednak synergia może się pojawić nieoczekiwanie, nawet w teoretycznie nie pasującym urządzeniu. Nie podejmuję się więc zgadywać, który przetwornik wypadnie najlepiej.

          1. Milvarecon pisze:

            Dokładnie tak Panie Piotrze, ogólnie kupowanie jakiegokolwiek sprzętu powyżej „x” tysięcy to niezbyt zdroworozsądkowe działanie. Pytałem czysto informacyjnie by zawęzić zakres poszukiwań. Mieszkam w małym mieście, a dojazdy do większych miast na odsłuchy zajmuje mnóstwo czasu i energii, zwłaszcza że nigdy nie ma wszystkiego w jednym sklepie, więc zostaje mi tylko zamawianie, odsłuchiwanie i ewentualna odsyłka. Niestety nie dysponuję też taką gotówką by zamówić 6 daców i każdy po ponad 10k by bezpośrednio je skonfrontować. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.
            Dziękuję mimo wszystko za szybką odpowiedź!
            Przyjrzę się bliżej Auralic Vega i prawdopodobnie od tego przetwornika zacznę, mam nadzieję, że będzie udanym strzałem.
            Pozdrawiam.

        2. AAAFNRAA pisze:

          A może Exogal Comet Plus? Obsługuje DSD, ma przedwzmacniacz i wzmacniacz słuchawkowy. Sam o nim myślałem, ale wybrałem tańszego Chorda. Chord Qutest czy Hugo 2 to też kawał DAC-a i to w miarę przystępne cenowo.

          1. Milvarecon pisze:

            Co do mojego poprzedniego komentarza drobna poprawka: miałem na myśli, że kupowanie jakiegokolwiek sprzętu za „x” tysięcy W CIEMNO* jest niezbyt zdroworozsądkowym działaniem. Zabrakło jednego wyrazu, a sens wypowiedzi już jest zupełnie inny.
            Exogel Comet Plus jest bardzo intrygującą integrą i warto jej się przyjrzeć. Do potencjalnych kandydatów dołączyłem również Norma Dac HS-DA1 VAR. Jest niesamowity wysyp przetworników i przeogromna konkurencja. Rynek bardzo szybko się rozwija i ciężko za tym nadążyć. Chordów nigdy nie słuchałem, ale być może będę miał okazję niebawem to zmienić. Na upartego mógłbym dorzucić jeszcze Naim DAC, albo Audio-GD R2R-7. Później czeka mnie zabawa z kablami sieciowymi i interkonektami. Upłynie wiele wody w rzece zanim ostatecznie domknę system. W niedalekiej przyszłości planuję jeszcze kupić jedną parę słuchawek, coś z przeciwległego bieguna. Final Audio D8000, albo Crosszone CZ-1 i zabawa zacznie się od nowa.
            Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy